Portal prowadzony jest przez przyjaciół Węgier, którym bliskie są poglądy premiera Viktora Orbána i kierowanej przez Niego partii Fidesz – Węgierska Unia Obywatelska

Uroczyste przemówienie Viktora Orbána – 100 lat po traktacie w Trianon

Featured

Sátoraljaújhely, 6 czerwca 2020

Znamy stacje. Znamy również stacje bolesne Węgierskiej Kalwarii. Znów jednak podążamy drogą krzyżową. Pragniemy uzdrowienia, pocieszenia, nadziei i motywacji. Zdajemy sobie sprawę, że możemy to otrzymać dopiero na końcu drogi krzyżowej. Tylko tak i tu możemy wznieść się ponad ból. Musimy dojść do miejsca, w którym wszystko jest jasne i ma sens. Musimy dojść do miejsca, skąd możemy zobaczyć przyszłość. Właśnie dlatego jesteśmy tu dzisiaj.

Historyczny horyzont Węgrów sięga tysiąca lat. Z tej perspektywy można rozejrzeć się daleko wokół siebie. Na prawo Koszyce, tam Szatmárnémeti, za nami Munkács. Patrząc sercem, a nie oczami, możemy spojrzeć jeszcze dalej. W przeszłość, aż do dziejowych początków. Widzimy jak setki wędrujących przez wielkie stepy ludów nikną i przepadają w pyle historii. Widzimy, że my Węgrzy ani nie zniknęliśmy, ani nie przepadliśmy lecz w kręgu ludów łacińskich, germańskich i słowiańskich stworzyliśmy ojczyznę, zachowując własny, odrębny charakter. Otworzyliśmy serca na chrześcijaństwo, usłyszeliśmy słowo Boże, uznaliśmy je i przyjęliśmy za fundament naszej organizacji państwowej. Tak jak zostało zapisane: „Pamiętaj, że każdy człowiek rodzi się taki sam i tylko pokora pomaga mu się podnieść, zaś duma i nienawiść prowadzą go do upadku.” Dziś nasza ojczyzna nadal opiera się na tym fundamencie. Odpieraliśmy kolejne najazdy Zachodniego Imperium. Przeżyliśmy niszczycielskie plagi wschodnich pogan. Udało nam się zrobić to, czego nie potrafiły pozostałe ludy stepowe. Wywalczyliśmy, zorganizowaliśmy, określiliśmy i utrzymaliśmy swoje miejsce w Europie. Przez czterysta lat – czas równy czterem Trianonom – Węgry były silnym i niezależnym państwem. Przez kolejne trzysta lat, równych trzem Trianonom, opieraliśmy się Imperium Osmańskiemu. Najpierw wewnątrz Bałkanów, następnie na naszych południowych krańcach, w końcu zmuszeni do odwrotu w samym sercu Basenu Karpackiego. I choć Buda była w rękach Turków przez czas równy półtora Trianonu, nie byli w stanie przebić się przez nas. Następnie po dwustu latach, dwóch Trianonach obciążonych upadającymi powstaniami i walkami o wolność, przekroczyliśmy jednak próg XX wieku, jako naród współrządzący wielkiego imperium europejskiego.Szanowni Państwo!

Choć na przestrzeni wieków setki tysięcy Węgrów padały na polach bitewnych, cały świat widział, że ani kule, ani miecze nie zmogły węgierskiego narodu. Nawet jeśli zostaje powalony na kolana, wciąż z nich powstaje. Teraz przechodziliśmy obok placu Węgierskich Matek. W Kalwarii Węgierskiej kobietom należy się szczególne miejsce. Tak powinno być, ponieważ to kobiety wyrównywały tę naszą utratę krwi. Raz dawały ojczyźnie żołnierzy broniących kraju, innym razem ludzi odbudowujących ten kraj. Zawsze dawały to, czego potrzebowaliśmy. To dzięki naszym kobietom mamy w genach sztukę przetrwania i budowy narodu. Im zawdzięczamy to, że jesteśmy mistrzami Europy w przetrwaniu. Chwała kobietom węgierskim!

Szanowni Państwo!

Nie staliśmy się ani prowincją niemiecką, ani tureckim wilajetem, ani republiką sowiecką. Po dzień dzisiejszy istnieją niezatarte ślady, kościoły i katedry, miasta i place. Głoszą one, że my Węgrzy jesteśmy narodem budującym kulturę i organizującym państwowość.

Szanowni Państwo!

W wyniku spisków w Budapeszcie tysiącletni naród węgierski został pchnięty nożem. Jego armia została sparaliżowana i rozwiązana, jedyny mąż stanu, zdolny do ratowania narodu, został zamordowany, a kraj oddano wrogom, rządy w ręce bolszewików. Zachód naruszył tysiącletnie granice i historię Europy Środkowej. Zrobił z naszego kraju dom żałobny, zamknięty w niemożliwych do obrony granicach, pozbawiony naturalnych skarbów i odcięty od własnych zasobów. Bez moralnych skrupułów nakreślił na nowo mapę Europy Środkowej, tak jak nakreślił nowe granice Afryki i Bliskiego Wschodu. Nigdy mu tego nie zapomnimy. A kiedy myśleliśmy, że ani butne francuskie i brytyjskie, ani obłudne amerykańskie imperia nie będą w stanie upaść niżej, okazało się że jest to możliwe. Po II wojnie światowej bez wyrzutów sumienia rzucili nas komunistom na pożarcie. Nagroda dla Polaków, Czechów i Słowaków była taka sama jak nasza kara. Niech to będzie lekcją po wsze czasy dla narodów Europy Środkowej!

Szanowni Państwo!

Było już wielu takich, którzy najchętniej pogrzebaliby Węgry. Byli tacy, którzy chcieli pozbawić Niemców sojusznika, tacy którzy chcieli zemsty na Habsburgach, tacy którzy kierowali się zyskiem i tacy, którzy zawsze nienawidzili Węgrów. Trzymali się razem, chcąc zmieść nas z powierzchni ziemi. Ale my jesteśmy upartym narodem i nigdy nie mieliśmy zamiaru uczestniczyć we własnym pogrzebie. Nasi pradziadowie też się nie poddali. Nie klękali, nie błagali o litość. Staliśmy na nogach i wytrzymaliśmy. Wytrzymaliśmy „dzielnice wagonowe”, obozy nazistowskie, sowieckie gułagi, wysiedlenia, Czechosłowację, Jugosławię i Ceauşescu. Dziś nie ma już ani Czechosłowacji, ani Jugosławii, ani Związku Radzieckiego. Nie ma imperium brytyjskiego, ani francuskiego. A to co po nich pozostało, zamknięte jest teraz w uścisku ich mściwych kolonii. Sprawiedliwości historii nie mogą uniknąć nawet najwięksi. I tak jak prawdą jest fakt, że integracja powoduje wspólny rozwój, tak prawdą jest, że brak integracji powoduje rozpad. Dobrze zostało powiedziane sto lat temu: jeszcze będziemy na pogrzebie tych, którzy nas chcieli pogrzebać. Albowiem my Węgrzy przetrwamy, niezależnie od tego, w którą stronę wieje wiatr. Przetrwamy, bo jesteśmy w domu. Węgry kurczą się i rozszerzają, podobnie jak ludzkie serce, ale w istocie od tysiąca stu lat żyją tam, gdzie twórcy państwa wyznaczyli im miejsce. Z godnością bronimy Basenu Karpackiego, co jest też naszą misją. Każde narodzone węgierskie dziecko jest również kolejną strażnicą. Nie dzielimy Basenu Karpackiego, nie nękamy go, nie wystawiamy na sprzedaż, tylko go strzeżemy. Musimy żyć z pewnością samych siebie i taką postawą, jaką może mieć naród, który wie że dał światu więcej, niż od niego dostał. Nasze dokonania dają nam prawo do dalszego tworzenia naszej historii. I dziś musimy wiedzieć, że mieliśmy już gorsze granice, a jednak tu jesteśmy.

Szanowni Państwo!

Zamiast Czechosłowacji i Jugosławii mamy Słowaków, Słoweńców, Chorwatów i Serbów. Z radością budujemy wspólną przyszłość ze Słowacją, Serbią, Chorwacją i Słowenią, które są dumne ze swojej tożsamości narodowej. Historia dała nam szansę, być może ostatnią, na otwarcie nowej ery przez narody Europy Środkowej, obrony przed zagrożeniem od zachodu i wschodu oraz wspólnego rozwoju. W ciągu ostatnich dziesięciu lat udowodniliśmy naszym sąsiadom, że jeśli połączy się żywotność węgierskich elementów narodowych, to będzie to dobre nie tylko dla nas, ale również dla nich. Tylko państwo ma granice, naród ich nie ma. Takie jest prawo. Niektórzy to zrozumieli, inni nie. Ci którzy jeszcze nie zrozumieli, powinni się pospieszyć, bo może zabraknąć im czasu.

Szanowni Państwo!

Stoi za nami tysiącletnia historia, dlatego pozbywamy się ograniczeń „tu i teraz”. Widzimy Bratysławę tam gdzie było miasto Pozsony, a Kluż tam gdzie był Kolozsvar. Widzimy tak dlatego, ponieważ patrzymy na świat po węgiersku. Widzimy ojczyznę wysoko, ale widzimy ją również pod źdźbłami trawy. Jeśli patrzysz po węgiersku, akceptujesz to, że Słowak będzie Słowakiem, a Rumun Rumunem. Widzimy w naszych sąsiadach to, co nas dzieli, ale także to, co nas łączy. Ten, kto patrzy na świat po węgiersku widzi go oczami Świętego Stefana. Widzieć XXI wiek oczami Świętego Stefana oznacza, że my wraz z sąsiednimi narodami chcemy uczynić Basen Karpacki wielkim. Dziś znów staliśmy się najbardziej zaludnionym krajem Basenu Karpackiego. Od stu lat nie byliśmy tak silni. Budujemy mosty i linię kolejową aż do Belgradu i autostradę aż do Koszyc. Nasza polityczna, duchowa, ekonomiczna i kulturowa siła grawitacji rośnie z dnia na dzień. Rozpoczął się powrót Węgrów. W porównaniu do Europy Zachodniej jesteśmy wyspą pokoju i bezpieczeństwa. A żeby tak zostało, rozbudowuje się dynamicznie armia węgierska. Siła wiąże się z odpowiedzialnością i my jesteśmy świadomi wagi naszej odpowiedzialności. Stuletnia kwarantanna po traktacie w Trianon dobiegła końca. Minęła era stuletniej samotności. To budujące, że znów mamy sojuszników, mamy dobrych sąsiadów i możemy wspólnie przygotować się na przyszłość.

Szanowni Państwo!

Na świecie nie ma ani jednego narodu, który przetrwałby takie ciężkie stulecie. Ale jesteśmy uparci, twardzi i zaradni. Dlatego nie tylko przetrwaliśmy, ale dzisiaj znów wygrywamy. Wyrażamy zatem naszą serdeczną wdzięczność i najwyższe uznanie dla naszych rozproszonych społeczności narodowych za stuletnią niezłomność, lojalność wobec narodu węgierskiego i swojej ziemi ojczystej. Tylko naród, który podąża własną Drogą Krzyżową, może stać się wielkim narodem. Taki, który zna trudy drogi i który wytrzyma próbę. Taki, który rozumie, że prawda bez siły niewiele znaczy. Historia nie jest litościwa. Nie wybacza słabości. Jeśli nie sprostamy zadaniu, będziemy zgubieni. Jeśli posłuchamy bezkrwistych pięknoduchów, będziemy zgubieni. Jeśli poddamy się dezintegracji, będziemy zgubieni. Węgrzy nigdy więcej nie mogą pozwolić sobie na luksus słabości. Zawsze możemy mieć tylko to, czego możemy bronić. Takie jest prawo i taki jest nasz los. Dlatego dla nas każdy mecz trwa, dopóki nie wygramy. Dlatego historia Węgrów nie skończyła się w Mohaczu, w Világos, ani Trianon, i dlatego wszystkie klejnoty w koronie św. Stefana znów będą błyszczeć.

Szanowni Państwo!

W nadchodzącej dekadzie nie będzie mowy o upadkach i stratach, ale o dobrobycie i budowaniu narodu. Świat się zmienia i zmiany te są gwałtowne. Stany Zjednoczone nie siedzą już same na tronie świata, Eurazja odbudowuje się z pełną siłą, a ramy Unii Europejskiej pękają i teraz ma ona nadzieję ocalić się poprzez niebezpieczne salto mortale. Ziemia drży pod nogami naszego wschodniego sąsiada. Bałkany również są pełne pytań, które oczekują odpowiedzi. Rodzi się nowy ład. W naszym świecie, także w naszym życiu, wielkie zmiany dobijają się do naszych bram. Postrzegaliśmy nasze straty jako porażkę na wieki. Także w ostatnim stuleciu. Wobec braku naszej siły spodziewaliśmy się, że cudowna armia wybawców wyłoni się z mgły legend i odmieni los Węgrów. Spójrzmy na historię ostatnich stu lat. Postarajmy się zrozumieć nasilenie zmian w ciągu ostatnich dziesięciu lat. Nie bójmy się tego, co widzimy: to my jesteśmy tymi, na których czekaliśmy. Tak, to my odwracamy los Węgier. Możemy mieć nadzieję, że nasze pokolenie, czwarte pokolenie po Trianon, wypełni swoją misję i poprowadzi Węgry ku bramom zwycięstwa. Ale decydującą bitwę będzie musiało stoczyć pokolenie podążające za nami, piąte pokolenie po Trianon. To oni będą musieli podjąć ostateczne kroki. Jak zostało napisane: „Zbierzcie w sobie siłę i przede wszystkim zacznijcie od najprostszej rzeczy – złączcie się tworząc potęgę, abyście mogli zbliżyć się również do Boga, który jest nieskończonością.” Nie będzie to ani łatwe, ani proste, ale będzie tego warte. Przed wami wspaniałe czasy. Szykujcie się, szykujcie się codziennie. Węgry przede wszystkim, a Bóg ponad nami wszystkimi!

Naprzód, Węgry! Naprzód, Węgrzy!

Małe kraje nie mogą sobie pozwolić na głupich przywódców. To przywilej dużych krajów

Featured

Wolny Uniwersytet w Tusnádfürdő (Băile Tuşnad) – wykład

Featured

Szanowne Panie, Szanowni Panowie!

Każdego roku zwykłem pytać mojego przyjaciela Zsolta Németha, o czym powinienem tu mówić. Nie będę teraz przytaczał wszystkich pomysłów, ale odpowiedział mi tak: uważaj, gdy będziesz mówił o różnych szerokich zależnościach, bo to przecież wykład na wolnym uniwersytecie; uważaj, by te zależności były widziane z perspektywy Seklerszczyzny, Siedmiogrodu i narodu węgierskiego. Dlatego wspominam o tym na wstępie, gdyż poprowadzę myśl różnymi ścieżkami, ale będę się starał mówić o sprawach tego świata pod kątem odniesień, które są, mogą lub będą dotyczyć Węgrów.

Ostatecznie wszystkich nas interesuje ta sama kwestia, mianowicie, co będzie, co się stanie do naszego następnego spotkania na tym wolnym uniwersytecie za rok. Co się stanie do lipca 2019 roku? By ocenić perspektywy, możliwości i własne siły, zacznijmy może od tego, co stało się od tego czasu, kiedy ostatnio się tutaj widzieliśmy. Co się wydarzyło w minionym roku? A wydarzyło się tak wiele, że trudno uwierzyć nawet w to, co jest za nami, a cóż dopiero w to, co ma się wydarzyć, a o czym mam zamiar zaraz mówić.

ZJEDNOCZENIE NARODU

Najważniejszym wydarzeniem minionego roku było to, że Węgrom w Basenie Karpackim udało się przekroczyć kolejny próg psychologiczny. Mianowicie mogliśmy przywitać milionowego Węgra spoza granic, który przyjął węgierskie obywatelstwo. Gdybyśmy osiągnęli tylko tyle, to już byłoby wystarczającym powodem do radości. Jednak zrobiliśmy więcej, sformułuję to tak: proces jednoczenia narodu przemienił się w jego budowanie. Wyniki potwierdzają, że ten proces jest udany. 8 kwietnia w wyborach udowodniliśmy, że jesteśmy zdolni do zrozumienia własnej, wyjątkowo zawiłej i złożonej sytuacji. Potrafimy wspólną wolą decydować o swoim losie, jesteśmy zdolni iść razem jako naród. Węgrzy mieszkający poza granicami kraju stanęli murem za Węgrami w Macierzy. Za wzięcie tej odpowiedzialności i wsparcie pragnę teraz podziękować Wam w ich imieniu, wdzięcznym sercem. Wspólną siłą wygraliśmy ciężką bitwę.

Z SYSTEMU W EPOKĘ

Jaki jest sens wydarzeń na Węgrzech? Zamknęliśmy nasz trzeci cykl rządzenia i rozpoczęliśmy czwarty. 16 lat byliśmy w opozycji, 12 zaś przy sterze rządu. O ile Bóg pozwoli i dożyjemy, pod koniec obecnego czteroletniego cyklu będziemy mogli powiedzieć, że osiągnęliśmy równowagę. W moim exposé, wygłoszonym z okazji przyjęcia teki premiera, wspomniałem, że rząd składa się z ludzi sportu i dlatego remis nas nie zadowala. Z wyniku naszego zwycięstwa w 2010 roku, kiedy uzyskaliśmy dwie trzecie mandatów, wywnioskowałem, że upoważniono nas do zamknięcia dwóch chaotycznych dekad transformacji oraz do zbudowania nowego systemu. W dziedzinie gospodarki oznaczało to stworzenie nowego węgierskiego modelu, a w polityce – nowy porządek konstytucyjny oparty na fundamentach narodowym i chrześcijańskim. W następnych wyborach, w 2014 roku, kiedy znów osiągnęliśmy podobny wynik, uznałem, że upoważniono nas do ustabilizowania tego systemu. W ten sposób powstał system narodowej współpracy, co – przyznaję – nie jest zbyt górnolotnym sformułowaniem, ale biorąc pod uwagę, że z węgierskiej historii przypominają się nam raczej systemy pozbawione jakiejkolwiek współpracy w ramach narodu, już i to samo w sobie jest celem godnym uznania. Nasze zwycięstwo w 2018 roku, gdy ponownie otrzymaliśmy dwie trzecie mandatów, jest niczym innym jak upoważnieniem do rozpoczęcia budowy nowej ery.

Era zawsze oznacza coś więcej niż system polityczny. Era jest światem swoistej i charakterystycznej kultury. System, ogólnie rzecz biorąc, budują przepisy i decyzje polityczne, era zaś oznacza coś znacznie więcej. Erę tworzą raczej prądy kulturowe, wspólnotowe przekonania i społeczne zwyczaje. Teraz właśnie stoi przed nami zadanie zakorzenienia systemu politycznego w fundamencie kultury tej ery. Logiczne więc i symptomatyczne, że najbardziej emocjonująca dyskusja naszej doby toczy się właśnie w dziedzinie polityki kulturalnej. Rozpoczęła się prawie zaraz po wyborach. Jest to zrozumiałe i tak powinno być. Po zdobytych po raz trzeci dwóch-trzecich rzeczywiście najwyższy czas na nowe podejście do kwestii ducha i kultury – wszak stoimy wobec wielkich przemian.

STABILNOŚĆ

O minionym roku mogę Państwu powiedzieć jeszcze to, że udało nam się ustabilizować system polityczny oparty na narodowych i chrześcijańskich fundamentach. Fundamenty te wydają się masywne i trwałe. Przywołam tu parę faktów, wyrażających stabilność zbudowanego po 2010 roku systemu gospodarczego i politycznego. Jeśli chodzi o wzrost gospodarczy, w 2009 roku Węgry wykazały minus 6 procent, w 2017 zaś plus 4 procenty. Wartość, którą Węgry były w stanie wyprodukować w 2010 roku, wynosiła 27 tys. 224 mld forintów, natomiast teraz osiągnęliśmy 38 tys. 183 mld. A więc wzrost wynosi 11 tysięcy miliardów.

Powszechnie wiadomo, że uporządkowaliśmy sprawy finansowe, kredyty wzięte w okresie kryzysu w 2008 roku zostały spłacone, Międzynarodowy Fundusz Walutowy odesłaliśmy do domu, deficyt jest utrzymany w ryzach, zadłużenie państwa zredukowaliśmy z 85 do 71 proc. Wiadomo także, że eksport wzrósł z 19 bln 690 mld do 31 bln 102 mld. Nigdy w historii Węgier takiego wyniku jeszcze nie osiągnięto.

Liczba zatrudnionych w wieku 15-64 lat, która w 2010 roku wynosiła 55 procent, wzrosła do 69 procent, co oznacza, że dziś pracę ma 756 tys. więcej osób, niż przed 2010 r. Pensje są dziś o 60 procent wyższe niż w 2010. Wskaźnik demograficzny wzrósł z 1,25 do 1,5 procent. W innych wskaźnikach też można zaobserwować stabilność: liczba pracujących lekarzy jest obecnie o 3665 wyższa niż była w 2010. Przestępstwa zmalały się o połowę. Dostęp do szerokopasmowego Internetu z 51 procent wzrósł do 82. I przytoczę jeszcze informację z całkiem innej beczki: liczebność publiczności w teatrach wzrosła o 2 mln 160 tys., w 2017 roku zarejestrowano sprzedaż 7 mln 601 tys. biletów.

WIELKIE CELE

W takiej sytuacji, mając wsparcie wyborców, dające większość konstytucyjną, rząd narodowy nie może mierzyć nisko, lecz powinien sobie wyznaczyć zadanie osiągnięcia wielkich celów. Są one tak wielkie, że wcześniej uważaliśmy je za niewyobrażalne; wielkie cele, które mogą nadać sens pracy w następnych latach.

Myśląc w perspektywie roku 2030 chcemy, aby Węgry należały wtedy do grona pięciu najlepszych krajów Unii Europejskiej. Do tej piątki, gdzie będzie się najlepiej żyć, mieszkać i pracować. Mamy należeć do piątki najbardziej konkurencyjnych krajów do 2030 roku. Do tego czasu musimy zahamować depresję demograficzną.

Do 2030 roku połączmy fizycznie obecny teren Węgier z innymi obszarami, drogi szybkiego ruchu mają dobiegać do granic państwa. Do 2030 roku musimy stworzyć niezależność energetyczną, co jest jedną z gwarancji bezpieczeństwa państwa, będziemy rozbudowywać elektrownię atomową w Paks i uruchamiać nowe źródła energii. Ograniczyć zachorowalność w odniesieniu do najczęstszych chorób, zbudować nowe węgierskie siły zbrojne, przystąpimy także do stworzenia rozbudowy gospodarki Europy Środkowej.

BASEN KARPACKI

Z perspektywy Siedmiogrodu naszym najważniejszym projektem jest odbudowa całego Basenu Karpackiego. Spoglądając na sytuację dziejową, wydaje mi się, że sto lat węgierskiej samotności dobiega końca. Znów jesteśmy silni, zdecydowani, odważni, mamy siłę, mamy pieniądze, mamy źródła energii i w minionych latach udowodniliśmy naszym sąsiadom, że kto współpracuje z Węgrami, dobrze na tym wychodzi.

Nadeszła chwila, by ponownie rozbudować Basen Karpacki. Mamy ofertę dla naszych sąsiadów. Ofertę można podsumować tak: najwyższy czas, by nasze kraje wreszcie zostały ze sobą poważnie połączone. Połączmy nasze wielkie miasta kolejami szybkiego ruchu i autostradami. Czy to nie wstyd, że takich połączeń brak między Debreczynem a Nagyváradem (Oradea – Wielki Waradyn), między Koszycami a Miszkolcem, między Nyíregyháza a Szatmárnémeti (Satu Mare), między Eszék (Osijek) a Pécsem, czy między Kolozsvár (Cluj) a Budapesztem?

Nasza oferta dotyczy także sieci energetycznej. Wstyd, że dotychczas to wszystko jeszcze nie jest rzeczywistością. Proponujemy, żeby skoordynować nasze polityki obronne i zgrać rozwijanie naszych sił zbrojnych. I wreszcie proponujemy, żebyśmy wzajemnie inwestowali na naszych obszarach. My już to rozpoczęliśmy. Do tego oczywiście potrzebny jest wzajemny szacunek. A wzajemny szacunek wymaga szczerej mowy.

RUMUNI I WĘGRZY

Mamy akurat doskonałą okazję ku temu na progu obchodów stulecia. Rumunia sto lat temu rozpoczęła swój okres nowoczesności. Rozumiemy, że z ich punktu widzenia są powody do świętowania. Ale prosimy, by zrozumieli, że z naszej perspektywy nie ma powodu do świętowania [chodzi o proklamowanie 1 grudnia 1918 r. tzw. Wielkiej Rumunii, zajęcie przez nią Siedmiogrodu oraz dyktat pokojowy z Trianon z 1920 r, na skutek którego Węgry utraciły 2/3 swoich ziem – przyp. red.] Prosimy też o zmierzenie się z następującą diagnozą: współczesna Rumunia od stu lat nie wie, co począć z tym naturalnym faktem, że na tej ziemi żyje ponad półtora miliona Węgrów.

Wiemy, iż w Bukareszcie powiadają, że Ziemia Seklerska po prostu nie istnieje. Fakt jest zaś taki, że Seklerszczyzna istniała już wtedy, gdy współczesna Rumunia jeszcze nie; i jak teraz tu się rozglądam, znając tutejszych ludzi, spokojnie mogę powiedzieć, że Ziemia Seklerska będzie istniała i wtedy, gdy już cała Europa podda się islamowi. Tego możemy być pewni. Dlatego zamiast negowania rzeczywistości, co jest niemądrym zachowaniem, spróbujmy tę sytuację potraktować jako źródło siły, spójrzmy na Siedmiogród jako na źródło energii, wzmacniajmy Ziemię Seklerską, niech Węgrzy rosną w siłę, bo jak powiadał Károly Kós, będzie to wzmacniać także Rumunię. Moglibyśmy podążać i taką drogą. Ona jest otwarta, brakuje tyko woli, by na nią wstąpić.

TEZY ŚRODKOWOEUROPEJSKIE

Równoległe z tym mamy i takie zadanie, żeby rozwijać Europę Środkową, która jest większym obszarem i oznacza więcej niż sam Basen Karpacki. Mamy przed sobą możliwość budowy wielkiego, silnego, bezpiecznego obszaru gospodarczego i politycznego, czyli Europy Środkowej. Powiedzmy jasno, że Europa Środkowa stanowi obszar odrębnej kultury, jest inna niż Europa Zachodnia. Aby Europa Środkowa mogła zająć godne miejsce na naszym kontynencie, warto sformułować parę tez. Pozwoliłem sobie sformułować pięć tez służących rozwojowi Europy Środkowej.

Pierwsza brzmi tak: każdy kraj europejski ma prawo do obrony swojej chrześcijańskiej kultury i ma prawo odrzucić ideologię multikulturalizmu. Druga teza: każdy kraj ma prawo chronić tradycyjny model rodziny, każde dziecko ma prawo do jednej matki i jednego ojca. Trzecia teza środkowoeuropejska brzmi tak: każdy kraj środkowoeuropejski ma prawo do chronienia swoich gałęzi gospodarki i swoich rynków, mających kluczowe znaczenie z punktu widzenia ich strategii narodowych. Teza czwarta głosi: każdy kraj ma prawo do ochrony swoich granic i do odrzucenia napływu imigrantów. Teza piąta zaś: w najważniejszych kwestiach każdy kraj europejski ma prawo obstawać przy zasadzie „jeden naród – jeden głos” i tego prawa nie wolno w Unii Europejskiej pomijać. Czyli my, mieszkańcy Europy Środkowej, twierdzimy, że istnieje życie poza globalizmem, nie jest on jedyną możliwą drogą. Droga Europy Środkowej jest inna – jest to droga sojuszu wolnych narodów.

TRUMP I PUTIN

Dotychczas żeglowaliśmy po spokojnych wodach. Teraz wypływamy z wód Balatonu na otwarte morze. Co się wydarzyło w ciągu ostatniego roku w otaczającym nas świecie? Po pierwsze, amerykański prezydent dotrzymał swoich obietnic. Mogą Państwo pamiętać lekceważącą i wyniosłą reakcję europejskich elit na wieść o tym, że zamierza on przekształcić multilateralny, tzn. opierający się na wielostronnych porozumieniach, układ światowy w system oparty na porozumieniach dwustronnych. W ciągu ostatniego roku przystąpił do realizacji tego zamierzenia i posuwa się naprzód w sposób planowy, z inżynierską dokładnością, a przed naszymi oczami staje nowy porządek polityki i gospodarki światowej, oparty na umowach dwustronnych. Drugim ważnym procesem zachodzącym w otaczającym nas świecie jest trwająca chińska ekspansja, kontynuacja procesów rozwojowych Chin.

Trzecią ważną okolicznością jest to, że Rosjanie również spełnili swoje obietnice, na które europejska elita liberalna machnęła ręką w taki sam sposób, jak na obietnice amerykańskie. Putin poczynił kroki i jest już bardzo bliski wdrożenia transportu gazu do Europy z pominięciem Ukrainy. Nord Stream 2 niedługo powstanie, zaś plany Tureckiego Potoku leżą już na stole.

EUROPA SKRĘCA W PRAWO

Czwartą ważną rzeczą w minionym roku było postępujące skręcanie Europy w prawo. Okazało się, że jest to nie tylko proces środkowoeuropejski. Przypomnijmy sobie wyniki wyborów w Niemczech, Austrii czy też we Włoszech. Ogólny skręt w prawo nastąpił w całej Europie. Przytoczyłem powyższe powiązania, ponieważ dla 10-milionowego kraju i 15-milionowego narodu, jakim jesteśmy, warunkiem przetrwania jest dokładne zrozumienie tego, co się wokół nas dzieje. Musimy zdać sobie sprawę z faktu, że ryzyko i konsekwencje głupoty są znacznie większe w przypadku kraju takiego jak my, kraju naszej wielkości, niż w przypadku dużych krajów.

KONKURENCJA

Ważne jest zatem, abyśmy zrozumieli, kto jakie ma cele i dążenia wokół nas na świecie. Musimy zrozumieć, co będzie się działo w otaczającej nas polityce międzynarodowej w kolejnym roku. Amerykanie będą kontynuowali swój eksperyment, aby zachować wiodącą pozycję na świecie oraz aby skutecznie konkurować z Chinami. Nie zapominajmy, że Chiny mają czterokrotną przewagę demograficzną, są wewnętrznie stabilne, a w tej chwili też rozwinięte technologicznie i posiadają nowoczesną gospodarkę, a tym samym czas i tendencje rozwojowe są po ich stronie. Amerykanie nie chcą się z tym pogodzić i wiedzą, że jeżeli wszystko będzie toczyło się tak jak za poprzednich prezydentów, wówczas przewidywany rezultat działań będzie dla nich opłakany. Dlatego chcą zmienić reguły gry międzynarodowej. Czy uda im się to osiągnąć, a przede wszystkim czy uda im się tego dokonać bez wywoływania konfliktów zbrojnych, tego nikt jeszcze dziś nie wie, możemy być jednak pewni, że są pełni woli i determinacji, by w tym kierunku kształtować swoją światową politykę.

To dlatego próbują zlikwidować nadwyżkę handlową, którą Europa ma w stosunku do nich. Tego właśnie dotyczą starcia świadczące o wojnie handlowej pomiędzy Unią Europejską a Stanami Zjednoczonymi. Dogadają się z Rosjanami w kwestii ograniczenia zbrojeń i zawarte zostanie porozumienie amerykańsko-rosyjskie. Wytworzone zostaną nowe pozycje handlowe, jeżeli będzie trzeba, to przy użyciu ceł i sankcji w stosunkach Chiny-USA.

UKRAINA

Co zrobią Rosjanie w przyszłym roku? Dla zrozumienia ich zamiarów należy zauważyć, że Rosja nie czuje się bezpieczna bez otaczających ją stref buforowych. Dlatego Rosja w dalszym ciągu będzie zmierzała do otoczenia się strefami buforowymi, tak jak czyniła to dotychczas. Ukraina będzie jedną z ofiar tej polityki. Ukraińcy zadecydowali, że nie życzą sobie więcej podziału opierającego się w połowie na wpływach zachodnich a w połowie na wpływach rosyjskich, chcieliby się przyłączyć do świata zachodniego i wydostać z rosyjskiej strefy buforowej. Planują się zbliżyć do Zachodu, wstąpić do NATO, do Unii Europejskiej, zbudować nowoczesną Ukrainę. Nie widzę natomiast szans na członkostwo NATO, zaś prawdopodobieństwo członkostwa w Unii Europejskiej jest bliskie zeru. Zamiast nowoczesnego państwa ukraińskiego widzę raczej ukraińską gospodarkę jako dryfującą w kierunku niewoli długów. Cel Rosji, aby przywrócić poprzednie status quo, nie wydaje się nierealny.

STOSUNKI POMIĘDZY UNIĄ EUROPEJSKĄ A ROSJĄ

W tym kontekście warto zastanowić się nad relacją między Unią Europejską a Rosją. Mówiąc ogólnie i zdroworozsądkowo, należy stwierdzić, że Unia Europejska prowadzi prymitywną politykę rosyjską, opartą na sankcjach i odwołującą się do zagrożeń bezpieczeństwa. Nie jest w stanie dokonać sytuacyjnego rozróżnienia, choć byłoby ono potrzebne, ponieważ wewnątrz Unii Europejskiej są państwa, które rzeczywiście mogą czuć się zagrożone, które rzeczywiście dzień w dzień mogą żyć w poczuciu zagrożenia. Do krajów tych należą państwa bałtyckie i Polska. Poczucie to jest podyktowane zarówno wydarzeniami historycznymi, jak i uwarunkowaniem geograficznym. Jednocześnie jest zupełnie oczywiste, że Węgry nie czują takiego zagrożenia, Słowacja i Czechy również nie, nie mówiąc już o krajach Europy Zachodniej. Oczywiście nie ma takiego kursu politycznego, który wszystkim by odpowiadał. Byłoby więc lepiej, gdyby Polska i kraje bałtyckie otrzymały od NATO i od Unii Europejskiej dodatkowe, super mocne gwarancje bezpieczeństwa, natomiast reszta Europy powinna podjąć z Rosją relacje handlowe. Rozbudować współpracę gospodarczą i wbudować potencjał handlowy we własny potencjał rozwoju gospodarczego. Zamiast prymitywnej polityki względem Rosji potrzebujemy zróżnicowanej polityki rosyjskiej.

BLISKI WSCHÓD

Muszę wspomnieć jeszcze o jednej grupie państw, która często wymyka się naszej uwadze. Jest to grupa złożona z Turcji, Izraela i Egiptu. Dobrze by było, gdyby tutaj w Tusnádfürdő [rum. Băile Tușnad] oraz na Seklerszczyźnie wiedziano, że bezpieczeństwo Węgier, Ziemi Seklerskiej, Kotliny Panońskiej oraz całej Europy zależy od tego, czy Turcja, Izrael oraz Egipt będą na tyle stabilnymi państwami, aby zahamować napływ muzułmanów z kierunku południowego w stronę Europy. Jeżeli któryś z trojga tych krajów utraci stabilność, będzie miało to poważne konsekwencje dla Europy.

Przypomnijmy sobie okres, kiedy w czasie Arabskiej Wiosny Egipt utracił na krótki czas swoją stabilność. Odnosi się to również do Turcji. Prezydenta można lubić bądź nie lubić, można być lub nie być sympatykiem stworzonego przez niego systemu politycznego, ale jedno jest pewne: my potrzebujemy stabilnej Turcji, która obroni nas przed niekontrolowanym zalewem i masami migrantów. To samo odnosi się do Izraela. Gdyby nie było Izraela, wówczas powstałaby ciągła radykalna strefa muzułmańska, stanowiąca dla Europy jedynie zagrożenie. W naszym interesie jest, aby państwa te pozostały stabilne, aby miały stabilny system polityczny, stabilne przywództwo polityczne oraz przywódców.

EUROPEJSKIE SIŁY ZBROJNE

W tak złożonej i zmiennej sytuacji międzynarodowej nie możemy żyć w taki sam sposób, jak dotychczas. Niemożliwe, by Europa nie potrafiła zapewnić sobie jednostek służących własnej obronie. Nie możemy wciąż żyć na garnuszku Ameryki, pod amerykańskim parasolem ochronnym. Dobrze, że tu są, NATO jest potrzebne, ale Europa musi dysponować własnym potencjałem obronnym, dlatego potrzebujemy utworzenia europejskich sił zbrojnych. Fundusze i podstawy technologiczne są zapewnione, brakuje jedynie woli politycznej.

UPADEK CYWILIZACJI EUROPEJSKIEJ

Wreszcie chciałbym powiedzieć parę słów o Europie. To jest najbardziej wyboisty fragment drogi, proszę o zapięcie pasów bezpieczeństwa. Europa była kiedyś wielką cywilizacją. Była ośrodkiem władzy kształtującym stosunki światowe. Miała odwagę myśleć, działać, była śmiała i podejmowała się wielkich czynów. Jeżeli przyglądamy się poszczególnym cywilizacjom z odpowiedniej perspektywy duchowej, wówczas możemy stwierdzić, że cywilizacje zbudowane są zazwyczaj na czterech fundamentach.

Cywilizacje są bytami natury duchowej. Stworzone są z ducha religii, ducha sztuki, ducha nauki i ducha przedsiębiorczości. Jeżeli przyjrzymy się naszej dzisiejszej Europie, to zobaczymy, że w zakresie ducha religii – wyparła się ona swych chrześcijańskich korzeni. W zakresie sztuki i twórczości widzimy, że działa cenzura i narzuca się nam poprawność polityczną. Z punktu widzenia ducha nauki możemy powiedzieć o naszej Europie, że wyprzedziły nas Stany Zjednoczone, a powoli także i Chiny. W zakresie przedsiębiorczości można zauważyć, że duch biurokracji opanował Brukselę i regulacje gospodarcze. Szanowni Państwo, te procesy rozpoczęły się dawniej, ale ukazały się wyraźnie na tle kryzysu gospodarczego w 2008 roku.

UPADEK EUROPEJSKICH ELIT

Powagę sytuacji i krytyczny stan europejskiej cywilizacji odsłonił kryzys migracyjny. Upraszczając skomplikowaną argumentację, powiem tak: musimy zmierzyć się z faktem, że przywódcy Europy są nieudolni. Nie zdołali uchronić Europy przed napływem mas. Elita europejska poniosła klęskę, a symbolem tej klęski jest Komisja Europejska. To zła wiadomość. Dobrą jest to, że dni Komisji Europejskiej są policzone. I ja je nawet policzyłem: do wygaśnięcia mandatu zostało im 300 dni. Komisja pełni w Unii Europejskiej ważną rolę, jej decyzje mają poważne konsekwencje dla państw członkowskich, więc także dla Węgier.

Zgodnie z Traktatem Założycielskim Komisja jest stróżem Traktatu Unii Europejskiej i jej umów. Dlatego winna być obiektywna i niestronnicza, powinna też gwarantować cztery podstawowe wolności. Zamiast tego dziś Komisja jest stronnicza, gdyż stoi po stronie liberałów.

Jest nieobiektywna, gdyż jej działania skierowane są przeciw Europie Środkowej. Komisja nie jest przyjacielem wolności, gdyż pracuje nad zbudowaniem jakiegoś europejskiego socjalizmu. Zadajmy sobie pytanie, dlaczego europejska elita poniosła klęskę.

EUROPA „SPOŁECZEŃSTWA OTWARTEGO”

Odpowiedź, jaką możemy dać, jest po pierwsze taka, że ta elita odcięła się od swoich korzeni i zamiast budować Europę na jej chrześcijańskich fundamentach, tworzy Europę tzw. społeczeństwa otwartego. W chrześcijańskiej Europie praca była w poszanowaniu, ludzie mieli swą godność, mężczyzna i kobieta cieszyli się równością, rodzina była podstawą narodu, a naród podstawą Europy, państwa zaś gwarantowały bezpieczeństwo swoim obywatelom.

W dzisiejszej Europie „społeczeństwa otwartego” nie ma granic, Europejczyków można zastępować przybyszami, rodzina stała się formą współżycia podlegającą wariacjom według dowolnych upodobań, naród zaś, narodowa tożsamość i narodowe uczucia uznawane są za pojęcia negatywne i objaw zacofania, a europejskie państwa nie gwarantują już bezpieczeństwa.

W liberalnej Europie bycie Europejczykiem w rzeczywistości niczego już nie oznacza, nie wyznacza już żadnego kierunku, pozostaje tylko forma pozbawiona treści. Na dodatek, Szanowni Państwo, liberalna demokracja przepoczwarzyła się w liberalną nie-demokrację. Na Zachodzie sytuacja wygląda tak, że jest liberalizm, ale demokracji nie ma.

ZACHODNIA CENZURA

Nasze osobiste przekonanie o braku demokracji potwierdza fakt, że na Zachodzie powszechne jest ograniczanie wolności słowa oraz cenzura. Wiadomości niewygodne dla liberalnej elity są kontrolowane wspólnie przez państwowych przywódców i technologicznych potentatów.

Jeśli ktoś temu nie wierzy, niech przyjrzy się stronom internetowym, niech wejdzie w sieć mediów społecznościowych i zobaczy, jakimi przebiegłymi i przewrotnymi środkami eliminowane są negatywne wiadomości i materiały źródłowe dotyczące imigrantów, i jak europejskich obywateli pozbawia się możliwości konfrontacji z rzeczywistością. Liberalna koncepcja wolności opinii rozwinęła się już do tego stopnia, że różnorodność poglądów uważa się za ważną tylko do momentu, w którym ze zdziwieniem stwierdza się, że istnieją odmienne poglądy.

Liberalna wolność prasy przypomina nam starą, sowiecką anegdotę: jak by nie składać części z sowieckiej fabryki rowerów, to na koniec i tak zawsze wychodzi z tego broń maszynowa. Jakkolwiek by nie składać liberalnej wolności prasy, na koniec i tak zawsze wychodzi z tego cenzura.

WYBORY DO PARLAMENTU EUROPEJSKIEGO

Uświadamiając sobie to wszystko, w czym możemy więc pokładać nadzieję, co winniśmy robić, co zrobić możemy? Doradzam, Drodzy Przyjaciele, byśmy wszystkie nasze siły skoncentrowali na wyborach do Europarlamentu, które odbędą się w 2019 r. Z pewnością wielu z nas pamięta, że odbywające się co pięć lat wybory europejskie najczęściej zbywane są machnięciem ręki, nie wydaje nam się, by miały one decydujące znaczenie. Europejskie elity zaś zawsze zwykły narzekać, jaka to wielka szkoda, iż wszelkie europejskie wybory w rzeczywistości są głosowaniem o sprawach narodowych i nie ma jakiegoś jednego, wielkiego paneuropejskiego problemu, o którym obywatele Europy mogliby wspólnie zdecydować.

To się skończyło, owszem, istnieje poważny ogólnoeuropejski problem, w sprawie którego nigdzie, poza Węgrami, nie zapytano ludzi o zdanie. U nas odbyło się bowiem referendum w sprawie imigracji.

Wybory europejskie rzeczywiście będą bowiem dotyczyć wielkiego, poważnego, wspólnego europejskiego problemu imigrantów. Skoro Europa decydować będzie o kwestii ich napływu, to będzie też szukać odpowiedzi na pytanie, czy europejska elita dobrze poradziła sobie z tym problemem.

Europejska elita najwyraźniej jest zdenerwowana. Jest poirytowana, gdyż czekające nas europejskie wybory mogą powstrzymać projekt wielkiego przekształcenia Europy, które my krótko nazywamy „planem Sorosa”.

Wielkim ich celem jest przeobrażenie Europy, przeprowadzenie jej w epokę postchrześcijańską, w epokę postnarodową. Ten plan w europejskich wyborach może upaść, i w naszym życiowym interesie jest, by upadł.

ANIHILACJA POLITYKI CHRZEŚCIJAŃSKIEJ WIĘKSZOŚCI

Nasi przeciwnicy są bardzo bliscy zwycięstwa. Nie czujemy tego, jak bardzo blisko. Nawet nie przeczuwamy, jakie znaczenie ma ten fakt. Jeśli prześledzimy ostatnie sto kilka lat europejskiej demokracji, odkryjemy, że w istocie w Europie decydująca była rywalizacja pomiędzy organizacjami wspólnot trwających w tradycjach chrześcijańskich, nazwijmy je chrześcijańsko-demokratycznymi, a tymi, które tę tradycję poddawały krytyce, wręcz jej zaprzeczały, nazwijmy je partiami lewicowymi i liberalnymi. Rozwój Europy był związany z rywalizacją tych dwóch sił, raz jedna, raz druga zyskiwała większe poparcie. Ten wyścig miał nawet swe dobroczynne skutki, wyzwalał energie duchowe i potencjał intelektualny. Właściwie rywalizacja ta gwarantowała rozwój Europy. Była to rywalizacja jednocześnie polityczna i duchowa. Stanowiła ona głęboką strukturę europejskiej polityki, w ten sposób decydowały się w Europie problemy władzy.

Jeśli dojdzie do tego, że w jednym czy drugim kraju ludność muzułmańska osiągnie 10 procent lub je przekroczy – a wiemy o niej, że nigdy nie będzie głosować na partie chrześcijańskie – i dodamy do tego starych mieszkańców Europy, którzy porzucili chrześcijańskie tradycje, wówczas już nigdy nie będzie można w Europie wygrać wyborów opierając się na chrześcijańskich fundamentach, a wspólnoty strzegące chrześcijańskiej tradycji i spuścizny zostaną wyparte z obszarów władzy i o przyszłości kontynentu będzie się decydować bez nich. Tak to wygląda i jesteśmy bardzo blisko tego, by to się spełniło.

CHRZEŚCIJAŃSKA DEMOKRACJA

Dlatego zbliżające się wybory mają decydujące znaczenie. Musimy w nich pokazać, że istnieje alternatywa dla liberalnej demokracji, a nazywa się ona chrześcijańską demokracją. Dlatego też elitę liberalną można zastąpić elitą chrześcijańsko-demokratyczną. Ale w Europie w kwestii związku chrześcijaństwa z polityką panuje chaos i wiele nieporozumień.

W chrześcijańskiej demokracji nie chodzi o to, by bronić prawd wiary, w tym przypadku prawd wiary chrześcijańskiej. W kwestiach wiecznego potępienia czy zbawienia ani państwa, ani rządy nie mają żadnych kompetencji.

Polityka chrześcijańsko-demokratyczna oznacza ochronę form życia, które wyrastają z kultury chrześcijańskiej; a więc nie prawd wiary, ale wynikających z nich form życia. Należą do nich godność człowieka, rodzina, również naród.

Chrześcijaństwo dąży do uniwersalizmu nie poprzez likwidację narodów, jak to czynią internacjonaliści, lecz poprzez zachowanie narodów. Takie są nasze wspólnoty wiary, musimy ich bronić i wzmacniać je. Oto zadanie dla chrześcijańskiej demokracji.

DEMOKRACJA NIELIBERALNA

W tym punkcie musimy ominąć już tylko jedna pułapkę – pułapkę o charakterze intelektualnym. Człowiek już taki jest, że niechętnie opuszcza swoją strefę komfortu, nie przepada za sporami i łatwo poddaje się adwersarzom.

W kwestiach intelektualnych przynosi to raczej szkodę niż pożytek. A tu już miga przed naszym nosem przynęta. Przynętą jest twierdzenie, że i chrześcijańska demokracja może być liberalna.

Radzę zachowanie spokoju – nie dajmy się złapać na ten haczyk. Gdybyśmy przyjęli to twierdzenie, walka, która dotąd prowadziliśmy, straciłaby swój sens, a więc pracowaliśmy na darmo.

Powiedzmy to z pełnym spokojem: chrześcijańska demokracja nie jest liberalna. Liberalna demokracja jest liberalna, chrześcijańska demokracja z definicji liberalna nie jest. Można powiedzieć, że jest ona nieliberalna.

Możemy to pokazać konkretnie na przykładzie trzech ważnych spraw. Demokracja liberalna popiera ideologię multikulturalizmu, demokracja chrześcijańska zaś daje pierwszeństwo kulturze chrześcijańskiej, a to jest pogląd nieliberalny.

Demokracja liberalna jest stronniczką imigracji, demokracja chrześcijańska zaś jest temu przeciwna, to również myśl na wskroś nieliberalna. Wreszcie demokracja liberalna jest stronniczką różnych wariacji modelu rodziny, podczas gdy demokracja chrześcijańska stoi na fundamencie chrześcijańskiego modelu rodziny, co też jest poglądem nieliberalnym.

ELITA ROKU ’68

Bądźmy więc silni, podejmijmy ten duchowy spór i uzbrójmy się w pancerz na czekające nas europejskie wybory. Przed nami wielka chwila, zobaczymy, czy nadejdzie. Mamy szansę.

W maju przyszłego roku możemy urządzić pożegnanie nie tylko liberalnej demokracji i utworzonego przez nią antydemokratycznego systemu, lecz również całej elity roku ’68. POKOLENIE LAT ‘90

Jeśli odejdzie elita roku ’68, musimy sobie odpowiedzieć już tylko na jedno pytanie: kto przyjdzie? Na to wypada dać skromną odpowiedź: przyjdziemy my. Poważnie, spokojnie, powściągliwie musimy powiedzieć, że w miejsce ludzi roku ’68 przyjdą ludzie lat ’90.

W polityce europejskiej nadchodzi teraz pokolenie antykomunistyczne, zobowiązane wobec chrześcijaństwa, pokolenie o uczuciach narodowych. Jeszcze trzydzieści lat temu myśleliśmy, że naszą przyszłością jest Europa. Dziś zaś uważamy, że to my jesteśmy przyszłością Europy. Naprzód!

Viktor Orbán

za: https://wpolityce.pl/

Mar 15

Przemówienia przed gmachem Muzeum Narodowego w Budapeszcie

Szanowny Panie Premierze! Szanowni Uczestnicy Uroczystości! Węgrzy z tej i z tamtej strony granicy!

Dziś tutaj, są z nami Polacy. Tu są i dziś, jak byli z nami cały czas w 1848 roku i ’49 roku, następnie również w XX stuleciu. Panie Premierze, proszę przyjąć najlepsze życzenia Węgrów prosto z serca. Bez Polaków dziś Węgry nie byłyby wolnym krajem i Europy też nie sposób byłoby zjednoczyć na nowo.

Polacy dali nam świętego papieża Jana Pawła II i Polacy dali nam również Solidarność. Wy, Państwo zmieniliście tym przebieg historii, a my mogliśmy odzyskać wolność i niezależność naszych narodów. My, Węgrzy zdejmując kapelusze z głów oddajemy hołd narodowi polskiemu.

Polska zajmuje szczególne miejsce w sercach Węgrów. Są tacy, którzy uważają, że taka ścisła przyjaźń dwóch narodów, to jedynie romantyczna legenda, która się nie mieści w bezlitosnych prawach nowoczesnej polityki. Ale my, Polacy i Węgrzy od tysiąca lat tak czujemy i  wierzymy, że samo życie też jest jedną wielką romantyczną przygodą, która nic nie jest warta bez prawdziwych przyjaciół.

Mamy wspólną historię cierpień XX stulecia. Wiemy, jak należy być przyjacielem w najtrudniejszych czasach.

Natomiast teraz przygotowujemy się do innego rodzaju przyszłości. Przygotowujemy się do  spektakularnego środkowo-europejskiego podniesienia się, do powtórki kiedyś istniejącej naszej wielkości. Szykujemy się do renesansu środkowo-europejskiego, o  miażdżącej sile, wynoszącej nas wysoko.

Teraz, także w historycznym okresie rozwoju możemy pozostać przyjaciółmi, gdy wreszcie możemy żyć tak, jak tego zawsze chcieliśmy.

Przyjaciele, kilka dni temu byłem w Polsce. Widziałem, że jeżeli chcemy dotrzymać kroku rozwojowi w Polsce, to będziemy musieli wziąć się w garść.

Największym, przodującym krajem Europy Środkowej jest Polska. Gdy z Brukseli spadają ataki na Polskę, wówczas te ataki kierowane są na całą Europę Środkową, także na nas, Węgrów.

Wszystkim budującym imperia, którzy chcieliby kłaść się cieniem nad Europą Środkową, przekazujemy: zawsze muszą liczyć się z silnymi więzami polsko-węgierskimi.

Szanowni Uczestnicy Uroczystości!

„Nie zastanawiali się nad niczym, lecz ruszyli i dokonali rewolucji 15 marca jednym wierszem i  kilkoma pobrzękującymi szablami studentów prawa. A my dziś z tego żyjemy.” Tak pisał Kálmán Mikszáth.

Minęło siedem pokoleń od pierwszego 15 marca, a my nadal żyjemy z tego, że rok po roku składamy przysięgę na Boga Węgrów, że wytrwamy w wolności i przeciw niewoli.

Wspólna przysięga narodu oznacza, że każdy Węgier stanie za każdym Węgrem i wszyscy Węgrzy wspólnie staną za swoim krajem, za Węgrami. „Przysięgamy! Ty nad nami, Boże sam! Nigdy już niewolnikami nie być nam!”

Szanowni Uczestnicy Uroczystości!

15 Marca to obietnica jedności narodu. Niech będzie pokój, wolność i zgoda – tak się zaczyna 12  punktów manifestu Wiosny Ludów. Przypomina nam, iż ponad codziennymi bojami, bitwami na słowa winien istnieć wspólny, narodowy cel, który nas jednoczy.

Tak wielu różnych Węgrów, miliony pragnień w wielorakich kierunkach dzisiaj też łączy wspólna wola, aby na Węgrzech żył wolny naród we własnym, niepodległym państwie. Czas miniony od 1848 roku już zadecydował, co jest prawdą a co nie. Przesiał ten czas wszystko, co okazało się lekkie i na ruszcie pozostała jedynie prawda. Prawda jest taka, że Węgrzy mają prawo do własnej ojczyzny, mają prawo do własnego węgierskiego życia tak, jak sobie tego życzą.

Mogą nadejść trudne czasy, tak jak po 1848 r., gdy okupacyjna surowa siła i nieszczęśliwy układ gwiazd odepchną prawdę. W trudnych czasach także trzeba żyć Były czasy, gdy nie mogliśmy żyć tak, jak chcieliśmy, tylko jak było to możliwe. Prawda pozostała prawdą, ponieważ idee zawsze stoją ponad rzeczywistością.

Bywa, że żyjemy w rzeczywistości ugody, ale śnimy o Ludwiku Kossuthcie. Bywa także, że musimy żyć w rozproszeniu, ale śnimy o wspólnej ojczyźnie.

Nie było, nie ma i nie będzie tak silnego i przebiegłego imperium, które mogłoby to zmienić.

My nie potrzebujemy słów po to, abyśmy wiedzieli, o czym śni drugi Węgier. I w tym tkwi nasza prawdziwa siła.

Szanowni Uczestnicy Uroczystości!

Wielki marszałek Polaków, Piłsudski powiedział był: „Być zwyciężonym i nie ulec, to zwycięstwo”. To odnosi się również do Węgrów. Na próżno skończyły się nasze walki wolnościowe kolejnymi okupacjami, w rzeczywistości nas nigdy nie pokonano.

Tu, w cieniu imperiów, na skrzyżowaniu cywilizacji, toczone wojny o utrzymanie naszej ojczyzny, o podtrzymanie naszego narodu i o kulturę chrześcijańską, w końcu zawsze wygrywaliśmy. Byliśmy, jesteśmy i będziemy. „Imię Węgrów znów odżyje, Chwały swojej godne wiecznej”. I tak będzie to znowu i znowu, dopóki świat się kręci. Jest to największe zwycięstwo, które taki naród europejski, jakim jesteśmy, może osiągnąć nad imperiami.

Szanowni Uczestnicy Uroczystości!

Przodkowie uczyli, że człowiek zawsze pozostaje dzieckiem, jeśli nie wie, co się stało przed jego urodzeniem. My jesteśmy dorosłym narodem i wiemy to, co powinniśmy wiedzieć.

Wiemy, że nasi przodkowie zajmując nasze ziemie zamiast podporządkowania się mocarstwu wybrali wolną zachodnią ojczyznę. Wiemy, że wodzowie węgierscy z własnej woli wynieśli ponad siebie ród Árpádów. Wiemy, że z własnej woli zdecydowali się na przyjęcie chrztu. Do końca uparcie bronili własnego prawa do własnej decyzji, przeciwko Osmanom, Habsburgom, jak i Sowietom.

Wiemy więc, że przewodnią gwiazdą historii Węgrów jest wolność, a wiodącą ideą jest łańcuch wolnościowych walk.

Wiemy także, iż idea wolności wywodzi się z chrześcijaństwa. Przed Bogiem każdy człowiek jest jednakowo równy bez względu na to, czy jest zamożny czy ubogi, niezależnie, którego narodu jest synem. I równy jest każdy naród, niezależnie od tego, czy jego historia była szczęśliwa czy nieszczęśliwa.

Dlatego nasza Ustawa Zasadnicza uznaje chrześcijaństwo jako siłę zachowującą naród. Bez chrześcijańskiej kultury nie ma węgierskiej wolności i nie ma wolnych Węgier. I tak to jest niezależnie od tego, jaki jest nasz osobisty stosunek do Pana Boga.

Pragniemy życzyć narodom Europy, aby zaćma opadła z ich oczu i aby zobaczyli, zrozumieli; że bez chrześcijańskiej kultury nie będzie wolnego życia w Europie, bez obrony naszej chrześcijańskiej kultury utracimy Europę i Europa w przyszłości nie będzie Europą Europejczyków.

Życzymy narodom Europy, aby pozbyły się wilczej ślepoty, zaćmy. Niech zauważą, że w liberalnym imperium europejskim my wszyscy stracimy naszą wolność. Wolnym człowiekiem może być jedynie syn wolnego narodu, a nie poddany jakiegoś imperium. Europejczyk szczęśliwy może być tylko wtedy, gdy sam decyduje o losie własnym i swojego narodu.

Szanowni Uczestnicy Uroczystości!

Zbliża się dzień wyborów do  Parlamentu Europejskiego. Jeszcze dziesięć tygodni, a wybory zastukają do naszych drzwi. My Węgrzy powinniśmy sami sobie wyjaśnić, czego chcemy, czego możemy chcieć. Żaden naród nie może chcieć czegoś innego, jak tylko tego, co stanowi istotę jego własnej historii.

My, Węgrzy byliśmy tymi, którzy najdłużej walczyli w Europie w 1848 roku. Też my byliśmy tymi, którzy przeciwstawili się w 1956 roku sowieckiej armii, największemu wojsku świata.

I również my byliśmy tymi, którzy zatrzymali na południowych granicach Węgier inwazję migrantów skierowaną na Europę. I my jesteśmy tymi, którzy domagamy się zamiast polityki promigracyjnej, zagrażającej rozpadem Unii Europejskiej, prowadzenia europejskiej polityki antymigracyjnej. I my jesteśmy tymi, którzy chcemy silnej Europy silnych państw narodowych oraz chcemy widzieć na czele Europy nowych, silnych przywódców, którzy nie sprowadzają kłopotów do nas, lecz niosą pomoc tam, gdzie jej potrzeba. Chcemy nowego początku, aby zatrzymać upadek Europy, aby skończyć z gorączkowym koszmarem o Zjednoczonych Stanach Europy, aby Europa mogła znów należeć do Europejczyków.

Szanowni Uczestnicy Uroczystości!

Węgry, to fantastyczny kraj o przepięknym położeniu, o szczególnej kulturze, kraj utalentowanych ludzi. Jesteśmy dumni z Węgier, kochamy naszą ojczyznę. Kochać Węgry, to tyle, co  ciągle na nowo jednoczyć wszystkich Węgrów. A Węgrów można zjednoczyć tylko pod sztandarem wolności.

Na Węgrzech, gdy jest wolność, to jest wszystko. Szczęśliwe czasy pokoju, bezpieczeństwo, dużo dzieci, bogacący się kraj i silny naród.

Dla nas wolność to nie cel, lecz droga prowadząca do osiągnięcia naszych celów. A my, Węgrzy pragniemy prostych rzeczy, tak samo, jak w 1848 roku: własnej ojczyzny, dobrego sąsiedztwa, rozumiejących nas przyjaciół, kochającej rodziny, pracy, która, przynosi korzyść, ma sens i owoce.

Dlatego wolność nie jest dla nas tylko abstrakcyjną ideą, lecz samym życiem; oddychaniem, krwiobiegiem i biciem serca.

Ponieważ jesteśmy wolni, życie przynosi nam, Węgrom wspaniałe rzeczy. Czekające na nas lata udowodnią, że my, Węgrzy przyszliśmy na świat nie po to, by znosić życie, lecz po to, by nadać życiu sens.

Węgry przede wszystkim, Dobry Bóg ponad nami wszystkimi. Naprzód, Węgry, naprzód, Węgrzy!

za: https://wpolityce.pl/polityka/438138-tylko-u-nas-orban-chcemy-zatrzymac-upadek-europy

Lip 05

Częstochowa 2018…

Modlitwa Węgierskich Pielgrzymów pod Epitafium Smoleńskim

Opublikowany przez Krzysztof Wierus Piątek, 30 czerwca 2017

Mar 15

Przemówienie z okazji Święta Wybuchu Powstania i Walki o Wolność 1848/49

Budapeszt, Plac Kossutha, 15 marca 2018

Bóg przyprowadził nas tu wszystkich w Święto węgierskiej wolności!

Pragnę serdecznie przywitać uczestników Marszu Pokoju. Ze szczególnym uznaniem witam naszych Przyjaciół z Polski. Nasza więź jest oczywista, a nasza solidarność jest dla źródłem siły.

 W czasach naszego ojca Kossutha pisano, że Węgry i Polska to dwa wieczne dęby, choć ich pnie rosną osobno, to korzeniami są związane i zrośnięte. Dlatego istnienie i moc jednego z nich jest warunkiem życia i zdrowia drugiego. 

Dziś wcale nie jest inaczej. Jeśli Polska jest silna, to i Węgry nie mogą zginąć. A jeśli my jesteśmy silni, to możemy pomóc naszym polskim Przyjaciołom. Stąd też Marsz Pokoju nie jest dziś zwykłym stanięciem do szeregu w sprawach naszej Ojczyzny, ale wystąpieniem również w obronie Polski. 

Chwała Polsce! Chwała Węgrom!

Czcigodni Uczestnicy Uroczystości!

Znów przyszedł dzień, który w górę wznosi serce każdego Węgra. To dzień, w którym do wielkiej księgi historii ludzkości po węgiersku wpisano słowo „wolność”. W tym dniu licznie się gromadzimy, aby uczcić odważnych i chylić czoła przed bohaterów. Dziś zebrało się nas wyjątkowo dużo, bo oprócz oddania hołdu jest też inny szczególny powód i cel. Za niecałe 4 tygodnie znów w wyborach zdecydujemy o losach Węgier. Stawką tych wyborów są jednak nie tylko następne 4 lata. Wiedziałem, że będzie nas dużo oraz że zobaczę tu twarze pełne determinacji. Akurat dziś tego właśnie potrzebujemy. Potrzebujemy powagi i determinacji, gdyż musimy porozmawiać o bardzo poważnych sprawach. Dokładnie o tak samo ważnych sprawach, jak to było przed 170 laty. 

Jesteśmy potomkami Powstańców i Rycerzy wolności z roku 1848. Z tego powodu musimy mówić otwarcie i szczerze, dokładnie tak jak czyniono to 170 lat temu.

Jeśli jasno nie powiemy, co dzieje się z Węgrami oraz dlaczego dzieje się to, co się dzieje, to nikt tego nie zrozumie. A jeśli nie zrozumiemy, to za 3 tygodnie nie będziemy w stanie podjąć właściwej decyzji. Musimy mówić prosto, bez oportunizmu i udawanej wstydliwości. .

Pokolenie Petőfiego jednoznacznie wykrzyczało: mamy być niewolnikami czy wolnymi? Każdy zrozumiał i znał odpowiedź na to pytanie.

Razem sporo już dokonaliśmy w ciągu ostatnich 30 lat. Sporo dużych walk i pamiętnych bitew stoczyliśmy razem.

Jednak największa sprawa, której możemy w życiu dokonać, największa walka, którą możemy razem stoczyć, jest jeszcze przed nami. A wszystkie znaki wskazują, że właśnie teraz nadchodzi.  

Sprawa ma się tak, moi Drodzy Przyjaciele, że chcą nam odebrać nasz kraj. Tym razem nie pociągnięciem pióra, jak miało to miejsce sto lat temu w Trianon. Teraz chcą, abyśmy na przestrzeni kilku dekad dobrowolnie oddali nasz kraj obcym, przybywającym z innych kontynentów, którzy nie mówią naszym językiem, nie szanują naszej kultury, naszych praw i sposobu życia oraz chcą zamienić nasze na swoje. 

Chcą, aby zamiast nas oraz naszych potomków kto inny zamieszkał te ziemie. Nie ma w tym żadnej przesady. Codziennie jesteśmy świadkami, jak wielkie ludy i narody Europy Zachodniej krok po kroku, z dzielnicy na dzielnicę, z miasta na miasto tracą swoje kraje. Sytuacja wygląda tak, że kraje, które nie powstrzymają napływu ludów na swojej granicy, przepadną. Powoli, ale z pewnością zostaną strawione.

To wszystko chcą wymusić na nas zewnętrzne siły i międzynarodowe potęgi, z pomocą swoich tutejszych popleczników, a nadchodzące wybory uważają za dobrą do tego okazję.

Szanowne Panie, Szanowni Panowie!

Dziedzictwem roku 1848 jest wolność, niepodległość oraz to, że Węgry wciąż są krajem węgierskim. Ma on wszystko, czego możemy dziś potrzebować. Jak sformułował to hrabia István Széchenyi: coraz piękniejszy narów, wykształceni ludzie i silny kraj. Po czym dodał: wiele osób myśli, że Węgry istniały, a ja chciałbym wierzyć, że będą istnieć. Dziś taką odpowiedź dalibyśmy hrabiemu Széchenyiemu: Węgry istniały i istnieją, ale pytanie otwarte brzmi: czy będą istnieć? Wobec tego, moi Drodzy Przyjaciele, my dążymy nie tylko do wygrania pojedynczych wyborów, ale do wygrania naszej przyszłości. Europa, a w niej my, Węgrzy dotarliśmy do punktu zwrotnego w historii ludzkości. Dotychczas jeszcze nigdy napięcie pomiędzy siłami narodowymi a globalnymi nie było tak wyraźne i tak silne. Po jednej stronie jesteśmy my, miliony kochających swój naród, a po drugiej stronie elity kosmopolityczne. Po jednej stronie jesteśmy my, którzy wierzymy w państwa narodowe, w obronę granic, w wartość rodziny i pracy. Naprzeciwko nam stoją ci, którzy pragną otwartego społeczeństwa, świata, z którego znikną granice i narody, chcą nowych rodzajów rodziny, zdegradowanej pracy i taniej siły roboczej, nad którą panuje nieprzejrzysta i nieponosząca żadnych konsekwencji rzesza biurokratów. Po jednej stronie siły narodowe i demokratyczne, po drugiej zaś ponadnarodowe i antydemokratyczne. Tak wygląda sytuacja na Węgrzech 24 dni przed wyborami.

Szanowni Państwo! Szanowni Uczestnicy Marszu Pokoju!

Daleko nam jeszcze do wykonania zadania, choć wyniki z ostatnich 8 lat mówią same za siebie. Trzeba o tym przypominać, lecz to nie wystarczy. Europa i Węgry stoją w centrum bitwy cywilizacji. Stajemy w obliczu wędrówki ludów, która stanowi zagrożenie dla naszego dotychczasowego porządku i sposobu życia. Musimy obronić nasze osiągnięcia, a zarazem stanąć do walki, aby kontynuacja miała sens. Jeżeli nie ochronimy naszego sposobu życia, to wszystko straci znaczenie. Jeśli Węgry nie będą węgierskie, to na próżno je upiększać? Nie oszukujmy się. My nie musimy toczyć walk z anemicznymi partyjkami opozycyjnymi, ale z międzynarodową siecią tworzącą imperium. Stanowi je łańcuch mediów utrzymywanych przez zagraniczne koncerny i krajowych oligarchów, zawodowych najemników, intryganckich organizatorów manifestacji oraz sieć organizacji pozarządowych finansowanych przez międzynarodowych spekulantów. To wszystko streszcza w sobie i ucieleśnia György Soros [czy. Szorosz]. Musimy walczyć z tym światem, aby obronić nasz własny. Dobry żołnierz nie dlatego walczy, że nienawidzi swego przeciwnika, ale dlatego że kocha to, co jest za nim, czyli Węgry i Węgrów. Wychowaliśmy się w chrześcijańskiej kulturze, odróżniamy człowieka od jego czynów. Do nikogo nie żywiliśmy i nie będziemy żywić nienawiści. Wręcz przeciwnie: wciąż wierzymy w siłę miłości i solidarnej jedności. 

Ale będziemy walczyć przeciwko temu, co imperium Györgya Sorosa czyni i chce zrobić z Węgrami. To jest nasza Ojczyzna, nasze życie, nie mamy innego, dlatego do końca będziemy o nie walczyć i nigdy ich nie poddamy.

Wiemy, że w końcowym efekcie w każdym okręgu wyborczym oni staną przeciw naszym kandydatom. Ich zadaniem jest, aby po wygraniu, wypełnili ten swój wielki plan.

Wielki plan złamania Węgier, które stoją na drodze przybyszom i osiedleniu tu w ciągu kilku lat najpierw tysięcy, a potem już dziesiątek tysięcy imigrantów. W tych liczbach nie ma żadnej przesady.

Europa już dziś cierpi z powodu inwazji. Jeśli nic nie zrobimy, to w następnym dziesięcioleciu lub dwóch z Afryki i Bliskiego Wschodu ruszą na Europę dziesiątki milionów ludzi.

Zachodnia część Europy patrzy na to wszystko z założonymi rękami. Kto podnosi rękę, sam odbiera sobie broń. Taki już więcej nie będzie decydował o swoim losie. Historię zwyciężonych piszą dalej inni. Młodzi z Europy Zachodniej jeszcze dostrzegą, że w swoich własnych krajach staną się mniejszością, ale stracą to jedyne miejsce na świecie, które mogą nazwać swoim własnym domostwem.

Pojawiają się siły, których w świecie dawno nie obserwowano. W Afryce młodych ludzi będzie 10 razy więcej niż w Europie! Jeśli Europa niczego nie uczyni, ci młodzi wybiją nasze drzwi.

Bruksela nie broni Europy. Nie chce zatrzymać napływu ludów, lecz go wspierać i organizować. Pragnie rozcieńczyć, pragnie wymienić ludność Europy. Odrzuca naszą kulturę, nasz sposób życia i wszystko to, co nas, Europejczyków wyodrębnia i odróżnia od innych narodów świata.

Marnym pocieszeniem jest to, że narody Europy nie przebaczą tym swoim przywódcom, którzy bez pytania się ludzi całkowicie przetworzyli Europę. Bądźmy dumni z tego, że to właśnie my byliśmy jedynym krajem w całej Unii, w którym [w referendum] zapytano ludzi o zdanie, czy chcą masowego napływu ludów.

Szanowne Panie, Szanowni Panowie!

Za 3 tygodnie będziemy wybierać. Listy partyjne zostały podane do publicznej wiadomości, kandydaci zostali zarejestrowani. Znamy ich. Z niektórymi wojujemy od 30 lat, z innymi od lat 10, choć czasem wydaje się, że już od 100 lat.  

Nie możemy mieć złudzeń. Wyciągajmy wnioski z przeszłości. Oni sami przyznali się, że zdolni są kłamać rano, w południe i wieczorem, nawet bez nabierania powietrza.  

Musimy być przygotowani na to, że z każdym naszym kandydatem tak naprawdę stanie w szranki kandydat Sorosa. Pozornie może się wydawać, że ci kontrkandydaci są różni. Niektórzy startują na zaciągniętym ręcznym hamulcu. Inni zrezygnują w ostatniej chwili. Jeszcze inni będą udawać, że ich tam w ogóle nie było.

Musimy być przygotowani też i na to, że będą podejmować próby przebierania się. Tak było ostatnio, gdy skryli się za kandydatem udającym niezależnego. Nie mają odwagi przyznać się do swojego pana. Wiedzą, że jeśli otwarcie staną przed obliczem narodu i wyznają, na czyim są żołdzie, wtedy nie mają żadnych szans.

Każdy wie, że my, Węgrzy, którzy sprzeciwiamy się napływowi ludów, stanowimy większość. Jedyna szansa naszych konkurentów kryje się w podzieleniu naszego obozu, w rozbiciu naszej jedności.

Nasi przeciwnicy chcą, by mówiono o wszystkim, byle tylko nie mówić o tym niebezpieczeństwie, które zagraża Węgrom. Oni sami wiedzą, że teraz zapadnie decyzja na długie lata przesądzająca do losie Węgier. Dlatego właśnie nie będą bali się niczego.

Nie argumentują, tylko cenzurują. Nie walczą, tylko szczypią, kopią, gryzą i wszędzie rozsiewają nasiona nienawiści. My jesteśmy łagodnymi i pogodnymi ludźmi, ale nie jesteśmy ani ślepi, ani głupi.

Naturalnie, po wyborach przyjdzie zadośćuczynienie, zarówno moralne, polityczne i prawne. Teraz jednak nie możemy na to tracić ani czasu, ani sił.

Wszelkie napaści po prostu strząsajmy z siebie, jak psy wodę z sierści. Nasze wysiłki poświęcajmy tylko sprawie naszej misji, tylko naszemu wspólnemu celowi – obronie Węgier.

Pamiętajmy o pierwszej zasadzie wyborczej walki: w jedności siła. Jeden jest obóz, pod jednym sztandarem, każdy jest potrzebny.

Szanowni Państwo!

Jestem świadomy, że walka ta dla każdego jest trudna. Rozumiem, że niektórzy są wystraszeni. To zrozumiałe, gdyż musimy walczyć z przeciwnikiem, który jest zupełnie inny, niż my. Nie staje on z otwartą przyłbicą, lecz działa z ukrycia. Nie jest prostolinijny, lecz stosuje podstępy. Nie jest uczciwy, lecz podły. Nie ma uczuć narodowych, lecz kosmopolityczne. Nie wierzy w pracę, lecz w finansowe spekulacje. Nie ma on swojej ojczyzny, gdyż wydaje się mu, że cały świat do niego należy. Nie umie być wspaniałomyślny, ale mściwy i zawsze atakuje w serce, szczególnie, gdy ma ono barwy czerwieni, bieli i zieleni.

Jednak, Drodzy moi Przyjaciele, zawsze przecież wiedzieliśmy, gra nie toczy się o pietruszkę. Historia Węgier przyzwyczaiła nas do tego, że musimy walczyć również o takie rzeczy, które w narodach o szczęśliwszym losie uznawane są za naturalne.

W naszych stronach wystarczy jedno tąpnięcie, wystarczy jeden nieporadny rząd, raz chybiony wyborczy wynik i wnet przepada wszystko to, na co przez lata ciężko pracowaliśmy. Żyjemy w takiej części świata, gdzie historia nie bardzo zostawia w spokoju, na darmo nam się wydaje, że na ten spokój prawdziwie już zasłużyliśmy. Nasi przodkowie mieli rację: lękliwy naród nie ma swojej ojczyzny, a my nie raz wzbudzaliśmy w sobie odwagę, gdy zachodziła taka potrzeba. Nigdy nie było łatwo. Proszę spojrzeć choćby na pomniki tylko na tym placu. Na premiera Andrássyego cesarz Austrii wydał wyrok śmierci [w 1851]. Książę Franciszek II Rakoczy zmarł na wygnaniu [w 1735]. Kossutha wygnali labancowie [służalcy Wiednia]. Premiera Istvána Tisza zastrzelili komuniści [w 1918]. Nigdy nie szło gładko, ale na koniec zawsze zwyciężaliśmy. Pognaliśmy do domu sułtana z jego janczarami, habsburskiego cesarza z jego labancami, sowietów z ich towarzyszami a teraz też do domu wysyłamy wujaszka Jureczka – Gyuriego razem z jego pajęczyną. Prosimy Cię, wracaj do Ameryki i uszczęśliwiaj raczej Amerykanów.

Szanowne Panie, Szanowni Panowie!

Czyż to nie zagadka, jak po tylu ciosach wciąż na nowo powstawaliśmy i jak to możliwe, upłynęło 1000 lat, a my wciąż tu jesteśmy? Pewnie wynika to z tego, iż zawsze wiedzieliśmy, że sens naszego istnienia jest poza nami samymi. Zawsze wiedzieliśmy, że jest w nas pewna kultura, jest dusza i duch, które poprzez wieki podnosiły serca, pocieszały ludzi i to one również nas ożywiają.

Mamy jeszcze jednoczącą i scalającą nas ideę. Jest w nas poczucie naszej własnej narodowej godności. Nie daliśmy się aż tak bardzo oderwać od chrześcijaństwa, by nasza lina kotwiczna uległa zerwaniu.

Oczywiście, również i u nas wiara czasem ulega zachwianiu. Nieraz i duma narodowa ulega zapaściom. My jednak nigdy ich się nie wyrzekliśmy, dlatego one nie zginęły, dlatego wciąż na nowo zmartwychpowstają, rozprzestrzeniają się i zdobywają ludzkie serca.

Czcigodni Świętujący!

Sami wiemy, że i my nie jesteśmy narodem bez wad, a w naszej historii zdarzały się godziny ciemności i mroźne dni.

Mimo to jesteśmy pewni i tego, że więcej daliśmy światu, niż od niego otrzymaliśmy. Bez Węgrów świat byłby uboższy, historia Europy Środkowej zaś bardziej bolesna. Bez nas region Basenu Karpackiego byłby też gorszą krainą. Mamy więc prawo do tego, by istnieć.

Dlatego również dziś nie ma powodu, byśmy się bali. Musimy wyznać tylko jedno: kto jest Węgrem, jest z nami i w ten sposób zwyciężymy. Wciąż na nowo będziemy zwyciężać, gdyż Węgry należą do Węgrów.

Szanowne Panie, Szanowni Panowie!

W roku 2010, gdy stanęliśmy na nogi, gdy zbuntowaliśmy się i zaczęliśmy walczyć o Węgrów w Brukseli i w innych centrach imperium, wtedy jeszcze byliśmy sami.

Później jednak dołączyli Polacy, Słowacy i Czesi. Jeszcze później Ameryka wybrała antyimigracyjnego prezydenta, a Brytyjczycy poszli własną drogą. Izrael do dziś trwa. W Austrii do władzy zostali wybrani patrioci, a Włosi powiedzieli „nie” napływowi ludów.

Pytaniem pozostaje już tylko to, czy my, Węgrzy uczyliśmy się na cudzych błędach? Czy zrozumieliśmy, że tylko raz można wszystko zepsuć. Jeśli raz popełnimy ten grzech, koniec. Kolejna szansa, egzamin poprawkowy nie istnieją. Jeśli tama się przerwie, wleje się potop, kulturowej okupacji nie da się już odwrócić.

Teraz nasza przyszłość zostaje rzucona na stół i ona jest stawką tych wyborów. Dlatego w tym momencie pragniemy osobno zwrócić się do Młodych. Kiedy, jak nie 15 marca winniśmy to uczynić.

Drodzy Młodzi!

Być może teraz tak odczuwacie, że do Was należy cały świat i nic Wam nie może zagrozić. I macie rację. Brak ambicji stawania się wielkim już sam w sobie jest miernością. Życie na nic się nie zda, jeśli człowiek nie chce z nim czegoś uczynić.

Ale i w Waszym życiu przyjdzie moment, kiedy zdacie sobie sprawę, że potrzeba miejsca, języka, domu, w których człowiek pośród swoich, bezpiecznie i w miłości może przeżyć swoje życie.

Pewne miejsce, do którego zawsze możecie powracać, gdzie będziecie mogli doświadczać, iż życie ma swój sens i nawet u swego kresu nie wpada w nicość. Przyłącza się i w wbudowuje w tysiącletnie wspaniałe dzieło, które krótko nazywamy Ojczyzną, naszą węgierską Ojczyzną.

Drodzy młodzi Węgrzy, teraz Ojczyzna Was potrzebuje. Chodźcie i walczcie razem z nami o to, by gdy przyjdzie moment, kiedy to Wy jej będziecie potrzebować, Wasza Ojczyzna jeszcze istniała.

Szanowne Panie, Szanowni Panowie!

Wydaje mi się, że wszystko już omówiliśmy. Zebraliśmy potrzebne narzędzia, osiodłaliśmy konie i tak przygotowaliśmy się na trzytygodniową wyborczą kampanię – wojenną wyprawę.

Pozostało nam już tylko jedno, by prosić o pomoc dobrego Boga. Tym razem nie śpiewem, jak zwykliśmy to czynić, lecz wierszem, jak uczył nas tego jego autor, Ferenc Kölcsey. Ponieważ czynimy tak po raz pierwszy, zróbmy to wszyscy razem:

„Boże, pobłogosław Węgrów
Weselem, obfitością darów,
Rozciągnij nad nimi swe obronne ramię
w ich walce z nieprzyjacielem;
Złe czasy, rozrywające rany,
Niech przyniosą czas radości,
Gdyż naród ten już wycierpiał
Za przeszłość swą i za przyszłość!”

Sztandary w górę! Idźmy i walczmy! „Niech żyje węgierska wolność, niech żyje Ojczyzna!” W górę serca, do zwycięstwa!

Naprzód, Węgry, naprzód, Węgrzy!

tł. mm, hpa

Sty 19

Wywiad w programie „180 minut” w radiu Kossuth Rádió

Kiss Gábor István: Wczoraj ukazał się projekt, według którego – jeśli parlament zaakceptuje go – zgodnie z intencją rządu na Węgrzech będzie można rejestrować organizatorów imigracji zagranicznego pochodzenia, zagraniczne źródła finansowania będzie można opodatkować, a organizatorom stanowiący zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego można zabronić przekraczania granicy. Przede wszystkim o tym będziemy rozmawiać z premierem Viktorem Orbánem. Dzień dobry!

Dzień dobry, witam szanownych słuchaczy.

Osoby, które sformułowały ten projekt użyły wyników konsultacji narodowej.

Zawsze eksperci formułują ostateczny projekt tekstu, ale cele i intencje są wyznaczane przez nas. Ludzie dlatego wybierają liderów, przedstawicieli parlamentarnych, członków rządów aby stali na czele kraju, aby z pełną odpowiedzialnością podejmowali potrzebne decyzje, oświadczali, formułowali, co jest wspólną wolą, co jest celem. My też tak zrobiliśmy, a potem prawnicy sformułowali. Nasz cel jest jasny i jednoznaczny, nasz cel jest związany z konsultacją narodową, ponieważ dlatego konsultacja narodowa powinna być na nowo i na nowo przeprowadzana, ponieważ jest ważna w poważnych sprawach, w których pojawiają się trudne konflikty, aby kraj był jednolity, aby jak największa część była jednolita, i sposobem stworzenia tej jednolitości, punktów porozumienia jest konsultacja narodowa. Tak więc moją odpowiedzią jest to, abyśmy mieli jeden jasny cel. Chcemy, aby Węgry nie były krajem imigracyjnym, chcemy, aby ci, którzy organizują migrację i finansują ją, nie mogli sobie poradzić na Węgrzech, i którzy pomimo naszych wezwań organizują i finansują migrację, abyśmy mogli ich trzymać daleko od terenu Węgier. To jest nasz cel, ten trzypunktowy program wyraża tą intencję.

Nazwa pakietu projektu to Stop Soros. Domyślam się, że mówimy tu o György, osoba lub działalność Györgya Sorosa otrzymuje czerwone światło lub też znak zakazu wjazdu.

Proszę zobaczyć że, György Soros otwarcie mówi, ocierając się o granicę samochwalstwa, że on ogromne ilości pieniędzy poświęca na to, aby wspierać migrację. On ma plan, wcześniej otwarcie go głosił, i sam nazywał go w ten sposób. Od kiedy prowadzona jest dyskusja wyraża się ostrożniej, ale jego intencja się nie zmienia. Powiedział, że grodzenie jest problemem, rozwiązaniem dla przyszłości Europy jest migracja. My mówimy, że problemem jest migracja, a rozwiązaniem jest ogrodzenie. On daje ogromne ilości pieniędzy tym, którzy organizują migrację, i rzeczywiście teraz będą nowe regulacje prawne. To stwarza nową sytuację, tu każdy może zdecydować, może zdecydować także György Soros, co robi, czy przestanie robić to, co robił do tej pory, i wtedy nowe regulacje prawne go nie dotyczą, czy też kontynuuje to, co robił do tej pory, i wtedy nowe regulacje prawne będą się odnosiły do niego.

Tak, ale nie jest pewne, że wysyła źródła w 8-kilometrowym kręgu rozciągającym się od granicy. Tak więc jeśli zabronią dostępu to tej strefy, powiedzmy jemu osobiście, to nie będzie stanowiło przeszkody aby przekazywał pieniądze do swoich organizacji.

Tak, ale teraz najpierw trzeba złożyć oświadczenie o tych pieniądzach. Osobno będziemy rejestrować te organizacje cywilne, które można raczej określić jako quasi-cywilne, ponieważ współpracują z opłacanymi aktywistami, co nie jest cechą charakterystyczną dla organizacji cywilnych. Organizacje pracujące z opłacanymi cywilami przypominają raczej partie. Tak więc ich będziemy rejestrować osobno, oni będą musieli przygotowywać osobne zeznania, i ich sprawy finansowe będziemy oglądać pod lupą i kwoty przeznaczane na wpieranie migracji obarczymy opłatą skarbową, tak więc zabierzemy ponad 25 procent tych pieniędzy. Osobiście natomiast nie będą mogli zbliżać się do strefy granicznej, jeśli nie są obywatelami Węgier, nie mogą też wkraczać na Węgry, będziemy ich trzymać z dala od kraju, i nie będą mogli się zbliżać do granic Schengen. Oczywiście lotniska także stanowią granice Schengen.

Mówi Pan w pierwszej osobie liczby mnogiej, że będziemy oglądać te kwoty pod lupą, zabierzemy 25 procent, ale tu w międzyczasie jest mowa o autozeznaniu, i widzieliśmy też to w przypadku regulacji cywilnych, że wyznaczone organizacje zupełnie nie przejmowały się tym obowiązkiem.

Tak, ale to już są szczegóły, które będą realizowane przez organy państwowe zajmujące się egzekucją węgierskiego prawa, my musieliśmy sformułować intencję, prawnicy natomiast szukali narzędzi do tego. Według mnie są to dobre narzędzia, ale teraz jeszcze trwa dyskusja. Jeśli ktoś ma lepsze narzędzie, wtedy chętnie posłuchamy.

Co jest kwalifikowane jako takie źródło, które po ocenie podlega 25 procentowej opłacie skarbowej?

Budżety tych organizacji, całe budżety, które wpierają migrantów i stanowią podstawę ku temu.

Dlaczego wyjątkiem jest, lub też czy z tego punktu widzenia wyjątek stanowią źródła europejskie? W przypadku regulacji dotyczących organizacji cywilnych wyjątkiem było to, i wdzieliśmy to, że w listopadzie zeszłego roku Parlament Europejski potwierdził, że należy zaopatrzyć w źródła te organizacje, które wspierają migracje na granicy, prawda? Tak więc nie jest logiczne, aby źródła unijne nie były opodatkowane z tego punktu widzenia.

Nawet nie to, według mnie te źródła też należy włączyć w zakres zeznania. Z węgierskiego punktu widzenia interesu Węgrów jest obojętne, czy Soros György przekazuje je osobiście, czy też Unia, czy ktokolwiek inny, istotne jest to, że dają pieniądze na taki cel, który jest sprzeczny z interesami Węgrów, z ich intencjami i wolą. Tak więc według mnie powinno to obejmować wszystkie pieniądze, i w związku z tym będą jeszcze prowadzone dyskusje, ponieważ my w tym momencie sformułowaliśmy projekty ustaw, złożymy przed parlamentem, tam też będzie dyskusja i następnie będziemy mogli podejmować decyzje. Moje osobiste stanowisko jest takie, że nie jest logicznym różnicowanie pieniędzy pod względem źródła pochodzenia. To co idzie na niedobre cele, co używane jest w sposób sprzeczny z interesami Węgrów, to należy opodatkować.

Czy może Pan podać przykład konkretnej osoby lub konkretnej profesji, której może dotyczyć ograniczenie w zbliżaniu się.

Nie, chcemy wszystkich tych trzymać z dala od Węgier, [tylko tych] którzy chcą zrobić coś takiego, co jest sprzeczne z interesem Węgrów. To nie podlega temu, o czym dyskutujemy. Oczywiście Węgry są wolnym krajem, można dyskutować o wszystkim. Jeśli ktoś śledzi życie publiczne, wtedy może zauważyć, że dyskutujemy prawie o wszystkim. Media społecznościowe, czy jak nazywają ten świat Internetu, przenoszą dyskusję do domów ludzi. Tak więc Węgry są taką nowoczesną demokracją, gdzie dyskusje są codzienne, i to do tego momentu jest w porządku, ale kiedy ustalamy, że interesem Węgrów, a na dodatek rozmawiamy teraz o najbardziej istotnych kwestiach następnej dekady, bo według mnie przyszłość skłania się ku temu, że kwestia migracji w następnej dekadzie pozostanie najważniejszą kwestią dla Europy i dla Węgier. Tak więc w takiej sprawie naród węgierski wyraził swoją wolę, i od tego momentu nie ma dyskusji, a realizacja.

Czy zmieniła się polityka migracyjna Węgier, ponieważ dużo osób interpretuje w taki sposób, że udzieliła ochrony 1300 osobom, tak więc Węgry udzieliły ochrony. Gdzie są te osoby, kim są? Czy są na Węgrzech na postawie kontyngentu?

Węgry odrzucają kontyngenty. Polityka migracyjna Węgier jest niezmienna, nadal widzimy przed sobą taki kraj, jeśli myślimy o Węgrzech, ale tu możemy też mówić o pozostałych trzech krajach Czwórki Wyszehradzkiej, Polsce, Czechach i Słowacji, która nie jest i które nie są krajami migracyjnymi. Tak więc jest blok krajów w Europie, który jasno określił, że nie chce stać się krajem migracyjnym, jeśli spojrzymy na kraje leżące na zachód od nas, to możemy powiedzieć, że tam mówimy już o krajach migracyjnych. Po części dlatego, że wielu migrantów napłynęło tam w ostatnim czasie, i wielu przyjęli wcześniejszych dekadach. Z drugiej strony kraje leżące na zachód od nas swoje problemy populacyjne, to jest to, że rodzi się mało dzieci chcą rozwiązać w ten sposób, że przyjmują imigrantów. Blok środkowoeuropejski nie jest grupą takich krajów, my nie chcemy stać się krajem migracyjnym, i my też mamy problemy demograficzne, ale ich nie chcemy rozwiązać za pomocą imigrantów, a za pomocą polityki rodzinnej. Chcielibyśmy, aby było więcej węgierskich, polskich i słowackich dzieci, to uważamy za rozwiązanie. Swoją drogą nie jest łatwo osiągnąć ten cel, ale może to powinno być osobną rozmową. Tak więc polityka Węgier jest niezmienna: nie przyjmujemy imigrantów i nie wpuszczamy, nie pozwalamy nikomu osiedlać się na terenie Węgier.

To wszytko nie przeczy decyzji 1300?

A nawet odwrotnie: wzmacnia, ponieważ to jest inny przypadek. Tam mowa jest o tym, że osoby podlegające ochronie, podlegające ochronie na podstawie prawa międzynarodowego, które różnią się tym od imigrantów, że najpierw pukają do drzwi, prawda, a imigranci wzięli szturmem granice, nielegalnie wkroczyli na teren Węgier, nie dochowali, i ogłosili, że nie chcą dochować węgierskich regulacji prawnych.

Osoby, o których teraz mówimy, o te 1300 osób, które taktownie stanęły przy granicy państwa, zapukali, podeszli do przejścia granicznego i powiedzieli, że oni potrzebują ochrony. W większości przypadków, mowa jest tu o małoletnich dzieciach bez nadzoru i kontroli, i o kobietach. Organy węgierskie natomiast powiedziały, że zweryfikują ich wniosek, podstawą prawną natomiast jest międzynarodowe konwencje imigracyjne, które wcześniej węgierski parlament przyjął do węgierskiego systemu prawnego. Unijnych regulacje dotyczące kontyngentów nigdy nie przyjmowaliśmy i nie przyjmujemy, tak więc na tej podstawie na Węgrzech nikt żadnego prawa nie może sobie przypisywać. Tak więc te osoby skontrolujemy, i jeśli będziemy widzieć, że rzeczywiście potrzebują ochrony, wtedy damy im tymczasowe schronienie, co ważne jest dlatego, bo w chwili, kiedy nie będą potrzebować ochrony od razu będą musieli wrócić tam, skąd przybyli.

Tak więc nie będą obywatelami Węgier.

Nigdy nie będą. Dlatego negatywnie oceniają nas w Brukseli, i organizacje działające na Węgrzech wpierające migracje negatywie oceniają Węgry, że my dajemy tylko schronienie, które jest tymczasowe, a nie możliwość ostatecznego pobytu. Swoją drogą liczby dotyczące tego, ile osób w tym momencie przebywa na terenie Węgier z racji tego tytułu prawnego, są regularnie ogłaszane przez Urząd Imigracyjny.

Na stronie są, tak.

To są jawne dane. Mogę powiedzieć, że na przedwczorajszym posiedzeniu rządu spytałem pana ministra spraw wewnętrznych, który powiedział, że w obecnej chwili oficjalnie jest to ujmowane w ten sposób, że na terenie Węgier w strzeżonych i nie strzeżonych miejscach zakwaterowania przebywa razem 491 osób.

Tak więc summa summarum w sprawie o kontyngenty ewentualnie przed Sądem Europejskim w postępowaniu o naruszenie obowiązku Warszawa i inni, którzy są w tym samym położeniu mogą liczyć od Węgier na to samo, na co mogli tygodnie temu.

A nawet po konsultacji narodowej stanowisko węgierskie stało się jeszcze bardzie zdecydowane i twarde. Rozmawiałem przez telefon w polskim premierem o tej kwestii, jakie oni mają stanowisko, prowadziliśmy ustalenia. Na początku roku osobiście, a potem telefonicznie. Polska i Węgry obstają przy wcześniejszej polityce migracyjnej, tudzież nie chcą stać się krajem migracyjnym, nie pozwoliliśmy na kontyngenty, i nie chcemy takiego europejskiego systemu, który określałby, a nawet zmuszałby nas do tego kto ma przebywać na terenie naszych krajów. Tak więc Polska i Węgry pozostają nadal w pełnym przymierzu, nie tylko w kwestiach migracyjnych, ale także pod względem europejskiego postępowania wszczętego przeciw Polsce, zapewniłem premiera, że może liczyć na Węgry, i w Europie nie może zdarzyć się taki wstyd, że uczciwe państwo w sposób nieusprawiedliwiony, nieuzasadniony, na podstawie zarzutów nie mających pokrycia w faktach, poddać postępowaniu, tak więc Węgry wpierają Polskę.

Summa summarum wracając jeszcze w paru zdaniach do projektów, trzech projektów. Na co Pan liczy w dyskusji społecznej? Czy popiera Pan na przykład, aby wiosną, w lutym, na kilkudniowym posiedzeniu zrodziły się z tego regulacje prawne, czy to ewentualnie zostanie na następny cykl?

O tym zadecydują potem parlamentarzyści, my złożyliśmy projekt ustawy. Ja uważałem to za sprawę honoru, ponieważ jeśli rozpoczynamy konsultację narodową, i pytamy się o opinię osób, to wtedy powinno nastąpić jakieś działanie. Ludzie powiedzieli jaką mają opinię, jasno określili się w związku z planem Sorosa, i odrzucają to, naszym obowiązkiem jest to, abyśmy uczynili wszystko, abyśmy zatrzymali realizację planu Sorosa. Jest to lina demarkacyjna i różnica pomiędzy opozycją i partii rządzącej. Partie rządzące zorganizowały konsultację narodową, i tam ukazaną wolę narodu realizują, próbują dać im obszar. Opozycja natomiast wspiera rozmontowanie granic, rozmontowanie ogrodzenia na granicach, opozycja chce, abyśmy zaakceptowali dyktat Brukseli, aby w Brukseli zdecydowali, kto może przebywać na Węgrzech i siłą przymusu zmusili nas do kontyngentów. Opozycja najczęściej reprezentuje ten punkt widzenia. Są tacy, którzy otwarcie, co tacy którzy w bardziej przebiegły sposób, po nie mówią tego, ale kiedy trzeba by modyfikować konstytucję, która mogłaby ochronić kraj, wtedy odrzuca to. Dla mnie opozycja w jednym bloku stoi po stronie imigracji i po stronie migrantów, partie rządzące natomiast – według mnie wraz z znaczącą większością węgierskich wyborców – walczą przeciw planowi Sorosa, i przeciw kontyngentowi.

Jeśli już rozmawialiśmy przed chwilą o Polakach, jakim partnerem będzie nowy polski premier, który kilka tygodni temu objął urząd, a jego pierwsza podróż odbyła się do Budapesztu? Mógł się Pan go o to zapytać, przekazał on pałeczkę premierowi Irlandii, tak więc w pierwszych tygodniach tego roku dużo działo się w dyplomacji.

Rzeczywiście to było silne rozpoczęcie. Przyjechał polski premier, który jest wyśmienitym człowiekiem, znałem go wcześniej, mówiłem o tym i gdzie indziej, tak więc może teraz nie jest uzasadnionym, że natura, charakter polskiego sprzeciwu był inny niż w osiemdziesiątych latach sprzeciwu antykomunistycznego, niż węgierskiego, węgierski miał raczej naturę inteligencką, objawiał się poprzez sprzeciw intelektualny, dotyczył głównie inteligencji i studentów. Polski sprzeciw w latach osiemdziesiątych nie był taki, to był rzeczywisty sprzeciw, tam zamykali ludzi do więzień, ludzie chowali się, podróżując z plebanii, z chat próbowali zorganizować opór Polaków przeciwko komunizmowi i okupacji sowieckiej. Ja znałem, a nawet znam ojca pana premiera, był tam liderem. Tak więc muszę powiedzieć, że z punktu widzenia antykomunizmu nie ma tu dużego błędu lub skrzywienia, i zasługuje to na szacunek. Premier wcześniej zajmował się kwestiami gospodarczymi i kwestiami rozwoju, ja też wcześniej dostałem od niego dużo pomysłów. Teraz też pracujemy nad stworzeniem banku rozwoju środkowej Europy, kraje Czwórki Wyszehradzkiej pojęły się tego, że będą przygotowywać projekty gospodarcze celem wzmocnienia współpracy gospodarczej, tak więc jest to duży zysk z punktu widzenia wzmocnienia gospodarczego Czwórki Wyszehradzkiej.

On był ministrem finansów z doświadczeniem. To będziemy potem nazywać Bankiem Wyszehradzkim? O tym wspomina prasa. Bank Wyszehradzki.

Tak, o tym jest mowa.

Jest jakaś data, kiedy można rozpocząć finansowanie i dokładnie co?

Z premierem zobaczymy się ponownie tu w Budapeszcie 26 stycznia, i wtedy będziemy podejmować decyzje o datach.

W Bawarii mówił Pan też o rzeczach tu wspominanych, gdzie Pan był głównym wykładowcą na bardzo ważnym forum gospodarczym. Od Pana rozbrzmiało mniej więcej takie zadnie, jeśli Unia Europejska nie da źródeł, wtedy zwrócimy się do Chin. Proszę to trochę rozwinąć. Czy to zdanie mówi o Banku Wyszehradzkim?

Też, ale nie było to tak brutalne zdanie, trzeba w tych kręgach formułować myśli w bardziej wysublimowany sposób. Słuchaczami tego wykładu był zarząd niemieckiego przemysłu, pierwsze osoby wszystkich znanym nam dużych firm. W każdym roku organizowana jest taka konferencja w Berlinie, gdzie zapraszają jednego-dwóch zagranicznych prelegentów. To jest tak naprawdę wewnętrzne wydarzenie niemieckie, ale w każdym roku zapraszają wykładowcę z zagranicy. W zeszłym roku chyba był tam francuski premier, w tym roku zaprosili nas, tudzież mnie. Ja powiedziałem, że Chiny nie są zagrożeniem, Chiny są możliwością. Z punktu widzenia węgierskiej gospodarki i z punktu widzenia całej europejskiej gospodarki Chiny stające się najsilniejszym państwem rozwijającego się, wzrastającego świata mają dla nas możliwość, na przykład do Chin transportujemy ogromne ilości węgierskich produktów. Na dodatek Chińczycy nie są już biedni, ta gospodarka jest silnym imperium światowym, która ma takie zasoby, które szukają możliwości inwestycji na świecie. Jeśli popatrzymy się na nasz świat, na świat Środkowej Europy, widzimy, że jest to obszar wzrostu w Europie. Tu musimy realizować inwestycje. Połączenie sieci elektrycznych, budowa ciągów gazowych, stworzenie ciągów komunikacyjnych z północy na południe, dziś nie możemy przyjechać z Warszawy do Budapesztu autostradą, nie ma ekspresowej linii kolejowej, powiedzmy pomiędzy Krakowem a Budapesztem, a wymieniam tu tylko jeden przykład, natomiast byłoby takie zapotrzebowanie, ponieważ ten obszar rozwija się. Pytaniem jest natomiast skąd można pozyskać źródła na ten rozwój, na wykorzystanie możliwości rozwoju. Pierwszą jest regionalny Fundusz Spójności Unii Europejskiej, który został stworzony w tym celu, i przeznacza na to pieniądze. Drugą jest to, aby europejskie instytucje finansowe, Europejski Bank Rozwoju lub bank prywatne udzielały kredytów. Trzecią możliwością jest to, że jeśli te kredyty są drogie lub niewystarczające, oparte na złych warunkach, wtedy należy wprowadzić do Europy Środkowej źródła pochodzące z zewnątrz, spoza Europy. Tutaj zaczynamy mówić o Chinach, a Chiny podejmują się tego, aby przy europejskich warunkach finansowych realizować programy rozwoju w Europie Środkowej na lepszych warunkach.

W Berlinie wykładem było to o czym rozmawialiśmy teraz, ale wcześniej w Bawarii powiedziane zostało, że węgierska gospodarka zależna jest od dobrych relacji węgiersko-niemieckich. Jakie ma Pan doświadczenia odnośnie tego, zebrane podczas rozmów w Niemczech?

Proszę zobaczyć, my najpierw szukamy sprzymierzeńców. Ja osobiście przeznaczam znaczą część mojej pracy abym znalazł sprzymierzeńców dla Węgier. Jestem przekonany, że Europa stoi u progu przemiany. Ta przemiana łączy się przynajmniej z tyloma możliwościami, z iloma zagrożeniami. Rozpoczęła się migracja światowa, którą nazywamy wędrówką ludów. ONZ w widoczny sposób ma zamiar przyjąć takie dokumenty i takie programy, które wpierają migrację na skalę światową. To jest drugie zagrożenie, musimy się potem nim zająć. W przyszłym tygodniu Gabinet ds. Bezpieczeństwa Narodowego będzie się zajmował planami ONZ, są one wszystkie sprzeczne z interesami Węgier, amerykanie nie przypadkowo przestali barć udział w rozmowach dotyczących tych kwestii, a obywających się w ramach ONZ, bo uważają, że tam zapadną decyzje niekorzystne dla nich, którym nie mogą zapobiec. Ja podzielam te obawy. My też musimy się nad tym zastanowić, że są zagrożenia, które zagrażają Europie, i jeśli chcemy się obronić, i jeśli chcemy wykorzystać możliwości rozwoju Środkowej Europy wywalczone z trudem, w pocie i łzach, musimy mieć do tego sprzymierzeńców. Kto jest sprzymierzeńcem? Ten, kto w podobny sposób widzi świat, jak my. No więc Bawarczycy w podobny sposób widzą świat. W Bawarii w ostatnich miesiącach nastąpiła zmiana polityczna opierająca się na chrześcijańskich, konserwatywnych i kulturowo chrześcijańskich podstawach, broniąca bawarskich, niemieckich interesów narodowych, dlatego Bawaria, która jest tradycyjnym sprzymierzeńcem Węgier, teraz odnowiła przymierze z Węgrami. Bawarski premier swoją drogą podjął się tego, że dla całej inicjatywy środkowoeuropejskiej, dla współpracy austriacko-węgiersko-bawarskiej wysunie propozycje. Szansa ku realizacji tego otworzy się w następnych miesiącach.

W następnych tygodniach też, ponieważ na Węgry przyjeżdża Kurz.

Ja jadę do niego.

Albo Pan jedzie do Wiednia. Wtedy można o tym wspomnieć.

Tak. Chcę powiedzieć, że mówimy wspólnym głosem, mówimy nim już w dobre kilka osób, i jest wspólna przestrzeń intelektualna, w ramach której możemy razem zastanawiać się nad przyszłością Europy. My wszyscy jesteśmy zwolennikami Europy. Pytaniem nie jest to czy jesteśmy zwolennikami Europy czy nie, ale to jakiej Europy chcemy. Wszyscy jesteśmy przeciwni wędrówkom ludów i przeciwni migracji. Tak więc nie chcemy imperium kierowanego z Brukseli, płynących stamtąd rozkazów realizowanych przez parlamenty i rządy, ale wierzymy w sojusz wolnych narodów. To jest przyszłością Europy.

W międzyczasie był koniec roku, potem, logicznie był początek roku, i warto trochę porozmawiać wynikach węgierskiej gospodarki. Ponieważ minister gospodarki narodowej, jeśli dobrze wiem, właśnie teraz, na posiedzeniu rządu zdaje sprowadzanie dotyczące możliwości. W pewnych kręgach zmniejsza się podatek VAT, wynagrodzenia, zasiłki rodzinne i emerytury zwiększyły się po 1 stycznia. Na co daje możliwości oczekiwany wyniki gospodarki w bliskiej przyszłości?

Wiem, że to jest taki wywiad, takie ramy rozmowy, który jest skoncentrowany raczej na aktualnościach, mimo to zwróciłbym uwagę, że po 2010 roku kraj trzeba było wyciągać ze skraju przepaści, i trzeba było uratować przed załamaniem finansowym. Wtedy musieliśmy się nie tylko zająć kryzysem, ale zbudowaliśmy także taki system gospodarczy i społeczny, który w trochę nieskromny sposób można nazwać węgierskim modelem, o którym myślimy, że ma i oferuje najwięcej możliwości dla Węgrów. Ten natomiast opiera się na czterech kolumnach. Pierwszą z nich jest polityka wspierająca konkurencję, drugą jest polityka służąca stworzeniu gospodarki opartej na pracy, trzecim polityka wspierająca rodziny, tak więc polityka mająca podstawy demograficzne, a czwartym polityka wspierająca naszą tożsamość. Zawsze patrzymy się na przyszłość z tego punktu widzenia, i jeśli podejmowana jest decyzją wchodząca w skład którejkolwiek z podstaw, decyzja ta musi wzmacniać resztę z nich. To jest logika, według której zwykliśmy podejmować decyzje. Teraz jest to ważne dlatego, aby każdy na Węgrzech miał pracę, każdy, kto chce pracować, aby mógł pracować. Bardzo dawno temu była taka sytuacja na Węgrzech, teraz powoli zajdzie taka sytuacja. To było marzeniem od momentu zmiany systemu, aby każdy mógł mieć pracę, i jesteśmy blisko tego, aby spełniło się ono. Naszym drugim celem było to, aby opłacało się pracować, a do tego musiały zwiększyć się płace i wartość pracy, wynagrodzenie minimalne wzrośnie, tudzież od 1 stycznia wzrosło, także wynagrodzenie minimalne dla osób z wykształceniem zawodowym. Tu muszę podziękować związkom zawodowym, pracodawcom, ponieważ udało się osiągnąć zgodę ze związkami zawodowymi i pracodawcami odnośnie sześcioletniego planu, dotyczącego tego w jaki sposób zmniejszymy podatki, zasiłki, i jak zwiększymy wynagrodzenia. Wszyscy trzymają się tych ustaleń, także i związki zawodowe, także i pracodawcy i rząd też. Według mnie to jest pierwszym warunkiem dla sukcesu Węgier, ta współpraca narodowa, która wyrażana jest przez ustalenia. Odpowiednio do nich zwiększy się zasiłek macierzyński, zwiększy się zasiłek macierzyński dla studentów, będziemy mogli zmniejszyć podatek VAT, VAT na usługi restauracyjne, VAT na ryby oraz na Internet, bo Węgry są krajem przyszłości, a przyszłość opiera się na cyfryzacji. Możemy dumnie powiedzieć, że Węgry są krajem europejskim, gdzie podatek VAT obciążający usługi dostarczania Internetu jest najmniejszy.

Rozmawiałem z premierem Viktorem Orbánem. Dziękujemy Panu, że był Pan u nas.

Gru 31

Orędzie z okazji świąt Bożego Narodzenia