Mar 15

Ryszard Czarnecki: „Wstyd, Wiktor, wstyd”

Gdyby tytuł brzmiał: „Wstyd, Wiktor, wstyd” − to mógłby ktoś pomyśleć, że chodzi o Janukowycza. Ale do dyktatorów nie zwracam się po imieniu. Tytuł, którego nie ma − czyli „Wstyd, Wiktor, wstyd” − odnosić mógłby się bardziej do eksprezydenta Ukrainy, Wiktora Juszczenki odpowiedzialnego za przeputanie dorobku Pomarańczowej Rewolucji i społecznego entuzjazmu, który towarzyszył Pierwszemu Majdanowi.

Zresztą nawet, gdyby − wspólnie niestety – z Julią Tymoszenko… poprzednik Janukowycza nie zmarnował owoców Pomarańczowej Rewolty, to i tak należałoby właśnie w ten sposób ocenić końcówkę jego rządów, gdy w żenujący sposób, gloryfikując UPA, zaczął wykopywać przepaść w relacjach polsko-ukraińskich, choć wcześniej był ich orędownikiem.

Tym razem jednak chcę poruszyć sprawę innego Viktora. To tabu dla nas, prawicy, obozu niepodległościowego. Chodzi o uwielbianego przez nasze środowiska Viktora Orbána, dzielnego premiera Węgrów, któremu zbudowaliśmy pomniki w naszych sercach – a on właśnie je skutecznie wysadza w powietrze.

Nie rozumiem tego swoistego „mitu Orbána”, który w Polsce stał się niemal kultem. Żeby było jasne: ściskałem, jak wielu z nas, kciuki za lidera „Fideszu”, nie tylko wtedy, gdy wygrywał wybory jako jeden z najmłodszych premierów Europy, lecz także wtedy, gdy później dwukrotnie przegrywał minimalnie z kosmopolityczną koalicją socjalistów i liberałów. I entuzjazmowałem się, gdy po ośmiu latach wracał do władzy. Skądinąd oto chodziło Jarosławowi Kaczyńskiemu, gdy mówił w wyborczy wieczór jesienią 2011, gdy i my po raz drugi przegraliśmy wybory, iż jest przekonany, że: „przyjdzie taki dzień, kiedy będziemy mieli w Warszawie Budapeszt”. Rzecz w powrocie do władzy po ośmiu latach i to w sytuacji największego zwycięstwa w demokratycznej Europie od czasów po drugiej wojnie światowej – a nie w automatycznym kopiowaniu tego, co robi szef rządu Madziarów.

A robi często rzeczy złe, wstydliwe, żenujące. Jeżeli ktoś był zaskoczony jego de facto prorosyjskim stanowiskiem w sprawie Krymu, to zapytam co ów zdziwiony obserwator robił wcześniej, gdzie był, skoro nie zauważył, że od lat Viktor Orbán prowadzi politykę ewidentnie prokremlowską. Prowadzi, a raczej kontynuuje, bo o ile w wielu sprawach na szczęście zerwał z niechlubnym dziedzictwem komunistycznym i postkomunistycznym, to akurat w tych wszedł w buty rządzących wcześniej socjalistów. Stosunek do Moskwy różni Orbána od PiS i Kaczyńskiego o lata świetlne. My nie kłaniamy się moskiewskim okolicznościom – trawestując słowa Norwida – a Orbán jak najbardziej. Świadomie uzależnia się od Federacji Rosyjskiej ekonomicznie, zwłaszcza gdy chodzi o energetykę. I to energetykę zresztą nie tylko tradycyjną, ale i atomową. To Rosjanie mają mu zbudować elektrownię jądrową, to oni pożyczają mu na to miliardy euro i to oni dostają wyłączność na kontrakty związane z jej budową i instalacją. W tym samym czasie nawet ci, którzy kolaborowali wcześniej z Kremlem w najlepsze, zrozumieli, że to droga donikąd (z ukłonami dla prezydenta Obamy). Ktoś powie, że Węgry – ale też odpowiednio mała Armenia – inaczej nie mogą, bo są skazani wręcz z racji swej wielkości i położenia geopolitycznego na „współpracę” z Moskwą. To dziwny fatalizm i głupawy determinizm. Weźmy pod uwagę kraj absolutnie porównywalny z Węgrami czyli Czechy. Lekceważony czasem przez Polaków naród Pepików, prowadzi politykę znacznie bardziej niezależną od Kremla niż Budapeszt!

Mój przyjaciel Tomasz Sakiewicz powie, że Węgrzy muszą, bo prowadzą batalię o niezależność z UE i w ten sposób, via Moskwa, się lewarują. A któż to jako jeden z pierwszych podpisał Pakt Fiskalny, oddający w sporym stopniu suwerenność ekonomiczną państwa narodowego na rzecz Brukseli? Bynajmniej nie krasnoludki i sierotka Marysia, tylko osobiście sam premier Orbán.

Przemawiałem w Parlamencie Europejskim w obronie rządu Orbána. Nie żałuję, bo nie znoszę takich festiwali nienawiści, jakich doświadczyła wcześniej Polska – za rządów PiS, a teraz Węgry. Jednak Orbán zawodzi mnie coraz bardziej. Był dla nas kiedyś jak współczesny Robin Hood wydający wojnę wielkiej Unii w słusznej sprawie. Wierzyłem, że nie można zabić Robin Hooda – nie myślałem, że Robin Hood popełni samobójstwo.

*artykuł ukazał się w "Gazecie Polskiej" (12.03.2014)

Mar 11

Ponowne otwarcie Konsulatu Generalnego Węgier w Krakowie

     Główna uroczystość otwarcia konsulatu generalnego odbędzie się w Sukiennicach  14 marca 2014, w piątek o godz. 16.00, weźmie w niej udział minister spraw zagranicznych Węgier János Martonyi. Konsulem generalnym Węgier w Krakowie jest Adrienne Körmendi.

     W piątek 14 marca o godz. 7.30 na Wawelu u grobu św. Jadwigi królowej sprawowana będzie Msza św. w intencji Polaków i Węgrów, o wierność dziedzictwu św. króla Stefana, św. Jadwigi i innych wspólnych Świętych i Błogosławionych.

     Zapraszamy serdecznie!

     Mszy św. będzie przewodniczył bp. Jan Zając z Bazyliki Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach, gdzie znajduje się węgierska kaplica Communio Sanctorum, w której przechowywane są relikwie św. Stefana.

     Kraków dla Węgrów od wieków pełnił szczególną rolę. Tam urodził się św. Władysław – László, drugi największy król Węgier, tam żyły bł. Salomea i św. Kinga, a później św. Jadwiga. Uniwersytet Jagielloński przez wieki był głównym ośrodkiem akademickim dla Węgrów.

     Pierwszy konsulat węgierski otwarty został już w 1918 r. i działał jeszcze po wkroczeniu wojsk niemieckich. Ponowne otwarcie nastąpiło w 1994 r., w czym swój wielki udział miał prof. István Kovács. Decyzją węgierskiego rządu socjalistów i liberałów konsulat został zamknięty w 2009.

     15 marca zaś obchodzone jest narodowe święto Węgier wybuchu Powstania 1848/49 i walki o wolność.

 

Lut 01

Kto kieruje Orbánem

Z pasją śledzę reakcje środowisk opiniotwórczych na symptomy zacieśniającej się współpracy węgiersko-rosyjskiej. Jak wiadomo, premier Viktor Orbán i prezydent Władimir Putin sfinalizowali rozmowy na temat budowy dwóch nowych reaktorów w węgierskiej elektrowni atomowej, położonej w miejscowości Paks. W efekcie zawartej umowy, Budapeszt otrzyma wsparcie kredytowe opiewające na sumę prawie 14 mld dol.

Kulisy transakcji

Intencje Putina są z grubsza jasne. Wykorzystuje bierność i nieudolność USA oraz Unii Europejskiej w polityce zagranicznej, poszerzając wpływy rosyjskie we wschodniej i centralnej części Europy. Były oficer KGB sypie pieniędzmi na prawo i lewo. To przyrzeka Ukrainie 15-miliardową pożyczkę i zniżki cen gazu, to pożycza Białorusi „skromne” 2 mld dol. Wydeptaną przez Putina ścieżką podąża m.in. Rosatom, wykonawca kontraktu w Paks, który stawia kolejne reaktory, poczynając od Bangladeszu i Iranu, teraz już po kraje UE.

Intencje Orbána również nie wydają się tajemnicą. Próbuje on reformować swój kraj, nie chcąc go przy tym uzależnić od bliższego sąsiada. W przypadku Węgier nie jest to Rosja, a finansjera światowa, która w latach 90. opanowała tam system bankowy i kredytowy, a ostatnio próbowała rzucić rząd Fideszu na kolana.

Trauma wydaje się kierować Orbánem, który podał „czarną polewkę” darczyńcom z FMW. Po trosze też na pewno kwietniowe wybory parlamentarne. Elektrownia jądrowa już teraz wytwarza 40% państwowej energii elektrycznej, a w przyszłości, poza nowymi megawatami, dostarczy 10 tysięcy dodatkowych miejsc pracy.

Nieprzyjaciele Orbána o Orbánie

Zachodnie media, nieprzychylne rządzącym na Węgrzech elitom, zareagowały złośliwymi komentarzami, trafnie zresztą wypominając Orbánowi ewolucję jego poglądów. W 2007 r., będąc jeszcze w opozycji, zarzucał on postkomunistycznej władzy, że chce uzależnić Węgry od Rosji, czyniąc kraj „najszczęśliwszym barakiem Gazpromu”. To oczywiście nawiązanie do epoki sprzed 1989 r., Węgrzy bowiem, jak i my, przekonani są, że to oni byli najszczęśliwszym barakiem w „bloku”. Mówił też wtedy Orbán „o powrocie do rosyjskiej sfery wpływów”, o ekonomicznej formie „okupacji” itd., itd.

W Polsce prorosyjskie media i politycy szydzą z „prawicy”, że ta nie takiego sojusznika sobie malowała. Śmieją się od 2012 r., kiedy rząd Orbána zadeklarował swe poparcie dla budowy gazociągu South Stream. Jesienią zeszłego roku „Gazeta Wyborcza” torturowała nas listem Orbána do Wałęsy, który uznał swego adresata za „wspaniały model do naśladowania uosabiający człowieczeństwo, empatię oraz umiłowanie wolności”, „sumieniem Europy” niepozwalającym na żadną niesprawiedliwość czy ograniczenie wolności”, itd.

Marnotrawny bratanek

Stosunek części „prawicowych” komentatorów do Orbána normalny nie jest. Zrazu zdominowała go platoniczna i nieodwzajemniona miłość oraz poszukiwanie „polskiego Orbána”, „polskiego Fideszu” czy wreszcie „węgierskiej rewolucji”.

Nie chcę pisać o trywializmach, w rodzaju: mamy inne niż Węgrzy położenie geopolityczne, inne doświadczenia, większy i bardziej liczebny kraj. Rozczarowanie fanów Orbána, czasem zakochanych w nim do nieprzytomności, może być cucące lub przeciwnie. Biograf Orbána właśnie napisał: „To ryzykowne dla Węgier, […] to nie jest dobre dla Europy Środkowej, której wizję z premierem Węgier podzielałem. Viktor Orbán popełnił strategiczny błąd. Przykro mi to pisać, ale muszę być uczciwy wobec siebie”.

Po co iść tak daleko? Błąd może się okazać błędem zaledwie taktycznym albo żadnym, a wówczas trzeba będzie przeprosić samego siebie za niesprawiedliwe potwarze. A propos tych ostatnich. Istnieje u nas jeszcze jedna tendencja. Sprawę Orbána zawsze można zaliczyć do kategorii: „zdrada agenta”.

Romantyzm i pozytywizm

W Polsce kwitło swego czasu uwielbienie dla byłego prezydenta Gruzji, Micheila Saakaszwilego. Ten uznawany był kiedyś za ucznia Eduarda Szewardnadzego. Zdradził byłego szefa MSZ Związku Sowieckiego i zajął jego miejsce na stanowisku prezydenta Gruzji. Zdradził bolszewika – wybaczalne. Mimo szczerej sympatii do Polski wielkim przyjacielem Saakaszwilego pozostał dlań białoruski dyktator Aleksandr Łukaszenka, kolega Władimira Putina. I jak, Micheil był „zdrajcą” Zachodu?

My, Polacy, uwielbiamy muzykę: „za wolność nasza i waszą”. Wsparliśmy rewolucje „pomarańczową”, „r&´ż” i tę nad Dunajem. Warto sobie przypomnieć, że od 1848 r. trochę czasu minęło. Mamy jako taką państwowość i względny na nią wpływ, a z czym to się wiąże, podpowiedzą choćby rozterki Józefa Piłsudskiego. Po prostu, nie wiadomo, z kim polskiemu „Orbánowi” będzie w przyszłości po drodze. Oby nie było zawodu.

Te rozważania nie mają nic wspólnego z głośnym ostatnio „czeskim” podejściem do naszych dziejów, negującym sens buntów narodowych, ani z lewackim relatywizmem negującym sens wszystkiego. To próba pogodzenia pragmatyki politycznej z wartościami, metod z ideami, przy wyostrzeniu różnic pomiędzy jednym i drugim.

Labirynt

Na koniec jeszcze jeden przykład. Pojawił się taki oto jakby-apel znanego dziennikarza, który tak oto „zapraszał” w mediach na imprezę na ukraińskim Majdanie:

„W Polsce niektóre media podające się za prawicowe [sic!] jak i te, które oficjalnie wspierają reżim, postanowiły tę informację przemilczeć. Nieważne, czy ktoś nazywa się katolickim, liberalnym, czy lewicowym. Dzisiaj podział jest inny: na wasali Moskwy i tych, którzy chcą wolności [sic!]. Będą Państwo mogli się łatwo przekonać, kto jest naprawdę kim [sic!], patrząc na relację z Majdanu i Hybryd”.

„Toż to towiańszczyzna” – powiedziałaby Zofia Szymanowska, że sięgnę znowu do Mickiewicza. Niestety „towiańszczyzna” to labirynt składający się wyłącznie ze ślepych zaułków, a polityk powinien mieć co najmniej jedną drogę ucieczki. To jest właściwe dobre pytanie do Orbána, czy ją ma?

 Paweł Zyzak

za: http://gazetaobywatelska.info/

 

´

/em

Sty 31

Orbán zachęca Europę do „pragmatycznych” więzi z Rosją.

Premier Węgier Viktor Orbán zachęcał w piątek Unię Europejską do odbudowania "pragmatycznych" więzi z Rosją. Mówił o tym na konferencji szefów banków centralnych państw europejskich, która odbyła się w Budapeszcie.

"UE powinna odbudować więzi z Rosją w sposób pragmatyczny, ponieważ Unia potrzebuje nośników energii dla trwałego rozwoju swej gospodarki. Wiecie, że ja osobiście jestem od dawna antykomunistą. Jednak jeśli Europa nie uczyni tego co możliwe, by pozyskać zasoby energetyczne, które znajdują się w Rosji, to nie wiem, gdzie będzie szukać zaopatrzenia dla swej gospodarki" – powiedział  Orb&´n.

Przekonywał, że jeśli Europa nie zdoła pozyskać nośników energii po konkurencyjnej cenie, to nie odniesie sukcesu. Wskazał, że trzeba też "przemyśleć na nowo rolę energii nuklearnej".

Orbán został skrytykowany na Węgrzech za podpisanie niedawno z Rosją kontraktu na rozbudowę elektrowni atomowej w Paks – jedynej węgierskiej siłowni nuklearnej. Uczyniono to bez przetargu, w drodze umowy międzyrządowej. Krytycy wypominają też szefowi rządu, że gdy był w opozycji, sprzeciwiał się przyjmowaniu pragmatycznej postawy wobec Rosji.

Węgry są uzależnione od rosyjskich dostaw ropy i gazu – stamtąd pochodzi 80 proc. zużywanej przez nie ropy i 75 proc. gazu.

za: http://wpolityce.pl

´

Sty 30

Koncert

 

Post użytkownika Orbán Viktor.
Sty 02

„Człowiek Roku 2013” „Gazety Polskiej”

Orbán od 25 lat aktywności politycznej reprezentuje wciąż te same wartości. Wciąż z tą samą pasją, entuzjazmem i wytrwałością. Pokazują to wszystkie decyzje, które podejmuje, oraz wszystkie polityczne cele które zakłada – pisze w komentarzu dla portalu niezalezna.pl dr Rétvári Bence, politolog i sekretarz stanu w węgierskim Ministerstwie Administracji Publicznej i Sprawiedliwości.

Podczas, gdy większość z węgierskich premierów (m.in. Gyula Horn, Péter Medgyessy , Ferenc Gyurcsány i Gordon Bajnai) po transformacji ustrojowej dostało się na fotel premiera bez podejmowania trudu zmiany systemu politycznego, Viktor Orbán zdobył swoją pozycję poprzez walkę o wolność na Węgrzech.

Fakt, że Orbán był w stanie wrócić na fotel premiera po ośmiu latach przebywania w opozycji, i zdobywając aż dwie trzecie głosów w wyborach, pokazuje charakter jego, ale i skalę tego wyjątkowego sukcesu.

Jeśli spojrzymy na politykę europejską, z trudem odnajdziemy kraje, w których rządzący mają konstytucyjną większość, gdzie potrafią za jej pomocą przeprowadzać systemowe zmiany. To za każdym razem wymaga tego niesamowitego osiągnięcia, które udało się Orbánowi w ostatnich wyborach. Ale stało się tak dlatego, że dzisiejsza polityka wydaje się być oparta o osobowości przywódców partyjnych. Orbán jest taką osobowością. Sukces jaki osiągnął, pokazuje jego polityczną ale i przecież i osobista wielkość.

Bo Orbán od 25 lat reprezentuje wciąż te same wartości. Wciąż z tą samą pasją, entuzjazmem i wytrwałością. Pokazują to wszystkie decyzje, które podejmuje oraz wszystkie polityczne cele, które zakłada – krótkoterminowe, średnioterminowe i długoterminowe.

Ci, którzy czekali na upadek modelu gospodarczego i społecznego zaproponowanego przez Orbána, zawiedli się. Obecnie Węgry stoją twardo na własnych nogach, kraj działa sprawnie i skutecznie. Te prawie cztery lata rządów zwykłych obywateli, bo tak trzeba określać okres wspólnych rządów Fideszu i Chrześcijańsko-Demokratycznej Partii Ludową, pokazały że zwykli ludzie potrafią lepiej poradzić sobie z kryzysem niż „elity”. I to jest lekcja dla narodów Europy Środkowej, które mają w tym wyjątkową rolę do odegrania. To zadanie na miarę XXI wieku.

Może się z polityką Viktora Orbána zgadzać lub nie zgadzać, ale jedno trzeba przyznać. Orbán jest prawdziwym  „politic-makerem ” . Gdziekolwiek się nie pojawi, definiuje politykę tak, jak tego chce. Jest prawdziwym liderem.

Tekst dr. Rétvári Bence jest pierwszym, który publikujemy w związku z przyznaniem przez „Gazetę Polską” tytułu „Człowieka Roku 2013” Viktorowi Orbanowi. W kolejnych dniach przedstawimy następne opinie.

 

Gru 20

Instytut Sobieskiego o Węgrzech i Viktorze Orbánie

Rządy Viktora Orbána wywołują w całej Europie gorącą dyskusję, której echa są również obecne w Polsce.

W polskiej dyskusji o wydarzeniach na Węgrzech często pomija się jeden aspekt, który wydaje się być najważniejszy – w 2010 r.Viktor Orbán objął władzę w kraju o radykalnie gorszej sytuacji gospodarczej i ustrojowej w porównaniu z innymi państwami Europy Środkowej i Wschodniej.

Na czym polega ta radykalna odmienność sytuacji Węgier? Powszechnie znane są wysokie wskaźniki zadłużenia publicznego i prywatnego Węgier. Kraj ten jest także jedną z najbardziej otwartych gospodarek naszego regionu, gdzie eksport stanowi aż 95% PKB (dla porównania, w Czechach jest to 78% PKB, a w Polsce 47% PKB). Również udział kapitału zagranicznego jest drugi najwyższy w Europie (po Irlandii). Przedsiębiorstwa zagraniczne wytworzyły w 2010 r. 49% wartości dodanej brutto Węgier w sektorach rynkowych (w samym przemyśle aż 63%), podczas gdy dla porównania siła przedsiębiorstw zagranicznych w Polsce jest znacznie mniejsza (34% wartości dodanej brutto we wszystkich sektorach rynkowych gospodarki). W takich warunkach, możliwości realnego oddziaływania rządu na stan gospodarki są znacznie mniejsze.

Głównym problemem węgierskiej gospodarki nie jest jednak zły stan finansów publicznych, choć należy pamiętać o polityce wysokiego deficytu budżetowego, realizowanej przez socjalistyczne rządy, oraz o wysokim poziomie wydatków państwa, który niestety w niewielkim stopniu został ograniczony przez rząd Orbana. Gospodarcze trudności Węgier są poważniejsze, gdyż mają charakter strukturalny.Zasadniczym problemem jest wyjątkowa słabość krajowego sektora gospodarki – przedsiębiorstw znajdujących się w rękach kapitału węgierskiego. Wskazują na to dane Eurostatu – na Węgrzech produktywność przedsiębiorstw krajowych jest o 2/3 niższa od produktywności przedsiębiorstw zagranicznych. W Polsce dysproporcja ta wynosi 1/3. Wiąże się to między innymi ze sztywnością węgierskiego rynku pracy, niską elastycznością płac i niewielkim udziałem elastycznych form zatrudnienia. W efekcie, węgierskie przedsiębiorstwa są mniej dochodowe, mniej także inwestują i wolniej się rozwijają.

Węgierski rząd podjął wiele działań, które mają na celu wsparcie małych i średnich przedsiębiorstw, i które mogę przyczynić się do zmniejszenia strukturalnych problemów. Wśród tych rozwiązań jest między innymi przebudowanie systemu podatkowego, polegające na obniżeniu CIT kosztem wyższego VAT. Pozytywny wpływ na dostęp do kredytu dla małych i średnich przedsiębiorstw ma również program Funding for growth scheme realizowany przez Narodowy Bank Węgier. Niektóre opracowania wskazują jednak, że lepszym instrumentem wsparcia rynku pracy byłoby ograniczenie kosztów pracy (składek na ubezpieczanie społeczne), zamiast obniżki podatku PIT, ogłoszonej przez rząd Węgier.

W tworzeniu idei dla Polski, które jest misją Instytutu Sobieskiego, często odwołujemy się do przykładów innych państw i dobrze działających rozwiązań gospodarczych czy politycznych w nich wprowadzonych. Dokonując przeglądu interesujących dla nas działań podjętych w innych państwach, w pierwszym kwartale 2014 r. opublikujemy zbiór tekstów wyjaśniających zmiany wprowadzone przez rząd Fideszu po 2010 r. oraz płynące z nich dla Polski wnioski. Chcemy zaprezentować naszym sympatykom, ekspertom i dziennikarzom pogłębiony, lecz jednocześnie zróżnicowany pod względem odmiennych punktów widzenia obraz przeobrażeń dokonanych przez II rząd Orbana w węgierskiej gospodarce, polityce energetycznej, zagranicznej i instytucjach publicznych. Już dziś zapraszamy do lektury.

Gru 14

Czy pół miliona nowych wyborców przesądzi o zwycięstwie Viktora Orbána?

W ostatnim tygodniu uwaga węgierskich mediów skupiona była na pewnym franciszkaninie z Siedmiogrodu. Ojciec Csaba Böjte został bowiem półmilionowym Węgrem, który skorzystał z prawa o uproszczonej procedurze przyznawania obywatelstwa. 54-letni zakonnik mieszkający w mieście Deva w Rumunii znany jest ze swojej charytatywnej działalności. W 1992 roku założył fundację dobroczynną, która stworzyła sieć sierocińców dla dzieci rumuńskich, węgierskich i romskich. Do jego placówek trafiały nawet kilkuletnie dzieci, które po raz pierwszy zakładały wówczas buty czy posługiwały się łyżką.

Choć charyzmatyczny franciszkanin został medialnym bohaterem, to jednak równie ważne okazuje się zjawisko, którego jest on reprezentantem. Sprawa nie jest błaha, gdyż dotyczy co trzeciego Węgra na świecie. Żeby zrozumieć o co chodzi, należy cofnąć się do roku 1920, gdy po przegranej I wojnie światowej i traktacie w Trianon Węgry straciły większość swego terytorium oraz 1/3 ludności. Dziś oblicza się, że populacja Węgrów liczy 15 mln osób, z czego ok. 10 mln mieszka w kraju, a 5 mln poza granicami, głównie w państwach ościennych (Rumunia, Słowacja, Serbia, Ukraina, Chorwacja). Nigdy nie wyjeżdżali oni ze swego kraju, ani nie zrzekali się węgierskiego obywatelstwa, a jednak zostawali obywatelami innych państw.

Po upadku komunizmu jednym z podstawowych problemów Węgier stała się kwestia uregulowania statusu rodaków za granicą. W 1993 roku parlament w Budapeszcie uchwalił ustawę, która umożliwiła przywracanie lub nadawanie obywatelstwa Węgrom pochodzącym z terenów dawnej Korony Węgierskiej, a teraz należących do krajów sąsiednich. Warunkiem było jednak zamieszkanie na terenie państwa węgierskiego.

Politycy Fideszu postanowili zmienić ten stan. 5 grudnia 2004 roku odbyło się z ich inicjatywy referendum, w którym mieszkańcy Węgier musieli odpowiedzieć na pytanie, czy są za nadawaniem obywatelstwa swym rodakom żyjącym za granicą bez konieczności stałego pobytu w kraju. Rządząca lewica przeprowadziła wówczas kampanię medialną zniechęcającą do pójścia na referendum. Socjaliści i liberałowie straszyli przy tym Węgrów hordami ich biednych rodaków z Ukrainy czy Rumunii, którzy mieli zabrać im miejsca pracy i przynieść ze sobą patologie społeczne. W efekcie za prawem do obywatelstwa opowiedziało się 51,57 proc. głosujących, a przeciwko 48,43 proc., jednak na skutek niskiej frekwencji (37,5 proc.) referendum okazało się nieważne. Decyzja ta została przyjęta przez Węgrów w krajach sąsiednich z poczuciem głębokiego zawodu i nazwana wprost „drugim Trianonem”, tyle że tym razem cios nadszedł nie ze strony mocarstw zachodnich, lecz własnej ojczyzny.

Referendum z 2004 roku nie zakończyło jednak sprawy. 26 maja 2010 roku, a więc zaledwie półtora miesiąca po zwycięskich wyborach, parlamentarzyści Fideszu przegłosowali poprawkę do ustawy z 1993 roku o przyspieszonej i uproszczonej procedurze nadawania obywatelstwa bez konieczności zamieszkania na terenie Węgier. Była to jedna z pierwszych decyzji nowych władz. Prawo weszło w życie 1 stycznia 2011 roku i od tego czasu skorzystało z niego już pół miliona Węgrów mieszkających głównie w Rumunii, Słowacji, Ukrainie, Serbii i Chorwacji. Wszyscy oni wraz z obywatelstwem uzyskali też prawo udziału w wyborach.

Wszystkie sondaże opinii publicznej na Węgrzech, które wskazują preferencje wyborcze ludności, są przeprowadzane jedynie na terenie kraju. Nie bada się natomiast poparcia w państwach sąsiednich, gdzie pojawiło się właśnie 5 proc. dodatkowego elektoratu. Bez przesady można powiedzieć, że są to ludzie w ponad 90 proc. popierający Fidesz, gdyż to właśnie partii Viktora Orbána zawdzięczają możliwość otrzymania węgierskiego obywatelstwa. Zarazem są wrogo nastawieni do lewicy nie tylko za blokowanie im przez lata takiego prawa, lecz także za obraźliwą i uwłaczającą dla nich kampanię w 2004 roku. Jeśli pójdą więc na wybory, to masowo poprą Fidesz. Prawicy sprzyja też nowa ordynacja wyborcza, gdyż Węgrzy z zagranicy głosować będą na listę krajową (a nie – tak jak w polskiej ordynacji – tylko na kandydatów z jednego okręgu wyborczego).

Ten czynnik, którego do tej pory nie brano pod uwagę, może spowodować, że wyniki wiosennych wyborów parlamentarnych mogą być bardziej korzystne dla Fideszu niż przewidują to sondaże. Oczywiście Orbán nie podejmował tych decyzji, by zwiększać swą bazę wyborczą, lecz po to, by okazać solidarność z własnymi rodakami, którzy przez dziesięciolecia nie ulegli wynarodowieniu w obcych państwach, lecz pozostali świadomymi Węgrami.

Chciał oddać im sprawiedliwość i pokazać, że ojczyzna pamięta o swych dzieciach, nawet jeśli na skutek zmian terytorialnych pozostali poza granicami kraju. Ta podjęta z patriotycznych pobudek decyzja ma jednak swoje realne polityczne konsekwencje. Jak duże, okaże się przy urnach już w kwietniu 2014 roku.

Grzegorz Górny

Lis 26

Gigantyczne kary i straty. Tak Węgrzy rozprawiają się z bankami…

Węgrzy nie patyczkują się z bankami. Właśnie poznajemy kolejne potwierdzające to fakty, kolejne po tym jak w 2011 r. rząd Viktora Orbána na przekór światowej finansjerze uchwalił prawo, w myśl którego każdy Węgier mający kredyt we frankach mógł jednorazowo spłacić go po kursie o jedną trzecią niższym od rynkowego – a banki straciły na tym ponad miliard dolarów.

9,5 mld forintów, czyli ponad 133 mln zł – taką rekordową grzywnę dla 11 banków zasądził właśnie regulator naszych bratanków. I znów chodzi o franki. Dokładnie to kara za utworzenie kartelu mającego działać na szkodę Węgrów, którzy zaciągnęli kredyty we frankach – o sprawie pisze Reuters. Urząd ds. konkurencji GVH nałożył rekordowo wysokie kary za opieszałość w konwersji kredytów hipotecznych w walutach obcych na forinty.

Skazane banki to aż 90 proc. sektora bankowego na Węgrzech. Najmocniej ukarane zostały dwa największe banki: węgierski OTP (54 mln zł kary) i austriacki Erste (24 mln zł). Ukarane zostały też m.in. włoskie Intesa Sanpaolo i UniCredit.

Czy coś takiego może się powtórzyć w Polsce, gdzie mamy 700 tys. Polaków zadłużonych w walucie? Na razie nie (ale szefowie banków z pewną obawą spoglądają na sondaże, gdzie prowadzi PiS, którego działacze otwarcie przyznają, że Orbana podziwiają). (…)

Całość tutaj

Lis 03

Grupa Wyszehradzka o Bałkanach Zachodnich. Spotkanie ministrów w Budapeszcie

O europejskich aspiracjach państw Bałkanów Zachodnich i wsparciu Grupy Wyszehradzkiej dla procesu ich integracji rozmawiali w czasie dwudniowego spotkania w Budapeszcie i Gödöllő ministrowie spraw zagranicznych Grupy Wyszehradzkiej (30 i 31października). Polskę reprezentowała podsekretarz stanu w MSZ Henryka Mościcka-Dendys.

Spotkanie ministrów spraw zagranicznych państw Grupy Wyszehradzkiej (V4), które tradycyjnie odbywa się jesienią, było poświęcone przede wszystkim problematyce Bałkanów Zachodnich. To pierwsze spotkanie ministrów w ramach prezydencji węgierskiej w V4. W rozmowach wzięli też udział szefowie dyplomacji Albanii, Bośni i Hercegowiny, Czarnogóry, Kosowa, Macedonii oraz Serbii. Gośćmi spotkania był także Linas Linkevičius, minister spraw zagranicznych Litwy, sprawującej obecnie prezydencję w Radzie UE, szef dyplomacji Turcji, Ahmet Davutoğlu i austriacki wiceminister Reinhold Lopatka. W dwudniowej sesji uczestniczył również Štefan Füle, unijny komisarz ds. rozszerzenia i polityki sąsiedztwa.

Ministrowie podkreślili konieczność stałego wsparcia państw V4 dla utrzymania tempa procesu rozszerzania Unii Europejskiej. Omówili sytuację w regionie Bałkanów Zachodnich, w odniesieniu do nowo opublikowanych przez Komisję Europejską raportów oceniających postępy negocjacji i przygotowań wewnętrznych tych państw. Niezwykle ważne w procesie zbliżania się do UE jest pełne zobowiązanie i zaangażowanie państw Bałkanów Zachodnich w realizację reform. Przynosi to wymierne korzyści kandydatom, ale także ułatwia państwom UE skuteczne wspieranie ich aspiracji europejskich – zaznaczyła wiceminister Mościcka-Dendys.

Ministrowie przyjęli także w Budapeszcie deklarację dot. współpracy państw V4 z krajami Bałkanów Zachodnich.

Rozmowy ministrów Grupy Wyszehradzkiej dotyczyły również węgierskiego przewodnictwa w V4, postanowień październikowego szczytu premierów państw V4, a także planów kontynuacji Wyszehradzkiego Wyścigu Kolarskiego.

Obrady w Budapeszcie toczyły się także w formacie V4+Turcja oraz w czasie wspólnego spotkania przedstawicieli państw V4, Bałkanów Zachodnich, Litwy, Austrii i Turcji oraz unijnego komisarza ds. rozszerzenia.

Wiceminister Mościcka-Dendys, wraz z ministrami spraw zagranicznych Węgier Jánosem Martonyim i Litwy Linasem Linkevičiusem, odsłoniła w Budapeszcie pomnik królowej Jadwigi i króla Władysława Jagiełły. Rzeźba powstała z inicjatywy Ambasady Republiki Litewskiej w Budapeszcie. Ma nawiązywać do wspólnej historii Polaków, Litwinów i Węgrów. – Warto przywołać słowa papieża Jana Pawła II, który królową Jadwigę wyniósł na ołtarze i uczynił patronką pojednania Polaków, Litwinów i Rusinów. Przystąpienie naszych państw do Unii Europejskiej skwitował krótkim stwierdzeniem: „od Unii Lubelskiej do Unii Europejskiej” – podkreśliła wiceminister Mościcka-Dendys.

Biuro Rzecznika Prasowego

Ministerstwo Spraw Zagranicznych

Deklaracja na temat współpracy państw V4 z krajami Bałkanów Zachodnich