Paź 24

Przemówienie z okazji święta narodowego Powstania ’56

23 października 2013, Budapeszt, Plac Bohaterów

Witam Państwa! Szanowni Uczestnicy uroczystości, Panie i Panowie!

Serdecznie witam obywateli Węgier na obchodach naszego narodowego święta. Witam Węgrów mieszkających poza granicami kraju. Witam kochających wolność obywateli Europy i świata, w oczach których, jak w naszych, Węgrów wydarzenia roku 1956 są równie chwalebne. Witam zagranicznych przedstawicieli państw, naszych gości i ambasadorów. 23 października cały wolny świat zdejmuje czapki z głów i chyli czoła z uznaniem dla Węgier i Węgrów. Słuszne i zacne jest to, iż wolny świat uznaje bojowników o wolność z 56 roku jako własnych bohaterów. Bohaterami są Węgierki i Węgrzy, budapesztańskie dziewczęta i chłopcy, którzy rozpoczęli otwartą walkę przeciwko okupantowi i wprowadzonemu przez niego systemowi komunistycznemu, który wówczas napawał grozą cały wolny świat. Węgierscy bojownicy o wolność ujawnili światu, iż komunizm jest błędny i niereformowalny. Nie można go naprawić, ponieważ ignoruje jednostkę, jej wolność i gotów jest stosować wobec niej przemoc w każdej możliwej postaci. Nie tylko przeczy istnieniu Boga, ale również temu, co stworzył, neguje człowieka obdarzonego wolną wolą, a jeżeli otwiera się przed nim szansa, ubezwłasnowolnia lub niszczy go. Wypuszczone w świat apokaliptyczne siły dotarły na Węgry po narodowym socjalizmie jako wyraz międzynarodowego socjalizmu, aby po trzech latach zmagań wchłonąć i obrócić wniwecz węgierski świat wolności i niepodległości wraz z chroniącymi go siłami.

Jesienią 1956 roku nagle nadeszła wiosna. Dziesięć lat stało się jednym dniem jaśniejącym milionem świateł. Po trwających lata cierpieniach i upokorzeniach pragnienie wolności i entuzjazm odparły uciśnienie, eksplodowały, jako potężny promień wystrzeliły w stronę nieba, aby stamtąd pokonać czerwone gwiazdy. Spadające gwiazdy, pomniki obrócone w proch, powalony aparat dyktatury socjalistycznej wstrząsnęły ziemią i pod całym sowieckim imperium zachwiał się grunt. Jest w życiu narodu moment, kiedy nie można już znieść więcej. Na Węgrzech moment ten nadszedł w 1956 roku, bo wtedy już nie było na co czekać. Wszyscy wiedzieli, a kto nie wiedział, czuł, że nie ma nic dalej. Jeżeli sowiecki świat będzie istniał, nie pozostanie nic z naszego węgierskiego życia. Nic, co wspaniałe i budujące, co przez tysiąc lat budowaliśmy w nas samych; a nawet więcej, coś co sprawia, że nasze życie staje się ważniejsze niż tylko walka prowadzona o zwyczajną egzystencję. Należało działać. Sursum corda! Wznieśliśmy więc serca i zbuntowaliśmy się. Złapaliśmy za broń i rozpoczęliśmy walkę o wolność, jak przystoi dumnemu, przeznaczonemu do czynienia wielkich rzeczy i sławetnemu narodowi. Do kości przeszywało nas poczucie, że na szali jest los kraju. Dlatego przewaga wroga nie miała znaczenia. Nie można było dłużej biernie przyglądać się wszystkiemu i bezcelowo rozmyślać. Wszystko inne prowadziłoby wówczas do zagłady, do powolnego poddania się i wyniszczenia narodu. Nieruchomo zastygaliśmy w wielkiej, szarej, chropowatej i nieokrzesanej sowieckiej masie. Istnieniu naszej kultury narodowej zagrażał koniec. Taka była prawda, taka przyszłość na nas czekała, takie były realia. Należało stanąć do broni i ruszyć do walki z ogromnym i przerażającym Związkiem Sowieckim, z jego niewymierną przewagą. I tamci Węgrzy dokonali tego. Dokonali tego, czego potrzebowała ojczyzna. Chwała bohaterom!

Szanowni Państwo!

Ci, którzy tamtej jesieni stanęli przeciwko potężnej armii sowieckiej dokładnie wiedzieli, że narażają własne życie. Ale każdy człowiek ma w sobie nadzieję. Bo każdy z nas bardziej chce żyć w wolności, niż umierać za nią. Oni też mieli nadzieję, że jeżeli wytrwają, świat nie będzie się bezczynnie przyglądał, że i na Zachodzie coś się ruszy, że tak, jak obiecali: przyjdą. Mieli nadzieję, tak jak mają nadzieję bojownicy, iż nie tylko zwyciężą, ale też przeżyją walkę i dożyją dnia zwycięstwa. Ale kto trzyma broń, liczy się także ze śmiercią. Wie, że w każdej chwili może stanąć z nią twarzą w twarz na ulicy. Wie też, że nawet jeśli nie przeżyje, jego czyny nie pójdą na marne. Wie, że ludzka śmierć może mieć wyższą wartość.

Moi Drodzy Przyjaciele!

Z jaką siłą musi bić serce kogoś, w kim narodziła się decyzja o stanięciu do walki za Ojczyznę, niepodległość i wolność, nawet ryzykując śmierć. Jakże oni byli piękni, odważni i młodzi, a jednak oddali życie za naszą wolność. Wiele młodych osób, które zabito, uwięziono czy zmuszono do ucieczki, zginęli zamiast nas, zamiast nas trafili do więzień, zamiast nas zostali zmuszeni do emigracji. Zamiast nas, którzy mieliśmy więcej szczęścia lub nas, którzy po prostu później się urodzili. Zrezygnowali ze świata dla świata, zrezygnowali z ludzi dla ludzi, z życia dla życia. Trzy i pół tysiąca bojowników o wolność, którzy zginęli. Dwadzieścia tysięcy naszych rodaków, którzy zostali ranni. Dwadzieścia tysięcy więźniów. Trzynaście tysięcy internowanych. 228 straconych. I ofiary rozstrzelań, serii karabinów. Wiemy, że zimne realia komunizmu kruszą ludzką godność. Pozostają po nich pustka, spadek witalności życiowej, rezygnacja z samego siebie i małość. Z kolei my tutaj, na Węgrzech możemy być wdzięczni naszym bohaterom, że dzięki nim w najciemniejszych czasach historii Węgier, podczas okupacji sowieckiej mogliśmy uchronić naszą godność i śmiało podnieść głowy, bo chociaż w tajemnicy, ale mieliśmy być z czego dumni. Wygrali również Ci, którzy polegli. Wygrali, bo to dzięki nim my, ich następcy i każde węgierskie dziecko, które się po nich narodziło, wszyscy odziedziczyliśmy nie ciążącą ciemność dyktatury, nie ludzką słabość, nie rozterki i sprzeczności, ale dumną postawę, odwagę i spuściznę wielkości. Gloria victis!

Szanowni Uczestnicy uroczystości!

My, Węgrzy w XX wieku trzykrotnie zrzucaliśmy z siebie komunistyczną tyranię. Pozbyliśmy się ciążącej Węgierskiej Republiki Rad w 1919 roku, w 1956 zaś odcięliśmy się od niewolniczych rzemieni i wreszcie w 1990 ostatecznie obaliliśmy rządy gulaszowego komunizmu. Nieoczekiwanym i wyjątkowym wybuchem słońca był dla europejskiej historii fakt, iż komunizm i Związek Sowiecki nie zostały obalone przez tzw. wolny świata, ani przez wrogie mocarstwo, ale przez te narody, które po ciężkich dekadach ponownie wzięły w ręce swój los, pragnąc niepodległości i wolności. Kres ołowianej, uciążliwej i ponurej szarości socjalizmu położyli Węgrzy, który tu zostali po 1956 roku. Ci, którzy uważali, że przecież cały kraj nie może uciec. Mimo wielu negatywnych doświadczeń, nie przekroczyli granicy. Pozostali mimo wszystko. Z powodu dzieci, które były zbyt małe. Z powodu babci, która była zbyt starał. Z powodu Węgier, które były zbyt osierocone, a bez nich zostałyby kompletnie same. Zostali i wytrzymali. Przecierpieli mściwość, poniżenia, bezprawne spychanie na margines, zamknięte granice i niedostępne sklepienie nieba. Przeżyli kolejne 34 lata, urodzili, ochronili i wychowali nas. I kiedy nadszedł czas, bo na każdego przychodzi, łącząc się razem z nami, ze swoimi dziećmi i wnukami w ciągu jednego roku zniweczyliśmy komunistyczne rządy. W ciągu jednego wizjonerskiego roku zepchnęliśmy, rozchwialiśmy i zatopiliśmy w pierwszych wolnych wyborach okręt komunistów. My razem.

Szanowni Państwo!

Decydujący cios zadaliśmy tutaj, na tym placu [Bohaterów]. Tak, to tutaj połączyliśmy prawdę bojowników o wolność z 1956 z naszą wolą życia i poświęceniem. Na nowo pochowaliśmy zawinięte w smolisty papier ciała męczenników, tym samym wbiliśmy ostatni gwóźdź w trumnę komunizmu, w którą pierwszy wbili bohaterowie 56 roku. Siła straconych w '56 istnień pracowała w naszych komórkach, a podeptana prawda rozpierała nasze piersi. Nie było siły, która mogłaby nas powstrzymać. Tu mogliśmy stwierdzić, że wojska sowieckie muszą opuścić Węgry. Tu mogliśmy stwierdzić, że jednopartyjne państwo należy zmusić do tego, aby podporządkowało się wolnym wyborom. Tu mogliśmy pokazać dziurawą flagę, bliznę, którą obca okupacja i tyrania zrobiły w sercu narodu. Tu wspólne pragnienie zmiany systemu zjednoczyło życie tłumu o tysiącu twarzy we wspomnienie o bojownikach z 56 roku.

Victor Hugo powiedział: Węgry to kraj bohaterów. Węgierski bohater to szczególny rodzaj. U nas bohater to nie ktoś, kto zwycięża nad innymi, to raczej ktoś, kto przezwycięża los. Moglibyśmy świętować bitwę bratysławską, kiedy to przeciwko przytłaczającej sile wroga z Zachodu sfinalizowaliśmy nasz podbój. Lub belgradzkie zwycięstwo, albo też kiedy Dumny Wiedeń położyłeś U stóp króla Macieja (cytat z hymnu węgierskieskiego). My zaś świętujemy wydarzenia z 15 marca [1848] i 23 października [’56]. Co prawda nie wygraliśmy wtedy walki o wolność, ale udowodniliśmy, że można zmienić treść księgi losu. W księdze losu było napisane, że nic nie można nic uczynić, aby pokonać imperium habsburskie czy sowieckie. I gdyby się na to ówcześni Węgrzy zgodzili, dosięgłoby nas przeznaczenie, pochłonęłoby nas. My, Węgrzy nie wierzymy jednak, że istnieje przeznaczenie, które mogłoby nas dosięgnąć, nie zależnie od tego, co zrobimy. Ale wiemy, że istnieje przeznaczenie, które dosięgnie nas, jeżeli nic nie uczynimy. Wierzymy, że naszą księgę losu my sami musimy zapisać naszą wiarą, odwagą, miłością, wspólną siłą i jeżeli trzeba – naszą krwią. Węgierski bohater nie obawia się losu, tylko działa.

Szanowna Świętująca Publiczności!

To wspaniałe, że tak wielu nas przyszło pokłonić się wspomnieniu '56 toku. Państwo też wiedzą, ja też wiem, że to nie tylko szacunek i rozpamiętywanie wprowadziło nas tutaj dzisiaj. Przyszliśmy tutaj po to, bo chcielibyśmy się do wiedzieć, co będzie? Co trzeba zrobić, żeby było tak, jakbyśmy chcieli? Przede wszystkim musimy widzieć wyraźnie. Otwarcie i pewnie powiedzieć, co widzimy i co wiemy. Przede wszystkim wiemy, że węgierska wolność oznacza nie tylko bohaterów, ale także zdrajców. Wiemy, że całą naszą rewolucję – powstanie stłumiono siłami z zagranicą. Wiemy też, że zawsze byli tacy, którzy pomagali zewnętrznemu wrogowi. Przeniewiercy, milicjanci, czerwoni baronowie – w zależności od tego, co akurat było modne w świecie. Wiemy też, że w 2006 roku, po 16 latach demokracji tego dnia polowano na nas ze strzelbami na peszteńskich ulicach. Wprowadzono atakującą jazdę konną policji i ostrzami atakowano pokojowo świętujący tłum. Wiemy też, że to wszystko miało szansę się wydarzyć, ponieważ potęga władzy była w rękach ludzi, którzy bez skrępowania wykorzystywali państwowe organy zbrojne/ przymusu przeciwko własnemu narodowi.

Dobrze to wiemy i nie miejmy złudzeń: dziś znów by do nas strzelali – dobrze, jeśli gumowymi kulami – i znów by skierowali na nas państwowe organy przymusu. Jeśli tylko by mogli, dziś znów by to uczynili. Tylko dlatego tego nie robią, gdyż w ostatnich wyborach przeważająca większość Węgrów odsunęła ich na bok. Wiemy też dobrze, że to byli komuniści oddali Węgry i Węgrów w ręce funduszy spekulacyjnych i międzynarodowego przemysłu finansowego. Wiemy, że to oni oddawali i wciąż są gotowi ponownie poddać Węgry kolonizatorom.

Pamiętamy też dobrze, że gdy w 1989 roku tu staliśmy z entuzjazmem i myśleliśmy sobie, że do wolności wystarczy odesłać sowietów i zrobić wolne wybory. Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że pełnia wolnościowych praw nie jest tożsama z sama wolnością. Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że ludzie przeszłości już się organizowali i przygotowywali do ocalenia swej władzy. Tak jak i w '56, gdy już się wydawało, że się udało i będziemy wolni, inni w tym czasie organizowali ściągnięcie sowieckiej armii i represje. W czasie zmiany ustroju podobnie, po cichu dogadywali się z zewnętrznymi siłami, by na ich rzecz przetransferować majątek kraju i jego zasoby.

Kufajki zamienili na garnitury, 'towarzysza' na Tavaresa. Ci, którzy wcześniej po uszy zadłużyli kraj, podkradli się i odebrali możliwość tego, abyśmy my, Węgrzy sami mogli decydować o naszym życiu. Nie o polityce, nie o politycznych partiach, ale o naszym własnym życiu. O tym, w jaki sposób mamy budować naszą gospodarkę, jak umacniać grunt pod stopami rodzin, z czego i jak będziemy żyli, jak mamy stwarzać szanse naszym dzieciom.

Czcigodni Świętujący!

Sens wolności nie polega tylko na tym, że nie ma już tu sowieckiej armii, że nie jesteśmy już niewolnikami RWPG. Treścią wolności nie jest tylko to, że nasz kraj wyzwolimy i odbierzemy. To nie wyczerpuje wolności, ona na tym się nie kończy lecz od tego się zaczyna. Sensem wolności jest to, jak uczył poeta József Attila, abyśmy mogli wyzwolić nasze własne życie i byśmy je wyzwolili. To my je porządkujemy, my samodzielnie o nim decydujemy, bez wtrącania się innych, na naszą własną odpowiedzialność. Wiemy, że od roku 2010 na Węgrzech dokonały się wielkie rzeczy, zaliczając do nich bezprzykładną jedność ostatnich wyborów.

Podjęliśmy decyzje, na które od nikogo nie prosiliśmy o pozwolenie ani o ich zatwierdzenie. Więcej, podjęliśmy je pomimo sprzeciwów połowy świata. Tak powstała nasza Konstytucja, która opiera się na fundamentach węgierskiej i europejskiej chrześcijańskiej kultury. W ten sposób, ponownie jednocząc naród ponad państwowymi granicami, staliśmy się narodem obecnym w całym świecie; narodem, który wspólnie decyduje o swej przyszłości. Dokonaliśmy wyboru, że nie będziemy dalej żyli jako więźniowie międzynarodowych funduszy finansowych, a banki i międzynarodowe firmy muszą wziąć na siebie więcej z publicznych obciążeń.

Zdecydowaliśmy, że podstawą naszego utrzymania ma być praca, a nie zapomogi, że zmniejszymy obciążenia dla rodzin, że podejmujemy narodową politykę gospodarczą i reindustrializujemy kraj, że nareszcie zachowamy ziemię w węgierskich rękach. Postanowiliśmy, że odmłodzimy stolicę naszego narodu, byśmy mogli być z niej dumni, a świat mógł się nią zachwycać. W imię wolności Węgrów podjęliśmy decyzje w interesie Węgrów. Podejmowaliśmy spory i konfrontacje, wygrywając je jedna po drugiej. Zbliżamy się ku prawdziwemu wyzwoleniu, ku wolności naszej codzienności.

Szanowni Panie i Panowie!

Po jasnym opisaniu sytuacji oraz po otwartym wyrażeniu tego, co wiemy, trzeba nam teraz prosto wyznać, czego pragniemy. Chcemy, by nie można było ponownie odebrać Węgrom tego wszystkiego, co już osiągnęliśmy. Dlatego właśnie tu jesteśmy, by pokazać, że nie pozwolimy, by ponownie zabrali emerytury, płacy i zasiłku macierzyńskiego. Chcemy, by nie wpędzili ponownie w podatki naszych rodzin, miast, kraju. Chcemy, by nie mogli na nowo – we współpracy z innymi – zniszczyć Węgry, by ponownie nie poddali nas spekulacyjnym funduszom i biurokratom.

Szanowni Panie i Panowie!

Nie będziemy chować głowy w piasek. Widzimy, że nasi oponenci na nowo się organizują, gotują się w zawiści, zajmują się fałszerstwami, znów wchodzą w sojusze z obcymi. Doświadczmy tego, że ponownie szerzą nienawiść, sieją konflikty i przemoc. Nie ma przypadków. Marsz Pokoju nie przypadkowo tak właśnie się nazywa. Przecież my wszyscy chcemy prowadzić życie ciche, spokojne, pogodne, słowem pokojowe. Pokój jednak nie oznacza naiwności czy braku roztropności, nie jest też tożsamy z bezczynnością. A to dlatego, że nie ma i nigdy nie było pokoju bez sprawiedliwości. Sprawiedliwość zaś wymaga wysiłku. Dlatego Marsz Pokoju dobrze zrobił, gdy stłumił próby kolonizacji. Temu obywatelskiemu ruchowi należy się nasza wdzięczność!

Szanowni Obywatele, Uczestnicy uroczystości!

Na koniec prosto i otwarcie musimy powiedzieć również to, co zamierzamy teraz uczynić. Po pierwsze, nie będziemy biernymi obserwatorami, w zamian będziemy odsłaniać wszelkie kłamstwa, fałszerstwa i nowe sztuczki. Walka będzie poważna, bo cena wolności zawsze jest wysoka. Musicie pamiętać, że nie wystarczy dobrze rządzić, nie wystarczy wyzwolić się z uścisku wierzycieli, nie wystarczy uporządkować gospodarkę, nie wystarczy długa lista osiągnięć ani nawet żadne obiecujące sondaże.

Gdzie indziej może by to wystarczyło, ale my jesteśmy Węgrami, dlatego to wszystko za mało. Dobrze znamy ten typ, nas samych, pragnęlibyśmy takiego rządu, z którego byśmy byli zadowoleni. Dlatego nie możecie uwierzyć w to, że Wasz rząd wygra walkę bez Was i zamiast Was. Nie możecie po prostu zrzucać pracy na barki rządu czy partii. Jeśli chcemy obronić naszą Konstytucję, miejsca pracy, emerytury, pensje, obniżki cen energii, czyli jeśli chcecie obronić wolność Waszego codziennego życia, musicie osobiście brać udział w walce.

Każdy na swoim miejscu, w swoim środowisku musi wykonać konieczną pracę. Organizujcie się, zgłaszajcie, włączajcie się! Nie ma powodów do nerwowego pośpiechu, lecz powoli i w sposób pewny musimy uruchomić naszą organizację, w szyku bojowym ustawić nasze oddziały, tak jak to miało uczyniliśmy w 2010 r. Przygotowujcie się!. Teraz możemy dokończyć to, co rozpoczęliśmy w '56. Każdy jest potrzebny, nauczyciel, sprzedawca, robotnik, kierowca, profesor, rzeźnik, kwiaciarka, młody i stary.

Wszyscy są potrzebni. Teraz najważniejsze jest to, by podjąć zadanie, by wystartować. I Wy wiecie, jak wiedzieli nasi w '56, że nie ma drogi pośredniej. Albo się wyzwolimy, albo nie będziemy wolni. Wolność to nie kwestia losu, lecz wyboru, aktu woli. Kto z własnej woli nie wybiera wolności, ten kończy jako sługa.

Hajrá, Magyarország, hajrá, magyarok!
Naprzód, Węgry, naprzód, Węgrzy!

za: http://wpolityce.pl/wydarzenia/65464-poruszajace-przemowienie-orbana-wolnosc-to-nie-kwestia-losu-lecz-wyboru-aktu-woli-kto-z-wlasnej-woli-nie-wybiera-wolnosci-ten-konczy-jako-sluga

Paź 23

Europa musi odnaleźć porzuconą dobrą drogę. Bez nowych idei nie zapanujemy nad kryzysem.

W Budapeszcie, 11 października 2013 odbyła się konferencja Międzynarodówki Chadeckiej – Unii Demokratycznych Partii Centrowych (The International Center Democratic Party – Centrist Democrat International – Internacional Democrata Cristiana, wczęśniej – od 1947 – Christian Democrat International; www.idc-cdi.com – tu lista partii, z Polski żadnej). Tytuł konferencji brzmiał: W drodze ku silniejszej Europie

Omówienie wystąpienia premiera Węgier Viktora Orbána, który od 2001 jest wiceprzewodniczącym tej organizacji.

Jaka Unia?

Viktor Orbán w kwestii strefy euro wyraził opinię, że w celu utrzymania wspólnej waluty nie wystarczy jej używanie, ale potrzeba głębszej konsolidacji tej strefy, potrzeba unii bankowej, wspólnego budżetu i systemu podatkowego oraz wszystkiego, co z tym związane (np. system socjalny). Zdaniem premiera Węgier ten proces wywołuje coraz mniej dyskusji, bo bez tych zmian strefa nie przetrwa.

Mówiąc o państwach spoza strefy euro powiedział:

Dla nas, Węgrów najbardziej ekscytujące pytanie w najbliższym okresie brzmi: gdy strefa euro zacieśnia swe więzy współpracy, czy dla nas pozostanie wystarczające pole manewru i swoboda, byśmy korzystając z własnej waluty mogli kontynuować naszą własną politykę gospodarczą. Polityka gospodarcza, dobra w obrębie strefy euro, nie koniecznie jest dobra poza nią”.

Silna Europa?

Rodzi się pytanie: gdzie dziś można znaleźć mocną, silną Europę – za nami czy przed nami? Odpowiedź nie jest łatwa. Nie da się postępować, iść do przodu dla samego posuwania się do przodu [postęp nie może być celem samym w sobie]. Pojęcie „iść z postępem” oznacza, że podążam w jakimś wyznaczonym celu, w kierunku realizacji wybranej przeze mnie wizji przyszłości. Jeśli idziemy w złym kierunku, to idea postępu domaga się zawrócenia i powrotu na dobrą drogę”.

Trudno dziś w Europie znaleźć kogoś, kto by uważał, że Europa nie idzie złą drogą, gdyż o tym, kto popadł w kryzys warto domniemywać, iż nie taki był jego cel, iż nie wymarzył sobie kryzysu jako swej wizji przyszłości. Skoro jednak mimo to znalazł się w kryzysie, to dowodzi tego, że w którymś momencie zboczył w złym kierunku, wszedł na złą drogę. Tak jest z nami dziś w Europie w kryzysie. (…) Cywilizacja posiada dwa główne źródła mocy: pracę tworzącą wartości oraz świadomość ciągłości, co stwarza stabilność hierarchii wartości. Zawsze istnieje potrzeba kulturowej tradycji, z której można czerpać siły”.

Ora et labora!

Orbán przywołał w tym miejscu dewizę jednego z patronów Europy, św. Benedykta: „Ora et labora!” czyli „Módl się i pracuj!”. „Gdy w Europie modlono się i pracowano, udało się położyć podwaliny pod dzisiejszą, nowoczesną cywilizację. Ta krótka dewiza uczyniła Europę wielką i przewodnią cywilizacją. Dziś doszliśmy do tego, że Europa fałszuje swoją własną historię. Do jej nowej konstytucji nie dopuszczono odniesienia do jej chrześcijańskiej tradycji, co samo w sobie jest wulgarnym fałszowaniem historii. (…) Europa wyrzekła się tego historycznego źródła swej siły, wyrzekła się też źródła, którym jest praca”.

Jednoczesne odrzucenie pracy i modlitwy w istocie jest przyczyną słabości Europy. Dynamika krajów innych regionów, np. Chin, Indii czy Brazylii opiera się na ich kulturowych tradycjach i na pracy obywateli. Dziś w Europie nie ten jest postępowy, kto dalej chce brnąć drogą odstraszania od chrześcijańskiej kultury i od pracy, gdyż to ślepa ulica, nie prowadząca do żadnego celu, jak tylko do przepaści. Dziś w Europie ten jest postępowy, kto zdobywa się na dokonanie zwrotu i znajduje porzuconą dobrą, właściwą drogę, którą można odczytać z naszej własnej przeszłości. Warto budować na fundamentalnych chrześcijańskich wartościach godności człowieka, wolności, poczuciu obowiązku. Musimy na nowo odkryć świat, w którym osiągnięcia rodzą się z pracy, w którym szanuje się naturalne ludzkie wspólnoty, jak np. rodzinę czy naród. To prowadzi do silnej Europy. Tym się kierowaliśmy, gdy uchwalaliśmy naszą nową konstytucję”.

Powrót do korzeni

Węgierska konstytucja jest poszukiwaniem porzuconej dobrej, europejskiej drogi. Jasno mówi, że mamy nasze chrześcijańskie korzenie, że one są wartościowe. Konstytucja nawiązuje do św. Stefana, który stworzył nasze państwo. Wyraźnie wyraża ona również fakt, że mamy swoją narodową, a w ten sposób europejską kulturę, stanowiącą wartość samą w sobie, którą to wartość musimy zachować”.

Poprawność polityczna niektóre tematy uznaje za niebezpieczne. A przecież kwestia przywództwa jest problemem, który szczerze trzeba podjąć. Jestem przekonany, że nie przydadzą Europie siły ani brukselscy biurokraci, ani nadmiar regulacji, ani rozrost bezosobowej władzy – instytucji. Potrzebujemy wzmacniania gotowości ludzi do podejmowania inicjatyw, wzmacniania miłości w rodzinach, ich moralnego i uczuciowego bezpieczeństwa, wzmacniania sił witalnych narodów, ich różnorodności i zdrowej konkurencji. Nie potrzebujemy przerostu regulacji, faworyzowania monopoli, banków czy funduszy spekulacyjnych, lecz hamowania/ poskramiania ich chciwości. Potężnych trzeba kontrolować, a nie zakładać pętle dyrektyw na szyje pracowitych”.

Dziś w Europie winniśmy się obawiać pogłębiania się depersonalizacji, przed tym musimy obronić naszą cywilizację, a nie przed silnymi osobowościami czy wspólnotami. Instytucjonalny sposób działania/ postępowania jest jak komputer. W czasie kryzysu potrzeba nie tyle komputerów – instytucji, ile raczej matematyków – programistów, od których można oczekiwać rozwiązań, to oni na nowo zaprogramują maszyny obliczeniowe. Teraz Europa cierpi na brak przywódców, którzy na nowo by zaprogramowali instytucyjne komputery. Nie zdołamy zapanować nad kryzysem bez mocnego personalnego przywództwa, bez nowych pomysłów, odważnych decyzji i poczucia obowiązku”.

Dlatego tak ważne są – zdaniem Orbána – najbliższe wybory do Parlamentu Europejskiego. Trzeba uwolnić Europę z liberalnej nieufności i z nieokiełznanej zachłanności. Do tego potrzebni są zaś silni przywódcy, gdyż dziś instytucje nie na to są zaprogramowane.

za: http://www.miniszterelnok.hu/cikk/uj_gondolatok_nelkul_nem_leszunk_urra_a_valsagon

Paź 16

Oświadczenie dla prasy po spotkaniu Grupy Wyszehradzkiej

Dzień dobry, Panie i Panowie !

Mam przyjemność witam Państwa na porannym spotkaniu. Pozwólcie mi najpierw powiedzieć, że jak widać, szczyt ten zaczął się od grupowego zdjęcia, lub od tego, co jest znane na całym świecie jako zdjęcie rodziny. W przeciwieństwie do wielu fotografii z międzynarodowych spotkań, to naprawdę jest zdjęcie rodziny. Ludzie stojący razem na zdjęciu naprawdę są przywódcami państw, którzy czują, że są częścią rodziny, centralno-europejskiej rodziny.

Panie i Panowie !

Prezydencja węgierska Grupy miała do czynienia z poważnym wyzwaniem, ponieważ mieliśmy uprzednio niespotykany sukces w ramach polskiej prezydencji. Musimy również osobiście podziękować premierowi Donaldowi Tuskowi za to, bo kiedy byliśmy podczas negocjowania budżetu w ramach Unii Europejskiej, nasza praca była koordynowana przez premiera Donalda Tuska. A dane wskazują, że wynik przeszedł najśmielsze oczekiwania. Z jednej strony z tego oczywiście wynika, że Grupa Wyszehradzka jest trwała, ale również wskazuje na to, że jeżeli ma dobrego lidera, to jesteśmy w stanie [odnotować] szczególne osiągnięcia. Moim zdaniem tak się stało, bo standardy były aż tak wysokie. Pracowałem zgodnie z moimi najlepszymi umiejętnościami, aby sprostać temu wyzwaniu, i muszę powiedzieć, że tutaj, podczas naszego pierwszego spotkania, już osiągnęliśmy kilka znaczących wyników. Spośród nich, chciałbym przede wszystkim wspomnieć o współpracy wojskowej. Oczywiście – jak stwierdził Robert Fico podczas szczytu – jedną z wielkich zalet Grupy Wyszehradzkiej jest nasze poczucie rzeczywistości, a więc nigdy nie gonić mglistych marzeń, wiemy dokładnie, na co możemy sobie pozwolić, a czego nie możemy i wiemy też, że świat, w którym żyjemy dzisiaj nie sprzyja wzrostowi wydatków wojskowych, ponieważ mamy do czynienia z wieloma innymi problemami. Musimy się jednak zgodzić, że to, co wydajemy, powinno być wydawane bardziej racjonalnie i w większej koordynacji, a jeśli to będzie naprawdę nasz sposób działania, jeśli ustanowienie wspólnej grupy bojowej i wykonanie zadań, które ustaliliśmy jako nasz cel, tj. koordynacja zamówień, wspólne ćwiczenia wojskowe itd., to wtedy będziemy w stanie na tym polu znacznie zwiększyć potencjał militarny, korzystając z tych samych zasobów. Dokument w tej kwestii zostanie Państwu udostępniony celem zapoznania się z nim.

Panie i Panowie !

Dyskutowaliśmy również o współpracy w zakresie handlu. Umówiliśmy się, że będziemy prosić przywódców naszych izb przemysłowo-handlowych aby regularnie organizować spotkania izb przemysłowych i handlowych Grupy, nakłaniać do współpracy, która przysłuży się interesom Europy Środkowej w tym zakresie. Podjęliśmy kroki w kierunku wspólnej reprezentacji zagranicznej państw Grupy Wyszehradzkiej, w wyniku której będziemy posiadać wspólną reprezentację pod nazwą „Wyszehrad House” w Ho Chi Minh City, centrum przemysłowym Wietnamu. Rzecznicy parlamentów państw Grupy Wyszehradzkiej w pierwszej połowie przyszłego roku również odbędą spotkania, po to mogły rozpocząć się prace nad rozwijaniem parlamentarnego wymiaru Wyszehradzkiej współpracy. Jak słyszeliście, zwiększyliśmy budżet Międzynarodowego Funduszu Wyszehradzkiego, a także przedyskutowaliśmy kwestię energii i bezpieczeństwa energetycznego. Chciałbym przy tej okazji ogłosić kilka bardzo ważnych dla Państwa stwierdzeń. Pierwszym jest to, że wszyscy wspieramy energię jądrową. Uważamy, że to jest ważne i to coś, czego gospodarka europejska nie może pominąć w przyszłości. I my także wierzymy, że każdy kraj ma prawo do zaspakajania własnych potrzeb energetycznych z zasobów, które są w jego dyspozycji, zgodnie z jego niepowtarzalnymi cechami i zainteresowaniami. I z tego powodu spodziewamy się, że Unia Europejska, miast utrudniać, będzie wspierać wzrost potencjału nuklearnego w Europie Środkowej. Odnosi się to również do kwestii, że byłoby nierozsądną nadmierna regulacja w tym obszarze, a finansowanie przez państwo związanych z energią inwestycji musi być również przemyślane, bo naszym zdaniem, energia jądrowa jest dyskryminowany. To jest coś, co powinniśmy przemyśleć raz jeszcze. Rozmawialiśmy [także] o rynku gazu. Stanowisko czterech premierów jest takie, że wydobycie gazu łupkowego jest konieczne. Popieramy te kraje, które wyrażają chęć skorzystania z gazu łupkowego odkrytego na ich terytorium, wydobycia na powierzchnię i [wykorzystania] w ich własnych systemach energetycznych, i chcielibyśmy, aby to było bardzo wyraźnie [podkreślone], że jest to nasz wspólny punkt widzenia. Wreszcie Gas Action Plan przygotowany za czasów polskiej prezydencji. Plan ten został zaproponowany przez premiera Donalda Tusk i został przyjęty. Kolejnym krokiem w tym planie działania jest utworzenie forum rynku gazu Grupy i pierwsza sesja tego forum, która odbędzie się tutaj,w Budapeszcie w tym miesiąca, a jest to ważne w celu utworzenia regionalnego rynku gazu, .

Panie i Panowie !

Mamy oczywiście także rozpoczęcie dyskusji o sprawach dotyczących Unii Europejskiej, będziemy to nadal robić w trakcie obiadu. Na zakończenie, przed udzieleniem głosu moim kolegom, chciałbym powiedzieć, że mamy przekonanie co do analizy sytuacji, o której mówiłem wielokrotnie tutaj na Węgrzech, a zgodnie, z którym ten region ma największy potencjał wzrostu gospodarczego w Unii Europejskiej. Musimy sprostać temu wyzwaniu! W przyszłości Europa Środkowa będzie mieć większą wagę niż poprzednio, a zarówno jej ekonomiczne wpływy jak i siła gospodarcza będzie się rozwijać. My, premierzy, musimy się zgodzić z tym , że możemy lepiej wykorzystać możliwości, które będą dostępne w Europie Środkowej w ciągu najbliższych lat, jeśli będziemy pracować razem, a nie oddzielnie, co oznacza, że chcielibyśmy, aby wykorzystać fakt, że Europa Środkowa będzie rosnącą potęgą gospodarczą, wzmocni równolegle naszą współpracę. To dobra wiadomość dla każdego obywatela Europy Środkowej.

Dziękuję za uwagę !

Budapeszt, 14 października 2013

za: Biuro premiera

Wspólne oświadczenie Grupy Wyszehradzkiej oraz Japonii (PL) (rozmiar pliku: 79.55 KB) – z 16.06.2013

 

Paź 15

Przemówienie w Chatham House

VO_in_ChattamPanowie, Ekscelencje, Panie i Panowie

Po pierwsze, proszę pozwolić mi podziękować za zaproszenie. Mam zaszczyt zwrócić się do Was, a ponieważ nie chcę nadużywać Państwa cierpliwości, podsumuję moje myśli w krótkich tezach, które chciałbym, aby były zaproszeniem do dyskusji. Zanim jednak powiem coś mądrego, myślę, że powinienem krótko powiedzieć coś o sobie. Przede wszystkim jestem Węgrem. Jestem pewien, że wiem dużo o Węgrzech. Mamy ciekawą historię i mówimy niepowtarzalnym język. Zwykliśmy mówić o sobie: jeśli masz węgierskiego przyjaciela to nie potrzebujesz już wroga. To dowodzi, że autorefleksja i autoironia, nie jest zbyt daleko od nas. Ale tak na przyszłość, nasz najważniejszą cechą jest nasz innowacyjny sposób myślenia . Wystarczy uzmysłowić sobie, że to Węgrzy wymyślili: komputer, długopis i espresso. To nie jest całkiem zły zestaw! Moje podstawowe polityczne doświadczenia pochodzą z podziemnych ruchów antykomunistycznych. Później wygrałem wybory, ale potem również straciłem władzę. [Doświadczenia te] doprowadziły do rządu koalicyjnego i teraz jestem popierany większością dwóch trzecich głosów w parlamencie. To jest bardzo rzadkie w Europie. Może to jest powód, dlaczego spoglądam na kryzys przede wszystkim nie jako na problem, lecz raczej jako na możliwość dokonania głębokich reform strukturalnych. Jak mówimy na Węgrzech: więcej ponad reformy, celem modernizacji kraju. Á propos Europy, wiele razy widziałem Europę z perspektywy, z której wyglądała ona jako coś nieosiągalnego na ziemi. Przewodniczyłem parlamentarnej komisji ds. integracji europejskiej, jako premier prowadziłem rozmowy akcesyjne i miałem okazję widzieć Unię Europejską w pełnej sile, w optymizmie i wiary w siebie. A co widzę obecnie? Całkowitą odwrotność. Niepewna Unia Europejska, bez jasnej wizji na temat własnej przyszłości.

Zatem, Panie i Panowie, przejdźmy do listy [moich] tez. Muszę Was jednak wcześniej ostrzec: mimo że ukończyłem studia prawnicze, nie jestem prawnikiem. Mimo że studiowałem filozofię, nie jestem filozofem. Mimo że spędziłem trochę czasu w instytucie badawczym, nie jestem naukowcem. Jestem praktykiem, więc moje tezy będą odzwierciedlały moje myślenie z bardzo praktycznego punktu widzenia. Pierwsze trudne pytanie, na które musimy odpowiedzieć brzmi: czy to miejsce, w którym leżą Węgry teraz ma być częścią Europy, czy nie? I z pewnością wiemy, że jeśli stawiamy na to pytanie w sensie politycznym, to odpowiedź brzmi: TAK. Podejście Węgrów wobec Europy jest mniej ambiwalentne niż podejście Brytyjczyków. Dla nas Unia Europejska wcześniej była równa „Zachodowi”, „pożądaniu Zachodu”. To jeden z głównych powodów, z powodu których odczuwamy pozytywne uczucia do UE, do Anglosasów, niezależnie od pewnych kontrowersyjnych wydarzeń w historii .

Teza pierwsza, Panie i Panowie. Najważniejszy wniosek jaki możemy wyciągnąć z kryzysu to to, że to nie jest czymś, co rujnuje naszą konkurencyjność jedynie czasowo, nie jest wyzwaniem, które można pokonać za pomocą prostych środków politycznych. Lepiej uznać, że nie możemy żyć tak, jak żyliśmy do tej pory. Mówiąc prościej, a nawet bardziej prosto: nie można żyć ponad stan. Często przywołuje się, że udział Europy w ludności świata wynosi 8% , w produkcji światowej – 25% , jednak aż 50% – w wydatkach socjalnych. Ten wykaz budzi poważne wątpliwości, ale pojawia się jeszcze ciemniejsza druga strona medalu: całkowite zadłużenie EU28 osiągnie wartość 11 bilionów euro, zaś roczna spłata tej kwoty wraz z odsetkami wynosi ponad 2 biliony euro, w sytuacji gdy państwa członkowskie UE wytwarzają codziennie około 1,2 mld euro nowego zadłużenia. Kto byłby na tyle szalony, aby finansować taki system, jak ten? A przede wszystkim , kto jest gotowy [poszukiwać] tanich źródeł, które [sfinansują] konkurencyjności? Tak, to może być wniosek: wszystkie główne systemy muszą być głęboko zrestrukturyzowane. Powinniśmy zachęcać, nawet rodziny i wspólnoty, aby zmieniły swoje strategie życiowe. To musi być zrealizowane, czy nam się to podoba, czy nie. Iluzja społeczeństwa opartego na kosztownych przywilejach socjalnych jest skończona. Oczywiście, że to brzmi brutalnie. Ale to prowadzi do zasadniczego pytania: czy europejska elita polityczna jest na tyle odważna, aby być uczciwym i powiedzieć o tym ludziom ? I tu dochodzimy do powrotu do tradycyjnych wartości, a za jedną z nich uważamy uczciwość. Bez uczciwości nie tylko nie będziemy w stanie przezwyciężyć kryzysu, ale bez właściwych pytań i odpowiedzi na nie, nie będziemy w stanie podnieść się. Reasumując: przeżyjemy [jedynie] dzięki uczciwości.

Moja druga teza . Nie należy zapominać o różnicy pomiędzy państwami członkowskimi Unii Europejskiej. Jeśli tego nie zauważymy, może to mieć poważne konsekwencje. Jest oczywiste, że po pewnym czasie członkowie strefy euro nie będą mogli uniknąć przyjęcia wspólnego budżetu, ze wspólną polityką podatkową i wspólną polityką społeczną. Równocześnie kraja spoza strefy euro powinny mieć prawo do wyboru własnych odmiennych polityk ekonomicznych. W tym przypadku, po prostu trzeba przestrzegać tego, co zdrowy rozsądek podpowiada: taka sama polityka gospodarcza z pewnością nie będzie odpowiednie, zarówno dla Wielkiej Brytanii, Szwecji, jak i dla Węgier. Tak więc, zamiast ideologii i dogmatyzmu, duża różnorodność w tym zakresie musi być stwierdzona i uznana.

Trzecia teza. Jeśli uznajemy różnorodność, to oznacza, że uznajemy, również sam naród. Mimo, że jest bardzo otwarty, zorientowany na wolny handel i przyciąganie inwestycji, to te gospodarki są gospodarkami narodowymi. A to prowadzi nas do wniosku o ogromnym znaczeniu: koncepcja narodu nadal istnieje, naród jest nadal ważny.

Przechodząc do mojej czwartej tezy, pozwolę sobie odnieść się do tego, co były prezydent środkowoeuropejskiego napisał w swojej książce. Pisał on, że w Europie ma miejsce „zielony” i lewicowy spisek przeciwko narodom. Cóż, moje rozumienie tej sytuacji jest nieco inne. Konspiracja wymaga tajemnicy. Ale myślę, że to, co dzieje się teraz w Europie, jest całkowicie jawnym atakiem „czerwonych-zielonych” na tradycyjne wartości, tj. przeciwko Kościołowi , przeciwko rodzinie, przeciwko narodowi. Oczywiście przyjmujemy, że jest miejsce na debaty dotyczące przyszłości chrześcijaństwa i Kościoła, ale pozwolę sobie przytoczyć mądre słowa pewnego Anglika: „możemy mieć nawet podstawowe wątpliwości co do przyszłości chrześcijaństwa, jednak jestem pewien, że nie jest zadaniem polityków, aby go unicestwić”. Szczególnie, że w naszym rozumieniu , demokracja w Europie jest demokracją opierającą się na chrześcijaństwie. Antropologicznymi korzeniami naszych instytucji politycznych jest imago Dei, które wymaga bezwzględnego szacunku do człowieka. Jak i dla rodzin: tutaj powinniśmy powiedzieć proste zdanie. Społeczność, która nie jest w stanie zapewnić ciągłości biologicznej, nie tylko nie przetrwa, ale i nie zasługuje na to, aby przeżyć. Imigracja nie jest odpowiedzią. To podstęp, to blef . Większość krajów europejskich , w tym moja ojczyzny cierpi z powodu niżu demograficznego. Musimy stwierdzić: demograficznie motywowane polityki rodzinnej są niezbędne i uzasadnione.

Piąta teza. Lepiej uznać, nawet jeśli jest to trudne, że koncepcja państwa opiekuńczego jest skończona. Zamiast tego, powinniśmy starać się budować państwo workfare [państwo oparte na pracy] i społeczeństwo oparte na zasługach. Na Węgrzech, dzięki polityce byłych rządów nieaktywnie są liczniejsi aktywni. Więc to, co robimy teraz, jest prawdziwa europejska próbą: odnowiliśmy kraj poprzez restrukturyzację najważniejszych systemów. Znieśliśmy były system podatkowy, który karał za pracę i było zbyt skomplikowany, aby czynić nas konkurencyjnym. Nasz nowy system podatkowy jest faworyzuje rodziny, honoruje tych, którzy chcą pracować ,albo zatrudnić więcej ludzi i którzy są gotowi rodzić dzieci. Wprowadziliśmy 16% stawki podatku od dochodu i 10% – dla małych i średnich firm. Spowodowało to, że obaliliśmy dogmat, iż korzystne zmiany w systemie podatkowym można wprowadzić tylko w czasie prosperity. Wprowadziliśmy najbardziej elastyczny kodeks pracy w Europy, jak również mamy restrukturyzację systemu szkolnictwa wyższego i kształcenia w celu sprostania wymaganiom firm. Ciągle walczymy z biurokracji i zmieniamy całkowicie system opieki społecznego odseparowując go od pracy. Podczas tej próby, udało nam się sprostać wyzwaniom, przed którymi stoi większości krajów europejskich: obniżyliśmy zadłużenie państwa, poprawiamy naszą konkurencyjność i byliśmy w stanie utrzymać stabilność społeczną i polityczną . Kiedy przychodziliśmy do władzy, było 1.800.000 osób płacących podatek. 1.800.000 podatników w kraju o populacji prawie 10 milionów. To była najlepsza droga do samobójstwa. Teraz mamy 4.000.000 podatników i chciałbym niebawem zobaczyć 5.000.000!

A teraz, moja ostatniej teza. Zamiast zarządzania, potrzebne nam jest przywództwo. Przywództwo motywowane wizją. W tym sensie Węgry mają wielkie szczęście. Nasze przywództwo jest zakorzeniona legitymacją demokratyczną, zdecydowaną większością dwóch trzecich głosów parlamentarnych. Możemy z pewnością powiedzieć, że Węgry służy obecnie jako prawdziwe laboratorium: staramy się, opierając się na tradycyjnych wartościach, znaleźć właściwą odpowiedź na wyzwania współczesnego świata. Nie byłoby właściwym, aby chwalić się tu i teraz . Dlatego nie powiem teraz o malejącym długu państwowego, o deficycie budżetowym, który osiągnął poziom znacznie poniżej 3% w ciągu ostatnich trzech lat, nie wspomnę, że ilość bezpośrednich inwestycji zagranicznych wzrosła trzykrotnie w ciągu roku i nie będę wchodzić w szczegóły dotyczące naszej rekordowo niskiej inflacji. Chcę tylko prosić, aby zwrócić uwagę na wydarzenia na Węgrzech i – jeśli można prosić – o trzymanie kciuków, co będzie dla nas zaszczytem.

Dziękuję za uwagę .

09 października 2013

za: http://www.miniszterelnok.hu/in_english_article/prime_minister_s_speech_at_the_chatham_house

tekst oryginalny

pytania

 

Paź 14

Spotkanie z liderem Słoweńskiej Partii Demokratycznej

Premier Viktor Orbán przeprowadził w piątek w Budapeszcie, rozmowy z Janezem Janšą, szefem Słoweńskiej Partii Demokratycznej i byłym premier Słowenii.

Strony w rozmowach oceniły przygotowania swoich krajów do przyszłorocznych wyborów do Parlamentu Europejskiego, jak również zagadnienia związane z przyszłością Unii Europejskiej i jej instytucji.

za: http://www.kormany.hu/

Paź 14

Jak Viktor Orbán kupuje zaufanie Węgrów

Rodziny wielodzietne nie płacą podatków. Prąd tanieje, bo rząd tak kazał. Nauczyciele dostaną wielkie podwyżki. Pensje wszystkich innych lecą w dół. 

"Dla zagranicznych firm na Węgrzech zakończyła się era kolonizacji". Te słowa wypowiedziane przez premiera Viktora Orbána podczas pierwszego po wakacjach posiedzenia węgierskiego parlamentu są mottem polityki prowadzonej od ponad trzech lat przez rząd Fideszu. Całość w "Gazecie Wyborczej" tutaj .

Paź 13

„Patriotyzm jest dobrą rzeczą”

Viktor Orbán właśnie miał dobre spotkanie z Davidem Cameronem. Było ono łatwiejsze niż jego pierwsze [spotkanie] z Margaret Thatcher (w 2001 r.). Było tak: „Nie jestem zadowolona z Ciebie”, wspomina jej pierwsze słowa. Była zła, że Węgry nie będą robić nic więcej, aby chronić żołnierzy NATO przed agresją Serbów.

 

Pomimo tego afrontu Orbán jest wielbicielem Thatcher. Jego kariera polityczna rozpoczęła się w 1988 roku, kiedy był jednym z 37 młodych studentów i intelektualistów – założycieli partii atakującej komunistyczną władzę w jego kraju.

 

Jej rola była bardzo ważna: zawsze działała na rzecz wolności, zawsze była antykomunistką. Mówiła. 'Nie ma czegoś takiego jak społeczeństwo'. Bardzo lubię tę uwagę, bo w polityce europejskiej ludzie zawsze mówią sztucznym socjologicznym językiem. Socjotechnika był bardzo popularna.

 

Kiedy w kwietniu chowano Lady Thatcher, był zadowolony, że biskup Londynu wyjaśnił, co naprawdę myśli o tych słynnych słowach. „Pogrzeb był bardzo wzruszający i bardzo brytyjski – nie tragiczny, jak to byłoby na kontynencie – był hołdem.

 

Młody Viktor, mądry chłopak z peryferyjnego kraju, wygrał stypendium George'a Sorosa na Oksfordzie, gdzie studiował społeczeństwo obywatelskie widziane [oczami] liberalnych filozofów politycznych, takich jak John Locke. Kochał tam „elektryzujący taniec” idei, ale było to jesienią 1989 roku i [właśnie] padał Berliński Mur. Pojawiła się [prawdziwa] szansa zbudowania liberalnego społeczeństwa obywatelskiego w [ojczystym kraju]. „Powiedziałem do siebie: 'Wiktor, co ty tu robisz?' i skorzystałem z okazji pierwszych wolnych wyborów marca 1990, aby wrócić.”

 

Został premierem po raz pierwszy (1998-2002), aby następnie, po latach nieobecności, powrócić do władzy z niebytu w 2010 roku. Jego funkcjonowanie na urzędzie bywa kontrowersyjne. Został oskarżony – często przez urzędników Unii Europejskiej – od nadmiar nacjonalizmu, tłumienie wolności mediów, upolitycznienie sądownictwa i banku centralnego, a nawet podsycanie napięć etnicznych. Czy wielki wojownik zwęża liberalną wolność? Czy istnieje ryzyko, że może stać się autorytarnym „silnym człowiekiem”,Władimir Putin swojego kraju?

 

Tam tkwi ryzyko,” dość niespodziewanie przyznaje Orbán, choć jest o wiele mniejsze, jeśli Węgry są sukcesem gospodarczym. On myśli, że okoliczności się zmieniły.

 

Od 200 lat (?), „motywacją nr 1” dla Węgrów było dogonienie bardziej konkurencyjnego Zachodu. Do kryzysu kredytowego, Orbán wierzył, że może to być osiągnięte jedynie przez „coraz ściślejsza unię” Europy. Teraz ma wątpliwości.

 

Kryzys pokazuje, iż nie jest to oczywiste, że UE może zrobić to lepiej od niezależnych narodów. W przeciwieństwie do Brytyjczyków, że nie można wykluczyć, przystąpienia do strefy euro, ze względu na przyciąganie dośrodkowe dla małego kraju jak jego, „ale ja nie zachęcam do tego. [Stanięcie] samodzielnie na własnych nogach jest ważniejsze niż kiedykolwiek.” Węgry na pewno nie powinny dołączyć do tych, z 90. procentami PKB; uważa, że prawidłowym jest w tej chwili poniżej sześćdziesięciu.

Im jestem starszy [wciąż jest tylko 50], tym staram się być bardziej sceptycznym. Wartości są ważniejsze niż pieniądze. Narodowa suwerenność jest bardziej istotna w moim umyśle. Pytanie 'Kto rządzi nami?' jest kluczowym pytaniem.”

Dlatego popiera starania Davida Camerona w celu zmiany przepisów europejskich: „Będziemy potrzebować w końcu nowy traktaty podstawowy.” Chce dołączyć do Wielkiej Brytanii w oporze „pełzającego pożerania przez Brukselę suwerenności narodowej”.

 

Stara odpowiedź „Zachodniaków”, że wszystko było lepiej, jest „głupia”. W 1980 roku, przed Węgrami postawiono pytanie „jak pozbyć się rzeczy [z przeszłości]” – komunizmu, ucisku państwa, nadmiernej regulacji. Teraz należy zatrzymać się. Są rzeczy, które powinny być przestrzegane w interesie cywilizacji, a nie odrzucane: „Byłoby smutną historią pozbycie się wiary religijnej, narodowej tożsamości, rodziny, a nawet tożsamości seksualnej. To nie jest wolność.

 

W niektórych szkołach na kontynencie, jest pomysł, że „dzieci nie powinny być wychowywane jako dziewczęta i chłopcy”, [do czasu] aż same później wybiorą tożsamość seksualną. „Czasami [nawet] jest osobna szatnia dla tych, którzy nie wiedzą, kim są,” woła!

 

Co mówi na [temat] oskarżeń, że jest podsycane są stare spory terytorialno-etniczne w regionie? Niektórzy winią go za rozrost faszystowskiej partii Jobbik na Węgrzech. Jego odpowiedź jest oparta na przekonania, że „Ksenofobia jest niebezpieczna, ale patriotyzm jest rzeczą dobrą”. Spory etniczne, często o ziemi,ę, są „częścią życia w Europie Wschodniej”, mówi.

 

Jak z tym żyć?” pyta, „rozwiązaniem jest: nie kłamać!” [odpowiada]. Radykałowie, zarówno na lewicy jak i prawicy, dostają około 15 procent głosów. To [komfortowa sytuacja żeby być], ale „daleko od bycia większością”.

 

W centrum tego problemu w Europie, uważa Orbán, jest fakt, że komuniści nigdy nie zostali w pełni pokonani. Komunizm jako ideologia „nie ma przesłania dla naszej przyszłości”, ale, w przeciwieństwie do nazizmu, tak długo dominował (40 lat w przypadku Węgier), że jego przywódcy, który „nie byli głupimi ludźmi” stworzyli kulturę, która utrzymała swoją władzę. Oni uczynili przedmiotem zazdrości/zawiści „postrzeganie życia”, co ludzie [przełożyli na] „nie zgadzam się ze światem, jaki jest więc staram się go zniszczyć”.

 

Oni również wpoili wiarę w „uprawnienia bez jakiegokolwiek osobistego wysiłku”. Na Węgrzech, komunizm przyniósł to, co nazywa „wyuczoną bezradnością”, umyślne niszczenie osobistej odpowiedzialności, co zmiażdżyło klasę średnią.

 

W tym miejscu [pojawia] się Ed Miliband i jego marksowskie [korzenie]. Nie odnosząc się do sytuacji w Partii Pracy, Orbán mówi, że istniało [w przeszłości] „genealogiczne drzewo” przechodzenia od komunizmu, poprzez „pokolenie ’68” (np. dawnego rewolucjonisty, obecnie posła do PE, Daniela Cohn Bendita) do biurokracji brukselskiej, a dzisiaj [także] mediów.

 

Dzisiaj komunistyczne dziedzictwo jest w małżeństwie z radykalnym liberalizmem. Taka genealogia istnieje w Europie.” [Orbán] wykrywa go w doktrynie europejskich praw człowieka i [działaniach] podejmowanych przez Komisję Europejską, w celu wymuszenia na państwach członkowskich jednolitości kulturowej i konstytucyjne.

 

Dla konserwatystów, którzy [widzą] dalej, jest to trudne, gdyż „znajdujemy się [w sytuacji], gdzie musimy spierać się, a konserwatyści zazwyczaj wolą po prostu żyć. Trwożliwie zużywamy energię, ale musimy to robić na poziomie europejskim.”

 

Osobiście Viktor Orbán nie jest nieśmiały. On jest gotowy do walki. „Boks to szlachetny sport” oświadcza wojowniczo. Na Zachodzie, polityka jest często „tylko karierą”. Dla niego, jak mówi, jest czymś więcej. Pamięta trudne czasy w latach 1980, kiedy Fidesz, jego mała partia, był w opozycji do Sowietów, do związków zawodowych, milicji i aparatu państwowego. „Byliśmy w oblężeniu a [jednak] wygraliśmy. Porównaj ryzyko teraz – żadne. To jak pestka z dyni lub jak orzeszek [do zgniecenia]…”

 

By Charles Moore

http://www.telegraph.co.uk/news/worldnews/europe/hungary/10373959/Viktor-Orban-interview-Patriotism-is-a-good-thing.html

Viktor Orban interview: 'Patriotism is a good thing'

By Charles Moore

8:00AM BST 12 Oct 2013

The TelegraphViktor Orban has just had a good meeting with David Cameron. It was easier than his first with Margaret Thatcher (in 2001). "I am not satisfied with you," were, he recalls, her first words. She was angry that Hungary was not doing more to help protect Nato's soldiers from Serb aggression.

Despite this rebuff, Mr Orban is a Thatcher admirer. His political career began in 1988 when he was one of 37 young students and intellectuals founding a party to attack Communist rule in his country.

"Her role was very important: she was always in favour of freedom, always anti-Communist. She said, 'There is no such thing as society.' I like that remark very much because in European politics people were always talking in artificial sociological language. Social engineering was very popular."

When he attended Lady Thatcher's funeral in April, he was pleased that the Bishop of London explained what she really meant by those famous words. "The funeral was very moving and very British – not tragical, as it would be on the Continent – more of a tribute."

Young Viktor, a clever boy from a country background, won a George Soros scholarship to Oxford to study civic society as seen by liberal political philosophers such as John Locke. He loved the "electrifying dance" of ideas there; but this was the autumn of 1989 and the Berlin Wall was coming down. Here was the chance actually to build a liberal civic society at home. "I said to myself, 'Viktor, what are you doing here?' and I took the occasion of our first free elections in March 1990 to go back."

He became prime minister for the first time in 1998, until 2002, and then, after wilderness years, returned to power with a landslide in 2010. His time in office has been controversial. He has been accused, often by European Union officials, of too much nationalism, of suppressing media freedom, politicising the judiciary and the central bank, and even of stirring up ethnic tensions. Has the great liberal freedom-fighter narrowed? Is there a risk that he could become an authoritarian strongman, the Vladimir Putin of his country?

"The risk is there," Mr Orban rather surprisingly admits, though it is much smaller if Hungary is economically successful. He thinks that circumstances have changed.

For 200 years, the "No. 1 motivation" for Hungarians was to catch up with more competitive Westerners. Until the credit crisis, Mr Orban believed that this could only be achieved by the "ever-closer union" of Europe. Now he has his doubts.

The crisis shows that it is not obvious that the EU can do better than independent nations. Unlike the British, he cannot rule out joining the eurozone, because of its centripetal pull for a small country like his, "but I don't urge it. To stand alone on your own feet is more important than ever." Hungary certainly should not join until it reaches 90 per cent of the GDP of those already in, he believes; right now it is in the low sixties.

"As I get older [he is still only 50], I tend to be more sceptical. Values are more important than money. National sovereignty is more and more important in my mind. The question 'Who is governing us?' is the key question."

So he supports David Cameron's efforts to change the European rules: "We shall need a new basic treaty eventually." He wants to join Britain in resisting "the creeping movement of Brussels to eat up national sovereignty".

The old answer that everything Westerners did was better is now "stupid". In the 1980s, the question Hungarians faced was "how to get rid of things" – Communism, state oppression, over-regulation. Now that should stop. There are things which should be upheld in the interests of civilisation, not jettisoned: "It would be a sad story to get rid of religious belief, national identity, family and even sexual identity. That's not freedom."

In some schools on the continent, the idea has got about that "children should not be brought up as girls or guys", but to choose their sexual identity later. "Sometimes there is a separate changing room for those who don't know who they are," he exclaims.

What does he say to accusations that he is stirring up old ethnic, territorial passions in the region? Some blame him for the rise of the fascistic Jobbik party in Hungary. His answer is based on his belief that "Xenophobia is dangerous; but patriotism is a good thing". Ethnic disputes, often about land, are "a part of life in Eastern Europe", he says.

"How do we live with this?" he asks, "The solution is not to lie." Radicals of both left and right get about 15 per cent of the vote between them. That is too high for comfort, but "far away from being a majority".

At the heart of the problem in Europe, Mr Orban believes, is the fact that the Communists were never fully defeated. Communism as an ideology "has no message for our future", but, unlike Nazism, it prevailed for so long (40 years in Hungary's case) that its leaders, who "were not stupid guys" created a culture which maintained their power. They upheld envy "as a perception of life", making people "disagree with the world as it is and try to destroy it".

They also inculcated a belief in "entitlements without any personal effort". In Hungary, Communism brought about what he calls "a learned helplessness", a deliberate destruction of personal responsibility, which crushed the middle class.

We discuss the row here about Ed Miliband and his Marxist father. Without commenting on the Labour situation, Mr Orban says that there is a family tree passing from Communism through "the '68 generation" (such as the former revolutionary, now MEP, Daniel Cohn Bendit) to Brussels bureaucrats and the media today.

"The Communist heritage has a marriage with the radical liberals today. That genealogy exists in Europe." He detects it in the doctrine of European human rights and the attempts by the European Commission to impose cultural and constitutional uniformity on member states.

For conservatives, he goes on, this is difficult, because "we find we must argue, and conservatives generally prefer just to live. We are shy to invest the energy, but we must do so at a European level."

Personally, Viktor Orban is not shy. He is up for the fight. "Boxing is a noble sport," he declares pugnaciously. In the West, politics is often "just a career". For him, he says, it is much more. He remembers the hard times in the late 1980s when Fidesz, his then tiny party, was opposed by the Soviets, by trade unions, militias and the state apparatus. "We were surrounded, and we won. Compare the risk now – it's nothing. It's just a peanut."