Paź 12

Dlaczego Viktor Orbán jest dobrym geopolitycznym strategiem?

Nowoczesne Węgry często zaskakują międzynarodowego obserwatora. [Niekonwencjonalny program] premiera Viktora Orbána wywołały nadzieję, oburzenie i radość, odkąd został wybrany na drugą kadencję w 2010 roku. Ale jak pokazało przemówienie w londyńskim Izbie Chatham [w środę 9 października 2013 r.], Orbán jest bardzo poważnym myślicielem, mającym do czynienia z bardzo poważnymi problemami. Sześć tez, które wygłosił, zawierają sporo politycznej prawdy, aczkolwiek wywołujące szereg – ostatecznie wyjaśnionych – moralnych wątpliwości; geopolitycznie zgodne są z logiką, którą kieruje się jego partia Fidesz w [swych] kontrowersyjnych politykach.

Doświadczenie historii pozostaje poważnym obciążeniem dla Węgier, kraju położonego w sercu Europy Środkowej, która została rozdarta pomiędzy wielkimi mocarstwami Zachodu i Wschodu na wiele lat jej historii. Na tego rodzaju spornych pograniczach, radykalna zmiana rzadko przynosi dobre rezultaty, a kraje tego obszaru są szczególnie podatne na dynamikę geopolityczną.

W swojej obecnej formie, Węgry znajdują się zarówno na skraju Unii Europejskiej, jak i odradzającej się po upadku Rosji. Oczywiście opis ten upraszcza sytuację: oto Rosja nękana przez swoje kłopoty i Europa  mocny filar systemu światowego. Niemniej jednak z Europą Zachodnią zajętą własnym kryzysem egzystencjalnym Rosja stała się relatywnie silniejsza i bardziej zdecydowana.

Węgry to nieszczególnie bogaty lub potężny kraj. Jest krajem śródlądowym z nielicznymi bogactwami naturalnymi, który ma tendencję do ciążenia czasami z własnej woli  do silniejszych podmiotów regionalnych (przychodzą tu na myśl przede wszystkim Habsburgowie, imperium osmańskie cz ZSRR). Zachodnia Europa i jej Unia Europejska były ekonomicznymi i politycznymi sojusznikami, z którymi postkomunistyczne Węgry z zapałem dążyły do dorównania – w swoim przemówieniu Orbán nazwał ich „pożądanym Zachodem”.

Cztery z sześciu tez Orbána były poświęcone pokazaniu porażki post-narodowego modelu europejskiego i jego niezdolności do zaoferowania obiecanej gospodarczej i politycznej stabilności. Nie jest przypadkiem, że Orbán zdecydował się przekazać te uwagi w Wielkiej Brytanii, tradycyjnym źródle eurosceptycyzmu, gdzie w ostatnich kilku miesiącach powróciła antyeuropejska retoryka.

Orbán nie wspomniał w swoim wystąpieniu o Rosji, ale widmo Moskwy było zbyt dobrze widoczne w jego politycznych [rachubach]. Rosja kierowana przez Władimira Putina, innego mistrza strategii – bardziej krucha niż zahartowana niegdyś ­ – niewyszukaną taktyką zastraszania zdecydowała się wykupić strategiczne aktywa handlowe w Europie Środkowej jako środek do odzyskania wpływów w dawnym bloku.

Orbán słusznie zakłada, że przy zwiększającym się dystansie do „rdzenia europejskiego” i bez potężnego patrona zastępującego go, Węgry nie mogą uniknąć ewentualnych twardych negocjacji konfrontacyjnych z Rosją. Orbán przyjął bardzo kontrowersyjne zasady, na przykład: przejęcie środków z prywatnych emerytur, próba wyczyszczenia wymiaru sprawiedliwości, trwająca nacjonalizacja strategicznych aktywów energetycznych, celem skupienia [pełni] władzy w państwowych w rękach. Centralizacja władzy poprawić ma pozycję negocjacyjną Budapesztu, co Orbán widzi jako niezbędne przy [nieuniknionym] otwarciu na Wschód.

Polityka Orbána i Fideszu ciągle koliduje z liberalnymi ideałami propagowanymi w Unii Europejskiej i dlatego powoduje gniew Brukseli. Jednak wiedząc, że Węgry nie mogą już odeprzeć Rosji w drodze dalszej integracji z Unią Europejską, dezaprobata zachodnich elit liczy się dla Orbána znacznie mniej, niż jego zdolność do utrzymania suwerenności Węgier w dłuższym okresie.

Geopolityczną rzeczywistość od Morza Bałtyckiego do Morza Czarnego jest taka: Europa rozpada się, Rosja dba o siebie, a Stany Zjednoczone są przeważnie ambiwalentne. Węgierski eksperyment jest pierwszym w swoim rodzaju – Orbán, w swoim wystąpieniu, nazywa nawet Węgry „laboratorium” i co, jeśli się powiedzie, to może stać się wzorcem do naśladowania dla innych przywódców Europy Środkowej. Są to mało ekscytujące perspektywy dla zachodnich komentatorów i urzędników europejskich, którzy pracowali przez dziesięciolecia nad objęciem tych byłych sowieckich satelitów egidą Unii Europejskiej i też dlatego od pewnego czasu, przy opisywaniu Węgier, używają takich słów jak „totalitaryzm”, „dyktatura” i „autorytaryzm”.

Ale jak napisał ostatnio nasz główny analityk geopolityczny Robert Kaplan, geopolityka jest wartością neutralną. Powiedzenie to ma szczególne zastosowanie do Orbána, który nie jest ani tak szalony, jak Nicolae Ceausescu, ani takim heroldem demokracji liberalnej, jak Vaclav Havel. Przeciwnie, jest to bardziej skomplikowana i dopracowana [geopolityka], która pomimo wszystkich swoich wad, pojmuje niewygodne realia geopolitycznych dylematów i jest gotowa do kontynuowania ich równie niewygodnych rozwiązań.

za: 

Sample Article: Hungary: Why Viktor Orban Is a Good Geopolitical Strategist

Modern Hungary is often puzzling to the international observer. The unorthodox policies of firebrand Prime Minister Viktor Orban have elicited hope, outrage and ridicule ever since he was elected to a second term in 2010. But as his speech at London's Chatham House on Wednesday shows, Orban is a very serious thinker faced with very serious problems. The six theses he argued contain a fair amount of political whitewash, but ultimately they are the clearest explanation of the morally troubling but geopolitically consistent logic that drives his Fidesz party's controversial policies. 

The weight of history remains a heavy burden for Hungary, a country situated in the heart of Central Europe that has been torn between the great powers of the West and the East for much of its history. In these kinds of disputed borderlands, radical change rarely brings good news, and the countries in these areas are particularly attuned to geopolitical dynamics.

In its current form, Hungary sits right on the edge of a declining European Union and a resurgent Russia. Of course, this description oversimplifies the situation; Russia is beset by its own vulnerabilities, and Europe remains a powerful pillar of the global system. Nonetheless, with Western Europe preoccupied with its own existential crisis, Russia has become relatively stronger and more assertive.

What is a Geopolitical Diary?George Friedman explains.

 

 

 

 

 

Hungary is not a particularly wealthy or powerful country. It is a landlocked country with few natural resources that tends to gravitate, sometimes willingly, to more powerful regional actors. (The Hapsburg and Ottoman empires and the Soviet Union all come to mind.) Western Europe and its European Union were the economic and political allies with which post-communist Hungary fervently aspired to align — in his speech, Orban called them the "desired West."

Four of Orban's six theses were dedicated to showing the failure of the post-national European model and its inability to offer the economic and political stability it had promised. Not coincidentally, Orban chose to deliver this address in the United Kingdom, traditionally a source of Euroskepticism, where anti-European rhetoric has resurfaced in the past few months.

Orban did not mention Russia in his speech, but the specter of Moscow has been all too familiar throughout his political career. Led by Vladimir Putin, another master strategist, a more fragile Russia has tempered its erstwhile-unsophisticated intimidation tactics and has instead opted to buy strategic commercial assets in Central Europe as a means to regain influence in its former periphery.

Orban correctly assumes that with an increasingly distant European core and without any powerful patron to replace it, Hungary cannot avoid an eventual negotiated confrontation with Russia. Orban's most controversial policies — the appropriation of private pensions, the attempted neutering of the judicial branch, the ongoing nationalization of strategic energy assets, for example — are all designed to concentrate power in the state's hands. Centralizing power will improve Budapest's negotiating position for what Orban sees as an inevitable opening to the East.

Orban and the Fidesz party's policies consistently clash with the liberal ideals enshrined in the European Union and have therefore incurred the ire of Brussels. However, knowing that Hungary can no longer ward off Russia by integrating further with the European Union, the disapproval of the Western elites matters far less to Orban than his ability to sustain Hungary's sovereignty in the long term.

The geopolitical reality from the Baltic Sea to the Black Sea is thus: Europe is disintegrating, Russia is reasserting itself and the United States is mostly ambivalent. The Hungarian experiment is only the first of its kind — Orban even called Hungary "a laboratory" in his speech — and if successful, it could become a template for other Central European leaders to follow. This is a less than thrilling prospect for Western commentators and European bureaucrats, who labored for decades to bring these former Soviet satellites under the aegis of the European Union and who have since used such words as "totalitarianism," "dictatorship" and "authoritarianism" to describe Hungary.  

But as our own Chief Geopolitical Analyst Robert Kaplan recently wrote, geopolitics is value neutral. The adage is particularly applicable to Orban, who is neither a power-crazed Nicolae Ceausescu nor a celebrated herald of liberal democracy like Vaclav Havel. Rather, he is a more complex and nuanced figure who for all his faults understands the inconvenient realities of geopolitical dilemmas and is willing to pursue their equally inconvenient solutions.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Paź 12

Europa powinna wrócić do tradycyjnych wartości i zdrowego rozsądku

Viktor Orbán przedstawił wizję naprawy, a właściwie „odnowy” Europy, która zakłada powrót do tradycyjnych wartości i zdroworozsądkowej gospodarki rynkowej. 

 Węgry stanowią prawdziwe laboratorium. Próbujemy znaleźć właściwe odpowiedzi na wyzwania współczesnego świata, oparte na tradycyjnych wartościach – powiedział węgierski premier w Królewskim Instytucie Spraw Międzynarodowych w Londynie.

Węgierski polityk został zaproszony do Chatham House, jednego z najważniejszych brytyjskich think-tanków, zajmującego się analizą spraw międzynarodowych. 9 października zaprezentował tam wizję przyszłości swojego kraju i Europy z punktu widzenia pragmatycznego polityka. Podkreślił, że jego rząd cieszy się powszechnym poparciem społecznym, dlatego znacznie łatwiej jest mu przeprowadzać głębokie reformy strukturalne, które mają się przyczynić do odnowy kraju. Jednocześnie dawał sugestie, jak mogłaby się zmienić Unia Europejska.

Orbán zauważył, że jeszcze w czasach, kiedy jego kraj starał się o akcesję do UE „obserwował strukturę pełną optymizmu i wiary w siebie”. Teraz widzi coś przeciwnego: „niepewną Unię Europejską bez jasnej wizji na temat swojej przyszłości”.

Węgierski polityk tłumaczył, że Węgrzy nie chcą – inaczej niż Brytyjczycy – opuścić UE. Dla jego narodu „Unia jest synonimem Zachodu”. – To jest między innymi jeden z głównych powodów, dlaczego przywiązujemy pozytywne uczucia do UE, do Anglosasów, niezależnie od rozwoju niektórych kontrowersyjnych zdarzeń– mówił. – Kto byłby na tyle szalony, aby finansować system taki jak ten? – kontynuował.

Orbán proponuje jednak całkowitą odnowę struktury, a nie chwilowe zażegnanie kryzysu. Stwierdził: – Lepiej uznać, że nie możemy żyć tak, jak żyliśmy do tej pory. Mówiąc bardzo prosto: nie można żyć ponad stan.

Przypomniał, że ludność europejska stanowi 8 proc. ludności świata. Europa wytwarza 25 proc. światowej produkcji, ale wydaje na cele socjalne 50 proc. wszystkich wydatków na świecie. Ponadto całkowite zadłużenie 28 państw UE wynosi 11 bln euro, roczna spłata tej kwoty wraz z odsetkami – to ponad 2 bln euro. Państwa członkowskie UE „produkują” dziennie około 1,2 mld euro nowego długu.

Kto byłby na tyle szalony, aby finansować system taki jak ten?

Premier Węgier stwierdził kategorycznie: – Powinniśmy zachęcać rodziny i całe społeczności do zmiany strategii życiowych. To musi być zrealizowane, czy nam się podoba, czy nie. Iluzja społeczeństwa opartego na systemie kosztownych uprawnień socjalnych jest skończona. Brzmi to brutalnie. Ale też prowadzi do zasadniczego pytania: czy europejska elita polityczna jest na tyle odważna, aby być uczciwą i powiedzieć o tym społeczeństwu? – pytał Orbán.

Następnie dodał: – I tu dochodzimy do konieczności powrotu do tradycyjnych wartości, których przykładem jest uczciwość. Bez uczciwości nie tylko nie będziemy w stanie przezwyciężyć kryzysu, ale też nie będziemy w stanie zadać sobie właściwych pytań.

Orbán zauważył także, że o ile państwa strefy euro są niejako zdeterminowane do przyjęcia wspólnego budżetu, wspólnej polityki podatkowej i wspólnej polityki społecznej, to jednak kraje, które pozostają poza tą strefą, powinny mieć prawo do wyboru własnych rozwiązań ekonomicznych i politycznych. Chodzi o to, by kierować się zasadą zdrowego rozsądku. Po prostu trzeba przestrzegać tego, co zdrowy rozsądek dyktuje: ta sama polityka gospodarcza z pewnością nie będzie odpowiednia dla Wielkiej Brytanii, Szwecji i Węgier. Tak więc, zamiast ideologii i dogmatyzmu, musi być uznana i szanowana duża różnorodność w tym zakresie. – mówił Orbán.

Pojęcie narodu wciąż istnieje” 

Orbán dodał, że uznanie prawa innych członków UE do stanowienia o własnej polityce ekonomicznej zakłada z kolei uznawanie praw narodów. – Mimo że jesteśmy otwarci, mamy wolny handel zorientowany na przyciąganie inwestycji, wciąż istnieją gospodarki krajowe. A to prowadzi nas do wniosku o ogromnym znaczeniu: pojęcie narodu wciąż istnieje, jest ono wciąż aktualne – argumentował węgierki polityk.

W dalszej części przemówienia Orbán odniósł się do zielono-lewicowego spisku w Europie przeciwko narodom. Stwierdził: – Cóż, moje rozumienie tej sytuacji jest nieco inne. Konspiracja wymaga tajemnicy. A ja myślę, że to, co dzieje się teraz w Europie jest całkowicie otwartym czerwono-zielonym atakiem na tradycyjne wartości: przeciwko Kościołowi, przeciwko rodzinie, przeciwko narodowi.

Oczywiście szanujemy prawo do wolnej debaty dotyczącej kwestii przyszłości chrześcijaństwa i Kościoła, ale pozwolę sobie przytoczyć słowa pewnego mądrego Anglika: «Możemy mieć elementarne wątpliwości co do przyszłości chrześcijaństwa, ale z pewnością nie jest zadaniem polityków jego unicestwianie». Szczególnie, że w naszym rozumieniu, demokracja europejska opiera się na chrześcijaństwie. Antropologicznymi korzeniami naszych instytucji politycznych jest imago Dei, które wymaga bezwzględnego szacunku dla człowiekadodał.

Nie imigracja, ale polityka prorodzinna

Orbán skrytykował politykę imigracyjną, uznając, że odpowiedzią na demograficzne problemy Europy powinna być polityka prorodzinna. – Społeczność, która nie jest w stanie zapewnić ciągłości biologicznej, nie tylko nie przetrwa, ale i nie zasługuje na to, aby przeżyć. Imigracja nie jest odpowiedzią. To podstęp, blef. Większość krajów europejskich – w tym także mój – cierpi z powodu niżu demograficznego. Musimy przyznać, że demograficznie motywowana polityka rodzinna jest niezbędna i uzasadnionapowiedział.

Węgierski polityk krytykując państwo opiekuńcze stwierdził: Lepiej uznać, nawet jeśli jest to trudne, że koncepcja państwa opiekuńczego jest skończona. Zamiast tego, powinniśmy starać się budować państwo workfare (państwo zachęcające lub skłaniające do pracy – przyp. red.).

Orbán dodał, że takie państwo budowane jest na Węgrzech. Wprowadzono tam szereg zmian strukturalnych polegających na zniesieniu dawnego, skomplikowanego systemu podatkowego. Zastąpiono go nowym systemem prorodzinnym, który honoruje tych, którzy chcą pracować, albo zatrudniać więcej ludzi i którzy są gotowi rodzić, i wychowywać więcej potomstwa.

Węgry wprowadziły 16 proc. stawkę podatku od dochodów i 10 proc. stawkę dla małych i średnich firm. Orbán przekonywał, że wbrew temu, co się twierdzi powszechnie, wprowadzanie korzystnych zmian dla podatników jest możliwe nie tylko w okresie prosperity.

Zauważył także, że jego kraj ustanowił najbardziej elastyczny kodeks pracy w Europie. Rząd zrestrukturyzował system szkolnictwa wyższego i kształcenia zawodowego w taki sposób, by sprostać wymaganiom firm. Cały czas kontynuuje się walkę z biurokracją. Dzięki tym wszystkim zmianom, Węgrom udało się stawić czoła wyzwaniom, przed którymi stoi Europa. Między innymi zredukowano zadłużenie państwa, poprawiono konkurencyjność, wprowadzono w miarę stabilny system socjalny, wzmocniono pieniądz itp. Zwiększono liczbę podatników z 1 mln 800 tys. do 4 mln obecnie.

Orbán stwierdził, że Europie potrzeba prawdziwego przywództwa, opartego na mądrej wizji, w której naczelne miejsce zajmą tradycyjne wartości. Uczciwość i zdrowy rozsądek powinny skłonić europejskich polityków do budowy państwa workfare, broniącego rodziny i ludzi uczciwie pracujących.

Agnieszka Stelmach

za: http://www.pch24.pl/orban–europa-powinna-wrocic-do-tradycyjnych-wartosci-i-zdrowego-rozsadku,18355,i.html

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Paź 12

Przemówienie w Chatham House w Londynie

My Lords, Your Excellencies, Ladies and Gentlemen.

First of all, allow me please to say thank you for inviting me here today. It is my honor to address you here, and since I do not want to take advantage of your patience and the aim of my remarks is to invite a discussion, I will summarize my thoughts in short theses. But before saying anything wise, I think I should briefly say something about myself. First of all, I’m a Hungarian. I am sure you do know a lot about Hungary. We have an interesting history and we speak a unique language. We have a saying about ourselves: if you have a Hungarian friend you do not need an enemy. This proves that self-reflection and self-irony is not too far from us. But as for the future, our most important skill is our innovative way of thinking. Just to give you an idea: Hungarians have invented the computer, the ball point pen and the espresso. It is not a bad composition. My basic political experiences originate from the underground anti-communist movements. Later on, I won elections and I lost some as well. I have led a coalition government and now I am backed by a two-third majority in Parliament. This is very rare in Europe. Maybe this is the reason why I have looked at the crisis primarily not as a problem, rather as a possibility to deliver deep structural reforms. As we say in Hungary: more than reforms, renewal of the country. By the way Europe: in the oId times, I saw Europe from a perspective from where it looked like an unreachable land. I chaired the parliamentary committee on European integration; as prime minister I led the accession talks and I had the chance to see a European Union full of strength, optimism and self-confidence. But what can I see now? Totally the opposite. An uncertain European Union without a clear vision about its future.

So, Ladies and Gentlemen, let’s get to the list of theses. But I have to warn you in advance: although I graduated from a law school, I am not a lawyer. Although I have studied philosophy, I am not a philosopher. Although I have spent quite some time in a research institute, I am not a researcher either. I am a doer, so my theses will reflect my thoughts from a very practical point of view. The first difficult question we have to answer is, whether this place where we are right now is supposed to be a part of Europe or not? What we surely know is that if we pose this question in a political sense, the answer is yes. The approach of Hungarians towards Europe is less ambivalent than the approach of the British. For us the European Union earlier was equal to the „West”, the „desired West”. That is one of the main reasons why we attach positive feelings to the EU, to the Anglo-Saxons, regardless of some controversial developments of the history.

Thesis number one, Ladies and Gentlemen. The most important conclusion I have drawn from the crisis is, that it is not something that ruins our competitiveness only temporarily, it is not a challenge that we can overcome by simple political measures. It is better to acknowledge: we cannot live as we have lived so far. To put it very simply and very straight: we cannot live beyond our means. It is often quoted that Europe’s share of the world’s population is 8%, while we account for 25% of the world’s production, but 50% of social expenditures. This list of numbers raises a serious dilemma itself, but here comes the yet darker other side of the coin: the total state debt of the EU28 reaches 11 thousand billion Euros, the yearly payment of this sum with interests are more than 2 thousand billion Euros, and the member states of the EU produce approximately 1.2 thousand million Euros of new debt every day. Who would be crazy enough to finance a system like this? And above all, who is ready to do so from cheap sources, which are indispensable for competitiveness? So, what could be the conclusion: all major systems need to be deeply restructured. We should encourage even families and communities to change their life strategies. It has to be realized whether we like it or not: the illusion of a society based on entitlements and unaffordable social expenditures is over. All right, this sounds brutal. And this leads to the essential question: will the European political elite be brave enough to be honest and to tell the people about this? And here we have arrived at the necessity of traditional values, because we could consider honesty as a traditional value. Without honesty not only are we going to be unable to overcome the crisis, but we will hardly be in a position to raise the adequate questions either. All in all: long live, honesty.

My second thesis. We should not neglect the difference between the member states of the European Union. If we do so, it may have serious consequences. It is obvious, that after a while members of the Euro-zone cannot avoid to adopt a common budget, with common tax policy and with common social policy. In the meantime, non-Euro-zone countries should have the right to choose their own economic policy mixes. In this case, we just have to follow what common sense dictates: the same economic policy will surely not be appropriate for the United Kingdom, for Sweden and for Hungary. So, instead of ideology and dogmatism, wide ranging diversity has to be acknowledged and respected.

Thesis number three. If we acknowledge diversity, it means that we acknowledge the nation itself as well. Even though being very open, free trade oriented and investment attracting, these economies are national economies. And this leads us to a conclusion of utmost importance: the concept of nation still exists, nation still remains relevant.

Coming to my fourth thesis, let me refer to what a former Central European president wrote in his book. He wrote that there is a green and leftist political conspiracy going on in Europe against the nations. Well, my understanding of this situation is a bit different. Conspiracy requires secrecy. But I think what is going on in Europe now, is an absolutely open red and green attack against traditional values: against the church, against family, against the nation. Of course we accept that there is a room to debate issues about the future of Christianity and the church, but allow me to cite a wise English man: „we can have even basic doubts about the future of Christianity, I am sure it is not the task of politicians to kill it”. Especially because in our understanding, democracy in Europe is democracy based on Christianity. The anthropological root of our political institutions is imago Dei, which requires an absolute respect to the human being. As for families: here we should say a straightforward sentence. A community, that is unable to sustain itself biologically will not survive and does not deserve it either. Immigration is not an answer. It is a trick, a bluff. Most European countries including my homeland are suffering from demographic decline. We have to acknowledge: demographically motivated family policies are essential and legitimate.

Thesis number five. It is better to acknowledge, even if it is difficult, that the concept of welfare state is over. Instead of that, we should try to build up workfare states and replace entitlements with a merit-based society. In Hungary, thanks to the policies of the former governments, the inactive outnumbered the active. So what we are doing now is a true European attempt: we have renewed the country by restructuring the major systems. We abolished the former tax system which had penalized work and was too complicated to be competitive. Our new tax system is a family-based flat tax system, which honors those who want to work more, or to employ more people and who are ready to raise kids. We have introduced a 16 percent tax rate on income, and a 10 percent rate for small and medium size companies. Doing this, we have killed the dogma that you can introduce favorable changes in the tax system only during time of prosperity. We have introduced Europe’s most flexible Labour Code as well; we have restructured the higher education system and the vocational system in order to meet the demands of businesses. We have been constantly fighting bureaucracy and changing the total social system which does not keep away one from work anymore. During this attempt, we succeeded in meeting the triple challenge faced by most of the European countries: we have decreased the state debt, we have improved our competitiveness and we have been able to maintain social and political stability. When we came to office, there were 1.8 million people paying tax. 1.8 million tax payers in a country with a population of almost 10 million. This is the best road to suicide. Now we have 4 million taxpayers and I would like to see 5 million.

And now I have arrived at my last thesis. Instead of simply managing issues, what we need is leadership. A leadership motivated by vision. Hungary has great luck in this sense. Our leadership is rooted in a democratic legitimacy, resulting in an overwhelming two-third parliamentarian majority. We can surely say that Hungary serves nowadays as a real laboratory: we try to find the proper answers to the challenges of a modern world based on traditional values. It would not be appropriate to praise ourselves here and now. That is why I am not speaking now about the decreasing state debt, about the budget deficit which has been well below 3 percent for the last three years, I am not mentioning that amount of foreign direct investments has tripled in a year and I am not going into details regarding our record low inflation rate. I just want to ask you to pay attention to the developments in Hungary, and if you could cross your fingers it would be a privilege for us.

Thank you for your kind attention.

Prime Minister's Office

Paź 02

Węgrzy sami zbudowali swój sukces – twierdzi dr T.T. Grosse

Poziom bezrobocia na Węgrzech jest najniższy od czerwca 2009 roku – taki komunikat podał Główny Urząd Statystyczny w Budapeszcie. Jakie mogą być czynniki przyczyniające się do tego, że bezrobocie na Węgrzech jest najniższe od 4 lat?

– Przede wszystkim jest to bardzo rozsądna polityka gospodarcza rządu węgierskiego, która miała na celu pobudzenie wzrostu gospodarczego przy jednoczesnym zachowaniu podstawowych wskaźników stabilności finansów publicznych. Ta polityka, prowadzona nie od dziś, a co najmniej od kilkunastu miesięcy, zaczyna przynosić owoce. Węgry wyszły w tym roku z recesji, a jednocześnie obniżyły deficyt budżetowy poniżej 3 proc. PKB, co zakończyło procedurę nadmiernego deficytu nałożoną jakiś czas temu przez Komisję Europejską. Wcześniej od oczekiwań spłaciły pożyczkę wobec Międzynarodowego Funduszu Walutowego i nie mają żadnych problemów z finansowaniem własnego długu na rynku.

Czy możemy mówić o zmianie ogólnoeuropejskiej koniunktury, pierwszych symptomach początku końca kryzysu?

– Oczywiście, że należy rozpatrywać ten fakt nieco szerzej, w kontekście europejskim. W strefie euro oraz w całej Unii Europejskiej widać wiele wskaźników poprawy koniunktury, chociaż ta poprawa jest dość enigmatyczna. Niemniej to jest z pewnością czynnik sprzyjający, jeśli chodzi o sytuację samych Węgier. Stanowczo sytuacja nad Dunajem jest różna od tej, którą mamy w Polsce. Nasza gospodarka uzależniona jest bardzo od koniunktury w strefie euro, w szczególności od Niemiec. Mimowolnie jesteśmy związani z naszymi zachodnimi sąsiadami. W zależności od sytuacji, jaka tam panuje, u nas następuje albo pogorszenie, albo poprawa koniunktury. Natomiast Węgrzy od kilku lat starają się tak prowadzić politykę gospodarczą, aby budować samemu podstawy do rozwoju gospodarczego i bardziej uniezależnić się od sytuacji w Europie Zachodniej. Tak jak powiedziałem wcześniej: tutaj podstawowym czynnikiem jest polityka rządu węgierskiego. Przykładowo Węgrzy starają się pobudzać konkurencyjność lokalnych przedsiębiorstw i „udomowić”, tj. doprowadzić do większej własności krajowego kapitału w strategicznych sektorach dla rozwoju gosodarczego (np. w sektorze energetycznym). Jednocześnie dążą do dywersyfikacji napływu zewnętrznych inwestorów, bardzo energicznie przyciągając kapitał chiński.

Czy istnieją jakieś konkretne rozwiązania rządu Orbana, które można by wcielić do Polski?

Przykładowo starano się wspierać małe i średnie przedsiębiorstwa, rozwijano politykę stymulującą podaż (w sensie potencjału lokalnych przedsiębiorstw i lokalnej produkcji), a nie tylko i wyłącznie popyt (a więc konsumpcję). W związku z tym zaistniał stosunkowo duży poziom inwestycji, wspierany zarówno ze strony rządu, jak i poprzez politykę spójności. Obniżono ogólny poziom stawki podatkowej dla przedsiębiorstw, co miało ulżyć głównie lokalnym firmom. Jednocześnie z ważnymi firmami zagranicznymi podpisano porozumienia, które miały nie tylko stabilizować zatrudnienie, ale przede wszystkim prowadzić do większych inwestycji gospodarczych. Premier Victor Orban osobiście podpisał m.in. porozumienia z koncernami Audi, Daimler, Coca-Cola i Suzuki, a do końca kadencji rządu (w 2014 roku) liczba tego typu umów ma dojść do czterdziestu. Działania gromadzące środki, dzięki którym rząd mógł prowadzić aktywną politykę inwestycyjną, to m.in. opodatkowanie instytucji finansowych i niektórych zagranicznych korporacji (np. sieci supermarketów), które jak się okazało nie było tak szkodliwe, jak obawiano się jeszcze kilka lat temu. Przeciwnie – posłużyło ustabilizowaniu finansów publicznych i poprawie wskaźników makroekonomicznych. W tej chwili Węgry są znacznie lepiej oceniane przez instytucje europejskie niż jeszcze kilka lat temu. Sytuacja zmieniła się więc na ich korzyść. Są krajem znacznie lepiej ocenianym przez analityków i ekspertów międzynarodowych instytucji finansowych, niż na przykład Polska. Ma to bezpośrednie przełożenie na to, czy na Węgrzech będą chętnie lokowane inwestycje zagraniczne, czy nie. Jeśli sytuacja ekonomiczna okaże się stabilna, staną się atrakcyjnym miejscem do kolejnych inwestycji produkcyjnych. A to w odróżnieniu od inwestycji spekulacyjnych (finansowych, np. w lokalną walutę) ma zasadnicze znaczenie dla długotrwałego wzrostu gospodarki.

Rozmawiał Krzysztof Bieda

za: http://jagiellonski24.pl//

Tomasz Grzegorz Grosse

Tomasz Grzegorz Grosse

Dr hab. nauk politycznych UW, ekspert Instytutu Sobieskiego

 

 

Paź 01

Nie będziemy sługusami Europy, banków i korporacji! – przemówienie na kongresie FIDESZ

W ostatni weekend w hali Parku Milenijnego w Budapeszcie odbył się kongres wyborczy Fideszu. Pierwotnie był on planowany na początek czerwca, ale odwołano go w ostatniej chwili z powodu powodzi, która groziła wówczas zalaniem stolicy. Podczas kongresu swoje przywództwo w partii potwierdził Viktor Orbán, który ponownie został wybrany przewodniczącym ugrupowania. Delegaci zagłosowali także na czterech wiceprzewodniczących. Zostali nimi: burmistrz Debreczynu Lajos Kósa, eurodeputowana Pelczné Gáll Ildikó, burmistrz XII. Dzielnicy Budapesztu Zoltán Pokorni oraz sekretarz stanu i szef kancelarii premiera Janos Lazar.

Podczas kongresu przemówienie do delegatów wygłosił urzędujący premier Węgier Viktor Orbán. Na początku przypomniał on, że przed pierwszymi wyborami parlamentarnymi w 1990 roku przewodnim motywem muzycznym kampanii Fideszu była piosenka Roxette „Listen to your heart”. Według niego tytułowe wsłuchiwanie się w głos własnego serca oznaczało niezgodę na dyktat innych:

Dla nas ta piosenka była zaprzeczeniem ustroju Kadara, jego podstawowych tez, które podkreślały: nie przejmuj się sprawami wspólnotowymi, ojczyzną; w zamian pozwolimy ci być szczęśliwym w życiu prywatnym. A my już w 1990 roku byliśmy tymi facetami, dla których nie ma szczęścia prywatnego bez szczęśliwej ojczyzny, nie ma prywatnej wolności, jeśli ojczyzna jest w niewoli. Ta piosenka oznaczała dla nas to, że nasze osobiste życie tylko razem z całymi Węgrami, z całym krajem można i trzeba wyzwolić z szarości, z beznadziei, z dyktatury, spod nacisków obcych, z politycznej zależności i z bagna systemu jednopartyjnego.

W tamtym czasie często słyszeliśmy, że się nie uda. Jak wielu było takich, którzy myśleli, nie ma drugiego brzegu. Byli i tacy, którzy wierzyli, że jest drugi brzeg, ale nie wierzyli, że jeszcze za ich życia do niego dopłyniemy. I byliśmy my, którzy wierzyliśmy, że istnieje drugi brzeg i nie pozwoliliśmy się zniechęcić, by jeszcze w naszym życiu do niego dobić, dlatego wiosłowaliśmy z całych sił. Wiedzieliśmy, że będzie inna rzeczywistość, inny świat i byliśmy gotowi na to, że jeśli ten świat nie zechce powstać sam z siebie, to my go stworzymy.

Motyw piosenki Roxette powracał jeszcze w przemówieniu Orbána, który stwierdził, że choć przywódcy Fideszu zdążyli dojrzeć przez ostatnie ćwierć wieku, to nadal pozostali wierni głosowi własnego serca. To właśnie jego słuchali, gdy jako pierwsi rzucili hasło usunięcia z kraju armii sowieckiej, gdy nie zgodzili się na proponowany im sojusz z postkomunistami, czy wreszcie gdy sprzeciwiali się kłamstwom obozu socjalistycznego. Ta wierność przejawia się także dziś w prowadzonej przez Fidesz polityce.

Orbán przypomniał, że w 2010 roku, gdy jego obóz przejmował władzę, kraj pogrążony był w głębokim kryzysie, spowodowanym przez dwie kadencje lewicowych rządów. Po trzech latach:

Węgry są silniejsze niż były, mają lepsze wyniki. Uwolniliśmy kraj z pułapki procedury nadmiernego deficytu, w której tkwił od dziewięciu lat, oraz z kleszczy Międzynarodowego Funduszu Walutowego (…) MFW nie będzie już mógł się domagać drastycznych obostrzeń, ani niczego, co sprzeciwia się interesom kraju i Węgrów. (…) Dzięki potężnej solidarności, w bohaterskiej walce, obroniliśmy kraj i Węgrów przed największą powodzią na Dunaju.Zdusiliśmy inflację do najniższego historycznego punktu. Zwiększyliśmy wartość płac, przechodząc do okresu ich wzrostu. Obroniliśmy setki tysięcy miejsc pracy. Po raz pierwszy od dziesięcioleci znacząco, bo o 10 proc. zmniejszyliśmy koszty usług komunalnych [energii, prądu, gazu, ogrzewania] dla węgierskich rodzin. Planujemy, by od 1 listopada ograniczyć te koszty o dalsze 11,1 proc. Zainicjowaliśmy – pomimo przedłużającego się w Europie kryzysu – wzrost węgierskiej gospodarki. Jestem dumny, że my, Węgrzy, wspólnie tak wiele osiągnęliśmy.

Viktor Orbán zauważył, że przez swą politykę Fidesz naraził się wielu wpływowym środowiskom. Jednym z nich byli „europejscy biurokraci, którzy wbrew rzeczywistości przywiązani są do błędnej polityki gospodarczej i do swoich przegranych metod antykryzysowych”. Inną grupą są wielkie ponadnarodowe koncerny, które korzystały na Węgrzech z uprzywilejowanej pozycji kosztem małego i średniego biznesu.

Jasno pokazaliśmy, że obniżka kosztów komunalnych to nie jednorazowa akcja, lecz że od tej pory na Węgrzech będzie inny świat, inny porządek rzeczy. Nie będziemy dalej tolerować prywatnych monopolów, które nadużywają swych dominujących pozycji. Naszym celem jest, by na Węgrzech z pracy nie tylko dało się przeżyć, ale też by można było rozwijać się. Naszym celem jest, by w kieszeniach węgierskich rodzin zostawało więcej pieniędzy.

Orbán stwierdził, że zdaje sobie sprawę, iż w najbliższym czasie na jego rząd spadnie kolejna fala krytyki:

Jak dotąd nie byliśmy ulubieńcami Unii, ani faworytami wielkich międzynarodowych korporacji, nie możemy mieć wątpliwości, że w związku z obniżkami komunalnych kosztów ci wszyscy bankierzy używający głośnych, choć pustych słów, międzynarodowe firmy, obsługujący ich brukselscy biurokraci oraz ich krajowi giermkowie, że oni wszyscy wystąpią przeciwko nam. Tu idzie o olbrzymie pieniądze, setki, tysiące miliardów, potężne inwestycje i zyski.

Tak, my te wielkie sumy chcemy pozostawić w kieszeniach węgierskich rodzin, a nasi przeciwnicy chcą je oddawać bankom i monopolom. (…) Wspomniane kręgi uczynią wszystko, by przeszkodzić wysiłkom rządu i odzyskać te pieniądze, które utracili w wyniku obniżek cen energii. Uczynią wszystko, by zastopować dalszą realizację programu Fideszu.

Orbán zauważył, że przeciw projektom obecnych władz ramię w ramię występują socjaliści i postkomuniści oraz wielkie korporacje ponadnarodowe. W związku z przyszłorocznymi wyborami parlamentarnymi na Węgrzech premier przedstawił więc, jaka może być alternatywa dla Fideszu:

Już w roku 2002 mówiliśmy, że jeśli wygra lewica, to tak naprawdę rząd utworzy wielki międzynarodowy kapitał, a cały kraj boleśnie za to zapłaci. Tak też się stało. Po ośmiu latach rządzenia socjalistów i liberałów ich gabinety mogły się wykazać jedynie 6 pakietami oszczędnościowymi, 24 podwyżkami cen energii i opłat komunalnych, zabraniem jednej miesięcznej pensji i emerytury, roku urlopu macierzyńskiego oraz podatkowych ulg rodzinnych, ale też zadłużeniem kraju, za które również musieli płacić zwykli ludzie.

Opozycja nie jest w stanie dostrzec, że kredyty walutowe, koszty komunalne, płace i bezrobocie są ze sobą powiązane. (…) To są różne fronty tej samej wojny. Musimy dążyć do przełomu na każdym froncie, nie wystarczy zwyciężyć tylko na jednym z nich. W 2010 nasz kraj nie miał mocnego zaplecza, w rzeczywistości na każdym froncie staliśmy na przegranej pozycji. Dziś sytuacja przemawia na naszą korzyść. Musimy jednak pamiętać, że już dziś – siedem miesięcy przed wyborami – prominenci opozycji składają bankom i korporacjom oferty sojuszu przeciw obywatelom Węgier, tak samo, jak to robili dawniej. Już ogłosili oszczędności na sumę 532 miliardów forintów. Robią to jawnie, wszystko chcą oddać bankom i międzynarodowemu kapitałowi. (…) Wybory chcą wykorzystać do tego, by odwrócić koło historii i znieść podatek nałożony na monopole, obniżkę kosztów komunalnych, prorodzinne ulgi podatkowe i by znów dać wolną rękę bankierom, spekulantom i korporacjom, aby swobodnie mogli wyzyskiwać. (…)

Nigdy nie zapominajcie, że postkomuniści oddali Węgry i Węgrów w ręce spekulantów, banków i korporacji. (…) Mówienie o komunistach nie jest pustym gadaniem. Oni zamienili kufajki na garnitury, ale ich zawartość pozostała ta sama. To ci, którzy są gotowi, by znów poddać Węgry gospodarczej kolonizacji.

Na koniec swego przemówienia premier Węgier powiedział, że stawką przyszłorocznych wyborów parlamentarnych jest „niezawisłość gospodarcza, ekonomiczne samostanowienie”. Tym samym Orbán zarysował główną oś podziału, jaka dominować będzie w kampanii wyborczej Fideszu.

Węgry nie pozwolą się wykorzystywać. Nie jesteśmy i nie będziemy sługusami Europy. Nie jesteśmy i nie będziemy sługusami banków i korporacji. Z chęcią zaś będziemy partnerami i sojusznikami każdego, kto za takich będzie nas uważał. Dlatego zawarliśmy umowy strategiczne z takimi firmami, które zainteresowane są wzajemnymi korzyściami a nie wyzyskiem. Wierzymy w konkurencyjność, w mądrze uformowany rynek, w przedsiębiorczość i w jej ducha. Szanujemy pracę, cenimy osiągnięcia, ale nie uznajemy chciwości i braku skrupułów. Cenimy nowoczesną światową gospodarkę, ale nie uznajemy prawa do kolonizacji. Dlatego obronimy niezależność gospodarczą naszej ojczyzny i obniżki kosztów komunalnych.

Ten program cieszy się obecnie poparciem większości Węgrów. Ostatnie badania opinii publicznej przeprowadzone przez Instytut TARKI pokazują, że gdyby wybory odbyły się dziś, to koalicja Fidesz-KDNP zdobyłaby ponad 50 proc. głosów. Poza tym do parlamentu weszłyby jeszcze: partia socjalistyczna (20 proc.), nacjonalistyczny Jobbik (16 proc.) i lewicowo-liberalny ruch Razem 2014 (6 proc.).

Grzegorz Górny

za: http://wpolityce.pl/wydarzenia/63667-tylko-u-nas-nie-bedziemy-slugusami-europy-bankow-i-korporacji-wazne-przemowienie-viktora-orbana-na-kongresie-wyborczym-fideszu

Wrz 28

Jak skolonizowano Węgry

Z Istvánem Vargą, węgierskim przedsiębiorcą i ekonomistą, członkiem Rady Nadzorczej Węgierskiego Banku Narodowego, rozmawia Beata Falkowska

Stawia Pan tezę, że Węgry zostały jakoś wytypowane przez instytucje unijne i Międzynarodowy Fundusz Walutowy jako przedmiot pewnego eksperymentu. Na czym miałby on polegać? (…) Całość tutaj

Wrz 26

O co naprawdę chodzi Orbánowi?

Ambitny plan zerwania z liberalnym status quo proponowany przez premiera Węgier opiera się na politycznej odwadze pójścia pod prąd i przeciwstawienia się dogmatycznym obcęgom zgniatającym myśli i działania wielu polityków.
Chociaż przemiana
Orbána z radykalnego liberała w socjalnego konserwatystę może budzić wątpliwości – pisze Łukasz Kobeszko.

Zasadnicze pytanie, które należałoby postawić przy ocenie dokonań obecnego premiera Węgier brzmi, czy przywódca wspólnoty politycznej we współczesnej Europie jest w stanie zakwestionować dogmaty nowoczesnej postpolityki. Viktor Orbán naocznił to, o czym od dobrych kilku lat mówili nie tylko Slavoj Žižek i Aleksandr Dugin, lecz również podskórnie czuła znaczna część mieszkańców Starego Kontynentu. Wieszczony pod koniec lat 80. przez Francisa Fukuyamę liberalny koniec historii (skonkretyzowany w politycznej praxis za pomocą idei Konsensusu Waszyngtońskiego) okazał się złudzeniem. Czy w związku z tym, szczególnie dla środowisk oczekujących od polityków przełamania demoliberalnego status quo, głównym kryterium oceny ich działań nie powinna być zdolność do powrótu do arystotelesowskiej definicji polityki, rozumianej jako działanie na rzecz dobra wspólnego?

Tego rodzaju spojrzenia na fenomen Orbána zabrakło moim zdaniem Krzysztofowi Bosakowi i Łukaszowi Czernickiemu z zespołu Centrum Analiz Fundacji Republikańskiej. Na łamach 15 numeru "Rzeczpospolitej" (czwartek, 19 stycznia br.) opublikowali oni szkic zatytułowany "Orbanomika bez efektów". Nie zamierzam krytykować prawa jego Autorów do recenzowania prac węgierskiego rządu. Przedstawiona przez nich analiza w dużej mierze wynika z wyznawanych przez nich poglądów na funkcjonowanie gospodarki. Spór pomiędzy liberalizmem (niezależnie od tego, czy wywodzi on się z klasycznego nurtu Adama Smitha, czy też ze szkół Friedricha von Hayeka lub Miltona Friedmana) a kierunkami stojącymi wobec niego w opozycji (dość szeroko określanych mianem solidaryzmu społecznego) jest o tyleż fascynujący, co nierozwiązywalny. Obydwie jego strony dysponują bowiem mniej więcej stałym zestawem pojęć i argumentów, które rzadko są w stanie przekonać adwersarza. Nie chcąc podejmować bezpośredniej polemiki z ekonomicznymi tezami tekstu zamieszczonego w "Rzeczpospolitej", chciałbym jednakże zwrócić uwagę na poważne ograniczenia przyjętej przez nich metody analitycznej.

Niezdrowy podział

Publicyści Fundacji Republikańskiej wyrażają w artykule poparcie dla politycznych działań rządu Orbána, chwaląc ją, jak sami napisali za "odwagę". W tej samej części wywodu, Bosak i Czernicki dostrzegają jednakże, że na płaszczyźnie monetarnej i fiskalnej  Orbán "prowadził politykę w istocie lewicową". Dodają przy tym, iż jest ona całkowicie sprzeczna z "ikonami rynkowej prawicy", symbolizowanymi przez postacie Margaret Thatcher i Ronalda Reagana.

Pierwszy protest budzi arbitralne rozdzielenie przez Autorów sfery polis oraz oikonomikos, którą Ksenofont określił jako sztukę prowadzenia gospodarstwa domowego i rolnego. Już klasyczna myśl starożytna pokazywała jednak, że obydwie sfery są ze sobą ściśle powiązane i funkcjonowanie oikonomikos nie jest możliwe bez uprzedniego istnienia polis, rozumianego jako tworzona przez obywateli wspólnota polityczna. Rozdzielenie sfery polityki i gospodarki, jakie dokonane zostało w epoce Oświecenia spowodowało postępujące wyobcowanie człowieka wobec ekonomii, owocujące powstaniem antagonizmu pracy i kapitału, podchwyconym tak ochoczo przez millenarystyczną utopię marksizmu.

Postulowana przez Orbána odbudowa autorytetu państwa i przywrócenie jego aktywnej roli w gospodarce nie służy odbudowie sztucznego raju powszechnej równości i wspólnoty dóbr, lecz ma zamiar chronić wolny rynek przed patologiami monopolów, korupcji i działań spekulacyjnych. Powrót do zapomnianych państowych mechanizmów regulacyjnych oznacza właśnie, jakby to górnolotnie nie zabrzmiało, przywrócenie organicznego związku pomiedzy polis i oikonomikos.

W obcęgach schematu

W ustach i piórach publicystów jednego z głównych wolnorynkowych think-tanków, samo stwierdzenie niezgodności czyichś działań z praktyką nowoczesnego neokonserwatyzmu stanowi przykład znanej sentencji "Roma locuta causa finita". Kontestowanie "niewidzialnej ręki wolnego rynku" lub też innych dogmatów ogłoszonego u schyłku amerykańskiej "reaganomics" Konsensusu Waszyngtońskiego – liberalizacji rynków finansowych, prywatyzacji, deregulacji czy też utrzymania jednolitego kursu walutowego "na poziomie gwarantującym konkurencyjność" stanowi w tej optyce groźną herezję. Jej zwolennik staje się błyskawicznie ofiarą "dyskursu wykluczającego" i portretowany jest jako bezrefleksyjny zwolennik "socjalu".

Wydaje się, że polscy republikanie nie potrafią uwolnić się od rozpowszechnionej w kręgach liberalnych politycznie poprawnej opinii o gospodarczym populizmie rządów FIDESZu. Co gorsza, podpierają się przy tym bardzo krytyczną opinią "węgierskiego Balcerowicza" – ministra finansów w latach 1995-96 Lajosa Bokrosa, autora pakietu ustaw liberalizujących naddunajską gospodarkę. Lajos Bokros, dawny działacz Węgierskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej i wysoki urzędnik sektora bankowego w czasach rozpadu "gulaszowego socjalizmu" pozostaje modelowym przykładem elity czasów postkomunistycznej transformacji.

Pomijając nawet problem kontrowersji, jakie budzi powoływanie się na autorytet postaci mogącej być jednym z głównych bohaterów analiz prof. Jadwigi Staniszkis na temat procesów uwłaszczenia postkomunistycznej nomenklatury, warto zwrócić uwagę, iż reprezentujący dogmatyczną szkołę monetarystyczną były minister finansów nie będzie w stanie obiektywnie ocenić polityki swoich politycznych rywali.

Błąd liberalnej krytyki orbanowskich zmian polega przede wszystkim na zachowawczym stanowisku, nie dostrzegającym alternatyw dla pomysłów zawartych w Konsensusie Waszyngtońskim i polityce Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Ambitny plan zerwania z liberalnym status quo proponowany przez Orbána opiera się na politycznej odwadze pójścia pod prąd i przeciwstawienia się dogmatycznym obcęgom zgniatającym myśli i działania wielu polityków. Strach przed posądzeniem o sprzyjanie nieliberalnej wizji redystrybucji dochodu narodowego, roli banku centralnego, modelu emerytalnego czy też utrzymywania sektora państwowego, jest w wielu środowiskach znacznie silniejszy od odwagi, jaką prezentuje Orbán.

Pójść pod prąd

Który bowiem współczesny europejski polityk, zamiast powtarzać zdarte slogany o "reformach" i wzroście gospodarczym potrafi zakomunikować, że ma nadzieję, iż pod koniec kadencji uda mu się stworzyć silne państwo, gdzie każdy będzie miał świadomość swojej pracy, a sektor publiczny – edukacja, ochrona zdrowia i transport będą cieszyć się powszechnym uznaniem (zob. wywiad V. Orbána dla telewizji Magyar TV2 z okazji pierwszego roku funkcjonowania rządu, 21.06.2011). Który premier poza  Orbánem jest dziś w stanie powiedzieć otwartym tekstem, że wzrost makroekonomiczny to nie jedyny i najważniejszy czynnik rozwoju gospodarki, czym wprawił w konsternację unijnych przywódców zgromadzonych podczas negocjacji nad przyjęciem paktu "euro plus" wiosną ubiegłego roku?

Kto potrafi powiedzieć, że racją zniesienia czesnego za studia (co miało miejsce podczas pierwszego rządu Orbána) nie był rachunek ekonomiczny, ale względy moralne i osobiste doświadczenie? W 2000 roku w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej" Orbán wyraźnie stwierdził, że gdyby nie bezpłatne studia, wielu podobnych do niego młodych ludzi z węgierskiej prowincji nie byłoby w stanie uzyskać wyższego wykształcenia.
Dwukrotny premier Węgier wielokrotnie był w stanie zadziwić swoich europejskich kolegów Po raz pierwszy stało się tak w 1999 roku, gdy podczas światowego zjazdu Międzynarodówki Liberalnej (LI), do której wówczas (co dzisiaj może dziwić) należał FIDESZ, już jako najmłodszy premier w Europie roztoczył przed delegatami wizję ustroju państwa opartego z jednej strony na wolności osobistej i gospodarczej, z drugiej zaś – na zakorzenionej w chrześcijaństwie sprawiedliwości społecznej, opartej o silny sektor publiczny. W niecały rok po tym wystąpieniu, partia
Orbána zrezygnowała z członkostwa w Międzynarodówce i przystąpiła do Europejskiej Partii Ludowej (EPP), zrzeszającej ugrupowania centroprawicowe, przynajmniej z nazwy odwołujące się do tradycji chadeckiej.

W ramach największej struktury politycznej UE, jeszcze przed przystąpieniem Węgier do Wspólnoty, Orbán wielokrotnie był wyrzutem sumienia dla swoich niemieckich lub włoskich współtowarzyszy, jawnie domagając się umieszczenia w europejskich dokumentach odwołań do Boga i chrześcijańskiego dziedzictwa Starego Kontynentu. W tym miejscu warto przypomnieć zdanie, które ówczesny lider węgierskiej opozycji wygłosił podczas zjazdu "Quo vadis Europo" w 2004 roku w Gnieźnie: "Naszą Europą jest Europa chrześcijańska, oparta nie tylko na demokratycznej większości, ale przede wszystkim na nieprzemijającym fundamencie Prawdy".

Wielu obserwatorów może jednak okazać daleko posunięty sceptycyzm co do szczerości zaskakującej przemiany Orbána z radykalnego liberała w socjalnego konserwatystę. Dzisiaj niewielu już pamięta, że podczas wizyty Jana Pawła II na Węgrzech latem 1991 roku pismo wydawane przez FIDESZ zamieściło prześmiewczy artykuł na temat katolickiego nauczania na temat antykoncepcji, a przyszłemu premierowi bliżej było wtedy do młodych polskich liberałów z Kongresu Liberalno-Demokratycznego. Gdy jednak pilnie prześledzimy życiorysy polityczne wielu europejskich liderów, znajdziemy w nich częściej raczej odwrotną drogę rozwoju, niż miało to miejsce w przypadku Orbána. Liderom pozostającym na szczycie jest bez wątpienia dużo łatwiej ulec powszechnie obowiązującej poprawności, niż zaryzykować obranie kierunku "populisty".

Ortodoksyjny odstępca

Orbán dważył się naruszyć wiele największych tabu współczesnego liberalizmu gospodarczego, przez co naraził się międzynarodowym bankom i korporacjom. Poradził sobie z generującymi wirtualne zyski otwartymi funduszami emerytalnymi, upaństwawiając ich aktywa na poczet wzorowanej na istniejącej w wielu krajach emerytury obywatelskiej. Według danych węgierskiego rządu, nacjonalizacja OFE pozwoliła zmniejszyć dług publiczny w latach 2010-2011 z 81 do 77 proc. PKB. W Polsce z wielkim trudem przebijało się przez ścianę mediów sceptyczne spojrzenie na OFE (prezentowane chociażby przez prof. Józefę Hrynkiewicz). Węgierski lider wielokrotnie podkreślał, że generowanie zadłużenia państwa jest prostą drogą do utraty niepodległości i należy podjąć wszelkie kroki nad jego zahamowaniem, także sięgając do środków zgromadzonych przez prywatne fundusze inwestycyjne.

Wprowadzenie podatku wyrównawczego dla działających na Węgrzech międzynarodowych korporacji kontrolujących kluczowe sektory gospodarki – finanse, energetykę, telekomunikację oraz handel wielkopowierzchniowy również stanowiło element niedogmatycznego myślenia Orbána. Z pewnością lepsze są działania do budowy silnej, krajowej klasy średniej, niż ciągłe tropienie ideologicznych odchyleń od kanonu wypracowanego przez "ikony wolnego rynku".

Ogłoszony przed kilkoma dniami przez rząd Węgier Plan Daranyi`ego (nawiązujący do postaci ministra rolnictwa z czasów Austro-Węgier) ma wzmocnić budowę krajowej warstwy właścicieli ziemskich i zwiększyć samowystarczalność żywnościową węgierskiej wsi. Podobnie jak wprowadzony za pierwszego rządu Orbána Plan Széchenyi`ego adresowany do drobnych przedsiębiorców. Plany te stanowią wyraz długofalowej strategii budowy Nowych Węgier, osadzonych głęboko w wiejskiej i małomiasteczkowej tradycji chrześcijańskiej.

Z pewnością wielokierunkowy atak napierający dzisiaj na Orbána z różnych stron europejskiej barykady politycznej ma związek z jego zdecydowaną postawą broniącą religijnych korzeni jego ojczyzny i próbą budowy nowego państwa na fundamencie tradycyjnych wartości. Rozpoczynając swoją konserwatywną rewolucję węgierski premier naruszył bardzo wiele złożonych i globalnych interesów. Nie bez kozery kilka dni temu znany pisarz i dramaturg György Konrád, cieszący się w Budapeszcie statusem podobnym do Milana Kundery, Václava Havla lub Adama Michnika, w wywiadzie dla dziennika "La Repubblica" wezwał Orbána do natychmiastowej dymisji, apelując o utworzenie rządu "w rodzaju włoskiego gabinetu Mario Montiego czy greckiego rządu Lukasa Papademosa, który cieszyć się będzie "zaufaniem Międzynarodowego Funduszu Walutowego i zagranicznych inwestorów".

Warto, abyśmy pod żadnym pretekstem nie przyłączali się do podobnych głosów.

Łukasz Kobeszko – Autor jest dziennikarzem i publicystą Portalu Spraw Zagranicznych. Publikował m. in. w "Obywatelu", "Znakach Nowych Czasów", Międzynarodowym Przeglądzie Politycznym i miesięczniku "Sprawy Polonii".

 

Wrz 19

Orbán będzie na pewno bohaterem Europy. Bez względu na dzisiejsze spiski przeciwko niemu. I warto mu pomagać, bo to się opłaci

Na razie wykształciuchy z Brukseli napadają na premiera Orbana przy każdej okazji i z częstotliwością napadów Niesiołowskiego na PiS. W nieco odleglejszej przyszłości Europa będzie dumna z premiera Węgier, będzie stawiać go w rzędzie najwybitniejszych mężów stanu, ratujących nasz kontynent przed tandetą myśli, atakiem prymitywów na szlachetne pryncypia, które zdobiły nasz kontynent przez wieki.(…) Całość tutaj

Sie 10

Lider Światowego Kongresu Żydów przeprosił Orbána

Międzynarodowe media pominęły przeprosiny, jakie wobec premiera Węgier Viktora Orbána wystosował przewodniczący Światowego Kongresu Żydów Ronald S. Lauder.

Podczas nietypowego, bo zorganizowanego nie w Jerozolimie, ale w Budapeszcie, zebrania planarnego SKŻ Lauder oświadczył, że Orbán „nie dał wystarczającej gwarancji odgrodzenia się jego rządu od współpracy ze skrajną prawicą”.

Jednak w ostatnim dniu obrad Lauder przeprosił za swe słowa. Stwierdził, że dopiero później „zdobył wiedzę”, że dwa dni przed otwarciem posiedzenia w Budapeszcie premier Węgier udzielił wywiadu izraelskiemu dziennikowi „Yedioth Ahronot”, w którym ogłosił zero tolerancji dla antysemityzmu, nazwał działania nacjonalistycznej partii Jobbik za zagrożenie dla demokracji i odrzucił możliwość współpracy z tą partią. Za skandaliczną uznał też decyzję sądu w Budapeszcie, który zezwoliła działaczom Jobbiku na zorganizowanie antysyjonistycznej demonstracji w przeddzień obrad Kongresu.

Węgierski Instytut Nézőpont Intézet postanowił zbadać echa tych wydarzeń w międzynarodowych mediach. Między 5 a 8 maja ukazało się w nich 42 artykuły na temat krytyki Orbána ze strony żydowskich delegatów. O przeprosinach mowa była jedynie w 7 tekstach. W przedstawianiu Węgrów jako antysemitów celowały zwłaszcza media niemieckie.

za: http://gosc.pl/doc/1555558.Lider-Swiatowego-Kongresu-Zydow-przeprosil-Orbana