Sie 21

Korona Świętego Stefana

Od wielu lat podziwiam Węgrów za znajomość historii, szacunek do niej, a także zamiłowanie do swojego folkloru, do tańca, muzyki – mówi dla portalu PCh24.pl Krzysztof Szczerba, nauczyciel w polskiej szkole w Budapeszcie.

 

Chcąc rozmawiać o Koronie św. Stefana, nie sposób nie zapytać najpierw o dzisiejszego patrona, św. Stefana. Jak toczyło się jego życie do koronacji w 1001 roku?

Patron Węgier św. Stefan (po węgiersku István) był potomkiem słynnego Arpada, księciem węgierskim i przez wiele lat królem, a po swojej śmierci został świętym. Spróbuję zacząć opowieść od momentu, kiedy Węgrzy zajęli ziemię w Kotlinie Panońskiej i próbowali się na niej zadomowić. Powstanie państwa datuje się na 896 rok. Przez wiele dziesiątków lat Madziarzy wiedli pastersko-koczownicze życie, łupiąc przy tym nierzadko wiele miast daleko położonych poza granicami swojego państwa. W 955 roku pod Augsburgiem cesarz niemiecki Otto I zadał Węgrom klęskę. Wówczas wodzowie plemienni, a byli wśród nich następcy Arpada i innych książąt węgierskich, zdali sobie sprawę, że muszą wejść do świata chrześcijańskiego. Pierwsze biskupstwa otrzymało państwo węgierskie za czasów Gejzy (Géza), czyli ojca św. Stefana. Matką jego była księżniczka siedmiogrodzka Sarolta, która chrzest przyjęła w obrządku greckim. Gejza przyjął chrzest z rąk samego cesarza. W ten sposób doszliśmy do Stefana, który przed chrztem nazywał sie Vaik. Urodził się według źródeł węgierskich ok. 969 roku w Esztergom, po polsku zwanym Ostrzyhomem. Vaik był chowany w duchu chrześcijańskim, a rodzice jego mieli dobre stosunki zarówno z Rzymem, jak i Konstantynopolem. Około 995 roku przyjął chrzest, a po śmierci ojca w 997 roku przejął po nim schedę. Organizował państwo tworząc struktury administracyjne i polityczne. Wzmacniał władzę odbierając zamki i ziemię możnym rodom i obsadzał je swoimi ludźmi. Urzędnicy i rycerze na zamkach byli mu w pełni oddani i lojalni. W całym państwie krzewił chrześcijaństwo. Zaledwie trzy lata później papież Sylwester II podarował mu koronę. Sama koronacja nastąpiła w okresie Bożego Narodzenia 1000 roku lub 1 stycznia 1001 roku.

Według przekazów korona, którą koronowany został św. Stefan, początkowo zmierzała jednak do kogoś innego…

 

Dlaczego korona prawdopodobnie wykonana dla Polaków trafiła na Węgry? Słyszałem różne teorie na ten temat. Węgrzy do Rzymu mieli prostszą drogę, może trafili na odpowiedni moment i korona zamiast do Bolesława Chrobrego trafiła na Węgry. Inna wersja zakłada, że Sylwester II docenił zasługi Stefana w procesie chrystianizacji kraju.

 

Dlaczego korona św. Stefana ma przekrzywiony na bok krzyżyk?

 

Nim wspomnę o przekrzywionym krzyżyku, chciałbym rzec choć słowo o samej koronie węgierskiej, zwanej też Świętą Koroną. Symbolu władzy monarchy, w której koronował się św. Stefan, już nie ma, a korona, o której mówimy, prawdopodobnie pochodzi z 1172 roku. Wykonana została ze złota o bardzo wysokiej próbie. Jeden z trzech warunków rytuału węgierskiej koronacji głosił, iż Święta Korona jest niezbędna w tej uroczystości. Po prostu kandydat mógł zostać prawowitym królem tylko wtedy, gdy do koronacji użyto Świętej Korony. Po koronacji wkładano ją do skarbca i tu rola jej się kończyła, a tym samym czekała na następną koronację.

 

O przekrzywionym krzyżyku jest kilka legend i parę poważnych prac naukowych. Korona była wielokrotnie wykradana i wielokrotnie zmieniała właścicieli. Jeśli chodzi o krzyżyk, to prawdopodobnie złodziej ją upuścił, a delikatny złoty krzyżyk nieco się odchylił. Jak szerokim i ważnym tematem na Węgrzech są dzieje Świętej Korony warto się przekonać, poszukując w Internecie hasła „Szent Korona”, oczywiście wyniki poszukiwań będą tylko w języku węgierskim.

 

Gdzie obecnie przechowywana jest korona św. Stefana? Jakie były jej losy w latach 1918-1990?

 

Ostatnia koronacja odbyła się w grudniu 1916 roku, a królem został austriacki cesarz Karol IV. Gdy Węgry przestały być monarchią z królem na czele, korony strzegła na zamku w Budzie 24-osobowa straż korony. Od 1942 roku, także na zamku, przygotowano specjalny sejf, który znajdował się sześćdziesiąt metrów pod powierzchnią ziemi. Pod koniec wojny korona powędrowała do Kőszeg, Veszprém, w końcu wywieziono ją do Austrii. Tu należałoby dodać, że korona nadal zmieniała swoich właścicieli, po Miklosu Hórthy nastał czas strzałokrzyżowców. Następnie opuściła granice Europy i wiele lat przebywała w USA. W 1978 roku ówczesny prezydent USA Jimmy Carter przekazał koronę Węgrom.

 

Od 2001 roku korona wraz z innymi insygniami prezentowana jest w Parlamencie. Każdy z nas może zobaczyć relikwię narodu węgierskiego, wystarczy tylko odwiedzić Budapeszt i wygospodarować sobie godzinę na zwiedzanie Parlamentu.

 

Węgry przez wieki były królestwem katolickim. Jednak w XVI wieku silne wpływy zaczęli pozyskiwać kalwini. Jak ta wspólnota protestancka wpłynęła na oblicze religijne, historyczne i kulturowe Węgier?

 

Węgrzy, podobnie jak Polacy, też mieli swoje rozbiory. Część zachodnia i północno-zachodnia była pod rządami Habsburgów, część centralna z Budą zajęta była przez Imperium Tureckie, a część wschodnia, ciesząca się dużą autonomią, od 1570 roku nazywana była Księstwem Siedmiogrodzkim. To na tych ziemiach dominował protestantyzm, a konkretniej kalwinizm. Na tych terenach wiara mogła mieć także znaczenie protestu przeciwko Habsburgom, którzy byli katolikami. Przez ponad sto pięćdziesiąt lat Siedmiogród dla Węgrów był ostoją tradycji, wolności i szeroko rozumianej kultury. To stąd pochodził jeden z najznakomitszych królów Polski – Stefan Batory.

 

Jak Węgrzy zareagowali na całkiem niedawną zmianę nazwy państwa z „Republiki Węgierskiej” na bardziej zakorzenione w tradycji „Węgry”?

 

W tym pytaniu zawarte jest bardzo ważne dla Węgrów słowo: tradycja! Tradycja i historia ściśle się przeplatają. Każdy mieszkaniec Wielkiej Niziny Węgierskiej, który skończył szkołę podstawową, potrafi zaśpiewać cały hymn, wie, co zdarzyło się z Węgrami sprzed pierwszej wojny światowej, że w pokoju zawartym w Trianon w 1920 roku Węgrzy stracili dwie trzecie terytoriów (ponad 70 procent) i ponad jedną trzecią mieszkańców. Wracając do pytania, jeśli jest możliwość powrotu do tradycji, Węgrzy nie muszą organizować żadnych plebiscytów. Warto przyjechać na Węgry 20 sierpnia i podziwiać ich huczne i zawsze pokojowe świętowanie. Dzień Świętego Stefana to mnóstwo rozmaitych atrakcji dla ducha i ciała.

 

Jak silne jest przywiązanie wśród Węgrów do starych Węgier, jeszcze sprzed wspomnianego przez Pana Trianon?

 

Każde pokolenie jest inne, każde ma swoje warunki życia. Od wielu lat podziwiam ich znajomość historii, szacunek do niej, a także ich zamiłowanie do swojego folkloru, do tańca, muzyki. Młodzież często wykorzystuje w swojej codziennej modzie koszule ludowe, torebki i inne detale. Tu trzeba dodać, że tak było zawsze… Dziś w rozmaitych miejscach możemy dostrzec mapę Węgier sprzed pokoju w Trianon.

 

W ostatnim czasie przez media przewinęła się informacja, że premier Węgier wieszczy koniec liberalnych demokracji w Europie. Jak opinia publiczna na Węgrzech zareagowała na te słowa? Czy do upadku liberalnej demokracji doszło już na Węgrzech?

 

O tym mówi się nie tylko na Węgrzech, temat jest znany od dawna. Węgrzy nie od razu mówią głośno o tym co myślą, zresztą nie można tego uogólniać. Kiedyś rozmawiałem ze znajomym węgierskim księdzem. Twierdził on, że zaledwie około pięciu procent Węgrów chodzi co tydzień do kościoła i zaraz dodał, że ochrzczonych jest ponad 90 procent, a to już jest duże zaskoczenie. Polacy chętnie dzielą się swoimi poglądami, Węgrzy raczej uważają je za sferę prywatną.

 

Dziękuję za rozmowę!

 

 

Rozmawiał Kajetan Rajski 

Wrz 14

13 grudnia w węgierskiej „bratniej” armii

Mało kto wie, że to właśnie wprowadzenie stanu wojennego w Polsce było jednym z głównych powodów uformowania się antykomunizmu dzisiejszego przywódcy Węgier Viktora Orbána. Dzięki uprzejmości autora Igora Janke i wydawnictwa Demart zamieszczamy fragment książki "Napastnik. Opowieść o Viktorze Orbánie". To rozdział 3, opowiadający m.in. o tym, gdzie był i co robił Orban 13 grudnia 1981.

O tym, jak w jednostce wojskowej narodził się radykalny antykomunizm Orbána i jego przyjaciół.

Drugim i prawdopodobnie najważniejszym momentem, który wpłynął na ukształtowanie się antykomunistycznego światopoglądu Orbána, był jego pobyt w wojsku. Jako 18-latek, przed rozpoczęciem studiów, musiał odbyć jedenastoipółmiesięczną służbę. Trafił do wojska w sierpniu 1981 roku. Wiedział już, co działo się w Polsce, wiedział o rewolcie „Solidarności” i bardzo się tym interesował. Dużo rozmawiał z przyjaciółmi o polityce. Zbierali informacje o tym, co dzieje się w Polsce, pasjonowali się i kibicowali polskiemu karnawałowi wolności. Słuchali Wolnej Europy, przywozili informacje z domu. Bardzo żyli polskim zrywem. Orbán trafił do Zalaegerszeg, specjalnej jednostki, z której w 1968 roku węgierscy żołnierze wyjechali tłumić „praską wiosnę”. Wiadomo było, że gdyby wybuchła wojna czy potrzebna byłaby zbrojna interwencja, na pierwszą linię trafiliby żołnierze z Zalaegerszeg. W 1981 coraz częściej mówiło się o możliwości interwencji wojsk Układu Warszawskiego w Polsce.

Do tej samej jednostki, co Orbán, trafił też Gábor Fodor, jego późniejszy przyjaciel, z którym najpierw mieszkał w pokoju, przyjaźnił się i tworzył Fidesz, a potem toczył polityczne walki, które zakończyły się podziałem Fideszu i polityczną wojną. Gábor był artylerzystą, Viktor wylądował w piechocie. Gábor Fodor zapamiętał z tamtego czasu, że wojsko chciało zniszczyć ich osobowość, zmusić do uległości, do służenia armii komunistycznej. „Wywierano na nas silną presję, której się opieraliśmy – wspomina.

W życiu codziennym Węgier począwszy od lat 70. agresywna propaganda komunistyczna nie była tak silnie obecna. Wszystko polegało raczej na cichej akceptacji nowych reguł. Nie było tylu natrętnych haseł, pogadanek, ideologicznej agresji. Co innego w wojsku, tam prymitywna propaganda była na porządku dziennym. Służba wojskowa była dla Orbána i jego przyjaciół bardzo trudnym doświadczeniem. Rygor i absurdy komunistycznej armii wywoływały w młodych inteligentach reakcje alergiczne. Wspominają, że nie mogli znieść tego, że rządzą nimi ludzie nie mający do tego żadnych kwalifikacji, ani merytorycznych, ani moralnych.

Viktor często wdawał się w bójki. Starsi traktowali przyszłych studentów brutalnie. „Przeżyłem to tylko dzięki temu, że byłem silny i nie unikałem ryzyka” – mówi Orbán z nieukrywaną dumą w głosie. Często bił się ze starszymi żołnierzami. „Tylko w ten sposób można było zyskać szacunek u innych” – wspomina, uśmiechając się od ucha do ucha.

Jednemu oficerowi strzelił raz z otwartej ręki w twarz, za co trafił do karceru. Karano go wiele razy. Jak przyznaje, nie był to jednak jeszcze bunt polityczny. Tak jak w podstawówce i liceum, nie mógł znieść reguł, których nie akceptował. A ponieważ w wojsku ilość reguł, zwłaszcza tych absurdalnych, była znacznie większa niż gdziekolwiek indziej, jego bunt się nasilał.

Przeskakiwał przez płot jednostki wojskowej, kiedy trzeba było pobiec do winiarni. Stawał do bójek, gdy uznawał, że wymaga tego sytuacja. Wiedział, że tylko tak będą go szanować. Kiedyś uciekł z jednostki, bo bardzo chciał obejrzeć mecz piłki nożnej.

Był bliski wpadki, gdy szedł wiejską drogą, a obok niego zatrzymał się wojskowy patrol. Rzucił się przez pole do ucieczki, zanim wojskowi zorientowali się, że mają do czynienia z krótkoterminowym dezerterem. W czasie meczu Hiszpania – Anglia na Mistrzostwach Świata w Hiszpanii musiał zgłosić się gdzieś do jednostki. Nie zrobił tego. Ukrył się. Pierwszą połowę meczu obejrzał u artylerzystów, drugą – w oddziale zajmującym się amunicją. Nie znaleziono go od razu, ale potem za to zapłacił. Do karceru trafił na czas meczu Brazylia – Włochy. Jednak miał już wcześniej także i poważne, czysto polityczne przejścia.

Węgierska służba bezpieczeństwa próbowała zwerbować Orbána. „Wywierali na mnie silną presję, nie było łatwo tego uniknąć” – opowiada. Trzy razy kazano mu się stawić na spotkanie z oficerem politycznym. Nie jemu jednemu, wielu chłopakom to proponowano. Pytano go wtedy, co sądzi o Polsce, o świecie. Nie były to rozmowy wprost o polityce, ale krążyły wokół niej. Oficer nie był agresywny. Miło z nim gaworzył. „To było jak rozmowa dobrze wykształconego, starszego nauczyciela z młodym studentem” – wspomina Orbán. „W końcu zapytali, czy nie chciałbym służyć społeczeństwu i w zamian za to mieć przywileje na uniwersytecie. Oferowali mi pomoc w różnych sytuacjach”. Orbán przyznaje, że czuł wtedy bardzo silną presję. Odmówił. „Powiedziałem, że ja się po prostu do tego nie nadaję, bo nie umiem trzymać języka za zębami. Tłumaczyłem, że nie chodzi o politykę. Mówiłem, że nie jestem w stanie żyć takim podwójnym życiem. Upierałem się, że z powodów psychologicznych nie dam sobie z tym rady”. I wywinął się, odpuścili mu. „Na szczęście nie mieli czym mnie szantażować. Zdałem sobie sprawę, że gdyby mieli na mnie jakiegoś haka, byłbym bez szans. Ale nie mieli” – wspomina.

Węgierska armia w tym czasie nie cieszyła się szacunkiem społeczeństwa. Węgrzy nią pogardzali i śmiali się z niej. Głównie z tego powodu, że była fatalnie zorganizowana – przedstawiała sobą obraz nędzy i rozpaczy. Nie uważano jej za historyczną instytucję, ważną dla państwa i narodu, choćby tak, jak to było w Polsce. Nie uważano jej nawet za miejsce, gdzie mężczyźni przechodzą ważny fizyczny trening czy jakiegoś rodzaju edukację. „Nienawidziliśmy tego” – mówi wprost Orbán. „W Zalaegerszeg zdałem sobie sprawę, że państwo jest bardzo źle zorganizowane i że musimy to zmienić”.

Najgorsze przyszło w grudniu 1981 roku. Atmosfera zrobiła się niezwykle nerwowa. Oficerowie chodzili podekscytowani. Wszyscy wiedzieli, że jeśli coś złego będzie się działo w Układzie Warszawskim, ich jednostka może pójść do boju. Wyglądało na to, że sytuacja rozwija się w najgorszym możliwym kierunku. Co więcej, jak wspomina Gábor Fodor, większość żołnierzy myślała tak, jak tłoczyli im do głów komunistyczni propagandyści. Do służby wojskowej przeważnie trafiali prości, niewykształceni mężczyźni. Tacy chłopcy jak Viktor i Gábor, którzy skończyli liceum, a potem zamierzali iść na studia, górowali intelektualnie nad innymi. Nie mieli tam zbyt wielu partnerów do rozmowy. „Wielu oficerów i żołnierzy wierzyło, że Polacy nie chcą pracować, że są leniwi i dlatego strajkują, że przez to zniszczyli gospodarkę, więc my musimy iść z Rosjanami, żeby zrobić porządek, żeby oni znowu zaczęli pracować i by postawić ich gospodarkę na nogi” – wspomina Fodor. Stres był ogromny. Pewnego dnia jeden z oficerów powiedział Fodorowi: „Musimy być w stanie gotowości. Musimy wyjechać na zewnątrz do specjalnej jednostki, w pełnym uzbrojeniu, z bakami pełnymi oleju napędowego”. Gábor był przerażony.

Jedenastego grudnia, dwa dni przed wybuchem stanu wojennego w Polsce, część jednostki przeniesiono do specjalnego obozu przygotowawczego. Dostali ostrą broń, spali w namiotach, były nocne alarmy. Czekali w pełnej gotowości. Z tego obozu wyjeżdżało się tylko do walki. Noc z 12 na 13 grudnia była mroźna. Tę noc Viktor Orbán spędził z dłońmi zaciśniętymi na zimnym karabinie, czekając na rozkazy. Do jedzenia mieli tylko puszki. Panowało ogromne napięcie, czuli, że coś się wydarzy, ale nie wiedzieli jeszcze, co. „Nie można tego zapomnieć. To było okropne” – wspomina Orbán.

Fodor zapytał oficerów, na co czekają. „Czekamy, bo będziemy musieli jechać do Polski” – brzmiała odpowiedź. Fodor: „Dla mnie to była tragedia. Nie mogłem tego przeżyć. Zastanawialiśmy się, co robić. Myślałem, że jak pójdziemy na Polskę, zdezerteruję. Bałem się”.

Orbán: „Miałem ogromny dylemat moralny. Co zrobić, jak każą nam jechać? Kochaliśmy Polskę. Jechać do Polski i robić coś przeciwko Polakom, to byłoby straszne. Wiedzieliśmy, że jesteśmy po złej stronie. Co zrobić, jak się jest w armii po złej stronie? Nie miałem dobrej odpowiedzi na to pytanie. Nie widziałem wyjścia z sytuacji”.

W końcu okazało się, że jednak nie jadą. „Domyśliliśmy się, że nie było zbrojnego oporu w Polsce, dlatego nas tam nie wysłano. Domyśliliśmy się, że polscy i rosyjscy komuniści załatwili to sami, nie potrzebowali pomocy z zewnątrz” – wspomina Orbán. Niektórzy oficerowie nie wytrzymali, płakali.

„Myślałem, że w Polsce jest już koniec” – przyznaje dziś Orbán. „Grubo pół roku później, kiedy wyszedłem z wojska, byłem bardzo zaskoczony, gdy dowiedziałem się, że opór w Polsce wciąż się trzyma.

Wtedy zrozumiałem, że to będzie trwało, że ‘Solidarność’ nie została naprawdę pokonana. Zrozumiałem, że ta opozycja jest już niezniszczalna. To była najlepsza wiadomość, jaką mogliśmy dostać”.

Nie pojechali na Katowice, Gdańsk i Warszawę. A gdyby jednak pojechali? „Nie wiedziałem, co zrobimy, jak nas wyślą” – przyznaje Orbán. „Nie można być zbyt mądrym. Trzeba czekać, co się zdarzy i dopiero wówczas zobaczyć, co robić. Czytałem wtedy francuskich egzystencjalistów. Jest pokusa, żeby zastanawiać się nad tym, co zrobisz, jeśli znajdziesz się w jakieś absurdalnej, ekstremalnej sytuacji. Zdałem sobie sprawę, że w ten sposób nie można myśleć. Nie można myśleć o tym, co zrobisz jutro. Czekaj, czekaj, a praktyka i doświadczenie pokażą ci, co masz zrobić, jak się zachować”.

Skąd 18-letni żołnierz w jednostce, w której i żołnierze i oficerowie w większości nie czytali w ogóle, miał książki francuskich egzystencjalistów? „Z wojskowej biblioteki” – mówi rozbawiony. „Miał pan czas wtedy to czytać?” – pytam. „Ja tam głównie zastanawiałem się, co ze sobą zrobić. Tam nie było co robić!”. Gulaszowy komunizm owinięty absurdem.

Prawie rok spędzony w wojsku odcisnął mocne piętno na Orbánie i jego kolegach. „Jeśli ktoś, kto szukał wolności, miał 18–19 lat, nagle znalazł się w jednej z najgorzej działających armii Układu Warszawskiego, to po roku, jeżeli był w miarę inteligentny, mógł z wojska wyjść tylko jako stanowczy wróg systemu” – mówi László Kövér, jeden z najbliższych współpracowników Orbána.

Fodor i Orbán po wyjściu z wojska stali się zdecydowanymi antykomunistami. Wszystko wskazuje na to, że właśnie tam, w Zalaegerszeg, wykluł się radykalizm nowego ugrupowania, które dziś jest największą i ciągle bardzo radykalną w działaniu partią w środkowej Europie.

fragmenty książki Igora Janke "Napastnik. Opowieść o Viktorze Orbanie" zamieszczamy dzięki uprzejmości Autora i wydawnictwa Demart.

Sie 13

Węgrzy chcą autonomii w Rumunii? Ostra reakcja Bukaresztu

Iskrzy na linii Węgry–Rumunia. Prezydent Rumunii Traian Băsescu oświadczył, że 2013 jest ostatnim rokiem, w którym węgierscy politycy mogą działać w jego kraju według własnego widzimisię. – Węgry stały się wylęgarnią niestabilności w regionie – powiedział Băsescu.

Ostre wystąpienie Băsescu to pokłosie oświadczenia Gabora Vony, szefa skrajnie prawicowej węgierskiej partii Jobbik. Vona oświadczył podczas wizyty w siedmiogrodzkiej Harghicie, że jego partia będzie stanowczo broniła mniejszości węgierskiej w tym regionie Rumunii, nawet za cenę konfliktu z tym krajem.

Băsescu, oświadczył, że „w tym roku węgierscy politycy przekroczyli wszelkie granice”. Jego zdaniem polityka Budapesztu wobec władz krajów, w których zamieszkuje mniejszość węgierska – zwłaszcza Słowacji i Rumunii – jest bardzo agresywna. – „Jeśli chodzi o politykę wobec mniejszości, to Węgry stały się wylęgarnią niestabilności w regionie” – powiedział.

Sytuacja trwa już od dłuższego czasu i nie dotyczy tylko skrajnej prawicy. Nie tak dawno Semjen Zsolt, węgierski wicepremier i lider koalicyjnej z Fideszem Chrześcijańsko-Demokratycznej Partii Ludowej (KDNP) stwierdził, że celem Budapesztu jest wspieranie dążeń węgierskiej mniejszości w utworzeniu autonomii terytorialnej. Rumunia odebrała to wówczas jako ingerencję w swoje sprawy wewnętrzne, a odbywające się w Siedmiogrodzie „letnie szkoły” z udziałem węgierskich polityków ironicznie nazwano „posiedzeniami węgierskiego rządu”, sugerując przy tym, że bierze w nich udział coraz więcej czołowych węgierskich polityków, wśród nich sam premier Viktor Orbán.

Prezydent Rumunii zapowiedział, że to ostatni rok, kiedy węgierscy politycy mogą „bezkarnie przybywać” do Harghity i Covasny (dwa okręgi w Rumunii, które przed traktatem z Trianon należały do Węgier). „Najprawdopodobniej letni uniwersytet w Baile Tusnad , (gdzie) nie będzie już odbywał się na terytorium Rumunii” – stwierdził Băsescu.

W wyniku ustaleń traktatu z Trianon w 1920 r. Węgry utraciły dostęp do morza, niemal dwie trzecie ludności (z 21 mln pozostało 8) oraz dwie trzecie obszaru państwa (z 325 tys. km² pozostało 93 tys. km²). Poza granicami Węgier znalazło się 3,5 mln Węgrów, głównie w południowej Słowacji i siedmiogrodzkim Seklerlandzie oraz części Wojwodiny. Stanowiło to jedną trzecią tego narodu. Konsekwencje tych ustaleń z niewielkimi zmianami pozostają w mocy do dzisiaj.

za: http://www.plwolnosci.pl/a/3443/Wegrzy-chca-autonomii-w-Rumunii-Ostra-reakcja-Bukaresztu

Mapa: Procentowy skład etniczny w poszczególnych częściach Węgier oddanych krajom ościennym.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Konsekwencje Traktatu :

 


TN / www.balkaneu.com / Jurnalul Naţional / Wikipedia 13 Sierpień 2013, 19.18

Fot. Wikipedia

Maj 04

Wielka afera na Węgrzech. Służby specjalne wspólnie z mafią zbierały haki na Fidesz

Węgierska parlamentarna komisja ds. bezpieczeństwa narodowego powołała specjalną podkomisję, która ma wyjaśnić skandal związany ze współpracą służb specjalnych i mafii w celu skompromitowania Fideszu. Podkomisja, która składa się z 8 posłów (4 z rządowej koalicji i 4 z opozycji), rozpocznie w pracę w przyszłym tygodniu, a raport ze swych prac ma opublikować we wrześniu br.

Skandal wybuchł, gdy odtajnione zostały podsłuchy z rozmów, jakie toczyli między sobą Sandor Laborc szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego z ramienia Węgierskiej Partii Socjalistycznej, oraz Tamas Portik jeden z szefów węgierskiej mafii, zamieszany m. in. w aferę paliwową, na której skarb państwa stracił setki milionów euro. Portik zgłosił się do Laborca w czerwcu 2008 roku. U władzy znajdowali się wówczas socjaliści, ale nastąpiło gwałtowne załamanie się ich notowań w sondażach i wszystko wskazywało na to, że najbliższe wybory wygra Fidesz. Portik był poważnie zaniepokojony tą perspektywą. W jego sprawie toczyło się wiele dochodzeń, ale za rządów lewicy nie mogły one znaleźć sądowego finału. Tymczasem Fidesz zapowiadał, że będzie walczył zdecydowanie ze zorganizowaną przestępczością, więc Portik poczuł się zagrożony.

Król węgierskiego półświatka zjawił się u szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego z propozycją wsparcia. Jego pomoc miała dotyczyć zamieszczania materiałów promujących partię socjalistyczną na kontrolowanych przez niego stronach internetowych. Laborc zaproponował jednak swemu gościowi inny pomysł: zbieranie haków na polityków Fideszu przy użyciu dostępnych Portikowi środków. Po paru dniach, podczas następnego spotkania obu panów, Laborc poinformował gangstera, że dostał od swojego szefa, ministra ds. służb specjalnych, wolną rękę na tego typu działania. Portik zgodził się bez wahania i dodał, że zastosuje wobec niektórych polityków prawicy prowokacje, polegające na złożeniu im propozycji korupcyjnej i nagraniu tej oferty.

Ujawnienie zapisów rozmów, podczas których wysoki funkcjonariusz państwowy oraz szef mafii w najlepszej komitywie uzgadniają plan wykończenia opozycji, wywołało na Węgrzech polityczną burzę. Wszystkie partie, od lewa do prawa, domagają się wyjaśnienia tej sprawy.

Znamienna jest postawa przedstawicieli obozu lewicowego, który rządził na Węgrzech w latach 2002-2010. Dziś środowisko to jest podzielone między trzy ugrupowania: Węgierską Partię Socjalistyczną Attili Mesterhazyego, Razem 2014 Gordona Bajnaia oraz Koalicję Demokratyczną Ferenca Gyurcsanyego. Żadna z tych trzech formacji nie przyznaje się do odpowiedzialności za działania Laborca.

Przewodniczącym parlamentarnej komisji ds. bezpieczeństwa narodowego, która powołała specjalną podkomisję do zbadania tej sprawy, jest poseł Węgierskiej Partii Socjalistycznej Zsolt Molnar. Mówi on, że jego partia nie ma nic do ukrycia, dlatego głosowała za dochodzeniem parlamentarnym. Podobnie uważają przedstawiciele Razem 2014, którzy podkreślają, że ich lider Gordon Bajnai został premierem w kwietniu 2009 roku, więc nie mógł mieć ze sprawą nic wspólnego, zaś w trakcie rozmów Portik-Laborc na czele rządu stał Ferenc Gyurcsany. Mate Kocsis z Fideszu oświadczył z kolei, że oczekuje od liderów Koalicji Demokratycznej wyjaśnienia, co znaczy ostrzeżenie, jakie padło z ich szeregów pod adresem Razem 2014, że niech się Gordon Bajnai od niczego nie odcina, bo dokładnie tyle samo ma z tą sprawą wspólnego, co Ferenc Gyurcsany

Do sprawy odniósł się także premier Viktor Orbán w wywiadzie dla Radia Kossuth. Powiedział, że jedną z ofiar prowokacji tandemu Portik-Laborc miał zostać Lajos Kosa, dzisiejszy wiceprzewodniczący Fideszu i prezydent Debreczyna. Sam Kosa nie kryje swego wzburzenia i mówi, że:

wśród socjalistów są polityczni przestępcy i dopóki ich partia nie wyjaśni tej sprawy, nie można jej uważać za demokratyczną i normalną.

Viktor Orbán powiedział, że oczekuje od podkomisji parlamentarnej wyjaśnienia, kto ze zwierzchników Sandora Laborca dał mu upoważnienia, by wchodzić w konszachty z przestępcami. Zażądał też ujawnienia, którzy oficerowie służb specjalnych brali udział w akcjach przeciwko opozycji.

Tego koniecznie musimy się dowiedzieć, w przeciwnym wypadku demokracja zostanie nadwątlona

– powiedział premier Węgier.

Orbán powiedział też, że nie można odpowiedzialnością za aferę obarczać wyborców lewicy:

Nie można poddawać w wątpliwość dobrych intencji i uczciwości tych, którzy głosują na lewicę, tylko dlatego, że ci, na których oddali głosy, dopuścili się takich rzeczy. ( Pewien jestem, że lewicowi wyborcy nie dlatego głosowali na lewicę, by ta wykorzystując ich zaufanie sprzymierzała się z mordercami, z głównymi postaciami przestępczego świata mafijnego.

Warto dodać, że obawy Tamasa Portika i Sandora Laborca przed zwycięstwem Fideszu nie były bezpodstawne. Portik został aresztowany za zlecenie morderstwa, natomiast Laborc, absolwent Akademii Wojskowo-Politycznej im. Feliksa Dzierżyńskiego w Moskwie, oskarżony jest o szpiegostwo na rzecz Rosji. Viktor Orban po dojściu do władzy rozwiązał stare służby specjalne i powołał nową strukturę: Urząd Ochrony Konstytucji.

Grzegorz Górny, za: http://wpolityce.pl