Gru 31

Orędzie z okazji świąt Bożego Narodzenia

Gru 09

Przemówieniez okazji odsłonięcia tablicy pamięci ku czci rewolucji i walki wolnościowej w 1956 r.

Kraków 9 grudnia 2016

Dzień dobry szanownym Paniom i Panom! Wielce szanowny Panie Prezydencie Krakowa!

Dziękuję, że jesteście tutaj Państwo z nami. Przyjaźń polsko-węgierska jest szczególną sprawą. Moim zdaniem o Polsce, o Polakach nigdzie w świecie nie ma tak dobrego mniemania, jak w kręgu Węgrów, a o Węgrzech, o Węgrach nigdzie nie ma tak dobrych opinii, jak tu w Polsce. A szczególne jest w tym to, że tak to jest od tysiąca lat. Przyjaźń nie oznacza, że nie jesteśmy wzajemnie świadomi błędów tego drugiego; przyjaźń oznacza, że darujemy sobie te błędy, przyjaźń oznacza, że wyżej cenimy nasze wzajemne zalety. Zdaniem niektórych jest to romantyczne, ale my wierzymy w to, że życie jest rzeczą romantyczną i uważamy, że ważne jest, by romantyczna przyjaźń polsko-węgierska pozostała częścią naszego życia. Dlatego jest właściwe wspomnieć takie wydarzenia, jak rewolucja na Węgrzech w ’56 roku. Słyszeliśmy: była to rewolucja także polska, przecież rozpoczęła się w Poznaniu, a po jej zdławieniu na Węgrzech była jeszcze kontynuowana w Polsce demonstracjami wyrażającymi sympatię. Państwa Prezydent, pan prezydent Duda złożył wizytę na Węgrzech 23-ego października – było to ogromnym zaszczytem dla Węgrów – przemawiał do nas, było to piękne przemówienie, w którym wspomniał, że Polacy przesłali Węgrom kilkaset litrów krwi. Krew w historii węgierskiej jest ważnym elementem. Wiele wyrazów w węgierskim języku wywodzi się ze słowa krew. Mówi się, że oddamy krew – oznacza to, że człowiek odda wszystko przyjacielowi. Słowo „męczennik” w dokładnym przekładzie, to „świadek krwi”, oznacza, że nawet za cenę życia wytrwa przy swoich przekonaniach. I jest w języku węgierskim specyficzne słowo: układ krwi. Kiedy Węgrzy zajęli tysiąc sto lat temu obszar dzisiejszych Węgier, wtedy wodzowie siedmiu plemion zebrali się i w jednym naczyniu połączyli swoją krew twierdząc, że ich zmieszana krew oznacza na przyszłość braterstwo. Dzięki Polakom, Krakowianom, krew Węgrów i Polaków w ilości tych kilkuset litrów została pomieszana, stąd po 1956 Węgrzy uznawali Polaków nie tylko jako przyjaciół, lecz również jako braci, z którymi łączy ich układ krwi. Ta tablica przypomina nam ten układ i jesteśmy wdzięczni miastu Kraków za umożliwienie odsłonięcia tej tablicy.

Chciałbym tu skierować kilka słów także do młodych ludzi. Dziękujemy za przybycie, bo czekają na Was poważne zadania. Na pytanie: dlaczego byli przyjaciółmi nasi polscy i węgierscy przodkowie w XX stuleciu, odpowiedź jest łatwa, przecież mieliśmy wspólną historię cierpienia. Doskonale wiemy, co to jest przyjaźń w czasach cierpienia. Natomiast teraz – drodzy Młodzi – szykujemy się do innej przyszłości, do wielkiego renesansu Europy Środkowej, do rozkwitu, przygotowujemy się do tego, że życie w Środkowej Europie będzie pokojowe, wolne, wesołe, pełne cech dobrobytu. Znaleźć odpowiedź na pytanie, jak można budować przyjaźń polsko-węgierską w okresie, gdy droga idzie w górę, to musicie już Wy Państwo zrobić. W tym celu czekamy na Was na Węgrzech, w Budapeszcie, prosimy młode pokolenie Polaków wraz z nauczycielami o przybywanie do nas. Z obecnym rządem Polski wspólnie tworzymy poważne stypendia, zakładamy fundacje kulturalne o dużych wartościach, właśnie dlatego, byście Państwo mogli kontynuować przyjaźń polsko-węgierską.

W imieniu węgierskiego narodu pragnę podziękować za wszystko, co Krakowianie uczynili dla Węgrów.

Niech Bóg błogosławi Polskę!

Lis 14

Przemówienie premiera Viktora Orbána wygłoszone w głównej sali posiedzeń Parlamentu na konferencji pt. Św. Marcin i Europa, kończącej obchody jubileuszowego Roku św. Marcina (z okazji 1700. rocznicy urodzin)

Św. Marcin – patron społecznej gospodarki rynkowej

Czcigodne Ekscelencje, Arcybiskupi i Biskupi! Czcigodny Biskupie Andrásu Veresu [przew. Konf. Episkopatu]. Wielce Szanowni Uczestnicy Konferencji, Panie i Panowie, Szanowny Panie Burmistrzu Szombathely!

Dziękuję za to, że mogłem poznać myśli moich przedmówców, profesorów i wykładowców. Z wielkim szacunkiem pozdrawiam wszystkich tu obecnych, świeckich i duchownych. Miło jest widzieć i słyszeć, że osoba i dzieło św. Marcina przyciągnęła dziś tak wielu ludzi najróżniejszych dyscyplin wiedzy. Są więc tu obecni ludzie ducha i przedstawiciele nauki, rodzi się więc samoistnie pytanie „w jaki sposób but trafia na stół czy Piłat do tekstu Credo?”, czyli co robi na tej konferencji węgierski premier?

Szanowni Uczestnicy Konferencji!

Jestem tutaj z trzech powodów. Po pierwsze dlatego, że zaprosił mnie bp András Veres i, jak dobrze Państwo wiedzą, prośba biskupa zawsze jest sprawą poważną. Drugim powodem mojej tu obecności jest pragnienie wyrażenia wdzięczności i wielkiego uznania ze strony węgierskiego rządu dla posługi Kościoła katolickiego na Węgrzech.

Dumni jesteśmy z reprezentowanych przez Państwa wartości i tradycji. Wielką radością napawa nas fakt, że na wielu obszarach życia możemy być sprzymierzeńcami i współpracownikami.

W końcu trzecia i najważniejsza przyczyna moje tu obecności to pragnienie, abym i ja złożył hołd pamięci św. Marcina, który 1700 lat temu urodził się w [rzymskiej prowincji] Panonia, w mieście Savaria, a którego duchowe dziedzictwo bezdyskusyjnie stanowi część węgierskiej kultury.

1100 lat temu przywędrowaliśmy do tego środowiska kulturowego i odnaleźliśmy tu dom. To właśnie św. Marcin był dla nas jednym z głównych pośredników tej powszechnej zachodniej, chrześcijańskiej tradycji i myśli.  

Dlatego dla nas, Węgrów nie jest on tylko jednym z długiego szeregu świętych, lecz człowiekiem, którego imię zespoliło się z dwoma przełomowymi wydarzeniami naszej historii, które wydarzyły się w jednym czasie: z przyjęciem chrześcijaństwa i założeniem państwa węgierskiego.

Św. Marcin jest tym, ku czci którego książę Géza założył opactwo w Pannohalma. Św. Marcin to ten, który widniał na sztandarze, pod którym nasz pierwszy król wiódł swe szeregi do zwycięstwa nad poganami. Św. Marcin to ten, który w rzeźbie na koniu, w kościele koronacyjnym naszych królów w Pozsony [obecnie Bratysława] – prawdopodobnie przy wykorzystaniu wcześniejszych wzorców – ubrany jest w mentyk węgierskiego huzara.

Szanowni Państwo!

Legendy świętych są jak kompas, jak punkty orientacyjne, które w codziennym chaosie pomagają się odnaleźć człowiekowi, również premierowi i premierom. Historia św. Marcina dziś, w XXI wieku wyznacza nam poprzeczkę, daje nam wzór do naśladowania, nad którym warto się poważnie zastanowić.

Daje nam przykład odwagi w walce o wiarę, przykład pokory w sprawowaniu władzy oraz przykład miłosierdzia w relacji do drugiego człowieka. Pierwszy przykład dla polityków: nawet jako biskup pozostał on plebejuszem, mało tego, w ogóle nie starał się o tę godność. Nie tylko, że nie pchał się do władzy, ale gdy padło jego imię – jak wiemy z podania ludowego – ukrył się w kurniku między gęsiami, a wtedy w sposób najbardziej demokratyczny, poprzez aklamację został wybrany biskupem Tours. Tak wypełniło się na nim słowo Pisma Świętego: „[Wybranie] więc nie zależy od tego, kto go chce lub o nie się ubiega, ale od Boga, który okazuje miłosierdzie.” [Rz 9,16]. To jest więc pierwszy przykład dla polityków.

Drugi przypadek, poprzez który także daje nam przykład, pochodzi z wydarzenia już tu wspominanego, gdy jeszcze służąc w rzymskim wojsku spotkał na drodze zmarzniętego człowieka, odciął część swego płaszcza i dał mu. Wielu, również spośród moich przedmówców patrzy na tę historię od strony miłosierdzia – słusznie. Polityk jednak może tu odkryć jeszcze coś innego, może odkryć coś więcej. W opinii wielu z nas czyn ten pozwala uznać św. Marcina patronem społecznej gospodarki rynkowej, gdyż właśnie w tym akcie można dostrzec motywację, która sprawia, że suche słupki dochodów i rozchodów w mgnieniu oka doznają uduchowienia i zyskują swój rzeczywisty sens.

Dzieje się tak, Szanowni Państwo, gdyż aby dać tym, którzy nie mają nic, potrzeba tych, którzy coś posiadają. Potrzeba takich pełnych oddania i zaangażowania ludzi, firm i takiej rządowej polityki, które nie tylko serce mają na swoim miejscu, ale też i zdrowy rozsądek.

Wynika to z faktu, że choćbyśmy mieli nie wiem jak wielkie, całkowicie współodczuwające z ciepiącymi serce, nasze możliwości mają jednak swoje granice. Dlatego Marcin dał żebrakowi tylko kawałek swego płaszcza, taki, jakiego tamten potrzebował. Nie więcej – jeśli dobrze rozumiem – ani nie mniej.

Gdyby dał cały płaszcz, zamarzłby w drodze i nie mielibyśmy dziś o kim mówić. Przykazanie miłosierdzia nigdy nie może oznaczać doprowadzenia samych siebie do zagłady. Dokładnie tak samo jest w przypadku kraju, tylko na tyle może się rozciągać na swym posłaniu, na ile starcza mu kołdry [czyli: tak krawiec kraje, jak mu materii staje].

Niezależnie od tego, z jak szlachetnych pobudek pozwalałby sobie na więcej, doprowadzenie całego narodu do ruiny pozostaje tylko kwestią czasu, gdyż padnie jego gospodarka. Takie jest przesłanie czynu Marcina, w moim najgłębszym przekonaniu połączone z drugą częścią wielkiego przykazania, która jako podstawę miłości bliźniego określa szacunek dla samego siebie: pomagajmy, ale według naszych sił i możliwości; pomagajmy, ale tam, gdzie tej pomocy potrzeba, zawsze dając potrzebną i odpowiednią część z naszego tym, którzy cierpią.

Powyższe myśli z dumą możemy wyznawać w ramach chrześcijańskich korzeni i tradycji naszej polityki. Z dumą możemy powiedzieć, że to im zawdzięczamy fakt, iż solidarność społeczna nie jest dla nas abstrakcyjnym pojęciem, ale bardzo konkretnym i rozumnym sposobem działania.

Chodzi tu o wspólną pracę, w której rząd Węgier może i dziś liczyć na Kościół katolicki, jako na jednego ze swych najważniejszych sprzymierzeńców. Bądźmy więc dumni z tego, że my, chrześcijanie uczyliśmy się rynkowej gospodarki nie tylko od Adama Smitha, ale także od św. Marcina.

Szanowni Uczestnicy Konferencji!

Tyle dostrzega z nauk św. Marcina głowa rządu, dla którego chrześcijaństwo jest natchnieniem. Św. Marcin wciąż nas uczy, uczy jako żołnierz, uczy jako misjonarz, uczy jako pustelnik i jako biskup, uczy jako patron węgierskich królów i całych Węgier.

Naszym zadaniem jest zaś to, byśmy, jak nasi przodkowie, mieli odwagę wzorować się na jego życiu, byśmy zdobywali się na dorastanie mu w wierze, na zmaganie się o wiedzę, nadzieję i miłość. Miejmy też odwagę jego życie i posługę stawiać za wzór dla przyszłych pokoleń. Jeśli tak będziemy czynić, wtedy wytrwale też będziemy spełniać zadania, jakie – każdemu na jego strażnicy – wyznaczyła nam Opatrzność.

Dziękuję za Państwa zaszczytną uwagę!

Budapeszt, 10 listopada 2016

tłum: xyz

Paź 23

Tak było 23 października 2016 na pl. Kossutha w Budapeszcie…

Uroczyste przemówienie premiera Węgier Viktora Orbána

Słowa polskiego hymnu brzmią: „Jeszcze Polska nie zginęła, kiedy my żyjemy”

Węgrzy odpowiadają słowami Pieśni Narodu: „Na Boga Węgrów przysięgamy, przysięgamy, że już więcej nie będziemy niewolnikami!”.

Legiony polskie pisały na swoich sztandarach: „Za wolność waszą i naszą”.

Tak było w 1848 r., tak było i w 1956 r., tak jest również i dziś.

To tysiącletnia przyjaźń dwóch odważnych narodów, kochających wolność.

Serdecznie witam w stolicy Węgier, na głównym placu naszego narodu Pana Andrzeja Dudę, Prezydenta Polski. Razem z nim pozdrawiam cały naród polski.

Niech Bóg chroni Polskę!

Z wdzięcznym sercem pozdrawiam w naszej świętującej wspólnocie bohaterów 1956 r. Życzymy im długich lat życia!

Witam serdeczne wszystkich przyjaciół Węgier z 26 krajów, którzy wspierali nas w tamtych trudnych dniach i dziś świętują razem z nami.

Szanowny Panie Prezydencie! Szanowny Panie Przewodniczący Zgromadzenia Narodowego, Szanowni Państwo! Drodzy Rodacy na całym świecie!

Z tego miejsca przesyłamy serdeczne pozdrowienia i najlepsze życzenia wszystkim Węgrom!

Gdziekolwiek na świecie żyją, Węgry są ich ojczyzną, Budapeszt jest ich stolicą. Chlubne wspomnienie października 1956 r. należy do nas wszystkich. Dla nas 23 października jest dniem dumy. Po sześćdziesięciu latach wciąż podnosi na duchu i oczyszcza.

1956 r. jest wspólnym dziedzictwem, które pozostawili nam uczniowie, robotnicy z Ujpestu i Csepelu, mieszkańcy Pesztu i Budy, ślusarze, czeladnicy, inżynierowie, lekarze, górnicy, oficerowie i zamordowany premier. Jesteśmy winni im wdzięczność.

Szanowni Świętujący Węgrzy!

Po 1956 r. na Węgrzech jeszcze przez 34 lata panowała dyktatura komunistyczna.

Trzeba żyć. Nawet w czasach dyktatury to jest główne przykazanie. Żyjemy tak, jak potrafimy. Brak perspektyw, złe kompromisy, obłuda, ukrywanie się, odwracanie wzroku, zamknięte serca i nieufność.

Brutalna rzeczywistość dyktatury niszczy ludzką godność, po jej upadku pozostaje pustka, nadwątlone siły, miernota. Jednak tu na Węgrzech to właśnie zawdzięczamy bohaterom 1956 r., że nawet w najczarniejszych latach naszej historii, nawet podczas okupacji sowieckiej mieliśmy być z czego dumni.
Jesteśmy wdzięczni, że my i późniejsze pokolenia nie dziedziczymy wspomnień 45 lat przygniatającej ciemności.

My dostajemy na drogę wspomnienie odwagi, bohaterstwa i chwałę wielkości, a nie ludzkiej słabości i poniżenia. Możemy być dumni z naszych przodków, możemy być dumni z naszej Ojczyzny.

My, Węgrzy, przeżyliśmy komunizm i sowiecką okupację. Możemy dziś tu stać z podniesioną głową, silni, jako dumni synowie silnych Węgier. Obaliliśmy komunistyczne rządy, odesłaliśmy Sowietów do domu i uleczyliśmy naszą Ojczyznę z powikłań po dyktaturze.

Otwarty świat, podniesiona głowa, jasna mowa, czyste spojrzenie, otwarte serca. Dziękujemy, że my na tym fundamencie możemy budować naszą przyszłość.

Szanowni Rodacy!

W październiku 1956 r. w Budapeszcie nastąpił zwrot historii. Zamiast spodziewanej ogólnoświatowej rewolucji komunistycznej wybuchło powstanie przeciw komunistycznemu światu.

Wysłaliśmy wiadomość Zachodowi, że Sowieci nie są niezniszczalni, i że na tym świecie tylko gwiazdy na wieżach kościołów są trwałe.

Sowiecki komunizm, który dotąd był uważany za nienaruszalny, otrzymał taką ranę, z której nie mógł już się wyleczyć. Po 1956 r. razem z jego schorowanymi i starzejącymi się przywódcami diabli go wzięli, mimo że od czasu do czasu te diabły jeszcze pogwizdują.

Nikt nie wie, skąd się bierze w Węgrach ta siła i gotowość do walki, która raz na sto lat, podnosząc się z niczego, jest zdolna do największych cudów, tak jak Dawid, który z procą zwyciężył Goliata.

Możliwe, że w Węgrach jest ta sama dawna wiedza, którą posiadali starożytni Grecy 2.500 lat temu.

Testament starożytnych Greków brzmi: sekret szczęśliwego życia kryje się w wolności, a sekret wolności w odwadze.

My, Węgrzy mamy talent do wolności. Zawsze wiedzieliśmy, jak z niej korzystać.

Wiemy, że wolność to nie stan, który można osiągnąć, ale sposób życia. To tak, jak z pływaniem: kto przestaje płynąć, tonie. Wolność zawsze i wszędzie sprowadza się do prostego pytania: czy to my decydujemy o swoim życiu, czy ktoś inny?

Węgrzy nigdy nie rezygnują z wolności, nigdy nie godzą się z jej utratą, nawet w najbardziej beznadziejnych sytuacjach są w stanie ją odnaleźć.

Jesienią 1956 r. każdy mógł zobaczyć wolność w jej idealnym i nieskazitelnym pięknie. Wolność przechadzała się ulicami i placami Budapesztu, stała w kolejkach przed sklepami, zasiadała do rodzinnego stołu, pojawiała się w urzędach, na zadymionych dworcach i przy smutnych kontuarach barów, a wraz z jej przybyciem Węgrzy wstawali i śpiewali hymn narodowy.

Wolność, jeśli chodzi o Węgrów, nawet w momencie śmierci jest cudowna. I nawet to było cudem w jej śmierci, że chociaż pochowano ją w nieoznakowanym grobie, twarzą do ziemi, zawiniętą w papę, z nogami spętanymi drutem kolczastym, to zmartwychwstała i jest tu dzisiaj razem z nami.

Szanowni Państwo!

Jeśli nasza ojczyzna nie jest wolna, my też nie możemy być wolni. Pojedynczy człowiek może co najwyżej być samotny, ale nigdy wolny. Los narodów, które zginęły we mgle, stanowi dla nas przestrogę: jeśli naród zrezygnuje ze swojej suwerenności, w każdej chwili może na powrót stać się zwykłą grupą ludności.

Przed agresywnymi zapędami obcych imperiów może nas obronić tylko nasza narodowa suwerenność. Dlatego stanęliśmy ością w gardle sowieckiemu imperium, dlatego połamało sobie na nas zęby, ponieważ nie odrzuciliśmy naszych ideałów narodowych, zjednoczyliśmy się i nie zrezygnowaliśmy z naszej miłości do Ojczyzny.

Dlatego również i teraz nie możemy zaakceptować, żeby nasz wspólny dom, Unię Europejską, przekształcono we współczesne imperium. Nie chcemy, żeby w miejsce przymierza wolnych narodów europejskich powstały Stany Zjednoczone Europy.

Dzisiaj zadaniem europejskich narodów miłujących wolność jest uchronienie Brukseli przed sowietyzacją, przed decydowaniem za nas z kim i jak mamy razem żyć w naszej własnej ojczyźnie.

My, Węgrzy, chcemy pozostać narodem europejskim, a nie stać się grupą narodową w Europie. Jako spadkobiercy walki o wolność 1956 r. nie możemy zaakceptować, by Europa odcięła się od tych korzeni, które niegdyś uczyniły ją wielką, a nam pomogły przeżyć komunistyczną opresję.

Wolna, silna, godna uznania i szacunku Europa nie może istnieć bez dwutysiącletniej mądrości chrześcijaństwa, która stanowi ożywiającą siłę narodów. Nie możemy patrzeć bezczynnie, jak ostentacyjnie i programowo podmienia się glebę, z której wykiełkowała europejska cywilizacja. Nawet jeśli ze względu na rozmiary i znaczenie naszej ojczyzny nie jesteśmy w stanie zmienić losów Europy, musimy wziąć odpowiedzialność za nasz własny los.

Nawet jeśli większość Europy zrezygnuje z fundamentów własnej cywilizacji, zamieni i wymiesza własne ideały i ludność, my musimy być w stanie ochronić tę część Europy, którą stanowią Węgry, która zawsze zagrzewała nasze serca i napawała Węgrów entuzjazmem.

Szanowni Państwo!

Tajemnica wolność jest w odwadze.

Odwaga nie jest cnotą, którą można odmierzyć aptekarską miarą. Jesteś albo odważny albo tchórzliwy. Jacy jesteśmy w rzeczywistości, to okazuje się w czasie próby.

W nas, Węgrach, odwaga i zdrowy rozsądek idą w parze. Nigdy nie pretendowaliśmy do takiej roli, która przekraczałaby nasze siły, nie podejmowaliśmy się zadania, które by nas przerastało. A jednak – być może ze względu na nasze położenie geograficzne – raz na każde trzydzieści lat historia rzuca nas główny nurt sporów o przyszłość Europy.

W 1956 r., po tym, jak Sowieci wycofali się z Austrii, chcieliśmy przesunąć żelazną kurtynę za nasze wschodnie granice. Byliśmy odważni, na przeciw czołgom wyszliśmy z butelkami z benzyną.

W 1989 r. to my musieliśmy otworzyć granicę, żeby Niemiec mógł spotkać się z Niemcem. Byliśmy odważni i uczyniliśmy to, mimo że stacjonowały u nas oddziały sowieckie.

I teraz, w 2015/16 r. to my musieliśmy zamknąć granicę, żeby powstrzymać napływającą z południa wędrówkę ludów. Byliśmy odważni, i nie daliśmy się zastraszyć ani szantażować.

Nie prosiliśmy się o te zadania. Tak sprawiła historia i to los nam je przydzielił.

Ze swojej strony uczyniliśmy tylko tyle, że nie uciekliśmy i nie wycofaliśmy się. My po prostu spełniliśmy nasz obowiązek. Wytrwały w nim nawet wówczas, jeżeli zaatakują nas od tyłu ci, których w rzeczywistości chronimy. Mamy odwagę zmierzyć się z niesprawiedliwością, na Węgrzech niesprawiedliwość nie zwalnia z podjętego zobowiązania. I na to Europa zawsze może liczyć.

Szanowni Uczestnicy Uroczystości!

Życzę nam wszystkim, abyśmy nigdy nie stali się narodem tchórzy. Tchórzliwy naród nie ma swojej ojczyzny. Zawsze będą dramatyczne sytuacje, silni przeciwnicy i ciężkie próby. One nie mogą być przyczyną, by zapanował nad nami strach. One nie mogą być przyczyną, by dać przestrzeń tym, którzy zasiewają strach. Terrorystom, którzy wypowiedzieli wojnę zachodniemu światu. Szukającym zysku, którzy wysyłają w kierunku Europy setki tysięcy ludzi szukających lepszego życia. Dobrotliwym i naiwnym duszom, które nie mają pojęcia, na jakie niebezpieczeństwo narażają Europę i siebie samych.

Jeśli masz do wyboru dwie drogi, wybierz tę trudniejszą. To pierwsza zasada odwagi. Współczesny świat cierpi, ponieważ zapomniał o tym. Dzisiejsza Europa wybiera raczej to, co tańsze, prostsze i łatwiejsze. Zamiast własnych dzieci wybiera przybyszów, zamiast pracy spekulację, zamiast zdyscyplinowanego życia kredyty.

My, Węgrzy, wyruszyliśmy trudniejszą drogę. Zamiast przybyszów wybraliśmy własne dzieci, zamiast spekulacji i zasiłków pracę, zamiast niewolniczego zadłużenia samodzielność, zamiast stania z założonymi rękami – wybraliśmy ochronę granic.

Szanowni Uczestnicy Uroczystości!

Nie ma zwycięstwa bez podniesienia serc. Nie byłoby go też w 1956 r. Uniesienie serc tchórzliwym dodało odwagi, bojaźliwych zbliżyło do siebie, wlało pragnienie działania tam, gdzie panowało skostnienie. Stworzyło jedność, jedność narodu tam, gdzie wcześniej panowała niezgoda, nienawiść klasowa, zatrute źródła i rozbicie.

Moi Drodzy Przyjaciele!

Na darmo polityczna przewaga, większość parlamentarna i nawet na darmo nowa konstytucja. Wszystko to jest nam potrzebne, ale niewystarczające. Dziś też nie będzie zwycięstwa bez uniesienia serc, bez duchowego przebudzenia Węgier i Węgrów.

Przyświeca nam wielki przykład 1956 r. Kto ma otwarte oczy, widzi, kto ma otwarte uszy, słyszy odwieczną prawdę: w ważnych sprawach jedność, w mniejszych dowolność, a we wszystkim miłość.

Chwała odważnym!

Hajrá Magyaroszág, hajrá magyarok!
Naprzód, Węgry, naprzód, Węgrzy!

Lis 10

Przemówienie na Budapesztańskim Forum Demograficznym

Nasz kontynent chlubi się tym, że tu narodziła się wolność myśli, słowa i prasy, ale rodzina i demografia to dziś słowa, których nie wypada używać, ponieważ nie podobają się obrońcom politycznej poprawności. Nawet na posiedzeniach naszej rodziny politycznej – Europejskiej Partii Ludowej – mamy problemy z używaniem wyrazów takich, jak rodzina. Niektórzy boją się, że jeśli użyje się takiego słowa, to trzeba od razu tłumaczyć się o co chodzi, zastrzegać się, że nie można tego pojęcia zawężać lub że trzeba traktować je bardzo otwarcie, aby nikogo nie dyskryminować. Słowa rodzina można używać tylko w liczbie mnogiej, ale nie wolno w dzisiejszej Europie mówić o tradycyjnej rodzinie – do tego doszło,

Panie i Panowie!

Liczby pokazują, że Europa starzeje się. W 2013 roku w połowie 28 krajów UE więcej było zgonów niż urodzeń. Przeraża bezrobocie wśród młodych w wielu państwach. Demograficzne znaczenie Europy w świecie ciągle spada: w 1960 roku ludność Europy stanowiła 13,4 proc. ludności świata, a w 2013 roku już tylko 7,1 proc., biorąc za podstawę 28 krajów członkowskich Unii. Wszystko pokazuje, że Europa jako kontynent i cywilizacja cierpi na największą zapaść demograficzną. Jesteśmy kontynentem, który najszybciej się starzeje.

Skoro sytuacja jest tak dramatyczna, to dlaczego ten temat jest tak bardzo nieobecny w dzisiejszych dyskusjach politycznych i społecznych? Kto będzie w przyszłości zamieszkiwał Europę? To pytanie kluczowe. Warto o tym mówić na poważnie. Ale zamiast tego bardziej przyjemne okazują się takie tematy, jak gender czy związki homoseksualne lub inne. Dominują dyskusje oderwane od życia. One nie pomogą Europie wyjść z zapaści gospodarczej i społecznej, do której wpadła. Jak widać, dziś nie cieszą się popularnością ci, którzy mają odwagę mówić, że będzie wielki problem, jeśli polityka pozostawi samą sobie tak podstawową jednostkę europejskiej kultury, jaką jest rodzina.

Cztery lata temu na konferencji ministrów odpowiedzialnych za politykę demograficzną i prorodzinną powiedziałem, że w Europie coraz częściej formułowane jest następujące oskarżenie polityczne: jeśli jakiś rząd wspiera rodzinę, to tym samym poniża inne formy życia, ponieważ ich nie wspiera, a więc ten, kto mówi o polityce prorodzinnej, wyklucza innych. Jasne, że to głupota, ale i tak trudno bronić się przed takimi oskarżeniami.

Obecny rząd Węgier wiele energii wkłada w to, by wyraźnie pokazać, że jednoczesne popieranie rodziny oraz wolności nie jest sprzecznością. Ich przeciwstawianie sobie polega na pewnym przebiegłym triku, który należy zdemaskować, by szczerze i z czystym sumieniem stawać w obronie rodziny i naszych własnych wartości.

Na Węgrzech, na szczęście, większość uważa – nawet dziś, w tej nowoczesnej epoce – że dziecko to błogosławieństwo oraz nagroda w życiu rodziny i w życiu społeczeństwa. Dzieci zwiększają energię rodziców, rodzin. Nowe pokolenia dzieci powiększają naród, powiększają siłę kraju i całej cywilizacji.

Dzieci to bodziec zwiększający nasze możliwości, to siła rozwoju społecznego nieporównywalna z niczym. Na starość to one zadbają o nas, one gwarantują odnowę naszych wspólnot, one poniosą dalej nasze dziedzictwo, one nadają sens naszemu życiu. Bez dziecka nie ma kontynuacji, a dla starszych nie ma bezpieczeństwa.

Choć to nie temat tej konferencji, to trzeba zauważyć, że jeśli brakuje dzieci, to nieuchronnie pojawia się kwestia napływu imigrantów – przynajmniej dopóki masowe klonowanie nie stanie się modą, od czego niech nas dobry Bóg uchowa. Z punktu widzenia pokojowego istnienia naszych społeczności ważne jest, by nasze wspólnoty były zdolne do prokreacji samych siebie, by miały wewnętrzną siłę zdolności przeżycia. Jestem głęboko przekonany, że Europa nie może budować swojej przyszłości na przybyszach, zamiast na rodzinie, a chcę Państwa tu ostrzec, że już powstają dokumenty Unii Europejskiej, które w tym właśnie szukają rozwiązania problemu demograficznego.

Kto oczekuje pomocy od innych, prędzej czy później musi za to zapłacić. To żelazna zasada, nie ma dla niej alternatywy, nawet jeśli w Brukseli są tacy, którzy mówią, że zalew imigrantów to błogosławieństwo dla Europy, bo pomoże nam za jednym razem rozwiązać problemy gospodarcze i demograficzne. Wiemy – a jest nas wielu – że to nieprawda. Wiemy, że takie myślenie jest niebezpieczne, gdyż wywróci całą równowagę naszego kontynentu.

Oni chcą sprowadzić do nas kulturę, która ma całkowicie odmienny od naszego sposób pojmowania świata, mentalność, filozofię życia i zwyczaje. Ta kultura ma całkowicie odmienne podejście do pracy, do relacji międzyludzkich, do systemu społecznego i jego fundamentu czyli rodziny.

Ufam, że my, którzy się tutaj zebraliśmy, pragniemy Europy budowanej na rodzinie a nie na imigracji. Chcemy, by Unia uwolniła się od pętającego ją sposobu myślenia i powróciła do tych wartości, które doprowadziły ją do wyjątkowych sukcesów. Chcemy, by europejska polityka w swoim centrum na nowo umieściła rodzinę.

Są okresy, gdy głos demografów musi być słyszany. Teraz są takie czasy. Stawką jest przetrwanie naszej cywilizacji oraz kultury. W historii świata żadna kultura nie przetrwała – jak podają już starożytne źródła – jeśli nie była w stanie sama zaludnić terenu swojego zamieszkania. Życzę Państwu, by nasza praca przyniosła owoce, dzięki którym będziemy w stanie udowodnić każdemu, iż rodzina i przyjmowanie dzieci są w rzeczywistości błogosławieństwem – nie tylko dla rodziny, ale i dla społeczeństwa, dla narodu i dla całej europejskiej cywilizacji.

za: http://wpolityce.pl/

Sie 05

Dlaczego Orbán wieszczy koniec ery liberalnej demokracji? Czy Rosja stanowi wzór dla Węgier?

 

W zeszłym tygodniu odmówiłem jednemu z polskich portali informacyjnych skomentowania wypowiedzi wygłoszonej przez Viktora Orbána 26 lipca br. podczas letniego obozu studenckiego w Baile Tusnad w Siedmiogrodzie na terytorium Rumunii. Premier Węgier miał tam oświadczyć, że wzorem dla jego kraju pozostaje Rosja.

Dlaczego odmówiłem? Wcześniej kilka razy zetknąłem się bowiem z przypadkami, że tłumaczenia przemówień Orbána z języka węgierskiego na polski lub angielski były tak niedokładne, iż zniekształcały istotę jego przekazu. Postanowiłem więc zapoznać się z treścią jego wykładu wygłoszonego w Rumunii. Dopiero po tym mogę odnieść się twierdzenia, jakoby Moskwa stanowiła wzór dla Budapesztu.

Wystąpienie Viktora Orbána w Baile Tusnad miało charakter wykładu akademickiego, będącego refleksją nad współczesnymi przemianami cywilizacyjnymi. Węgierski polityk stwierdził, że w ciągu ostatnich stu lat miały miejsce cztery wydarzenia, które spowodowały wielkie przemiany ustrojowe na świecie. Były to: I wojna światowa, II wojna światowa oraz upadek komunizmu. Czwartym wydarzeniem, którego skutki obserwujemy teraz, jest globalny kryzys finansowy zapoczątkowany jesienią 2008 roku. Spowodował on zasadnicze zmiany w funkcjonowaniu trzech charakterystycznych dla cywilizacji zachodniej modeli organizacji wspólnoty, takich jak: państwo narodowe, demokracja liberalna i państwo dobrobytu.Zdaniem Orbána, żyjemy obecnie w okresie, gdy wykuwa się nowy rodzaj systemowego organizowania wspólnot. Jeszcze dziesięć lat temu było nie do pomyślenia, by prezydent USA czy premier Wielkiej Brytanii mówili o gospodarczym patriotyzmie, a dziś są to frazy stale obecne w ustach Baracka Obamy czy Davida Camerona.

Węgierski premier uważa, że obserwujemy dziś nie tylko koniec ery demokracji liberalnej, lecz również na naszych oczach odbywa się międzynarodowy wyścig, gdzie stawką jest takie urządzenie państwa, które uczyniłoby z jego mieszkańców naród sukcesu. Ponieważ państwo jest sposobem organizacji wspólnoty, rodzi się pytanie, jak uczynić dany kraj konkurencyjnym w skali międzynarodowej. W tym kontekście interesujące -– jego zdaniem -– może być doświadczenie krajów, które odniosły taki sukces, a wcale nie są liberalne, jak np. Singapur, Chiny, Indie, Rosja czy Turcja. Być może więc trzeba oderwać się od pewnych ideologii oraz dogmatycznych schematów myślenia przyjętych w Europie Zachodniej i stworzyć nową formę organizacji wspólnoty, konkurencyjną w wyścigu globalnym? Według Orbána, nadszedł obecnie czas na tworzenie nowej formuły państwa i społeczeństwa, opartego przede wszystkim na pracy, na jej poszanowaniu oraz dostępie do niej. W jego wizji Węgry mają być „państwem pracy, które szanuje chrześcijaństwo, wolność i prawa człowieka.”

Przemawiając w Baile Tusnad, Orbán stwierdził, że Węgrzy, głosując dwukrotnie na Fidesz, odrzucili, „co brzmi jak świętokradztwo”, zasady społeczeństwa liberalnego, które -– jego zdaniem -– jest w gruncie rzeczy dyktatem silniejszego:

W roku 2010 podjęliśmy decyzję o zerwaniu z koncepcją społeczeństwa liberalnego oraz wynikającymi z niej zasadami i metodami. Zamiast tego wybraliśmy połączenie wolności z odpowiedzialnością, a więc prowadzimy politykę zgodną z ideą wzajemnej odpowiedzialności, co jasno przypomina nam Konstytucja, na którą wszyscy złożyliśmy przysięgę. Przez 20 lat panował pogląd, że wolno wszystko to, co nie narusza wolności drugiego. Wynikająca z tego filozofia życia cieszyła się politycznym uznaniem i wsparciem. Ponieważ jednak nie ma odpowiedzi na pytanie, kto decyduje o tym, co zaczyna być naruszeniem wolności drugiego człowieka, w praktyce życia codziennego kwestię tę rozstrzygała siła, czyli ten, kto dysponował jej przewagą. Dlatego w rzeczywistości pogląd ten -– przy całej jego umysłowej elegancji i atrakcyjności –- okazał się fałszywy i obłudny. Dlatego właśnie musieliśmy go odrzucić i w jego miejsce przyjąć nową koncepcję. A dokładniej, musieliśmy przywrócić prastare prawo moralne, które brzmi: czego nie chcesz, by tobie uczyniono, tego i ty nie czyń drugiemu. Co więcej: w duchu polityki inspirowanej chrześcijaństwem chcemy dołączyć do tego prawo, które mówi: co chcesz, by tobie czyniono, to czyń i ty swoim bliźnim.

Zdaniem Orbána, demokracja nie musi być koniecznie liberalna, gdyż istnieją także inne modele tego ustroju. Węgierski premier stwierdził, że nie można przekreślić wszystkich wartości liberalnej demokracji, takich jak np. prawa człowieka, ale zasadniczy akcent należy położyć na wymiar wspólnotowości. Wynika to z faktu, że naród węgierski nie jest prostym zbiorem jednostek, lecz wspólnotą, którą trzeba stale budować.

Według Orbána dotychczasowy model liberalny znalazł się w kryzysie głównie dlatego, że osłabia on realne wspólnoty: od rodzinnych, przez kościelne, po narodowe. Należy więc odbudowa życie wspólnotowe, co oznacza ograniczenie wpływu tych czynników, które osłabiają wspólnoty. Taką role odgrywają dziś międzynarodowe korporacje, które są w stanie prowadzić politykę kolonialną wobec małych i średnich państw. Cieszą się one przywilejami podatkowymi, które rujnują miejscowy biznes i lokalną klasę średnią. Nic dziwnego więc, że Orbán pod hasłem “Nie dla kolonizacji Węgier” rozpoczął kampanię ograniczającą przywileje wielkich koncernów i nakładającą na nie większe obciążenia wobec wspólnoty narodowej.

Drugim czynnikiem niszczącym podstawy życia wspólnotowego Węgrów jest działalność niektórych organizacji pozarządowych finansowanych z zagranicy. Orbán nawiązał w ten sposób do niedawnej kontroli, która wykazała, iż środki pieniężne z tzw. Funduszu Norweskiego, przeznaczone na rozwój społeczeństwa obywatelskiego, okazały się w rzeczywistości zakamuflowaną formą zagranicznego wsparcia finansowego dla opozycji, co pozostaje niezgodne z węgierskim prawem.

Wystąpienie Orbána w Baile Tusnad było znacznie dłuższe i obfitowało w szereg innych motywów. Omawiając je, skupiłem się jedynie na tym wątku, w którym była mowa o cywilizacyjnej alternatywie po roku 2008. Redukowanie tej mowy jedynie do stwierdzenia, że Moskwa ma stanowić wzór dla Budapesztu, stanowi rażące uproszczenie lub wręcz manipulację. Przesłanie owego przemówienia jest zupełnie inne: nadszedł czas przemyśleń i poszukiwań nowej formuły państwa, zaś Węgry powinny pójść własną drogą, a nie bezmyślnie kopiować metody, które gdzie indziej się nie sprawdziły. Można się zgadzać z Orbánem lub nie, ale najpierw warto rzetelnie poznać jego prawdziwe poglądy.

Oryginalnie skomentował to na łamach dziennika “Magyar Hirlap” Zsolt Bayer, który napisał, że jeśli kwintesencją modelu współczesnej gospodarki jest Detroit, symbolem obrony praw człowieka pozostaje Guantanamo, a istotą wolności jawią się tzw. małżeństwa homosekusalne, to taki model rzeczywiście nie ma przed sobą żadnej przyszłości. Czas poszukiwać nowych rozwiązań.

Maj 10

W Berlinie broni tradycyjnych wartości…

(…) W swoim przemówieniu wygłoszonym podczas konferencji Orbán skupił się na problemach politycznych i społecznych Europy, mówił też obszernie na temat sytuacji Europy Środkowej i Wschodniej uznając, że nieaktualny jest już dominujący w początkowej fazie transformacji ustrojowej pogląd, że należy kopiować wszelkie rozwiązania wyżej rozwiniętych i bogatszych państw Zachodu. Stwierdził, że właśnie próby takiego kopiowania doprowadziły w niektórych przypadkach do kłopotów nowych członków UE. "Wcześniej oczekiwaliśmy od Europy Zachodniej poparcia w zabiegach o wejście do UE. Dziś oczekujemy od Zachodu uznania faktu, iż nie jesteśmy jedynie konsultantami w poszukiwaniu nowych rozwiązań, lecz że Europa Środkowa i Węgry mają własne rozwiązania i oferty dla całej Europy" – powiedział Orbán. "Oczekujemy, że Zachód zaakceptuje, że to, co reprezentujemy, nie jest głupotą, odstępstwem od ortodoksji, lecz jest wkładem Europy Środkowej, który powinien być oceniany na podstawie skuteczności i rezultatów".

Orbán sporo uwagi poświęcił prezentacji osiągnięć Węgier – czyli własnego rządu w poprzedniej kadencji. Przypomniał, że jego kraj przedterminowo spłacił pożyczkę zaciągniętą w MFW, a warunki dyktowane przez międzynarodowe instytucje finansowe nie muszą odpowiadać wszystkim państwom. Orbán nie zasugerował otwarcie, że Europa powinna skorzystać z węgierskich doświadczeń, ale uznał, że „są warte przestudiowania".

Węgierski premier poruszył tez problemy cywilizacyjne. Ostrzegł przed masową imigracją, która może stanowić zagrożenie dla tożsamości Europy. Skrytykował niedostateczne jego zdaniem uwzględnienie chrześcijańskiej tradycji w działalności instytucji unijnych. "Chrześcijaństwo nie jest jedynie religią, jest kulturą, na której zbudowaliśmy cywilizację" – powiedział i sprzeciwił się próbom relatywizowania chrześcijańskiego pojęcia rodziny. Podkreślił, że jego zdaniem małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny, co definiuje też nowa węgierska konstytucja. (…) Całość tutaj

Kwi 06

Debrecen…

Post użytkownika Orbán Viktor.