Wrz 21

Oblany egzamin Orbána

Mniejszość węgierska na ukraińskim Zakarpaciu cieszy się prawami, o których Polacy z Litwy mogą tylko marzyć. A jednak Viktor Orbán atakuje Kijów, żądając nowych przywilejów dla zakaprackich Węgrów.

Dariusz Kałan z Użhorodu, Berehowa i Mukaczewa

Wojna rosyjsko-ukraińska sprawia, że Viktor Orbán – do niedawna budzący respekt enfant terrible unijnej polityki – coraz częściej jest traktowany jak uczniak, którego każdy może wytargać za uszy. Zdumiewa ilość jego gaf. W mediach społecznościowych popularność zdobyła np. riposta litewskiego ministra spraw zagranicznych na bon mot Orbána o tym, że nałożenie sankcji na Rosję to dla Unii strzał w stopę. „Lepiej strzelić sobie w stopę niż pozwolić, aby Rosja strzeliła ci w głowę” – oparł Linas Linkevičius i na chwilę stał się gwiazdą internetu.

Jeśli jest tak, że kryzysy to najlepszy sprawdzian dla aspirujących do politycznej wielkości, Orbán na razie ten egzamin przegrywa. Zamiast gasić pożary, wywołuje kolejne. A miejscem, gdzie igra z ogniem, jest Zakarpacie: region Ukrainy, gdzie co ósmy mieszkaniec jest Węgrem.


Niektórzy gotowi nawet byli przypisać Orbánowi łatkę potencjalnego agresora: po tym, jak w parlamencie ogłosił, że Węgry żądają autonomii i własnego samorządu dla swojej mniejszości z Zakarpacia – tego jednego z najgorzej rozwiniętych regionów Ukrainy, położonego po południowej już stronie łańcucha Karpat.

„W przypadku zaostrzenia sytuacji w obwodzie Budapeszt będzie gotowy wprowadzić woj-ska na terytorium Zakarpacia dla obrony swoich obywateli. Jest bardzo możliwe, że powtórzy się historia 1939 roku” – alarmowały po tym „Nowiny Zakarpacia”, największy portal regionu (w 1939 r. Węgry zajęły Zakarpacie, należące wcześniej do Czechosłowacji; z kolei po 1945 r. anektował je ZSRR – red.). Sytuację zaraz wykorzystała Rosja: głosem ministra Ławrowa ogłosiła, że mniejszości na Zakarpaciu są zagrożone, a winne temu jest niestabilna Ukraina.

Dlaczego rząd Węgier podnosi akurat teraz tę sprawę? I jaka jest faktyczna sytuacja mniejszości węgierskiej na Zakarpaciu – czy można mówić, że jest ona prześladowana? O tym w korespondencji z ukraińskiego Zakarpacia w papierowym wydaniu „Tygodnika”.

Sie 07

Putin nagradza Orbana za wierność

Wsparcie okazane Władimirowi Putinowi podczas ukraińskiej zawieruchy przez Wiktora Orbána bardzo szybko zaprocentowało. Rosyjskie media ekonomiczne właśnie w tych kategoriach odczytują bowiem nabycie przez węgierskie firmy stacji benzynowych należących do rosyjskiego Łukoilu w Europie Środkowej. Zgodnie z tą optyką wspomniana transakcja może być nie tylko nagrodą dla wiernego sojusznika, ale i uderzeniem w interesy PKN Orlen nad Wełtawą.  

Wiktor Orbán to w chwili obecnej jeden z najwierniejszych sojuszników Władimira Putina w Unii Europejskiej. Daje temu zresztą świadectwo na każdym kroku. Węgry aktywnie wspierają projekt South Stream, dzięki któremu Rosjanie będą mogli wysłać olbrzymie ilości gazu na Zachód z pominięciem Ukrainy. Budapeszt zmniejszył również w ostatnim czasie dostawy błękitnego paliwa nad Dniepr choć wie w jak trudnej sytuacji znajdzie się ten kraj w zimie.

Równie kłopotliwe są ostatnie działania Wiktora Orbána w sferze werbalnej. Zażądał on np. autonomii dla ukraińskich Węgrów w trakcie rozwijającej się rosyjskiej operacji w Donbasie. Bardzo szybko kwestia ta została propagandowo wykorzystana przez rosyjskie media a słowa lidera Fideszu przedstawiano w nich niemal jak ultimatum wobec Kijowa (rodzi to naturalne skojarzenia ze sprawą Zaolzia w 1938 roku). W jeszcze gorszym świetle stawia węgierskie władze ich postawa podczas unijnych negocjacji mających określić dotkliwość nowych sankcji wobec Rosji. Podczas swojej wizyty w kurorcie Baile Tusnad w Rumunii (26 lipca) węgierski premier poinformował, że nie chce psuć relacji handlowych z Moskwą ani izolować jej w Europie, bo jest to sprzeczne z interesem narodowym jego kraju.

Z czego wynika taka a nie inna postawa Wiktora Orbána? W sferze gospodarczej prowadzi on politykę tzw. „zwrotu na Wschód”. W zamyśle miała ona stanowić dla państwa nad Balatonem alternatywę handlową wobec pogrążającej się w dekoniunkturze UE. Jej dotychczasowy efekt ma do tej pory jednak przede wszystkim wymiar energetyczny (co może się obrócić jeszcze przeciwko Budapesztowi). Doskonałym tego przykładem jest rozbudowa siłowni jądrowej w Paks w kooperacji z Rosatomem (i za jego pieniądze).

Wsparcie okazane Putinowi podczas ukraińskiej zawieruchy bardzo szybko zaprocentowało. Rosyjskie media ekonomiczne właśnie w tych kategoriach odczytują bowiem nabycie przez węgierskie firmy stacji benzynowych należących do rosyjskiego Łukoilu w Europie Środkowej. Sieć takich punktów w Czechach przejmie od Rosjan słowacka firma Slovnaft, która należy do węgierskiego koncernu paliwowego MOL. Natomiast 75 stacji benzynowych Łukoilu na Węgrzech oraz 19 na Słowacji kupi węgierska firma Norm Benzinkut Kft. Warto zwrócić uwagę na to, że powyższe działania można postrzegać nie tylko w kategoriach nagrody dla Orbana za jego „konstruktywną” postawę wobec Rosji, ale także tworzenia konkurencji dla polskiej obecności energetycznej w regionie. Na rynku czeskim aktywnie działa przecież PKN Orlen (Unipetrol, Ceska Rafinerska).

za: http://www.defence24.pl/analiza_putin-nagradza-orbana-za-wiernosc

Maj 04

List Pawła Kowala do premiera

Szanowny Panie Premierze,

Po pierwsze gratuluję z okazji wyborczego zwycięstwa Fideszu. Nie ukrywam, że Pańskie działania imponują wielu politykom w Europie a i sam od lat przyglądam się wielu aspektom Pańskiej aktywności z uznaniem. Polityka prorodzinna, wspieranie rodzimej klasy średniej i małych przedsiębiorstw – przyglądam się Pańskim działaniom na tych polach z dużym zainteresowaniem.

Podobnie jak Pan, uważam, że nasze państwa i szerzej – Europa Środkowa – powinny ze sobą bliżej współpracować. Pamiętam rozmowę na ten temat kiedy przyjechał Pan po zwycięskich wyborach do Polski w 2010 roku. Cieszę się, że znów wybrał Pan Warszawę, jako cel swojej pierwszej wizyty zagranicznej. Tym bardziej, przed przyjazdem do naszego kraju, chciałbym zwrócić Pańską uwagę na kwestię, która może utrudnić nam budowanie silnego, środkowoeuropejskiego bloku.

Jednym z problemów, które dzielą wszystkie nasze kraje jest kwestia bezpieczeństwa i niezależności energetycznej. Podpisana przez Węgry umowa z Rosatomem na budowę drugiej część elektrowni atomowej Pacs, a także współpraca z Rosją przy budowie gazociągu South Stream idzie w poprzek interesów Polski.

Z punktu widzenia Polski i, jak jestem przekonany – Europy Środkowej – ważne jest, by wobec dominującej pozycji Rosji prowadzić wspólną politykę, zwłaszcza w tak wrażliwych dziedzinach jak energetyka. Rosja próbuje rozbić solidarność europejską i niestety ostatnie decyzje rządu Węgier w tym przypadku jej to ułatwiają. Prowadzi to do sytuacji, w której Pański rząd nie może wprost opowiedzieć się za wprowadzeniem np. sankcji gospodarczych wobec Rosji i innych działań, które mogłyby powstrzymać jej imperialne działania Kremla. Obecna polityka Władimira Putina zagraża bezpieczeństwu Polski. My Polacy i Węgrzy wiemy dobrze, co znaczy bezpieczeństwo, co znaczy wolność, co znaczy destabilizacja i zmiana granic. Taką eskalację trudno przerwać. Dziś zmiana granic zagraża Ukrainie a w przyszłości być może i innym państwom regionu w tym Polsce.

Dlatego apeluję do Pana o zmianę polityki Węgier wobec Rosji. Przyjeżdża Pan do Polski jako polityk, który rzeczywiście może zaproponować nowe partnerstwo w Europie Środkowej. Pana pozycja w polityce wewnętrznej na Węgrzech daje Panu szczególne możliwości. Przeszkodą jednak w realizacji takiego planu może być właśnie polityka wschodnia Węgier. Trzeba dokonać wyboru – albo partnerstwo z Władimirem Putinem, albo budowa silnego bloku w Europie Środkowej i prowadzenie wspólnej polityki wschodniej.

W 2010 roku pomimo Pana gestów, nie udało się namówić rządu Polski do zacieśnienia relacji z Węgrami. Może uda się tym razem? Polska i Węgry powinny być motorem współpracy środkowoeuropejskiej. Konserwatyści z obu krajów powinni się wspierać w działaniach w europejskich instytucjach, zwłaszcza w Parlamencie Europejskim. Wspólnie możemy domagać się ograniczenia omnipotencji brukselskiej biurokracji oraz zwiększenia zaufania do państw członkowskich, bez czego trudno mówić o prawdziwym partnerstwie w Europie. Mamy dobre podstawy do współpracy, dlatego proszę o rozważenie mojego apelu.

Łączy nas bardzo dużo. Niech stare, proste hasło „Lengyel – Magyar Solidaritas!” nadal będzie dla nas wyzwaniem i natchnieniem do nowych wzmacniania relacji polsko-węgierskich.

Z wyrazami szacunku

Paweł Kowal

Sie 13

Węgrzy chcą autonomii w Rumunii? Ostra reakcja Bukaresztu

Iskrzy na linii Węgry–Rumunia. Prezydent Rumunii Traian Băsescu oświadczył, że 2013 jest ostatnim rokiem, w którym węgierscy politycy mogą działać w jego kraju według własnego widzimisię. – Węgry stały się wylęgarnią niestabilności w regionie – powiedział Băsescu.

Ostre wystąpienie Băsescu to pokłosie oświadczenia Gabora Vony, szefa skrajnie prawicowej węgierskiej partii Jobbik. Vona oświadczył podczas wizyty w siedmiogrodzkiej Harghicie, że jego partia będzie stanowczo broniła mniejszości węgierskiej w tym regionie Rumunii, nawet za cenę konfliktu z tym krajem.

Băsescu, oświadczył, że „w tym roku węgierscy politycy przekroczyli wszelkie granice”. Jego zdaniem polityka Budapesztu wobec władz krajów, w których zamieszkuje mniejszość węgierska – zwłaszcza Słowacji i Rumunii – jest bardzo agresywna. – „Jeśli chodzi o politykę wobec mniejszości, to Węgry stały się wylęgarnią niestabilności w regionie” – powiedział.

Sytuacja trwa już od dłuższego czasu i nie dotyczy tylko skrajnej prawicy. Nie tak dawno Semjen Zsolt, węgierski wicepremier i lider koalicyjnej z Fideszem Chrześcijańsko-Demokratycznej Partii Ludowej (KDNP) stwierdził, że celem Budapesztu jest wspieranie dążeń węgierskiej mniejszości w utworzeniu autonomii terytorialnej. Rumunia odebrała to wówczas jako ingerencję w swoje sprawy wewnętrzne, a odbywające się w Siedmiogrodzie „letnie szkoły” z udziałem węgierskich polityków ironicznie nazwano „posiedzeniami węgierskiego rządu”, sugerując przy tym, że bierze w nich udział coraz więcej czołowych węgierskich polityków, wśród nich sam premier Viktor Orbán.

Prezydent Rumunii zapowiedział, że to ostatni rok, kiedy węgierscy politycy mogą „bezkarnie przybywać” do Harghity i Covasny (dwa okręgi w Rumunii, które przed traktatem z Trianon należały do Węgier). „Najprawdopodobniej letni uniwersytet w Baile Tusnad , (gdzie) nie będzie już odbywał się na terytorium Rumunii” – stwierdził Băsescu.

W wyniku ustaleń traktatu z Trianon w 1920 r. Węgry utraciły dostęp do morza, niemal dwie trzecie ludności (z 21 mln pozostało 8) oraz dwie trzecie obszaru państwa (z 325 tys. km² pozostało 93 tys. km²). Poza granicami Węgier znalazło się 3,5 mln Węgrów, głównie w południowej Słowacji i siedmiogrodzkim Seklerlandzie oraz części Wojwodiny. Stanowiło to jedną trzecią tego narodu. Konsekwencje tych ustaleń z niewielkimi zmianami pozostają w mocy do dzisiaj.

za: http://www.plwolnosci.pl/a/3443/Wegrzy-chca-autonomii-w-Rumunii-Ostra-reakcja-Bukaresztu

Mapa: Procentowy skład etniczny w poszczególnych częściach Węgier oddanych krajom ościennym.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Konsekwencje Traktatu :

 


TN / www.balkaneu.com / Jurnalul Naţional / Wikipedia 13 Sierpień 2013, 19.18

Fot. Wikipedia

Lip 02

Nie chcemy żyć w Europie, gdzie ograniczane są swobody obywatelskie, gdzie są podwójne standardy

Premier Viktor Orbán powiedział w Strasburgu, że raport krytykujący reformy konstytucyjne na Węgrzech jest „nieuczciwy wobec Węgrów” i stanowi „poważne zagrożenie dla Europy”.

Wspomniane słowa padły dziś podczas debaty nt. Praw podstawowych na Węgrzech, która odbyła się podczas sesji plenarnej Parlamentu Europejskiego. Przedmiotem dyskusji było sprawozdanie Rui Tavaresa, które miało na celu zbadanie faktycznych okoliczności związanych z przyjęciem nowej konstytucji na Węgrzech. Zmiany w konstytucji dotyczą kwestii takich jak budżet krajowy, sądownictwo, ordynacja wyborcza, ochrona danych i uznawanie instytucji religijnych. Zdaniem sprawozdawcy zarówno tempo jak i zakres zmian na Węgrzech jest „niepokojący”. W podobnym tonie wypowiedział się Jose Manuel Barroso, podkreślając, że „ochrona zasad i wolności UE to kwestia kluczowa”.

Zdaniem szef węgierskiego rządu, Unia Europejska stosuje podwójne standardy.

To bardzo niebezpieczna propozycja

– powiedział Orbán podczas debaty w Parlamencie Europejskim, nawiązując do raportu, nad którym europosłowie będą głosować w środę. Zdaniem premiera Węgier będzie to głosowanie nad przyszłością Europy.

Orbán skrytykował również propozycję utworzenia przez Komisję Europejską niezależnego mechanizmu, który kontrolowałby przestrzeganie przez kraje UE fundamentalnych praw i wolności.

Nie chcemy żyć w Europie, gdzie ograniczane są swobody obywatelskie, gdzie są podwójne standardy

– zaznaczył  Orbán.

Polityk podkreślił, że jego rząd będzie walczył przeciwko wszelkim nadużyciom władzy i przeciwko tym, którzy chcą traktować miliony Węgrów jak obywateli drugiej kategorii.

Wiemy, że za nami stoją miliony obywateli, którzy uważają, że powinniśmy mieć Europę wolności

– dodał  Orbán.

Premier Węgier tłumaczy, że autorzy raportu nie wspomnieli o reformach, jakie wprowadzono w ostatnich latach na Węgrzech. Polityk nie rozumie dlaczego – mimo spadku bezrobocia i wzrostu wynagrodzeń – jego kraj jest karany, zamiast być wynagrodzonym.

W debacie zabrał głos przewodniczący delegacji PiS do Parlamentu Europejskiego, prof. Ryszard Legutko, który podkreślił, że sprawozdanie nie odzwierciedla rzeczywistej sytuacji na Węgrzech, które są traktowane znacznie bardziej krytycznie niż Niemcy czy Szwecja.

Kiedy socjaliści niszczyli Węgry, Parlament Europejski nie protestował, a gdy dziś wprowadzane są reformy zdroworozsądkowe, widzimy histerię. Atak na Węgry to w istocie atak na zasadę pomocniczości, która powinna nas chronić przed arogancką i niepotrzebną interwencją ze strony Unii Europejskiej. Czy nie są to podwójne standardy?

– pytał Ryszard Legutko.

Wszyscy znają to powiedzenie: Boże chroń mnie od przyjaciół, bo z wrogami sobie poradzę. Wszystkiego najlepszego panie premierze!

– podsumował europoseł PiS.

AM/PAP/Biuro Prasowe EKR

Cze 28

Dlaczego nie będzie Budapesztu w Warszawie?

(…) Po zwycięstwie Fideszu w 2010 roku, gdy Viktor Orbán po raz drugi obejmował tekę premiera, doskonale wiedział, że aby zreformować kraj, musi działać szybko i skutecznie. Był do tego świetnie przygotowany, pracując systemowo przez 8 długich lat bycia w opozycji. Sięgnął przede wszystkim po kapitał społeczny. Zachęcał obywateli do tworzenia kręgów obywatelskich – tysięcy kilku, kilkunastoosobowych nieformalnych grupek, działających dla dobra lokalnej społeczności. Z czasem kręgi te, otrzymując organizacyjne wsparcie, stały się podstawą do tworzenia platform programowych, które opracowywały program dla Państwa we wszelkich możliwych dziedzinach. Fidesz, przejmując pełnię władzy, mógł stworzyć rząd, który działa jak automat. Efekt był piorunujący: zmiana konstytucji, 16 procentowy podatek liniowy dla obywateli, ulgi podatkowe dla rodzin z dziećmi, wsparcie dla małych i średnich firm, mnóstwo ustaw, które odmieniły Węgry, a obywatelom przywróciły poczucie godności i dumę narodową.

Śledząc marsz PiS-u po władzę, po 8 latach grzania opozycyjnej ławy, obserwując Jarosława Kaczyńskiego, który zapewne po raz drugi zostanie premierem, mam wątpliwości, czy partia i jej lider wiedzą co chcą osiągnąć. Odsunięcie od władzy nieudaczników z PO i PSL będzie sukcesem porównywalnym z odebraniem podpalaczowi zapałek. Jest konieczne, ale nie wystarczy. Trzeba mieć plan, rozpisany na powyborcze tygodnie i miesiące, na to jak ugasić pożar i odbudować to, co poprzednicy obrócili w ruinę. Każda dziedzina wymaga zmian, trudnych reform. Kiedy, jeśli nie teraz, przedstawiać Polakom alternatywę, narzucać tematy debaty publicznej, przekonywać do własnych rozwiązań, budzić z letargu, dawać nadzieję na lepsze jutro?

Niestety, PiS jest reaktywny, wyciszony, cały czas gdzieś w narożniku. Zamiast narzucać tematy publicznej debaty i domagać się od rządu zajęcia stanowiska, daje się pozycjonować w roli krytyka rządowych pomysłów. Zamiast promować silnego i zdeterminowanego do przejęcia rządów lidera, chowa go, stosując prymitywną taktykę: im prezesa mniej w mediach – tym lepiej dla sondaży. Nie da się w ten sposób zbudować trwałego społecznego poparcia. Ograniczanie się do krytykowania rządu, zgromadzi wyłącznie niezadowolonych, a łaska frustratów na pstrym koniu jeździ.

Fidesz, idąc po władzę, przedstawiał bardzo jasną i precyzyjną wizję swych rządów. Dzięki temu, kontrast pomiędzy wypalonym i skompromitowanym rządem, a silną formacją, która ma konkretny plan wyprowadzenia kraju na prostą – był dla Węgrów doskonale widoczny. Koncepcja Fideszu zyskała gigantyczne poparcie społeczne. Był to atut nie do przecenienia nie tylko w kraju, ale również poza nim. Viktor Orbán, który poprzez swoje zdecydowane reformy, stał się w Europie wrogiem publicznym numer jeden, w starciach z europejskimi instytucjami i nieprzychylnymi mediami, mógł liczyć na zdecydowane wsparcie obywateli. To było jego siłą i argumentem w rozmowach z liberalnymi władcami Unii Europejskiej i Międzynarodowego Funduszu Walutowego. (…) Całość tutaj

Niestety, PiS jest reaktywny, wyciszony, cały czas gdzieś w narożniku. Zamiast narzucać tematy publicznej debaty i domagać się od rządu zajęcia stanowiska, daje się pozycjonować w roli krytyka rządowych pomysł

Sty 24

Orbán w Warszawie

Premier Węgier Viktor Orbán przy okazji spotkania Grupy Wyszehradzkiej wygłosił na Uniwersytecie Warszawskim odczyt, którego główne punkty doskonale wpisują się w polską tradycję i stanowią egzemplifikację przysłowia „Polak, Węgier, dwa bratanki”. Słuchając i czytając wzniosłe tezy Orbána (jak sądzę, mogą niedługo zastąpić słynne „tezy o Feuerbachu” Marksa i stać się takim samym credo europejskiej prawicy jak niegdyś niemiecki filozof był dla wszechświatowego proletariatu) nie można nie odnieść wrażenia, że premier powiedział to, co chcieli usłyszeć Polacy. Prawdziwi Polacy.
Mówił Orbán o wielu rzeczach, pouczając polskich polityków, którym prawdziwie leży na sercu dobro Ojczyzny, że musimy tworzyć swoją własną politykę, niezależną od Brukseli, nie oglądając się na Unię Europejską, że w życiu należy kierować się wartościami chrześcijańskimi i odwoływać do Boga, bo oczywiście bez Boga nie można być uczciwym i dobrym człowiekiem, zaś reprezentującej Prawdziwych Polaków partii politycznej radził, by przede wszystkim tworzyć własne media, bo obecne są liberalne, a więc ex definitione złe, gdyż bez własnych mediów nie można wygrać żadnych wyborów. Podczas słuchania tego wystąpienia na twarzach części audytorium malował się zachwyt, na niektórych zaś nie do końca.

Nie jest nowością odwoływanie się do Orbána części środowisk politycznych w naszym kraju, które wskazują go jako niekwestionowany autorytet w dziedzinie polityki i moralności, co w pewien sposób kojarzy mi się z zachwytem nad towarzyszami radzieckimi wyrażanym w krajach zmierzających do socjalizmu. Ale powracając do tez Orbána (roboczo nazwałem je „tezą o religii”, „tezą o polityce” oraz „tezą o mediach”), to wszystkie one znajdują tak wielkie odbicie w polskiej tradycji, tak wspaniale padają na polski grunt, że trzeba się odnieść do każdej z nich z osobna.

Teza o religii

Dla racjonalisty na pierwszy plan wybija się oczywiście „teza o religii”, zgodnie z którą tylko chrześcijanin może być dobrym człowiekiem, wszyscy inni są źli i nieuczciwi (i to w sposóboczywisty), a ponadto nie istnieją żadne wartości uniwersalne niepochodzące od chrześcijańskiego Boga, co jasno wynika ze słów: Liberalne kraje Unii Europejskiej twierdzą, że istnieją bliżej nieokreślone wartości uniwersalne. Ale to droga donikąd. Życie musi opierać się na Bogu, narodzie i rodzinie. To się wydaje dla każdego chrześcijanina oczywiste, ale już dalszy wywód, łączący się z „tezą o polityce” oraz „tezą o mediach”, może być co najmniej dyskusyjny. Mówi bowiem Orbán w odpowiedzi na pytanie posła PiS Przemysława Wiplera „Co robić, by wygrać wybory?” [ 1 ], że w stworzonych na własny użytek mediach (rozwinę to w „tezie o mediach”) nie można epatować Bogiem, bo ciągłe odnoszenie się do chrześcijaństwa nie pozwoli na zdobycie większości wyborców. Dla chrześcijanina, polskiego katolika, takie postawienie sprawy winno być co najmniej szokujące — bo jak tu nie mówić o jedynej podstawie dobra i moralności oraz jedynym środku do zwalczenia toczącej kraj zgnilizny i relatywizmu, czyli o Bogu, Jezusie czy jak inaczej nazwać ów wszechogarniający Absolut? Zastanawia także, czemu ciągłe odnoszenie się do chrześcijaństwa nie pozwoli na zdobycie większości wyborców, skoro nasz Priwislinskij kraj w 90% zamieszkują katolicy (co bardzo często przywołuje się jako podstawę dla decyzji politycznych dla katolicyzmu korzystnych)? Przecież podstawowym nakazem chrześcijanina jest głoszenie Ewangelii, nic ponad religię w jego życiu nie ma i nie powinno być, więc czemu niby mówienie o tym, co dla Polaka-katolika jest najważniejsze, miałoby dawać efekt inny niż totalne zwycięstwo wyborcze w postaci właśnie 90% głosów (trudno sobie bowiem wyobrazić, by katolicy nie głosowali na partię, która rdzeniem swego programu i przekazu czyni katolicyzm)? Fakt bezgranicznej pogardy wobec innowierców oraz osób areligijnych wynikający z takiej postawy nie dziwi w kontekście uznania ich za bezwarunkowo złych i skorumpowanych, gdyż osobom takim nie należy się szacunek, nie mówiąc już nawet o tolerancji – zła nie powinno się tolerować. W Polsce takie postawy są nadal dominujące, więc premier Orbán doskonale trafia do serc i dusz (czy umysłów, to zdania pewnie będą podzielone) Polaków, zwłaszcza tych Prawdziwych Polaków-Katolików.

Teza o polityce

„Teza o polityce” jest wyrazem tego, co dla Polaków jest szczególnie cenne — głoszenia wszem i wobec, że „nie będzie Niemiec pluł nam w twarz”, że „nigdy z królami nie będziem w aliansach”, bośmy słudzy Maryi na Chrystusa ordynansach. [ 2 ] Masońsko-żydowska Bruksela jawi się Prawdziwym Polakom kolejnym mocarstwem zaborczym, które ośmiela się mówić nam, co mamy (czasem) robić. Słusznie mówi Orbán, wychodząc od klasyków myśli państwowej, że naczelną zasadą państwa narodowego jest suwerenność pojmowana w sposób absolutny — nie można mówić o państwie suwerennym, które musi czasem słuchać kogoś innego lub ma zobowiązania wobec kogokolwiek. Orbán wiele zrobił, by przywrócić Węgrom ich suwerenność, wychodząc z założenia, że dużo lepsza nędza własna niż chleb cudzy, nie oglądając się na zobowiązania międzynarodowe oraz wewnątrzunijne. Idea suwerenności jest bowiem nadrzędną i w drodze do niej nie liczą się żadne koszty, zaś cel uświęca środki. Co z tą suwerennością absolutną robić, to zastanowimy się, gdy już ją będziemy mieli. Polakom takie myślenie jest szczególnie bliskie — choćby piekło, byle polskie, byle nasze. O fakcie, że suwerenność absolutną da się osiągnąć jedynie na wyspie, gdzie jest jeden mieszkaniec i nie zachodzą żadne relacje z innymi podmiotami, jakoś się zapomina, ale to nieważne. Byle do tej suwerenności, potem zobaczymy. Precz więc z Niemcami, Rosjanami i eurourzędasami, my tu mamy swój kraj i sami się rządzimy. Że głupio, że straszno — nie wasza sprawa, ale nasza. My wiemy lepiej, czego chcemy. Sami zdecydujemy, co z naszą suwerennością, pełną niezależnością, wolnością od wszystkiego i od wszystkich zrobimy i nic wam do tego. Zwłaszcza jeżeli nasz katolicki kraj ma być podporządkowany lewacko-masońsko-żydowskim kołom eurokratów. Co to, to nie. Może i ta Unia daje nam miliardy euro na rozbudowę kraju, może doprowadziliśmy dzięki niej nasze prawo do jakiego takiego porządku, to dobrze, niech jeszcze więcej nam dadzą tych euro i bardziej nam we wszystkim pomagają, to się nam w końcu należy, ale nie będą nam mówić, co mamy robić ani obcych kulturowo wzorców narzucać. Nam tu jakieś tolerancje, otwartość, równość niepotrzebne. W zasadzie się w tej Brukseli powinni cieszyć, że ich jeszcze tolerujemy w zamian za te pieniądze, których oczywiście nie potrzebujemy. Jest więc „teza o polityce” wezwaniem do zrzucenia zwierzchności podłej, zdemoralizowanej i zgniłej Unii Europejskiej przy jednoczesnym, a w Polsce szczególnie silnym, wymuszaniu szantażem i groźbami kolejnych transz haraczu. Jednocześnie wyraża on przekonanie, że prawdziwą politykę robi się wyłącznie samodzielnie, gdyż każde wejście w sojusze i porozumienia suwerenność państwa ogranicza. Jest więc to powrotem do filozofii i tradycji polityki wieku XIX, gdzie dominował pozytywizm austinowski z jego teorią prawa jako rozkazu oraz wyłączenia władzy spod własnego prawa (gdyż suweren nie może być w żaden sposób ograniczony). Polska ma wieloletnie, również całkiem niedawne, tradycje takiego podejścia do prawa i władzy.

Teza o mediach

Smaczek w postaci „tezy o mediach” zostawiam na koniec, bo w doskonały sposób ukazuje cały sens polityki, jaką Orbán uważa za słuszną i konieczną. Otóż sensem polityki jest sprawowanie władzy i pozostawanie poza kontrolą innej władzy. Tylko taka polityka może spełniać wymóg suwerenności. Aby to osiągnąć, mówi premier Węgier, trzeba mieć własne media, gdyż istniejące są liberalne i wolne, a więc nie zawsze mówią to, co powinny, za to często mówią to, co chcą. Powinny zaś pełnić rolę transmisji partii do mas, jak to się drzewniej w Polsce mawiało. Oczywiście Orbán, będąc politykiem zręcznym wie, że w społeczeństwie informacyjnym media są newralgicznym punktem i że ich kontrola ułatwia kontrolę obywateli. Wie też, że on sam lepiej wie, co obywatele powinni oglądać w telewizji oraz czytać w prasie oraz że trzeba ich chronić przed wszelkimi szkodliwymi poglądami, które mogą negatywnie wpłynąć na podstawy życia, czyli Boga, naród i rodzinę. Zbierając to wszystko razem wskazał pewnej polskiej partii politycznej drogę, że kluczem do władzy są media. Oczywiście nie liberalne media [ 3 ], które mają niebezpieczne roszczenia, by być mediami wolnymi, lecz własne, które będą przekazywały właściwe oraz pożyteczne informacje i postawy. W tym kontekście, co już zauważyłem przy analizie „tezy o religii”, zaskakuje stwierdzenie, że nie należy mówić za dużo o chrześcijaństwie. Ja myślę, że należy, i to jak najwięcej. Jak inaczej bowiem dokonać rewolucji moralnej w społeczeństwie, by w końcu mogło ono dorównać swojej władzy, by było jej godne? Jak się wydaje, w Polsce powinniśmy dążyć do tego, by wszystkie media powinny być chrześcijańskie, w końcu i tak oglądają, słuchają i czytają je tylko katolicy, zaś ludzie źli i podli, którzy żyją bez Boga (naszego Boga), prędzej czy później będą musieli się nawrócić albo wyjechać. W ten sposób pozbędziemy się plugastwa z naszych granic i będziemy mieli w końcu szanse na zbudowanie dużo lepszej Polski, lepszej Ojczyzny, która zasłuży na miano IV Rzeczpospolitej.

Wydaje się, że Viktor Orbán w kompletny sposób wyłożył credo europejskiej prawicy chrześcijańskiej, do której stara się równać także jej polski odpowiednik. Tylko trzy tezy, a mają w sobie treść setek traktatów politycznych i filozoficznych. Apeluję zatem do środowisk Prawdziwych Polaków, by podjęły wszelki trud związany z wprowadzeniem ich w życie, by podjęły wielkie dzieło uzdrowienia (już po raz drugi w ostatniej dekadzie) Polski i by w tej walce nie przebierały w środkach, które uświęci chwalebny cel. Pamiętajmy również, że — parafrazując – walka o nową Polskę zaostrza się wraz ze zbliżeniem do jej realizacji, więc nie wolno patrzeć bezkrytycznie również na tych, którzy obecnie stoją w naszych szeregach. I niech nam wszystkim świeci przykładem Wódz rewolucji moralnej Przewodniczący Orbán, którego kraj kończy już długą, wyczerpującą drogę ku nowej Republice. Weźmy przykład z niego, gdy nie ugiął się przed krytyką i żądaniami całej Europy oraz bandyckimi instytucjami finansowymi, gdy pluł w twarz swoim wrogom i prześladowcom, którzy za wszelką cenę chcieli zatrzymać jego bohaterski marsz ku światłej przyszłości. Da Bóg, i Polska kiedyś rozpocznie ten forsowny marsz, a wtedy wreszcie zapanuje prawo i sprawiedliwość. Czego sobie, Państwu, oraz przede wszystkim Polsce życzę.

Autor tekstu: 

 Przypisy:
[ 1 ] Przypomina mi się w tym miejscu człowiek, który pyta Jezusa : „Nauczycielu, co mam robić, abym miał żywot wieczny?”
[ 2 ] Cały tekst Pieśni Konfederatów Barskich z Księdza Marka, a szczególnie zwrotka ostatnia, pasuje jak ulał na nowy hymn polskiej prawicy, której blisko jest do barskich konfederatów.
[ 3 ] Podejrzewam, że nazwą „liberalne” określa się wszystkie media, które nie popierają w całości wizji Orbána, choć mogę się mylić.