Cze 26

Jeśli wyniki gospodarcze Węgier się utrzymają, Europa będzie musiała zmienić swój stosunek do Orbána – twierdzi Igor Janke

Europa znajduje się w momencie zwrotnym. Nie wykluczam, że za chwilę poglądy wyznawane przez Orbána przestaną być tak unikalnym zjawiskiem wśród politycznych elit. Bo w to, że podobnie jak on myśli bardzo wielu zwykłych ludzi w Europie, nie wątpię

– mówi w wywiadzie dla portalu wPolityce.pl Igor Janke, prezes Instytutu Wolności, autor książki o Viktorze Orbánie pt. „Napastnik”.

wPolityce.pl: Według doniesień prasowych, nieformalna Grupa Bilderberg skupiająca wpływowe osobistości światowej polityki, może podjąć działania wymierzone w rząd Fideszu. Czy bierze pan pod uwagę taką ewentualność, że Victor Orbán straci władzę w wyniku intrygi zawiązanej w kręgach Parlamentu Europejskiego czy Komisji Europejskiej?

Igor Janke: Z tego co słyszałem, to tylko jedna pani komisarz UE mówiła na posiedzeniu grupy i też nie wiadomo, co dokładnie mówiła. Nie widzę takiej możliwości, by Fidesz stracił władzę pod wpływem nacisków z zewnątrz. Może stać się to wtedy, gdyby sytuacja gospodarcza Węgier pogarszała się i pogłębiał się chaos wywołany reformami. Ale wydaje się, że to zagrożenie mija. A ataki z zewnątrz tylko mobilizują zwolenników Orbána.

Zna pan osobiście Viktora Orbána. Jak przyjmuje ataki i krytykę, której poddawany jest przez Brukselę?

Tydzień temu zjedliśmy obiad w Warszawie. To niezwykle spokojny człowiek i doświadczony polityk. Przeszedł już wszystko – porażki, klęski i wielkie zwycięstwa. Doskonale wie do czego zmierza, a wszystko co robi ma mocne oparcie w wyznawanym przez niego systemie wartości. Ma twardy kręgosłup i jest „wewnątrzsterowny”. To wszystko powoduje, że jest odporny na ataki. Świetnie porusza się wśród przeciwności i rozgrywa różne sytuacje na swoją korzyść. Gdy występuje w Brukseli czy na forach unijnych potrafi mówić innym językiem niż na ulicach Budapesztu, gdzie bywa populistą.

Dlaczego jest solą w oku dla przedstawicieli środowisk dominujących w Unii Europejskiej?

Z kilku powodów. Jest integralnym konserwatystą, a więc politykiem zupełnie innym niż większość obecnych polityków europejskich. Od współczesnej klasy politycznej różni się tym, że faktycznie działa, podejmuje decyzje i stara się zmieniać rzeczywistość. Poza Orbánem nie ma dzisiaj przywódców w Europie, którzy chcą uprawiać realną politykę. Bo to, co robi Orbán jest realną polityką. Drugim powodem niechęci do niego jest fakt, że swoimi działaniami narusza wiele interesów. Próbując odwrócić strukturę gospodarczą Węgier, zmniejsza rolę międzynarodowych korporacji na rzecz lokalnych firm. Działa wbrew interesom tych korporacji. I korporacje reagują, co jest dość naturalne.

Czy podczas ostatniego spotkania powiedział coś, co szczególnie zapadło panu w pamięć?

Wyglądał na człowieka, który czuje, że wiatr zaczyna wiać w jego plecy. Cieszył się, że wreszcie może pokazać Europie twarde dane potwierdzające polepszającą się sytuację gospodarczą Węgier. Był dość optymistycznie nastawiony do przyszłości.

Co mógłby pan dziś dopisać do swojej książki o Viktorze Orbánie?

Kończyłem ją pytaniem, czy Viktor Orbán to ostatni Mohikanin XIX-wiecznej polityki czy symbol nadchodzących zmian. Wtedy nie wiedziałem. Dziś coraz bardziej nabieram przekonania, że Orbán jest znakiem czegoś nowego. Europa znajduje się w momencie zwrotnym. Nie wykluczam, że za chwilę poglądy wyznawane przez Orbána przestaną być tak unikalnym zjawiskiem wśród politycznych elit. Bo w to, że podobnie jak on myśli bardzo wielu zwykłych ludzi w Europie, nie wątpię. A poza tym, jeśli dobre wyniki gospodarcze na Węgrzech utrzymają się i Fidesz wygra kolejne wybory, co jest bardzo prawdopodobne, Europa i tak będzie musiała zmienić swój stosunek do Orbána.

Rozmawiał Jerzy Kubrak

za: http://wpolityce.pl

Cze 25

Węgrzy na pielgrzymce w Polsce

o Polski dotarła Pielgrzymka Kolejowa Czarnej Madonny z zaprzyjaźnionych Węgier. Bratankowie odwiedzą najsłynniejsze polskie sanktuaria, m.in. w Częstochowie i Łagiewnikach. W Krakowie, do którego również przybędą, trwa pełna mobilizacja tamtejszych klubów „Gazety Polskiej”.

– Węgrzy przyjechali z pielgrzymką do Polski już po raz trzeci. Pierwsza pielgrzymka miała miejsce w 2011 roku, gdy w związku z przekazaniem prezydencji w UE Polsce grupa ok 700 Węgrów postanowiła zorganizować pielgrzymkę do Częstochowy i Krakowa i modlić się w intencji obu narodów. Wówczas zapadłą decyzja, aby od tej pory organizować co roku narodową pielgrzymkę do Polski. Teraz rozpoczyna się już trzecia pielgrzymka, w której uczestniczy ok. 750 osób, w tym kilkudziesięciu duchownych i biskupów – tłumaczy w rozmowie z portalem niezalezna.pl Aranka Małkiewicz, opiekunka grupy węgierskiej.

W pielgrzymce Węgrów na Jasną Górę wezmą udział hierarchowie kościelni, wśród nich biskupi Miklós Beer, István Katon i József Tamás, a także politycy z przewodniczącym parlamentu węgierskiego László Kövérem na czele. W organizację pielgrzymki włączyli się ambasadorowie obu krajów – Roman Kowalski i Ivan Gyurcsik.

Węgierscy pielgrzymi odwiedzą Jasną Górę, Wawel i Łagiewniki. W kaplicy Matki Bożej Częstochowskiej już jutro o godz. 11 zostanie odprawiona uroczysta msza św. pod przewodnictwem biskupa Józsefa Tamása, podczas której Węgrzy przekażą ojcom paulinom kopię cudownej figury Matki Bożej z Csiksomlyó.

W czwartek czas na Kraków, gdzie planowane jest uroczyste powitanie pociągu z bratankami. Przyjedzie na dworzec o 6:50 (nie jak wcześniej podawano o 7:05.

O godz. 9 w Bazylice Bożego Miłosierdzia odbędzie się msza św. z udziałem kard. Stanisława Dziwisza i bp. Jana Zająca. Na Wawelu pielgrzymi złożą również wotum dziękczynne dla św. Jadwigi i kwiaty przy grobach króla Stefana Batorego oraz pary prezydenckiej Marii i Lecha Kaczyńskich.

Węgrzy mają ze sobą obrazki z wizerunkiem św. Władysława – króla, który był prekursorem kontaktów polsko-węgierskich. Obrazki zostały przygotowane w związku z udaną rekonstrukcją twarzy świętego na podstawie jego czaszki. Na obrazkach, które będą rozdawać Węgrzy znajduje się wizerunek patrona Węgier i informacja o nim.

Cze 24

W UE nie zatracajmy tożsamości

Musimy starać się pozostać sobą – Polakami i Węgrami. Należeć do Europy, ale nie zatracić swojej tożsamości – mówi dr János Latorcai, który przyjechał do Polski m.in. w celu promocji książki opowiadającej o węgierskich reformach pt. „Węgry. Co tam się dzieje” wydanej przez Frondę.

Ostatnio Węgry nie mają dobrej prasy. Bruksela szczególnie wytyka władzom w Budapeszcie nieprzestrzeganie zasad demokracji. Skąd ta intensywna krytyka, zwłaszcza w zachodnich mediach?

Wiedzieliśmy, że ona nastąpi, odkąd w 2010 r. zaczęliśmy prowadzić niezależną od różnych grup interesu politykę ekonomiczną. Opodatkowaliśmy banki, towarzystwa ubezpieczeniowe i międzynarodowe firmy handlowe. Kiedy odrzuciliśmy rozwiązania proponowane nam przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy, wiedzieliśmy, że nastąpi reakcja ze strony wielkich koncernów i banków, które za pośrednictwem zachodnich mediów wywierały naciski na rząd węgierski, sporządzając nieprawdziwe analizy naszej sytuacji. Mimo twierdzeń zachodnich mediów, że Węgry odstraszają inwestorów, swoje fabryki otworzyły u nas Mercedes i Audi. Powstało kilkadziesiąt tysięcy nowych miejsc pracy. Oczywiście były obawy, że wielkie sieci supermarketów wyprowadzą się z Węgier. Rzeczywiście niektóre to zrobiły, ale ich miejsce szybko zajęły inne firmy.
Według OECD w przyszłym roku PKB Węgier wzrośnie o 1,5–2 proc. Świadczy to o tym, że węgierska droga jest skuteczna i słuszna. Jest wiele państw, które chcą podążać wytyczoną przez nas drogą. Dziś 12 państw chce – tak jak my – opodatkować banki, firmy ubezpieczeniowe oraz obniżyć ceny gazu, elektryczności i wody.

Wielu Polaków niepokoi coraz większa zażyłość między Węgrami a Rosją. Dlaczego Budapeszt obrał sobie za strategicznego partnera akurat Moskwę?

Jest to wynik złośliwej interpretacji. Jesteśmy członkami Unii Europejskiej i 1000-letnim bastionem chrześcijaństwa. Nieraz udowadnialiśmy, że jesteśmy narodem europejskim. Na wyzwania, jakie niesie ze sobą globalizacja, Węgry muszą odpowiedzieć otwarciem na Wschód. Nie oznacza to wcale otwarcia tylko na Rosję. Otwieramy się bowiem także na Japonię, Chiny, Koreę Płd. itd. To otwarcie nie jest jednak otwarciem politycznym, ale gospodarczym.

Jak Węgry widzą przyszłość Europy Środkowej?

Rola Europy Środkowej w Unii Europejskiej musi wzrosnąć. Ten region to wspólny nam sposób myślenia i postrzegania rzeczywistości. Jest on wynikiem naszej tysiącletniej przeszłości, na którą złożyła się ciągła walka o przetrwanie. Narody żyjące w tym obszarze musiały się starać bardziej od innych narodów. Dzięki temu są bardziej od nich kreatywne. W socjalizmie Węgrzy i Polacy nauczyli się czytać między wierszami. Dziś musimy starać się pozostać sobą – Polakami i Węgrami &‐ należeć do Europy, ale nie zatracić swojej tożsamości. To wielkie wyzwanie, przed którym stoimy. Decydującą rolę do spełnienia mają tu Węgry i Polska, która jest w tym regionie decydującym graczem.

Czy UE jest dziś odpowiednim miejscem dla suwerennych państw?

Joschka Fischer w 2000 r. powiedział, że powinien powstać jeden ponadnarodowy rząd, który będzie prowadził jednolitą politykę kulturalną, jednoczącą wszystkie narody. Dzisiejsza Unia zmierza właśnie w tym kierunku. Węgry przystępowały do innej Unii Europejskiej niż ta kreślona przez Joshkę Fischera. Uważamy, że w zjednoczonej Europie właśnie narody będące niepowtarzalnym dziełem Boga są prawdziwą wartością.

W Polsce mówi się ostatnio coraz więcej o Klubie Bilderberg. Czy spotkania tego typu grup zagrażają suwerenności państwowej?

Jeśli mówimy już o Klubie Bilderberg, to warto przytoczyć wypowiedź wiceszefowej Komisji Europejskiej Viviane Reding, która uczestniczyła w ostatnim spotkaniu tej grupy w Wielkiej Brytanii. Złożyła oświadczenie, które nami wstrząsnęło i potwierdziło nasze obawy. Według komunikatów prasowych pani Reding oświadczyła, że uczyni wszystko, aby podważyć legalność wyników przyszłorocznych wyborów na Węgrzech. Jeśli wiceprzewodnicząca KE w tak rażący sposób wtrąca się do wewnętrznych spraw suwerennego państwa, to uwidocznia wyraźnie drogę, jaką obrała UE. Wczoraj, prawie dwa tygodnie po konferencji Klubu Bilderberg, pani Reding złożyła oświadczenie, w którym odżegnała się od tych słów. Jeżeli polityk będący na tak wysokim stanowisku w UE dopiero po dwóch tygodniach dementuje taką wypowiedź, oznacza to, że w UE dzieją się niepokojące rzeczy.

Autor: Gabriel Kayzer

Żródło: Gazeta Polska Codziennie

Cze 22

Węgry – co tam się dzieje

W kwietniu 2010 roku Węgierska Unia Obywatelska Fidesz Viktora Orbána zdobyła aż 68 proc. głosów, uzyskując samodzielnie większość konstytucyjną. To osiągnięcie niespotykane dotąd w innych demokratycznych krajach Europy. Od początku istnienia nowe władze w Budapeszcie rozpoczęły szeroko zakrojone reformy.

Specjalnie do tej książki o istocie przemian zachodzących na Węgrzech napisali sami autorzy węgierskiej transformacji:

» O podłożach globalnego sporu o sprawę węgierską – dr László Bogár
» O reformie banków centralnych – István Varga, Węgierski Bank Narodowy
» O reformach wyborczych – dr Miklós Sári, Krajowe Biuro Wyborcze
» O nowych regulacjach medialnych – dr Izabella Bencze, Fundacja Świadczeń Publicznych
» O reformach systemu sądownictwa – dr Róbert Répássy, Ministerstwo Administracji i Sprawiedliwości
» O nowych ustawach dotyczących organizacji pożytku publicznego, religii, mniejszości narodowych – dr Csaba Latorcai – Ministerstwo Administracji i Sprawiedliwości
» O polityce narodowej – dr Zsolt Semjén, wicepremier
» O polityce prorodzinnej – dr Endre Szabó, Porozumienie Organizacji Prorodzinnych
» I inni

W książce znajdziesz też niepublikowany wywiad z Viktorem Orbánem, raport o stanie państwa wygłoszony przez premiera po dwóch latach rządów partii Fidesz oraz konstytucję węgierską.

Projekt zrealizowany we współpracy z Ambasadą Węgier w Polsce.

Cze 22

Węgrzy uniezależniają się od zachodniej finansjery. (…)

Węgry są od wielu lat pod obstrzałem Komisji Europejskiej, Europejskiego Banku Centralnego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Propaganda mediów głównego nurtu skwapliwie podchwyciła tezy postawione przez polityczno-finansową klasę panującą i krytykuje Viktora Orbána za „totalitarny styl rządów” i brak poszanowania dla demokracji.

Viktor Orbán zrobił rzeczy naprawdę nieakceptowalne i z ideologicznego punktu widzenia jego rząd zasługuje na potępienie – ośmielił się wprowadzić u siebie rozwiązania chroniące własne społeczeństwo przed destrukcją moralną, demoralizacją i wyzyskiem. W swojej polityce używa najbardziej obrzydliwych dla eurokratów pojęć: naród, państwo i wartości rodzinne. W ocenie eurokratów te słowa już dawno powinny zniknąć ze świadomości społecznej. Orbán ośmielił się zdefiniować w węgierskiej konstytucji małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny oraz przeznaczyć znaczącą część PKB Węgier na wspieranie rodziny.

Jednak nie to było najgorsze – Orbán chce, aby społeczeństwo miało udział w zyskach korporacji i banków działających na Węgrzech. Uderza w ten sposób w istniejącą strukturę władzy pieniądza, korporacji i mediów, a za to należą już mu się „naloty dronów”. Orbán silnie sprzeciwia się globalistycznym zamiarom unicestwienia wpływu państwa narodowego na gospodarkę. Zamiast obciążyć własne społeczeństwo wysokimi podatkami nakłada podatek kryzysowy na globalne korporacje zarabiające kokosy w sektorze telekomunikacyjnym i sieciach handlowych. Zamiast na wzór Mario Montiego nałożyć na Węgrów podatek katastralny w kwocie 0,79% wartości nieruchomości, Orbán nacjonalizuje węgierskie OFE i nakłada na banki podatek o wartości 0,7% obrotów i 0,1% od każdej transakcji giełdowej. Mało tego – Orbán wspomina, że zamierza przejąć kontrolę nad 50% sektora bankowego. Rząd RP dystansuje się od tak ohydnej praktyki opodatkowania biednego sektora finansowego (marne 16 mld zł zysku netto za 2012 r.), choć jest on wprowadzany praktycznie w całej UE.

Uważny obserwator zada tu pytanie: dlaczego podatek od transakcji finansowych nie będzie wprowadzony w Polsce, skoro jesteśmy najlepszym uczniem UE i wzorujemy się na „najlepszych podatkowych rozwiązaniach unijnych” (np. podatek VAT na ubrania dziecięce)?

Jednak prawdziwym faux pas Orbána była odmowa zadłużenia się w Międzynarodowym Funduszu Walutowym i „atak na niezależność Węgierskiego Banku Centralnego”. Victor Orbán jest pierwszym europejskim premierem, który ośmielił się zakwestionować zasadę niezależności banku centralnego. Zgodnie z obowiązującą doktryną niezależności banku centralnego – poziom bezrobocia nie ma znaczenia – liczy się tylko stabilność pieniądza. W efekcie „zamachu Orbána” do węgierskiej RPP wprowadzono „członków zewnętrznych”, którzy doprowadzili do „poluzowania polityki pieniężnej”, stawiając tym samym interesy osób utrzymujących się z pracy najemnej przed interesami międzynarodowego kapitału.Węgry już przed Polską we wzroście gospodarczym.

1. Węgry szczególnie po objęciu w tym kraju rządów przez Viktora Orbána, nie mają w Polsce dobrej „prasy”. Pisze się i mówi o tym kraju i pomysłach jego premiera przeważnie źle, nagłaśniając także niezadowolenie instytucji europejskich z prawa przyjmowanego w tamtejszym Parlamencie. Natomiast Orbán tak jak obiecał Węgrom w kampanii wyborczej w 2009/2010 roku, konsekwentnie realizuje narodowe interesy i to mimo tego, że po 8 latach rządów lewicowych, przejął kraj z ujemnym wzrostem PKB, ogromnym deficytem sektora finansów publicznych , długiem publicznym i programem drastycznego ograniczania wydatków, które zaordynował jeszcze w 2008 roku, Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Pod koniec 2010 roku zdecydował się nawet na konfrontację z MFW i KE odrzucając warunki na których obydwie te instytucje chciały kontynuować program pomocowy dla jego kraju i doprowadził do jego przerwania.

2. Jednocześnie wprowadził dodatkowe kryzysowe opodatkowanie banków na okres 3 lat od 2010 do 2012 roku w wysokości od 0,15 do 0,5% ich sumy bilansowej. Podobnie na 3 lata podatkiem kryzysowym od przychodów (czyli swoistym podatkiem obrotowym), zostały opodatkowane: handel wielkopowierzchniowy od 0,1 do 2,5%, telekomunikacja od 2,5 do 6,5% i energetyka 1,05%. Od 2013 roku na Węgrzech stawka podatku dochodowego od firm wynosi tylko 10% (najniższa w UE, podobną ma tylko Cypr), a w podatku dochodowym od osób fizycznych, którego stawka wynosi 16% została wprowadzona ulga prorodzinna, która pozwala rodzinie z trojgiem dzieci, odliczyć od podatku około 17 tys. zł rocznie (dla porównania ulga na troje dzieci w Polsce wynosi około 3400 zł), co oznacza, że otrzymujący średnie wynagrodzenia rodzice w tym kraju Węgrzech, nie płacą wcale podatku dochodowego od osób fizycznych. Oczywiście były i decyzje mniej popularne, wydłużenie wieku emerytalnego z 62 do 65 lat czy ograniczenia niektórych wydatków na politykę społeczną, nie uległa również obniżeniu podstawowa stawka podatku VAT, którą do 25% podniósł wcześniej rząd lewicowy. Zaproponował także Węgrom wybór w zakresie ubezpieczeń społecznych albo zostają w II filarze (nasze OFE) i jednocześnie rezygnują z emerytury państwowej albo przenoszą zgromadzone tam kapitały i przenoszą je do specjalnego państwowego funduszu, który będzie nimi zarządzał. Blisko 95% Węgrów, płacących składki ubezpieczenia społecznego, wybrała to pierwsze rozwiązanie i w związku z tym wyraźnie zmalały wydatki budżetowe na dofinansowanie systemu emerytalnego.

3.Oczywiście to tylko niektóre posunięcia, które spowodowały ograniczenie deficytu sektora finansów publicznych poniżej 3% PKB ale także dały pozytywne impulsy gospodarce, która do niedawna się ciągle zwijała (spadek PKB). Ostatnio bank BNP Paribas opublikował ciekawą analizę porównawczą Polski i Węgier, w której znalazło się stwierdzenie, że Polska i Węgry zamieniły się miejscami jeżeli chodzi o poziom wzrostu gospodarczego i perspektywy rozwoju w najbliższej przyszłości. Węgry w I kwartale tego roku odnotowały wzrost gospodarczy wynoszący 0,7% PKB ale niezwykle obiecująco wyglądają najbliższe perspektywy w tym zakresie, podczas gdy w Polsce wzrost ten wyniósł tylko 0,4 %, a w relacji do poprzedniego kwartału zaledwie 0,1%. Węgierskie inwestycje publiczne wzrosną z 3%PKB w roku 2012 do blisko 5%PKB w latach 2013-2015, podczas gdy w Polsce będą malały z 4,6% PKB w 2012 roku do 3,3% w roku 2015. Wreszcie polski deficyt sektora finansów publicznych i deficyt rachunku obrotów bieżących ciągle sięgają blisko 4% PKB, podczas gdy na Węgrzech ten pierwszy jest już zdecydowanie niższy od 3% PKB, a ten drugi nawet dodatni.

4. Węgierskie zdecydowane reformy Orbána, dają już jak widać z powyższego pozytywne rezultaty. W naszym kraju niestety odwrotnie, nic nie robienie rządu Tuska przez ostatnie 5 lat doprowadziło do tego, że tzw. zacieśnienie fiskalne, które prowadzi minister Rostowski, przychodzi w najgorszym dla gospodarki momencie i najprawdopodobniej doprowadzi ją do recesji.

Autor: Zbigniew Kużmiuk

Cze 11

Kto ma kłopot z demokracją: Komisja Europejska, czy rząd Orbána? – pyta Igor Janke

Rząd Orbána ma dużo większą legitymizację niż Komisja Europejska, która zarzuca premierowi Węgier niedemokratyczne działania – tak uważam. Poniżej tekst, który wygłosiłem na konferencji „Interes narodowy w centrum uwagi – węgierski model w zmieniającej się Europie”, która odbyła się w Budapeszcie z udziałem m.in. Viktora Orbána i byłego premiera Hiszpanii José Marii Aznara.

Dla mieszkańców Europy Środkowo-Wschodniej, zwłaszcza za czasów komunistycznego reżimu, zachodnie struktury europejskie były marzeniem. Marzeniem o wolności, swobodzie, wolnej gospodarce, prawie do tego, by w swoim kraju, mieście, w swojej organizacji robić to, co my, Polacy, Węgrzy, Czesi, uważamy za słuszne, a nie to, co uważają władcy w moskiewskiej centrali czy domu partii.

Marzyliśmy o wolnym świecie, ceniącym różnorodność, szanującym różne tradycje.
To marzenie o wolności się ziściło. Obaliliśmy komunizm, żyjemy w wolnych krajach, a po latach starań wstąpiliśmy do wymarzonego klubu wolnych, demokratycznych, zamożnych państw. Zostaliśmy członkami prawdopodobnie jednego z najlepszych projektów politycznych w historii świata – Unii Europejskiej.

W imieniu Węgrów

Projekt jest świetny, ale – co wiedzą wszyscy – przechodzi kryzys. Gospodarczy, polityczny i duchowy. Im dłużej mój kraj należy do Unii, tym bardziej się cieszę, że do niej trafiliśmy, ale bardzo się też martwię, jak bardzo dziś ten projekt niedomaga. Jak bardzo odrywa się od swoich korzeni.

Przez ostanie dwa lata uważnie przyglądałem się temu, co się dzieje na Węgrzech, jakich zmian próbuje dokonać rząd w Budapeszcie i jak na to reaguje Europa. Nie dziwi mnie, że wielu polityków z innych państw ma inny pogląd na różne sprawy niż premier Viktor Orbán i jego partia. Nie dziwi mnie, że lewicowe elity niechętnie reagują na to, co się dzieje w Budapeszcie. Ale nie mogę pojąć, dlaczego Europa próbuje wszelkimi siłami zablokować zmiany, które przeprowadza we własnym kraju demokratycznie wybrany rząd.

Greckie słowo „demokratia” pochodzi od słowa „demos” – lud i „kratos” – władza. Demokracja polega na sprawowaniu władzy w imieniu większości ludzi, którzy zdecydowali, by tej czy innej osobie lub ugrupowaniu powierzyć władzę. Węgrzy zdecydowali w 2010 roku, by tę władzę powierzyć partii Viktora Orbána, tak samo jak cztery lata wcześniej demokratycznie zdecydowali, by oddać ją partii Ferenca Gyurcsánya.
Jasno powiedzieli, jakich chcą rządów, jakiej konstytucji, jakich podatków itp. I Orbán robi to, czego chcą od niego obywatele.

Dyktat mniejszości

W Polsce mamy przysłowia: „Syty głodnego nie zrozumie”, ale też: „Nie wszystko da się kupić za pieniądze”. Myślę, że dobrze oddają one to, co myśli dziś wielu Węgrów i Polaków. Pierwsze z tych przysłów odzwierciedla różnicę spojrzeń i aspiracji między bogatą i sytą starą Unią a narodami nowej Unii wciąż aspirującymi, marzącymi i zmagającymi się z wieloma wyzwaniami.

Jesteśmy głodni sukcesów, pragniemy wolności zbudowanej na silnym gospodarczym i demokratycznym fundamencie. Dla tego marzenia jesteśmy gotowi ciężko pracować, uczyć się i wyrzekać wielu przyjemności, bez których wielu ludzi na Zachodzie już nie wyobraża sobie życia.

Ale nie zapominamy, jak upokarzające było narzucanie nam przez komunistów ideologicznego przymusu. Ten przymus był antytezą wolności. Czuliśmy, że mniejszość, która ma karabiny, narzuca nam swoją wolę. Dziś mamy poczucie, że choć bez karabinów – mniejszość znowu chce nam czasem narzucić swoją wolę.

Wolność niesie ze sobą odpowiedzialność. Węgrzy wiedzą, kto wziął osobistą odpowiedzialność za los ich kraju. Trudno jednak powiedzieć to o instytucjach europejskich. Instytucje europejskie mają słabą legitymizację. Tymczasem te powstałe w wyniku zawiłych porozumień ponadnarodowe twory chcą dziś dyktować wybranemu demokratycznie premierowi Węgier, jak ma prowadzić politykę, jak wspomagać rodzinę i jak walczyć z kryzysem.

Unia Europejska, nad czym ubolewam, forsuje antydemokratyczne działania. Próbuje zablokować zmiany, które wprowadza we własnym kraju demokratycznie wybrany rząd. Instytucje europejskie działają więc wbrew swojemu powołaniu – nie na rzecz demokracji, ale wbrew niej.

Gdyby jeszcze inne kraje fantastycznie sobie radziły, kwitły i rozwijały się, a krwawy reżim w Budapeszcie pogrążał kraj w chaosie, pewnie byłoby o czy m dyskutować. Ale dziś w chaosie jest pół Europy, a Węgry ciągle nie chcą zatonąć. Ostatnio nawet dają sygnały, że wynurzają się nad powierzchnię wody.

Podcinanie korzeni

Elity europejskie coraz bardziej odrywają się od rzeczywistości. Projekt integracyjny zawodzi, widać coraz więcej symptomów choroby tego procesu, tymczasem próbuje się go leczyć, podając jeszcze większą ilość lekarstwa, które doprowadziło go do choroby.
Kiedy strefa euro się sypie, inne kraje są przekonywane, że koniecznie muszą stać się jej członkami. Kiedy ludzie mają coraz więcej wątpliwości co do dalszej integracji, przekonuje się ich do projektu federalnego, a nawet do stworzenia Stanów Zjednoczonych Europy. Tych, którzy proponują inne rozwiązania, potępia się. Ich argumenty nie są traktowane poważnie, a dyskusja zagłuszana śmiechem i kpinami.

Kiedy jeden z krajów podkreśla, jak ważne są jego chrześcijańskie korzenie, oświecone elity w Brukseli mówią: „Jacyż oni nieeuropejscy!”. Choć to Robert Schuman, jeden z ojców założycieli Unii Europejskiej, mówił: „Demokracja albo będzie chrześcijańska, albo jej nie będzie. Demokracja antychrześcijańska jest karykaturą, która skończy się albo tyranią, albo anarchią”.

Europa odrywa się od swojej tradycji, od pielęgnowania zasad wolności i wolnej gospodarki. Obrasta biurokracją, regulacjami, usypia w dobrobycie, leniwa i znudzona podąża za coraz bardziej chorymi modami i trendami, które ją osłabiają.
Mimo to dzisiejsze elity nadające ton europejskim salonom próbują nas pouczać. Mówią nam: zostawcie swoje tradycje i przekonania, zostawcie swój model życia, a staniecie się zamożni i bezpieczni jak my.

W Europie Środkowej mamy już dość siły, by powiedzieć, że być może nasz model budowania wspólnoty jest równie dobry, a może i lepszy. Tylko musimy zacząć wspólnie mówić o nowym kształcie Unii. Musimy wnieść do Europy więcej środkowoeuropejskiego ducha, musimy mieć więcej odwagi, by przedstawiać własne wizje i walczyć o ich realizację. Mówmy o nich głośno, dyskutujmy i spróbujmy przekonać do naszych poglądów, które być może już niedługo staną się dominującymi w Europie. Bo nastrój w Europie zaczyna się zmieniać. Według Pew Institute średnie poparcie dla Unii w ciągu roku spadło z 60 do 45 procent. To znak irytacji kryzysem, ale też braku akceptacji kierunku, w jakim zmierza Unia. Kiedy widzę milion ludzi na ulicach Paryża demonstrujących w obronie rodziny, kiedy obserwuję w Polsce niezwykłe zainteresowanie polityką Viktora Orbána, to myślę, że w Europie narasta oczekiwanie na zmianę.

Tak samo dobrzy

Do tej zmiany powinniśmy mocno przyczynić się my – obywatele państw Europy Środkowej. Dobrze bowiem wiemy, co znaczy wolność. Wiemy też, co znaczy solidarność. Unia Europejska powinna zaś być projektem nie tylko na dobre czasy. Musi ona też umieć przetrwać trudny okres. Ale do tego potrzeba odwagi myślenia i działania, potrzeba także solidarności.

Dla Węgier, jak i dla Polski, a także dla innych krajów Europy Środkowej, tylko wspólne działania dadzą szanse na odegranie większej roli w Unii Europejskiej. Działając jako silny blok, możemy wpłynąć na bieg wydarzeń w Unii i zadbać o własne interesy. Ta współpraca istnieje, ale w moim przekonaniu jest ciągle zbyt słaba. Warto pracować nad tym, by stała się lepsza. Wymaga to jednak odwagi i ciężkiej pracy. Także – a może przede wszystkim – w moim kraju, Polsce.

Tekst opublikowała wcześniej „Rzeczpospolita

Cze 09

Od kiedy Orbán wygrał wybory, lewicowe elity Unii Europejskiej są w nieustannym dygocie – twierdzi Igor Janke

Viktor Orbán, a wraz z nim całe Węgry są na celowniku europejskich elit. Połajankom, a także otwartym groźbom wobec naszych bratanków nie ma końca. Nieustannie zarzuca się Orbánowi chęć wprowadzenia jakiegoś totalitarnego ustroju.

O tym jak jest w rzeczywistości i o przyczynach nagonki na Orbána rozmawiamy z publicystą Igorem Janke, twórcą platformy blogowej salon24.pl, autorem książki „Napastnik. Opowieść o Viktorze Orbánie” oraz szefem niezależnego think tanku Instytut Wolności, który zorganizował spotkanie z premierem Węgier na Uniwersytecie Warszawskim.

wPolityce.pl: W kontekście sformułowania – które na stałe weszło już do polskiej polityki – o „Budapeszcie w Warszawie”, czy z perspektywy ludzi mediów niezależnych ważny jest ten kierunek wskazany przez Orbána, czyli budowa mediów omijających mainstream?

Igor Janke: W Polsce przechył mediów w jedną stronę jest silny. Ale warto uświadomić sobie, że na całym świecie znacznie więcej jest dziennikarzy o poglądach liberalnych niż konserwatywnych. Jednak w państwach o dojrzałej demokracji dziennikarze nie afiszują się z reguły ze swoimi poglądami tak jak u nas. Żeby było jasne: teraz robią tak dziennikarze jednej, jak i drugiej strony.

Faktycznie jest tak jak mówił Orbán, że ugrupowaniu konserwatywnemu, po to, aby mogło wygrać wybory, trudno jest sobie poradzić, gdy istnieje tak silny przechył w jedną stronę mediów mainstreamowych.

Na szczęście media społecznościowe rozwijają się bardzo prężnie, co powoduje, że sytuacja w Polsce trochę się balansuje. A jeśli spojrzymy np. na rynek tygodników, to w zasadzie jest równowaga, albo nawet przewaga prawej strony. Mamy bardzo silne „W sieci”, „Do rzeczy”, „Gościa Niedzielnego”, jest „Gazeta Polska” i mniejsze pisma katolickie, a po drugiej stronie „Newsweek”, „Polityka”, słabszy „Przegląd”. Nie wiem, w jakim kierunku podąży „Wprost”. Nie zgadzam się z tymi kolegami, którzy narzekają, że nie mają dostępu do szerokiej publiczności. Jeżeli nie da się puścić filmu, np. „Mgła” w telewizji publicznej, to tyle samo ludzi obejrzy go w kanale niezależnym, w internecie. A więc „siła rażenia” obrazu też będzie duża.

Oczywiście warto budować pluralizm, to bez dwóch zdań, warto budować własne media, warto walczyć o telewizje publiczną.

Natomiast nie jestem wielkim entuzjastą tego, co w tej sprawie dzieje się na Węgrzech. Bo owszem, Orbánowi udało się zbudować swoje media, które jemu – jako politykowi – pomogły. Natomiast te media zbudowane przez Fidesz czy ludzi związanych z Fideszem (macierzysta partia Viktora Orbána – przyp. red.), są mediami Fideszu. Są mocno związane z tą partią i nie ukrywają tego. Na Węgrzech Fidesz przejął też w pełni media publiczne, które kontroluje. To nie jest sytuacja idealna.

Oczywiście z punktu widzenia polityków to jest bardzo dobrze, jednak ja bym wolał, aby istniały niezależne media konserwatywne, liberalne, lewicowe itd. Na Węgrzech tak nie jest i z tego trzeba zdać sobie sprawę. Tam jest pluralizm, ale media są tam silnie związane z politycznymi patronami.

A jak ocenić inną rzecz, która dla zwolenników Orbána w Polsce jest nie do powtórzenia? Chodzi o zbliżenie Węgier do Rosji, obecnie na polu gospodarczym. O co chodzi premierowi Węgier? Czy chce pokazać Unii Europejskiej, że ma polityczne pole manewru, czy rzeczywiście chodzi o ważne interesy ekonomiczne naszych bratanków?

Orbán jest bardzo pragmatyczny. Jeśli uważa, że w pewnych sprawach opłaca mu się z kimś współpracować, to robi to. I tak na przykład mówi o potrzebie silnych dwustronnych kontaktów z Niemcami. Jeśli Jarosław Kaczyński przeczytałby to, co na temat współpracy z Niemcami mówi Viktor Orbán, to chyba nie byłby zachwycony.

Orbán jest w bardzo specyficznej sytuacji. Jest ostro krytykowany przez Unię Europejską, niemal w każdej sprawie, i nieustanne atakowany. W takiej rzeczywistości szuka pola manewru gdzie indziej. Gra na różnych frontach. Nie wierzy w Nabucco, z ich punktu widzenia uznał ten projekt za nieopłacalny, więc zrezygnował z niego. Uznał, że lepiej, by South Stream, gazociąg Gazpromu, jeśli już ma powstać, by szedł przez terytorium Węgier. Ja z polskiego punktu widzenia nie jestem tym zachwycony, ale on uznał, że z punktu widzenia interesu Węgier tak jest lepiej.

Mówi Pan o krytyce Węgier przez UE. Czy te zmiany w prawie węgierskim są faktycznie tak radykalne i groźne, czy reakcja UE jest przesadna, nadwrażliwa?

Bzdura. Od kiedy Orbán, konserwatywny polityk wygrał tak znacząco wybory, lewicowe elity unijne są w nieustannym dygocie. W konstytucji węgierskiej nie ma nic niebezpiecznego.

Zmiany, które przeprowadza Orbán są radykalne w tym sensie, że np. konstytucja została całkowicie przebudowana. Ale co w tym groźnego? Fidesz ma pełną legitymację do wprowadzania tych zmian, do tego upoważnili ich obywatele w wyborach. W sprawie konstytucji przeprowadzono bardzo szerokie konsultacje. Była wielka akcja wysyłania listów do obywateli z pytaniami o to, co powinno znaleźć się w konstytucji. Odzew był masowy.

Główny problem polega na tym, że polityka we współczesnym świecie traci swoją moc sprawczą, traci narzędzia do wprowadzania zmian, współczesne państwo jest nieskonsolidowane. Państwami coraz częściej rządzą nie demokratycznie wybrani politycy, ale rozmaite pozapolityczne, trudne do kontroli mechanizmy. To jest niebezpieczne. Orbán próbuje przywrócić politykom możliwość realnego pełnienia swojej funkcji. Politycy muszą mieć narzędzia do zmieniania rzeczywistości. Obudowaliśmy się tyloma zabezpieczeniami, że straciliśmy możliwość wprowadzania realnych zmian, zarządzania sytuacją w naszych państwach.

A Orbán wprowadza realne zmiany! Chce odbudować gospodarkę swojego kraju. Sprawić, by była konkurencyjna. Wyjść z gigantycznego zadłużenia. Wzmocnić klasę średnią. Odbudować węgierską przedsiębiorczość. Odwrócić złe trendy demograficzne. Nie robi niczego, co wprowadzałoby jakiekolwiek zagrożenia. Nie ze wszystkim się zgadzam, uważam że popełnił parę poważnych błędów i głupot, jak np. w sprawie ustawy medialnej, która zawiera bardzo niemądre zapisy. Ale czy jest to jakiś gigantyczny problem dla Europy? Bez przesady.

To skąd taka alergiczna reakcja elit europejskich?

Takie reakcje wzięły się kilku powodów. Po pierwsze dlatego, że Orbán jest politykiem konserwatywnym i to w tej odmianie konserwatyzmu, który w Europie już prawie nie istnieje. To wywołuje przerażenie, że polityk tak integralnie konserwatywny zdobywa tak dużą władzę.

Ale zdobył ją przecież w demokratycznych wyborach, więc…

Ale to ich tak przeraziło. Moim zdaniem Orbán jest politykiem umiarkowanym. Fidesz nie jest partią skrajną, to umiarkowana prawica. On po prostu idzie wbrew temu, co dziś dominuje wśród europejskich elit.

Po drugie, on naruszył interesy zachodnich koncernów i tu alergiczna reakcja jest w pełni zrozumiała z punktu widzenia tych koncernów.

Plus trzecia rzecz, bardzo ważna: Orbán popełnił bardzo wiele błędów w komunikacji ze światem zachodnim. Przez długi czas prowadził bardzo złą politykę medialną i nadal ją zresztą prowadzi. Otacza się ludźmi, którzy w dużej mierze nie radzą sobie z tym. Jeśli słyszę, że Edward Lucas – korespondent najpoważniejszego tygodnika w świecie The Economist – przez rok nie może się spotkać z Orbánem, żeby zrobić z nim wywiad, to taka sytuacja jest kuriozalna i w ten sposób Orbán i jego ludzie sami sobie szkodzą. Robią sobie tym wrogów zupełnie niepotrzebnie. Sam pamiętam jakie miałem trudności, aby spotkać się z Viktorem Orbánem, gdy pisałem o nim książkę.

Za takie błędy Orbán i jego rząd, i całe Węgry płacą wysoką cenę – wyliczalną w realnych pieniądzach. Trzeba umieć rozmawiać także z krytykami. Zła opinia utrudnia negocjacje, budzi nieufność rynków i przynosi realne straty.

Rozmawiał Sławomir Sieradzki

Cze 06

Napastnik po wegiersku…

Do księgarń nad Dunajem właśnie dociera węgierskie wydanie mojej opowieści o Viktorze Orbánie. Zanim wydawnictwo ogłosiło publicznie, że książka już jest gotowa, zorganizowano zamknięte spotkanie dla grupy osób, które pomagały mi przy pracy, i które wspomogły wydawnictwo Rezbong Kiádo. Wyglądało to jak normalne spotkanie z czytelnikami. Wiedziałem, że wydawca szykuje dla mnie jakąś niespodziankę, ale jak to z niespodzianką – nie widziałem co nią będzie. 

Opowiadałem więc moim węgierskim gospodarzom i gościom, co myślę o Orbánie i jego polityce. Pod koniec oficjalnej części, żeby trochę sprowokować publiczność, która była – jak łatwo się domyślić – bardzo proorbánowska, zacząłem krytykować bohatera mojej książki. Mówiłem o tym, jak wielką władzę gromadzi, jak coraz mniej słucha ludzi wokół niego, jak promuje firmy własnych kolegów itp. Poczułem, iż atmosfera robi się dziwna, więc dodałem szybko, by się tak nie martwili, bo książka i tak jest bardzo pozytywna dla szefa Fideszu ale teraz napisałbym jeszcze jeden rozdział: opowieść o tym, jak przez wiele miesięcy polski dziennikarz piszący książkę o premierze Węgier nie mógł się doprosić spotkania z nim. Bo rzeczywiście przez wiele miesięcy ktoś z jego najbliższego otoczenia blokował mi dostęp do szefa rządu. W końcu się udało, ale przyznam, że łatwiej było mi się dobić Obamy niż do Orbána.

Kiedy to mówiłem, drzwi się otworzyły, i do sali po cichu wszedł … Viktor Orbán. Był sam i usiadł w ostatnim rzędzie. To była ta niespodzianka. Mogłem tylko powiedzieć ze śmiechem: „Mam nadzieję, że nie słyszałeś tego, co mówiłem”. I zaczęła się fantastyczna półgodzinna publiczna rozmowa między nami o sensie polityki, o tym, co jest w niej ważne, o roli dobrej krytyki ale też duchowości i religii. Wszyscy byli zaskoczeni biegiem wypadków a najbardziej ja. Żałowałem tylko, że nikt tego nie nagrywał. Co prawda potem przy winie, Viktor potem mnie zapewniał, że i tak wszystko jest na podsłuchu, więc mu służby doniosą;) Było więc wesoło. Warto było zobaczyć naturalnego, bardzo bezpośredniego, sympatycznego faceta, który wywołuje tak wielką zgrozę w połowie Europy.

Dla przerażonych Orbánem mam złą informację: gospodarka węgierska się odbija, notuje lekki wzrost – niewielki bo 0,7 proc kwartał do kwartału, ale wyższy niż w Polsce (0,4 proc). Najnowsza prognoza OECD przewiduje 0,5-procentowy wzrost gospodarczy na Węgrzech w 2013 roku i 1,3 proc. na 2014 r. Lekko spadło bezrobocie (z 11,7 proc do 11 proc) , zmniejszyła się inflacja do 1,7 proc. Komisja Europejska uwolniła Węgry od procedury nadmiernego deficytu budżetowego (a Polskę nie) i wszystko wskazuje na to, że Fidesz ma dużą szansę na wygranie kolejnych wyborów w przyszłym roku. Naród węgierski, który tak bardzo ma cierpieć w czasie rządów centroprawicy, nadal popiera Fidesz i Orbána a socjalistów znacznie, znacznie mniej. Co za ludzie?! Oświecona Europa tłumaczy im, że jest im strasznie a oni chcą jeszcze… Wygląda na to, że Europa będzie musiała się przeprosić z Orbánem. Wypiłem więc z węgierskimi przyjaciółmi znakomite czerwone wino z mojego ulubionego regionu Villany za sukcesy ich gospodarki i za zmianę trendów w Europie.

O Europie mówiłem następnego dnia podczas konferencji poświęconej Węgrom, Unii i interesom narodowym, którą otworzyli były premier Hiszpanii Jose Maria Aznar i Viktor Orbán. Napiszę o tym osobno. W czwartek na targach książki w Székesféhervár – oficjalna premiera książki na Węgrzech.

Maj 14

Przewodniczący Światowego Kongresu Żydów przeprosił Viktora Orbána, ale media na świecie nie były tym zainteresowane – twierdzi Grzegorz Górny

Na Węgrzech nie milkną echa zakończonego niedawno 14. Plenarnego Zgromadzenia Światowego Kongresu Żydów, który odbył się w Budapeszcie. Najbardziej komentowanym wydarzeniem podczas tego posiedzenia jest przemówienie, jakie skierował do żydowskich delegatów premier Węgier Viktor Orbán.

Powiedział on między innymi, że antysemityzm „jest nie do zaakceptowania i nie może być tolerowany”. Mimo to następnego dnia Kongres wydał komunikat wyrażający rozczarowanie, iż premier Węgier w swym wystąpieniu „nie dał wystarczającej gwarancji odgrodzenia się jego rządu od współpracy ze skrajną prawicą” (chodzi o nacjonalistyczną partię Jobbik).

W ostatnim dniu obrad w Budapeszcie przewodniczący Światowego Kongresu Żydów Ronald S. Lauder przeprosił jednak Orbána za tę krytykę jako nieusprawiedliwioną. Dodał, iż dopiero później „zdobył wiedzę”, że dwa dni przed otwarciem posiedzenia w Budapeszcie premier Węgier udzielił wywiadu izraelskiemu dziennikowi „Yedioth Ahronot”, w którym ogłosił zero tolerancji dla antysemityzmu, nazwał działania Jobbiku zagrożeniem dla demokracji i kategorycznie odrzucił możliwość współpracy z tą partią po następnych wyborach. Orbán uznał też za skandaliczną decyzję sądu w Budapeszcie, która zezwoliła działaczom Jobbiku na zorganizowanie antysyjonistycznej demonstracji w przeddzień obrad Światowego Kongresu Żydów.

Węgierski instytut Nézőpont Intézet postanowił zbadać, jak o tych wydarzeniach pisała międzynarodowa prasa. W tym celu przejrzano teksty, jakie od 5 do 8 maja br. ukazały się w 64 renomowanych gazetach i agencjach prasowych w 13 krajach. Okazało się, że o skrytykowaniu Viktora Orbána przez żydowskich delegatów donosiły aż 42 artykuły, natomiast o przeprosinach za tą krytykę jako niesprawiedliwą poinformowano już w zaledwie 7 tekstach. W przedstawianiu Węgrów jako antysemitów celowały zwłaszcza media niemieckie: o skrytykowaniu Orbána można było przeczytać aż w 18 tekstach, natomiast wzmianka o przeprosinach premiera przez przewodniczącego Światowego Kongresu Żydów znalazła się tylko w jednym tekście zamieszczonym w Internecie.

Niemieckie media chętnie cytowały też wypowiedź wiceprzewodniczącej Kongresu Charlotte Knobloch z Niemiec, według której z przemówienia Orbána można było wyczuć, że nie traktuje on walki z antysemityzmem jako sprawy, której oddany byłby całym sercem. „Frankfurter Allgemeine Zeitung” napisał zaś, że wystąpienie przed Żydami w Budapeszcie niemieckiego ministra spraw zagranicznych Guida Westerwellego było przemówieniem prawdziwie godnym męża stanu, w przeciwieństwie do bladego wystąpienia premiera Węgier.

Co ciekawe, najmocniej Orbána wzięli w obronę Żydzi węgierscy. Z komunikatem Kongresu krytykującym premiera Węgier nie zgodzili się m.in. Péter Feldmájer, były przewodniczący Stowarzyszenia Żydowskich Gmin Wyznaniowych na Węgrzech (MaZsiHiSz) oraz dyrektor wykonawczy tej organizacji Gusztáv Zoltai. Feldmájer powiedział o przemówieniu Orbána:

Usłyszeliśmy wystąpienie bardzo jasne, o moralnym podłożu, które z racji swej formy nie zawierało konkretnych kroków, ale wyraźnie pokazywało drogę, którą węgierskie społeczeństwo powinno kroczyć.

Z kolei Slomó Köves, młody rabin Zjednoczonej Gminy Wyznaniowej Izraelitów na Węgrzech (EMIH), pochwalił Fidesz za uchwalenie nowelizacji do Konstytucji oraz wprowadzenie nowego Kodeksu Prawa Cywilnego. Dzięki tym aktom wzmocnione zostało prawo do ochrony godności poszczególnych wspólnot, które zyskały środki prawne do występowania w obronie swojego dobrego imienia. Rabin Köves skrytykował natomiast Ronalda S. Laudera:

Wielką przewrotnością jest, gdy przewodniczący Światowego Kongresu Żydowskiego oświadcza, iż o warunkach panujących na Węgrzech dowiaduje się z prasy.

O tym wszystkim jednak czytelnicy gazet na naszym kontynencie już się raczej nie dowiedzą.

za: http://wpolityce.pl/artykuly/53519-gorny-przewodniczacy-swiatowego-kongresu-zydow-przeprosil-viktora-orbana-ale-media-na-swiecie-nie-byly-tym-zainteresowane