Mar 11

Docelowa likwidacja podatku dochodowego

DO KOŃCA TEJ KADENCJI POSTARAMY SIĘ ZEJŚĆ DO POZIOMU 9 %

Viktor Orbán jest zwolennikiem likwidacji podatku dochodowego. Według węgierskiego Ministra Gospodarki pomysł likwidacji PIT jest jak na razie zbyt ambitny, ale należy dążyć do zmniejszenia stawki podatku liniowego z 16% do 9%.

Pomysł premiera na likwidację podatku dochodowego jest ambitnym celem, ale jego wprowadzenie jest mało prawdopodobne w najbliższych latach, powiedział minister gospodarki Mihály Varga.

W odpowiedzi na komentarz Orbána, że „w idealnym przypadku powinna być zerowa”, Varga powiedział, że podatek dochodowy od osób generuje około 1500 mld forintów (4,9 mld EUR) dla budżetu i te dochody są potrzebne. To jest realne, ale nie w ciągu jednej kadencji.

Naszym realnym celem będzie w najbliższym czasie osiągnięcie poziomu 9% nawet jeśli tym przypadku budżet będzie mniejszy o 480-500 mld forintów po stronie przychodów.

Wcześniej Viktor Orbán zapowiedział stopniowe obniżanie podatku bankowego, który został wprowadzony na Węgrzech we wrześniu 2010 roku. Od tego czasu węgierski budżet zarobił na tym łącznie 843 mln forintów (11,5 mld zł).

Według Orbána, w tym roku podatek zostanie obniżony, a obniżki będą kontynuowane do roku 2018. Premier węgierskiego rządu złożył taką deklarację przy okazji podpisywania porozumienia z Europejskim Bankiem Odbudowy i Rozwoju.

„ Nadszedł czas, aby otworzyć nową erę naszej współpracy z bankami. Naszym celem jest zbliżenie opodatkowania banków na Węgrzech do średniego poziomu w Unii Europejskiej”
– powiedział Orbán.

Podatek, który nie zostanie zniesiony całkowicie, to jedna ze specjalnych danin, które rząd Orbána nałożył na sektory węgierskiej gospodarki zdominowane przez zagraniczne firmy. Oprócz bankowego, chodzi o sektory energii, handlu detalicznego i telekomunikacji.

Źródło: politics.hu, biztok.pl

Sty 16

Węgry mogą wygrać na decyzji Szwajcarii

Foto: Reuters

Do tej pory kontrowersyjne węgierskie pomysły gospodarcze były krytykowane przez znaczną część opinii publicznej w Polsce. Po dzisiejszej decyzji SNB i panice, jaką spowodowała, koncepcje Viktora Orbána budzą jeszcze większe zaciekawienie.

Możliwe, że pomysł mógł być błędny

Budapeszt, spotkanie w siedzibie Napi Gazdasag. To instytut ekonomiczy wspierający rząd centroprawicowego Fideszu. Dziennikarze z Polski są pod wrażeniem zdrowego optymizmu, który bije tu z każdego zakamarka. Na ich pytania odpowiada Barcza Gyorgy, redaktor naczelny wydawanego przez instytut dziennika. To, co mówi, jest zgoła inne od tego, co przeczytać możemy w europejskich mediach.

– Ludzie rozejdą się, jak tylko zrobi się zimno – kwituje pytanie o antyrządowe protesty. Rząd w ciągu czterech lat może wprowadzić nawet 40 nowych rodzajów podatków. Największe kontrowersje wzbudził ten bijący w internautów – od pobieranych danych.

– Możliwe, że pomysł opodatkowania internetu mógł być błędny – ostrożnie przyznaje Gyorgy. Ale kolejnych broni. – Branża finansowa, reklamowa, energetyka, handel, producenci papierosów, telekomy – te branże najbardziej obciążamy podatkami i skutecznie je egzekwujemy. A rodzinom z kolei obniżamy koszty życia – w ciągu dwóch lat średnio o 20 proc. spadły ceny wody, gazu, energii i wywozu śmieci.

Nowe święto narodowe?

Same superlatywy słyszymy również z ust Agostona Samuela Mraza, szefa innego prorządowego think tanku. Jego zdaniem, rząd Orbána ma prawidłowo ustawione priorytety. Skupia się na wzmacnianiu roli państwa. Walczy ze skutkami błędów popełnionych w latach 90., głównie chodzi o prywatyzację strategicznych przedsiębiorstw. Panuje też nad trudną sytuacją kredytobiorców. Zdaniem Mraza, 7 listopada będzie nowym węgierskim świętem narodowym. Dlaczego? Tego dnia roku 2014 rząd zawarł historyczne porozumienie z węgierskim stowarzyszeniem skupiającym banki. Dzięki niemu w lutym tego roku wszystkie kredyty hipoteczne we frankach szwajcarskich zostaną przewalutowane na forinty (chyba że ktoś napisze specjalne oświadczenie, które pozwoli mu zostać przy franku). Banki wypłacą klientom rekompensaty wynikające ze spreadu walutowego i podwyżek oprocentowania kredytów, które do tej pory stosowali. Szkopuł w tym, że nie wiadomo dokładnie, jak oprocentowane będą kredyty po ich zmianie na forinty.

W świetle czwartkowej decyzji banku centralnego Szwajcarii, premier Orbán rzeczywiście może wyjść na bohatera. Frank drożeje, tymczasem Węgrzy śpią spokojnie, bo spłacają kredyt przeliczony po korzystnym, listopadowym, kursie. Pod warunkiem jednak, że banki komercyjne zdążyły do tej pory kupić od banku centralnego franki po starym kursie

za: http://biznes.onet.pl

Gru 23

Orbán przywraca normalność

Viktor OrbanMający wejść w życie w 2015 roku obowiązek pracy dla węgierskich osadzonych, to kolejna istotn reforma premiera Viktora Orbána. To, co do tej pory było przywilejem, już wkrótce stanie się narzuconą normą i trzeba będzie znaleźć zajęcie dla przebywających w 28 więzieniach na Węgrzech około 12 000 skazanych (liczba zdolnych, by podjąć pracę). Oznacza to dla kraju olbrzymie zyski, gdyż więźniowie sami zapracują na swoje utrzymanie.

Przeciwnicy rządów Orbána wytykają mu kolejną ekstrawagancję i kontrowersyjną ustawę. To prawda, że reforma ta wydaje się dziwna, ale tylko dlatego, że właściwie powinna być normą. Nienaturalnym jest dla mnie dyskutowanie o czymś, co jest krokiem w stronę normalności i elementarnej sprawiedliwości. Bo niby dlaczego wszyscy uczciwi obywatele danego kraju mają składać się na pobyt tych nieuczciwych w zamkniętym zakładzie? Nasze podatki powinny być wykorzystywane w sposób bardziej roztropny i służący korzyściom ogółu. Oczywiście, trzeba zgodzić się z tym, że taką korzyścią jest na pewno izolowanie jednostek niebezpiecznych, czy zdegenerowanych. Ale skoro jednostki te, są w stanie same na siebie zapracować, to z całą stanowczością należy im taką możliwość zapewnić, odciążając z takiego obowiązku resztę obywateli. Już wkrótce z takiego odciążenia będą cieszyć się mieszkańcy Węgier.

Kwestia finansowa, to jedna strona medalu. Druga związana jest ze sprawiedliwością. Tajemnicą poliszynela jest, że w wielu przypadkach samo osadzenie w więzieniu jest dla skazanych zbyt łagodnym wymiarem kary. To taki niskiej klasy hotel, gdzie więzień ma prawo właściwie do wszystkiego tego, czego mógłby doświadczyć na wolności, z tą różnicą, że ma to najzupełniej za darmo. Jedynym mankamentem jest fakt niemożności swobodnego poruszania się po świecie widzianym zza więziennej kraty. Ale czy jest to aż tak wielki mankament? Dla wielu z pewnością nie. Dodając do tego możliwość pozostawania w stanie „bezrobocia” i jednoczesnego braku zmartwień o wikt i opierunek, przebywanie w zakładzie karnym zdaje się być całkiem nie najgorszą alternatywą dla życia na wolności. Tymczasem kara winna być jednak karą.

Zagadnienia związane z prawami i obowiązkami osadzonych regulują oczywiście odpowiednie przepisy. Żaden z nich nie wiąże pojęcia pozbawienia wolności z pozbawieniem praw do wygód. A szkoda. Prawa człowieka powinny dotyczyć tych ludzi, którzy ich przestrzegają. O mało którym skazanym można to powiedzieć. Głosy sprzeciwu płynące ze strony działaczy na rzecz owych praw są tu zupełnie nie na miejscu. Zatem dlaczego nie zabrać się za zmiany przywracające kwestiom więziennictwa pewien logiczny porządek? Dlaczego nie iść śladami Orbána, który stopniowo, metodycznie dąży ku przemianie Węgier i odnosi w tej dziedzinie widoczne już teraz sukcesy?

Reforma zaproponowana przez rządzącą na Węgrzech partię Fidesz, to kolejny ważny dla tego kraju krok. Po spadku bezrobocia, zmniejszeniu inflacji i długu publicznego, po przyczynieniu się do rozwoju małych i średnich przedsiębiorstw, po wejściu w życie wielu istotnych ustaw, Viktor Orbán raz jeszcze pokazuje, że można skutecznie zarządzać państwem i dokonywać w nim przeobrażeń na lepsze. Raz jeszcze jednak idąc w stronę normalności, zyskuje nowych wrogów, którym z jakichś powodów nie jest po drodze z rosnącymi w siłę Węgrami, które mogłyby i powinny, stać się nie wrogiem i odszczepieńcem, ale wzorem do naśladowania, również dla rządzących Polską.

Mateusz Nować

Gru 03

Viktor Orbán na defiladzie wojsk litewskich w Wilnie

W ostatnią niedzielę (23 listopada) podczas defilady z okazji Dnia Odrodzenia Wojska Litewskiego w Wilnie na trybunie honorowej pojawił się premier Węgier Viktor Orbán. Uczestniczył w obchodach święta obchodzonego w rocznicę utworzenia w 1918 roku armii litewskiej. W defiladzie wojskowej na placu katedralnym w Wilnie wzięli udział także żołnierze węgierscy.

Obecnie na Litwie przebywają węgierscy żołnierze, którzy uczestniczyli w tym kraju w NATO-wskich manewrach pod nazwą „Iron Sword 2014”. We wtorek 18 listopada ministerstwo obrony Węgier zadecydowało, że nie wrócą oni do Budapesztu, lecz pozostaną na Litwie, by wziąć udział w kolejnych ćwiczeniach wojskowych NATO pod nazwą „Baltic Training 2014”.

Defilada wojskowa planowana w stolicy Litwy pomiędzy dwoma NATO-wskimi manewrami odbywającymi się w tym kraju potraktowana została przez komentatorów w Wilnie jako demonstracja gotowości obrony państw bałtyckich przed ewentualną agresją ze wschodu.

Obecność na niej Viktora Orbána przyjęta została przez litewskie elity z zaskoczeniem, ponieważ do tej pory wyłamywał się on z solidarnego stanowiska krajów Europy Środkowej wobec Rosji. Władze Litwy wydały nawet oświadczenie, że nie zapraszały premiera Węgier na uroczystości, a jego wizyta miała charakter prywatny. Z tego powodu nie przewidziano żadnych oficjalnych spotkań Orbána z litewskimi przywódcami.

Zdaniem litewskiego politologa Laurinasa Kaszcziunasa, nieoczekiwana wizyta Viktora Orbána w Wilnie była najprawdopodobniej chęcią publicznego zaprezentowania, że węgierska elita polityczna nie jest wcale prorosyjska i proputinowska. Mimo to premier Węgier spotkał się z chłodnym przyjęciem litewskich środowisk opiniotwórczych, nawet tych, które do niedawna były mu przychylne.

Według komentatorów w Budapeszcie, Orbán, który postanowił prowadzić swoją własną grę między Rosją a Zachodem, nie zdawał sobie sprawy, jak głęboki rów wykopie ta polityka między Węgrami a innymi krajami Europy Środkowej. Liczył, że Budapeszt wypełniając swoje sojusznicze zobowiązania wobec NATO będzie mógł prowadzić własną politykę wschodnią, nie tracąc zarazem zaufania krajów naszego regionu. Tak się jednak nie stało. O ile do tej pory miał głównie przeciwników w Europie Zachodniej, o tyle teraz dołączyli do nich także zdecydowani krytycy w naszej części kontynentu.

To spowodowało, że Orbán, choć nikt go nie zapraszał, pojawił się w Wilnie. Chciał, aby obecność jego oraz żołnierzy węgierskich na defiladzie odebrana została jako wyraz solidarności z krajami znajdującymi się w stanie zagrożenia ze strony Rosji.

Węgierscy publicyści zwracają uwagę na pewne znaczące korekty, jakie Orbán postanowił wprowadzić do swej polityki zagranicznej. Świadczy o tym choćby kilka wydarzeń z ubiegłego tygodnia.

W poniedziałek 17 listopada odbyła się rozmowa telefoniczna prezydenta Ukrainy Petra Poroszenki z premierem Węgier Viktorem Orbánem. Obaj przywódcy porozumieli się w sprawie stworzenia nowej trójstronnej grupy, złożonej z Ukrainy, Węgier i Słowacji, w celu zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego regionu. Ustalono, że do końca roku uruchomiony zostanie interkonektor, dzięki któremu można będzie przesyłać rewersem gaz ziemny na Ukrainę. Podczas rozmowy Orbán oświadczył, że Węgry pozostają sojusznikiem Ukrainy i wspierają jej niezależność oraz integralność terytorialną.

We wtorek 18 listopada ministrowie obrony Węgier, Wielkiej Brytanii, Litwy i Łotwy podpisali czterostronne porozumienie, w ramach którego Londyn i Budapeszt zobowiązały się do udzielenia pomocy materialnej oraz szkoleniowej armiom krajów bałtyckich w celu podniesienia ich zdolności bojowej.

W związku z tym na stronie ministerstwa obrony Węgier zamieszczona została wypowiedź ministra obrony Litwy Juozasa Olekasa:

W przeszłości Litwę i Węgry łączyło wiele historycznych więzów, dlatego cieszę się, że Węgry jako pierwsze spośród krajów NATO zareagowały na zmiany geopolitycznej sytuacji oraz na decyzje podjęte podczas szczytu NATO w Walii. Cieszy mnie również to, że Węgry podjęły decyzję o swym udziale we wzmacnianiu sił lądowych NATO.

W środę 19 listopada Viktor Orbán wziął udział w IV Forum Węgierskiej Diaspory, gdzie przez 70 minut odpowiadał na pytania rodaków z całego świata. Jedno z nich dotyczyło polityki zagranicznej Budapesztu w kontekście konfliktu na Ukrainie i sankcji wobec Rosji. Premier zadeklarował, że Węgry pozostaną wierne sojusznikom z NATO i Unii Europejskiej, nawet gdyby to miało szkodzić ich interesom ekonomicznym. Na pytanie o przyjazną politykę wobec Moskwy, Orbán odpowiedział:

Mówienie, że Węgry są przyjacielem Rosji to ośla głupota. Węgry są przyjacielem Węgrów!

autor: Grzegorz Górny

Wrz 21

Oblany egzamin Orbána

Mniejszość węgierska na ukraińskim Zakarpaciu cieszy się prawami, o których Polacy z Litwy mogą tylko marzyć. A jednak Viktor Orbán atakuje Kijów, żądając nowych przywilejów dla zakaprackich Węgrów.

Dariusz Kałan z Użhorodu, Berehowa i Mukaczewa

Wojna rosyjsko-ukraińska sprawia, że Viktor Orbán – do niedawna budzący respekt enfant terrible unijnej polityki – coraz częściej jest traktowany jak uczniak, którego każdy może wytargać za uszy. Zdumiewa ilość jego gaf. W mediach społecznościowych popularność zdobyła np. riposta litewskiego ministra spraw zagranicznych na bon mot Orbána o tym, że nałożenie sankcji na Rosję to dla Unii strzał w stopę. „Lepiej strzelić sobie w stopę niż pozwolić, aby Rosja strzeliła ci w głowę” – oparł Linas Linkevičius i na chwilę stał się gwiazdą internetu.

Jeśli jest tak, że kryzysy to najlepszy sprawdzian dla aspirujących do politycznej wielkości, Orbán na razie ten egzamin przegrywa. Zamiast gasić pożary, wywołuje kolejne. A miejscem, gdzie igra z ogniem, jest Zakarpacie: region Ukrainy, gdzie co ósmy mieszkaniec jest Węgrem.


Niektórzy gotowi nawet byli przypisać Orbánowi łatkę potencjalnego agresora: po tym, jak w parlamencie ogłosił, że Węgry żądają autonomii i własnego samorządu dla swojej mniejszości z Zakarpacia – tego jednego z najgorzej rozwiniętych regionów Ukrainy, położonego po południowej już stronie łańcucha Karpat.

„W przypadku zaostrzenia sytuacji w obwodzie Budapeszt będzie gotowy wprowadzić woj-ska na terytorium Zakarpacia dla obrony swoich obywateli. Jest bardzo możliwe, że powtórzy się historia 1939 roku” – alarmowały po tym „Nowiny Zakarpacia”, największy portal regionu (w 1939 r. Węgry zajęły Zakarpacie, należące wcześniej do Czechosłowacji; z kolei po 1945 r. anektował je ZSRR – red.). Sytuację zaraz wykorzystała Rosja: głosem ministra Ławrowa ogłosiła, że mniejszości na Zakarpaciu są zagrożone, a winne temu jest niestabilna Ukraina.

Dlaczego rząd Węgier podnosi akurat teraz tę sprawę? I jaka jest faktyczna sytuacja mniejszości węgierskiej na Zakarpaciu – czy można mówić, że jest ona prześladowana? O tym w korespondencji z ukraińskiego Zakarpacia w papierowym wydaniu „Tygodnika”.

Sie 24

Przemówienie 26 lipca 2014 w Tusnádfürdő na obozie młodzieżowym

Orban-viktor.jpg

Kiedy ostatnio widzieliśmy się tutaj w Tusnádfürdő rok temu, zacząłem swoje przemówienie mówiąc, że uczestniczymy w ostatnim spotkaniu przed zbliżającymi się wyborami powszechnymi na Węgrzech. Teraz mogę powiedzieć, że uczestniczymy w pierwszym spotkaniu po wyborach na Węgrzech, i mogę przekazać wam dobre wieści, że odnieśliśmy w tych wyborach zwycięstwo. A w rzeczywistości wygraliśmy dwa razy, ponieważ oprócz wyborów powszechnych były też wybory do Parlamentu Europejskiego. Zapewne każdy tutaj jest świadomy faktu, że 12 października tego roku będziemy przeprowadzać trzecie wybory – wybory samorządowe, które są bardzo istotne jeśli chodzi o węgierskie życie państwowe.

Pozwólcie mi zacząć moje dzisiejsze przemówienie od odwołania się na chwilę do ostatnich wyborów parlamentarnych, na które niesłusznie zwrócono mało uwagi. W wyniku tych wyborów rządzące chrześcijańsko-narodowe siły na Węgrzech, czyli Fidesz i Chrześcijańsko-Demokratyczna Partia Ludowa, otrzymały dwie trzecie miejsc w parlamencie – i to większością zaledwie jednego mandatu. Pamiętam sprzed kilku lat rozmowę z kimś o tym, że byłoby to taką szlachetną formą zemsty jeśli siły polityczne, które w grudniu 2004 roku głosowały przeciwko ponownemu dopuszczeniu do głosowania Węgrów mieszkających poza naszymi obecnymi granicami państwa, otrzymałyby „sprawiedliwą” nagrodę odnosząc klęskę w wyborach parlamentarnych w ten sposób, że nasza większość w postaci 2/3 zostałaby uzyskana dzięki głosom właśnie tych Węgrów mieszkających poza granicami. Muszę powiedzieć, że mimo wszystko istnieje pewien rodzaj równowagi moralnej w polityce. Z jednej strony często mamy nie bez przyczyny wątpliwości, ale nasza wiara jest czasami również wzmocniona. I w tym przypadku głosy Węgrów zagranicznych i wynikające z nich mandaty przyczyniły się do zdobycia przez węgierskie siły narodowe większości 2/3 mandatów w parlamencie. Dziękujemy wszystkim, których to dotyczy: Opatrzności, wyborcom, ustawodawcom na Węgrzech, i w takich momentach musimy też podziękować tym, którzy zwrócili się przeciwko nam i dostarczyli okazji aby dobro zwyciężyło, bo przecież bez zła dobro nie mogłoby WYGRAĆ.

Jednak to, co mam do powiedzenia dzisiaj nie jest związane z wyborami. Przewodniczący dzisiejszego zgromadzenia, przypominając transformację ustrojową, przedstawił nas jako tych, którzy zmienili ustrój. To wyraźnie wskazuje na fakt, że zmiana ustroju jest pokoleniowym doświadczeniem, w którym mierzymy wszystko, co dzieje się wokół nas. Jest to dla nas naturalne. Jednak dziś dzieje się to bardziej naszym kosztem niż na naszą korzyść. Zmiana ustroju, jako doświadczenie, jest oczywiście bardzo cenna, ponieważ – w przeciwieństwie do tego, co ludzie czasem myślą – polityka nie jest spekulatywna, ale musi być zbudowana z faktów i doświadczeń. A sytuacja dzisiaj jest taka, że doświadczenie to jest oczywiście bardzo cenne, ale w międzyczasie ma miejsce w świecie zmiana, który ma podobne znaczeniu do transformacji ustrojowej. I tak wyzwaniem intelektualnym, które przed nami stoi, jest wykorzystanie transformacji ustrojowej tylko jako doświadczenia, a nie jako punktu odniesienia w naszych debatach na temat zrozumienia przyszłości i wyznaczenia naszej drogi ku niej. Naszym punktem wyjścia zamiast tego jest wielka redystrybucja potęgi finansowej, gospodarczej, handlowej, politycznej i wojskowej, która w 2008 roku stała się jasna. Jest to zadanie, które należy skutecznie wykonać. Pomaga nam w tym fakt, że są ludzie, którzy urodzili się później niż my. I odkryli, że trudno przez wiele lat, aż do dziś, uznawać transformację ustrojową za punkt odniesienia, bo na przykład ktoś, kto urodził się w 1985 roku i miał pięć lat w momencie zmiany ustroju w 1990 roku, nie doświadczył tego tak samo jak my, a więc często nie jest włączony w dyskurs polityczny, bo po prostu nie rozumie odniesień, które starsze pokolenia czynią przy interpretacji teraźniejszości lub przyszłości. Myślę, że byłoby bardziej przydatne uznać transformację ustrojową za zakończony proces historyczny i ZBIÓR doświadczeń, a nie za punkt wyjścia do dyskusji na temat przyszłości.

Punkt wyjścia do dyskusji na temat przyszłości, ponieważ, jeśli dobrze rozumiem, naszym corocznym zadaniem jest, aby razem spróbować zrozumieć co dzieje się wokół nas, wykorzystać z tego ważne chwile i przewidzieć, co się z nami stanie w przyszłość. I tak, jeśli to jest naszym zadanie, sugeruję przypomnieć sobie w skrócie, że w systemie światowym w XX wieku miały miejsce trzy wielkie zmiany światowe. Pod koniec I wojny światowej, pod koniec II wojny światowej, oraz w 1990 roku. Wspólna ich cechą, i być może mówiłem o tym tutaj już wcześniej, jest to, że w momencie wystąpienia tych zmian było to jasne dla wszystkich z praktycznie z dnia na dzień, że od teraz będą żyć w innym świecie niż ten, w którym mieszkali do tego czasu. Na przykład po traktacie w Trianon, było to absolutnie oczywiste tutaj, ale też w Budapeszcie. I podobnie po II wojnie światowej. Kiedy ludzie rozejrzeli się i zobaczyli wszędzie okupacyjne oddziały sowieckie, wiedzieli, że to był początek innego świata. I w 1990 roku, kiedy udało nam się odsunąć i wypędzić komunistów, było jasne po pierwszych wyborach parlamentarnych, że będziemy żyć w nowym świecie: Mur Berliński został obalony, przeprowadziliśmy wolne wybory, a to jest cała nowa przyszłość.

Stwierdzenie, które chciałbym przedstawić jako punkt wyjścia mojej wypowiedzi jest takie, że dzisiaj dzieje się w dzisiejszym świecie zmiana podobnej wartości i wagi. Przejawem tego, jest to, co możemy określić jako kryzys finansowy roku 2008, a raczej Zachodni kryzys finansowy. A znaczenie tej zmiany nie jest tak oczywiste, ponieważ w przeciwieństwie do poprzedniego trzech, ludzie zauważają ją w inny sposób. W czasie wielkiej zachodniej zapaści finansowej w 2008 roku, nie było jasne, że od teraz będziemy żyć w innym świecie. Zmiana ta nie jest tak ostra jak w przypadku pierwszych trzech wielkich globalnych zmian ustrojowych, ale jakoś zalewa nasze umysły w wolniejszym tempie, i tak jak mgła powoli osiada na krajobrazie, powoli pojmujemy wiedzę, że jeśli dobrze rozejrzymy się naokoło i poprawnie zanalizujemy wszystko, co dzieje się wokół nas, to jest to inny świat od tego, w którym żyliśmy sześć lat temu, a jeśli ekstrapolować te procesy w odniesieniu do przyszłości, co oczywiście pociąga za sobą zawsze pewne ryzyko, ale jest całkowicie uzasadnionym zadaniem intelektualnym, to jest oczywiste, że te zmiany będą jeszcze bardziej otwarte.

Aby zilustrować głębokość tych zmian, zebrałem kilka szokujących wypowiedzi i myśli ze świata zachodniego, i jedną lub dwie ze wschodu, bez określonej kolejności. Jeśli słucha się tych słów z pochodzącym sprzed 2008 roku, powiedzmy liberalnym światopoglądem, są one szokujące. Ale jeśli ktoś nie ujrzy ich z tej perspektywy, ale zamiast tego sprawdzi, jak daleko zaszliśmy w ciągu sześciu lat w dyskursie publicznym w tematach dyskusji i sformułowaniach idei, wtedy stwierdzenia które będę cytował pomogą nam zrozumieć zakres zmian, które zachodzą na całym świecie. Tak w skrócie. W Stanach Zjednoczonych prezydent regularnie i wielokrotnie mówi o tym, że Ameryka została przeniknięta cynizmem i że zadaniem całego społeczeństwa amerykańskiego, z rządem USA na czele, jest wypowiedzieć wojnę cynizmowi, który wynika z systemu finansowego. Przed rokiem 2008 mówienie coś takiego oznaczało wykluczenie z dyskusji w gronie dżentelmenów. A w dodatku dziwactwa systemu finansowego mogłyby spowodować, że obróciłoby się to przeciw nam i byłoby to zdecydowanie niebezpieczne. Natomiast takie wypowiedzi regularnie pojawiają się dziś w prasie amerykańskiej. Albo prezydent Stanów Zjednoczonych mówi, że jeśli ciężko pracujący Amerykanie regularnie muszą wybierać między rodziną i karierą, Ameryka straci swoje miejsce w światowej gospodarce. Albo prezydent USA otwarcie mówi o patriotyzmie gospodarczym. Wygłasza on tezy, za które nadal bije się i kamieniuje część węgierskiej sceny politycznej. Na przykład otwarcie mówi o tym, że duże korporacje, które zatrudniają pracowników z zagranicy powinny płacić sprawiedliwe podatki. Albo otwarcie mówi o tym, że rząd powinien finansować przede wszystkim korporacje, które zatrudniają Amerykanów. Wszystko to są głosy, myśli i wypowiedzi, które byłyby nie do pomyślenia sześć czy osiem lat temu. Albo idąc jeszcze dalej, według międzynarodowej sławy analityka siła amerykańskiej soft power jest w zaniku i wartości liberalne dziś ucieleśniają korupcję, seks i przemoc, i jako takie dyskredytują Ameryką i amerykańską modernizację. Następnie Open Society Foundation opublikowała RAPORT – było to całkiem niedawno – w którym analizuje Europę Zachodnią i stwierdza, że Europa Zachodnia jest tak zajęta szukaniem rozwiązania sytuacji imigrantów, że zapomina o białej pracującej klasie. Albo brytyjski premier mówi, że dzięki zmianom, jakie zaszły w Europie, wielu ludzi stało się pasożytami na grzbiecie systemów opieki społecznej. Lub jeden z najbogatszych ludzi w Ameryce, który jako jeden z pierwszych inwestował w Amazon twierdzi, że żyjemy w społeczeństwie, które jest coraz mniej kapitalistyczne i coraz bardziej feudalne, a jeśli globalny system gospodarczy się nie zmieni, to klasa średnia zniknie, a wtedy wedle jego słów, biedni pójdą po bogatych z widłami. Tak zamiast modelu gospodarczego, który jest zbudowany od góry do dołu, potrzebujemy modelu ekonomicznego, który rośnie od środka. Nie chcę wyjaśniać tych idei, chcę po prostu przedstawić wam nowatorski charakter pomysłów, o których byłoby praktycznie niemożliwe mówić zaledwie kilka lat temu. Albo znowu z Ameryki: stopa bezrobocia wśród młodzieży wzrosła drastycznie, a to oznacza, że w przypadku zawodów, które oferują dobre zarobki, dzieci z rodzin, które są w dobrej sytuacji finansowej osiągnęły niepodważalną przewagę. A ludzie mówią to w ojczyźnie idei osiągania coraz lepszej pozycji. Albo coś innego: inny znany analityk twierdzi, że internet, który liberalny świat postrzegał jako symbol wolności przez wielu lat, został skolonizowany przez duże korporacje, i twierdzi, ni mniej ni więcej, że najważniejszą obecnie kwestią jest to, czy siły kapitalizmu, czyli duże międzynarodowe korporacje, dadzą radę pozbyć się neutralności internetu. I dalej, powiem wam o dobrym i nieoczekiwanym biegu wydarzeń, który jest bliski naszym sercom. Brytyjski premier, który zazwyczaj robi wszystko co w jego mocy, aby upewnić się czy jego ruch polityczny nie jest klasyfikowany jako chadecki, publicznie mówi o tym, że kluczowym elementem brytyjskiego systemu wartości jest chrześcijaństwo, a mimo wielokulturowości Wielka Brytania to kraj w głębi serca chrześcijański, i to jest coś z czego Brytyjczycy powinni być dumni.

Pytanie brzmi, czy można mnóstwo zmian, które zachodzą wokół nas, w trosce o ich zrozumienie odpowiednio opisać; czy możemy określić dwie lub trzy najważniejsze chwile z wszystkiego, co dzieje się wokół nas? Oczywiście, że można, i o tym wiele ludzi dzisiaj myśli i pisze. Opublikowano na ten temat kilka książek. Aby wyjaśnić sytuację globalną chciałbym zwrócić uwagę na tylko jeden z tych pomysłów. Moim zdaniem najbardziej prowokacyjne i ekscytujące pytanie powstałe w ubiegłym roku w zachodniej myśli społecznej można podsumować w następujący, oczywiście odpowiednio uproszczony, sposób. Istniejąca konkurencja między krajami, konkurencja pomiędzy istniejącymi na świecie grupami i sojuszami sił, jest uzupełniona o nowy element. Ponieważ ludzie zawsze mówili dużo o globalnej konkurencji, globalizacja i międzynarodowy charakter gospodarki spowodowały konieczność częstego dyskutowania, pisania i analizowania tego problemu, a więc znamy praktycznie każdy szczegół na temat globalnej konkurencji. Możemy określić co sprawia, że naród, grupa interesu ekonomicznego lub wspólnota która obejmuje kilka narodów, taka jak Unia Europejska, odnosi sukces w gospodarce międzynarodowej, lub dlaczego traci konkurencyjność. Jednak według wielu, a ja należę do tej grupy, nie jest to dzisiaj zasadnicza kwestia. Pozostaje ono ważnym pytaniem. Zawsze pozostanie to istotną kwestią dopóki ludzie będą się UTRZYMAĆ z pieniędzy i gospodarki, a to jest coś, co nie może się zmienić w najbliższej przyszłości. Ale w toku jest ważniejszy wyścig. Wytłumaczyłbym to w ten sposób: trwa wyścig mający na celu rozwój państwa aż do odniesienia narodowego sukcesu.

Ponieważ państwo jest przede wszystkim formą organizacji społeczności, która w naszym przypadku czasem pokrywa się z granicami kraju, a czasem nie – poruszę ten temat ponownie nieco później – decydujący moment w dzisiejszym świecie może może być opisany stwierdzeniem, że trwa wyścig ku znalezieniu metody organizacji społeczności i państwa, która jest najbardziej zdolna uczynić naród i wspólnotę konkurencyjną na arenie międzynarodowej. Oto, panie i panowie, wyjaśnienie faktu, że najbardziej popularnym tematem w dzisiejszym myśleniu jest usiłowanie zrozumienia w jaki sposób systemy, które nie są zachodnie, nie są liberalne, nie są liberalnymi demokracjami i być może wcale nie są demokracjami, mogą mimo to odnosić sukcesy. Gwiazdami międzynarodowych analityków są dzisiaj Singapur, Chiny, Indie, Rosja i Turcja. I myślę, że nasza wspólnota polityczna rozpoznała i odpowiedziała na to wyzwanie poprawnie kilka lat temu, a być może także udało się jej przetworzyć je intelektualnie, a jeśli myślami wrócę do tego, co zrobiliśmy w ciągu ostatnich czterech lat, i do tego, co będziemy robić w ciągu najbliższych czterech lat, to rzeczy mogą rzeczywiście być interpretowane z tej perspektywy. Oznacza to, że zrywając z dogmatami i ideologiami, które zostały przyjęte przez Zachód i chcąc się od nich uniezależnić, staramy się znaleźć metodę organizacji społeczeństwa – nowe państwo węgierskie zdolne uczynić naszą wspólnotę konkurencyjną w wielkim globalnym wyścigu w nadchodzących dekadach.

Aby być w stanie to osiągnąć w 2010 roku, a zwłaszcza w tych dniach, wypowiadaliśmy się w sposób, który podobnie jak zdania które zacytowałem wam wcześniej, również został zakwalifikowany przez liberalny świat jako bluźnierstwo. Musieliśmy powiedzieć, że demokracja nie musi być liberalna. Właśnie dlatego, że państwo nie jest liberalne, w dalszym ciągu może być demokratyczne. I faktycznie musieliśmy również powiedzieć, że społeczeństwa, które są zbudowane na zasadzie państwa liberalno-demokratycznego prawdopodobnie nie będą w stanie UTRZYMAĆ w nadchodzących dziesięcioleciach swojej globalnej konkurencyjności, która zostanie zmniejszona jeśli nie zmienią się one znacznie.

Faktem jest, że jeśli ujrzymy wydarzenia dziejące się wokół nas z tej perspektywy, tym co zwykle odbieramy jako nasz punkt wyjścia jest fakt, że do tej pory poznaliśmy trzy formy organizacji państwa: państwo narodowe, państwo liberalne i państwo opiekuńcze. Pytanie brzmi – co dalej? Węgierska odpowiedź na to pytanie brzmi: zbliża się era społeczeństwa opartego na pracy. Chcemy zbudować społeczeństwo oparte na pracy, które, jak już wspomniałem, nie wstydzi się tego, że nie jest liberalne. Co to wszystko oznacza?

Oznacza to, że musimy zerwać z liberalnymi zasadami i metodami organizacji społeczeństwa, i w ogóle z liberalnym rozumieniem społeczeństwa. Mam teraz to na myśli jedynie w odniesieniu do dwóch wymiarów, nie chcę robić długiego wykładu; chcę tylko poruszyć tę sprawę tak, żeby znaczenie tej kwestii mogło być odczuwalne. Jeśli chodzi o relację między dwojgiem ludzi, liberalna organizacja społeczeństwa opiera się na założeniu, że mamy prawo robić wszystko, co nie narusza wolności drugiej osoby. To jest ideologiczna zasada i punkt wyjścia, na którym świat węgierski opierał się przez dwadzieścia lat do roku 2010, przyjmując ogólną zasadę Europy Zachodniej. Jednakże potrzebowaliśmy tu na Węgrzech dwudziestu lat zanim zdołaliśmy zidentyfikować problem, że choć jest to bardzo atrakcyjna idea, nie jest jasne, kto będzie ustalał limity, po przekroczeniu których ktoś narusza naszą wolność. A ponieważ nie są one automatycznie dane, ktoś musi o nich decydować. A ponieważ nie wyznaczyliśmy nikogo aby o tym decydował, doświadczaliśmy w życiu codziennym tego, że decyduje najsilniejszy. Nieustannie doświadczaliśmy tego, że słabi są rozdeptywani. Konflikty w sprawie akceptacji wzajemnej wolności nie są rozstrzygane według jakiejś abstrakcyjnej zasady sprawiedliwości, zamiast tego rację ma zawsze silniejsza strona. To jest zawsze silniejszy sąsiad, który decyduje, gdzie będzie podjazd dla samochodów; to jest zawsze silniejsza strona, bank, który decyduje o oprocentowaniu kredytów hipotecznych, i który zmienia je w połowie okresu w razie potrzeby, i mógłbym wymieniać dalej z długiej listy przypadków, których jednostki i rodziny ze słabszym ekonomicznym mechanizmem obronnym regularnie doświadczały w ciągu ostatnich dwudziestu lat. W odpowiedzi na to sugerujemy, i staramy się zbudować węgierskie życie państwowe wokół tej idei, że nie na takiej zasadzie społeczeństwo powinno być budowane. Nie można tego wprowadzić prawnie, mówimy teraz o intelektualnym punkcie wyjścia. Węgierskie społeczeństwo nie powinno być oparte na zasadzie, że dozwolone jest wszystko póki nie narusza wolności drugiej osoby, lecz że nie należy czynić innym tego, czego się nie chce aby inni czynili tobie. I staramy się zbudować świat zwany społeczeństwem węgierskim wokół tej zasady, w węgierskim myśleniu publicznym, w systemie edukacyjnym i poprzez osobisty przykład z własnego zachowania. Jeśli spojrzymy na tę samą ideę w stosunku do relacji między jednostką a społeczeństwem, bo do tej pory mówiliśmy o relacji między dwiema jednostkami, to widzimy, że w ciągu ostatnich dwudziestu lat węgierska demokracja liberalna, która się wykształciła, nie była w stanie urzeczywistnić wielu dobrych rzeczy. Przygotowałem ich krótką listę.

Liberalna demokracja nie była w stanie otwarcie określić i zaangażować istniejącego rządu, włączając w to używanie jego konstytucyjnych uprawnień, do służby poprzez swoją pracę interesowi narodowemu. A w rzeczywistości zakwestionowała samą ideę istnienia interesów narodowych. Nie zaangażowała istniejącego rządu do uznania, że Węgrzy mieszkający na całym świecie są częścią narodu węgierskiego, i poprzez swoją pracę próby wzmocnienia tej społeczności. Liberalna demokracja i liberalne państwo węgierskie nie chroniło kapitału społecznego. Możemy w tych dniach słyszeć coś przeciwnego, jak w przypadku niektórych przejęć, i wrócę do tego później, ponieważ państwo węgierskie niedawno przejęło bank; obrazem, który wydaje się być poddawany różnym interpretacjom jest to, że państwo węgierskie coraz częściej przejmuje majątek i klasyfikuje go jako własność publiczną, czym przekracza zazwyczaj dopuszczalne zachowanie w Europie. W rzeczywistości, gdy przyjrzymy się bliżej wskaźnikowi majątku publicznego w państwach członkowskich Unii Europejskiej – a „Financial Times” opublikował szczegółowy wykaz tego rodzaju nie tak dawno – Węgry są na samym dole tej listy. Wskaźnik aktywów publicznych jest wyższy niż na Węgrzech w każdym kraju, z wyjątkiem może dwóch. A więc możemy spokojnie powiedzieć, że liberalna demokracja, w porównaniu do innych państw Europy, okazała się również niezdolna do ochrony aktywów wspólnotowych, które są wymagane do samowystarczalności narodu. Liberalne państwo węgierskie nie było też w stanie ochronić kraju przed upadkiem w długi. I wreszcie nie ochroniło w kraju rodzin, mam na myśli w tym przypadku system kredytów walutowych. Nie udało się mu zapobiec również upadkowi rodzin w niewolę zadłużenia. W związku z powyższym, wybory w 2010 roku, a zwłaszcza w świetle wyborczego zwycięstwa w 2014 roku, można interpretować w ten sposób, że w wielkim światowym wyścigu, który trwa aby utworzyć najbardziej konkurencyjne państwo, obywatele Węgier oczekują od węgierskich przywódców znalezienia, sformułowania i stworzenia nowej metody węgierskiej organizacji państwowej, która zastępując państwo liberalne i epokę liberalnej demokracji, oczywiście z poszanowaniem wartości chrześcijańskich, wolności i praw człowieka, ponownie uczyni społeczność węgierską konkurencyjną, i które dotrzyma i dopełni niedokończone zadania i niezrealizowane obowiązki, które właśnie wymieniłem.

To, co dzisiaj dzieje się na Węgrzech może być przeto interpretowane przez stwierdzenie, że panujące przywództwo polityczne dziś próbuje upewnić się, że osobista praca i interesy ludzi, które należy uznać, są ściśle związane z interesem wspólnoty i narodu, i że ten związek musi być zachowany i wzmocniony. Innymi słowy, naród węgierski nie jest po prostu grupą osób, ale społecznością, która musi być zorganizowana, wzmocniona i w rzeczywistości utworzona. I w tym sensie nowe państwo, które budujemy na Węgrzech jest państwem nieliberalnym. Nie odrzuca podstawowych zasad liberalizmu, takich jak wolność, i mogę wymienić jeszcze kilka, ale nie czyni tej ideologii centralnym elementem organizacji państwowej, lecz obejmuje inne, specjalne, narodowe podejście.

A teraz muszę powiedzieć o przeszkodach, które musimy pokonać, aby to urzeczywistnić. Może być tak, że to co mówię jest w tym towarzystwie oczywiste, ale kiedy to wszystko musi być przełożone na PROGRAM polityczny i pracę, już tak może nie być. Nie będę wymieniał wszystkich przeszkód, lecz tylko wspomnę kilka z nich, a mówiąc precyzyjnie dwie; niekoniecznie najważniejsze, ale z pewnością najbardziej interesujące. Zależność pomiędzy zawodowym politykiem i organizacjami pozarządowymi. Państwo musi być oczywiście nadzorowane i kierowane przez kogoś; przez przywódców, którzy zostali należycie wybranych i otrzymali mandat do tego. Ale wtedy na peryferiach życia państwowego zawsze pojawiają się organizacje pozarządowe. Teraz pozarządowe środowiska na Węgrzech malują bardzo osobliwy obraz. Ponieważ, w przeciwieństwie do zawodowych polityków, działacz obywatelski lub społeczny jest zorganizowany od podstaw, stoi finansowo na własnych nogach i jest oczywiście wolontariuszem. Natomiast jeśli spojrzymy na środowiska pozarządowe na Węgrzech, a przynajmniej na te organizacje, które regularnie są na widoku publicznym – i ostatnia debata dotycząca norweskich dotacji przyniosła to na powierzchnię – widzę, że mamy do czynienia z opłacanymi działaczami politycznymi. A w dodatku ci opłacani działacze polityczni są opłacani przez cudzoziemców. Są działacze, którzy są opłacani przez konkretne zagraniczne grupy interesów, o których trudno jest sobie wyobrazić, że widzą takie płatności jako inwestycje społeczne, a o wiele bardziej realistycznie jest sądzić, że zamierzają skorzystać z tego systemu instrumentów aby wywierać wpływ na węgierskie życie polityczne w odniesieniu do danej kwestii w danym momencie. I tak, jeśli chcemy stworzyć nasze państwo narodowe i zastąpić nim państwo liberalne, bardzo ważne jest, aby jasno stwierdzić, że nie przeciwstawiamy się w tym miejscu organizacjom pozarządowym, i to nie organizacje pozarządowe działają przeciw nam, ale opłacani działacze polityczni, którzy próbują egzekwować na Węgrzech interesy zagraniczne. Dlatego wielce uzasadnione jest, że węgierski parlament powołał komitet do regularnego monitorowania, rejestrowania i upubliczniania obcych wpływów, tak by każdy z nas, w tym wy, mógł dokładnie wiedzieć kim są prawdziwe postacie za tymi maskami.

Pozwolę sobie wymienić inny przykład, który jest kolejną przeszkodą do reorganizacji państwa. Kiedy wspominam Unię Europejską, czynię tak nie dlatego, że uważam, że niemożliwe jest w ramach Unii Europejskich zbudowanie nowego państwa ufundowanego na zasadach nieliberalnych i narodowych. Myślę, że jest to możliwe. Nasze CZŁONKOSTWO w Unii Europejskiej nie wyklucza tego. Może być prawdą, że powstaje wiele kwestii i rozwija się wiele konfliktów, i że musimy tam rozegrać wiele bitew, ale nie to mam teraz na myśli, lecz inne zjawisko, którego prawdopodobnie w tej formie nie znacie. Kiedy wygasła między Unią Europejską a Węgrami umowa określająca relacje finansowe między UE i Węgrami przez ostatnie siedem lat – wygasła w tym roku – i wyszła kwestia zawarcia umowy na najbliższych siedem lat – to teraz jest w toku – wybuchł spór. A potem musiałem uzbroić się w kilka faktów i podstawowych informacji, aby zrozumieć naturę tego sporu. I co zobaczyłem? Ujrzałem, że ci ludzie – a są ich setki – których zadaniem jest nadzorowanie rozwoju gospodarczego i funduszy na rzecz rozwoju społecznego, do których Węgry mają prawo – nie są one czymś przyznawanym, ale czymś do czego mamy zgodnie z umową prawo – otrzymują swoje wynagrodzenie bezpośrednio z Unii Europejskiej. Oznacza to, że na Węgrzech rozwinęła się eksterytorialność. I wtedy okazało się, że płace te stanowią cztero- czy pięciokrotność, a czasem ośmiokrotność wynagrodzenia wypłacanego w węgierskim sektorze publicznym. To oznacza, że Węgry z trudem szły przez siedem lat, podczas gdy osoby, które nadzorowały i podejmowały decyzje dotyczące największego i najbardziej dostępnego finansowania rozwoju gospodarczego i społecznego, i które były opłacane przez innych, otrzymywały kilkakrotnie większe wynagrodzenie niż pracownicy węgierskiej administracji. Podobnie trzydzieści pięć procent wszystkich pieniędzy, które weszły w węgierską gospodarkę i życie społeczne były odliczane jako wydatki. Na rzeczy, które nie były nierozerwalnie związane z danym zadaniem, takie jak przygotowanie, analiza, planowanie, doradztwo, i wszelkiego rodzaju inne rzeczy.

Powodem sporu, który wywiązał się ostatnio między UE i Węgrami, był fakt, że zmieniliśmy ten system i rząd podjął decyzję, zgodnie z którą w ramach tej nowej, nieliberalnej koncepcji państwa ci, którzy są odpowiedzialni za dystrybucję funduszy unijnych, muszą być zatrudnieni przez państwo węgierskie, co oznacza, że w zamian za swoją pracę mogą OTRZYMAĆ nie więcej niż to, co otrzymałby ktoś pracujący na podobnym stanowisku w węgierskiej administracji publicznej. A 35 forintów na sto nie może już być odliczone jako koszty, ponieważ kwota ta przez najbliższe siedem lat nie może przekraczać piętnastu procent. Maksymalnie piętnaście procent! Te wszystkie decyzje brzmią same w sobie jako decyzje polityczne, ale w rzeczywistości nie mówimy tu o decyzjach politycznych, ale o tym, że trwa reorganizacja państwa węgierskiego, przeciwna do liberalnej logiki organizacji państwa ostatnich dwudziestu lat. Trwająca reorganizacja państwa jest oparta o interesy narodowe. Konflikty, które napotykamy na swoich ścieżkach nie są przypadkowe i nie są wynikiem głupoty, choć czasami może tak być, ale są to spory, które muszą iść w parze z odbudową państwa i procesem samookreślenia.

Na zakończenie muszę powiedzieć, co może nie za bardzo za brzmi jak zdanie wypowiedziane przez kogoś o tak wysokiej pozycji, że w przyszłości może się zdarzyć cokolwiek. I trudno jest określić co. Może się zdarzyć, panie i panowie, że w przestrzeni powietrznej sąsiedniego kraju zostanie zestrzelony samolot pasażerski. Może się zdarzyć, że setki ludzi umrą z przyczyn, których nie możemy zrozumieć, mówiąc bez ogródek, w wyniku tego, co jest ze wszystkich zamiarów i celów aktem terrorystycznym. Może się zdarzyć, panie i panowie, że w Stanach Zjednoczonych – i odnoszę się tu do wiadomości którą przeczytałem wczoraj – że w Stanach Zjednoczonych Senat, a może był Senat razem z Izba Reprezentantów, zdecydują się odwołać prezydenta Stanów Zjednoczonych za regularne przekraczanie jego uprawnień. Kiedy wracam do tych informacji widzę, że nie tylko planują go odwołać, ale też prezydent USA został oskarżony o wielokrotne przekroczenie swoich uprawnień. Wyobraźcie sobie co by się stało, gdyby parlament węgierski podał premiera do sądu za przekroczenie uprawnień, a następnie sąd uznał go za winnego. Jak długo mogę pozostać w urzędzie, drodzy państwo? Powołuję się na te przykłady, ponieważ żyjemy w świecie, w którym wszystko może się zdarzyć. Może być nawet tak, że gdy toczą się różne postępowania sądowe, w pierwszej kolejności Węgrzy będą mogli OTRZYMAĆz powrotem od banków setki miliardów forintów, które nigdy nie powinny być pobrane. Nawet to może się zdarzyć, panie i panowie! Chcę przez to powiedzieć, że jest praktycznie niemożliwe, aby dokładnie lub z nieznacznym marginesem błędu przewidzieć wydarzenia. Może się nawet zdarzyć, przywołując na zakończenie inny pokrzepiający przykład, że po zwycięskich wyborach rząd węgierski deklaruje, że przynajmniej pięćdziesiąt procent węgierskich zasobów finansowych musi być w węgierskich rękach. Nie w rękach państwa, ale w rękach Węgrów. I stanie się to zaledwie trzy miesiące po wyborach. Ponieważ właśnie to się stało. A to ze względu na fakt, że rząd węgierski w pierwszej kolejności przejął ponownie bank, który nigdy nie powinien się dostać w ręce zagraniczne, i w rezultacie wskaźnik węgierskiej własności w sektorze bankowym przekracza obecnie 50%.

Pozostaje tylko pytanie, ale to nie jest moja sprawa aby odpowiedzieć w tym przypadku, czy powinniśmy bać się takiej sytuacji, w której wszystko może się zdarzyć? Powinniśmy się bać, czy zamiast tego powinniśmy być pełni nadziei? Z uwagi na fakt, że obecny porządek świata nie jest szczególnie w naszym guście, myślę, że zrobimy lepiej jeśli poczujemy, że epoka, w której wszystko się może zdarzyć, a która stoi przed nami, chociaż według wielu niesie sobą niepewność i może nawet oznaczać kłopoty, niesie sobą co najmniej tyle samo szans i możliwości dla narodu węgierskiego. I tak zamiast strachu, izolacji i wycofania, zalecam hart ducha, myślenie naprzód i racjonalne, ale odważne działania na rzecz węgierskiej społeczności Kotliny Karpackiej, a właściwie całej społeczności węgierskiej rozrzuconej po całym świecie. Z łatwością może być tak, że skoro wszystko może się zdarzyć, nasz czas nadejdzie.

Dziękuję za uwagę.

tłumaczenie całości głośnego przemówienia węgierskiego premiera na obozie młodzieżowym 26 lipca 2014 w Tusnádfürdő.

Tłumaczenie – P. P.
Tytuł pochodzi od redakcji PN
źródło: Xportal

Sie 21

Korona Świętego Stefana

Od wielu lat podziwiam Węgrów za znajomość historii, szacunek do niej, a także zamiłowanie do swojego folkloru, do tańca, muzyki – mówi dla portalu PCh24.pl Krzysztof Szczerba, nauczyciel w polskiej szkole w Budapeszcie.

 

Chcąc rozmawiać o Koronie św. Stefana, nie sposób nie zapytać najpierw o dzisiejszego patrona, św. Stefana. Jak toczyło się jego życie do koronacji w 1001 roku?

Patron Węgier św. Stefan (po węgiersku István) był potomkiem słynnego Arpada, księciem węgierskim i przez wiele lat królem, a po swojej śmierci został świętym. Spróbuję zacząć opowieść od momentu, kiedy Węgrzy zajęli ziemię w Kotlinie Panońskiej i próbowali się na niej zadomowić. Powstanie państwa datuje się na 896 rok. Przez wiele dziesiątków lat Madziarzy wiedli pastersko-koczownicze życie, łupiąc przy tym nierzadko wiele miast daleko położonych poza granicami swojego państwa. W 955 roku pod Augsburgiem cesarz niemiecki Otto I zadał Węgrom klęskę. Wówczas wodzowie plemienni, a byli wśród nich następcy Arpada i innych książąt węgierskich, zdali sobie sprawę, że muszą wejść do świata chrześcijańskiego. Pierwsze biskupstwa otrzymało państwo węgierskie za czasów Gejzy (Géza), czyli ojca św. Stefana. Matką jego była księżniczka siedmiogrodzka Sarolta, która chrzest przyjęła w obrządku greckim. Gejza przyjął chrzest z rąk samego cesarza. W ten sposób doszliśmy do Stefana, który przed chrztem nazywał sie Vaik. Urodził się według źródeł węgierskich ok. 969 roku w Esztergom, po polsku zwanym Ostrzyhomem. Vaik był chowany w duchu chrześcijańskim, a rodzice jego mieli dobre stosunki zarówno z Rzymem, jak i Konstantynopolem. Około 995 roku przyjął chrzest, a po śmierci ojca w 997 roku przejął po nim schedę. Organizował państwo tworząc struktury administracyjne i polityczne. Wzmacniał władzę odbierając zamki i ziemię możnym rodom i obsadzał je swoimi ludźmi. Urzędnicy i rycerze na zamkach byli mu w pełni oddani i lojalni. W całym państwie krzewił chrześcijaństwo. Zaledwie trzy lata później papież Sylwester II podarował mu koronę. Sama koronacja nastąpiła w okresie Bożego Narodzenia 1000 roku lub 1 stycznia 1001 roku.

Według przekazów korona, którą koronowany został św. Stefan, początkowo zmierzała jednak do kogoś innego…

 

Dlaczego korona prawdopodobnie wykonana dla Polaków trafiła na Węgry? Słyszałem różne teorie na ten temat. Węgrzy do Rzymu mieli prostszą drogę, może trafili na odpowiedni moment i korona zamiast do Bolesława Chrobrego trafiła na Węgry. Inna wersja zakłada, że Sylwester II docenił zasługi Stefana w procesie chrystianizacji kraju.

 

Dlaczego korona św. Stefana ma przekrzywiony na bok krzyżyk?

 

Nim wspomnę o przekrzywionym krzyżyku, chciałbym rzec choć słowo o samej koronie węgierskiej, zwanej też Świętą Koroną. Symbolu władzy monarchy, w której koronował się św. Stefan, już nie ma, a korona, o której mówimy, prawdopodobnie pochodzi z 1172 roku. Wykonana została ze złota o bardzo wysokiej próbie. Jeden z trzech warunków rytuału węgierskiej koronacji głosił, iż Święta Korona jest niezbędna w tej uroczystości. Po prostu kandydat mógł zostać prawowitym królem tylko wtedy, gdy do koronacji użyto Świętej Korony. Po koronacji wkładano ją do skarbca i tu rola jej się kończyła, a tym samym czekała na następną koronację.

 

O przekrzywionym krzyżyku jest kilka legend i parę poważnych prac naukowych. Korona była wielokrotnie wykradana i wielokrotnie zmieniała właścicieli. Jeśli chodzi o krzyżyk, to prawdopodobnie złodziej ją upuścił, a delikatny złoty krzyżyk nieco się odchylił. Jak szerokim i ważnym tematem na Węgrzech są dzieje Świętej Korony warto się przekonać, poszukując w Internecie hasła „Szent Korona”, oczywiście wyniki poszukiwań będą tylko w języku węgierskim.

 

Gdzie obecnie przechowywana jest korona św. Stefana? Jakie były jej losy w latach 1918-1990?

 

Ostatnia koronacja odbyła się w grudniu 1916 roku, a królem został austriacki cesarz Karol IV. Gdy Węgry przestały być monarchią z królem na czele, korony strzegła na zamku w Budzie 24-osobowa straż korony. Od 1942 roku, także na zamku, przygotowano specjalny sejf, który znajdował się sześćdziesiąt metrów pod powierzchnią ziemi. Pod koniec wojny korona powędrowała do Kőszeg, Veszprém, w końcu wywieziono ją do Austrii. Tu należałoby dodać, że korona nadal zmieniała swoich właścicieli, po Miklosu Hórthy nastał czas strzałokrzyżowców. Następnie opuściła granice Europy i wiele lat przebywała w USA. W 1978 roku ówczesny prezydent USA Jimmy Carter przekazał koronę Węgrom.

 

Od 2001 roku korona wraz z innymi insygniami prezentowana jest w Parlamencie. Każdy z nas może zobaczyć relikwię narodu węgierskiego, wystarczy tylko odwiedzić Budapeszt i wygospodarować sobie godzinę na zwiedzanie Parlamentu.

 

Węgry przez wieki były królestwem katolickim. Jednak w XVI wieku silne wpływy zaczęli pozyskiwać kalwini. Jak ta wspólnota protestancka wpłynęła na oblicze religijne, historyczne i kulturowe Węgier?

 

Węgrzy, podobnie jak Polacy, też mieli swoje rozbiory. Część zachodnia i północno-zachodnia była pod rządami Habsburgów, część centralna z Budą zajęta była przez Imperium Tureckie, a część wschodnia, ciesząca się dużą autonomią, od 1570 roku nazywana była Księstwem Siedmiogrodzkim. To na tych ziemiach dominował protestantyzm, a konkretniej kalwinizm. Na tych terenach wiara mogła mieć także znaczenie protestu przeciwko Habsburgom, którzy byli katolikami. Przez ponad sto pięćdziesiąt lat Siedmiogród dla Węgrów był ostoją tradycji, wolności i szeroko rozumianej kultury. To stąd pochodził jeden z najznakomitszych królów Polski – Stefan Batory.

 

Jak Węgrzy zareagowali na całkiem niedawną zmianę nazwy państwa z „Republiki Węgierskiej” na bardziej zakorzenione w tradycji „Węgry”?

 

W tym pytaniu zawarte jest bardzo ważne dla Węgrów słowo: tradycja! Tradycja i historia ściśle się przeplatają. Każdy mieszkaniec Wielkiej Niziny Węgierskiej, który skończył szkołę podstawową, potrafi zaśpiewać cały hymn, wie, co zdarzyło się z Węgrami sprzed pierwszej wojny światowej, że w pokoju zawartym w Trianon w 1920 roku Węgrzy stracili dwie trzecie terytoriów (ponad 70 procent) i ponad jedną trzecią mieszkańców. Wracając do pytania, jeśli jest możliwość powrotu do tradycji, Węgrzy nie muszą organizować żadnych plebiscytów. Warto przyjechać na Węgry 20 sierpnia i podziwiać ich huczne i zawsze pokojowe świętowanie. Dzień Świętego Stefana to mnóstwo rozmaitych atrakcji dla ducha i ciała.

 

Jak silne jest przywiązanie wśród Węgrów do starych Węgier, jeszcze sprzed wspomnianego przez Pana Trianon?

 

Każde pokolenie jest inne, każde ma swoje warunki życia. Od wielu lat podziwiam ich znajomość historii, szacunek do niej, a także ich zamiłowanie do swojego folkloru, do tańca, muzyki. Młodzież często wykorzystuje w swojej codziennej modzie koszule ludowe, torebki i inne detale. Tu trzeba dodać, że tak było zawsze… Dziś w rozmaitych miejscach możemy dostrzec mapę Węgier sprzed pokoju w Trianon.

 

W ostatnim czasie przez media przewinęła się informacja, że premier Węgier wieszczy koniec liberalnych demokracji w Europie. Jak opinia publiczna na Węgrzech zareagowała na te słowa? Czy do upadku liberalnej demokracji doszło już na Węgrzech?

 

O tym mówi się nie tylko na Węgrzech, temat jest znany od dawna. Węgrzy nie od razu mówią głośno o tym co myślą, zresztą nie można tego uogólniać. Kiedyś rozmawiałem ze znajomym węgierskim księdzem. Twierdził on, że zaledwie około pięciu procent Węgrów chodzi co tydzień do kościoła i zaraz dodał, że ochrzczonych jest ponad 90 procent, a to już jest duże zaskoczenie. Polacy chętnie dzielą się swoimi poglądami, Węgrzy raczej uważają je za sferę prywatną.

 

Dziękuję za rozmowę!

 

 

Rozmawiał Kajetan Rajski 

Cze 29

Koniec pomocy finansowej z zagranicy dla lewicowych organizacji

Rząd Węgier, którego szefem jest premier Viktor Orbán wszczął kontrolę dotyczącą finansowej pomocy z zagranicy jaka miała zasilać konta niezależnych organizacji. Okazało się, że większość środków wspierały organizację powiązane z lewicą.

Decyzja rządu oburzyła ludzi działających na rzecz związków homoseksualnych i ideologii gender.

9 maja 2014 roku władza z Norwegii zawiesiła wsparcie finansowe dla Węgier w wysokości 140 milionów euro z Norwegii, Islandii i Liechtensteinu czyli krajów należących do Europejskiego Obszaru Gospodarczy (EOG) i Norweskiego Mechanizmu Finansowego.

Rozdzielaniem funduszy zajmowała się fundacja o nazwie Ökotárs Alapítvány (Fundacja Partnerstwo dla Środowiska), którą wybrało biuro EOG z Brukseli.

Od 1 stycznia tego roku podziałem pieniędzy zajmie się inna organizacja non-profit. Rząd węgierski stwierdził, że Fundacja Partnerstwo dla Środowiska nie wywiązywała się ze swoich obowiązków prawidłowo.

Wynik kontroli udowodniono: powiązanie dziewięciu pracowników z organizacją ekologiczną, socjalistyczną MSZP i anty-rządowymi bojowymi organizacjami lewicowymi.

Źródło: pch24.l