Kwi 06

Fidesz zdecydowanym zwycięzcą wyborów na Węgrzech

Fidesz, konserwatywna partia premiera ViktoraOrbána, wygrała wybory parlamentarne na Węgrzech, wyprzedzając opozycyjną lewicę – wynika z pierwszych sondaży wyborczych, tzw. exit polls.

Fidesz uzyskał 48 proc. głosów, lewicowa koalicja – 27 proc., a skrajnie prawicowy Jobbik – 18 proc. Frekwencja wyniosła ok. 57 proc.

Jak pisała niedawno "Gazeta Polska Codziennie" Fidesz stale przypomina o walce z problemami demograficznymi, z tego powodu rodziny z trójką dzieci praktycznie nie płacą podatków, a uczniowie zostali wyposażenie w darmowe podręczniki. Orbán udowodnił też, że poważnie potraktował zapewnienia o walce z biurokracją, co spowodowało zmniejszenie nie tylko administracji, ale także o połowę liczby posłów (z 386 do 199). Chociaż lata jego rządów to czas nieustannej krytyki ze strony Brukseli (przede wszystkim za opodatkowanie zagranicznego biznesu), nie wpłynęło to negatywnie na jego odbiór przez społeczeństwo. Wprost przeciwnie, jest on postrzegany jako polityk, który przywrócił Węgrom wiarę w siebie i nadzieję na lepsze jutro. Ostatecznie nawet unijna centrala musiała przyznać, że broniąc interesów swojego kraju osiągnął on sukcesy, za jakie należy uznać choćby utrzymywanie przez Budapeszt deficytu publicznego poniżej 3 proc. i spłatę przed czasem zadłużenia wobec MFW.

za: http://niezalezna.pl/53832-fidesz-viktora-orbana-zdecydowanym-zwyciezca-wyborow-na-wegrzech

Kwi 06

Debrecen…

Post użytkownika Orbán Viktor.
Kwi 05

Kto nie siedzi przy stole, ten trafi do jadłospisu

Premier Węgier Viktor Orban oświadczył, że Unii Europejskiej nie trzeba kochać, ale związek Węgier z tą organizacją nie jest kwestią uczucia. „Kto nie siedzi przy stole, szybko trafi do jadłospisu” – oznajmił w dzisiejszym wywiadzie dla dziennika „Magyar Nemzet”.

Nawiązując do niedzielnych wyborów parlamentarnych na Węgrzech, w których sondaże przepowiadają rządzącej narodowo-konserwatywnej partii Fidesz zdecydowane zwycięstwo, Orban oświadczył, że za rywali w tym głosowaniu uważa zarówno Węgierską Patię Socjalistyczną, jak i radykalny Jobbik, który w programie wyborczym zapowiada przeprowadzenie referendum w sprawie dalszego członkostwa w UE.

„Oni (Jobbik) są jedyną partią, która podniosła kwestię wystąpienia z Unii Europejskiej do rangi obietnicy wyborczej.(…) Ale związek Unii z naszym państwem to nie kwestia miłości. Europa może być naszą miłością – i dla mnie osobiście jest – a Unia Europejska nie” – oświadczył Orban.

Podkreślił, że Unia Europejska powstała po to, by po konfliktach XX w. państwa rozwiązywały kwestie sporne nie poprzez wojny, tylko pokojowo.

„Tej instytucji nie trzeba kochać i wielu jej nie kocha, słusznie uważając, że często zwraca się do nas w formie dyktatu. (…) Nie wolno nam jednak tracić zdrowego rozsądku i uderzać w ścianę głową, jak to robi Jobbik. Jak zwykłem o tym mówić, kto nie siedzi przy stole, ten szybko trafi do jadłospisu” – oświadczył Orban.

Skrytykował przy tym również postawę lewicy wobec Unii. Według niego węgierscy socjaliści patrzą dziś na Brukselę tak samo, jak kiedyś na Moskwę: „z bezwarunkowym oddaniem”. „Wszystko, co powstało na gruncie narodowym i na szczeblu narodowym, jest dla nich albo niebezpieczne, albo zacofane” – ocenił.

za: http://niezalezna.pl/53787-orban-o-unii-europejskiej-kto-nie-siedzi-przy-stole-ten-trafi-do-jadlospisu

Kwi 04

Polski akcent…

Post użytkownika Orbán Viktor.
Kwi 01

W Baja…

Post użytkownika Orbán Viktor.
Mar 31

„Być Węgrem to jednocześnie być powstańczym bojownikiem o wolność i oddanym stróżem mądrego porządku”

Budapeszt, Plac Bohaterów, 29 marca 2014

Przemówienie Viktora Orbána na wielkim wiecu wyborczym Fideszu

Pozdrawiam pana Istvána Pásztora, przywódcę Węgrów w Wojewodinie. Pozdrawiam pana Josepha Daula, przewodniczącego Europejskiej Partii Ludowej, który zaszczycił nas swoją wizytą i wsparciem. Pozdrawiam wszystkich Państwa, uczestników Marszu Pokoju. Bóg Was przyprowadził!

Znów zebraliśmy się ze wszystkich zakątków kraju, od Debreczyna po Sopron, od Kézdivásárhely [w Siedmiogrodzie] po Szabadkę [Subotica w Serbii], od Beregszász [Berehowo na Zakarpaciu] po Komárom [Komarno, na granicy Słowacji z Węgrami].

Bóg nas wspierał, więc mogliśmy dotrwać do dnia dzisiejszego. Za osiem dni, w przyszłą niedzielę my, naród węgierski, w wolnych i demokratycznych wyborach będziemy mogli zadecydować o naszej przyszłości. Cztery lata naszych rządów dobiegły końca. Mamy nadzieję, że to pierwsze czterolecie. Dziś zebraliśmy się tu, by powiedzieć jeden drugiemu, całemu krajowi i światu: prosimy o kolejne cztery lata! Jeszcze cztery lata!

To najwłaściwsze miejsce, moment i okoliczności, bym prosto z serca wyznał, jak bardzo jestem Państwu wdzięczny. Wdzięczny jestem, że daliście mi tę możliwość, że obdarzyliście mnie chwalebnym zaszczytem służenia jako pierwszy minister. Mogłem służyć Państwu i mojej Ojczyźnie. Nie ma większego posłannictwa i większej chwały.

Pracując wspólnie z Wami, razem przekształciliśmy Węgry. Przebudowaliśmy i odnowiliśmy, unowocześniliśmy i zelektryfikowaliśmy je. Zniszczony, zacinający się i zdezelowany pojazd zmieniliśmy w sprawny, szybki i odważny samochód wyścigowy. Z Węgier podupadających, chwiejących się na krawędzi bankructwa, pozbawionych poczucia własnej wartości i pewności siebie, podnieśliśmy się jako naród z dnia na dzień wzrastający w siłę, przywracający poczucie swej wartości i wiary w siebie. Staliśmy się narodem, który na nowo godny jest swej wielkiej sławy i który stoi wobec wspaniałej przyszłości.

W przyszłą niedzielę będziemy głosować w wolnym kraju. Dobrze pamiętamy, że nie zawsze tak było. Węgrzy złożyli wiele ofiar, przelali wiele krwi i potu, byśmy mogli w wolnym kraju, w sposób wolny decydować o naszej przyszłości. Przed dwudziestupięciu laty również spotkaliśmy się na tym Placu [Bohaterów]. Tu wszystko się zaczęło. Tu, na tym Placu rozpoczęło się oswobadzanie Węgier. Tu wprost wykrzyknęliśmy światu, prosto w oczy, że pogardzamy tymi, którzy zdradzają naszą Ojczyznę, że gardzimy tymi, którzy zaciągają się na żołd obcych najeźdźców.

Wtedy wykrzyczeliśmy światu, że nie pozwalamy, by jeszcze raz odebrano i pogrzebano naszą przyszłość. Nieprzypadkowo przybyliśmy więc dzisiaj właśnie tutaj. Duch tego miejsca, plac Bohaterów daje nam siłę, ale i zobowiązuje. Tu panuje duch tych bohaterów, którzy nie poddali się ani własnym lękom, ani przeważającym ich siłom, którzy zawsze byli wytrwali i w końcu zwyciężali. My pragniemy tego samego. Chcemy, by ten Plac był dla nas przypomnieniem. Niech przypomina nam czasy, w których byliśmy młodzi, odważni i zdecydowani. Niech przypomina nam, że przez dwadzieścia lat, nie oszczędzając mięśni, żył i potu, zmagaliśmy się i walczyliśmy, ale zawsze z honorem. Ale niech nam też przypomina, że gdy już udawało się pójść do przodu, zawsze pojawiali się starzy towarzysze, którzy wciąż wstecz kopali tarczę czasu, a wraz z nią chcieli cofać w przeszłość nasze życie.

Pamiętajmy, tak działo się przez dwadzieścia lat. Pamiętajmy jednak i o tym, że my, którzy dziś tu jesteśmy, nigdy się nie poddaliśmy. Osiągaliśmy świetlane zwycięstwa, ale ponosiliśmy też ciężkie, bolesne porażki. Gdy cierpieliśmy przegrane, nie uciekaliśmy, nie rozbiegaliśmy się i nie szukaliśmy indywidualnych ścieżek ratowania siebie, lecz trwaliśmy, wytrwaliśmy i zachowaliśmy jedność. Nie porzuciliśmy szeregu i czekaliśmy na odpowiedni czas.

Po dwudziestu latach, gdy wszyscy mieli już dość niezgody i starych towarzyszy, zjednoczyliśmy się wreszcie, i w kwietniu roku 2010 zrobiliśmy rewolucję, konstytucyjną rewolucję. Ogłosiliśmy światu tak, by w całej Europie dobrze każdy usłyszał i zrozumiał, że Węgrzy nie potrzebują więcej ani komunizmu, ani socjalizmu, ani lewicowego balu przebierańców, którym naśladowcy Beli Kuna już od stu lat chcą zabawiać Europę. Dosyć już świętoszkowatej komedii, biurokratów i wielkich kapitalistów powołujących się na robotników. Dosyć udawania, dosyć sztuczek i kłamstw! Zapewne pamiętacie, zakasaliśmy rękawy, zebraliśmy siły i stanęliśmy do pracy. Do czego nie mieliśmy siły przez dwadzieścia lat, tego dokonaliśmy w ciągu czterech lat. Zrobiliśmy wszystko, co było można, czasem wydawało mi się nawet, że i więcej.

Gdy kiedyś opiszą nie mającą precedensu historię tych czterech lat, napiszą, że Węgrzy w roku 2010 stworzyli w nowoczesnej Europie bezprzykładną jedność. Napiszą, że Węgrzy wprowadzili zrównoważony, sprawiedliwy rozdział kosztów publicznych, przenosząc je również na banki i międzynarodowe korporacje. Napiszą, że choć graniczyło to z cudem, Węgrzy zawrócili swój kraj znad krawędzi bankructwa i w ciągu czterech lat stworzyli w nim powoli, ale solidnie wzrastającą gospodarkę. Napiszą też, Szanowni Panie i Panowie, że Węgrzy podjęli się rzeczy niemożliwych, lecz w końcu wywalczyli sukces w walce z goliatami finansjery, z armią imperialnych biurokratów i z falami dunajskiej powodzi. Napiszą jeszcze, że Węgrzy obronili swoje miejsca pracy, a nawet stworzyli setki tysięcy nowych.

Napiszą, że wyzwolili się z „pomocnego” uścisku Międzynarodowego Funduszu Walutowego, oddłużyli swoje wioski i miasta, i wyrwali się z pułapki zadłużenia. I napiszą również, że z wielką odwagą, wbrew połowie świata Węgrzy stworzyli swoją własną Konstytucję, powrócili do swych chrześcijańskich korzeni i połączyli w jedno swój rozdrobniony w Basenie Karpackim i rozsiany po świecie naród. Pokazaliśmy, że i tak można pisać historię. Nie tylko bronią, przemocą i krwią, jak to zresztą było w zwyczaju w tej części świata. Można to czynić solidarnością, jednością i zgodą, gotowością do ofiar i wysiłkami, po węgierskiej myśli.

Moi Drodzy Przyjaciele!

Teraz może nastąpić drugi rozdział tej wspaniałej historii. Teraz winniśmy pokazać, że to, co uczyniliśmy, nie było żadnym słomianym zapałem, lecz oprzytomnieniem, oświeceniem i zmartwychwstaniem z ruin. To nie był jednorazowy świetlny fenomen, lecz światło słoneczne nowego czasu. Nie jednorazowy popis, nie błyskawica, lecz wyzwolona z łańcuchów, całunów i rdzy nasza dusza, nasz prawdziwy charakter. Nasze prawdziwe ego. Tacy właśnie jesteśmy: zjednoczeni i mocni, wolni i świadomi swych obowiązków, odważni i trzeźwi, ludzcy i kochający Ojczyznę.

Drodzy Przyjaciele!

Dziś wielu nas się tu zgromadziło. I wielu, pozostając w swoich domach, jest tu z nami. Setki tysięcy i miliony Węgrów. Ilu ludzi, tyle różnych, jedynych w swoim rodzaju dróg życiowych. Lecz obok wszelkiej różnorodności, inności i niepowtarzalności jest coś, co nas jednoczy, pociąga w tym samym kierunku i stawia nas jeden obok drugiego. My wszyscy, każdy z nas, mamy jedną pasję. Naszą wspólną pasją są Węgry. My, którzy tak licznie się tu zgromadziliśmy, być może jak nigdy dotąd w historii Węgier, nie staliśmy się niewolnikami żadnej politycznej doktryny, ani żadnej ideologii – nasze serca była w stanie zniewolić tylko nasza Ojczyzna.

Drodzy moi Przyjaciele!

My wiemy, co znaczy być Węgrem. Nad brzegami Dunaju i Ipoli, poprzez całe podnóże Karpat, pośród winnych wzgórz regionu backiego, u podnóża Hargity, wszędzie w tym zakątku świata być Węgrem oznacza mieć odwagę. Być Węgrem oznacza, że jesteś częścią potężnego i jawnego sprzysiężenia polegającego na tym, że nie pozwolimy wypędzić węgierskiej mowy z zamieszkałych przez Węgrów wiosek i miast, ze szkół i świątyń. Jesteś częścią wielkiego i otwartego sprzysiężenia, którego celem jest, byśmy Węgry zachowali krajem węgierskim. Być Węgrem oznacza, że jednocześnie jesteś powstańczym bojownikiem o wolność i oddanym stróżem mądrego porządku.

Być Węgrem oznacza, że nigdy nie jesteś zadowolony ze swego rządu, ale gdy trzeba, zawsze staniesz w jego obronie, gdyż wiesz, iż w jednym momencie Twoja Ojczyzna może zostać zaanektowana, ograbiona, roztrwoniona, a Ty sam pozbawionym wszelkiej własności żebrakiem we własnym kraju, jeśli na czele państwa nie będzie stał mocny narodowy rząd.

Być Węgrem oznacza, że spoczywa na nas błogosławieństwo Boga. Dlatego możemy tu trwać ponad tysiąc lat, pomimo że jesteśmy ludem bez bliskich krewnych i osamotnionym. Jeśli zachowamy najważniejsze prawa, jeśli pozostaniemy przedmurzem chrześcijaństwa, jeśli zamiast przeklinania i złorzeczenia będziemy raczej wznosić nasze serca, wtedy otrzymamy to, na co zasługujemy – zachowamy najpiękniejszy kraj świata i przynależącą do niego nadzieję szczęśliwego życia.

Możemy zbudować sobie taką przyszłość, w której każdy Węgier otrzyma możliwość stworzenia życia owocnego, rozumnego i pełnego. Jeszcze jedno, Drodzy moi Przyjaciele, być Węgrem oznacza też, że Twoją Ojczyznę zawsze stać na więcej, niż to, co właśnie osiąga. Być Węgrem to niewyczerpana możliwość i nieogranioczny talent – zawsze jest w nas więcej, niż to, co dotąd z siebie daliśmy.

Drodzy Przyjaciele!

Krótko mówiąc: czy to w deszczu czy w błocie, my w każdych warunkach kochamy być Węgrami. W minionych czterech latach pokazaliśmy, że nie tylko kochamy, ale też potrafimy być Węgrami.

Wielkich rzeczy już dokonaliśmy, ale zobaczycie, że to dopiero początek. Prawdziwie wielkie dzieła czekają na nas dopiero teraz. Teraz trzeba i teraz można zbudować nową węgierską gospodarkę, która każdemu da pracę.

Teraz trzeba i teraz można powstrzymać wymieranie narodu i obrócić je w jego rozwój. Teraz trzeba i teraz można ostatecznie zagwarantować bezpieczeństwo węgierskiej ziemi. Teraz trzeba i teraz można zabezpieczyć uczciwy i bezpieczny czas starości. Wreszcie, teraz trzeba i można zbudować takie Węgry, które uczynią nasze dzieci bardziej szlachetnymi, mądrzejszymi, silniejszymi, słowem lepszymi niż byliśmy my. Nie słuchajcie tych, którzy mówią, że to niemożliwe. Kto porządnie przepracował ostatnie cztery lata wie, że wyraz „niemożliwe” śmiało możemy wymazać z naszego słownika.

Moi Drodzy Przyjaciele!

Na koniec o szansach. Nie oszukujmy się i mówmy wprost, że gwiazdy są w dobrym układzie – mamy dobre widoki. W tych wyborach jesteśmy faworytami, ale uwaga! Szansa na zwycięstwo nie jest jeszcze samym zwycięstwem. Pamiętajcie rok 2002! Szansa nie rodzi wyniku, sama z siebie nie przynosi zwycięstwa, na które trzeba pracować. Musimy na nie pracować, ciężko musimy na nie zapracować. Pamiętajcie zawsze, że szansę trzeba wykorzystać. Każdy z nas i wszyscy razem mamy ją urzeczywistnić pracą nadchodzących ośmiu dni.

Nie ma takiej szansy, której nie można by przegrać. Kto rozdzieli swój głos, burzy jedność. Kto burzy jedność, oddaje się hazardowi – wiele ryzykuje. Pamiętajcie o pierwszej zasadzie wyborów: w jedności siła. Jeden jest obóz, pod jednym sztandarem Fideszu! Tak, musimy szanować każdy jeden głos, potrzebujemy każdego wyborcy.

Szalę może przeważyć jeden głos. Uczyliśmy się w szkole, że z powodu jednego źle przybitego gwoździa przepadła podkowa, z jej powodu przepadł koń, z powodu konia jeździec, z jego powodu przegrano bitwę, a z powodu tej bitwy przepadł cały kraj pamiętaj więc zawsze solidnie przybić podkowę, każdy jej gwóźdź! Nie spoczywajcie, nie ustawajmy aż do niedzieli wieczór! Tylko ten wynik jest pewny, który już został ogłoszony. Jeśli w niedzielny wieczór będziecie czuli, że daliście z siebie wszystko, będziecie wyczerpani, i ledwo będziecie stali na nogach, wtedy zwycięstwo Was nie ominie. Wtedy, ale tylko wtedy zwyciężymy. Osiągniemy świetlany, wielki tryumf.

Szanowni Panie i Panowie!

Dumny jestem, że razem z Państwem mogę walczyć przeszło dwadzieścia lat. Dumny jestem z powodu drugiej zmiany ustroju naszego państwa, z powodu tych czterech lat wspólnej pracy i z powodu tego, że my razem, wspólnie możemy być dumni z naszej Ojczyzny i z Węgrów, którzy tego wszystkiego dokonali. Jestem dumny i bardzo czekam na to, by móc z Państwem dalej pracować razem, również w następnym czteroleciu.
Sztandary w górę! W górę, ku zwycięstwu!

Hajrá, Magyarország, hajrá, magyarok!
Naprzód, Węgry, naprzód, Węgrzy!

za: http://wpolityce.pl/swiat/189294-orban-byc-wegrem-to-jednoczesnie-byc-powstanczym-bojownikiem-o-wolnosc-i-oddanym-strozem-madrego-porzadku

Mar 15

Przemówienie z okazji narodowego święta Wybuchu Powstania i Walki o Wolność 1848/49

Budapeszt, 15 marca 2014

Dzień dobry, Szanowni Panie i Panowie! Rodacy! Węgrzy rozsiani po całym świecie!

Pozdrawiam wszystkich Państwa słowami Lajosa Kossutha: „jako heroldzi wolności witamy dzień wolności naszej węgierskiej Ojczyzny!”.Naszych gości przybyłych z Polski pozdrawiam słowami polskiego Hymnu narodowego, które brzmią: „Jeszcze Polska nie zginęła, kiedy my żyjemy. Co nam obca przemoc wzięła, szablą odbierzemy”. Dnia 15 marca roku 1848, po wydrukowaniu do południa 12 Postulatów razem z wierszem [Sándora Petőfiego] Pieśń Narodu – o, szczęśliwe czasy pokoju – młodzi powstańcy poszli do domu na obiad. Po południu, pomimo ulewnego deszczu dzielni obywatele – mieszkańcy Pesztu ponownie zebrali się tutaj [na placu przed Muzeum Narodowym]. I my teraz to właśnie wydarzenie świętujemy po raz 165. Ktoś mógłby pomyśleć, przez 165 lat wszystko może się znudzić. A jednak pesztanie, budapesztanie i Węgrzy, od Sobodki po Kovásznę, nie poddają się znudzeniu.

Mogłoby się wydawać, że w 1848 Węgrzy zakochali się w 15 marca i od tamtej pory nie chcą się odkochać. Nawet setki i tysiące uroczystych przemówień nie odbierają Węgrom ochoty do wysłuchania świątecznej przemowy w kolejnym roku. Niezmiennie trwają w przekonaniu, że zawsze coś nowego mogą usłyszeć. Nadzieję tę podzielają i mówcy, i słuchacze. Każdego roku mamy zwyczaj mówić i to, że każdy 15 marca jest inny od poprzednich. Mówimy to i teraz. I jakże to prawdziwe! Wszak już za trzy tygodnie przypadnie 6 kwietnia – dzień wyborów, które zadecydują o naszym wspólnym życiu.

Moi Szanowni, Panie i Panowie!

W połowie marca przycina się owocowe drzewa. Zdarza się wtedy dostrzec pozostawioną w glebie cebulę, która zapadłszy w matkę-ziemię, wypuściła młode, zielone liście. Kto ją zasadził? Nie wiemy. Nawet historycy głowią się nad tym, kto i kiedy zasadził cebule wolności w próchnicę węgierskiego narodu. Odnotowali oni, że w 1972, w samym środku komunistycznego ucisku, pewna dziewczyna z Budapesztu wplotła we włosy wstążkę narodowych barw i tak poszła z fiołkami w dłoni na Plac 15 marca, pod pomnik Petőfiego. Nikt nie wie, kim była ta dziewczyna. Tam odśpiewano nasz Hymn narodowy oraz Pieśń Kossutha i w ten sposób rozpoczął się ruch przeciw sowieckiemu uciskowi.

Szanowni Państwo! Świętująca Wspólnoto!

Co by było, gdyby gra przypadków uniemożliwiła wybuch Powstania? Czy wtedy młodzi adepci prawa rozpoczęliby prawnicze kariery? Czy Artúr Görgey zostałby chemikiem, Petőfi pisałby miłosne wiersze swej młodej żonie, a oficerowie dalej służyliby monarchii w armii?

14 marca 1848 roku mało kto mógł przewidzieć, co wydarzy się następnego dnia. 15 marca zaś nie było wiadomo, co będzie się działo wiosną lub w sierpniu następnego roku. Jednak, Drodzy moi Przyjaciele, niezależnie od tego czy coś można przewidzieć czy nie, niezależnie też od tego czy coś się wydarzy czy nie, czy naród ma tego świadomość czy jej nie ma, jedną rzecz możemy na pewno zrozumieć: naród węgierski nosi w sobie potencję nadzwyczajnych osiągnięć, siatkę niezwykłych czynów, które się kumulują, wzajemnie się wzmacniają. Rok 1848/49 nie był niczym innym, jak przecudnym objawieniem się ukrytych w nas, Węgrach zdolności i rezerw.

Spoglądając w przeszłość widzimy szeroką panoramę gardzącej śmiercią odwagi, wytrwałości, pomysłowości i rycerskości. Potężne wspólnotowe osiągnięcie. Naród węgierski swój los zawsze chce mieć w swoich rękach. Jak to wielkie pragnienie trafiło do naszych serc? Nikt tego nie wie. Cebula od jesieni tylko wegetuje. Od setek i tysięcy jesieni. Wciąż na nowo. Nie wie dlaczego. Nie wie, lecz na wiosnę musi wystrzelić, niezależnie od tego z jakiej głębokości musi wywalczyć swoje wzbicie się ponad powierzchnię. Tak jak prawo natury sprawia, że na wiosnę wystrzelają pąki, tak prawidłem węgierskiej historii jest, by we właściwym czasie objawiało się pragnienie wolności.

Dziewczyna, wplatając we włosy wstążkę narodowych barw, też nie wiedziała, jakie będą skutki jej czynu. Podobnie nie znali tego początkujący prawnicy, gdy przed 166 laty w pochmurny poranek rozpoczęli swe działania. Nieodgadniona tajemnica. Wiemy tylko jedno, bo jest napisane: „z Królestwem Bożym jest jak z człowiekiem, który nasienie wrzucił w ziemię. Czy śpi, czy czuwa, we dnie i w nocy, nasienie kiełkuje i rośnie, on sam nie wie jak” [Mk 4,26-27]. Węgrzy dobrze to rozumieją. Pewnie dlatego nie mogą porzucić swojego zakochania w 15 marca. Choć minął już czas klasycznych form rewolucji i walk o wolność nie prowadzi się karabinem i bagnetem, pragnienia wolności w narodzie węgierskim nie można zagasić. Naród Rakocziego, Kossutha i roku '56 ma tego świadomość również wtedy, gdy nie trzeba chwytać za broń.

Szanowni Państwo! Drodzy Rodacy!

Chylimy czoło wobec odważnych, wobec chwały bohaterów. Przed każdym z nich, niezależnie od tego, jak zaciekłe były między nimi spory. Széchenyi powiedział: „Gdy później nas powieszą, będę miał tylko jedną prośbę, by powieszono mnie plecami do Lajosa Kossutha”.

Szanowne Panie, Szanowni Panowie!

Oni wszyscy, każdy z nich jest naszym bohaterem. Węgierski bohater to szczególny gatunek. Dla nas nie ten jest bohaterem, kto pokonał innych. Taki raczej jest tylko zwycięzcą, może wygranym. My tytuł bohatera zachowujemy dla tego, kto przezwycięża los, kto go przemienia. Tym bardziej, że nasi bohaterowie często nie są zwycięzcami, a nawet na pierwszy rzut oka wydają się przegranymi. Zamęczeni, zdeptani, wygnani, straceni.

Pomimo tego, w efekcie w jakiś przedziwny sposób to właśnie oni odmienili zapisy księgi losu. W tej księdze, w 1848 roku zapisane było to, że przeciw habsburskiemu imperium nic nie można uczynić. Gdyby ówcześni nasi rodacy pogodzili si ę z tym, zapisany wyrok spełniłby się na nich, a niemieckie morze pochłonęłoby Węgrów. W księdze losu w 1990 zaś zapisane było, że sowieckie oddziały nigdy nie wycofają się i my sami, razem z dziurawą barką socjalizmu pójdziemy na dno.

W księdze losu 2010 roku zapisane było, że nigdy nie wyrwiemy się z oślej ławki Europy i nigdy nie zdołamy zrzucić z naszych ramion żebraczego worka wypełnionego dłużnymi skryptami. Węgrzy zaś nigdy nie wierzyli w to, że wyrok losu może nas dopaść niezależnie od tego, co robimy. Węgrzy raczej wierzyli to, że wyrok ten wtedy nas dopadnie, gdy nie zrobimy nic. Nasza historia uczy, że to my mamy pisać naszą księgę losu, jeśli trzeba – pracą, pilnością, a jeśli trzeba – odwagą i krwią, ale zawsze my sami. Nauczyliśmy się tego, że jeśli wolność ktoś obcy nam przynosi, to on też ją zabiera.

Szanowni Państwo!

Nasze powstania zwykle dławili obcy z zagranicy. Nigdy też nie brakuje i takich, którzy od wewnątrz ich wspierają. Sprzedawczyki i zdrajcy, labancowie, doradcy wojsk rosyjskich z 1849, pufajkarze z '56. Zawsze znajdą się tacy, co z włosów dziewczyny wyrwą i podepczą trójkolorową wstążkę, którzy przeciw pokojowym demonstrantom wyślą szarże policji konnej z pałami. To wrogowie wolności, naszej wolności. Uderzają w nas, ale dobrać się chcą do duszy naszego powstania i naszej wolności. Beznadziejne przedsięwzięcie. Nigdy się nie powiodło, bo ona nie była tu czy tam, ale wszędzie. Z roku na rok rozpalał się w sercach ludzi ogień roku 1848, objawiał się Powstaniem roku 1956, później powrotem do demokracji, objawiał się raz sprzeciwem, kiedy indziej wstrząsającym ziemią zwycięstwem wyborczym, które dało większość konstytucyjną. A może jest tak, Drodzy moi Przyjaciele, że my, węgierscy miłośnicy wolności od 1848 roku wciąż prowadzimy to samo powstanie?

Panie i Panowie!

15 marca nie tylko Petőfi i marcowi młodzieńcy stali się bohaterami, nie tylko ci, których imiona znamy od dzieciństwa. Zostali nimi także szewcy, ekspedienci, drukarze, krawcowe, kołodzieje i wszyscy, którzy jednego dnia proklamowali węgierską wolność.

Naród przyjął w siebie biednego i bogatego, chłopa i szlachcica, liberała i konserwatystę, Słowianina, Żyda, Niemca. Wtopił w siebie, w sobie zjednoczył każdego, kto chciał mieć swój udział w wolności Węgrów. Wtedy zrodził się współczesny węgierski naród, dzięki temu, że podniosło się odważne pokolenie, które ośmieliło się samo sobie nadać prawo. Podniósł się naród, który nie rezygnuje z prawa do określania swojego porządku. Zrzucili z siebie przepisy ich zniewalające, opracowali nowe, strzegące ich wolności, by się uzdolnić, by dać sobie możliwość stworzenia lepszego życia dla każdego Węgra.

Oni zrozumieli, że wszystkie prawa wolnościowe nie są tożsame z samą wolnością. Wolność wymaga jeszcze pracy, uczciwej zapłaty, środków do utrzymania rodziny, mocnego dachu nad głową. Wiedzieli, że naród, tak jak żywy człowiek, ma też ciało, które trzeba karmić, ubierać, które potrzebuje ogniska domowego i opieki. Pierwszym ich zadaniem było zrzucenie ciężarów nie do zniesienia. Dlatego znieśli podatki dla panów, dziesięciny, przymusowe prace. W „Pieśni Narodu” nie wyglądałoby dobrze słowo „koszty utrzymania”, ale łatwo sobie wyobrazić, że tak jak dzisiaj, zmniejszenie niesprawiedliwych i nierównomiernych obciążeń było ich pierwszym i najważniejszym zadaniem.

Szanowni Państwo!

Bohaterowie przykładem swego życia, zwycięstwami i historiami cierpienia pokazują, kim byliśmy, kim jesteśmy i kim możemy się stawać. To oni nam objaśniają, w jaki sposób w przyszłości może nas być więcej niż jest nas dziś. Tylko oni są zdolni w wyjątkowym, skondensowanym momencie ucieleśnić ducha narodu. Myśląc o bohaterach, zrozumiemy słowa Máraiego, który tak pisze: „Ojczyzna to nie tylko ziemia i góra, zmarli bohaterowie, język ojczysty, kości naszych przodków na cmentarzach, chleb i krajobraz, nie. Ojczyzna to ty, z krwi i kości. W twoim bytowaniu cielesnym i duchowym. Ona rodzi, ona daje pochówek, nią żyjesz, ją wyrażasz we wszystkich chwilach, których całość tworzy twoje życie – w nędznych, wspaniałych, płomiennych i nudnych. A twoje życie jest też fragmentem życia Ojczyzny”.

Rzeczywiście, moi Przyjaciele, tak jest i dziś. Nasi bohaterowie tworzą nasze święta. Święta są naszymi wzniesieniami, szczytami gór, z których możemy patrzeć w dal. Gdy czcimy naszych bohaterów, wznosimy się na wyżyny ich dokonań i spoglądamy na perspektywy naszego własnego życia. W takich momentach jesteśmy mocni, idziemy z podniesionym czołem. I właśnie w takich momentach nie możemy zapominać, że to wszystko jest możliwe tylko dzięki temu, iż wspieramy się na ramionach naszych mocarzy. Gdy dziś, po 166 latach  wdrapujemy się na ramiona Węgrów tamtego marca, podnosimy się i rozglądamy, i możemy dostrzec, że znajdujemy się u bram nowego okresu, który zapowiada się jako wspaniały.

Jeśli przekroczymy te bramy, staniemy się krajem wolnym i silnym. Takim, który stawia przed sobą poważne cele i posiada moc, by je zrealizować. Takim krajem, który stoi o własnych nogach, spłaca swoje długi i przyłącza się do dumnych, odnoszących sukcesy narodów. Takim krajem, który zdolny jest, by zatrzymać ubywanie narodu węgierskiego i rozpocząć jego rozwój. Takim krajem, który nie pozwala na ciągłe okradanie siebie, na zabieranie przez siebie wypracowanych dóbr. Krajem, który każdemu da miejsce pracy i możliwości osiągania szczęścia. Krajem, w kt&´rym życie, jeśli nawet pełne jest pracy i wysiłku, ale cieszy się godnością, jest sprawiedliwe, rozumne i czyni szczęśliwym.

Możliwości takiego życia nie dostaliśmy za darmo. Wiele i ciężko na to pracowaliśmy. Dlatego walczyliśmy, dlatego pracowaliśmy od roku 2010 każdy Boży dzień. I nie było to daremne. Zrobiliśmy wszystko, co było trzeba i co można było zrobić. Czasem miałem nawet odczucie, że może i więcej. W ciągu ostatnich lat udowodniliśmy światu, że jesteśmy narodem ludzi mocnych i odważnych. Każdy mógł zobaczyć: jeśli jesteśmy zjednoczeni, wtedy miano bycia Węgrem na nowo staje się piękne, godne starej, wielkiej sławy. Stanęliśmy w obronie samych siebie i stoczyliśmy nasze walki.

Walki z takimi przeciwnikami, którzy wydawali się więksi od nas i silniejsi – finansjera, stolice mocarstw, klęski żywiołowe. Czasem wydawało się to niemożliwym, lecz kto nie zmierzy się z niemożliwym, ten nigdy też nie osiągnie tego, co możliwe. Pokazaliśmy, że obronimy węgierskie rodziny przed lichwą, monopolami, kartelami i imperialnymi biurokratami, którzy chcą się wywyższać ponad narody. Pokazaliśmy, że można obronić miejsca pracy i stworzyć sto tysięcy nowych.

Pokazaliśmy, jak można wyważyć zapadkę pułapki kredytowej. Pokazaliśmy, że można oddłużyć nasze wsie i miasta, a tysiące rodzin uchronić przed pozostaniem bez dachu nad głową i domowego ogniska. Jedna po drugiej zrywaliśmy kłódki, które dotąd uznawane były za nie do ruszenia, łańcuchy, dotąd uważane za nie do zerwania, zmuszaliśmy do szacunku tych, którzy wcześniej mieli nas za nic. Jednoczymy rozsiany po świecie nasz naród. Po dwudziestu latach ciągnących się cierpień, w końcu mamy swoją własną narodową Konstytucję. Nasza narodowa Konstytucja kończy się tak, jak zaczyna się 12. Punkt marcowych postulatów [roku 1848]: „Niech będzie pokój, wolność i zgoda”.

Panie i Panowie! Szanowni Uczestnicy Uroczystości!

Oto dziś staje przed nami nowa możliwość. Świat zmienia się szybko. To, co dziś jest jeszcze możliwością, jutro będzie tylko mrzonką. Nie jest wstydem uczyć się od samych siebie. W ostatnich czterech latach dlatego mogliśmy więcej osiągnąć, gdyż byliśmy zjednoczeni. Dziś w Europie to my jesteśmy najbardziej skonsolidowanym krajem. Zrozumieliśmy, że historia nie przebacza dwóch rzeczy: słabości i lękliwości. Żyjemy w czasach, gdy słabym i zalęknionym nie rozdaje się kart. Słabe i zalęknione narody nie mają przyszłości. Ludzie, każdy z osobna, rozdrobnieni, rozbici łatwo stają się słabymi i znika ich odwaga, lecz jedność wspólnoty nawet wahającym się dodaje odwagi a słabym siły. Silni jednoczą się, słabi zaś rozdrabniają. Każdy naród dba o swój interes, żyje swoim własnym życiem, buduje swoją własną przyszłość.

Musimy mieć tego świadomość: poza nami, Węgrami nikt nie chce, byśmy byli silnym i odnoszącym sukcesy krajem. Wiemy też i to, że do kontynuacji potrzeba siły. A do siły jedności. Dziś zaś jedność nosi imię 6 kwietnia.

Niech żyje wolność Węgrów! Niech żyje Ojczyzna!

(Tłum. PH)