Szanowny Panie Premierze,
Po pierwsze gratuluję z okazji wyborczego zwycięstwa Fideszu. Nie ukrywam, że Pańskie działania imponują wielu politykom w Europie a i sam od lat przyglądam się wielu aspektom Pańskiej aktywności z uznaniem. Polityka prorodzinna, wspieranie rodzimej klasy średniej i małych przedsiębiorstw – przyglądam się Pańskim działaniom na tych polach z dużym zainteresowaniem.
Podobnie jak Pan, uważam, że nasze państwa i szerzej – Europa Środkowa – powinny ze sobą bliżej współpracować. Pamiętam rozmowę na ten temat kiedy przyjechał Pan po zwycięskich wyborach do Polski w 2010 roku. Cieszę się, że znów wybrał Pan Warszawę, jako cel swojej pierwszej wizyty zagranicznej. Tym bardziej, przed przyjazdem do naszego kraju, chciałbym zwrócić Pańską uwagę na kwestię, która może utrudnić nam budowanie silnego, środkowoeuropejskiego bloku.

Od kilku dni na Węgrzech mam możliwość przyglądania się z bliska tutejszej polityce, a jednocześnie obserwuję, jak jest ona komentowana w Polsce. Słyszę więc w Budapeszcie, że Viktor Orbán poparł sankcje przeciwko Rosji za agresję na Krym, ale z polskich mediów dowiaduję się, że Orbán sprzeciwił się sankcjom przeciwko Rosji. Sięgam więc po tekst oryginalnego wystąpienia premiera. I cóż się okazuje? Otóż Orbán powiedział, że Węgry poprą sankcje przeciwko Rosji, choć wolałyby tego uniknąć, bo będzie ich to drogo kosztowało. A więc Orbán poparł sankcje, mimo że krok taki pociągnie za sobą straty dla węgierskiej gospodarki. Tymczasem z komentarzy w Polsce wynika, że Orbán nie poparł sankcji, a więc jest sojusznikiem Putina.

Fidesz, konserwatywna partia premiera ViktoraOrbána, wygrała wybory parlamentarne na Węgrzech, wyprzedzając opozycyjną lewicę – wynika z pierwszych sondaży wyborczych, tzw. exit polls.
Premier Węgier Viktor Orban oświadczył, że Unii Europejskiej nie trzeba kochać, ale związek Węgier z tą organizacją nie jest kwestią uczucia. „Kto nie siedzi przy stole, szybko trafi do jadłospisu” – oznajmił w dzisiejszym wywiadzie dla dziennika „Magyar Nemzet”.