Sty 10

2014 – bez komentarza…

 

Post użytkownika Orbán Viktor.
Wrz 19

Europa musi powrócić do chrześcijaństwa, zanim możliwe będzie jej odrodzenie gospodarcze

 Michael 01   My, Węgrzy, rozumiemy ból, jaki odczuwają dziś Hiszpanie i rozumiemy też ciężką walkę hiszpańskiego rządu, którą musi toczyć z tą odziedziczoną, trudną sytuacją ekonomiczną. Rozumiemy rozczarowanie, gniew i niecierpliwość Hiszpanów. My, Węgrzy, doświadczyliśmy tego i wciąż doświadczamy mocno. I z tego względu współczujemy wam i jesteśmy solidarni z Hiszpanią.

Podobnie jak Węgrzy, Hiszpanie są ludźmi, którzy cenią wolność i patrzą z dumą na swoją historię, i którzy nie pozwolą, by praca, jaką włożyli ich przodkowie w odbudowę ojczyzny po wojnie domowej, była jeszcze raz narażona na niebezpieczeństwo przez biurokratów i finansowych spekulantów. Seria demonstracji i strajków w całej Europie wskazuje, że ludzie wszędzie szukają odpowiedzi na pytanie: jak mogło zostać zburzone marzenie, jakie oznaczała dla nas wszystkich wspólna Europa? Jak Europa mogła utracić swoją konkurencyjność? Jak mogła ona zostać tak zadłużona po uszy? Dlaczego teraz mamy takie problemy, niszczące poziom i styl życia milionów rodzin?

Ludzie, którzy są wierni tradycji chrześcijańskiej, świeccy, duchowni, zarówno katolicy jak i protestanci, połączeni są wspólnym odczuciem: odpowiedzialnością sumiennego strażnika. W księdze Ezechiela możemy przeczytać, że jeśli wartownik na posterunku ujrzy zbliżającego się uzbrojonego wroga, ale nie zadmie w trąbkę, żeby ostrzec swoich ludzi, wtedy Bóg zażąda od niego rozliczenia się za utracone przez nich życie.

Według mnie Bóg ustanowił kościelnych i świeckich przywódców, by byli takimi sumiennymi strażnikami, włącznie z politykami. A zatem w pełni świadomi naszej odpowiedzialności musimy oznajmić, że kryzys finansowy i ekonomiczny, który wystąpił w Europie nie jest jakimś przypadkowym wydarzeniem, które kilku zdolnych technokratów będzie mogło naprawić. Kryzys w Europie jest rezultatem procesu zepsucia, który od dłuższego czasu trawi nasz kontynent.

Uważam, że musimy mówić otwarcie i stwierdzić, że w dzisiejszej Europie takie formy i kształty ludzkiej wspólnoty, jak naród i rodzina zostały otwarcie zakwestionowane. Podobnie, prawdziwe i pierwotne znaczenie pracy i kredytu stało się niepewne w życiu gospodarczym. Jest tak, ponieważ te ważne kategorie – praca, kredyt, rodzina, naród – zostały oderwane od moralnych fundamentów, jakie zapewniło nam chrześcijaństwo i dlatego w ostatnich dekadach straciły swoją wagę i znaczenie …

Schuman, jeden z ojców-założycieli idei zjednoczonej Europy, powiedział kiedyś, że Europa albo będzie chrześcijańska, albo przestanie istnieć. I właśnie teraz osiągnęliśmy etap, w którym większość europejskich polityków robi wszystko, co w ich mocy, żeby odesłać chrześcijaństwo do prywatnego życia ludzi, do kościołów i podręczników historii.

Gdyby kraj islamski zaczął wstydzić się siebie z powodu nauczania Koranu, słusznie wywołałby gniew innych krajów islamskich… Natomiast w Europie widzę każdego dnia coś przeciwnego. Ci, którzy chcą myśleć i zachowywać się zgodnie z wartościami chrześcijańskimi w życiu społecznym i politycznym, są tymi, którzy spotykają się z niezrozumieniem…

Na koniec muszę powiedzieć, że starzejąca się Europa, która wypiera się swoich chrześcijańskich korzeni, a wśród tego i Węgry, jest jak człowiek z dobrze znanej paraboli, który zbudował swój dom na piasku. Przyszła fala, uderzyła w dom i znalazł się on na skraju upadku…

Za tą europejską słabością kryją się dokładnie następujące sprawy: kryzys rodzin, społeczności i narodu. To one we wczesnych stadiach kapitalizmu przyniosły nam sukces. Uczyniły Europę silną i dominującą na poziomie globalnym, ponieważ w tamtym czasie mieściły się w chrześcijańskim systemie zasad: zarówno w handlu, gospodarce, rodzinie, jak i narodzie.

Chciałbym podkreślić jedno tylko zagadnienie, żeby pokazać, co mam na myśli. Chodzi o kredyt. W Starym Testamencie słowa lichwa, lichwiarz, znaczyły ukąsić innego człowieka, jak wąż. Zrozumiałe jest, że Kościół katolicki wydał zakaz pobierania odsetek od pożyczki. Chciał on oczywiście chronić ludzi przed udrękami i barbarzyństwem lichwiarzy. W czasie reformacji stanowisko wobec ściągania odsetek uległo zmianie…

Jeśli spojrzymy na listę zadłużonych krajów europejskich, widzimy, że pożyczki, z powodu których cierpią nasze kraje, nie mają żadnego związku z żadnymi zasadami moralnymi. Warunki pomyślnego otrzymania kredytu są dzisiaj takie, że zagrażają one suwerenności narodu, o który chodzi, a pożyczkodawcy zmuszają rządy do zabierania pieniędzy samym obywatelom, którym te pieniądze powinny być oddane.

Zdecydowanie uważam, że Europa, która reprezentuje wartości chrześcijańskie być może nie mogłaby pozwolić społeczeństwu na zaprzepaszczenie przyszłości swoich rodzin przez zaciąganie nieodpowiedzialnych pożyczek. To właśnie przydarzyło się milionowi rodzin na Węgrzech… Wspólna Europa, która reprezentuje wartości chrześcijańskie być może nigdy nie pozwoliłaby pewnym krajom wpaść w niewolę długu. Jest to ważna dla Hiszpanii kwestia. Nie jest to moja sprawa, ja ponoszę odpowiedzialność za Węgry, ale chciałbym ostrzec was, że Hiszpania jest bardzo blisko nadejścia chwili, kiedy wpadnie ona w niewolę długu. Kraj może zostać podbity na dwa sposoby: mieczem albo długiem, i o tym nie możemy nigdy zapomnieć. I wreszcie, Europa, która reprezentuje wartości chrześcijańskie, mogłaby być może, zamiast dzisiejszych polityków, wesprzeć tego, kto rozłożyłby sprawiedliwie ciężary obecnego kryzysu ekonomicznego.

Jeśli dziś w Europie rząd jest zmuszony do zaciągnięcia pożyczki w font europejskiej czy międzynarodowej organizacji, będzie musiał on wprowadzić takie środki, które spowodują utratę jego wiarygodności we własnym elektoracie…

Jak mówi Pismo Święte: „Albowiem korzeniem wszelkiego zła jest chciwość pieniędzy. Za nimi to uganiając się, niektórzy zabłąkali się z dala od wiary i siebie samych przeszyli wielu boleściami” (1 Tm, 6,10). Kryzys moralny można także rozpoznać w przypadku tych liderów, którzy wyznając filozofię „jedzmy i pijmy, bo jutro pomrzemy” lub przynajmniej „jutro nie będziemy rządzili”, byli zdolni wpędzić całe narody w długi. To przynosi także kwestie poważnej odpowiedzialności osobistej.

Jest wielu w Europie, i chociaż możemy być mniejszością, ale jest nas wielu, których wspólnym celem jest budowanie jeszcze raz Europy na skalistym fundamencie chrześcijaństwa… Węgry idą tą drogą od 2010 r. Jak słyszeliście, przyjęliśmy nową Ustawę Zasadniczą, której pierwszy rozdział nazwaliśmy „Narodowym wyznaniem wiary”. Jest to istota konstytucji, jej duchowa konstrukcja, jej kręgosłup. Pierwsze słowa węgierskiej konstytucji brzmią: „Boże, błogosław Węgrów!”. Jest to także pierwsza linijka naszej narodowej modlitwy. Pierwszym słowem węgierskiej konstytucji jest Bóg.

Węgry są krajem, którego pierwszy król, Święty Stefan, około tysiąc lat temu, po tym, jak zmarło jego pierwsze dziecko i nie miał on już więcej potomstwa, przekazał Koronę Węgierską Matce Bożej. Postrzegamy Węgry jako kraj ofiarowany Matce Bożej przez jego pierwszego króla. Jest to ważny fakt. Nie ofiarował on Węgier pod opiekę jakiejś obcej władzy i nie ofiarował on ich instytucji finansowej, ale ofiarował Maryi. Jest to odzwierciedlone w konstytucji.

Jednym z powodów, dla których opracowaliśmy konstytucję tego rodzaju, było to, że czuliśmy, iż musimy stawić czoło tym europejskim politycznym i intelektualnym trendom i siłom, których celem jest odsunięcie i podważanie chrześcijańskiej kultury, cywilizacji i wartości. Wiedzieliśmy, że wywoła to konflikt. Europejskie siły, które chcą podważać moc chrześcijaństwa są zdecydowane i dobrze zorganizowane. Są one znaczącym czynnikiem w Europie. Nie łudźmy się, lepiej spojrzeć prawdzie w oczy. Ale jestem przekonany, że jeśli nie wejdziemy w konflikt z nimi, wtedy oni zmiotą nas z drogi zarówno europejskiego jak i narodowego życia publicznego. Z tego względu Węgry postanowiły raczej wejść w ten konflikt. Uznajemy chroniącą naród siłę chrześcijaństwa. To właśnie spowodowało największy konflikt: my uznajemy chroniącą naród siłę chrześcijaństwa.

Europa podąża w kierunku państwa, w którym wierzący stanie się niewierzącym, gdzie naród wejdzie na drogę do formacji, które są ponadnarodowe i gdzie rodziny zostaną zastąpione przez jednostki. Oni nazywają to postępem. Jest to dziś dominująca intelektualna tendencja w polityce europejskiej.

Nasz „grzech”, który oczywiście przyjmujemy z dumą, polega na tym, że w XXI wieku odważyliśmy się włączyć do naszej konstytucji fakt, iż wiara, Kościół, naród i rodzina należą nie do naszej przeszłości, ale do naszej przyszłości. To jest powód dla wywołanego przez nienawiść olbrzymiego ataku przeciw węgierskiej konstytucji i jej twórcom, którego doświadczamy w Europie.

Przemówienie premiera Węgier Viktora Orbána na konferencji, która odbyła się 17 listopada 2012 r. na uniwersytecie św. Pawła w Madrycie. Konferencja została zorganizowana w trakcie XIV kongresu Katolicy i Życie Publiczne na temat „Nadzieja i chrześcijańska odpowiedź na kryzys”. Gratulujemy premierowi Orbánowi, który nie wstydził się stanąć w obronie sprawiedliwości i zasad chrześcijańskich.

tłumacznie Janusz Andrzej Lewicki

 Michael Edycja Polska, Nr 71 (marzec-kwiecień 2013)

Michael 22Michael 23

Pawła

Wrz 19

Węgry Viktora Orbána dają przykład Europie

Orbán stoi dziś w pierwszym szeregu walki o wolność przed zakusami brukselskiej kleptokracji, która ma dyktatorskie zapędy i chce narzucić całej Europie swój jakobiński projekt ustrojowy () Chrześcijaństwo, rodzina, naródto trójca, do zniszczenia której dąży Unia Europejska. Węgry pro­wadzą walkę także za nas. To hańba, że nie walczymy obok nich” – Gerald Warner (konserwatywny publicysta brytyjski) na łamachScotland on Sunday

Viktor Orbán urodził się 31 maja 1963 r. w Székesfehérvárze, pierwszej stolicy Węgier, w kalwiń­skiej, protestanckiej rodzinie. Najpierw rodzina Orbanów mieszkała na wsi Alcsύtdoboz, a potem w pobliskiej wiosce Felcsύt. Jego rodzice byli członkami węgierskiej partii komunistycznej. On sam zo­stał antykomunistą. Młody Viktor szukał korzeni swego buntu w tym, co przekazała mu jego mama.Moja mama, która była nauczycielką, uczyła mnie zawsze: «Postępuj według tego, jak myślisz. Jeśli czujesz, że coś jest złenie rób tego. Jeśli czujesz, że coś należy robić, bo to jest sprawiedliwerób to, albo broń tego». Liceum ukończył w mieście swego urodzenia. W czasie nauki w liceum wraz z kolegami utworzył grupę, która zaczęła douczać się w domu.W tym czasie zrozumiałem, że intere­suje mnie to, co się dzieje w społeczeństwie. Zacząłem wtedy zdawać sobie sprawę, że historia jest ciemna, rzeczywistość nie taka, jak być powinna, że sprawy idą źle. W sierpniu 1981 r. jako 18-latek przed rozpoczęciem studiów trafił na rok do wojska. Wraz z kolegami zbierał informacje na temat po­wstaniaSolidarnościw Polsce. Żyli oni wtedy polskim zrywem. Pobyt w wojsku, gdzie wielokrotnie buntował się przeciw absurdom tam panującym, zasadniczo wpłynął na ukształtowanie się jego anty­komunistycznego światopoglądu. Wtedy też próbowała go zwerbować węgierska komunistyczna służba bezpieczeństwa.Na szczęście nie mieli czym mnie szantażować. Zdałem sobie sprawę, że gdyby mieli na mnie jakiegoś haka, byłbym bez szans. Ale nie mieli.

W 1982 r. rozpoczął studia na wydziale prawa uniwersytetu w Budapeszcie. Tam wraz z grupą kolegów toczono niezależne dyskusje, które coraz bardziej obnażały zło komunistycznego porządku. Pracę magisterską napisał Orbán na temat polskiejSolidarności. Zatytułował ją:Społeczna samoor­ganizacja i ruch społeczny wewnątrz systemu politycznegoprzykład Polski.

Wiara

Viktor Orbán został posłem w 1990 r., a w 1993 r. został przewodniczącym Fideszu, który pod jego kierownictwem przeszedł ewolucję od partii liberalnej do konserwatywno-ludowej. Podobnie jak on sam od liberalizmu i antyklerykalizmu do chrześcijaństwa.Nie otrzymałem żadnego religijnego wy­chowania. Wzrastałem w środowisku niereligijnym” – mówił Orbán. Pochodzi z rodziny protestanckiej (kalwińskiej), ale jego żona, Anikó, z którą wziął ślub cywilny jeszcze na studiach, była już wtedy głę­boko wierzącą katoliczką. Od połowy lat 90. XX w. Orbán zaczął stopniowo zmieniać się w człowieka wierzącego. W 1997 r. wzięli ślub kościelny w dwóch obrządkach, dobrze się do tego przygotowując. Orban stał się wrażliwym na religię i patriotyzm tradycjonalistą.

Jedną z pierwszych podróży po objęciu stanowiska premiera w 1998 r. odbył Orbán do Watykanu, gdzie spotkał się z papieżem Janem Pawłem II.Papieżowi i kardynałowi Sodano powiedziałem, że Węgry nie kładą akcentu na rozdział Kościoła od państwa. W rozumieniu prawnym już to mamy za sobą. Pytanie dotyczy tego, jak służyć wspólnemu dobru, jak nawiązać współpracę. Nie szukamy tego, w czym interes państwa ró ;żni się od interesu kościelnego, ale w czym możemy współpracować.

W 2000 r. po długim przygotowaniu premier Orbán przystąpił do konfirmacji, która jest znakiem dojrzałości chrześcijańskiej. W czasie ceremonii udzielił odpowiedzi pastorowi: Jeśli pytasz mnie, dlaczego chcę tej konfirmacji, mam trzy odpowiedzi. Pierwsza: jest teraz późno, dwadzieścia lat za późno. Należało to do mojego życia, zapomniałem o tym. Chcę się odrodzić. Drugi powód: Jezus Chrystus był cały czas w moim życiu, także w czasie, kiedy ja o tym nie wiedziałem. Trzeci: w związku z tym, że Pan Bóg był przez całe moje życie ze mną, kiedy ja nie wiedziałem, że jest ze mną, chcę, żeby został ze mną w przyszłości.

Od czasu konfirmacji staram się żyć w duchu stwierdzenia, bym żył na Bożą chwałę i dla dobra ludzi. Na język zawodowego polityka przetłumaczyłbym to w ten sposób: budować ojczyznę, przez małeo, czyli kraj narodu węgierskiego na tej ziemi, ale też przez dużeO” – Ojczyznę niebieską, Królestwo Boże. To jest wyższy sens i cel tego, co robię” – tak mówił, kiedy był po raz pierwszy pre­mierem.

Jan Paweł II odznaczył w 2004 r. Viktora Orbána, członka Kościoła ewangelicko-reformowanego, Wielkim Krzyżem św. Grzegorza Wielkiego za zasługi na rzecz dobra wspólnego i pojednania.

Fidesz

Fidesz powstał 30 marca 1988 r. jako liberalna niezależna organizacja młodzieżowa. Poglądy za­łożycieli partii ewoluowały z czasem w kierunku konserwatyzmu. Jest to skrót oznaczający Związek Młodych Demokratów (węg. Fiatal Demokratik Szövetsége). W roku 2013 obchodzimy 25-lecie Fide­szu. Pierwsze zebranie odbyło się jawnie w Kolegium Bibó (akademik uniwersytecki). Do organizacji zapisało się 37 osób. Miesiąc później było już tysiąc członków. Organizacja miała antykomunistyczny charakter w ciągle komunistycznych Węgrzech, a jej założenie było przełomem, tym bardziej, że działała jawnie.

Fidesz stworzył na Węgrzech ok. 11 tysięcy klubów i organizacji popierających partię. Walczy cały czas z pozostałościami komunizmu na Węgrzech. Był dwukrotnie u władzy: w latach 1988-2002 i od 2010 r. Obecnie posiada dwie trzecie miejsc w parlamencie. Od początku przywódcą partii był Viktor Orbán, który stał się znany dzięki przemówieniu na pogrzebie premiera Imre Nagya i bohaterów rewolucji węgierskiej 1956 r., które wygłosił na Placu Bohaterów w czerwcu 1989 r. w Budapeszcie, kiedy zażądał wolnych wyborów i wycofania z Węgier wojsk sowieckich. Pierwszy raz Fidesz doszedł do władzy w 1998 r. Premierem rządu został Viktor Orbán, który był wtedy najmłodszym premierem w Europie (miał 35 lat). Pomimo sukcesów partia przegrała następne wybory. Władzę na Węgrzech przejęli w 2002 r. socjaliści, którzy rządzili przez dwie kadencje. W 2006 r. miała miejsce znana wpadka socjalistycznego premiera Gyurcsánya, który w niecenzuralnych słowach przyznał się do oszukiwania Węgrów:Przez ostatnie półtora roku kłamaliśmy rano, wieczorem i w nocy. Taśmy z nagraniem z zamkniętego spotkania zostały nadane przez publiczne radio, co wywołało zamieszki w Budapeszcie.

Zmiany

Fidesz wrócił do władzy po spektakularnym zwycięstwie w wyborach w 2010 r., zdobywając ponad dwie trzecie miejsc w parlamencie. Przez osiem lat w opozycji przygotował się bardzo dobrze do przejęcia władzy. Na początek zredukowano liczbę ministrów do ośmiu. W ciągu pierwszego roku rządów zmieniono 365 ustaw i przyjęto w 2011 r. nową konstytucję Węgier. Zmieniono nazwę kraju z Republiki Węgierskiej na Węgry. Rozpoczęto w ten sposób prawdziwą dekomunizację kraju. Rząd Viktora Orbána nie zmienia całego obecnego systemu, ale posługując się jego narzędziami (demokra­cja, system lichwiarski) przeprowadza autentyczne zmiany cywilizacyjne, opierając swoje działania na zasadach chrześcijańskich. Konstytucja węgierska rozpoczyna się słowami:Boże, błogosław Wę­grów!. Żadna konstytucja kraju europejskiego nie zaczyna się od słowa Bóg.

Polityka gospodarcza Fideszu koncentruje się na wspieraniu klasy średniej, jednocześnie nakładając podatki na duże kon­cerny i banki, głównie zachodnie. Przedtem, podobnie jak w Polsce, instytucje te były przez 10 lat zwolnione z podatków. Największą furię finansjery i jej marionetek w Unii Europejskiej wywołało prze­jęcie kontroli rządu nad bankiem centralnym Węgier. Bank według finansjery ma być niezależny od rządu, ale za to jest zależny od niej, od prywatnych ludzi. Banki centralne 58 krajów w tym Polski i Węgier podlegają prywatnemu Bankowi Rozliczeń Międzynarodowych w Bazylei. Stamtąd nadzo­rowane. A przecież ma być dokładnie odwrotnie. Bank centralny ma służyć społeczeństwu i ma być przez nie kontrolowany, czyli zależny od społeczeństwa, którego reprezentantem jest rząd. Dlatego bank centralny musi być zależny od rządu i musi realizować jego politykę, a zwłaszcza emisję pienię­dzy bez odsetek na potrzeby tego rządu. Oprócz tego rząd nie może być sterowany z zewnątrz przez międzynarodową finansjerę, jak to się dzieje obecnie w większości krajów świata, tylko musi dbać o dobro swojego społeczeństwa, być, na ile to możliwe, suwerenny w swoich decyzjach i musi odpowia­dać przed społeczeństwem za realizację swoich zadań. A suwerenny będzie wtedy, kiedy będzie su­werennie decydował o emisji niezadłużonego pieniądza (pieniądza bez odsetek) na potrzeby swojego społeczeństwa. Wtedy to rząd węgierski podjął próbę samodzielnego decydowania o tym, co się będzie działo w kraju, którym rządzi. Dlatego tak bardzo jest atakowany przez instytucje Unii Europej­skiej, która powstała przecież po to, by zlikwidować państwa narodowe i utworzyć jedno państwo fede­ralne. A przede wszystkim, jak powiedział premier Orbán, atak Europy na Węgry jest tak wielki, po­nieważ rząd węgierski opiera swoje działania na zasadach chrześcijańskich.

Rząd Viktora Orbána jest na początku tej drogi i nie wiadomo, czy dojdzie on do takiej kontroli nad bankiem centralnym, by się uniezależnić od finansjery światowej. Być może jest to dziś jeszcze nie do osiągnięcia. Nie chciał natomiast wpadać po raz kolejny w pułapkę długu, rezygnując zpomocyMię­dzynarodowego Funduszu Walutowego. Pożyczki z tego prywatnego lichwiarskiego banku zabój­cze. Za jednego dolara żąda on ośmiu dolarów odsetek. Zmusza przy tym do przyjmowania wielu antychrześcijańskich i ateistycznych ustaw regulujących życie społeczne krajów, którympomaga. Viktor Orbán wie, że każdy kraj można podbić długami. Węgry planują zamknięcie biura Międzynaro­dowego Funduszu Walutowego w Budapeszcie jeszcze w roku 2013.

Ekipa Orbána obniżyła też podatki (podatek liniowy maksymalnie 16%) i wprowadziła ulgi proro­dzinne. Rodzina z trojgiem dzieci nie płaci podatków. Podmiotem prawa podatkowego jest dziecko od momentu poczęcia, a nie od momentu narodzenia. to innowacje na skalę światową.

Kiedy Parlament Europejski skrytykował nową konstytucję Węgier i podkreślił, że Budapeszt powi­nien m. in. zrewidować zapisżycie płodu jest chronione od chwili poczęcia, premier Orbán skomen­tował to krótko: Węgry nie podporządkowane Brukseli. Żaden rząd, żadne państwo nie ma prawa mówić nam, jaka ma być węgierska konstytucja.

Podatek dla firm wynosi 10% i jest najniższy w Europie. Ekipa Orbána zadbała również o tych, którzy, podobnie jak w Polsce, wzięli pożyczki w szwajcarskich frankach na zakup mieszkań. Lichwia­rze następnie podwyższyli kurs franka i koszty pożyczki wzrosły o 75%. Orbán zamroził kurs franka dla spłacających pożyczkę na tym poziomie, jaki obowiązywał w momencie jej zaciągania.

Wprowadzono też ustawę ograniczającą powierzchnię nowo budowanych na Węgrzech sklepów do 300 m².

Fidesz budził sprzeciw wśród europejskiej lewicy w związku z konserwatywnymi zapisami w kon­stytucji (m. in. ochroną życia poczętego), a także z ustawą medialną, która ograniczyła dywersyjną rolę mediów opanowanych przez te same siły, które sterująGazetą Wyborcząw Polsce.

11 marca 2013 r. parlament węgierski przyjął 47 poprawek do konstytucji. Według UE stanowią one zagrożenie dla demokracji. Oto niektóre poprawki do konstytucji węgierskiej:

  1. małżeństwo to związek między mężczyzną a kobietą. Rodzina to heteroseksualne małżeń­stwo i ich dzieci,

  2. prawo do decydowania przez posłów o tym, które organizacje pełniące misję religijną w kraju są Kościołami

  3. zakaz prowadzenia kampanii przedwyborczej w mediach prywatnych (komercyjnych),

  4. ograniczenie miejsc finansowanych przez państwo na wydziałach humanistycznych,

  5. studenci po uzyskaniu dyplomu mają pracować w kraju dwa razy dłużej niż czas trwania stu­diów. Jeśli wyjadą za granicę, zapłacą za połowę kosztów studiów (jeśli to były studia finan­sowane przez państwo),

  6. wszystkie orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego sprzed wejścia w życie nowej konstytucji Wę­gier w styczniu 2012 r. przestają obowiązywać. Jest to ograniczenie roli Trybunału.

Rząd Viktora Orbána zrezygnował też z nagród w administracji państwowej ze względu na kryzys, jaki dotknął wszystkie kraje e/fonturopejskie. Wprowadził podatek od premii w instytucjach państwowych, który wynosi 98%. Ostatnio w Polsce wypłacono olbrzymie premie (ponad 1,3 miliona złotych każda) prezesom spółki państwowej budującej stadion narodowy w Warszawie. Na Węgrzech otrzymaliby oni po 26 tysięcy złotych do ręki. Rząd planuje też zmniejszenie liczby posłów w parlamencie węgierskim z 386 do 200. Ma to nastąpić w 2014 r.

W przeciwieństwie do propagandy antywęgierskiej w Unii Europejskiej albo do przemilczania tego, co się na Węgrzech dzieje, okazuje się, że już prawie cztery lata rządów Fideszu doprowadziło do polepszenia wskaźników makroekonomicznych: zwiększył się produkt krajowy brutto i zmniejszyło zadłużenie, a deficyt budżetowy jest mniejszy od 3%. Bilans handlu zagranicznego jest dodatni.

Fidesz potrzebuje jeszcze co najmniej jednej kadencji, by mógł uporządkować Węgry i wyprowa­dzić je całkowicie z komunizmu, który nie został wykorzeniony w żadnym z krajów obozu sowieckiego do końca. Powrót do wartości chrześcijańskich, które tak podkreśla Viktor Orbán i na których buduje przyszłość swojej ojczyzny, jest wzorem dla Polaków i dla wszystkich krajów Europy.

Janusz A. Lewicki

Przy pisaniu artykułu korzystałem m. in. z książki Igora Janke „Napastnik. Opowieść o Viktorze Orbánie”.

 

Wrz 19

Orbán będzie na pewno bohaterem Europy. Bez względu na dzisiejsze spiski przeciwko niemu. I warto mu pomagać, bo to się opłaci

Na razie wykształciuchy z Brukseli napadają na premiera Orbana przy każdej okazji i z częstotliwością napadów Niesiołowskiego na PiS. W nieco odleglejszej przyszłości Europa będzie dumna z premiera Węgier, będzie stawiać go w rzędzie najwybitniejszych mężów stanu, ratujących nasz kontynent przed tandetą myśli, atakiem prymitywów na szlachetne pryncypia, które zdobiły nasz kontynent przez wieki.(…) Całość tutaj

Wrz 14

13 grudnia w węgierskiej „bratniej” armii

Mało kto wie, że to właśnie wprowadzenie stanu wojennego w Polsce było jednym z głównych powodów uformowania się antykomunizmu dzisiejszego przywódcy Węgier Viktora Orbána. Dzięki uprzejmości autora Igora Janke i wydawnictwa Demart zamieszczamy fragment książki "Napastnik. Opowieść o Viktorze Orbánie". To rozdział 3, opowiadający m.in. o tym, gdzie był i co robił Orban 13 grudnia 1981.

O tym, jak w jednostce wojskowej narodził się radykalny antykomunizm Orbána i jego przyjaciół.

Drugim i prawdopodobnie najważniejszym momentem, który wpłynął na ukształtowanie się antykomunistycznego światopoglądu Orbána, był jego pobyt w wojsku. Jako 18-latek, przed rozpoczęciem studiów, musiał odbyć jedenastoipółmiesięczną służbę. Trafił do wojska w sierpniu 1981 roku. Wiedział już, co działo się w Polsce, wiedział o rewolcie „Solidarności” i bardzo się tym interesował. Dużo rozmawiał z przyjaciółmi o polityce. Zbierali informacje o tym, co dzieje się w Polsce, pasjonowali się i kibicowali polskiemu karnawałowi wolności. Słuchali Wolnej Europy, przywozili informacje z domu. Bardzo żyli polskim zrywem. Orbán trafił do Zalaegerszeg, specjalnej jednostki, z której w 1968 roku węgierscy żołnierze wyjechali tłumić „praską wiosnę”. Wiadomo było, że gdyby wybuchła wojna czy potrzebna byłaby zbrojna interwencja, na pierwszą linię trafiliby żołnierze z Zalaegerszeg. W 1981 coraz częściej mówiło się o możliwości interwencji wojsk Układu Warszawskiego w Polsce.

Do tej samej jednostki, co Orbán, trafił też Gábor Fodor, jego późniejszy przyjaciel, z którym najpierw mieszkał w pokoju, przyjaźnił się i tworzył Fidesz, a potem toczył polityczne walki, które zakończyły się podziałem Fideszu i polityczną wojną. Gábor był artylerzystą, Viktor wylądował w piechocie. Gábor Fodor zapamiętał z tamtego czasu, że wojsko chciało zniszczyć ich osobowość, zmusić do uległości, do służenia armii komunistycznej. „Wywierano na nas silną presję, której się opieraliśmy – wspomina.

W życiu codziennym Węgier począwszy od lat 70. agresywna propaganda komunistyczna nie była tak silnie obecna. Wszystko polegało raczej na cichej akceptacji nowych reguł. Nie było tylu natrętnych haseł, pogadanek, ideologicznej agresji. Co innego w wojsku, tam prymitywna propaganda była na porządku dziennym. Służba wojskowa była dla Orbána i jego przyjaciół bardzo trudnym doświadczeniem. Rygor i absurdy komunistycznej armii wywoływały w młodych inteligentach reakcje alergiczne. Wspominają, że nie mogli znieść tego, że rządzą nimi ludzie nie mający do tego żadnych kwalifikacji, ani merytorycznych, ani moralnych.

Viktor często wdawał się w bójki. Starsi traktowali przyszłych studentów brutalnie. „Przeżyłem to tylko dzięki temu, że byłem silny i nie unikałem ryzyka” – mówi Orbán z nieukrywaną dumą w głosie. Często bił się ze starszymi żołnierzami. „Tylko w ten sposób można było zyskać szacunek u innych” – wspomina, uśmiechając się od ucha do ucha.

Jednemu oficerowi strzelił raz z otwartej ręki w twarz, za co trafił do karceru. Karano go wiele razy. Jak przyznaje, nie był to jednak jeszcze bunt polityczny. Tak jak w podstawówce i liceum, nie mógł znieść reguł, których nie akceptował. A ponieważ w wojsku ilość reguł, zwłaszcza tych absurdalnych, była znacznie większa niż gdziekolwiek indziej, jego bunt się nasilał.

Przeskakiwał przez płot jednostki wojskowej, kiedy trzeba było pobiec do winiarni. Stawał do bójek, gdy uznawał, że wymaga tego sytuacja. Wiedział, że tylko tak będą go szanować. Kiedyś uciekł z jednostki, bo bardzo chciał obejrzeć mecz piłki nożnej.

Był bliski wpadki, gdy szedł wiejską drogą, a obok niego zatrzymał się wojskowy patrol. Rzucił się przez pole do ucieczki, zanim wojskowi zorientowali się, że mają do czynienia z krótkoterminowym dezerterem. W czasie meczu Hiszpania – Anglia na Mistrzostwach Świata w Hiszpanii musiał zgłosić się gdzieś do jednostki. Nie zrobił tego. Ukrył się. Pierwszą połowę meczu obejrzał u artylerzystów, drugą – w oddziale zajmującym się amunicją. Nie znaleziono go od razu, ale potem za to zapłacił. Do karceru trafił na czas meczu Brazylia – Włochy. Jednak miał już wcześniej także i poważne, czysto polityczne przejścia.

Węgierska służba bezpieczeństwa próbowała zwerbować Orbána. „Wywierali na mnie silną presję, nie było łatwo tego uniknąć” – opowiada. Trzy razy kazano mu się stawić na spotkanie z oficerem politycznym. Nie jemu jednemu, wielu chłopakom to proponowano. Pytano go wtedy, co sądzi o Polsce, o świecie. Nie były to rozmowy wprost o polityce, ale krążyły wokół niej. Oficer nie był agresywny. Miło z nim gaworzył. „To było jak rozmowa dobrze wykształconego, starszego nauczyciela z młodym studentem” – wspomina Orbán. „W końcu zapytali, czy nie chciałbym służyć społeczeństwu i w zamian za to mieć przywileje na uniwersytecie. Oferowali mi pomoc w różnych sytuacjach”. Orbán przyznaje, że czuł wtedy bardzo silną presję. Odmówił. „Powiedziałem, że ja się po prostu do tego nie nadaję, bo nie umiem trzymać języka za zębami. Tłumaczyłem, że nie chodzi o politykę. Mówiłem, że nie jestem w stanie żyć takim podwójnym życiem. Upierałem się, że z powodów psychologicznych nie dam sobie z tym rady”. I wywinął się, odpuścili mu. „Na szczęście nie mieli czym mnie szantażować. Zdałem sobie sprawę, że gdyby mieli na mnie jakiegoś haka, byłbym bez szans. Ale nie mieli” – wspomina.

Węgierska armia w tym czasie nie cieszyła się szacunkiem społeczeństwa. Węgrzy nią pogardzali i śmiali się z niej. Głównie z tego powodu, że była fatalnie zorganizowana – przedstawiała sobą obraz nędzy i rozpaczy. Nie uważano jej za historyczną instytucję, ważną dla państwa i narodu, choćby tak, jak to było w Polsce. Nie uważano jej nawet za miejsce, gdzie mężczyźni przechodzą ważny fizyczny trening czy jakiegoś rodzaju edukację. „Nienawidziliśmy tego” – mówi wprost Orbán. „W Zalaegerszeg zdałem sobie sprawę, że państwo jest bardzo źle zorganizowane i że musimy to zmienić”.

Najgorsze przyszło w grudniu 1981 roku. Atmosfera zrobiła się niezwykle nerwowa. Oficerowie chodzili podekscytowani. Wszyscy wiedzieli, że jeśli coś złego będzie się działo w Układzie Warszawskim, ich jednostka może pójść do boju. Wyglądało na to, że sytuacja rozwija się w najgorszym możliwym kierunku. Co więcej, jak wspomina Gábor Fodor, większość żołnierzy myślała tak, jak tłoczyli im do głów komunistyczni propagandyści. Do służby wojskowej przeważnie trafiali prości, niewykształceni mężczyźni. Tacy chłopcy jak Viktor i Gábor, którzy skończyli liceum, a potem zamierzali iść na studia, górowali intelektualnie nad innymi. Nie mieli tam zbyt wielu partnerów do rozmowy. „Wielu oficerów i żołnierzy wierzyło, że Polacy nie chcą pracować, że są leniwi i dlatego strajkują, że przez to zniszczyli gospodarkę, więc my musimy iść z Rosjanami, żeby zrobić porządek, żeby oni znowu zaczęli pracować i by postawić ich gospodarkę na nogi” – wspomina Fodor. Stres był ogromny. Pewnego dnia jeden z oficerów powiedział Fodorowi: „Musimy być w stanie gotowości. Musimy wyjechać na zewnątrz do specjalnej jednostki, w pełnym uzbrojeniu, z bakami pełnymi oleju napędowego”. Gábor był przerażony.

Jedenastego grudnia, dwa dni przed wybuchem stanu wojennego w Polsce, część jednostki przeniesiono do specjalnego obozu przygotowawczego. Dostali ostrą broń, spali w namiotach, były nocne alarmy. Czekali w pełnej gotowości. Z tego obozu wyjeżdżało się tylko do walki. Noc z 12 na 13 grudnia była mroźna. Tę noc Viktor Orbán spędził z dłońmi zaciśniętymi na zimnym karabinie, czekając na rozkazy. Do jedzenia mieli tylko puszki. Panowało ogromne napięcie, czuli, że coś się wydarzy, ale nie wiedzieli jeszcze, co. „Nie można tego zapomnieć. To było okropne” – wspomina Orbán.

Fodor zapytał oficerów, na co czekają. „Czekamy, bo będziemy musieli jechać do Polski” – brzmiała odpowiedź. Fodor: „Dla mnie to była tragedia. Nie mogłem tego przeżyć. Zastanawialiśmy się, co robić. Myślałem, że jak pójdziemy na Polskę, zdezerteruję. Bałem się”.

Orbán: „Miałem ogromny dylemat moralny. Co zrobić, jak każą nam jechać? Kochaliśmy Polskę. Jechać do Polski i robić coś przeciwko Polakom, to byłoby straszne. Wiedzieliśmy, że jesteśmy po złej stronie. Co zrobić, jak się jest w armii po złej stronie? Nie miałem dobrej odpowiedzi na to pytanie. Nie widziałem wyjścia z sytuacji”.

W końcu okazało się, że jednak nie jadą. „Domyśliliśmy się, że nie było zbrojnego oporu w Polsce, dlatego nas tam nie wysłano. Domyśliliśmy się, że polscy i rosyjscy komuniści załatwili to sami, nie potrzebowali pomocy z zewnątrz” – wspomina Orbán. Niektórzy oficerowie nie wytrzymali, płakali.

„Myślałem, że w Polsce jest już koniec” – przyznaje dziś Orbán. „Grubo pół roku później, kiedy wyszedłem z wojska, byłem bardzo zaskoczony, gdy dowiedziałem się, że opór w Polsce wciąż się trzyma.

Wtedy zrozumiałem, że to będzie trwało, że ‘Solidarność’ nie została naprawdę pokonana. Zrozumiałem, że ta opozycja jest już niezniszczalna. To była najlepsza wiadomość, jaką mogliśmy dostać”.

Nie pojechali na Katowice, Gdańsk i Warszawę. A gdyby jednak pojechali? „Nie wiedziałem, co zrobimy, jak nas wyślą” – przyznaje Orbán. „Nie można być zbyt mądrym. Trzeba czekać, co się zdarzy i dopiero wówczas zobaczyć, co robić. Czytałem wtedy francuskich egzystencjalistów. Jest pokusa, żeby zastanawiać się nad tym, co zrobisz, jeśli znajdziesz się w jakieś absurdalnej, ekstremalnej sytuacji. Zdałem sobie sprawę, że w ten sposób nie można myśleć. Nie można myśleć o tym, co zrobisz jutro. Czekaj, czekaj, a praktyka i doświadczenie pokażą ci, co masz zrobić, jak się zachować”.

Skąd 18-letni żołnierz w jednostce, w której i żołnierze i oficerowie w większości nie czytali w ogóle, miał książki francuskich egzystencjalistów? „Z wojskowej biblioteki” – mówi rozbawiony. „Miał pan czas wtedy to czytać?” – pytam. „Ja tam głównie zastanawiałem się, co ze sobą zrobić. Tam nie było co robić!”. Gulaszowy komunizm owinięty absurdem.

Prawie rok spędzony w wojsku odcisnął mocne piętno na Orbánie i jego kolegach. „Jeśli ktoś, kto szukał wolności, miał 18–19 lat, nagle znalazł się w jednej z najgorzej działających armii Układu Warszawskiego, to po roku, jeżeli był w miarę inteligentny, mógł z wojska wyjść tylko jako stanowczy wróg systemu” – mówi László Kövér, jeden z najbliższych współpracowników Orbána.

Fodor i Orbán po wyjściu z wojska stali się zdecydowanymi antykomunistami. Wszystko wskazuje na to, że właśnie tam, w Zalaegerszeg, wykluł się radykalizm nowego ugrupowania, które dziś jest największą i ciągle bardzo radykalną w działaniu partią w środkowej Europie.

fragmenty książki Igora Janke "Napastnik. Opowieść o Viktorze Orbanie" zamieszczamy dzięki uprzejmości Autora i wydawnictwa Demart.

Wrz 14

Speech at the Conference entitled „A Christian response to the challenges facing Europe”

15th April 2013. Bilbao (Bilbo)

Esteemed Papal Vicar General, Respected Chairmen,

Thank you very much for your words of praise. The Americans have a reply to everything, in their own, flippant manner. In situations such as this they often say that if my parents were here and heard these words of praise, then my father would have been proud of me, while my mother would have believed everything word-for-word. Permit me first of all to say how I came to be here. In 2012, I was invited to a Catholic conference in Madrid on account of the new Fundamental Law of Hungary. This is a Constitution that is based on Christian foundations. It generated great interest throughout Europe. Christians hailed it, forces opposed to us launched a salvo of criticism against us because of it and indeed the question lends itself, how could it happen that a Constitution based on Christian foundations is adopted in a country at the beginning of the 21st century.

Ladies and Gentlemen,

Before I speak about this, please allow me to first convey the best wishes of the Hungarians to you. We are following the events here in Spain, including here in Basque Country. We see how you are struggling with the economic crisis. We have also experienced the difficulties that you suffer from every day, we are following the difficult struggle of your government, and we are familiar with the impatience, anguish and disappointment that people feel here with respect to the current situation in Europe. Tomorrow I shall also be discussing these issues with Prime Minister Rajoy in Madrid. I have come here for the same reason that I went to Madrid earlier, because I feel that European Christians must show solidarity to each other, because those who embrace other ideals are strong, well organized, show solidarity and always come to each other’s rescue, something which cannot always be said about us, Christians and about Christian political forces. Therefore I think that there is a need for us to encourage each other in the Christian-motivated efforts that we all are attempting to realise in both our private and public lives. It was actually a great dream of mine to make it to Bilbao one day. I was born in 1963 and in 1976 my favourite football team Újpest played a match here in Bilbao, where you beat us 5:0 with courageous play that granted no quarters. It is since then that I have been preparing to come here and visit the people who beat us so badly.

Ladies and Gentlemen,

What’s more I arrived here with self-confidence. I arrived two days ago on Saturday and until then I thought that the most complicated thing on the European continent was Hungarian politics: we had communism, and transition too; we have seven neighbours, we have lost world wars, we have the German-speaking Austrians to the west and the Ukrainians to the East, who until recently belonged to the Soviet Union; ours is indeed a complicated world. This is why I travel the world filled with self-confidence, thinking that anybody who knows his way around in Hungarian politics will never get lost anywhere. However, during the past two days I have spoken with some Basques and my opinion has changed. My self-confidence is also tarnished somewhat and I had to realize that Basque Country is even more complicated than Hungarian politics. It is much more difficult to find one's bearings here, there are many more things to take into consideration, but I finally gathered enough courage to not cancel this speech.

Hungary is far away from here. For you to understand what I am going to say, you would need to know Hungarians a little better. We do not have the time here for me to tell you all about that. What I can tell you is that we are an exciting people, a special people. We speak a language that no one else in the world does, we do not have any relatives and we feel that the culture we represent can only be preserved by us and no one else, we have a special way of thinking. The best way for me to introduce ourselves is if I tell you that there are things that are important for everyday life and which were invented by Hungarians. This reveals much about the mind set of Hungarians. A Hungarian invented the ballpoint pen, espresso coffee and the computer. Perhaps this will make it easier to understand what is currently happening in Hungary.

Ladies and Gentlemen,

The title of the speech is “A Christian response to the challenges facing Europe”. Perhaps there are some who think that I want to talk about what concrete problems weigh down on Europe today: the economic crisis, unemployment, demographic problems, migration and ethnic problems, violence, energy dependence, environmental and climate change. We could discuss each of these from a Christian perspective. It would be exciting, but I think that there is something, a primeval root of this crisis, from which all our problems – including the economic and financial crisis – really derive from. My feeling is that until we are able to find a response to this primeval issue, to the real question, we will only be able to provide symptomatic treatment to the other crisis factors too. Therefore, today I would like to talk about the main challenge that – in my belief – Europe is facing.

First, I would like to discuss the situation in Europe. Then I would like to talk about how we arrived at the current situation. After this, I would like to discuss how we can come out of this situation and finally what we Christians and Christian politicians should do.

I am a politician; therefore I would not like to argue on religious or theological grounds, but instead from a social, cultural and political perspective. There is a difficult question here: what grants one the right to dare to articulate an opinion on such a difficult issue? I have been involved in politics for nearly thirty years now. I first participated in underground organizations struggling against communism. We founded an anti-communist, opposition movement in 1988. The first free elections in Hungary were held in 1990, where I became a Member of Parliament at the age of 27. We won the elections in 1998 and I was able to form a government as Prime Minister at the age 35. I managed most of the European Union accession talks with Brussels. We lost the elections in 2002 and were in opposition against the socialists for eight years, then after eight years we returned to power while obtaining more than two-thirds of the seats in Parliament. In 2011, Hungary held the rotating presidency of the European Union, a task that I also led. These together would seem to constitute enough grounds for me to dare to speak on various issues related to the European Union not from theory but from practice, from the perspective I have on European politics.

Ladies and Gentlemen,

We have all read in the news that Europe has lost a major part of its economic competitiveness. Others are stronger, are developing faster and are more competitive than we are. This has happened before, it could happen to anybody. The real question is how did this crisis erupt so suddenly? Why did we not stop the processes earlier, why didn’t anybody stop the debt spiral? Why didn’t anybody say that things were going in the wrong direction? Where were our leaders when someone should have stopped these processes and warned us that we must adapt to the changing world? Why is it, that all these troubles suddenly hit families and countries, shattered the family living standards of millions and no planned adaptation ever occurred?

There is an issue that needs to be clarified here. Is it all right for a politician to talk about the relationship between the economic crisis and Christianity? Wouldn't it be better to leave such issues to scholars, philosophers or theologians?

Ladies and Gentlemen,

I have my own approach to this question. I am convinced that people committed to Christianity, clerics, laymen, Catholics and Protestants are linked by a common feeling: the responsibility of the watchman. We read in the Book of Ezekiel that if the watchman should see the armed enemy approaching, but does not sound the alarm, does not warn the people of the impending threat, then God will make him responsible for the lives lost. My conviction is that the religious and laymen leaders of Europe are such watchmen, whose responsibility is to talk to people about what they see as threats and problems. This is why I dare to speak on this topic today.

The point of departure for my speech, in full awareness of my responsibility, is that the economic and financial crisis taking place in Europe is not a coincidence and is not a problem that can be rectified by a few skilled technocrats or financial and economic professionals. My starting point is that the financial and economic crisis is the consequence of policies which have been present on the continent for a long time now. What do I hear, dear people of Bilbao, if I listen to Brussels executives or the Prime Ministers of numerous European countries? To summarize and simplify my experience: the majority of them think that the cohabitation of people in Europe should be planned exclusively according to economic rules. They think that the economy, the market and its life-giving nectar – money – are the main sources of rationality, and that in fact the rationality of the economy and the market cannot even be questioned. In Brussels, they think that market logic can be used to remedy any and all social troubles. They also think that if there are any problems in the economy, in the market economy, if there is any disorder, then the market will be able to correct itself and return to its former state of equilibrium. Anybody questioning these dogmas is dubbed irrational, a reactionary and frequently a dinosaur. The way of thinking that supports the supremacy of the economy has created its own political counterpart. The political version of market supremacy is liberal individualism. I am not sure if this is the most precise category, but perhaps you understand what I am thinking of. The point of departure is that if common good does not exist, if “bonum publicum” is not present, then only individual interests will prevail. Only private economic motivations and considerations will matter. Other impulses that form part of human life, such as religion, national pride and family bonds do not matter when compared to personal economic interests. This culture and politics has developed its own way of speech, its themes, its vocabulary and reasoning. This is the language of moral relativism. There are no immutable truths; everything depends on our point of view.

What do we not hear when European politicians are talking? What words do we not find? We will not hear the words honour, pride, commitment, obligation, nation, patriotism, steadfast, greatness, valour, fairness – we do not hear these words at all. It is as if these words had never existed. I am of the opinion that there is an aggressive secular political vision prevailing in European politics today that is called progression. They think that this future is desirable for Europeans today: we are going from religious towards irreligious, from national to supranational, from the family towards individualism. Today in Brussels, those people are in majority who not only believe this, but also want things to be this way. In reality, whether consciously or subconsciously, they are thinking and working on a Godless society. They view religion as an accessory to an individual lifestyle. They think that everybody should keep their faith to themselves, but consequences that stem from this faith should not manifest themselves in government, in the economy or in European politics.

I do not know if you feel the impact of this culture here in Basque Country, but we do feel it in Hungary. If you think about the status of the other continents, about North America, South America, Asia or Africa, then you may become aware of a strange fact. There is only one continent whose political leaders, or at least the majority of them, insist that Man is capable of organizing the world without God and Gods laws. Today, this is a European thought. Although the United States of America also belongs to the West, it is impossible to put such ideas to the public there, it is inconceivable in the world of Islam, and even the people of India would be surprised if somebody wanted to talk them out of the social lessons that can be drawn from the teachings of the Hindu religion.

Ladies and Gentlemen,

I think therefore that nowadays, European politics is living in two misconceptions. The first is that Christianity did not play a decisive role in the evolution of Europe, because when debating the Basic Treaty of the European Union, we wanted to include Christianity among the roots of Europe, we were voted down. It was not left out of the basic treaty by accident! It was considered and omitted. The other delusion, Ladies and Gentlemen, is that they think that Western values and institutions can be maintained without Christian moral principles.

Ladies and Gentlemen,

Let us see the consequences of these delusions. Scholars of human society usually agree that all civilisations are built on two main resources: human creativity and a sense of permanence. Permanence means that people can be sure that they are surrounded by values that never change. These help to decide what is good and what is bad, what is true and what is false, what is right and what is wrong.

If we look at Europe, then we see that it has neglected both resources. It tried to substitute work and the creation of value with financial speculation and with loans, while permanence was replaced by relativism. The East is today more competitive than we are because it appreciates both resources of civilisation more than we do; it respects work more than we do and respects its own cultural traditions far more then Europe does. In addition Ladies and Gentlemen, if what is valuable and what isn’t begins to be questioned, then respect for the other resource, the value-creation of human creativity, will also diminish. This means that if they give up on the permanent values of civilization, then human performance will also decline. This is what happened to us in Europe and this is why when constructing Europe we began to be ashamed of our Christian roots and to neglect them along with our moral and cultural traditions. We have come to a point where such forms and ideas of human relations as the nation and the family have begun to be questionable. The original meaning of work and loans have also become uncertain in economic life. This means that important things – work, trust, family and nation – still exist but have become disengaged from the moral foundations that Christianity has provided for them.

Perhaps a Europe that represents Christian values would not have allowed people to consume the future of their families with unsecured loans. A Europe that represents Christian values would perhaps have been aware that every single euro that we take out in loans must also be earned. A Europe that represents Christian values would rather lend to people who it sees are prepared to and will work for it. A Europe that represents Christian values would not have allowed whole countries to sink into debt slavery. A Europe that represents Christian values would perhaps have promoted policies that distribute the burdens of the crisis in a more equitable manner. What is it that we see instead? If a government in Europe is forced to take on a loan from a European or a global organization, then it is also forced to institute measures that discredit it in front of its own voters. Austerity measures follow and this is in the long term interests of neither the governments nor the creditors. Because if order is disrupted due to the many austerity measures and stability is lost and the framework of economic life become unstable, who will then work to repay the euro loans that have been received?

Ladies and Gentlemen,

It is important, that when I talk about Christianity and the Christian foundations of Europe, then I am not speaking about a personal belief in God. Although that is also important. I am speaking from another perspective, from the aspect of organizing society, and my statement is the following: Europeans will not be able to drive Christianity from their heads. They will not be able to forget the biblical story, the story of redemption. We may have different approaches to the story and its characters, we might interpret it in different ways, we might even think that it is a fictional story, but there is one thing that we cannot do and is very unlikely to happen in Europe: we cannot behave as if this story doesn't exist and is not at work in the minds of we Europeans.

For we Europeans, our main resource of civilisation is the story of Christianity and the moral role played by this story. The main resource of the Arab world is Islam, for the Asian world it is Buddhism and the Hindu religion, while Christian culture, tradition and religion are the main resources of Western civilization, regardless of the kind of relationship that we manage to establish with the Creator. This means that a European cannot shed his Christian skin. This should also be understood in Brussels. There is no point in pushing for a new, common European identity in which the fundamental fact that the moral framework of European life is provided by the biblical story is not accepted. While it is proclaimed that we are seeking some new identity for ourselves, while attempts are made to use cunning reasoning to leave out the fact that we are part of Christianity from the definition of Europe, while there are politicians who call for this, then our continent will continue to struggle in a state of permanent self-denial.

Let me give you a few, at first sight ridiculously evident examples to demonstrate how threats to civilisation and the disregard for Christian teachings are related. If we can steal from each other by manipulating the banking system, then why should we persecute a pickpocket? If we can allow speculators to become rich by making a company or a whole country bankrupt, then why do we punish embezzlement and fraud? If we consider it legal that a bank is allowed to flourish at the detriment of others, if we allow anybody to earn money by speculating on the downfall of a whole country and so ruining the lives of millions of people, then what grounds do we have for punishing bank robbers? If Europe believes that the family is an obsolete institution, then why are we surprised that there are fewer and fewer children born, that pensions for the elderly must be generated by fewer and fewer workers or that labour has to be imported to Europe from other continents, which leads to severe problems?

Ladies and Gentlemen,

The situation today is that Europeans are incapable of even biological self-preservation. Let me finally say a few words about what we can still hope for. Our Christian identity also means – and this is the good news – that we have a chance for renewal. We have a common cultural and moral community. There is a strong foundation to build on. Accordingly, we do not have to seek new spiritual foundations to enable the renewal of Europe. It is this old foundation that we must use in a modern way in European politics to develop tangible economic and political solutions for managing the crisis.

Ladies and Gentlemen,

I am convinced that Christianity is an exciting, living and inspiring heritage. Christianity has succeeded in putting the most exciting dilemma of European life into focus. The most important value for Europeans is freedom. Freedom and the continuously changing order and the system of regulations that limit freedom are what provide the dramatic tension that has made the story of European Christian culture so interesting from the very beginnings until today. Is there any force that restricts freedom? If it does exist, then where are the limits along which a new generation may define its own life? If we want to come out of the crisis and we want to close this era, then we contemporary Europeans must respond by defining the future guarantees and limits to freedom, in other words how to define the national and European common good. What I do know is that we must speak about the protection of the family and of life; that we must raise unconditional respect for human dignity to the level of common good. Financial capital and speculation must be re-regulated in consideration of the public interest. We must strengthen the honour of work, of productive work. There are unique national variants of such policies. It is evident that different measures are needed in Sweden, Spain, in the Netherlands or in Hungary for that matter. This is precisely why Brussels must respect nations much more in the future.

Ladies and Gentlemen,

The question now is whether Christians will accept the current order of freedom, this European order as an opportunity or, instead, consider it as more of a threat. I would propose to Christians, to European Christian Democrats that we should look on the Europe of freedom and the order of freedom as an opportunity. Truth cannot be dictated, the truth can only be professed. Tyranny may be able to exist without faith, but freedom cannot. And truth can be best professed in the free world within the free European culture. Therefore we should never stand on the side of state-sponsored violence and state-dictated uniformity, but should instead stand by the idea of a free society. We have to trust that there is enough persuasion in our words and that our truth is suitable for us to be able to base the organisation of the European community on it.

Ladies and Gentlemen,

We need self-confidence: political assertiveness and Christian political assurance. Our community is held together by the idea that we are all part of a universal story. Everyone can discover themselves in this story, can find their own stories and can expect to receive assistance in their decisions; we all may see the misleading paths and the consequences of good and bad decisions. This is also true for politics, for people active in public life, for movements and parties alike.

Ladies and Gentlemen,

Participation in the political struggle is a difficult issue for Christians, it raises serious dilemmas. I say that we should not shy away from these difficult issues. We must reconcile the representation of the truth with the idea of securing a majority. In countries and on a continent where we cannot be sure if the majority of Europeans still consider themselves Christians. Because if we only secure the majority, that is if we gain power, but do not represent the truth, the way we Christians think of it, then what use is power? If we do represent the truth, but cannot obtain or preserve our majority, then our truth will be in vain if we cannot use it to the benefit of our nation. We are not Christian political kamikaze, but responsible political leaders, who need both the truth and the majority together in order to realise our ideas. Meanwhile, Ladies and Gentlemen, must to bear in mind that beside the truth and the majority, even if we are able to reconcile them, we will not be able to achieve perfection in this world, because we are only human. Therefore the point of departure for Christian politics cannot be anything but humility, modesty and sound realism.

Distinguished Ladies and Gentlemen,

The times in which we live, the way that we live, threatens us with the dreadful spiritual danger that we will become lost in petty everyday problems, in our struggle for survival tomorrow, that we will drown in the part without seeing the whole. I am convinced that Christianity can lift us from these feelings of being lost and abandoned and can place us in a framework of reference that provides us with the splendour of every spiritual and national community. A poet once wrote the following: “What has happened to you Man, why are you so desperate? The Lord will forgive you for everything, except your despair.”

A clerical leader was asked several centuries ago, what he would do if he was told that the world would come to an end on the following day? His response was this: I would plant an apple tree today. However adverse the situation today in European politics, whatever advantages our adversaries should enjoy today in Brussels, it is this relationship, this understanding and this spiritual state that can provide courage and self-confidence for Christian European politics.

Schumann said, and today we know he was right: Europe will either be Christian or it will not exist. I think this is the only good response to the 21st century challenges facing Europe.

I wish you much spiritual strength, perseverance and success for the tasks ahead.

(orbanivoktor.hu), http://www.kormany.hu/

Poniżej relacja z konferencji (po hiszpańsku)

Wrz 13

Węgry à la Viktor Orbán

Współpraca na linii Budapeszt-Bruksela nie należy do najlepszych odkąd władzę na Węgrzech przejął Viktor Orbán. Kolejne reformy premiera Węgier – w tym nowelizacja konstytucji – to igranie z ogniem. Jak długo Unia Europejska pozwoli prowadzić Orbánowi taką politykę?

Viktor Orbán (fot. European Union 2012 EP/Pietro Naj-Oleari/Flickr)Miesiąc temu, węgierski parlament uchwalił kontrowersyjne zmiany w konstytucji. Według krytyków, zmiany mają na celu ograniczenie demokracji na Węgrzech. Przeciwko zmianom wystąpili m.in: José Manuel Barroso – Przewodniczący Komisji Europejskiej i Martin Schulz – Przewodniczący Parlamentu Europejskiego. (…)  

Wojciech Chaber

Całość na http://www.politykaglobalna.pl/

Wrz 12

Plan Orbána się udał. Inflacja na Węgrzech najniższa od 39 lat

Najniższa od 1979 roku inflacja i spadające ceny za energię, paliwo, gaz i wodę. Viktor Orbán nie tylko wyprowadził Węgry z kryzysu, ale powoli zmienia swój kraj w prawdziwego lidera gospodarczego. Ale to nie koniec walki Orbána – teraz zabiera się do oddłużenia Węgrów, którzy wzięli kredyty w euro i we frankach.

Liczby nie kłamią – wskaźnik inflacji CPI na Węgrzech spadł w sierpniu do 1,3 proc. To najniższy odczyt od 39 lat. Inflacja w ujęciu miesięcznym wyniosła z kolei –0,3 proc. To świetny wynik, bo analitycy spodziewali się 1,7 proc. na plusie. Eksperci uważają, że jest to spowodowane polityką premiera Viktora Orbána, który nie tylko wyprowadził Węgry z kryzysu, ale zmienił gospodarkę swojego kraju nie do poznania. „Dla zagranicznych firm era kolonizacji się skończyła” – powiedział w poniedziałek Orbán. Jak na razie jego taktyka okazuje się niezwykle skuteczna.

W styczniu rząd Viktora Orbána obniżył ceny energii elektrycznej, gazu i ogrzewania o 10 proc. Koszty tej obniżki poniosły zagraniczne koncerny energetyczne. Dostawcy energii płacą także najwyższy w Europie, 50 proc. podatek. Są z niego zwolnione, jeśli prowadzą na terenie Węgier inwestycje. Wysokie podatki nałożono na banki czy firmy telekomunikacyjne. Jak informuje węgierski urząd statystyczny – w ujęciu rocznym nad Balatonem ceny gazu, energii i paliw spadły o 8,7 proc. Rachunki za wodę i ścieki zmniejszyły się z kolei o 9 proc.

Viktor Orbán walczy także z bankami o oddłużenie węgierskich obywateli, którzy mają kredyty w obcej walucie. W zeszłym tygodniu dał bankom (w większości kontrolowanym przez zagranicznych inwestorów) czas do 1 listopada, aby przedstawiły plan oddłużenia. „Na obecnym etapie rządowi Węgier zależy na zaprezentowaniu nowego pakietu jako efektu dialogu między bankami, rządem i dłużnikami. Orbán grozi zarazem, że jeśli banki nie wystąpią z satysfakcjonującym planem, to rząd narzuci im swój własny” – komentują sprawę amerykańscy ekonomiści z ośrodka badawczego Teneo Intelligence. Na Węgrzech 21 proc. pożyczek mieszkaniowych w obcych walutach jest zagrożonych, a kolejne 23 proc. zalega z ich terminową obsługą od ponad 90 dni.

Niska inflacja i spadające ceny rachunków to wielki sukces polityki Viktora Orbána. Choć wydawało się, że „napastnik” – jak mówi się o węgierskim premierze – jest politycznym samobójcą. Nakładanie wysokich podatków na zagraniczne firmy czy sprzeciwianie się Międzynarodowemu Funduszowi Walutowemu były dla reszty krajów UE szokiem. Okazało się jednak, że można skutecznie zadbać o swoje państwo nawet za cenę sprzeciwu wobec najbogatszych i najpotężniejszych. To dobra nauka także dla Polski – kraju, w którym wydaje się, że dbanie o swoje interesy to przynoszenie wstydu całej niemal Europie. Orbán jednak nie ma się dziś czego wstydzić i to nie jest jego ostatnie słowo.

za: http://www.plwolnosci.pl/

Wrz 11

Orbán zapowiada obronę obywateli w starciu z wielkimi koncernami. Nie tylko zapowiada, on to robi

"Dla zagranicznych firm na Węgrzech zakończyła się era kolonizacji" – ogłosił w poniedziałek premier Viktor Orban na pierwszym powakacyjnym posiedzeniu parlamentu w Budapeszcie. Warto w tym kontekście prześledzić ostatnią batalię szefa Fideszu z zachodnimi koncernami. (…) Całość tutaj