Wrz 08

Protestant, patriota, premier

Recepta Orbána na zwycięstwo nie jest skomplikowana. To skorumpowani karierowicze muszą zatrudniać rzesze marketingowców, aby zawładnąć umysłami ludzi i wygrać wybory, pomimo beznadziejnej oferty. Uczciwi i wartościowi politycy mają łatwiej. Odrzućcie na chwilę uprzedzenia i „zabierzcie ze sobą” myśl Victora Orbána, którą pożegnał tłum zebrany podczas wiecu na placu Disz w Budapeszcie po przegranych wyborach 2002r.: „Zawsze mogą być tacy, którzy nienawidzą. Ale mogą oni zwyciężać tylko pod warunkiem, że i my ich znienawidzimy. Dlatego uwierzmy w siłę miłości i jedności.”

Znany pijarowski chwyt – powiecie. Żywcem wyjęty ze „Zwyciężyła miłość” Tuska albo „Zgoda buduje” Komorowskiego. Może i tak, bo PR–owcy znają się na robocie, jednak oni mogą tworzyć tylko puste słowa, ale dopiero polityk oddany prawdzie – wypełnia je treścią. Najprostszy a jednocześnie najtrudniejszy do zrealizowania pomysł na porwanie za sobą ludzi: MIŁOŚĆ I JEDNOŚĆ. Zanim jednak zabierzemy się do oceniania polityki premiera Węgier, poznajmy go od trochę innej strony.

Człowiek określany mianem odnowiciela tradycyjnych wartości chrześcijańskich, ten, który chce zatrzymać pochód lewactwa w Europie, pogromca postkomunistów węgierskich, liberał a jednocześnie konserwatysta popierany przez wysoko postawionych katolickich biskupów jest… protestantem. Zdziwieni? Czytając teksty np. Igora Jankego w „Rzeczpospolitej” o węgierskim przywódcy, rzeczywiście dowiedzieć się tego nie możemy. Nie jest to popularny motyw w prezentowaniu sylwetki Orbána. (Honor trzeba jednak zwrócić Grzegorzowi Górnemu z „Frondy”, Andrzejowi Grajewskiemu z „Gościa Niedzielnego”, a nawet Markowi Jurkowi, który na swoim blogu zażenowany „spuszcza oczy” jako katolik, bo Jedynym premierem, który broni zasad cywilizacji życia /więc społecznego testamentu Jana Pawła II/ jest protestancki premier Węgier”). Obawiam się, że powody tego przemilczania są iście prozaiczne – patriota protestant nie pasuje do naszego stereotypu Polaka–katolika. Przemilczając jednak protestantyzm premiera Węgier gubi się przyczynę – możliwe, że fundamentalną – nie tylko jego sukcesu wyborczego, ale powodzenia całej działalności zorientowanej na dobro kraju, Europy i obronę najwyższych wartości.

Europejski Reagan

Urodził się w Székesfehérvár, najstarszym mieście i pierwszej historycznej stolicy Węgier, w rodzinie kalwińskiej. Jednak wiary nie wyniósł z domu, gdyż po śmierci dziadków, którzy zajmowali się jego religijnym wychowaniem, praktycznie stał się ateistą. Jego stosunek do religii, wiary, Boga zmienił się diametralnie w ostatniej dekadzie. Premier wspominał, że na sprawy duchowe uwrażliwiła go żona Anikó Levai, katoliczka. Ale przecież ślub miał miejsce w 1987r. Co się w takim razie stało, że w 2005 roku Orbán publicznie powiedział o duchowej przemianie, która w nim nastąpiła? „Od tego czasu staram się, abym żył na Bożą chwałę i dla dobra ludzi, co na język zawodowego polityka przetłumaczyłbym w ten sposób: budować ojczyznę, tę przez małe »o«, czyli kraj narodu węgierskiego na tej ziemi, ale też tę przez duże »0« – ojczyznę niebieską, królestwo Boże, i to jest wyższy sens i cel tego, co robię. Ten sens jest wyższego rzędu, poza i ponad wszelkimi politycznymi kalkulacjami”. Piękne! Oczywiście następnego dnia wszystkie węgierskie 'autorytety' medialne orzekły jednym głosem: zimna polityczna kalkulacja! Skąd my to znamy? Jednak fakty trochę przeczą tej 'trzeźwej' ocenie. Polityczną kalkulacją było np. referendum socjalne w 2008r. przeprowadzone z inicjatywy prawicy, poprzez które Fidesz ustawił się w pozycji obrońcy zdobyczy socjalnych, co wpłynęło na ogromny przepływ elektoratu lewicowego na rzecz partii Orbána. Ale już osobiste wyznanie wiary chrześcijańskiej, a ściślej protestanckiej (w której nawrócony ma pewność zbawienia i życia wiecznego w Ojczyźnie Niebieskiej) w zlaicyzowanych Węgrzech nie jest wymarzonym chwytem marketingowym. Protestanci stanowią tam mniejszość (najliczniejsza grupa, bo około połowa Węgrów deklaruje przynależność do kościoła rzymskokatolickiego), a regularnie w jakichkolwiek praktykach religijnych bierze udział mniej niż 10% społeczeństwa (np. w Budapeszcie jest to zaledwie 2–4% mieszkańców). Fala zmasowanej krytyki ze strony lewicowej części sceny politycznej w kraju i za granicą, jaka spadła na Orbána po zmianie konstytucji Węgier, zatopiłaby niejednego przywódcę. Ale nie jego. Wiedział, że stoi po słusznej stronie, a ataki są bezpodstawne. Bo czy faszyzmem jest pierwsze zdanie preambuły „Boże, pobłogosław Węgrów”, a dalej „Jesteśmy dumni, że tysiąc łat temu, nasz król, święty Stefan, osadził węgierskie państwo na trwałych fundamentach i uczynił naszą ojczyznę częścią chrześcijańskiej Europy” lub „Uznajemy rolę, jaką chrześcijaństwo odegrało w przetrwaniu naszego narodu. Szanujemy wszystkie inne tradycje religijne w naszym kraju”!

„Silna społeczność nie da sobie odebrać praw wolności. Nie można jej wpędzić w kryzys i dezintegrację, niemożliwe, by przywódcy bezkarnie ją okłamywali i zmuszali od płacenia ceny za kłamstwa i zaniedbania, którym są winni. A właśnie to zdarzyło się nam, Węgrom. Zdarzyło się, mogło się zdarzyć, ponieważ Węgry, nasza Ojczyzna, są dziś krajem słabym. W ciągu czterech lat z pierwszych staliśmy się ostatnimi.”

„Problemem prawicy jest to, że nie potrafi wyjaśnić swojego politycznego posłannictwa w sposób jasny i przekonywujący dla wszystkich. Potrzeba nam nowych, nowoczesnych ram interpretacyjnych, w których będziemy mogli przedstawić ludziom naszą politykę. Wyciągnąłem wniosek z bezskuteczności wcześniejszych odzew i ostrzeżeń, i jako demokrata, który brał udział w transformacji ustrojowej, a także zatroskany stanem kraju polityk, postanowiłem przedstawić swoje obecne propozycje w sposób znacznie bardziej zrozumiały i przekonywujący. Wskazać proste i jasne zasady fundamentalne, ukazać całą prawdę, nazywając po imieniu obciążające nasz los tabu, dogmaty trzymające od lat na uwięzi naszego ducha i naszą wolę.”

„Czasami łatwiej, a czasami znów trudniej jest na tych jednych Węgrzech żyć i służyć im, ale tu jest nasze miejsce. Nie wyjedziemy stąd, zostaniemy tu. Ojczyzna istnieje również wtedy, kiedy trafia pod wpływy obcych mocarstw, w czasie najazdu tatarskiego czy tureckiego. Ojczyzna istnieje także wtedy, gdy targają nią burze historii. Ojczyzna istnieje, gdy to nie my ponosimy odpowiedzialność za rządzenie. Ojczyzna to nie tylko polityka – to nasze życie. Chociaż nasze partie i nasi posłowie znajdują się w dzisiejszym parlamencie w opozycji, my, którzy stoimy na tym placu, nie możemy być i nigdy nie będziemy w opozycji, ponieważ Ojczyzna nie może być w opozycji. To najwyżej rząd może się znaleźć w opozycji do własnego narodu, jeśli odrzuci jego cele.” maj2002

„Potrzeba sztandaru, który pomaga utrzymać poczucie więzi i współzależności, i przypomina, że każdy człowiek może osiągnąć własne cele tylko wówczas, gdy i on wykona przypadającą nań część zadania, prowadzącego do urzeczywistnienia wielkich wspólnych celów całego kraju. Kraj może odnosić sukcesy tylko pod takim sztandarem, na którym zapisane są cele i wola wszystkich. Dzisiejsza polityka nie potrafi zapisać na węgierskim sztandarze wspólnych wartości i wspólnych celów. (…) Dziś nasz sztandar jest pusty.

Daremna dawna chwała, bo choć wiemy, że nie można wymazać z węgierskich sztandarów wszystkich przesłań historii, począwszy od króla Stefana po dziurawy sztandar '56 roku (Podczas rewolucji 1956 wycinano z flagi węgierskiej umieszczone na środku stalinowskie godło), to jako obywatele kraju, który znalazł się w impasie i stracił kierunek, czujemy, że sztandar jest pusty. A pod pustyni sztandarem nie można się zbierać. Nasz sztandar jest dziś pusty, ponieważ to, co mówi władza, ani nie jest prawdą, ani nie ma związku z rzeczywistością. Ci, którzy wieszczą wszem i wobec, że „nie ma innej drogi", zamykają dziś Węgry w więzieniu dogmatyzmu i mierności. To ideologia bezradnego państwa i bezradnej polityki, która degraduje i niszczy naszą Ojczyznę, ogranicza i zatruwa duszę rodaków. Wmówi sobie, że Węgry nie są zdolne do wielkich rzeczy, że ich jedyną szansą jest przystosowanie się, czyli mówiąc prościej – uległość. Doszło już dziś do tego, że władza ogłasza nas za niezdolnych do biologicznego przetrwania i planuje osiedlenie w naszej Ojczyźnie miliona uchodźców z Azji.”

„Na Węgrzech żyje wielu podobnych nam ludzi, których żywiołem jest działanie, których zabija bezczynność bezradność, których boli, że nasz godny lepszego losu naród żyje w coraz smutniejszej rzeczywistości i trwa w poczuciu zupełnej rezygnacji. A przecież trzeba wyzwolić energie, którym teraz nie pozwala się pracować, obudzić pogrążoną w zimowym śnie gotowość działania, by służyły Węgrom. Dlatego ciągle od nowa, i jeśli zajdzie potrzeba, po stokroć, na wszelkie możliwe sposoby będę namawiać Węgrów, by zrezygnowali wreszcie z rezygnacji Dość tych niepowodzeń!”

„Nie zrezygnowałem z marzenia, że Węgrzy będą dumni z własnej Ojczyzny. Najważniejszym moim powołaniem, które wagą wyprzedza wszystkie inne życiowe zadania, jest nadać treść węgierskiemu sztandarowi, by cały naród mógł się pod nim zgromadzić i zbudować silne Węgry.”

„Nie możemy być i nie jesteśmy ludźmi, którzy się cofają. Ja też się nie cofnę. Zostanę tu. Na górze czy na dole, pozostanę, bo nie chodzi tu o nagrodę, tylko o wierność. Tu jest nasza Ojczyzna. Musimy dla niej uczynić wszystko, co w naszej mocy. Nie możemy stąd uciec, musimy tu pozostać, l zawsze mnie tu znajdziecie, w sukcesach i trudnościach, w radości i w pracy.” kwiecień 2006

Jeśli znów zapiszemy na sztandarze wspólne cele, jeśli zostanie na nim wyhaftowane to wszystko, co w charakterze Węgrów jest piękne i podniosłe, jeśli zacznie on wskazywać drogę, ludzie zgromadzą się pod nim. A wtedy Węgrzy znów staną się wspólnotą. Jestem przekonany, że pierwszym warunkiem tego, by ;gry były silnym krajem i jako silny kraj mogły realizować cele, jakie sobie wytyczyły, jest to, byśmy znów stali się wspólnotą. Punktem wyjścia jest to, że istnieją tylko jedne Węgry. I te Węgry są lasze wspólne.

Eunika Chojecka

Viktor Orbán „Ojczyzna jest jedna” wyd. „Fronda”

„Idź POD PRĄD” nr10/87/2011

Wrz 06

Europa stała się imperium – wywiad w L’Express

Viktor Orbán sprawia, że ciągle się o nim mówi. W wieku 50 lat, węgierski premier irytuje tak samo, jak intryguje. Zarówno liberalny jak władczy, czerpie korzyści socjalne, ale będący w stanie opodatkowywać międzynarodowe i zagraniczne koncerny, zmienia wielokrotnie konstytucję, odnosi się do chrześcijańskich korzeni i tysiącletniej historii Węgier, przyznaje obywatelstwo ponad 3 mln. Węgrów mieszkających w sąsiednich krajach, mnoży prawa walcząc z socjalistycznym dziedzictwem, zwiększa wpływy swojej partii. I do tego wytacza bitwę osłabiając europejską lewicę. Co wyjaśnia z pełną szczerością w L'Express.

 

Mam nadzieję, dostać kiedyś lepszy przydomek. Co do niepopularności, jestem przyzwyczajony do tego od pewnego czasu. Pamiętam, że w 1988 roku, kiedy tworzyłem mój ruch, który stał się Fidesz, musiałem znosić najgorsze ataki, ponieważ ten ruch był radykalnie antykomunistyczny w epoce, gdzie władza była zrównana ze Związkiem Radzieckim. Być znienawidzonym jest moim losem i bardzo dobrze sobie z tym radzę. W 1998 roku, w wieku 35 lat, byłem najmłodszym premierem w Europie. I miałem rację we wszystkim i prawdę mówiąc, polityka, którą trzeba było robić była prosta: biorąc pod uwagę opóźnienie Węgier, wystarczyło powiedzieć, że należy skopiować wszystko, co zostało zrobione w Europie Zachodniej. Tym pomysłem byłem bardzo podekscytowany. Jednak potem przegrałem wybory w 2002 roku i gdy osiem lat później wróciłem do politycznej gry, sytuacja w Europie zmieniła się całkowicie. Dziś intelektualne lenistwo, które u nas imituje Europę Zachodnią, nie daje odpowiedzi na żadne z naszych problemów: musimy znaleźć nowe podejście i innowacyjne rozwiązania. Otóż, wybieranie tych innych dróg, stało się największym źródłem nieporozumień z naszymi europejskimi partnerami. Nie mam nic negatywnego do powiedzenia w sprawie polityki sprawowanej we Francji, Niemczech i Grecji, ale chcę robić to inaczej.

Ta odmienność wydaje się sama w sobie jako krytyka tego, co było robione gdzie indziej i to powoduje tyle polemiki.

Stąd Twoje problemy z Unią Europejską

Linia postępowania Unii przybliżająca nas bardziej do imperium niż sojuszu narodów, nie jest ani w interesie Węgier, ani cywilizacji europejskiej. Europejskie elity nadal wierzą, że musimy stać się Stanami Zjednoczonymi Europy. Należę do mniejszości europejskich przywódców, którzy uważają, że podstawą Unii są narody, podczas gdy większość z nich uważa, że narodowy punkt widzenia jest coraz mniej uzasadniony.

W czym Unia, która teraz wydaje się tak osłabiona, przypomina imperium?

Imperium oznacza, że jesteś tylko częścią większej jednostki. W tym przypadku, nie jesteś zobowiązany do uczestnictwa w tym podmiocie jakim jest Unia Europejska, masz wolność decydowania, ale w zamian musisz zrezygnować z wielu uprawnień, należących uprzednio do Ciebie. Co do obecnej słabości Unii, to podobnie jak wiele imperiów w historii, utrzymywały się przy życiu tylko dzięki utrzymywaniu nieładu. To etap historyczny, który bardzo dobrze poznaliśmy na Węgrzech. Dziś Europa to imperium biurokratów, z Brukselą jako stolicą. Argumenty szefów państw i rządów są bagatelizowane. Wprowadzanych jest coraz więcej przywilejów, które prowadzą nas prosto do tworzenia elitarnej warstwy imperialnej.

Na przykład?

Niedawno Unia rozszerzyła sobie prawo „rekomendacji” dla krajów członkowskich, w którym to zalecono nam ponowne podniesienie ceny energii w celu przywrócenia zasad wolnego rynku i wolnej konkurencji. Jest to nie do przyjęcia. Zdecydowaliśmy się na wprowadzenie systemu regulacji cen w celu ograniczenia kosztów ponoszonych przez konsumentów, a teraz wymagają od nas abyśmy go odroczyli i podwyższyli cenę. W ten sam sposób, jesteśmy zmuszani do zmiany systemu podatkowego, do zmiany struktury naszego sądownictwa, gdyż [według niektórych przyp. tł.] brak w niej przejrzystości. I wiele więcej! Jest to procedura, która nie dopuszcza otwartej dyskusji między partnerami, a jedynie zaciemnia ją. Krok po kroku zmieniamy, bez pytania o naszą opinię, umowę, która wiąże nas z Unią Europejską. Dziś mówimy, że trzeba z tym skończyć. Redefiniując to, co nas łączy i jednoczy.

Czy Węgry nie podpisywały traktatów, które narzucają im przestrzeganie regulacji unijnych?

Nie będę wracał do przeszłości, opiszę jedynie aktualną sytuację. Traktaty nie podważalne, Węgry podpisały je i zobowiązały się do ich przestrzegania. Ale proces, który następował po nim [tj. po podpisaniu], powinien być otwarty na debatę; otóż rzeczywistość jest daleka od tego.

Jaka jest Twoja ocena bilansu w dziesięć lat po przystąpieniu Węgier do UE?

Niezwykle pozytywna. Po obu stronach. Dla Unii Europa Środkowa reprezentuje zawsze silny potencjał i nie powinna być postrzegana jako obciążenie. Na dodatek, my, Węgrzy jesteśmy na rozdrożu, gdzie możemy bronić interesów Europy w zderzeniu z tak dużym krajem jak Rosja, z którą powinniśmy znaleźć strategiczne partnerstwo.

Więc nie masz nic przeciwko Rosjanom?

Węgrzy przeciwstawili się Stalinowi, a nie Czajkowskiemu!

Czy Węgry sprostały wszystkim wyzwaniom integracji z UE?

Dziś przechodzimy trudne chwile, ale jeśli spojrz na przebytą drogę, to jest to ogólnie wielki sukces. Popełniliśmy błędy, ale nie są one spowodowane przez Europę. To węgierskie rządy są za nie odpowiedzialne.

Czy Twoje osobiste działanie nie spowodowane reakcją na błędy Twoich poprzedników?

Bez wątpliwości, ale korygując popełnione błędy staram się przede wszystkim przygotować przyszłość. Węgry poczyniły kilka błędów. Pierwszym było powtórzenie regulacji budżetowych Francji i Niemiec. Po roku 2002, złota zasada 3% została przekroczona przez wielkie narody, co zachęciło kilka innych do tego samego. Dlatego, w momencie wybuchu kryzysu w 2008 roku, Węgry, przed Grecją, były pierwszym krajem na skraju upadku. Drugim błędem było zaniedbanie produkcji przemysłowej, ponieważ przypominała dokonania okresu komunistycznego. Wtedy poszliśmy w stronę dział bardziej przyszłościowych, jak usługi, bez uwzględnienia skutków, jakie będzie to miało dla naszych mocy produkcyjnych. Wreszcie trzecim błędem było niezmierzenie, będącego spuścizną okresu komunizmu, rzeczywistego rozmiaru naszego obciążenia strukturalnego. Na przykład, mieliśmy zbyt wielu emerytów, niektórych nawet czterdziestoletnich. Podobnie, w porównaniu do innych krajów europejskich, mieliśmy cztery razy więcej zarejestrowanych niepełnosprawnych. Najpierw trzeba było pozbyć się tych wszystkich niedorzeczności. Nasz optymizm był [trochę przyp. tł.] nierealny, ponieważ zamiana tarczy socjalnej na pracę oraz indywidualne zdobywanie przywilejów było znacznie trudniejszym zadaniem, niż się wydawało.

To co Was uczyniło, bardziej zawziętym na kwestie społeczne

W 2010 roku, kiedy wróciłem na funkcję szefa rządu, Węgry były krajem z 10 mln mieszkańców i tylko 1,8 mln podatników; czym może być budżet państwa w takich warunkach? Dzisiaj podatników jest 4 mln.

Twoi europejscy przeciwnicy potępiają Twój szał ustawodawczy, w którym to upatrują realne zagrożenie dla demokracji. W momencie kiedy niektórzy rozważają możliwość uruchomienia artykułu 7 Traktatu z Lizbony, który pozwala pozbawić państwo swoich europejskich praw…

W polityce język jest ważny i język takiej twardości wymaga bardzo silnych argumentów. Nikt nie może wskazać jednego prawdziwego faktu na Węgrzech, który byłby sprzeczny z zasadami demokracji. Prawda jest taka, że w Parlamencie Europejskim wstąpiłem w szeregi Europejskiej Partii Ludowej (EPP), która wyłamała się z sojuszu Liberałów i Demokratów na rzecz Europy (ALDE) [od redakcji l’E.: grupa centroprawicowa] i w oczach tych ostatnich stałem się zdrajcą. Oni są tymi, którzy chcą mnie najbardziej [pognębić]. Co do socjalistów węgierskich, szukają wsparcia Grupy Socjalistycznej w Parlamencie Europejskim, gdyż nie mogą mnie dopaść na polu wyborczym na Węgrzech. Jestem między nimi, niczym między młotem a kowadłem.

Czy osobiste działania nie zwróciły wszystkich przeciwko Tobie?

 

To co wykonałem, według opinii jest uznawane za niekonwencjonalne lub innowacyjne. Mogę być klasyfikowany po prawej stronie sceny politycznej, realizując politykę lewicy. Opodatkowałem banki i duże firmy międzynarodowe, bronię wartości chrześcijańskich w naszych instytucjach. Co jest popularne na Węgrzech, jest złe w Brukseli.

[To] wygląda dokładnie tak, jak populizm

Jeśli premier jest popularny w czasach kryzysu, to pewnym jest, że jest populistą!? To nie jest takie proste. Populizm nie karmi się gadaniem, które nie ma żadnego związku z rzeczywistością. Wierzę, że robię wszystko to, co prowadzi do zmniejszenia: roli państwa, deficytu publicznego i bezrobocia. Jednocześnie bilans handlu zagranicznego poprawia się, wskaźnik wzrostu poprawia się, a dochód na mieszkańca odczuwalnie wzrasta. Kiedy wspieram [pogląd], że trzeba podejmować wszystkie wysiłki w tym samym kierunku, to mówią mi, że to jest populizm. [A] wszystko to dlatego, że używam instrumentów, z których inne kraje nie chcą korzystać, takie jak np. kontrola cen energii, opodatkowanie banków, opodatkowanie niektórych sektorów, selektywna regulacja podatków i składek na ubezpieczenie społeczne… Wszystko to nie jest powszechne, ale zaczyna przynosić owoce. Węgry wreszcie odżywają.

Przy okazji, oskarża się Ciebie o [nadmierną] koncentrację władzy, o czterokrotną zmianę Konstytucji w ciągu trzech lat, o promowanie nacjonalizmu, o chęć ograniczenia wolności prasy

Od 2010 roku, przyjęliśmy nową konstytucję, nowy kodeks cywilny, nowy kodeks karny oraz nowy kodeks pracy. To z kolei zmusiło nas do przyjęcia w ciągu trzech lat ponad 2000 ustaw i dekretów. Jest to niezwykłe, a to pociąga zaniepokojenie naszych partnerów. Rozumiem ich pytania, ale chcę osiągnąć cel, który sobie postawiłem.

Jako Węgier, jak zapatrujesz się na los Nicolasa Sarkozy'ego?

Jest to jedna z najbardziej fascynujących historii człowieka, której towarzyszyłem w ciągu ostatnich dwóch dekad. On myśli inaczej niż inni i pokazuje to; i to mi się [w nim] podoba. Nikt nie może wykluczyć, że powróci do francuskiego życia politycznego. Ale strategia którą wykorzystał, jest lekcją do mnie w mojej własnej pracy. Nie powinno się dawać przeciwnikom szansy na obrócenie wyborów w głosowanie za lub przeciw tobie. Wybory powinny zostać głosowaniem, którego celem jest przyszłość narodu, a nie los człowieka.

Jeśli mógłbyś mu dać jakieś rady, to jakie byłby one?

I nie zaryzykowałbym dawania rad. Wiem tylko, że na Węgrzech, tak jak we Francji nie możemy prowadzić polityki z ostatnich dwóch dekad, ponieważ w dalszym ciągu osłabiać będzie ona klasę średnią. Nazwijmy tolewicowościąlubprawicowością, jak chcesz, ale musimy bronić klasy średniej.

http://www.lexpress.fr

Sie 29

Węgierski rząd przygotowuje zmiany w konstytucji. Nie chce dawać Unii pretekstu do kolejnych ataków

Węgierski rząd poinformował, że zaproponuje nowe poprawki do konstytucji. Wcześniejsze – spotkały się z krytyką Unii Europejskiej i organizacji obrony praw człowieka.

Sekretarz stanu w ministerstwie sprawiedliwości Robert Repassy powiedział, że przedstawiona ostatnio piąta poprawka zawierać będzie między innymi nowe zasady podejmowania decyzji o tym, które organizacje i instytucje religijne będą uznawane za Kościoły. Poprawka ta modyfikuje też zakaz nadawania reklam wyborczych w mediach prywatnych.

Rząd chce skończyć z sytuacją, gdy pozorne problemy prawne mogą służyć jako pretekst do dalszych ataków na Węgry.(…) Całość tutaj

strong

Sie 26

Nawrócony

(…) Przemiana Orbána była jednak znacznie głębsza. Pod koniec lat 90. zdecydował się na zawarcie sakramentalnego małżeństwa oraz ochrzcił dzieci. Ponieważ jednak poza chrztem nie otrzymał żadnego religijnego wychowania, już jako premier Węgier przyjął konfirmację w Kościele kalwińskimie powiedział o zmianie, jaka w nim wówczas nastąpiła: „Od tego czasu staram się, abym żył na Bożą chwałę i dla dobra ludzi, co na język zawodowego polityka przetłumaczyłbym w ten sposób: budować ojczyznę, tę przez małe »o«, czyli kraj narodu węgierskiego na tej ziemi, ale też tę przez duże »O« – ojczyznę niebieską, królestwo Boże, i to jest wyższy sens i cel tego, co robię. Ten sens jest wyższego rzędu, poza i ponad wszelkimi politycznymi kalkulacjami”. Wielkie wrażenie na Orbánie zrobiło także orędzie o Bożym Miłosierdziu, z którym zapoznał się w krakowskich Łagiewnikach. Warto dodać, że jego żona  sprawowała główny patronat nad wystrojem węgierskiej kaplicy „Communio Sanctorum”, znajdującej się w podziemiach łagiewnickiej bazyliki. Wielokrotnie podkreślał także swoją fascynację Janem Pawłem II oraz wspominał doświadczenie uczestniczenia w Gdańsku w 1987 r. w papieskiej pielgrzymce, jako ważny moment w jego obywatelskiej inicjacji. (…) Całość tutaj

Sie 16

Fidesz: od młodzieżowej organizacji do partii rządzącej

Węgierska partia rządząca Fidesz, która powstała jako organizacja młodych intelektualistów w 1988 r., obchodzi 30 marca 25. rocznicę założenia. Mimo kontrowersji, jaką budzi jej polityka, w przyszłym roku ma szansę na ponowne zwycięstwo w wyborach.

Związek Młodych Demokratów został założony jako liberalna organizacja 37 młodych intelektualistów 30 marca 1988 r. W świadomości publicznej szybko zaistniał skrót od tej nazwy – Fidesz, wymawiany po węgiersku identycznie jak łacińskie słowo fides, oznaczające wiarę.

Początkowo organizację postrzegano jako młodzieżówkę liberalnego Związku Wolnych Demokratów (SZDSZ). W statusie Fideszu było nawet zapisane, że jego członkami mogą być tylko osoby, które nie przekroczyły 35. roku życia – ten wymóg zniesiono dopiero w 1993 r. Na zdjęciach z pierwszych lat istnienia Fideszu jego przywódcy noszą jeszcze długie włosy, rozpięte koszule i dżinsy, a Viktor Orbán ma brodę. Ten młodzieżowy wizerunek z czasem uległ zmianie.

Od samego początku pierwsze skrzypce w organizacji grał charyzmatyczny Orbán, który zaledwie rok przed powstaniem Fideszu ukończył wydział prawa. Za początek jego wielkiej kariery politycznej uważa się przemówienie wygłoszone w czerwcu 1989 r. podczas oficjalnego pochówku premiera Węgier z czasu powstania 1956 r. Imre Nagya. Orbán zażądał wtedy wolnych wyborów i wycofania z Węgier wojsk sowieckich.

W wolnych wyborach 1990 r. Fidesz zdobył 22 mandaty w 386-osobowym parlamencie, startując ze słynnym plakatem wyborczym, na którym poniżej zdjęcia całujących się przywódców ZSRR i NRD, Leonida Breżniewa i Ericha Honeckera, widać dwoje całujących się młodych z logo partii i apelem Wybieraj.

Ugrupowanie, które w 1995 r. zmieniło nazwę na Fidesz-Węgierska Partia Obywatelska, pierwszą szansę dostało od elektoratu w 1998 r., kiedy to poszło do wyborów z hasłem zmian, obiecując m.in. większy wzrost gospodarczy, zmniejszenie podatków i bezrobocia. 35-letni wówczas Orbán po raz pierwszy został premierem.

Bilans rządów Fideszu z populistyczną Niezależną Partią Drobnych Rolników i Węgierskim Forum Demokratycznym okazał się niejednoznaczny. Wprawdzie w tym czasie wzrost gospodarczy na Węgrzech był dwa razy większy niż przeciętny wzrost w UE, a płace realne wyraźnie wzrosły, ale Fideszowi zarzucano niedemokratyczne posunięcia: podkopanie funkcji kontrolnej parlamentu, kontrolowanie mediów publicznych oraz wywieranie presji na sądy.

Wyrzucano mu także ciągoty nacjonalistyczne. Za rządów Fideszu wzrosły napięcia z sąsiadami, wywołane przyznaniem przez Budapeszt przywilejów (m.in. prawa do pracy na Węgrzech i bezpłatnej edukacji na węgierskich uczelniach) Węgrom pochodzącym z krajów ościennych.

W rezultacie wybory w 2002 r. wygrała centrolewicowa koalicja Węgierskiej Partii Socjalistycznej i SZDSZ. Jednak w czasie dwóch kadencji socjaliści tak zdestabilizowali budżet nieopanowanymi wydatkami, że w 2008 r. Węgry stanęły na krawędzi krachu gospodarczego, co dało Fideszowi kolejną szansę.

W wyborach 2010 r. Fidesz rozgromił rywali, zdobywając ponad 2/3 miejsc w parlamencie. Od początku jego rządom towarzyszyły jednak zarzuty prowadzenia polityki mogącej stwarzać zagrożenie dla demokracji.

Fideszowi zdołał wprawdzie doprowadzić do obiecanej stabilizacji finansowej kraju, utrzymując od 2011 r. deficyt budżetowy poniżej poziomu 3 proc. PKB, ale uczynił to kosztem m.in. nadzwyczajnego opodatkowania banków oraz firm z innych sektorów gospodarki: telekomunikacji, energetyki i sieci supermarketów, a także upaństwowienia prywatnych funduszy emerytalnych.

Rządy Fideszu stoją także pod znakiem nieustannych potyczek z Trybunałem Konstytucyjnym. W odpowiedzi na niekorzystne dla władz orzeczenia TK parlament ograniczył jego kompetencje – najpierw uniemożliwiając Trybunałowi wydawanie orzeczeń w sprawach budżetu i podatków, o ile nie mają one związku z przestrzeganiem traktatów międzynarodowych czy praw podstawowych, a następnie dając mu prawo oceniania zgodności z ustawą zasadniczą poszczególnych zapisów konstytucji i wprowadzanych do niej poprawek tylko pod względem poprawności procedury ich przyjmowania i ogłaszania.

Międzynarodowe zaniepokojenie wywołała przyjęta w kwietniu 2011 r. konstytucja, zawierająca zapis o ochronie instytucji małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny oraz o ochronie życia poczętego, a także jej nowelizacja z 11 marca 2013 r., zawierająca część zapisów prawnych, uznanych wcześniej za niekonstytucyjne przez Trybunał Konstytucyjny, m.in. zakaz prowadzenia kampanii przedwyborczej w mediach komercyjnych czy możliwość zakazu koczowania bezdomnych w przestrzeni publicznej.

Z części swoich posunięć rząd musiał się wycofać pod naciskiem opinii publicznej. Na wniosek Rady Europy parlament znowelizował np. ustawę medialną.

W kraju rośnie sprzeciw przeciwko kontrowersyjnej polityce rządu i obsadzaniu najważniejszych stanowisk osobami zbliżonymi do Fideszu. Jednak choć partia ta straciła od początku kadencji znaczną część poparcia, sondaże węgierskich ośrodków badawczych wskazują, że nadal zdecydowanie prowadzi przed innymi ugrupowaniami. Orbán i jego ekipa mają więc szansę na zwycięstwo w przyszłorocznych wyborach.

za: http://prawo.money.pl/

Sie 14

Orbán przyprawia UE o szaleństwo

Z prof. dr. hab. Ryszardem Legutką, europosłem z ramienia Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Marta Milczarska

Parlament Europejski skrytykował reformy konstytucyjne na Węgrzech i zatwierdził raport wprowadzający m.in. propozycję utworzenia przez Komisję Europejską niezależnego mechanizmu, który kontrolowałby przestrzeganie przez kraje UE fundamentalnych praw i wolności. Jak Pan Profesor ocenia to głosowanie?

– Po pierwsze, stało się to, co było do przewidzenia, sam premier Victor Orbán przewidział to już wczoraj. PE zatwierdził ten raport przede wszystkim dlatego, że antyorbanowska lewica ma zdecydowaną większość w Parlamencie Europejskim. Niezależnie od tego, co powiedziałby Orbán, co powiedzieliby krytycy tego raportu – wiadomo było, że ten raport przejdzie. Po drugie, dobrze się stało, że premier Węgier zabrał wczoraj głos w PE. To pokazuje, że nie boi się konfrontacji. Po trzecie, widać, że w sprawie Orbána w większości krajów Unii Europejskiej i jej instytucjach panuje swoiste szaleństwo, mają oni na jego punkcie jakąś idée fixe, która z pewnością wypływa z tego, że nie tolerują oni zmian niezgodnych z unijno-progresywno-lewacką ortodoksją.

Mimo że raport został zatwierdzony, to widać, że Unia nie jest jednogłośna w tej sprawie. Raport poparło 370 europosłów, przeciw było 249, zaś 82 wstrzymało się od głosu…

– Viktorowi Orbánowi udało się zdobyć w jakimś sensie „osłonę”, którą stanowi część europarlamentarzystów m.in. z grupy EKR, w której skład wchodzi PiS. Zmieniliśmy nieco proporcje poparcia tego raportu. Na szczęście to nie jest tak, że Parlament Europejski w całości poparł krytykujący Orbána raport. Węgry mają też w Unii Europejskiej obrońców, którzy głośno mówią „nie” takim działaniom ze strony władz UE. I wreszcie trzeba podkreślić, że większość Polaków broniła węgierskiego premiera.

Europosłowie Prawa i Sprawiedliwości bronią Orbána z kilku względów: przede wszystkim bronimy go pryncypialnie. To oznacza, że musimy mówić, iż Unia Europejska, Komisja Europejska nie ma prawa wtrącać się, kontrolować reform konstytucyjnych w tym zakresie, w którym to robi. Właściwie UE chce kontrolować wszystkie dziedziny w państwach członkowskich. Jeżeli teraz odpuścimy, jeżeli uznamy, że UE ma takie prawo wykraczające poza traktaty, to zostanie stworzona sytuacja bardzo niebezpieczna. Trzeba także pamiętać o naszym polskim interesie. Nie zapominajmy, co działo się w Unii, kiedy Polską rządziło Prawo i Sprawiedliwość, wtedy podobnie jak teraz w stosunku do Węgier unijni decydenci wpadali w szaleństwo. Niestety, mam obawy, że podobnie będzie, kiedy znowu do władzy w Polsce dojdzie PiS. Dlatego im więcej jest krajów niepokornych, które rządzą zgodnie z mandatem demokratycznym, jaki posiadają, tym będzie silniejszy front oporu wobec nieznośnej arogancji UE łamiącej zasadę subsydialności, pomocniczości, na której rzekomo miała się Unia opierać.

Dlaczego polityka premiera Viktora Orbána jest tak nie na rękę UE, mimo że okazuje się ona skuteczna: bezrobocie spada, gospodarka węgierska się rozwija?

– Orbán jest nie na rękę Unii Europejskiej, ponieważ jest ideologicznie obcym ciałem w tej wspólnocie. Kiedy José Zapattero niszczył gospodarkę Hiszpanii i wprowadzał chore, lewackie ustawodawstwo, to nikt w tej izbie nawet nie pisnął To więc także pokazuje, że Unia Europejska jest skrajnie wroga jedynie wobec wszelkich konserwatywnych rządów. A przypomnimy, że reformy konstytucyjne na Węgrzech wprowadziły m.in. do konstytucji odwołanie do Boga oraz definicję małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny, to wywołało furię unijnych środowisk. To jest nic innego jak wojna ideologiczna.

Dziękuję za rozmowę.

Marta Milczarska, NDz

Sie 13

L’Europe est devenue un empire

l'ExpressViktor Orban n'a pas fini de faire parler de lui. A 50 ans, le Premier ministre hongrois irrite autant qu'il intrigue. A la fois libéral et dirigiste, pourfendeur des avantages sociaux mais capable de taxer les multinationales étrangeres, il modifie plusieurs fois la Constitution, fait référence aux racines chrétiennes et a l'histoire millénaire de la Hongrie, accorde la nationalité a plus de 3 millions de Hongrois habitant dans les pays limitrophes, multiplie les lois, combat l'héritage socialiste, accroît l'emprise de son parti. Le tout mené tambour battant, au grand dam de la gauche européenne. De quoi s'expliquer a L'Express, en toute franchise.

J'espere recevoir un jour de meilleurs surnoms. Quant a l'impopularité, j'y suis habitué depuis un certain temps. Je me souviens qu'en 1988, quand j'ai créé mon propre mouvement, devenu le Fidesz, j'ai du essuyer les pires attaques, car ce mouvement était radicalement anticommuniste a une époque ou le pouvoir était aligné sur l'Union soviétique. Etre détesté est mon lot et je m'en accommode tres bien. J'ai été le plus jeune Premier ministre d'Europe en 1998, a l'âge de 35 ans. J'ai eu droit a tous les compliments et, a dire vrai, la politique a suivre était alors simple : compte tenu du retard de la Hongrie, il suffisait de dire qu'on allait copier tout ce qui se faisait en Europe de l'Ouest. Cette idée m'enthousiasmait. Puis j'ai perdu les élections, en 2002, et je suis revenu aux affaires huit ans plus tard dans une Europe dont la situation avait completement changé. Aujourd'hui, la fainéantise intellectuelle qui consiste a imiter l'Europe occidentale n'apporte plus de réponse a nos problemes: il nous faut trouver des approches nouvelles et des solutions innovatrices. Or c'est en ouvrant des chemins différents que je rencontre le plus d'incompréhension de la part de nos partenaires européens. Je n'ai rien a dire sur les politiques suivies en France, en Allemagne ou en Grece, mais je veux agir autrement. Cette différenciation apparaît en elle-meme comme une critique de ce qui est effectué par ailleurs; c'est ce qui me vaut tant de diatribes.

D'ou vos démelés avec l'Union européenne…

La ligne suivie par l'Union la rapproche davantage d'un empire que d'une alliance de nations. Ce qui ne va ni dans l'intéret de la Hongrie ni dans celui de la civilisation européenne. L'élite européenne continue de penser que nous devons évoluer vers les Etats-Unis d'Europe. J'appartiens a la minorité de leaders européens qui estime que les nations sont la base de l'Union, tandis que la majorité d'entre eux considere que la vision nationale est de moins en moins légitime.

En quoi l'Union, qui semble désormais si affaiblie, s'apparente-t-elle a un empire?

Un empire signifie que vous n'etes qu'une part d'une entité plus grande. En l'occurrence, vous n'etes pas obligé d'appartenir a cette entité qu'est l'Union européenne, vous etes libre d'en décider; mais vous devez en échange abandonner de nombreuses prérogatives qui vous appartenaient auparavant. Quant a la faiblesse actuelle de l'Union, elle a été celle de beaucoup d'empires qui ont existé dans l'Histoire en se nourrissant constamment du désordre – ou en l'entretenant. C'est une phase historique que nous avons tres bien connue en Hongrie. Aujourd'hui, l'Europe est l'empire des bureaucrates, avec Bruxelles pour capitale. Les arguments des chefs d'Etat ou de gouvernement sont balayés. De plus en plus de procédures sont privilégiées, qui nous conduisent tout droit au fonctionnement d'une strate impériale.

Par exemple?

Tout récemment, l'Union a fait des prétendues "recommandations" aux pays membres, parmi lesquelles il nous est demandé d'augmenter une nouvelle fois les prix de l'énergie pour rendre le marché plus libéral et la concurrence plus libre. C'est inacceptable. Nous avons décidé d'instaurer un systeme de régulation des prix afin de limiter les couts pour les consommateurs ; et on exige maintenant qu'on reporte cette mesure et qu'on releve les prix. De la meme maniere, on nous impose de changer de systeme fiscal, de modifier l'organisation de notre appareil judiciaire, car il manquerait de transparence. Et encore bien d'autres choses! C'est un processus opaque, qui ne découle pas d'une discussion ouverte entre partenaires. Pas a pas, on modifie sans nous demander notre avis le contrat qui nous liait a l'Union européenne. Nous disons aujourd'hui qu'il faut stopper tout cela. Redéfinissons ensemble ce qui nous lie et nous unit.

La Hongrie n'a-t-elle pas signé des traités qui lui imposent de respecter les regles européennes?

Je ne reviens pas en arriere, je décris un état de fait. Les traités ne sont pas en cause, la Hongrie les a signés et s'engage a les respecter. Mais le processus qui les a suivis devrait etre ouvert a discussion ; or c'est loin d'etre le cas.

Presque dix ans apres l'adhésion a l'UE, quel bilan dressez-vous pour la Hongrie?

Extraordinairement positif. Des deux côtés. Pour l'Union, l'Europe centrale représente toujours un fort potentiel, elle ne doit pas etre perçue comme un fardeau. De plus, nous, Hongrois, sommes a un carrefour d'ou nous pouvons défendre les intérets de l'Europe vis-a-vis d'un grand pays comme la Russie, avec lequel il faudra trouver un partenariat stratégique.

Vous n'avez donc rien contre les Russes?

Les Hongrois se sont opposés a Staline, pas a Tchaikovski!

La Hongrie a-t-elle relevé tous les défis de l'intégration a l'UE?

Aujourd'hui, nous traversons une passe difficile, mais si vous regardez le chemin parcouru, c'est globalement un grand succes. Nous avons fait des erreurs, mais elles ne sont pas dues a l'Europe. Ce sont les gouvernements hongrois qui en sont responsables.

Votre action personnelle ne se définit-elle pas comme une réaction contre les erreurs de vos prédécesseurs?

Sans doute, mais en corrigeant les erreurs commises j'essaie surtout de préparer l'avenir. La Hongrie a commis plusieurs fautes. La premiere est d'avoir suivi la dérive budgétaire de la France et de l'Allemagne. Apres 2002, la regle d'or des 3 % a été outrepassée par les grandes nations, ce qui a encouragé certaines autres a faire de meme. C'est pourquoi, lors du déclenchement de la crise de 2008, la Hongrie a été le premier pays menacé d'effondrement, avant la Grece. La deuxieme erreur a consisté a négliger la production industrielle au motif qu'elle évoquait la période communiste. Nous nous sommes lancés dans des activités réputées plus porteuses d'avenir, comme les services, sans réfléchir aux effets que cela avait sur notre capacité manufacturiere. Enfin, la troisieme faute a été de ne pas mesurer le poids de notre fardeau structurel, venu tout droit de l'héritage communiste. Par exemple, nous avions beaucoup trop de retraités, certains âgés d'une quarantaine d'années seulement. De meme, nous avions en proportion quatre fois plus de personnes enregistrées comme handicapées que dans les autres pays d'Europe. Il fallait d'abord mettre a plat toutes ces incongruités. Notre optimisme fut irréaliste, remplacer le bouclier des statuts sociaux par le travail et le mérite individuel était une tâche beaucoup plus ardue que prévu.

Ce qui vous a rendu tres incisif sur le plan social…

En 2010, quand je suis revenu a la tete du gouvernement, la Hongrie était un pays de 10 millions d'habitants avec seulement 1,8 million de contribuables: a quoi se résume le budget national dans de telles conditions? Aujourd'hui, ils sont 4 millions.

Vos adversaires européens dénoncent votre frénésie juridique, dans laquelle ils voient une vraie menace pour la démocratie. Au point que certains envisagent d'activer l'article 7 du traité de Lisbonne, qui permet de déchoir un Etat de ses droits européens…

Le langage est important en politique, et un langage d'une telle dureté requiert des arguments tres solides. Personne ne peut citer un seul fait réel qui aille contre les principes de la démocratie en Hongrie. La vérité, c'est que, au sein du Parlement européen, j'ai rejoint les rangs du Parti populaire européen (PPE) [NDLR : formation de droite] en provenance de l’Alliance des démocrates et des libéraux pour l’Europe (ADLE) [NDLR : groupe de centre droit] ; aux yeux de ces derniers, je passe donc pour un traître. Ce sont eux qui m'en veulent le plus. Quant aux socialistes hongrois, ils cherchent l'appui du groupe socialiste au Parlement européen parce qu'ils ne peuvent pas m'atteindre sur le terrain électoral en Hongrie. Je suis pris en tenaille entre ces deux forces.

Est-ce que votre action personnelle ne vous met pas tout le monde a dos?

Ce que j'accomplis est qualifié de non orthodoxe ou d'innovateur, selon les avis. Il est vrai que je peux etre classé a droite tout en agissant a gauche. J'ai taxé les banques et les grandes entreprises internationales tout en défendant les valeurs chrétiennes dans nos institutions. Ce qui est populaire en Hongrie est incompris a Bruxelles.

Cela ressemble trait pour trait a du populisme…

Si un Premier ministre est populaire en temps de crise, c'est forcément qu'il est populiste ! Ce n'est pas si simple. Le populisme se nourrit de paroles qui n'ont aucun rapport avec la réalité. Je crois faire tout le contraire en menant de front la réduction de la charge de l'Etat, du déficit public et du taux de chômage. Parallelement, la balance du commerce extérieur s'améliore, le taux de croissance se redresse, et le revenu par habitant augmente sensiblement. Quand je soutiens qu'il faut entreprendre ces efforts dans un seul et meme élan, on me répond que c'est du populisme. Tout cela parce que j'utilise des instruments auxquels les autres pays ne veulent pas recourir, tels que le contrôle des prix de l'énergie, la taxation des banques, la fiscalisation de certains secteurs, la régulation sélective des impôts et des charges sociales… Tout cela n'est pas courant, mais commence a porter ses fruits. La Hongrie se rétablit enfin.

Au passage, on vous accuse de noyauter tous les pouvoirs, d'avoir réformé quatre fois la Constitution en trois ans, de promouvoir le nationalisme, de vouloir limiter les pouvoirs de la presse…

Depuis 2010, nous avons adopté une nouvelle Constitution, un nouveau Code civil, un nouveau Code pénal et un nouveau Code du travail. Cela nous a obligés a promulguer plus de 2 000 lois et décrets en trois ans. C'est inhabituel et cela attire l'inquiétude de nos partenaires. Je comprends leurs interrogations, mais je tiens a atteindre le but que je me suis fixé.

En tant que Hongrois, que vous évoque le destin de Nicolas Sarkozy?

C'est un des itinéraires les plus fascinants auxquels j'ai assisté durant les deux dernieres décennies. Il pense différemment des autres et le fait savoir : ce n'est pas pour me déplaire. Personne ne peut exclure qu'il fasse son retour dans la vie politique française. Mais sa stratégie l'a desservi, ce qui me sert de leçon dans ma propre action. Il ne faut pas donner a vos adversaires l'occasion de transformer une élection en un vote pour ou contre vous. Il faut que l'élection reste un vote dont l'objet est l'avenir de la nation, pas le destin d'un homme.

Si vous aviez un conseil a lui donner?

Je ne m'y risquerais pas. Je sais seulement qu'en Hongrie comme en France nous ne pouvons pas poursuivre les politiques menées durant les vingt dernieres années, car elles n'ont cessé d'affaiblir les classes moyennes. Appelez ça "la gauche" ou "la droite", comme vous voulez, mais vous devez défendre les classes moyennes.

http://www.lexpress.fr/actualite/monde/europe/viktor-orban-l-europe-est-devenue-un-empire_1266072.html?xtmc=Viktor_Orb%E1n&xtcr=1

Sie 11

Viktor Orbán wyprzedza Brukselę

W kwietniu 2010 roku partia Fidesz (Węgierska Unia Obywatelska) zdobyła w wyborach 61 proc. głosów i wraz z KDNP (Chrześcijańsko-Demokratyczna Partia Ludowa) utworzyła rząd z konstytucyjną większością 2/3 głosów w parlamencie. Premierem został Viktor Orbán. Do tego czasu przez pełne dwie kadencje, począwszy od 2002 roku, władzę sprawowała postkomunistyczna koalicja MSZP –SZDSZ, przez większą część tego okresu pod wodzą Ferenca Gyurcsányego.

Polityka rządu Gyurcsányego doprowadziła na początku roku 2010 gospodarkę Węgier do głębokiego kryzysu. Przejawił się on spadkiem PKB aż o 7 proc., nieujawnioną w wyniku nieuczciwych manipulacji dziurą budżetową w wysokości 8,4 mld zł i poważnym zadłużeniem gospodarki. Wzrosło ono z 55 proc. PKB w 2002 roku do przeszło 80 proc. PKB na początku roku 2010. Taką oto sytuację „odziedziczył” po postkomunistach Viktor Orbán. To zaś w sposób oczywisty musiało ograniczać i warunkować program reform.

Okres trzech lat jest zbyt krótki, aby w pełni ocenić skutki strukturalnych reform Viktora Orbána. Daje się jednak zauważyć wyciszenie brutalnych ataków na premiera Węgier ze strony zsocjalizowanej i bezideowej Europy. Równocześnie obserwujemy coraz większe zainteresowanie i ciekawość skierowaną na to, co dzieje się na Węgrzech.

Fundament reform

Viktor Orbán zaczął od uchwalenia nowej konstytucji, w której został zagwarantowany interes narodu węgierskiego wywiedziony z tradycji chrześcijańskiej. W ten sposób konstytucja nadaje priorytet prawu krajowemu nad regulacjami Unii Europejskiej.

Oprócz bezpośredniego odwołania się do Boga jako źródła prawa naturalnego i wolności człowieka w konstytucji znalazł się zapis, że walutą narodową Węgier jest forint.

Fakt ten ma ważne, ekonomiczne konsekwencje, ponieważ konstytucyjnie zamyka ścieżkę do przyjęcia euro i tym samym pozostawia w rękach rządu autonomię prowadzenia polityki pieniężnej i dochodowej w interesie własnych obywateli. Taką politykę w interesie obywateli Węgier prowadzi konsekwentnie premier, nie bacząc na nerwowe reakcje szefów różnych instytucji międzynarodowych.

Węgry są krajem małym i dlatego – mówi Orbán – musimy zabezpieczyć się przed wszelkimi zakusami ograniczania naszej suwerenności.

Europą nie rządzą dziś odpowiedzialni politycy, lecz rozmaite procesy, mechanizmy i regulacje. Taki system podejmowania decyzji nie leży w interesie Węgier. Kryzys europejski mogą rozwiązać tylko silne państwa narodowe. Mogą to zrobić przywódcy mający silną pozycję polityczną. Wolność obywateli i suwerenność kraju – oto motto polityki Viktora Orbána.

Niech przykładem takiej postawy będzie wcześniejsza spłata kredytu 20 mld euro udzielonego w 2008 roku przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy na ratowanie węgierskiej gospodarki. Rząd właśnie spłacił ostatnią ratę pożyczki i zapowiedział zamknięcie biura MFW w Budapeszcie. W ten sposób Viktor Orbán chce uniezależnić gospodarkę od lobby międzynarodowej finansjery, kontestującej niektóre decyzje fiskalne, szczególnie te, które dotykają kapitał zagraniczny.

Rodzina i praca

Centralnym obszarem polityki makroekonomicznej jest polityka prorodzinna. Jej celem jest stworzenie warunków do wychowywania dzieci i ochrona realnych dochodów rodziny. Węgierskie matki mają możliwość pozostawania z dzieckiem w domu przez pierwsze trzy lata (jeżeli zrezygnowały z pracy zawodowej, otrzymują 70 proc. wynagrodzenia). Głównym źródłem dochodów rodziny powinna być praca. Dlatego też polityka tworzenia nowych miejsc pracy (a nie walka z bezrobociem, tak jak to bezskutecznie czyni rząd Tuska i Rostowskiego) jest integralnym programem polityki prorodzinnej.

To oczywiście musi kosztować. Aby zrealizować ten ambitny cel, rząd Orbána kieruje się zasadą sprawiedliwego, tj. równego rozkładania ciężarów. W procesie tym biorą udział nie tylko obywatele węgierscy, ale także państwo oraz działające na Węgrzech wielkie koncerny z udziałem kapitału zagranicznego.

Poniżej wymienię cztery najważniejsze regulacje fiskalne mające motywować Węgierki do rodzenia dzieci, przedsiębiorstwa skłaniać do tworzenia nowych miejsc pracy i chronić realne dochody węgierskich rodzin.

1. Podatek od dochodów z pracy – PIT. Od stycznia 2011 roku obowiązuje podatek liniowy ze stałą krańcową stawką opodatkowania w wysokości 16 proc. i kwotą wolną od podatku w wysokości podwójnego miesięcznego wynagrodzenia w gospodarce. Jeśli rodzina posiada jedno lub dwoje dzieci, kwota wolna od podatku w przeliczeniu na złotówki wzrasta o 900 zł miesięcznie za każde dziecko, co daje w skali roku np. przy dwojgu dzieci kwotę wolną w wysokości 21 tys. 600 złotych. W sytuacji trojga lub większej liczby dzieci rodzina odpisuje już 2 tys. 950 zł miesięcznie za każde dziecko. Odnosząc to do warunków polskich, widzimy, że rodzina z trojgiem dzieci i dochodami około 100 tys. zł rocznie w ogóle nie płaci podatku. Takie rozwiązanie upraszcza i skutecznie integruje system podatkowy z instrumentami polityki prorodzinnej. Ponadto jest ono o wiele mniej kosztowne niż skomplikowany system ulg i transferów.

2. Podatek dochodowy od osób prawnych – CIT. Od lipca 2010 roku obowiązuje obniżona do 10 proc. stawka CIT. Jest to obecnie najniższa stawka w Unii. Dotychczas najniższą stawkę miała Irlandia – 12,5 procent. Równocześnie dla małych firm wprowadzono możliwość płacenia podatku ryczałtowego, czyli kwotowego, zamiast standardowej stawki CIT.

3. Stały kurs walutowy dla kredytów hipotecznych zaciągniętych w obcych walutach. Deprecjacja forinta w czasie kryzysu finansowego dramatycznie pogorszyła sytuację młodych rodzin, które zaciągnęły kredyt hipoteczny w obcych walutach. W celu ustabilizowania ich sytuacji dochodowej zarówno skutki deprecjacji forinta, jak i bieżące ryzyko kursowe przejął na siebie Bank Centralny Węgier. Został ustalony stały – korzystny dla kredytobiorców – kurs dla walut, w których spłacane są kredyty hipoteczne.

4. Podatki: kryzysowy, sektorowy i bankowy. Zgodnie z zasadą solidarnego ponoszenia kosztów kryzysu rząd wprowadził jednorazową daninę publiczną obejmującą prominentne sektory z dominującym udziałem kapitału zagranicznego takie jak: energetyka, telekomunikacja, sektor finansowy i wielkopowierzchniowe sieci handlowe. Jednorazowy podatek kryzysowy został następnie przekształcony w podatek sektorowy, liczony nie od zysku (zysku można przecież nie wykazać), lecz od przychodu, czyli obrotu, bądź od sumy bilansowej, jak to jest w przypadku banków. Równocześnie wprowadzono bankowy podatek transakcyjny od każdej operacji przy okienku bankowym. Niestety, jest on często skutecznie przerzucany na klientów.

Wnioski i efekty

Opisane rozwiązania stanowią jedynie fragment programu reform strukturalnych na Węgrzech. W krótkim artykule nie sposób o wszystkim napisać. W szczególności nie przedstawiłem działań związanych z cięciami po stronie wydatków, które zostały zapisane w pakiecie korygującym bilans finansów państwa z października 2012 roku.

Niemniej jednak z przytoczonych powyżej rozwiązań fiskalnych można wyraźnie odczytać intencję i logikę działania rządu Viktora Orbána. Jest nią znaczne zmniejszenie obciążeń podatkowych węgierskich rodzin i węgierskich przedsiębiorców oraz przeniesienie zobowiązań fiskalnych na duże koncerny o charakterze oligopolistycznym z dominującym udziałem kapitału zagranicznego.

Równocześnie, zmniejszając opodatkowanie pracy, zarówno po stronie pracodawców, jak i pracobiorców, rząd przeniósł ciężar opodatkowania na stronę bieżącej konsumpcji, podnosząc podatek VAT do poziomu 27 procent. Zmniejszenie kosztów pracy ma na celu zwiększenie konkurencyjności węgierskiej gospodarki, a w szczególności jej eksportu.

I jeszcze kilka słów o efektach. Jak wcześniej nadmieniłem, trzy lata to za mało, aby usunąć skutki ośmiu lat rządów postkomunistycznych. Najbardziej spektakularnym efektem jest systematyczny wzrost liczby urodzeń, począwszy od 2011 roku do dzisiaj. Jak pokazują dane statystyczne, tylko w pierwszej połowie 2012 roku urodziło się blisko 6 proc. więcej dzieci niż w takim samym okresie roku poprzedniego, a realny dochód rodzin posiadających troje dzieci wzrósł o blisko 20 procent.

Drugim, równie spektakularnym efektem jest stały wzrost stopy zatrudnienia z 59 proc. w roku 2010 do 63 proc. na koniec 2012 roku. Oznacza to, że od chwili przejęcia rządów przez Viktora Orbána liczba miejsc pracy zwiększyła się na Węgrzech o 120 tysięcy. Nadmienię, że w wielu krajach Europy liczba zatrudnionych po prostu spada.

Nie można jeszcze powiedzieć, że gospodarka Węgier weszła w fazę ożywienia gospodarczego. Wyraźnie jednak widać symptomy stabilizacji makroekonomicznej. Zahamowany został spadek PKB i proces dalszego zadłużania gospodarki. Deficyt budżetowy po raz pierwszy od czasu wejścia Węgier do Unii znalazł się poniżej 3 proc., zaś bilans handlu zagranicznego dzięki ożywionemu eksportowi jest dodatni. Warto pojechać na Węgry i przyjrzeć się Viktorowi Orbánowi z bliska.

Prof. dr hab. Feliks Grądalski

___________

Autor jest pracownikiem Katedry Teorii Systemu Rynkowego Kolegium Zarządzania i Finansów w Szkole Głównej Handlowej.

za: http://www.naszdziennik.pl/mysl/50550,viktor-orban-wyprzedza-bruksele.html