GAZETA POLSKA, która w styczniu ogłosiła Orbána Człowiekiem Roku, dziś go OBRAŻA

Oto tytuł tekstu Ryszarda Czarneckiego: „On uwiarygodnia Rosję. Robi poważny błąd” lansowany na głównej stronie portalu niezalezna.pl.

W środku jest tylko gorzej:

Viktor Orbán już wcześniej wyraźniej robił ementem uwiarygodniania Rosji. (…) Rosja znalazła czy kupiła adwokata. Jest to rzecz niesympatyczna.

Najpierw warto zwrócić uwagę na to, kto stawia zarzut wysługiwania się Moskwie węgierskiemu premierowi. Ryszard Czarnecki sam spełnia kryteria „resortowego dziecka" – jest synem Henryka Czarneckiego, PRL-owskiego reżysera, członka PZPR i potem SLD. To, że europoseł PiS nadal dobrze czuje się w tym środowisku, potwierdza jego ślub w 2010 roku z córką gen, Hermaszewskiego, działacza PZPR, Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej i SLD. Biografia polityczna Ryszarda Czarneckie­go sprawia, że zarzut sprzedajności wobec węgierskiego przywódcy jest więcej niż „niesympatyczny”. Obecny polityk PiS sam „kręcił się” w bardzo usłużnym wobec Moskwy środowisku. W 1987 r. wraz z Korwin-Mikkem zakładał UPR, co jak się później okazało, było projektem rozbijackim wobec polskiej prawicy, miało kanalizować entuzjazm młodych ludzi i sprowadzać ich na manowce polityki. Sam JKM nigdy nie wypowiedział się w waż­nych dla Moskwy sprawach wbrew jej linii. Kolejny przystanek Czarneckiego – ZChN – wsławił się agenturalną przeszłością swego lidera oraz umową gazową ministra Goryszewskiego z roku 1993, niezwykle korzystną dla Gazpromu. O moskiewskich powiązaniach jednego z następnych przytulisk R.Cz., Samoobrony, nie ma potrzeby tu pisać. Czy jednak krytyka Viktora Orbána nie jest pozbawiona merytorycznej słuszności? By odpowiedzieć na to pytanie, musimy zmienić kryteria, do których przyzwyczaili nas nasi politycy. Wszyscy nasi „mężowie stanu" uprawiają „politykę bluszczową”, jak to ujął Marszałek Piłsudski. Znajdują sobie zagraniczną „tyczkę" wokół której się owijają i to nazywają polską racją stanu. W zależności od opcji Polska prowadzi politykę proniemiecką, prorosyjską, proamerykańską, probrytyjską, profrancuską czy proizraelską. Jeśli więc przyjmiemy, że teraz Polska powinna prowadzić politykę proamerykańską, bo tylko USA mogą nas obronić przed Rosją, to zarzut przeciw Orbánowi ma rację bytu. Warto jednak podkreślić, że to interesy USA są w tej optyce kluczowe, a nie sprawa polska. Może się okazać, że USA stracą nagle zainteresowanie konfliktem z Rosją i wtedy nasza polityka wyląduje dokładnie tam, gdzie 10.04.2010...

Obserwując długoletnie działania premiera Orbána, nie można nie zauważyć, że odrzuca on dogmaty polityki bluszczowej i konsekwentnie realizuje interesy Węgier, wchodząc w konflikt czy sprzymierzając się taktycznie z dowolnymi siłami. Nie straszne mu są ani Niemcy, ani USA czy Rosja. Warto dodać, że ma on za sobą silne poparcie swego narodu, który wydaje się mieć obecnie więcej godności od niewolniczo nastawionych Pola­ków.

Nie zamierzam twierdzić, że Orbán ma rację, ostro grając z UE, USA, Chinami i Rosją. Być może zostanie ograny i Węgry znowu stracą, jak w wyniku traktatu z Trianon po zakończeniu I wojny światowej. Nie mam jednak wątpliwości, że na czele tego państwa stoi mąż stanu, polityk niezależny, dalekowzroczny i dumny.

Obsikiwanie mu nogawek przez człowieka pokroju Czarneckiego uważam za hańbę dla gazety, która jeszcze kilka miesięcy temu aobwołała Orbána swoim bohaterem.

Paweł Chojecki

Idź Pod Prąd nr 4-5/117-118/2014

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *