Portal prowadzony jest przez przyjaciół Węgier, którym bliskie są poglądy premiera Viktora Orbána i kierowanej przez Niego partii Fidesz – Węgierska Unia Obywatelska
Maj 04

Odnowa Węgier i Europy – modlitwa i praca

Europa, a w niej Węgry tylko wtedy zdołają się odnowić, jeśli w centrum sposobu podejścia do życia na nowo uda się umieścić tradycję modlitwy i pracy

powiedział w niedzielę (28.04) Viktor Orbán z okazji zakończenia kolejnego etapu renowacji słynnego, romańskiego kościoła dawnego opactwa benedyktyńskiego w Ják k. Szombathely.

Przypominając historię poświęconej w 1256 r. świątyni, premier określił ją symbolem nie tylko romańskiego stylu w architekturze, ale również życia ludzi tamtego regionu i całego kraju. Jego zdaniem jest to mocny symbol – memento wezwania, które zbudowało Europę: ora et labora!

Dziś, w przeciwieństwie do tego podwójnego wymogu rozwoju, widzimy, że Europa krok po kroku zatraca poszanowanie nie tylko do modlitwy, ale też i do pracy. (…) Europa wpadła w pułapkę sennej wizji o agresywnej świeckości, internacjonalizmie i wrogości wobec rodziny, co logicznie prowadzi do porzucania własnych, chrześcijańskich tradycji. (…) Europa, która dawniej starała się wznosić do nieba, teraz legnie w ziemię. Europa, a w niej Węgry tylko wtedy zdołają się odnowić, jeśli zdobędą się na to, by na nowo odnaleźć same siebie oraz zdołają w centrum sposobu podejścia do życia na nowo umieścić tradycję modlitwy i pracy.

Rozeznaliśmy tę sytuację i pojęliśmy to zadanie w roku 2010, gdy wyborcy powierzyli nam sformułowanie nowej Konstytucji Węgier. By wypełnić to zadanie, najpierw trzeba było zburzyć kopuły, którymi system komunistyczny przykrył podstawy węgierskiego prawa

– wyznał premier i przypomniał, że w duchu prawdziwej odnowy w nowej Konstytucji zawarte zostały chrześcijańskie korzenie węgierskiej państwowości, a „drogę świętego króla Stefana uznaliśmy jako naszą własną”.

Warto dalej podążać tą naszą drogą. Warto postępować w życiu według poznanych przez nas prawd. Do tego potrzeba, byśmy podejmowali trudności, które na tej własnej naszej drodze napotykamy. Musimy stawać w obronie węgierskich interesów i nie możemy pozwolić sobie na lęk, ani wobec Brukseli, ani wobec cieni naszych własnych słabości

– apelował Orbán.

Premier ogłosił, że podpisano porozumienie o kontynuowaniu renowacji romańskiej świątyni z XIII w., która jest perłą węgierskiej architektury. Prace te rozpoczęto w czasie pierwszego rządu Orbána, ale w 2003 zostały wstrzymane. Postawione wtedy przy północnej ścianie rusztowanie do roku 2010 zdążyło zerdzewieć i groziło zawaleniem.

Na koniec Orbán przypomniał, że to nie rząd utrzymuje kraj, ale obywatele, dla których ważny jest naród i jego wartości, to oni podtrzymują rząd.

Praca nie jest jeszcze skończona, wszystko wymaga wysiłku, o wszystko trzeba walczyć. I jeśli nasi przyjaciele z kół obywatelskich oraz ci wszyscy Węgrzy, którzy w sercu noszą naród i wobec niego są zobowiązani, jeśli oni każdego dnia od nowa nie staną przy nas, by dodawać nam odwagi, wtedy może zabraknąć siły, nawet jeśli posiada się w Parlamencie większość 2/3.

W związku z tym premier zwrócił się o wsparcie, oświadczając:

Koła obywatelskie gromadzą tych, którzy mają siłę twórczą, są świadomi swej odpowiedzialności i kochają naród. Bez nich nasz kraj do nic by nie osiągnął i nie byłoby narodowego rządu.

Źródło: mti, orbanviktor.hu / Pal Hagyma / fr. Paweł Cebula ofm conv.

Maj 04

Głos z Wrocławia

Wrocław, 1 maja 2013 roku

Wrocławski Klub
„Spotkanie i Dialog”

Jego Ekscelencja
dr. Iván Gyurcsík
Ambasador Nadzwyczajny i Pełnomocny
Republiki Węgier
ul. Chopina 2
00-559 Warszawa

Ekscelencjo,

Zebrani 1 maja 2013 roku na kolejnym 396 konwersatorium „Spotkanie i Dialog”, po wysłuchaniu wykładu prezesa wrocławskiego Klubu Króla Macieja Korwina, dr. Marka Natusiewicza, pt. „Węgry Viktora Orbána – dokończona rewolucja Solidarności” w pełni zgadzają się z poglądami autorów Apelu „Do Obywateli Europy” z kwietnia 2013 roku.

W „rewolucji dwóch trzecich” odnajdujemy te hasła, za które wielu z nas w latach stanu wojennego ryzykowało wolność i zdrowie. W programie rządu węgierskiego odnajdujemy wiele z postulatów głoszonych przez nas w Sierpniu 1980 r.

Jesteśmy dumni z tego, że duch wolności i sprawiedliwość obecny wówczas w Polsce, odrodził się na Węgrzech i wydał tak wspaniałe owoce. Tym bardziej, że „rewolucja dwóch trzecich” podejmuje zasadnicze problemy międzyludzkiej, europejskiej solidarności.

Dzisiaj mamy nadzieję, że po węgierskim zwycięstwu i nam będzie łatwiej odrodzić we wspólnej pracy dla Rzeczypospolitej, z pożytkiem dla przyszłych pokoleń.

Już dzisiaj mamy pewność, że na tej drodze będzie kroczyć wspólnie.

W imieniu członków konwersatorium „Spotkanie i Dialog”

Prezes Lech Stefan

strong

Maj 04

Międzynarodowe poparcie dla Orbana

Pojawił się międzynarodowy apel poparcia dla zmian konstytucyjnych na Węgrzech. Wszystkie podmioty solidaryzujące się z Węgrami mogą wyrazić zaniepokojenie z powodu bezpardonowych ataków na ten kraj na forach internetowych. W ten sposób mieszkańcy wielu krajów Unii popierają konstytucyjne zmiany dotyczące ochrony rodziny i małżeństwa.

W „Oświadczeniu organizacji wyrażających poparcie dla czwartej poprawki konstytucji węgierskiej” skrytykowano unijne ataki na Węgry. Napisano: „Uznajemy, że są one oparte na błędnym myśleniu i manipulacji ideologicznej”. Dodano, że „konstytucja Węgier jest oparta na podstawowych zasadach demokracji, rządów prawa i praw człowieka”. Zauważono również, że ustawa zasadnicza uwzględnia i szanuje europejskie praktyki konstytucyjne, i że w dobie obecnego kryzysu gospodarczego, moralnego oraz demograficznego może służyć za wzór dla wielu krajów europejskich.

Autorzy apelu wezwali do „poszanowania suwerenności narodu węgierskiego”. Zapraszają także wszystkie organizacje i osoby prywatne, które czują się odpowiedzialne za ochronę życia oraz instytucji rodziny, by stanąć w obronie Węgier.

W marcu tego roku węgierski parlament znowelizował konstytucję, ograniczając m.in. kompetencję tamtejszego Trybunału, wzmacniając instytucję małżeństwa zdefiniowanego jako związku kobiety i mężczyzny, a także uprzywilejowując pozycję Kościoła.

Zmiany bardzo nie spodobały się instytucjom unijnym oraz Stanom Zjednoczonym. Komisja Europejska zagroziła wyciągnięciem poważnych konsekwencji, nawet blokadą funduszy unijnych.

Premier Orbán wielokrotnie powtarzał, że nie naruszono zasad konstytucyjnych. Czołowi węgierscy politycy podkreślali, że czekają na opinię niezależnych ekspertów z tzw. komisji weneckiej, organu doradczego Rady Europy, który ma się wypowiedzieć na ten temat w połowie lipca. Szef węgierskiej dyplomacji Janos Martonyi zauważył, że komisja zawsze może zaopiniować wprowadzenie stosownych poprawek.

Czytaj więcej: http://www.pch24.pl

Kwi 26

Wyzwólmy potencjał Węgrów

Rozmowa z przewodniczącym węgierskiego parlamentu László Kövérem*

Niedawno Fidesz obchodził 25-lecie swego istnienia. Jak wytłumaczyć fenomen tej partii, która z formacji młodzieżowej o nastawieniu liberalnym stała się największą partią węgierskiej prawicy?

Kiedy powstawaliśmy w 1988 r., mieliśmy tylko jeden cel – złamać monopol partii komunistycznej. Nasze ugrupowanie gromadziło przedstawicieli młodzieży ze wszystkich opcji ideowych. Różniliśmy się pod wieloma względami, ale łączyło nas jedno: nie chcieliśmy żyć w komunizmie. Odwołanie do liberalizmu było o tyle uzasadnione, że pojawiało się ono we wszystkich rewolucjach burżuazyjnych przeciwko absolutyzmowi. Kiedy w 1990 r. dostaliśmy się do parlamentu jako partia młodzieżowa, byliśmy przez większe formacje lekceważeni. Węgierskie Forum Demokratyczne (MDF) i Związek Wolnych Demokratów (SzDSz) uważały, że podzielą większość sceny politycznej między siebie, a nam wyznaczono rolę języczka u wagi.

Przełomowym momentem okazał się „historyczny kompromis” zawarty przez liberałów z SzDSz oraz postkomunistów. Nam nie odpowiadał ani taki liberalizm, ani współpraca z socjalistami. Doszło więc do próby zlikwidowania naszej partii środkami politycznymi. Część naszego kierownictwa przeszła wówczas do SzDSz, ale część wytrwała. Ze wszystkich opcji, które na początku tworzyły Fidesz, pozostali więc tylko przedstawiciele środowisk konserwatywnych i chrześcijańsko-demokratycznych.

Wkrótce potem doszło do rozbicia największego obozu węgierskiej prawicy skupionego wokół MDF. Stało się to na skutek śmierci premiera Józsefa Antalla w grudniu 1993 r. i porażki wyborczej tej partii w maju 1994 r. W tej sytuacji nadzieję na przyszłość zaczęto upatrywać w naszej generacji. Tym bardziej, że w 1993 r. znieśliśmy ograniczenie wiekowe, dopuszczające członkostwo w naszej partii tylko ludziom do 35. roku życia. Viktor Orbán zorganizował wtedy na nowo obóz centroprawicy i poprowadził go do zwycięstwa wyborczego w 1998 r.

 Później przegraliście jednak wybory w 2002 r. i przez dwie kadencje rządzili socjaliści. Kiedy przyjeżdżałem wówczas na Węgry, często słyszałem opinie, że prawica już nigdy nie dojdzie do władzy, gdyż społeczeństwo zostało owinięte wokół palca przez lewicowo-liberalne ośrodki opiniotwórcze. Dlaczego więc Węgrzy tak masowo poparli Fidesz?

Wyniki przegranych przez nas wyborów w 2002 r. były szokiem dla całego obozu obywatelskiego. Bilans naszych rządów w latach 1998-2002 był bowiem zdecydowanie dodatni. Niemal do ostatniej chwili badania pokazywały, że możemy liczyć na pewne zwycięstwo. Postkomuniści wygrali jednak głównie dzięki brutalnej i nieuczciwej kampanii wyborczej. Oczywiście miałem nadzieję, że wrócimy do władzy, choć wiedziałem, że nie będzie to łatwe. Zostawiliśmy bowiem kraj w tak dobrej kondycji ekonomicznej, że wystarczyło, by socjaliści niczego nie zepsuli, a mogli jeszcze długo utrzymać się przy władzy. Nie przypuszczałem jednak, że w tak krótkim czasie zdołają tak wiele zniszczyć.

W jaki sposób Fideszowi udało się zdobyć władzę, mając przeciwko sobie większość mediów, które są lewicowo-liberalne? 

W czasie naszych rządów w latach 1998-2002 stworzyliśmy podstawy do tworzenia mediów prywatnych. W kolejnych latach węgierscy przedsiębiorcy zaangażowali się w tworzenie niezależnych mediów. Dzięki nim udało się przełamać lewicowo-liberalny monopol w przestrzeni informacyjnej.

Czy mógłby pan podać jakiś przykład?

W październiku 2006 r. obchodziliśmy 50. rocznicę Powstania ’56. Doszło wówczas do brutalnej akcji policji przeciw pokojowym demonstrantom. Gdyby wszystkie stacje telewizyjne były prorządowe, wówczas władzom łatwo byłoby manipulować faktami. Ludzie nie zorientowaliby się nawet, że są oszukiwani. Na miejscu byli jednak reporterzy niewielkiej, niezależnej stacji Hir TV, którzy podczas bezpośrednich relacji pokazywali, jak było naprawdę. Ujawnili przemoc, kłamstwa i manipulacje strony rządowej. Dzięki temu inne media nie mogły już ukrywać niewygodnych dla władz faktów, gdyż widz dowiadywał się o nich z relacji Hir TV. Trochę przypomina to okres komunizmu i różnicę między Polską a Węgrami. W PRL „Trybuna Ludu” musiała podawać pewne fakty, ponieważ pisała o nich prasa solidarnościowa. Oczywiście, to wszystko było odpowiednio interpretowane, ale nie dało się pewnych rzeczy ukryć. Na Węgrzech natomiast „Nepszabadság” nie musiała pisać o żadnych faktach, bo nie było alternatywnych źródeł informacji. To pokazuje, że dziś nawet jedna telewizja jest w stanie złamać medialny monopol. Na Węgrzech utrata monopolu medialnego przez obóz lewicowo-liberalny naruszyła też jego hegemonię kulturową i polityczną.

Viktor Orbán, będąc jeszcze w opozycji, wzywał Węgrów do społecznej samoorganizacji i tworzenia różnych inicjatyw, budujących poczucie wspólnoty i przełamujących atmosferę bierności. Czy apel ten został wysłuchany? 

W 2002 r. na placu Kossutha w Budapeszcie odbyła się największa manifestacja na Węgrzech od czasów powstania ’56 r. Z tego tłumu wyrósł później ruch kół obywatelskich, który pokrył siecią cały kraj. Część z nich wstąpiła do Fideszu, część tylko sympatyzuje z nami. Bez tych lokalnych obywatelskich wspólnot nie mielibyśmy jednak szans na zwycięstwo, a zwłaszcza na zniwelowanie medialnej przewagi lewicy.

Dominująca dziś kultura masowa sprzyja politycznej demobilizacji. Jak więc udało się zmobilizować tylu Węgrów nie tylko do głosowania na Fidesz, lecz także do obrony polityki rządu Viktora Orbána, jak np. podczas półmilionowej demonstracji w Budapeszcie 21 stycznia 2012 r.?

Proszę mi uwierzyć, że to nie Fidesz zorganizował tych ludzi, ale to ci ludzie zorganizowali się dla Fideszu. Muszę przyznać, że gdy przyszli do mnie po raz pierwszy z propozycją przeprowadzenia wiecu poparcia dla polityki naszego rządu, to sam nie wierzyłem, że ta akcja osiągnie tak wielkie rozmiary. Ludzie byli jednak zbulwersowani skalą napaści i niesprawiedliwych ataków na Viktora Orbána, Fidesz i Węgry, jakie pojawiły się w kręgach Unii Europejskiej. Czara goryczy została przelana.

No właśnie, władze Węgier są często krytykowane na forum unijnym. U nas tego typu ataki mają duży wpływ na opinię publiczną. Na Polaków niezwykle mocno oddziałują informacje, czy podobamy się komuś w Europie, czy też nie. Niekiedy nasze elity dla pozytywnego wizerunku na Zachodzie są w stanie poświęcić nawet interes własnego kraju. Z tego, co pan mówi, wynika, iż na Węgrów nie działają argumenty, że polityka ich rządu może nie podobać się za granicą. 

U nas też przez dwadzieścia lat stosowano tego typu mechanizmy. Węgierscy socjaliści inspirowali nawet wiele tekstów w lewicowej prasie zachodniej, które chwaliły ich rządy, a krytykowały nas. Jednak ludzie, widząc skalę bezczelności ataków na Węgry, stali się odporni na tę propagandę i na manipulację. Tym bardziej, że ci sami ludzie na Zachodzie, którzy teraz przedstawiają się jako obrońcy praw człowieka i oburzają na Viktora Orbána, milczeli, gdy w 2006 r. służby podległe premierowi Gyurcsányemu tłumiły pokojowe demonstracje, używając brutalnej przemocy wobec bezbronnych cywilów. Ta hipokryzja stała się dla wszystkich oczywista.

Czyżby na Węgrów nie działały więc w ogóle padające z Zachodu zarzuty, że są za mało demokratyczni, że muszą być bardziej europejscy, że powinni się dostosować do standardów wskazywanych im przez światłą część ludzkości?

Nie wszystko, co przychodzi do nas z zagranicy, musimy przyjmować bezkrytycznie. Węgrzy mają w pamięci choćby postawę Zachodu wobec nas w niedawnej przeszłości. W 1920 r. nasz kraj został rozebrany właśnie na skutek decyzji mocarstw zachodnich. W 1945 r. zostaliśmy zdradzeni przez Zachód w Jałcie. Podobny los spotkał zresztą wówczas Polskę, która przecież w ramach koalicji antyhitlerowskiej miała liczniejszą armię niż Francja, i która nigdy nie stworzyła kolaboranckiego rządu na wzór Vichy. A jednak to Francuzów zaproszono do stołu zwycięzców, gdzie ustalano granice państw, a Polaków nie dopuszczono nawet do głosu, decydując ponad ich głowami o przesunięciu granic kraju. Nasi rodzice i dziadkowie pamiętają też, jak w 1956 r. z radioodbiornikami przy uszach słuchali zachodnich rozgłośni, które wzywały węgierskich powstańców do walki przeciw sowieckim czołgom, obiecując, że lada moment nadejdzie zbrojna pomoc z zagranicy. To były kłamstwa, ale Węgrzy w nie wierzyli i oddawali życie, walcząc do końca i kontynuując beznadziejny opór. Dlaczego więc dziś mamy ulegać płynącej z Zachodu propagandzie, tym bardziej, że jest ona często inspirowana przez środowiska lewicowo-liberalne, które dążą do całkowitej hegemonii kulturowej w Europie? Na naszym kontynencie trwa wielkie pranie mózgów, które przybiera formę politycznej poprawności. Nie możemy się poddać temu umysłowemu i duchowemu dyktatowi.

Hasło wyborcze węgierskich socjalistów brzmiało: „Odważmy się być małymi” w odróżnieniu od hasła Fideszu: „Odważmy się być wielkimi”. Wezwanie do wielości wymaga jednak wiary we własne siły. Czy Węgrzy ją mają?

Węgrzy są narodem pracowitym i kreatywnym. Nasza polityka zmierza do tego, by wyzwolić ich potencjał. By stworzyć jak najlepsze warunki do budowania świadomego społeczeństwa obywatelskiego, który da możliwość przejawienia się naszej aktywności. Jesteśmy przeciwko modelowi klientelizmu, który hoduje jednostki bierne, uzależnione od pomocy państwa, a w związku z tym podatne na manipulacje. Chcemy rozwijać zwłaszcza klasę średnią, gdyż to ona swoimi podatkami utrzymuje państwo. Wartości, którym pragniemy pozostać wierni, zapisaliśmy w preambule naszej konstytucji, uchwalonej w kwietniu 2011 r.

Jeszcze kilka lat temu Węgry wydawały się trwale podzielone na dwa stabilne i mniej więcej równe elektoraty: Fideszu i socjalistów. Dlaczego jednak w pewnym momencie duża część wyborców lewicy przerzuciła swoje głosy na was? 

Myślę, że wielka w tym zasługa socjalistów, którzy zepsuli wszystko, czego się dotknęli. Skala ich nieudolności i niekompetencji jest wręcz porażająca. W pewnym momencie Ferenc Gyurcsány stał się najbardziej znienawidzoną osobą w kraju. Doszło więc do sytuacji, że zagłosowało na nas wiele osób, które nas nie kochały, ale uważały, iż jedynym ratunkiem dla kraju jest jak najszybsze odsunięcie socjalistów od władzy.

Rozmiar porażki lewicy był jednak zaskakujący.

W społeczeństwie zachodzą często podskórne procesy, które się niewidoczne na pierwszy rzut oka. Powoli rośnie niezadowolenie, kumuluje się napięcie i nagle dochodzi do erupcji. Przecież jeszcze w grudniu 1955 r. nikt nie przypuszczał, że to apatyczne społeczeństwo zdobędzie się na tak heroiczne czyny, jak w październiku 1956 r. W tym sensie to, dzieje się dzisiaj na Węgrzech, można porównać do powstania ludowego.

 Jaką rolę w tym procesie przyciągania lewicowego elektoratu odegrało referendum socjalne z 2008 r.? Fidesz opowiedział się wówczas przeciw opłatom za studia wyższe, opłatom za wizyty lekarskie i zmianom w systemie ubezpieczeń społecznych.

To był ważny moment, gdyż do tamtej pory wszystkie głosowania w kategorii wiekowej emerytów wygrywali socjaliści. Wtedy po raz pierwszy większość wyborców wrażliwych na lewicowe postulaty socjalne opowiedziała się za projektami Fideszu. W ten sposób doszło do masowego przepływu części elektoratu socjalistów na naszą stronę.

Węgrzy mają raczej naturę pesymistyczną. Z niedawnych badań opinii publicznej wynika jednak, że większość z nich patrzy jednak z optymizmem na przyszłość. Czy dostrzega Pan tą zmianę w nastawieniu swoich rodaków? 

Węgrzy lubią sobie ponarzekać i może się wydawać, że są pesymistami. Jednak gdy trzeba przejść do działania, to – podobnie jak w przypadku Polaków – wstępuje w nich optymizm. Jak mówił Ferenc Deák, nasz XIX-wieczny mąż stanu, Węgrzy są narodem, który potrafi się mobilizować w trudnych sytuacjach.

Rozmawiał: Grzegorz Górny


*László Kövér (ur. 1959) był jako student w 1988 r. jednym z założycieli Związku Młodych Demokratów Fidesz. W latach 1998-2000 pełnił funkcję ministra ds. służb specjalnych w rządzie Viktora Orbána. W 2010 r. został wybrany przewodniczącym Zgromadzenia Narodowego Węgier.

 

Kwi 17

Do Obywateli Europy

Drodzy nasi Przyjaciele!

Od wyborów 2010 roku przeciwko Węgrom planowo prowadzona jest kampania dyskredytacji. W jej ramach wielkonakładowe gazety, telewizje i inne media prawie każdego dnia publikują fałszywe i tendencyjne, służące kompromitacji wiadomości. Zabiegi te starają się wmówić opinii publicznej, która nie zna węgierskiej rzeczywistości, że na Węgrzech demokracja została wypaczona, mniejszości są prześladowane, nie ma wolności prasy, zwykli ludzie zmuszeni są żyć w strachu, szaleją antysemityzm i uprzedzenia, a skrajnie prawicowa elita szykuje się już do wprowadzenia totalitarnej dyktatury.

Wiadomości takie nie mają najmniejszego związku z rzeczywistością. Na Węgrzech panuje demokracja, nikt z powodu swego pochodzenia nie cierpi żadnej dyskryminacji, każdy może swobodnie publikować swoje poglądy. Nowa węgierska Konstytucja, uchwalona z dwudziestoletnim opóźnieniem po upadku komunistycznej dyktatury, zastąpiła starą, której korzenie sięgały stalinizmu i jest w zgodzie z europejskimi normami oraz z najpiękniejszymi tradycjami ponadtysiącletniej węgierskiej państwowości.

Drodzy Przyjaciele!

Z coraz większym niepokojem śledzimy te wiadomości. Nasze zaniepokojenie wynika z faktu, iż w XX wieku nie raz doświadczyliśmy, że za propagandową kampanią kompromitacji kraju okrzykniętego zbrodniczym może iść dosłownie wojskowa interwencja. Nie chcielibyśmy podzielić losu krajów okrzykniętych winowajcami, dlatego prosimy Was, abyście osobiście poznawali faktyczne węgierskie warunki, a jeśli to niemożliwe, robili to za pośrednictwem osób godnych zaufania i z jak największej ilości źródeł.

W demokratycznych wyborach 2010 roku zwyciężył centroprawicowy, konserwatywny obóz, zdobywając większość konstytucyjną 2/3 mandatów. Zwycięstwo to było możliwe, gdyż przygniatająca większość społeczeństwa miała dosyć szkód, jakie wyrządziły socjalistyczne i liberalne rządy o postkomunistycznej mentalności.

Tę potężną duchową przemianę nazywamy „rewolucją dwóch trzecich”, gdyż doprowadziła do takiej społecznej zmiany, która w konstytucyjnych ramach umożliwiła zamknięcie przejściowego, postkomunistycznego okresu. W tym nadzwyczaj dwuznacznym okresie panoszyła się lewica, której dewiza brzmiała: „Może to niemoralne, ale legalne”.

Drodzy nasi Przyjaciele!

Coraz więcej naszych rodaków żyjących na emigracji donosi z Niemiec, Anglii oraz innych krajów, jak choćby USA, że praktycznie każdego dnia pytani są o sytuację na Węgrzech, proszeni są o wytłumaczenie przerażających wieści, które podają miejscowe media. Nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć na każdy przypadek takich fałszywych oskarżeń. Po części dlatego, że nie starczyłoby nam czasu, ale też dlatego, że media te nie są skłonne zamieszczać naszych poglądów.

Winniście jednak być świadomi, że kampania ta nie przeciw Węgrom jest skierowana. W rzeczywistości kampania ta jest reakcją panującej w międzynarodowych mediach lewicowej i liberalnej warstwy inteligencji na ich miażdżącą klęskę, zadaną im przez węgierskich wyborców, jest reakcją na konserwatywną rewolucję na Węgrzech. Kręgi socjalistów i liberałów obawiają się, że konserwatywna rewolucja może przybrać szerszy, europejski rozmiar, dlatego pragną zniszczyć owoce węgierskiej przemiany i dlatego podjęły przeciw nam kampanię dyskredytacji.

W czasie najgłębszego kryzysu wszak wyznaliśmy, że „wierzymy w siłę miłości i solidarności”. Wiara ta dała nam siłę nie tylko do tego, by zamknąć chaotyczny okres postkomunizmu, ale i do tego, by obronić owoce naszego wyboru. W niespotykanych w Europie rozmiarów, półmilionowych manifestacjach potwierdziliśmy przekonanie, że obronimy wybrany przez nas rząd przed z zewnątrz spadającymi nań atakami.

Drodzy nasi Przyjaciele!

Prosimy, uwierzcie, że naród Powstania i walki o wolność z ’56 roku również i dziś wie, do jak wielkich cudów zdolne są prowadzić sprawiedliwa demokracja, narodowa suwerenność, pilna praca, wzajemne cierpliwość i zrozumienie.

Prosimy, przekonajcie się osobiście o prawdziwości naszych twierdzeń!

Na koniec prosimy, przekażcie każdemu obywatelowi Unii Europejskiej przesłanie Węgrów: W dalszym ciągu niezachwianie wierzymy w siłę miłości i solidarności!

Budapeszt, kwiecień 2013r.

Podpisali:
Dr. Andrasofszky Barna, Albert Gábor, Balassa Sándor, Bándy Péter, dr. Bárdi László, Bayer Zsolt, dr. Békeffy Magdolna, Bencsik András, Bencsik Gábor, dr. Bíró Zoltán, Callmeyer Ferenc, Császár Angela, Csete György, Csizmadia László, dr. Csókay András, Dörner György, Erkel Tibor, Fricz Tamás, dr. Galgóczy Gábor, dr. Gedai István, dr. Gyulay Endre, dr. Hámori József, Hampel Katalin, Huth Gergely, Jókuthy Zoltán, Juhász Judit, dr. Kellermayer Miklós, dr. Kisida Elek, Kondor Katalin, dr. Kováts-Németh Mária, dr. Körmendi Béla, dr. Lentner Csaba, dr. Marton Ádám, May Attila, Méry Gábor, Monspart Sarolta, Náray-Szabó Gábor, Osztie Zoltán, Palkovics Imre, dr. Papp Lajos, Pataki Attila, Pozsgai Zsolt, Pozsonyi Ádám, Schulek Ágostonné, dr. Szabó József, dr. Szakter Mátyás, Szalay Károly, Szarka Eszter, Szarka István, dr. Szíjártó István, Szőnyi Kinga, Szűcs Julianna, Takács Zsuzsa, Tamás Menyhért, Tóth Gy. László, dr. Tóth Kálmán, Turcsány Péter, Weinwurm Árpád, dr. Weinzierl Tamás, Zárug Péter, Zsoldos Ferenc, dr. Gortvay István

oraz 2000 podpisów przedstawicieli inteligencji zaangażowanych w Ruchu Duchowej Obrony Kraju, powstałym z inicjatywy Forum Solidarności Obywatelskiej CÖF

za: http://wpolityce.pl

Kwi 15

„Człowiek Europy nie może się sprzeniewierzyć swojej chrześcijańskiej tożsamości. To powinno być zrozumiane w Brukseli!”

Człowiek Europy nie może się sprzeniewierzyć swojej chrześcijańskiej tożsamości, to powinno być zrozumiane również w Brukseli

– powiedział Viktor Orbán 15 kwietnia br. w swym wykładzie zatytułowanym "Chrześcijańska odpowiedź na wyzwania Europy", wygłoszonym w Pałacu Kongresów i Muzyki Euskalduna w Bilbao na konferencji pn. Katolicy w życiu publicznym.

Zdaniem premiera Węgier, dziś Europa jest na świecie jedynym kontynentem, gdzie duża część elity politycznej wierzy, iż zdoła urządzić swój świat bez Boga i Jego praw.

Dziś w europejskiej polityce panuje wizja agresywnego sekularyzmu, nazywanego rozwojem, a w Brukseli jej wyznawcy są w większości i pragną, by ten ich pogląd stał się przyszłością

– stwierdził zaznaczając, że chcąc, nie chcąc pracują oni nad tworzeniem społeczeństwa bez Boga, społeczeństwa, w którym religia jest tylko dodatkiem do prywatnego stylu życia jednostek.

Chrześcijańskie moralne podstawy

Według Orbána człowiek ukształtowany przez cywilizację europejską nie jest jednak w stanie do końca wyrzucić ze swej głowy chrześcijaństwa i dlatego za bezsensowne uznał wymuszanie nowej wspólnej tożsamości europejskiej, która nie akceptuje podstawowego faktu, iż moralne ramy życia europejczyków wyznacza właśnie przesłanie Biblii.

Jeśli poprzez bankowe manipulacje możemy wzajemnie się okradać, to dlaczego trzeba prześladować kieszonkowców?

– zadał przykładowe pytanie, obrazujące zależność między deprecjacją chrześcijańskiego przesłania a cywilizacyjnymi zagrożeniami.

W opinii szefa węgierskiego rządu dzisiejsza europejska polityka opiera się na dwóch fałszywych przesłankach, co leży u rzeczywistych podstaw obecnego kryzysu. Pierwszy błąd określił następująco: w historii Europy chrześcijaństwo nie odgrywało roli decydującej. Pogląd ten znalazł swój wyraz z fundamentalnym dokumencie Unii, gdzie zabrakło odniesienia do Boga i do chrześcijaństwa. Drugi błąd polega na poglądzie mówiącym, że instytucje i w ogóle hierarchię wartości świata zachodniego można tworzyć i podtrzymywać bez fundamentów chrześcijańskiego porządku wartości, który jest źródłem mocy do konkretnych działań.

Wschód – zdaniem Orbána – dlatego jest bardziej konkurencyjny niż Zachód, gdyż bardziej szanuje dwa źródła swej cywilizacyjnej mocy: pracę oraz tradycje własnej kultury.

Potrzeba chrześcijańskiej odnowy Europy

Podsumowaniem czterdziestopięciominutowego wykładu przywódcy Fideszu było podkreślenie potrzeby duchowej, chrześcijańskiej odnowy narodów starego kontynentu. W praktycznych konsekwencjach bez tej przemiany, bez powrotu do źródeł Europa nie odzyska dawnej zdolności do konkurowania, również na płaszczyźnie gospodarczej.

Po wykładzie premier Węgier odpowiadał na pytania z sali. Jedno z nich dotyczyło wspólnej waluty i europejskiej integracji gospodarczej. Odpowiadając Orbán przywołał kwestię nieprzystąpienia Węgier do unii walutowej, zaznaczając: „jeszcze możemy podjąć decyzję o przystąpieniu później, ale też możemy zdecydować, że w ogóle do tej strefy nie wejdziemy”. Jego zdaniem, ci, którzy są w strefie euro, muszą się do siebie nawzajem dostosowywać a procesy tam zachodzące wskazują kierunek silniejszej integracji europejskiej. Te zaś kraje, które do strefy euro nie należą, mogą decydować, czy chcą w tych procesach uczestniczyć czy raczej pozostać na ich uboczu.

W związku z pytaniem o nową węgierską Konstytucję Orbán oświadczył, że Węgry są takim krajem, w przypadku którego nie odważyłby się twierdzić, iż jego większość pod względem ideologicznym z góry pragnęła była konstytucji chrześcijańskiej, mimo to w powstałym demokratycznie środowisku możliwe stało się pozyskanie większości dla ustanowienia konstytucji, która opiera się na chrześcijańskich wartościach. Środkiem do tego były społeczne konsultacje, w których respondenci opowiedzieli się za wartościami, „które uznajemy za wartości chrześcijańskie i z nich zbudowaliśmy nową Konstytucję” – wyjaśnił premier.

Nie zapomnijcie wrócić do domu!

Końcowy temat dotyczył emigracji młodych. Orbán wyznał:

W tej sprawie mogę tylko powiedzieć, że nie to jest problemem, iż wyjeżdżacie, bylebyście nie zapomnieli wrócić do domu.

źródło: MTI, fidesz.hu, http://wpolityce.pl/

Kwi 10

Budapeszt, Pl. Kossutha 15 marca 2012

Przemówienie Viktora Orbána w dniu święta narodowego Powstania i Walk o Wolność 1848-49

Szanowni Uczestnicy uroczystości! Współobywatele! Węgrzy!

Witam Państwa [dosł. Bóg przyprowadził Państwa] na Placu Lajosza Kossutha! Pozdrawiam również tych, którzy na obszarze całego Basenu Karpackiego, będąc w swoich domach, duchowo są z nami: od Koszyc, przez Székelyudvarhely [rum. Odorheiu Secuiesc, w Siedmiogrodzie] i Munkács [pol. Mukaczewo, na Zakarpaciu], aż po Szabadkę [serb. Subotica, w Wojwodinie]. Ten dzień jest dniem bojowników o wolność. Ten plac jest placem walczących o wolność. I dlatego dziś właśnie tu się zebraliśmy, ponieważ my, Węgrzy jesteśmy narodem walk o wolność. Nie zebraliśmy się po to, by – zacnym zwyczajem naszych przodków – wspominać tylko chwalebną przeszłość. Zgromadziliśmy się, aby ożywić w sobie odwagę marcowych młodzieńców. Moimi słowami nie chcę im teraz wznosić jakiegoś muzeum, lecz Państwu pragnę przypomnieć, iż my, dziś żyjący Węgrzy jesteśmy spadkobiercami roku 1848. Tak, my, którzy tu stoimy i Węgrzy rozsiani po świecie, jesteśmy politycznymi i duchowymi spadkobiercami roku 1848. Polityczny i duchowy program tamtego roku brzmiał następująco: nie będziemy kolonią! Program i pragnienie Węgrów w roku 2012 brzmi: nie będziemy kolonią! Ze szczególnym szacunkiem pozdrawiam tych wszystkich, którzy w styczniowym Marszu Pokoju stanęli w obronie wolności i niezależności Węgier, a w ten sposób również w obronie siebie nawzajem. Węgry nie zdołałyby podjąć rękawicy rzuconej im zimą, na przełomie 2011/12, będąc pod presją międzynarodowych nacisków i dyktatów, gdyby do pojedynku nie stanęły setki tysięcy tych, którzy wszystkim chcieli uświadomić, że Węgrzy nie będą żyli pod dyktatami obcych, nie poddadzą ani swej niezależności, ani wolności. Dlatego też nie poddadzą stworzonej wreszcie, po dwudziestu latach, swojej Konstytucji. Składam podziękowania wszystkim, którzy stanęli do obrony!

Mamy więc słuszny powód do tego, by nawet po 164 latach, iść za przykładem Bohaterów roku 1848. Tak, ale za którym? Człowiek w młodości jest radykalny, tak jak Petőfi, który chciał wieszać królów. W wieku dojrzałym człowiek staje się raczej gotowy do rozsądnego czynu, tak jak Kossuth. Z wiekiem zaś bardziej skłania się ku mądrości i przemyślanemu rozwojowi, tak jak Széchenyi. Mikszáth, 60 lat po wolnościowym Powstaniu, tak pisał o marcowych młodzieńcach: „nad niczym nie dywagowali, stanęli do dzieła i stworzyli dzień 15 marca, z pomocą jednego wiersza i brzęku kilku dekoracyjnych szabel prawników. A my dziś dzięki temu żyjemy”. Tak mógłby napisać również o pesztańskich młodzieńcach roku 1956. Zaczęli, wykonali i prawdziwie my teraz dzięki temu żyjemy. I mógł w ten sposób napisać o masowych demonstracjach przewracających ustrój państwa w 1989 roku, dzięki którym jednocześnie odepchnęliśmy komunistów od władzy i wypchnęliśmy radzieckie wojska z kraju. Rzeczywiście, my teraz też dzięki temu żyjemy. To prawda, począwszy od 1848 roku żyjemy dzięki jednemu wierszowi, żyjemy wierszem wolności Węgrów: „Na Boga Węgrów przysięgamy, przysięgamy, że już więcej nie będziemy niewolnikami!” [S. Petőfi, Nemzeti dalTalpra magyar, hí a haza! – Pieśń narodu: Powstań, Węgrze, Ojczyzna woła!]. Cóż jednak moglibyśmy powiedzieć my, dzisiejsi Węgrzy naszym rodakom roku 1848? Czy jesteśmy jeszcze wierni tamtej przysiędze? Czy Węgrzy są dziś wolni? Czy wolnym jest ten Węgier, który tonie w długach? Czy wolnym jest ten Węgier, dla którego własny dom pozostaje tylko marzeniem? Czy wolnym jest ten Węgier, który po trzykroć zastanowi się czy ma przyjąć nowe dziecko? Czy wolnym jest ten Węgier, który od lat nie znajduje pracy? Czy wolnym jest ten Węgier, którego dziecko chodzi głodne? Czy wolnym jest ten kraj, gdzie ze 100 forintów podatku, 90 idzie do wierzycieli? Czy wolnym jest ten kraj, który zamiast stać na twardym gruncie, grzęźnie w długach? Mimo to, od czasów wielkiego marca, nigdy nie byliśmy tak blisko wolności, jak teraz. Gdyż jeszcze nigdy nie byliśmy tak zjednoczeni, jak dziś. Nie dajcie się Państwo zwieść, jeśli jutro w światowych gazetach przeczytacie, że tu, na tym placu było tylko kilkaset osób, a i te protestowały przeciwko rządowi. Rzecz w tym, że przez dziesiątki lat nie byliśmy tak silni, jak jesteśmy dzisiaj. Rzecz w tym, że jeszcze nigdy nie mieliśmy do dyspozycji tak wielu politycznych, konstytucyjnych i gospodarczych środków, byśmy mogli wyrwać się ze stanu bycia zdanym na czyjąś łaskę. Rzecz w tym, że dziś jest nas wystarczająco wielu i wystarczająco zdecydowanych na to, by po wywalczeniu naszych wolnościowych praw, wywalczyć również pełną wolność życia Węgrów.

Szanowni Uczestnicy uroczystości! [Tisztelt Ünneplők!]

Wolność oznacza dla nas to, iż nie jesteśmy gorsi od innych. Oznacza też to, że i nam należy się szacunek. Oznacza, że pracujemy dla siebie i za siebie, i nie spędzimy naszego życia jak niewolnicy zadłużenia. Oznacza również i to, że nie można odbierać nam dachu nad głową, naszych domostw. Wolność oznacza, że i my mamy prawo do otrzymania szansy, byśmy sami mogli zapracować na swój rozwój. Ani rozwoju, ani dobrobytu, ani sukcesu nie prosiliśmy od nikogo w prezencie. Na rzecz tych wartości zawsze pracowaliśmy i dzisiaj pracujemy. Pragniemy tylko szansy na sensowną pracę. Zabiegamy tylko o rozsądną i sprawiedliwą możliwość wyjścia z zadłużenia. Wolność oznacza to, że sami ustanawiamy prawa rządzące naszym życiem, że my sami decydujemy, co jest dla nas ważne, a co nie – według oglądu węgierskiego oka, według węgierskiego sposobu myślenia, idąc za rytmem węgierskiego serca. Dlatego to my sami piszemy naszą Konstytucję. Nie potrzebujemy kogoś, kto by prowadził nas jak osła. Nie potrzebujemy też niechcianej pomocy obcych, którzy prowadząc nas za rękę, chcą sterować naszymi poczynaniami. Dobrze znamy naturę nieproszonej pomocy towarzyszy. Umiemy ją rozpoznać nawet wtedy, gdy skrywa się ona nie za postawnym mundurem, ale dobrze skrojonym garniturem. Pragniemy, by Węgry mogły same zająć się sobą. Dlatego też obronimy naszą Konstytucję, która stanowi rękojmię naszej przyszłości. Jesteśmy świadomi ciężaru wyzwania oraz zadania, i z tego powodu wiemy, iż tu i teraz potrzeba nam  jednocześnie zarówno radykalnego Petőfiego, gotowego do czynu Kossutha jak i mądrego Széchenyiego.

Szanowni Uczestnicy uroczystości!

W świetle płomieni niszczących zamek Krasna Horka, wśród huku dochodzącego z międzynarodowego systemu finansowego, w samym centrum nawałnic europejskiego kryzysu gospodarczego musimy postawić najważniejsze pytanie, ale też musimy dać na nie odpowiedź. Czy zaakceptujemy stan bycia na czyjejś łasce, uzależnienie, które sięga już po uszy, czy też postawimy na te cnoty, które Węgra czynią Węgrem, suwerenność suwerennością a historię historią? Czy przyjmiemy los kolonii, czy też wybierzemy życie węgierskie, zbudowane i zagospodarowane zgodnie z najszlachetniejszą stroną naszej tożsamości.

Szanowne Panie, Szanowni Panowie!

Właściwym jest znać nie tylko nasze cnoty, ale i nasze słabości. Mikszáth kiedyś napisał i to, że Węgrzy mają tak dobre serce, że nie są w stanie kiedykolwiek posiadać dobrej administracji. Nie wstydzimy się tego, że mamy wielkie serce, które nie może długo znosić niesprawiedliwości; serce, które czasem ściąga na siebie fałszywe osądy losu. Również to jest prawdą, że i my nie zawsze przedstawiamy światu lepszą stronę naszego oblicza. Nieskazitelne narody nie istnieją. Dlatego przyjmujemy za coś naturalnego fakt, iż Węgrów można kochać i że można ich nie kochać. Jednej jednak rzeczy nikt nie może poddawać w wątpliwość: nasi bojownicy o wolność świat pchali zawsze do przodu. Do przodu, gdyż racja była po ich stronie. Nawet wtedy mieli rację, gdy wszyscy to negowali. W roku 48 mówiliśmy, że trzeba zburzyć mury feudalizmu i okazało się, iż mieliśmy rację. W roku 56 mówiliśmy, że trzeba roztrzaskać, zerwać kajdany komunizmu i okazało się, iż to my mieliśmy rację. Dziś również wielu nieufnie nam się przygląda. Dokładnie tak patrzono na nas w roku 48/49, gdy Europa zamilkła, na nowo ucichła, lecz później feudalny świat w całej Europie runął w pył, a na jego miejscu wyrosły silne narody. Podobnie patrzono na nas w 56, jednak komunistyczna tyrania, w którą to my wbiliśmy pierwszy klin, w końcu rozpadła się, a Europa mogła się jednoczyć. Europejscy biurokraci dziś również nieufnie patrzą na nas, albowiem mówimy: potrzeba nowych szlaków. Mówimy: trzeba się wydrzeć z więzienia długów/ z lochów zadłużenia. Mówimy też, że tylko silne narody mogą na nowo uczynić Europę wielką. I zobaczycie, Drodzy Przyjaciele, znów będziemy mieli rację. Feudalizmu nie zniszczyli lennicy, a komunizmu zaś nie zburzyli sekretarze. Podobnie panowania [finansowych] spekulantów nie wyeliminują spekulanci lub biurokraci i to nie oni wyciągną później z rowu wykolejony wóz pogruchotanej Europy. Nie oni, lecz ci europejscy obywatele, którzy żyją z własnej pracy, z własnych wysiłków, gdyż teraz jest czas, by nadszedł ich świat. Jeśli tak się nie stanie, oznaczać to będzie koniec Europy. Już marcowa młodzież dostrzegała to, czego dziś w Europie wielu nie chce zauważyć, że finansowa niezależność jest warunkiem wolności. Dlatego wśród 12 Punktów [z 15 marca 1848r.] musiał się znaleźć niemożliwy do pominięcia postulat dotyczący banku narodowego. I choć marcowi młodzieńcy nie byli członkami rad nadzorczych ani bankierami, znali ciężar sprawy banku narodowego. Wiedzieli, że nie jest niezależnym ten narodowy bank, który jest niezależny od narodu. Bank narodowy wtedy jest prawdziwie niezależny, gdy broni gospodarkę narodu wobec obcych interesów. I oni wiedzieli, i my wiemy, że człowiek o trzeźwym umyśle nie powierza sąsiadowi klucza do swej spiżarni

Szanowni Uczestnicy uroczystości!

Często wydaje się, że Węgrzy w swych walkach o wolność pozostają sami. My jednak wiemy, że nie jesteśmy osamotnieni. Dziś też są polscy Bemowie, francuscy Richárdzi Guyonowie, serbscy Jánosze Damjaniche, austryjaccy Karolowie Leiningenowie. Stają przy nas czescy, łotewscy, słoweńscy i rumuńscy przyjaciele. Nie tylko występują w naszej obronie, ale też są tu teraz z nami. Przybyli, by razem z nami świętować, litewscy i polscy przyjaciele. Chwała Litwie! Niech Bóg błogosławi Polskę! [dosł. niech darzy życiem]. Za wolność naszą i waszą! [wypowiedziane po polsku i po węgiersku]. To było zawołanie Polskiego Legionu, które i dziś uznajemy za aktualne. Z nami jest również wiele dziesiątków milionów w ciszy cierpliwej, ukrytej Europy, która żywi przywiązanie do narodowej suwerenności i wciąż wierzy w chrześcijańskie cnoty, które kiedyś wynosiły nasz kontynent na światowe szczyty. Oni wierzą w odwagę/ męstwo, w uczciwość, w wierność i w miłosierdzie. Są, jest ich wielu, którzy pamiętają Powstanie 56 roku i uznają: Węgrzy, mieliście rację! Oni wiedzą, iż jesteśmy zdolni przeciwstawić się niesprawiedliwościom miażdżących potęg. Dlatego właśnie szanują nas ci, co nas szanują i dlatego też atakują ci, co nas atakują.

W ciągu minionych 150 lat ogrom niesprawiedliwości dotknął Węgrów i wobec wielu stajemy i dziś. A przecież nigdy nie pożądaliśmy własności drugich, ani nie chcieliśmy mówić innym, jak mają żyć i co mają myśleć. Mimo to wielekroć stawaliśmy się ofiarami zmiennych wiatrów światowej polityki. Nie ulegliśmy jednak pokusie, by okręt Węgier manewrować w stronę portu wód bezwietrznych i letnich, jakim jest tanie użalanie się nad sobą. Użalanie się nad sobą i oburzanie się ofiary należą do zwyczajów ludzi przegranych, którzy starają się usprawiedliwiać swoje niepowodzenia i bezsilność. Nie ma to nic wspólnego z odwagą ludzi roku 48, ani roku 56, nic wspólnego z odwagą bojowników o wolność, ani z ich pełnym zapału do działania instynktem życia. Jeśli wszyscy będą czuli się tylko ofiarami, jak zdołamy wyjść z kłopotów? Jeśli każdy będzie się uważał za ofiarę, kto będzie tu pracował? Użalanie się nad sobą osłabia, rozmiękcza kości, zasusza charakter, czyniąc go lękliwym. Do zwycięstwa, do sukcesu, do wywalczenia sprawiedliwego traktowania potrzeba odwagi i siły. Współcześni kolonizatorzy cierpliwie tropią swoje cele, usypiają i powoli trawią życiowy instynkt oraz odporność wypatrzonych narodów. Dokładnie tak, jak się gotuje naiwną, głupią żabę, powoli, stopniowo podnosząc temperaturę wody. I choć żabka miejsca ma mało, dobrze się czuje, przyjemnie jej, nawet do głowy jej nie przyjdzie, żeby się czegoś obawiać. Zupełnie nie rozumie, a później już nawet nie chce rozumieć, co się z nią wyprawia – zanim otrzeźwieje, już jest ugotowana. Tak wpadają w służalczy stan bycia na czyjejś łasce nawet te narody, które dawniej były dumne i mocne. W ten sposób na szyje milionów rodzin trafia jarzmo, a w ich usta wędzidło. W ten sposób dochodzą do tego, że zamiast zapracowanych i zasłużonych owoców swojej pracy, swoim dzieciom przekazują napęczniałe aż do niespłacalności kredyty, a z nimi skurczone horyzonty swego własnego losu. Tak stało się też z nami po roku 2002. Ludzie nawet nie spostrzegli, że wygodnymi kredytami miło i powoli a zostaniemy ugotowani. W ostatnim momencie wyskoczyliśmy z tego gara.

Szanowni Uczestnicy uroczystego wspomnienia!

Są być może tacy, w których zrodzi się myśl: czy rozsądną rzeczą jest walczyć o wolność w tak trudnych, kryzysowych czasach? Czy możemy sobie na to pozwolić? Czy nie lepiej by było jakoś cicho przeczekać w bezwietrznym miejscu? Lecz właśnie tego typu mędrkowanie utrwala podległość i barykaduje drogę udanego wybicia się. Wolność nie jest luksusem tylko tych, którzy żyją w dobrobycie, tak jak godność nie jest przywilejem bogatych. Jeden z największych mistrzów dokładnego i trafnego węgierskiego języka tak nas uczył: „przybądź, wolności, ty stwórz mi porządek!”. Wszystko, czego pragniemy, wyrastać może tylko i wyłącznie z wolności. Taka jest zasada rzeczy. Wszystko inne jest mirażem/ mamidłem, iluzją, mrzonką i zwodzeniem samego siebie. To właśnie uzależnienie finansowe jest przyczyną trudności naszego codziennego życia. Bez wolności nasze życie nigdy nie będzie lepsze.

Szanowne Panie, Szanowni Panowie!

Sensem walki o wolność nie jest walka sama w sobie, lecz to, co po niej ma nadejść. Nie wystarczy złego wyrzucić, trzeba go przezwyciężyć. Ale nie wystarczy przezwyciężyć, trzeba też stworzyć dobro, tak, by zły nie miał dokąd powrócić. Wiele uczyniliśmy w tym względzie w ostatnich dwóch latach. Uwolniliśmy setki tysięcy rodzin z pułapki kredytowej. Wprowadziliśmy banki i koncerny w trud dźwigania kosztów publicznych. Mamy wreszcie gotową do przetrwania próby czasu Konstytucję. Rozebraliśmy też ostatnie zapory stojące przed ponownym zjednoczeniem narodu ponad granicami. Odnowiliśmy i zreorganizowaliśmy państwo. Zahamowaliśmy wzrost bezrobocia. Dużo uczyniliśmy, bardzo dużo, ale wciąż nie wystarczająco dużo. Moi świętujący Przyjaciele, my jeszcze pamiętamy o nauce, która mówi, że prawda czyni wolnym. Ojczyzna nasza potrzebuje gospodarczego sukcesu, lepszego systemu edukacji, służby zdrowia i wyższych pensji. Lecz najbardziej potrzebuje ona prawdy, gdyż zbyt wiele kłamano jej i o niej. Owocami kłamstwa są niezgoda, nienawiść i oszustwo, dlatego właśnie nie możemy też okłamywać samych siebie. Gdy będąc w opozycji spotykaliśmy się po raz ostatni 15 marca, grubo do przodu przestrzegaliśmy siebie: jeśli chcemy przezwyciężyć nasze problemy, jeśli chcemy odnieść zdecydowane zwycięstwo nad naszym złym położeniem i jego żołdakami, to w pierwszym rzędzie każdy Węgier w sobie samym powinien pohamować prowadzące do samozniszczenia żądze, w sobie samym powinien przeprowadzić dogłębną przemianę, z którą w sposób trwały odniesie się do uczciwości, obowiązkowości i pracy, a z nimi stanie u boku ojczyzny. Tylko tak można osiągnąć prawdziwe, dogłębne, podniosłe zwycięstwo. Węgry mocno zmieniły się w ciągu ostatnich dwóch lat i sami Węgrzy zmienili się bardzo. Jednak do tego, abyśmy wyruszyli, musimy najpierw powstać. Na tym etapie znajdujemy się teraz. To, co już się wydarzyło jest ważne, ma swoją powagę i jest głębokie, ale nie jest wystarczające. Jeszcze nie jest wystarczające.

Szanowni Zgromadzeni!

Doskonale rozumiemy, że Europa ma wiele problemów. Tryby trzeszczą, ścięgna się napinają. Jednak jako europejski naród o tysiącletniej tradycji mamy jedno żądanie. Żądamy dla Węgrów równości. Jako europejski naród żądamy równego traktowania. Nie będziemy europejskimi obywatelami drugiej kategorii. Uprawnione jest nasze żądanie, by wobec nas stosować tą samą miarę, którą stosuje się wobec innych krajów. Historia uczy nas, że rozwój Europy i Węgier są nierozerwalne. Zawsze gdy Europa przeżywała trudności, pogarszał się też los Węgier. Nie cieszy nas, ale rozumiemy, że europejskie stowarzyszenie nie jest stowarzyszeniem świętych. Z drugiej strony nie możemy bezczynnie patrzeć, gdy jakikolwiek polityczny czy duchowy kierunek próbuje Europie narzucać siłą jakiś świętokradczy alians. Europa nie może się poddawać i rezygnować z siebie samej. Poczucie wzajemnej przynależności nie może być dalej osłabiane. To prowadziłoby do przegranej i do upadku Europy. Dlatego Europa nie może porzucać całych krajów. Jeśli nie przebudzimy się na czas, w efekcie końcowym sama Europa też stanie się kolonią nowoczesnego światowego systemu finansowego.

Szanowne Panie, Szanowni Panowie!

Na wolność narodu składa się osobista wolność wielu milionów ludzi. Każdy ma swoje osobiste zmagania, każdy walczy o osiągnięcie swoich celów, marzeń, walczy dla dobra tych, których kocha i którzy są dla niego ważni. Siły ich wszystkich sumują się i ta połączona siła posuwa do celu wolnościowe walki narodów. Ludzie zalęknieni nigdy nie będą odważnym narodem. Odwagą naszego narodu jest suma osobistej odwagi Węgrów. To właśnie o nich wszystkich myślimy, gdy oddajemy cześć odważnym. Myślimy o tych, którzy wytrwale staczają potyczki swej codzienności: wcześnie wstają, pracują, walczą o swe rodziny, są przedsiębiorczy, planują, szukają nowych dróg i przedzierają się, gdy brak wydeptanych ścieżek. Cokolwiek się zdarzy, ktokolwiek próbuje ich zniechęcić, namówić do kapitulacji, oni nie dają się zachwiać, oni wiedzą, że odejście stąd gdzieś daleko nie przyniosłoby żadnej odpowiedzi. To ci, którzy nie akceptują dryfowania, lecz podejmują decyzje i działają. Nie czekają, aż ktoś zdecyduje za nich. Mają swój pogląd na świat i swoje w nim miejsce, na swoje życie, i stają w ich obronie. Bronią siebie, swoich rodzin, swojego narodu. To ci, którzy od świata nie oczekują niczego innego, tylko prawdy. Prawdy dla Węgier! To oni zwyciężają bitwy na rzecz całego narodu. Tak było w roku 48, tak jest i dziś. Chwała odważnym!

Naprzód, Węgry! Naprzód, Węgrzy!

Hajrá, Magyarország, hajrá magyarok!

tłumaczenie: fr. Paweł Cebula OFM conv.

Mar 30

Wyzwolenie Budapesztu – 13 lutego 1945 ?

Była to jedna z najkrwawszych bitew II wojny światowej, porównywalna w zaciekłości walk i liczbie ofiar ze Stalingradem. Obrona, a raczej zagłada Budapesztu w 1945 r. nie przyszła do historii jak budujący naszą tożsamość mit Powstania Warszawskiego. Pozostała jak skrywana trauma…Trudno nam dziś ogarnąć myślą skalę strat: blisko 200 tys. zabitych żołnierzy po obu stronach, ponad 300 tys. zabitych wśród ludności cywilnej, zniszczonych 80 proc. budynków Budapesztu.W połowie grudnia na Budapeszt spadł huragan ognia artyleryjskiego. Potem nastąpiły bombardowania lotnicze. W mieście było ponad 800 tys. ludności cywilnej; mieszkańców i uciekinierów przed zbliżającym się frontem. Większość ludzi nie wierzyło, że Budapeszt będzie się bronił. Nie zarządzono ewakuacji, nie zapewniono zapasów pożywienia i leków dla cywili. 22 grudnia 15 sowieckich dywizji dysponujących 3 tys. czołgów uderzyło na Budapeszt. 24 grudnia zamknięty został pierścień oblężenia. Gen. Wildenbruch ogłosił drakońskie prawa „wojenne”, grożąc rozstrzeliwaniem każdego, kto poddaje się panice lub w ten czy inny sposób pomaga wrogowi. 29 grudnia gen. Malinowski wysłał parlamentarzystów z propozycją kapitulacji. Oferta ta został odrzucona; osobiście Hitler żądał możliwie długiej obrony naddunajskiego miasta. Nieszczęsny traf albo świadoma prowokacja SS spowodowała zabicie parlamentarzystów, gdy wracali do swoich. Od tej chwili obrońcy Festung Budapeszt wiedzieli, że wróg nie będzie miał dla nich litości.Sześć tygodni trwały zacięte walki o każdy dom, każdą ulicę. Ostania próba przebicia się przez pierścień oblężenia przez odsiecz niemiecką nastąpiła 1 stycznia. Potem obrońcy liczyć mogli tylko na zrzuty powietrzne. Z wojskowego punktu widzenia ta rozpaczliwa walka nie miała sensu. Sowieci mogli zablokować garnizon budapesztański i kontynuować ofensywę na Wiedeń. Dla Niemców, po 12 stycznia, gdy ruszyła ofensywa sowiecka w Polsce, wiadomym było, że wojna jest już przegrana. Ich śmierć w Budapeszcie nikomu już nie była potrzebna. Mimo to walczono, nie licząc się z nikim i z niczym. 15 stycznia gen Wildenbruch informował sztab generalny: „… brakuje amunicji artyleryjskiej, paliwo jest na wyczerpaniu, sytuacja zaopatrzeniowa jest krytyczny, stan rannych katastrofalny…”. Mimo tego Hitler nakazał kontynuować obronę. 17 stycznia wojska niemieckie wycofały się z Pesztu do Budy. Mimo sprzeciwu Węgrów wsadzono zabytkowe mosty na Dunaju; zginęło przy tym ponad 300 cywili. 11 lutego resztki wojsk niemieckich broniły się już tylko na Górze Zamkowej. Obszar 1 km kw., zasiedlony przez 70 tys. mieszkańców, zasypywany był lawiną pocisków artyleryjskich i lotniczych. To już nie była walka, to była rzeźnia. 13 lutego Wildenbrucht zdecydował się wywiesić białe flagi. Zginęło w czasie tych walk blisko 100 tys. żołnierzy niemieckich i węgierskich. Straty po stronie sowieckiej szacowano na 80 tys. zabitych, 250 tys. rannych.Dla ludności cywilnej kapitulacja nie oznaczała końca piekła. Zwyczajem wzorowanym na Dżingis- Chanie, Rodion Malinowski pozwolił swoim żołnierzom przez dwa dni hulać po zdobytym mieście. W tym szale zamordowano blisko 40 tys. mieszkańców, zgwałcono ponad 50 tys. kobiet. Rabowano wszystko, co miało jakąś wartość.

O tym nie wolno było pamiętać. Stalinizm na Węgrzech był bez porównania bardziej okrutny niż w Polsce. Pierwszymi ofiarami „nowej władzy” byli oficerowie z armii gen. Horthego. Uwięziony przez Szalasiego szef sztabu węgierskiej armii Ferenc Szambathelyi, wydany został jugosłowiańskim komunistom; zginął męczeńską śmiercią na palu. Szeregowych żołnierzy wywożono na Sybir, do sowieckich łagrów. Do 1990 r. pamięć o ich losie, tak jak i pamięć o zagładzie Budapesztu, nie istniała w oficjalnym życiu publicznym.

Nie było sprawą przypadku, że w listopadzie 1956 r. do tłumienia węgierskiego powstania wysłano żołnierzy z Ukrainy. Łatwo ich było przekonać, że powtarza się rok 1945, że kontrrewolucja doprowadzi do walk równie krwawych jak 11 lat wcześniej. Stąd okrucieństwo sowieckich żołnierzy…

za: http://www.facebook.com 1 i 2

Mar 20

Viktor Orbán na UW – przemówienie i dyskusja – Warszawa, 6 marca 2013 r.

Kiedy mówimy o Węgrzech i ich przyszłości w Europie, pojawia się pytanie: czy nasz kraj to czarna owca czy historia sukcesu? Nasi przeciwnicy przedstawiają często Węgry jako czarną owcę Europy – kraj sprawiający tylko kłopoty, a nawet niebezpieczny. W ich opinii to taki regionalny zawadiaka, który nie chce pokoju i opowiada się przeciwko wszystkim ideom, które były sednem zjednoczenia Europy w ciągu ostatnich 
50 lat.

Ale może jednak mamy tu historię sukcesu? Spójrzmy w przeszłość, na to, jak wyglądał nasz kraj w 2010 roku, kiedy przeprowadzaliśmy ostatnie wybory. Węgry znajdowały się wówczas w dużo gorszym stanie niż Grecja. Nasza sytuacja była wręcz beznadziejna. Mieliśmy bardzo wysoki deficyt, zadłużenie, nasza konkurencyjność była bardzo niska, wskaźnik aktywności społeczeństwa był chyba najniższy w Europie, poniżej 57 procent. Ludzie mieli bardzo roszczeniowe podejście. Uważali, że państwo powinno zapewniać równe usługi dla wszystkich, niezależnie od tego, co kto robił. Tak było jeszcze trzy lata temu.

Wzmacniamy klasę średnią

W 2010 roku Fidesz zdobył większość dwóch trzecich w parlamencie. Mając taką siłę głosów, zdecydowaliśmy się na wprowadzenie poważnych zmian. Uznaliśmy, że musimy wyjść z kryzysu. To pierwszy cel. Chcieliśmy wyjść z kryzysu poprzez politykę opartą na równym dzieleniu odpowiedzialności. Dlatego opodatkowaliśmy firmy międzynarodowe i działalność banków. Doszliśmy do wniosku, że fundamentem sukcesu politycznego i gospodarczego jest uczciwy podział odpowiedzialności za życie publiczne.

Drugim naszym celem było delegowanie odpowiedzialności na obywateli i wzmocnienie klasy średniej. Oczywiście jesteśmy wiele winni osobom ubogim. Wielu Węgrów jest w trudnej sytuacji materialnej, ale jeżeli chcemy osiągnąć jakieś wyniki gospodarcze, musimy wspierać klasę średnią. Musimy wspierać tych ludzi, którzy chcą opierać swoje życie i życie swojej rodziny na pracy, na działalności gospodarczej. Stworzyliśmy więc system podatkowy ufundowany na rodzinie. Wprowadziliśmy podatek liniowy. Mamy bardzo niski poziom podatków, które płacą firmy.

Wielka odnowa

Trzecim elementem tej układanki jest odnowa społeczna. W ciągu ostatnich 20 lat w krajach postkomunistycznych mówiło się głównie o reformach strukturalnych. Okazało się jednak, że to za mało. Węgrom potrzebna była taka całkowita odnowa.

Współczesne społeczeństwo opiera się na czterech podstawowych filarach prawnych: prawo pracy, prawo karne, prawo cywilne i konstytucja. Zmieniliśmy je wszystkie. W ciągu trzech lat stworzyliśmy ponad 400 ustaw, które zostały zatwierdzone przez parlament. Około 70 z nich wymagało większości dwóch trzecich głosów w parlamencie. To był proces całkowitej odnowy. To nie były tylko reformy strukturalne, to nie była reorganizacja, to było przeorganizowanie społeczeństwa.

Nie jest to niestety zadanie łatwe. Podejmowaliśmy wiele niepopularnych decyzji. Ale okazało się, że obywatele mogą się przeorganizować. Mogą się na nowo zastanowić nad swoją strategią na życie rodzinne i zawodowe. W wyniku naszych działań jesteśmy wśród pięciu państw Unii Europejskiej, które obniżają zadłużenie państwa. Zaczęliśmy od poziomu 85 procent, teraz jesteśmy na poziomie 77 i dalej oddłużamy. Deficyt budżetowy w 2010 roku wyniósł ponad 7 procent, ale potem rokrocznie wynosił poniżej 3 procent. Mamy bardziej aktywne społeczeństwo i nowy system prac publicznych. Jeżeli rynek nie jest w stanie zapewnić miejsc pracy, państwo organizuje je dla tych osób, które będą dzięki nim w stanie się utrzymywać. Z jednej strony słyszymy więc krytyczne uwagi ze strony Unii Europejskiej, a z drugiej mamy jednak konkretne dane o poprawie sytuacji w naszym kraju.

Stan państwa w Unii Europejskiej określa sześć czynników. Oddłużenie postępuje coraz bardziej intensywnie, deficyt budżetowy mamy poniżej 3 procent. Bilans handlu zagranicznego jest bardzo dobry. Rośnie aktywność społeczeństwa. Maleje zadłużenie państwa. Nie mamy jednak wzrostu gospodarczego. W 2011 udało nam się pobudzić naszą gospodarkę, ale niestety w 2012 roku utraciliśmy ten jej pęd. Mieliśmy wzrost o 1,7 procent, rok później zanotowaliśmy spadek mniej więcej o tę samą wartość. Tak wygląda dziś sytuacja na Węgrzech.

Dzielenie odpowiedzialności

Dlaczego więc w Unii Europejskiej tak wiele osób chce postrzegać Węgry jako czarną owcę, a nie historię sukcesu? Odpowiedź na to pytanie może być również interesująca także dla Polaków.

Moim zdaniem są ku temu dwie przesłanki. Przede wszystkim doszło do konfliktu interesów. Kiedy mówię o podziale odpowiedzialności, to brzmi to całkiem dobrze i wszyscy się z tym zgodzą. Kiedy jednak okazuje się, że podział odpowiedzialności oznacza między innymi to, iż banki powinny być bardzo mocno opodatkowane, to przestaje się to podobać.

Zaangażowanie instytucji finansowych w dzielenie odpowiedzialności nie jest w interesie większości narodów zachodnioeuropejskich. Takie dzielenie odpowiedzialności jest bardzo dobre dla państwa, ale międzynarodowe instytucje finansowe nie są zadowolone z podnoszenia podatków dla nich.

To nie dotyczy tylko firm zagranicznych, zachodnioeuropejskich, bo także wiele firm węgierskich jest opodatkowanych na tej samej podstawie i ma dokładnie takie same pretensje. Podjęte przez nas decyzje oznaczają, że niektóre zachodnie firmy i banki będą zyskiwać mniej. Ich zyski są niższe niż w poprzednich latach, bo są wyższe podatki.
To jest jedna grupa przesłanek, dla których wiele firm i niektórych biurokratów z Unii Europejskiej jest przeciwko temu, co my robimy. W ich rozumieniu jest to strata dla gospodarki unijnej.

Inna wizja Europy

Druga grupa to powody ideologiczne – konflikt idei. W wielu instytucjach UE, w wielu unijnych krajach, nawet w mediach, rządach czy na poziomie debaty publicznej większość opowiada się za wartościami i ideami innymi niż te, które dominują u nas na Węgrzech.

Można to nazwać ideami liberalnymi, ale to bardziej skomplikowane. W Unii Europejskiej decyzje podejmują głównie ludzie, którzy w swojej wizji Europy zakładają, że jej przyszłość nie powinna opierać się na religii, że społeczeństwo powinno być bardziej świeckie, niż jest dziś. Zamiast silnego poczucia tożsamości narodowej przyszłość Europy powinna, ich zdaniem, skupiać się na takim „superponadnarodowym czymś”. Życie, tak jak my je rozumiemy, którego podstawą jest rodzina, w ich opinii powinno się opierać na różnych typach rodzin.

Tak naprawdę sprowadza się to do tego, że wiele osób w Europie uważa, że religia, Kościół, naród i rodzina to przeszłość kontynentu, a jego przyszłość jest zupełnie inna – dla nich to jest postęp. Ale są kraje takie jak Węgry, w których dwie trzecie mówi: nie, my mamy inną wizję. Dla nas religia, wartości, życie, kościoły, naród, rodzina nie należą tylko do przeszłości, ale należą do przyszłości tego kontynentu.

Możemy więc mówić o konflikcie nie tylko interesów gospodarczych, ale także na poziomie dyskusji o wartościach i wizji Europy.

Droga do zwycięstwa

Wierzymy, że w nadchodzących latach wszystkie państwa członkowskie będą spełniać trzy wymagania jednocześnie: obniżanie zadłużenia państwowego, poprawa konkurencyjności, a jednocześnie utrzymywanie wsparcia państwa i współpracy społecznej. Te kraje, którym to się uda, odniosą sukces. Te, którym nie, będą miały bardzo ograniczone szanse w przyszłości. Węgry mogą należeć do tej pierwszej grupy.

Nie twierdzę, że już odnieśliśmy zwycięstwo – to nieprawda. Mamy jednak duże szanse na odniesienie zwycięstwa, jesteśmy już o krok od tego momentu. Jeśli dane liczbowe dotyczące gospodarki w ciągu najbliższych kilku miesięcy pokażą to, o czym dzisiaj mówiłem, Węgry nie będą już postrzegane jako czarna owca, ale jako historia sukcesu.
Mamy na to szansę, choć nie będę ukrywał, że może być to trudne z powodu nacisku z centrów finansowych czy instytucji europejskich. Niełatwo jest działać pod taką presją.

Jestem bardzo wdzięczny Polakom, którzy wspierali nas w ramach solidarności środkowoeuropejskiej w trudnych momentach, kiedy Węgry były opuszczone. Takich państw było bardzo niewiele. Polska do nich należała, miała odwagę nas wspierać. Pomogliście Węgrom i naszej politycznej rodzinie przetrwać ten polityczny nacisk, pod którym się znaleźliśmy, zatem bardzo serdecznie za to dziękuję.

Dyskusja:

Igor Janke

Tytuł mojej książki o panu  brzmi „Napastnik – opowieść o Viktorze Orbánie”. Napastnik może odnosić się do pana miłości do piłki nożnej, ale także do pana aktywności w życiu politycznym. Czy jest pan takim „napastnikiem”? Czy to słowo dobrze oddaje pana naturę polityczną?

Viktor Orbán

Cóż, agresywność bywa postrzegana jako pozytywna cecha w Ameryce. Tam napastnicy zawsze są agresywni. W Europie jeżeli ktoś nazwie nas „agresywnymi”, to raczej jest obraźliwe. Muszę zatem bardzo ostrożnie przyjąć tytuł tej książki. Ale jeżeli się nad tym zastanowimy… Opowiem teraz o sobie trochę prywatnie, ale zaraz wrócę do polityki. To jak ja i moje pokolenie odnaleźliśmy drogę właśnie do polityki to kwestie bardzo ważne. Nas nigdy nie kształcono w tym kierunku, polityka nie była dla nas drogą do kariery. Teraz patrzę na nowe pokolenia, żyjące już w świecie wolności… Ludzie młodego pokolenia mogą powiedzieć: ja bym chciał być pracownikiem naukowym albo ekonomistą, chcę grać w lidze piłkarskiej, albo w polityce. W latach 80-tych tak nie było. Jeżeli jakiś kraje o tym dobrze wiedzą, to na pewno Polska do nich należy. My byliśmy zaangażowani w politykę z powodów moralnych, nie chodziło o karierę, a raczej o silne poczucie moralności, nadania sensu naszemu życiu osobistemu, ale także zrobienie czegoś dla społeczeństwa.

Pamiętam kiedy pierwszy raz pojechałem na zachód Europy z koleżanką, która potem została moją żoną. To był 1984r. Pojechaliśmy pociągiem, konserwy w plecaku, pieniądze w skarpetkach… Wróciliśmy po 30 dniach, naszym ostatnim przystankiem przed powrotem na Węgry był Wiedeń. Tam odbyliśmy bardzo poważną rozmowę, chyba najpoważniejszą w naszym wspólnym życiu: czy wsiąść do pociągu, który jedzie do Budapesztu czy zostać w Wiedniu? Dylemat sprowadzał się tak naprawdę do tego: czy wybrać wolność i zostać w Wiedniu, ale jednocześnie nie zobaczyć później nikogo, kto byłby ważny w naszym życiu osobistym – rodziców, braci, siostry, czy może wrócić na Węgry, do tego życia, które się tam prowadziło i zapomnieć o wolności? To był dylemat na początku lat 80-tych. Parę lat później zdaliśmy sobie sprawę z tego, że komunizm przechodzi kryzys. Wówczas takie poczucie przymusu moralnego sprawiło, że znowu poszliśmy w kierunku tej wolności i wiedzieliśmy, że musimy walczyć o tę wolność. Jeżeli chcemy, żeby nasze dzieci żyły w wolnym kraju, to teraz jest czas walki z ZSRR, z reżimem komunistycznym. To teraz jest czas na to, żeby poświęcić naszą energię, by wyzwolić nasz kraj. Dlatego weszliśmy do świata polityki. I zostaliśmy tam z kilku powodów, ale to właśnie ten rodzaj motywacji jest wciąż numerem jeden. Dlatego to nasze pokolenie polityków nie może być postrzegane tak samo jak politycy europejscy. Oni są innymi ludźmi niż my byliśmy. W tym sensie my, niezależnie od tego, że zmieniły się okoliczności, wciąż mamy silną motywację do tego, aby walczyć. Dlaczego ja się znalazłem w polityce? Jeżeli nie miałbym motywacji moralnej, to powinienem tej działalności zaprzestać. Dlatego też słowo „napastnik” to jest dobre słowo, to jest kwintesencja tego, o co chodzi w grze, czyli o strzelenie gola. Jeżeli nazywacie mnie „napastnikiem” w tym sensie, to jestem z tego zadowolony, bo nadal jestem człowiekiem, który szuka głębszego sensu, głębszej motywacji życia politycznego, a nie tylko kariera, sukces, aplauz, wyróżnienia, zwycięstwa. Oczywiście to jest dobre, nie będę hipokrytą – zwycięstwa są super, ludzie cię uwielbiają… Ale to nie jest sedno pracy; sedno pracy, jej serce jest zupełnie gdzie indziej. W Polsce na pewno mnie zrozumiecie, że jest nim życie polityczne oparte na wartościach chrześcijańskich.

W języku węgierskim słowo „kraj” ma podwójne znaczenie. Jeżeli mówimy „budujemy nasz kraj”, to budujemy naród, ale to jednocześnie możemy przetłumaczyć jako budowanie kraju Boga. Dla nas kraj narodu i kraj Boga to jest to samo.

Igor Janke:

Kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy 24 lata temu w Budapeszcie, miał pan wówczas bardzo wiekopomne wystąpienie, wzywał pan Związek Radziecki, aby ich wojska opuściły Budapeszt. To było bardzo radykalne przemówienie. Ale gdy patrzę teraz na to, co pan robi w polityce węgierskiej, widzę dokładnie tego samego człowieka, bardzo radykalnego.

Viktor Orbán:

Cóż, moja żona ma inne zdanie. Mówi, że poślubiła mężczyznę, który był muskularnym, młodym studentem z uniwersytetu, a dzisiaj jestem takim wyczerpanym, grubym politykiem. Różnica jest niestety oczywista.

Ale wciąż gra pan w piłkę…

Tak!

Wracając do tego wystąpienia – ono było ważniejsze niż może się wydawać. Polska historia jest inna, nawet jeżeli chodzi o opór antykomunistyczny. Ja byłem częścią tzw. ruchu antykomunistycznego oporu na Węgrzech, ale to jest nieporównywalne do tego, co się działo tutaj w Polsce. My Węgrzy byliśmy tacy subtelni. Wy byliście radykalni, radykalnie opowiadaliście się przeciwko komunizmowi. W latach 80-tych patrzyliśmy na to, co dzieje się w Solidarności, na stan wojenny, trudności aktywistów, których bardzo szanowaliśmy, a którzy 6-7 lat spędzali w więzieniach. My na Węgrzech nigdy nie mieliśmy nic podobnego. W ’56 mieliśmy rewolucję, taką prawdziwą rewolucję – to był ten duch węgierski, ale potem? Potem nie byliśmy w stanie ewoluować, rozwijać tej myśli. Nie byliśmy w stanie stworzyć silnej, systematycznej siły oporu, która przekraczałaby wszystkie granice społeczne i obejmowała całe społeczeństwo, tak jak stało się to tu, w Polsce. Dlatego też cały charakter tego przejścia z reżimu komunistycznego do demokracji na Węgrzech wyglądał inaczej niż w Polsce. Tutaj mieliście bardzo jasną, spersonalizowaną wizję. Na Węgrzech można by ją określić hasłem: czas na wolność. Nie mieliśmy więźniów politycznych, więc nie mogliśmy wzywać do uwolnienia więźniów politycznych. Nie mieliśmy żadnych nielegalnych działalności intelektualistów, nie mieliśmy niczego na kształt Solidarności. Nie będę wymieniał nazwisk, to skomplikowana sprawa politycznie, ale mieliście tutaj wielu herosów w Polsce, zwłaszcza w drugiej połowie lat 80-tych. Nawet ktoś, kto mnie dziś bardzo krytykuje – Adam Michnik, był wtedy moim przyjacielem. Walczyliśmy razem o wolność. Teraz widzimy, że mieliśmy wówczas różne wyobrażenia jeśli chodzi o to, co to jest wolność. Ale tak naprawdę takie charaktery są bardzo ważne. Listy z więzień pisane przez Michnika to była ważna książka. Czy postać papieża Polaka – „nie bójcie się!”, to co on do was mówił… My na Węgrzech nie mieliśmy niczego porównywalnego, dlatego też proces transformacji był skutecznie zarządzany przez socjalistów. Oni wyjaśnili to wszystko, co się działo, nie jako wynik oporu społeczeństwa, demokratycznego społeczeństwa, które żąda wolności, ale jako taki miły gest od liderów, którzy zdecydowali się, że przejdą od dyktatury do demokracji. To naprawdę był problem węgierskiej transformacji, to jak wytłumaczyć ludziom, że to co się dzieje, nie dzieje się tylko dlatego, że nasi liderzy polityczni są tacy mili, tacy hojni, że po prostu zgadzają się na to, że nikt nas nie zastrzeli jeśli będziemy chcieli walczyć o wolność i suwerenność narodową. To była tak naprawdę jedyna sytuacja w naszej transformacji, odrodzenie rewolucji z ’56 roku, kiedy ta transformacja naprawdę była widoczna – to było świadectwo tego, że to co się dzieje, taka zmiana, to nie jest jakiś gładki proces, to jest walka o demokrację. I niezależnie od tego, czy należy się do Węgier w tradycji 1956 roku czy do tego gulaszu komunizmu – takiego relatywnie łatwego życia, które łączyło w sobie troszeczkę obozu pracy, związków zawodowych i wczasów pod gruszą – tak nam chciał się przedstawiać komunizm, było jasne, że nie ma żadnej innej alternatywy, trzeba było być radykalnym. Sedno transformacji polegało na tym, żeby wyjaśnić ludziom, że chodzi o nasze życie, o Węgry, historię, misję, wolność, dlatego też to moje przemówienie było radykalne. Teraz mógłbym z perspektywy czasu powiedzieć, że nie było wystarczająco radykalne. Ale wówczas było ono OK.

Igor Janke:

Mamy 2013 rok, czy nadal trzeba być tak radykalnym? Czy liderzy muszą stawiać sobie takie ogromne cele, trudne zadania? W Polsce dyskutuje się o tym czy powinniśmy mieć podejście małych, ostrożnych, przemyślanych kroków, czy podejmować trudne, wielkie reformy?

Viktor Orbán

Cóż, mamy tutaj jedną kwestię, która odnosi się do przeszłości i wiele, które odnoszą się do przyszłości. Przeszłość – młodzi ludzie, którzy tutaj są, pewnie nie pamiętają tego, niemniej jednak moje pokolenie i osoby starsze wciąż pamiętają, wciąż tkwią przy tej trudności. Bardzo trudno jest dziś powiedzieć, że w wyniku transformacji z dyktatury politycznej do demokracji politycznej, z kraju który był zajęty przez ZSRR do kraju suwerennego, osoby, które zajmują najważniejsze stanowiska w państwie, pozostają bez zmian.

Prywatyzacja stworzyła podstawy konkurencyjności gospodarczej w latach 90-tych i na początku lat dwutysięcznych. Prywatyzacja na Węgrzech nie opierała się na zapewnieniu szans dla małych przedsiębiorców, przede wszystkim chodziło tutaj o zapewnienie szans rozwoju dla byłych komunistycznych szefów firm państwowych. Węgierskie społeczeństwo wierzy, że w wielu strefach naszego życia społecznego ci, którzy byli na górze, nadal tam są. Nie byliśmy w stanie sobie z tym poradzić w latach 90-tych i latach dwutysięcznych. Nie byliśmy w stanie zapewnić bardziej sprawiedliwej dystrybucji możliwości dla naszego społeczeństwa w latach 90-tych. Jest to bardzo emocjonalne podejście, przemawia do serca bardziej niż rozumu, ale wciąż jest to bardzo duży problem. To, co należy do przeszłości, jest jednak zamknięte. To nawet dla mnie ogromne wyzwanie moralne. Nie mogę cofnąć się o 20 lat i zmienić historii. Teraz mogę jednak tworzyć nowe szanse dla wszystkich utalentowanych, młodych ludzi, którzy chcą odnieść sukces w przyszłości, którzy chcą należeć do dominującej warstwy społecznej, którzy mają taką motywację.

To jest pierwsze ważne wyzwanie. Drugie polega na tym, że nie wiemy w jakim kierunku pójdzie Europa. Próba stworzenia wspólnoty opartej o tę samą walutę, ale nie o jedną politykę gospodarczą i jeden system polityczny, okazała się nieudana. Trudno jest przypuszczać czy strefa euro przetrwa w takim kształcie jak jest obecnie, czy stanie się silniejsza? A może słabsza? Czy powinniśmy do niej dołączyć czy ostrożnie czekać? Zobaczyć jak stawić czoła głównym wyzwaniom węgierskiej gospodarki w świetle UE? To bardzo trudne.

20 lat temu wyzwania były proste. Jeżeli dostrzegliśmy jakiś problem gospodarczy czy społeczny w naszym społeczeństwie, szukając na niego odpowiedzi można było powiedzieć – cóż, jest taki udany model, który zafunkcjonował 200 kilometrów na zachód od Budapesztu. Tam znajdziecie rozwiązanie, skopiujcie je. Skopiujcie to, co zrobili ludzie na Zachodzie i odniesiecie sukces.

Wydawało się to łatwe, ale tak już nie jest. Strefa euro ma kłopoty, trzeba powiedzieć – nawet poważniejsze niż nasza gospodarka. Zatem powiedzenie, że powinniśmy naśladować ludzi z Zachodu, nie jest dobrą odpowiedzią. Prawdopodobnie musimy czerpać z ich doświadczenia, ale nie możemy ich już kopiować. Dlatego też prawdziwe wyzwanie dla Europy Środkowej polega na tym, by stworzyć własną odpowiedź na własne wyzwania. Nie wiem jaka jest odpowiedź Polaków na główne, strategiczne kwestie ekonomiczne i społeczne, ale znam odpowiedzi Węgrów. Niełatwo było ukuć te odpowiedzi i rozwiązania, ale znaleźliśmy je, tyle że w biurokratycznych instytucjach w Brukseli to, co my robimy, postrzegane jest jako ruch antyeuropejski. Zamiast podążania za wskazówkami z Brukseli, my tworzymy takie specjalne, własne rozwiązania, ale my ich potrzebujemy. Kraje strefy euro wpływają na nas, to co się u nich dzieje, rozlewa się na pozostałą część Europy i na pozostałe kraje strefy euro. My nie należymy do strefy euro, dlatego potrzebujemy większej elastyczności i większego pola manewru. To, co my robimy, nawet jeśli to jest niewłaściwe, nie będzie miało takich bezpośrednich, natychmiastowych strasznych konsekwencji dla innych krajów jak niewłaściwe decyzje podejmowane w strefie euro. Dlatego też kraje, które nie przystąpiły do strefy euro, powinny móc otwarcie tworzyć nowe instrumenty ekonomiczne, podejmować nowe decyzje, stworzyć taki węgierski, polski, czeski czy litewski sposób, aby po prostu poprawić sytuację w swoim kraju. Dlatego też konflikty czy dysputy między Brukselą a bardziej elastycznymi krajami, które wymagają elastycznej polityki, takimi jak Węgry, będą częścią życia politycznego w przyszłości.

pytanie z sali: Bartosz Kostrzewski, SGH

Szanowny Panie Premierzy, to dla mnie ogromny zaszczyt, że mogę zadać pytanie. Dotyczy ono niedawnej zmiany u steru Narodowego Banku Węgier. Mówi się, że bank utracił trochę suwerenności. Prosiłbym o wymienienie działań, które rząd podejmie w momencie, kiedy rezerwy walut zagranicznych zostaną zużyte, a które będą wspierać wzrost gospodarczy, który w ostatnim czasie bardzo osłabł. W szczególności chciałbym odnieść się do procedur, które zapewnią dobrobyt gospodarczy Węgrów w przypadku ataku spekulacyjnego na forinta.

Viktor Orbán

To trudniejsze pytanie niż na egzaminie na uniwersytecie ekonomicznym, ale postaram się odpowiedzieć najlepiej jak potrafię.

Suwerenność i niezależność banku narodowego gwarantowana jest prawem. I odpowiednimi procedurami. Jest to zapisane w konstytucji węgierskiej. Dyskutowaliśmy na ten temat z UE, ale komisarz w końcu powiedział, że jest OK.

Nie po raz pierwszy nominowałem szefa banku centralnego. Kiedy byłem premierem w latach 1998 – 2002r. stało przede mną dokładnie to samo zadanie. I dziś zrobiłem to samo, co zrobiłem wtedy. Wówczas zwróciłem się do Ministra Finansów, żeby stanął u sterów banku narodowego. To było w 2001 r. Teraz zrobiłem to samo. Bardzo ufam osobie, która stoi u steru banku, to osoba, która bardzo wiele wie o gospodarce i finansach Węgier. To jedyny minister finansów Węgier, któremu udało się obniżyć zadłużenie państwowe. To jedyny człowiek, który był w stanie utrzymać budżet na poziomie poniżej 3%, był zatem najlepszym kandydatem. To strata dla naszego rządu, że nie jest już ministrem finansów, ale jest to dobre dla gospodarki węgierskiej i banku narodowego.

Pytał pan także o rezerwy. Byłbym tutaj ostrożny, przede wszystkim to nie leży w gestii premiera, narodowe rezerwy walut zagranicznych należą do banku narodowego. Premier nie powinien nieostrożnie się na ten temat wypowiadać. To bardzo złożona kwestia, prawdopodobnie dla Polaków nie jest to nawet oczywiste dlaczego to skomplikowane.

Polska to bardzo duży kraj, Węgry nie. Jest was przynajmniej 4 razy więcej niż nas Węgrów. Rozmiar waszej gospodarki także jest dużo większy niż rozmiar gospodarki węgierskiej, dlatego też jeśli pomyślimy o polityce gospodarczej Polski, możecie oprzeć ją także o rynek wewnętrzny. A nas, Węgrów, jest dziesięć milionów. Nasze PKB opiera się na eksporcie. Przy tym rozmiarze kraju, trudno byłoby nam polegać mocno na rynku wewnętrznym. Zatem mamy zupełnie inne podejście do życia. Jeżeli wasza gospodarka byłaby tak otwarta jak nasza, wówczas zobaczylibyście, że to jest także większe narażenie na wpływy zagraniczne. Nasza gospodarka jest bardzo otwarta, dlatego też musimy bardzo ostrożnie obchodzić się z rezerwami walutowymi. Stąd zawsze zalecam tutaj ostrożność i wyłączną władzę przewodniczącego Narodowego Banku Węgier.

A jeśli chodzi o forinta…?

Mamy naszą własną walutę i ona sobie jakoś radzi.

pytanie z sali: Przemysław Wipler, PiS

Panie Premierze, książka pana Igora Janke nie powinna mieć tytułu „Napastnik”, może powinna mieć tytuł „Wybawca”? Do takiego wniosku doszedłem czytając ją. Ma pan w Polsce wielu przyjaciół, wielu zwolenników, wielu ludzi w polskim życiu politycznym i społecznym podziela pana poglądy, jeżeli chodzi o rolę historii, tradycji, tożsamości narodowej. Jesteśmy wdzięczni za to, co robi pan w swoim kraju, w polityce węgierskiej. Takiej polityki potrzebujemy w Europie.

Mam dwa pytania. Po pierwsze, chciałbym zapytać o rolę państwa jeżeli chodzi o wspieranie rodzin. Węgry mają dokładnie takie same duże problemy demograficzne jak Polska. Wprowadziliście zmiany, jeżeli chodzi o kwestie fiskalne oraz inne obszary życia gospodarczego, które wpływają na pozycję rodziny. Czy zatem pan premier mógłby opisać dlaczego jest to tak ważne i może jaka była najważniejsza decyzja w tym obszarze.

Drugie pytanie odnosi się do tego jakie są najważniejsze wspólne obszary zainteresowania, które łączą Polskę i Węgry obecnie.

Viktor Orbán

Odpowiadając najpierw na drugie pytanie: mamy bardzo podobne położenie geograficzne – między Rosjanami a Niemcami, to proste. Staramy się prowadzić dobrą, rozsądną politykę w obydwu kierunkach, ale tak naprawdę trzeba spojrzeć prawdzie w oczy. Gdyby ktoś powiedział, że to jest nieważne, niech spojrzy w historię: my jesteśmy Europą Środkową.

Spójrzmy w przeszłość: bardzo cierpieliśmy, ponieważ nie byliśmy w stanie się dobrze obronić, stworzyć odpowiednich sojuszy, zatem niezależnie od tego, że należymy do UE, mamy wspólne relacje z Rosją, ponieważ jesteśmy w takim, a nie innym położeniu geograficznym. Moim zdaniem trzeba wspierać możliwie najgłębszą współpracę w regionie, jeśli chodzi o bezpieczeństwo, logistykę, handel.. Musimy tworzyć żywą, silną gospodarczo Europę Środkową. Musimy także prowadzić politykę zrównoważoną w ramach UE wobec Niemców i drugą politykę – rozsądną politykę wobec Rosjan. Ale sednem tej polityki jest silna Europa Środkowa.

Węgry to 10 milionów obywateli, Polska jest większa, ale porównajcie się z innymi – też macie jakieś problemy. Trzeba temu stawić czoła. Jeżeli jest się słabym, nie można się bronić. Słabość nie jest odpowiedzią, słabość jest problemem. Dlatego musimy wspierać współpracę w rejonie Europy Środkowej. Baza ku temu jest dobra. Emocjonalnie wszystko tutaj gra – jesteśmy tutaj, rozmawiamy o tym, wyjaśniamy, rozumiemy dlaczego jesteśmy tutaj. Historycznie też wszystko grało, mamy wspólnych bohaterów, którzy nas łączą. Wydaje mi się, że mamy tu bardzo duży potencjał na rozwijanie współpracy.

Kwestia rodziny. Węgry mają tutaj pewne problemy. 42% noworodków to noworodki, które rodzą się poza małżeństwem. Mamy niż demograficzny, musimy zatem podjąć działania, to jest oczywiste. Ale musimy także działać ostrożnie. Węgrzy to bardzo skomplikowany naród, nawet sobie państwo nie wyobrażacie, jak trudno nimi rządzić. 10 milionów wojowników o wolność. W umyśle Węgra mamy taki specjalny czujnik, czujnik który nie odnosi się do życia politycznego. Wynika z niego, że po prostu jest się Węgrem. Niezależnie od tego kto – czy rząd, czy Rosja, chce interferować w moje życie prywatne, ja działam. W tym kontekście jesteśmy piątym, najbardziej indywidualistycznym narodem świata, po Anglosasach jesteśmy numerem jeden w Europie. To jest ten czujnik, czujnik, który broni wolności. Mój dom to moja twierdza, moje życie to moje życie, moja decyzja to moja decyzja. To jest czujnik indywidualności. Jest to trudne, ale jednocześnie mamy bardzo silne poczucie tożsamości narodowej. Dla mnie to jest super połączenie. Trudne, ale je lubię. Wolność i naród.

Jednak problem sprowadza się do tego, że jeśli chcielibyśmy stworzyć politykę opartą na rodzinie, ludzie mogą zareagować na dwa sposoby. Widzą, że jest to dobre, bo wspieramy rodzinę, ale jednocześnie mogą postrzegać to jako wtrącanie się, to że rząd chce nakierować ich działania w konkretnym kierunku, prorodzinnym. Jeżeli będą czuli, że rząd na nich naciska, wówczas odrzucą taką politykę. My musimy to przedstawić jako możliwość, rozważcie ją – wówczas Węgrzy będą w stanie taką możliwość zaakceptować. Musimy działać bardzo ostrożnie, z racji wartości, jakie tkwią w sercach Węgrów.

Ja prowadzę politykę prorodzinną. Nawet w konstytucji jest wyraźny zapis o tym, że życie rodzinne powinno być chronione od pierwszego momentu egzystencji. Ponadto rząd węgierski musi chronić życie, po trzecie – rodzina jest czymś bardzo pozytywnym. Rodzina to może być tylko jedna kobieta i jeden mężczyzna, jedno małżeństwo. Mógłbym być z tego dumny, ale to było wpisane do prawa już przede mną. W połowie lat 90-tych ubiegłego stulecia węgierski Trybunał Konstytucyjny podjął decyzję, mówiącą o tym, że rodzina to jest jeden mężczyzna i jedna kobieta. To nie jest innowacja mojego rządu, to jest innowacja Boga i Trybunału z lat 90-tych. My tak naprawdę nic nowego nie stworzyliśmy. Po prostu tę decyzję Trybunału Konstytucyjnego zapisaliśmy w konstytucji. To ważne.

Polityka jest skomplikowana, nie chciałbym nikogo krytykować, ale jeżeli żyjemy w konkretny sposób, to czujemy jakąś wewnętrzną motywację do tego, aby organizować świat wokół siebie w taki sposób, w jaki żyjemy. To jest problem. Dlatego też musimy być prorodzinni, w przeciwnym razie ludzie, którzy chcą kształtować życie osobiste inaczej niż my, będą chcieli kształtować nasze życie na swój sposób. To zagrożenie, na które trzeba uważać.

pytanie z sali: Michał Orzechowski, dziennikarz

Czy może pan przyznać, że w swoich działaniach wobec Rosji czy Europy inspiruje się jakimiś konkretnymi elementami? Czy np. pana inspiracją była Polska i Gruzja i to co robił premier Saakaszwili?

Drugie pytanie: wiem, że nie może pan komentować życia publicznego Polski, ale jak polska opozycja mogłaby przejść przez blokadę mediów przez siły polityczne i fundamentalistów z UE? Jaka była recepta waszego sukcesu? Przeszliście przez tę blokadę czy obeszliście ją?

Viktor Orbán

Pierwsze pytanie jest bardzo proste. Rok 1956 – to była motywacja dla całej Europy, która narodziła się na Węgrzech. Jesteśmy z tego dumni, ale jednocześnie musimy być świadomi tego, że mniej więcej od lat 70-tych motywacja pochodziła z Polski, to Polska była tą lokomotywą walki o wolność i suwerenność. Można powiedzieć, że to trwało od 1968 r. i tego, co się działo na uniwersytetach. Potem lata 70-te, robotnicy, KOR, a następnie Solidarność. Dlatego też podejście antykomunistyczne, ten ruch antykomunistyczny stawiał sobie Polskę jako wzór, to nie pozostawia żadnych wątpliwości. Dziś sytuacja jest bardziej złożona. Przede wszystkim, cóż, szanujemy to co pokazują dane liczbowe, to co udało wam się osiągnąć w Polsce. To naprawdę robi wrażenie. Państwo to krytykujecie, ale spójrzcie na dane liczbowe, macie wzrost gospodarczy – Węgry bardzo się z tym borykają.

Jednak w ujęciu politycznym prawica i centroprawica wygląda u was inaczej niż na Węgrzech. Jeśli mogę to podać na przykładzie mapy. Macie PiS i PO, partię premiera. Ludzie PiSu mogą być gotowi na współpracę. Są radykalni, ale ważny jest dla nich zdrowy rozsądek. Nie mówię tutaj o radykałach, którzy przekraczają racjonalność. Tacy ludzie są wszędzie. Mam tu na myśli radykałów, którzy jednak akceptują zdrowy rozsądek. Na Węgrzech, odpowiednik takich osób z PiSu, to część naszej rodziny politycznej. Dlatego też wydaje mi się, że my jesteśmy bardziej prawicowi niż partia rządząca w Polsce. Semi-socjaliści, liberałowie skoncentrowani na biznesie, którzy należą do PO, nie są częścią naszego środowiska politycznego na Węgrzech. Kiedy mówimy prawica, nie mówimy dokładnie o tym samym obszarze politycznym na Węgrzech i w Polsce. Ci, którzy są bardziej liberalni, semis-ocjaliści, tacy lewicowi liberałowie stworzyli na Węgrzech swoją partię, oni nigdy nie byli częścią centroprawicy. Mają swoją tzw. partię liberalną. W ciągu ostatnich 20 lat zdobywali bardzo dużo głosów, no może z wyjątkiem ostatnich wyborów, kiedy nie przekroczyli progu 5% i, na szczęście, jak to mówimy, nie ma ich w parlamencie węgierskim, zniknęli, ale oni nigdy nie dołączyli do naszej społeczności politycznej.

Zatem ta zjednoczona prawica na Węgrzech, która opiera się na takich wartościach jak ludzka godność, chrześcijaństwo, wolność, rodzina, jest troszeczkę bardziej po prawej na mapie politycznej na Węgrzech niż w Polsce. Na Węgrzech ta partia ma bardzo szerokie spektrum, dlatego też była w stanie obsadzić 2/3 miejsc w parlamencie. To mój sukces.

W 1994r. Fidesz, nasza społeczność polityczna, uzyskała 7% głosów w wyborach. Jeżeli kampania trwałaby 2 tygodnie dłużej, prawdopodobnie nie dostalibyśmy się nawet do parlamentu. To była bardzo trudna kampania dla nas. Ale pozostaliśmy; rząd konserwatywny przegrał wybory i zaczęliśmy odbudowywać prawicę. W ‘98r., cztery lata później, wygraliśmy wybory. 4 lata odbudowywania prawicy. To było pierwsze podjęcie próby stworzenia takiej rodziny centroprawicowej na Węgrzech.

W 2002 r. przegraliśmy wybory. Było ku temu kilka powodów. Jeden z nich polegał na tym, że nie odpowiedzieliśmy sobie na pytanie o to, jakie partie mogą być konkurencyjne w przyszłości w polityce europejskiej. To było 10 lat temu, nie wiem czy państwo to pamiętają, ale wówczas w polityce europejskiej zadawaliśmy sobie pytanie jakie będą partie przyszłości – partie sieci, partie internetowe? Partie oparte na członkostwie czy może takie amerykańskie partie, które się jednoczą przed wyborami? Nasza partia nie podjęła właściwej decyzji, tak naprawdę nie podjęliśmy żadnej decyzji. I przegraliśmy, dla mnie to była ogromna lekcja. Zatem następne osiem lat to dla nas były lata mobilizacji, tworzenia partii opartej na konkretnej sieci relacji, na konkretnych wartościach; dziś mamy mnóstwo członków, ogromne wsparcie. Wysłałem list do 8 milionów Węgrów uprawnionych do głosowania, z 14 pytaniami dotyczącymi konstytucji i proszę mi wierzyć, otrzymałem ponad milion odpowiedzi. Taka jest ta sieć relacji naszej rodziny politycznej, sieci mocnej. Nie mamy innej możliwości niż zdać sobie sprawę, że ludzie są ważni, musimy zakorzenić się w tej społeczności, ludzie to nie tylko ci, którzy na nas głosują. Oni muszą stać się częścią naszego ruchu, bez tego nasz ruch nie odniesie sukcesu. A to sprowadza mnie do pana drugiego pytania.

Jeżeli wasza aktywność nie będzie dla wyborców inspiracją, zainspirują ich media. Media to media, zawsze są liberalne, zawsze są otwarte na innowacje, tak to nazywają. My jesteśmy partią bardziej tradycyjną, media nigdy nie były dla nas – tak się mówiło. Zatem jeżeli nie chce się polegać na opinii mediów o nas samych, trzeba stworzyć swoje struktury. Proszę zobaczyć co się dzieje w krajach zachodnioeuropejskich. Wiele partii konserwatywnych w Europie musi zmieniać, liberalizować swoje opinie, ponieważ media są jedynym instrumentem, za pomocą którego są oni w stanie komunikować to swoje przesłanie. Innymi słowy, partie te dostosowały się do mediów, a to nie jest demokratyczne, dlatego też musicie mieć silną sieć – sieć informacyjną, osobową, która będzie przeciwwagą dla tego, co się dzieje w świecie mediów. Jeżeli będziecie wystarczająco silni, nie powinniście być nieśmiali. Trzeba wyraźnie o tym mówić; mówić, że niezdrowe jest dla społeczeństwa, jeśli mamy tylko jedno podejście do życia, które prezentowane jest w mediach. Musicie znaleźć jakichś biznesmenów, dla których ważna jest tradycja, którzy pomogą wam stworzyć media. Bez tego jak chcecie być konkurencyjni? Państwo nigdy nie będzie tworzyć takich mediów, które wspierałyby opozycję. Jeżeli zatem chcecie stworzyć jakąś przeciwwagę dla lewicowych mediów liberalnych, poprzez kanały państwowe – nigdzie nie dojdziecie, ludzie tego nie kupią. Bardzo bliskie temu jest łapówkarstwo. Zamiast tego musicie tworzyć media oparte o własność prywatną – radio, gazety, telewizję. Musicie być konkurencyjni także w świecie mediów. Bez tego wasze szanse są bardzo ograniczone. Nie bądźcie nieśmiali, jeżeli macie odpowiednie instrumenty, biznesmenów, jeżeli jesteście w stanie stworzyć dobre środowisko legislacyjne, idźcie tą drogą. W przeciwnym razie liberalne media będą dyktować co jest dobre, a co złe, a to nie jest dla dobre. Najlepszy sposób, aby osiągnąć konkurencyjność na tym polu to właśnie to, o czym mówiłem, tego się nauczyliśmy z historii Węgier, wydaje mi się że w Polsce może to wyglądać podobnie.

pytanie z sali: Grzegorz Senatorski, WUM

Jest taka popularnie rozpowszechniona opinia w Polsce, że transformacja na Węgrzech była możliwa dzięki ogromnym rzeszom, które modliły się za ojczyznę. Kardynał Peter Erdö wzywał Węgrów do modlitwy za ojczyznę.

My teraz jesteśmy w takim stadium rozwoju, że musimy czynić egzorcyzmy w naszym parlamencie, odprawiać egzorcyzmy. 11 listopada, w Dzień Niepodległości odczynialiśmy takie egzorcyzmy. Zatem zapraszam pana premiera na mszę 16 marca o 10.00 w Budapeszcie, w kościele św. Stefana. Tam będziemy modlić się i dziękować za naszych świętych, z historii polskiej i węgierskiej. Chciałbym przekazać panu premierowi to zaproszenie.

Viktor Orbán

Bardzo dziękuję.

Bardzo często jesteśmy w stanie krytykować Amerykanów, jeżeli chodzi o życie polityczne – może nie publicznie, ale tak między sobą, w rozmowach. Odnosząc się do tego, co pan powiedział, to chciałbym powiedzieć, że w Europie jeśli ktoś powie, że nie da rady odnieść sukcesu w polityce bez modlitwy, wówczas w Brukseli i wielu innych stolicach, jesteśmy postrzegani jako ktoś głupi, ktoś kto należy do przeszłości. Jeżeli w Ameryce ktoś powiedziałby, że bez modlitwy można odnieść sukces w polityce, wówczas prawdopodobnie postrzegano by go jako dziwaka. Ta sieć zależności duchowych, korzenie duchowe są obecne w Ameryce. W Europie jakoś je straciliśmy. Jest to proces głęboko zakorzeniony w historii, należy go zanalizować.

Na Węgrzech musimy być bardzo ostrożni jeśli chodzi o właściwe rozumienie chrześcijaństwa i właściwe rozumienie relacji pomiędzy chrześcijaństwem a polityką. Tylko 14% Węgrów co tydzień chodzi do kościoła. 14, nie 40. Raz na rok – 40% Węgrów. Tak wygląda sytuacja na Węgrzech jeśli chodzi o kościół i praktykowanie religii. Ponadto należy pamiętać, że jeżeli zapytalibyśmy Węgrów czy wierzą – niedawno mieliśmy spis powszechny, bardzo interesujący – pewnie wielu powiedziałoby wtedy „tak”. Ale jeśli zadać pytanie – czy wierzysz bo tak myślisz, czy wierzysz, bo zostałeś wychowany w wierze, bo kościół ci tak mówi, wówczas zobaczymy, że niewielu jest takich, którzy wierzą i żyją według zasad kościoła. Większość społeczeństwa węgierskiego rozumie tę duchową otoczkę życia, ale nie uczęszczają oni do żadnych kościołów. To bardzo interesujące zjawisko. Jeżeli ktoś chciałby na Węgrzech prowadzić politykę opartą wyłącznie na wartościach chrześcijańskich, wówczas nie odniesie się sukcesu. To jest ogromne wyzwanie dla polityki chrześcijańsko-demokratycznej, ponieważ jeśli nie jesteśmy w stanie zdobyć zaufania, to po co nam większość? Ale jeżeli mówimy tylko o prawdzie, a to nie wystarcza, aby uzyskać większość, jak zrealizujemy nasz program? Większość i zaufanie. Prawda i większość. To jest najbardziej interesujący dylemat polityki chrześcijańsko-demokratycznej w Europie. Trzeba znaleźć na to odpowiedź. Partia powinna znaleźć na to odpowiedź. W przeciwnym razie możecie być dobrymi ludźmi, ale nigdy nie zyskacie większości. Będziecie mieli większość, ale nigdy nie będziecie dobrymi ludźmi. Więc trzeba tutaj znaleźć równowagę. To jest bardzo trudne, zwłaszcza jeżeli wokół nas mamy ludzi wrogich naszemu podejściu. Pytanie to jest bardzo trudne. Nie odnosimy jeszcze sukcesu w polityce europejskiej, my, chrześcijańska demokracja, bo nadal nie mamy jasnej odpowiedzi na to pytanie.

Igor Janke:

Niestety widzę, że Donald Tusk, Angela Merkel i Francois Hollande czekają na pana premiera, musimy więc kończyć. Bardzo dziękuję za spotkanie.