Portal prowadzony jest przez przyjaciół Węgier, którym bliskie są poglądy premiera Viktora Orbána i kierowanej przez Niego partii Fidesz – Węgierska Unia Obywatelska
Mar 14

Co Viktor Orbán mógłby powiedzieć Jarosławowi Kaczyńskiemu

Chciałbym aby zbliżającą się wizytę premiera Węgier Victora Orbána wykorzystać pro domo sua, przynajmniej w jednym aspekcie – stosunków z Rosją.

W wykładzie jaki Orbán wygłosił w Breugel Economic Research Institute w styczniu powiedział m.in.:  

W celu zwiększenia znaczenia Unii Europejskiej w światowej gospodarce i polityce nie wystarczą proste rozwiązania naszych wewnętrznych problemów – potrzebna jest nam nowa koncepcja. Musimy znaleźć sposób na połączenie rozwiniętej technologii i infrastruktury, innowacyjnego przemysłu i nowoczesnego systemu finansowego Europy z, praktycznie nieograniczonymi, naturalnymi zasobami znajdującymi się na Wschodzie – głównie w Rosji.

A w innym punkcie wykładu mówiąc o kryzysie w Unii stwierdził:

            Zgadzam się z kanclerz Merkel, że każde państwo musi odrobić swoją pracę domową.

Zwracam uwagę, że Orbán nie ograniczył się do podkreślenia wagi stosunków Węgier z Rosją. Umieścił Rosję w punkcie centralnym nowej strategii całej Unii Europejskiej, warunkując od pozytywnego rozstrzygnięcia tej kwestii powodzenie i rozwój projektu unijnego.

W Polsce szczególny sentyment do partii Viktora Orbána wyraża Prawo i Sprawiedliwość. Byłoby więc, jak sadzę, bardzo interesujące aby na temat wypowiedzi Orbána zabrał głos Jarosław Kaczyński. Jego pogląd na temat relacji Polski z Rosją, jak też i Niemcami jest powszechnie znany, więc nie muszę go przytaczać. Zakładam, że po ewentualnym ponownym przejęciu rządów w tym duchu będzie uprawiał polską politykę zagraniczną. Musi więc dla niej szukać w Europie sojuszników, bo przecież jako inteligentny polityk jest świadomy, że w izolacji nic nie osiągnie. Na kogo może liczyć? Vaclav Klaus nie jest już prezydentem, nawiasem mówiąc, miał on zawsze dobre stosunki z Moskwą. Nie ma już Juszczenki i Saakaszwilego. Ich następcy nie należą do grona przyjaciół Prezesa PiS-u. Wśród przywódców starej Unii bracia Kaczyńscy nigdy symatyków nie mieli – z wyjątkiem Camerona. Ale, propagujący małżeństwa homoseksualne, angielscy konserwatyści są dziwnym dla PiS-u aliantem. Jeśli w dodatku przestaną się dokładać do unijnej składki, której głównym beneficjentem jest Polska…

Byłoby, jak sądzę, wielce wkazane, gdyby swoją wizję polityki zagranicznej Polski przedstawił również desygnowany na premiera technicznego profesor Gliński. Przecież nawet rząd techniczny jakąś politykę zagraniczną prowadzić by musiał.

Najcieplej serca w PiS-ie biją dla Viktora Orbána. Chyba nikt w tej partiii nie zaliczał go dotąd do orientacji promoskiewskiej, do której beż wątpienia należeli tacy politycy jak Schoeder czy Berlusconi. Czyżby przyszły premier Jarosław Kaczyński nie mógł liczyć nawet na niego?

Rzecz w tym, iż Orbán wyraża pogląd, który w europejskich gremiach decyzyjnych, zarówno polityki jak i biznesu, jest regułą. Rosja, lubiana czy nie, jest partnerem, o którego się zabiega, zamykając oczy na rozliczne demokratyczne deficyty tego euroazjatyckiego mocarstwa. Od dawna żaden rząd unijny nie naraził się na krytykę ze względu na utrzymywanie zbyt dobrych stosunków z Moskwą. Przeciwnie, to raczej rządy mające z Rosją na pieńku były w Unii mitygowane. Obrywało się zwłaszcza Polsce. Możemy uważać to za dowód oportunizmu Zachodu. Usłyszymy w odpowiedzi zarzut o naszej nieuleczalnej antyrosyjskości. Orbán nam pewnie tego nie zarzuci, ale gdyby stanął przed wyborem czy robić interes z Rosją, czy wikłać się z nią w konflikt na przykład w sprawie smoleńskiej, nie zawaha się ani minuty. Dobrze by było, gdyby to właśnie usłyszał od niego Jarosław Kaczyński.

Andrzej Kostarczyk

wiceminister spraw zagranicznych w rządach Bieleckiego, Olszewskiego. Poseł Porozumienia Centrum i Ruchu dla Rzeczpospolitej w latach 1991-1993. Potem bezpartyjny. Wydawca książek z dziedziny politologii.

Tekst Andrzeja Kostarczyka napisany dla Salon24.pl

Mar 14

wPolityce.pl: Igor Janke: „Od kiedy Orbán wygrał wybory, lewicowe elity Unii Europejskiej są w nieustannym dygocie”

Viktor Orbán, a wraz z nim całe Węgry są na celowniku europejskich elit. Połajankom, a także otwartym groźbom wobec naszych bratanków nie ma końca. Nieustannie zarzuca się Orbánowi chęć wprowadzenia jakiegoś totalitarnego ustroju.

O tym jak jest w rzeczywistości i o przyczynach nagonki na Orbána rozmawiamy z publicystą Igorem Janke, twórcą platformy blogowej salon24.pl, autorem książki „Napastnik. Opowieść o Viktorze Orbánie” oraz szefem niezależnego think tanku Instytut Wolności, który zorganizował spotkanie z premierem Węgier na Uniwersytecie Warszawskim.

wPolityce.pl: W kontekście sformułowania – które na stałe weszło już do polskiej polityki – o „Budapeszcie w Warszawie”, czy z perspektywy ludzi mediów niezależnych ważny jest ten kierunek wskazany przez Orbána, czyli budowa mediów omijających mainstream?

Igor Janke: W Polsce przechył mediów w jedną stronę jest silny. Ale warto uświadomić sobie, że na całym świecie znacznie więcej jest dziennikarzy o poglądach liberalnych niż konserwatywnych. Jednak w państwach o dojrzałej demokracji dziennikarze nie afiszują się z reguły ze swoimi poglądami tak jak u nas. Żeby było jasne: teraz robią tak dziennikarze jednej, jak i drugiej strony.

Faktycznie jest tak jak mówił Orbán, że ugrupowaniu konserwatywnemu, po to, aby mogło wygrać wybory, trudno jest sobie poradzić, gdy istnieje tak silny przechył w jedną stronę mediów mainstreamowych.

CZYTAJ WIĘCEJ: Viktor Orbán na UW: Media nigdy nie były dla nas. Musicie więc stworzyć swoje struktury, być przeciwwagą dla tego, co dzieje się w głównych mediach

Na szczęście media społecznościowe rozwijają się bardzo prężnie, co powoduje, że sytuacja w Polsce trochę się balansuje. A jeśli spojrzymy np. na rynek tygodników, to w zasadzie jest równowaga, albo nawet przewaga prawej strony. Mamy bardzo silne „W sieci”, „Do rzeczy”, „Gościa Niedzielnego”, jest „Gazeta Polska” i mniejsze pisma katolickie, a po drugiej stronie „Newsweek”, „Polityka”, słabszy „Przegląd”. Nie wiem, w jakim kierunku podąży „Wprost”. Nie zgadzam się z tymi kolegami, którzy narzekają, że nie mają dostępu do szerokiej publiczności. Jeżeli nie da się puścić filmu, np. „Mgła” w telewizji publicznej, to tyle samo ludzi obejrzy go w kanale niezależnym, w internecie. A więc „siła rażenia” obrazu też będzie duża.

Oczywiście warto budować pluralizm, to bez dwóch zdań, warto budować własne media, warto walczyć o telewizje publiczną.

Natomiast nie jestem wielkim entuzjastą tego, co w tej sprawie dzieje się na Węgrzech. Bo owszem, Orbánowi udało się zbudować swoje media, które jemu – jako politykowi – pomogły. Natomiast te media zbudowane przez Fidesz czy ludzi związanych z Fideszem (macierzysta partia Viktora Orbána – przyp. red.), są mediami Fideszu. Są mocno związane z tą partią i nie ukrywają tego. Na Węgrzech Fidesz przejął też w pełni media publiczne, które kontroluje. To nie jest sytuacja idealna.

Oczywiście z punktu widzenia polityków to jest bardzo dobrze, jednak ja bym wolał, aby istniały niezależne media konserwatywne, liberalne, lewicowe itd. Na Węgrzech tak nie jest i z tego trzeba zdać sobie sprawę. Tam jest pluralizm, ale media są tam silnie związane z politycznymi patronami.

A jak ocenić inną rzecz, która dla zwolenników Orbána w Polsce jest nie do powtórzenia? Chodzi o zbliżenie Węgier do Rosji, obecnie na polu gospodarczym. O co chodzi premierowi Węgier? Czy chce pokazać Unii Europejskiej, że ma polityczne pole manewru, czy rzeczywiście chodzi o ważne interesy ekonomiczne naszych bratanków?

Orbán jest bardzo pragmatyczny. Jeśli uważa, że w pewnych sprawach opłaca mu się z kimś współpracować, to robi to. I tak na przykład mówi o potrzebie silnych dwustronnych kontaktów z Niemcami. Jeśli Jarosław Kaczyński przeczytałby to, co na temat współpracy z Niemcami mówi Viktor Orbán, to chyba nie byłby zachwycony.

Orbán jest w bardzo specyficznej sytuacji. Jest ostro krytykowany przez Unię Europejską, niemal w każdej sprawie, i nieustanne atakowany. W takiej rzeczywistości szuka pola manewru gdzie indziej. Gra na różnych frontach. Nie wierzy w Nabucco, z ich punktu widzenia uznał ten projekt za nieopłacalny, więc zrezygnował z niego. Uznał, że lepiej, by South Stream, gazociąg Gazpromu, jeśli już ma powstać, by szedł przez terytorium Węgier. Ja z polskiego punktu widzenia nie jestem tym zachwycony, ale on uznał, że z punktu widzenia interesu Węgier tak jest lepiej.

Mówi Pan o krytyce Węgier przez UE. Czy te zmiany w prawie węgierskim są faktycznie tak radykalne i groźne, czy reakcja UE jest przesadna, nadwrażliwa?

CZYTAJ WIĘCEJ: Komisja Europejska zaniepokojona zmianami w węgierskiej konstytucji. Planowane są też demonstracje przeciw pomysłom Orbána

Bzdura. Od kiedy Orbán, konserwatywny polityk wygrał tak znacząco wybory, lewicowe elity unijne są w nieustannym dygocie. W konstytucji węgierskiej nie ma nic niebezpiecznego.

Zmiany, które przeprowadza Orbán są radykalne w tym sensie, że np. konstytucja została całkowicie przebudowana. Ale co w tym groźnego? Fidesz ma pełną legitymację do wprowadzania tych zmian, do tego upoważnili ich obywatele w wyborach. W sprawie konstytucji przeprowadzono bardzo szerokie konsultacje. Była wielka akcja wysyłania listów do obywateli z pytaniami o to, co powinno znaleźć się w konstytucji. Odzew był masowy.

Główny problem polega na tym, że polityka we współczesnym świecie traci swoją moc sprawczą, traci narzędzia do wprowadzania zmian, współczesne państwo jest nieskonsolidowane. Państwami coraz częściej rządzą nie demokratycznie wybrani politycy, ale rozmaite pozapolityczne, trudne do kontroli mechanizmy. To jest niebezpieczne. Orbán próbuje przywrócić politykom możliwość realnego pełnienia swojej funkcji. Politycy muszą mieć narzędzia do zmieniania rzeczywistości. Obudowaliśmy się tyloma zabezpieczeniami, że straciliśmy możliwość wprowadzania realnych zmian, zarządzania sytuacją w naszych państwach.

A Orbán wprowadza realne zmiany! Chce odbudować gospodarkę swojego kraju. Sprawić, by była konkurencyjna. Wyjść z gigantycznego zadłużenia. Wzmocnić klasę średnią. Odbudować węgierską przedsiębiorczość. Odwrócić złe trendy demograficzne. Nie robi niczego, co wprowadzałoby jakiekolwiek zagrożenia. Nie ze wszystkim się zgadzam, uważam że popełnił parę poważnych błędów i głupot, jak np. w sprawie ustawy medialnej, która zawiera bardzo niemądre zapisy. Ale czy jest to jakiś gigantyczny problem dla Europy? Bez przesady.

To skąd taka alergiczna reakcja elit europejskich?

Takie reakcje wzięły się kilku powodów. Po pierwsze dlatego, że Orbán jest politykiem konserwatywnym i to w tej odmianie konserwatyzmu, który w Europie już prawie nie istnieje. To wywołuje przerażenie, że polityk tak integralnie konserwatywny zdobywa tak dużą władzę.

Ale zdobył ją przecież w demokratycznych wyborach, więc…

Ale to ich tak przeraziło. Moim zdaniem Orbán jest politykiem umiarkowanym. Fidesz nie jest partią skrajną, to umiarkowana prawica. On po prostu idzie wbrew temu, co dziś dominuje wśród europejskich elit.

Po drugie, on naruszył interesy zachodnich koncernów i tu alergiczna reakcja jest w pełni zrozumiała z punktu widzenia tych koncernów.

Plus trzecia rzecz, bardzo ważna: Orbán popełnił bardzo wiele błędów w komunikacji ze światem zachodnim. Przez długi czas prowadził bardzo złą politykę medialną i nadal ją zresztą prowadzi. Otacza się ludźmi, którzy w dużej mierze nie radzą sobie z tym. Jeśli słyszę, że Edward Lucas – korespondent najpoważniejszego tygodnika w świecie The Economist – przez rok nie może się spotkać z Orbánem, żeby zrobić z nim wywiad, to taka sytuacja jest kuriozalna i w ten sposób Orbán i jego ludzie sami sobie szkodzą. Robią sobie tym wrogów zupełnie niepotrzebnie. Sam pamiętam jakie miałem trudności, aby spotkać się z Viktorem Orbánem, gdy pisałem o nim książkę.

Za takie błędy Orbán i jego rząd, i całe Węgry płacą wysoką cenę – wyliczalną w realnych pieniądzach. Trzeba umieć rozmawiać także z krytykami. Zła opinia utrudnia negocjacje, budzi nieufność rynków i przynosi realne straty.

Rozmawiał Sławomir Sieradzki

Mar 13

Kontrowersje wokół zmian konstytucyjnych

11 marca węgierskie Zgromadzenie Krajowe po raz czwarty znowelizowało obowiązującą od 1 stycznia 2012 roku konstytucję. Pakiet zmian wywołał kolejną falę protestów wobec rządów Viktora Orbána, szczególnie mocno artykułowanych za granicą.Krytyka dotyczy treści poszczególnych poprawek, ale przede wszystkim sposobu ich wprowadzenia, ponieważ wprowadzają one przepisy, które zostały wcześniej zakwestionowane przez Sąd Konstytucyjny. Oznacza to faktyczne podważenie ostatecznego charakteru jego orzecznictwa. Kolejny spór z Komisją Europejską i Radą Europy przyczyni się do osłabienia międzynarodowej pozycji politycznej Węgier. W kraju spór ten nie osłabi jednak obozu rządzącego, a wręcz może się przyczynić do konsolidacji jego elektoratu i utrwalenia dominującej pozycji Fideszu.

Zmiany w konstytucji

Przyjęta głosami obozu rządzącego nowelizacja ustawy zasadniczej ogranicza uprawnienia Sądu Konstytucyjnego. Ma on orzekać jedynie w sprawie zaskarżonych, konkretnych przepisów ustawowych, a nie całych aktów prawnych i nie będzie mógł się już powoływać na orzecznictwo sprzed wejścia w życie obecnej ustawy zasadniczej. W przypadku ustaw konstytucyjnych (przyjmowanych większością dwóch trzecich głosów) lub poprawek do konstytucji Sąd będzie mógł się wypowiadać jedynie w kwestiach proceduralnych. W pakiecie 23 poprawek znalazły się też m.in.: ograniczenie kampanii wyborczej w radiu i telewizji do mediów publicznych (wszystkie partie mają mieć do nich równy i bezpłatny dostęp); możliwość ustanowienia obowiązku pracy w kraju dla absolwentów, którzy studiowali bezpłatnie na uczelniach publicznych; uprawnienie parlamentu do decydowania, która wspólnota religijna jest kościołem (i może korzystać ze wsparcia państwa); możliwość karania bezdomnych za koczowanie w miejscu publicznym; zdefiniowanie małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny i stwierdzenie, że jest ono wraz z „relacją rodzice–dzieci” fundamentem rodziny.
Osłabienie Sądu Konstytucyjnego zaburza mechanizmy kontroli i równowagi władz. Choć nowelizacja nieznacznie tylko ogranicza jego uprawnienia, przeforsowanie przez większość konstytucyjną kwestii wcześniej uznanych przez Sąd za niezgodne z ustawą zasadniczą oznacza, że obóz rządzący może obchodzić jego orzeczenia. Różnorodność przyjętych poprawek dowodzi, że wszelkim przepisom ustawowym, zakwestionowanym przez Sąd Konstytucyjny Fidesz jest gotów nadać rangę konstytucyjną. Wykorzystywanie zasady nadrzędności ustawy zasadniczej i regulowanie przepisami konstytucyjnymi szerokich obszarów typowych dla regulacji ustawowych godzi jednak w powagę konstytucji i budzi szereg obaw dotyczących erozji prestiżu węgierskiego prawa.

Reakcje zagraniczne i wewnętrzne

Jeszcze przed głosowaniem nad nowelizacją, poprawki do konstytucji zostały ostro skrytykowane za granicą. Rządowi Orbána zarzucono ograniczanie roli niezależnej instytucji i naruszanie zasad państwa prawa. 8 marca przewodniczący Komisji Europejskiej Jose Manuel Barroso wystosował list i odbył rozmowę telefoniczną z Orbánem, natomiast przewodniczący Rady Europy Thorbjorn Jagland wezwał do odłożenia zmian, aby mogły one zostać zbadane przez Komisję Wenecką (ciało doradcze RE w sprawach konstytucyjnych). Zastrzeżenia zgłosił też amerykański Departament Stanu. Jest to już trzecia fala ostrej zagranicznej krytyki pod adresem Viktora Orbána po przejęciu przez niego władzy wiosną 2010 roku. Na początku 2011 roku protesty wzbudziła restrykcyjna ustawa medialna, a rok później zmiany konstytucyjne, m.in. ograniczające niezależność banku centralnego. Choć premier Orbán na użytek wewnętrzny sięgał po retorykę konfrontacyjną, ostatecznie wycofał się w obu przypadkach z najbardziej kontrowersyjnych przepisów, wprowadzając zmiany zgodne z zaleceniami Rady Europy i Komisji Europejskiej. Także tym razem minister spraw zagranicznych János Martonyi wyraził gotowość do dyskusji na temat wprowadzonych zmian. Rząd zapewne będzie starał się uspokoić obawy, konsultując poszczególne ustawy precyzujące przepisy konstytucji.
W kraju kolejne zmiany konstytucji spotkały się ze sprzeciwem opozycji, ale jak na warunki węgierskie nie wywołały masowych protestów. W Budapeszcie przez kilka dni odbywały się wiece i demonstracje, gromadzące do kilku tysięcy osób. Obozowi władzy do pewnego stopnia udaje się neutralizować krytykę, sprowadzając ją do ataku na konserwatywne wartości i osadzając w kontekście obrony węgierskich interesów. Nieprzypadkowo Orbán podczas debaty konstytucyjnej skupił się na krytyce sądu, który zakwestionował rządowe zabiegi o zmuszenie zagranicznych koncernów do obniżenia cen nośników energii dla węgierskich konsumentów. Zmiany konstytucyjne wpisał w ten sposób w kontekst walki o dobro węgierskich rodzin, a krytykę zagranicy i opozycji powiązał z interesami obcego kapitału. Tego typu strategia ideowego zwarcia pomaga Orbánowi konsolidować elektorat. Dzięki temu, w obliczu słabości opozycji i generalnego zniechęcenia Węgrów do klasy politycznej Fidesz wciąż prowadzi w sondażach i ma szansę wygrać wybory, których konstytucyjny termin przypada na wiosnę 2014 roku.

Perspektywy

Wybrany z ramienia Fideszu prezydent Węgier János Áder najprawdopodobniej podpisze nowelizację. Zgodnie z konstytucją ma na to pięć dni. Przedmiotem sporu prawnego jest kwestia, czy prezydent może poprawki do konstytucji odesłać z powrotem do parlamentu bądź skierować je do Sądu Konstytucyjnego. Opozycja, a także były przewodniczący Sądu Konstytucyjnego i prezydent Węgier w latach 2005–2010 László Sólyom apelują do prezydenta o niepodpisanie pakietu poprawek, odwołując się do przepisu, zgodnie z którym prezydent stoi na straży porządku demokratycznego. Áder wykazał już wprawdzie pewną niezależność wobec obozu rządzącego i kilkukrotnie odsyłał ustawy przegłosowane przez Fidesz, nie należy się jednak spodziewać, aby postąpił podobnie w tak ważnej sprawie dla jego partii. Presję na prezydenta będą wywierać opozycja i organizacje społeczne, które przygotowują demonstracje na węgierskie święto narodowe 15 marca. Zapewne jednak również Fideszowi uda się zgromadzić liczne zastępy zwolenników, którzy na ulicach stolicy będą wspierać Orbána uczestniczącego w tym czasie w posiedzeniu Rady Europejskiej w Brukseli, a święto nie nabierze charakteru antyrządowego protestu. 

za: http://osw.salon24.pl/493358,wegry-kontrowersje-wokol-zmian-konstytucyjnych

Mar 13

Orbán a recepta na Trybunał Konstytucyjny

Jak pewnie słyszeliście Orbán wczoraj znowelizował konstytucję Węgier. Wszyscy skupili się na tym, że wpisali tam, że małżeństwo to mężczyzna i kobieta, a UE i USA robią histerię. Moim zdaniem najważniejsze jest zupełnie co innego. Przeczytajcie ten fragment depeszy PAP:

Niemal wszystkie wspomniane zmiany zakwestionował już węgierski Trybunał Konstytucyjny. Deputowani rządzącego Fideszu anulowali jednak jego orzeczenia wydane przed 1 stycznia 2012 roku, wprowadzając do konstytucji zapis, że trybunał nie może powoływać się na precedensy z ostatnich 22 lat i może podejmować decyzje jedynie w sprawach proceduralnych. Zdaniem opozycji oznacza to poważne osłabienie kontrolnych funkcji Trybunału Konstytucyjnego. Ponadto sprawy sądowe mają podlegać powstałemu niedawno Narodowemu Urzędowi Sądownictwa.”Ciekawe, prawda? U nas też jest ten problem, masa ważnych ustaw rozbiła się o TK, który z naszej nazbyt rozwlekłej Konstytucji potrafi „wyinterpretować” bardzo wiele. Jeśli kiedyś powstanie „rząd narodowy” to trafi na ten sam problem, z którym zmierzył się Orbán.
Oczywiście wszyscy lewicowi ignoranci komentujący ten problem nazywają to co zrobił Orbán „miękkim autorytaryzmem”, „ograniczeniem demokracji”, etc. Tymczasem to jest naprawdę ciekawy problem ustrojowy i prawny, o którym na moją prośbę mówił 10 listopada Tymoteusz Zych, doktorant z wydziału prawa UW. Tak się dobrze składa, że wystąpienie jest zarejestrowane – daję poniżej link prowadzący do najciekawszej części. Warto posłuchać kilka minut i zastanowić się od której strony się za to zabrać i czy akurat tak jak Orbán!

http://youtu.be/tTfQcYrYvKA?t=9m46s

Sty 30

Viktor Orbán o Węgrzech, kryzysie i Europie

Przemówienie premiera Węgier wygłoszone 30 stycznia 2013 r. w brukselskim think tanku The Bruegel Economic Research Institute.


Ekscelencje

Panie i Panowie,

Przede wszystkim, proszę pozwolić że podziękuję za dzisiejsze tutaj zaproszenie. Cóż, nie jest łatwo znaleźć odpowiedź, dlaczego mnie Państwo tutaj zaprosiliście. Jest oczywistym, że są silniejsze i bardziej ludne kraje w Unii Europejskiej, których wpływ na naszą wspólnotę jest znacznie większy niż wpływ Węgier. Jestem świadomy, że kraj wielkości Węgier nie może mieć głosu decydującego, ale może mieć głos interesujący. Tej mądrości będę starał się nie zapominać podczas całej mojej wypowiedzi. Węgry to kraj ludzi walczących o wolność, dlatego fakt, że dzisiejsze zaproszenie jest być może nieco prowokacyjne, sprawia mi przyjemność.

Być może jedną z przyczyn zaproszenie mnie jest trudność sformułowania poglądu o Węgrzech przez bezstronnego obserwatora, co dla stronniczych nie stanowi wszak żadnej trudności. Czy Węgry to czarna owca, czy kraj sukcesu na skalę europejską?

Prawdą jest, że w ciągu ostatniego dwu i półrocza robiliśmy wszystko inaczej niż inni. Wybraliśmy inną drogę, aby osiągnąć wspólne cele, takie jak: deficyt budżetowy poniżej 3%, zmniejszenie zadłużenia państwa, zwiększenie zatrudnienia i rozpoczęcie wzrostu. Może to jest powód, dla którego zostałem zaproszony, by dziś przemawiać tu do Was.

Wszystko co powiem teraz jest oparte na doświadczeniu. Nie odrzucam ani teoretycznego podejścia, ani argumentacji opartej na logice, ale będę mówić na podstawie praktyki i doświadczenia.

Widziałem Unię Europejską jako premier kraju kandydującego. Dawno temu. W tym czasie Unia wydawała się być zwycięska, optymistyczna i ambitna. Jako premier kraju kandydującego, miałem okazję zobaczyć fundamenty strefy euro i miałem szczęście doświadczyć radości i szczęścia spowodowanego zjednoczeniem kontynentu, który został podzielony z powodu komunizmu.

Dziś również zasiadam wśród premierów, ale jeszcze raz powtórzę, że trudno mi w tym gronie rozpoznać nas samych sprzed dziesięciu lat. To co mam do powiedzenia, nie jest wykładem, ale wstępem do debaty. Zatem – jeśli Pan Przewodniczący pozwoli – przedstawię siedem tez.

Teza pierwsza:

Względna pozycja głównych graczy w światowej gospodarce i polityce światowej szybko się zmienia. W dziedzinie produkcji i handlu waga Europy maleje. Realne jest zagrożenie, że między wschodzących Wschodem oraz rewitalizacją Stanów Zjednoczonych Europa stanie się „ziemią niczyją”. Musimy powiedzieć, przemawiając banalnym głosem realistów, że realistycznym celem dla nas w najbliższej przyszłości, nie jest odwrócenie trendu, ale raczej ustabilizowanie sytuacji.

Teza druga:

Aby mieć szanse na zwiększenie naszego udziału w światowej gospodarce i polityce światowej, nie wystarczy uleczenie naszych wewnętrznych problemów czy po prostu odnowienie kontynentu – musimy wdrożyć również nową geopolityczną koncepcję. Musimy znaleźć sposób na połączenie europejskich sił rozwiniętej technologii, infrastruktury, innowacyjnego przemysłu i wyrafinowanego systemu finansowego z tymi praktycznie nieograniczonymi zasobami naturalnymi, które znajdują się na wschód od nas, głównie w Rosji.

Uczynić to zachowując jednocześnie trwałość relacji atlantyckich – to jedno z najtrudniejszych wyzwań intelektualnych i politycznych przyszłości. Dla Europy Środkowej będzie to jednym z ważnych punktów w agendzie politycznej, ponieważ potrzebujemy gwarancji bezpieczeństwa w ramach tych nowych okoliczności – mając na uwadze przede wszystkim kwestie obronności, a dopiero potem energii, dróg i wolnego handlu. Jest to podyktowane historycznym doświadczeniem i tym, co zapewnia głęboko osadzone geopolityczne i historyczne podwaliny współpracy w ramach V4 [Grupy Wyszehradzkiej].

Teza trzecia:

Kryzys w Unii Europejskiej i kryzys w strefie euro jest zasadniczo kryzysem konkurencyjności. Często przytacza się dane, że udział Europy w ludności świata wynosi 8%, podczas gdy dostarczamy 25% światowej produkcji, a także 50% wydatków socjalnych. To wyliczenie wskazuje na poważniejszy problem stanowiący ciemniejszą drugą stronę medalu: całkowite zadłużenie UE27 sięga 11 [tys.] mld EUR, roczna spłata tej kwoty wraz z odsetkami to 2 mld euro, a dodatkowo państwa członkowskie UE wytwarzają codziennie około 1,2 miliardów euro nowego zadłużenia.

Kto byłby na tyle szalony, by zgłosić gotowość finansowania takiego systemu?

A przede wszystkim, kto podejmie się zrobić to korzystając z tanich źródeł, które są niezbędne dla zachowania konkurencyjności?

Wydaje mi się, że Unii Europejskiej potrzeba ekonomicznych zmian systemowych. Nie mogę przemawiać w imieniu Europy, ale z całą pewnością mogę mówić w imieniu Węgier. Zamiast podążać za złudzeniami państwa opiekuńczego, zdecydowaliśmy postawić na państwo pracowite. Prawdą jest, że w naszych krajach post-komunistycznych, państwo opiekuńcze nigdy nie zostało rozbudowane w stopniu dorównującym Europie Zachodniej. Dziś wydaje się to być zaletą. Ostatnie dwa i pół roku na Węgrzech to potwierdzają. Zrozumieliśmy, że reformy, w tym reformy strukturalne, nie są wystarczające. Zrozumieliśmy, że potrzebujemy czegoś, co jest głębsze i szersze zarazem.

I uznaliśmy, że chodzi o odnowę i reorganizację naszej gospodarki i społeczeństwa, koncentrację i skupienie się na społeczeństwie ludzi pracowitych. Przesunęliśmy punkt oparcia budżetu z opodatkowania pracy na opodatkowanie konsumpcji. Wprowadziliśmy liniowy podatek dochodowy i wysoki VAT na konsumpcję. Skróciliśmy czas korzystania z zasiłków dla bezrobotnych z 9 miesięcy do 3 miesięcy; kilkaset tysięcy ludzi, którzy nie mogli znaleźć pracy zostało zaangażowanych do programów robót publicznych; znieśliśmy system wcześniejszych emerytur i przekształciliśmy system ubezpieczeń społecznych.

Rezultat jest zdumiewający: jesteśmy jednym z pięciu państw Unii Europejskiej, które są w stanie zmniejszyć swoje zadłużenie państwowe, trzeci rok z rzędu nasz deficyt budżetowy jest poniżej 3% i jesteśmy już blisko uchylenia procedury nadmiernego deficytu, której podlegaliśmy od naszej akcesji w 2004 roku.

Teza czwarta:

Zasady, które mogą być rozwiązaniem wewnętrznych problemów strefy euro nie zostały jeszcze sprecyzowane.

O jakie wewnętrzne problemy chodzi? Na przykład różnice między stopami oprocentowania obligacji państwowych w strefie euro są nadal znaczące. A już wkrótce nieunikniona stanie się konieczność uporania się z tą wewnętrzną sprzecznością, z której wynika, że nadwyżka w bilansie Niemiec niekoniecznie musi pojawiać się jako deficyt w innych krajach członkowskich strefy Euro. Tymczasem nikt nie wie, w jaki sposób kraje o poziomie zadłużenia przewyższającym 90% PKB mogą samemu powstrzymać wzrost swojego zadłużenia. Zatem pytanie, które należy zadać, brzmi: jeśli nie są w stanie dokonać tego samemu, to kto może wspomóc ich wysiłki i w jaki sposób?

Silniejsza gospodarczo-finansowym koordynacja może być przydatna w przyszłości, ale nie jest to odpowiedź na aktualne problemy.

Teza piąta:

Pogłębienie Europejskiej Unii Monetarnej nie może prowadzić do mniej elastycznych polityk gospodarczych i nie może być oparte na zideologizowanych i doktrynerskich metodach. Gospodarki krajów strefy euro są w silnej współzależności między sobą, dlatego uzasadnione jest przeprowadzenie głębokiej i ścisłej koordynacji polityki gospodarczej w strefie euro.

Tymczasem przecież trudno sobie wyobrazić, by na przykład Szwecja, Węgry czy Bułgaria miały potrzebować tego samego typu rozwiązań gospodarczych. Dlatego równolegle do stale pogłębianej unii gospodarczej i finansowej w krajach należących do strefy euro, te, których gospodarki nie są tak bezpośrednio powiązane ze sobą, powinny zachować wysoki poziom swobody w wyborze narzędzi polityki ekonomicznej. Ta pogłębiająca się współpraca nie może doprowadzić do zamknięcia drzwi przed tymi, którzy nie są jeszcze członkami, a jednocześnie elastyczność tej ostatniej grupy nie może doprowadzić do separacji od tych głębiej zintegrowanych. Wspólne zasady polityki i wspólny rynek muszą tworzyć łączącą nas pępowinę.

Ujmę to w ten sposób: zgadzam się z kanclerz Merkel, która powiedziała, że wszyscy musimy odrobić nasze prace domowe. Jednak trudno przesądzać, czy wszyscy uczniowie powinni odrabiać te same lekcje, jeśli chcemy, by wszyscy zdali egzamin. Według tej logiki i stojąc na gruncie zdrowego rozsądku, Węgry są obrońcą różnorodności polityk gospodarczych wewnątrz Unii Europejskiej.

Teza szósta:

Kraje, które już są w stanie zmniejszyć swoje długi państwowe lub przynajmniej mają szansę odwrócić trend przed osiągnięciem poziomu 90% PKB, nie powinny rezygnować ze swojej solidnej i zdyscyplinowanej polityki fiskalnej aby znaleźć łatwiejszą drogę do wzrostu gospodarczego.

Doceniając kroki w zarządzaniu kryzysowym podjęte przez EBC, musimy jednocześnie stwierdzić, że banki centralne mogą wspomóc politykę zarządzania kryzysowego tylko tych rządów, które są całkowicie zdeterminowane, w 200% zdeterminowane, by utrzymać deficyt budżetowy poniżej 3% i by stale zmniejszać dług państwowy.

Teza siódma:

To bardzo proste: Węgry stały się przykładem sukcesu w Europie. Jeśli będzie się nas traktować fair, po ośmiu latach powinniśmy się doczekać uchylenia procedury nadmiernego deficytu. Wzrost gospodarczy rozpocznie się w tym roku i będzie przyspieszał stale w 2014 i 2015. Nasza rekordowa nadwyżka bilansu handlowego będzie się utrzymywać, zatrudnienie będzie nadal rosło, zadłużenie państwa będzie się stale zmniejszać, a deficyt budżetowy nadal będzie utrzymywany poniżej 3%.

Jesteśmy w stanie wyjść z pułapki uzależnienia energetycznego, stale maleje nasze zadłużenie denominowane w walutach obcych dla uniknięcia ryzyka.

Węgry to kraj, dla którego wyjście z kryzysu nie jest celem samym w sobie. Zamiast tego szykujemy się do sprostania konkurencji w świecie post-kryzysowym.

Proszę życzyć sukcesów Węgrów w tym wysiłku. Dziękuję.

 


 

Excellencies,

Ladies and Gentlemen,

First of all, let me please thank you for having me here today.  Well, it is not easy to find an answer, why you have invited me.  It is obvious that there are stronger and more populated countries in the European Union whose impact on our community is much bigger than Hungary’s. I am aware that a country of Hungary’s size cannot say grave things but can say interesting things.  I will keep this wisdom in mind throughout my remarks.  Hungary is the land of freedom-fighters, therefore this invitation to be provocative is something that gives me pleasure. One reason for inviting me could be: it is difficult to decide for the unbiased observer, while easy for the biased ones, what to think about Hungary.  Is it a black sheep or is it a European success story? It is true that in the last two and a half years we have done everything in a different way than all the others.  We have taken a different road to reach the common targets, such as budget deficit under 3 %, decreasing state debt, increasing employment and starting growth.  Maybe this is a reason why I was asked to address you here today. Everything I will say just now is based on experience.  I do not reject neither the theoretical approach, nor the argumentation based on logic, but I will speak now based on practice and experience. I have seen the European Union as prime minister of a candidate country. Long time ago.  At that time the Union seemed to be victorious, optimistic and ambitious.  As prime minister of a candidate country, I had the chance to see the foundation of the Euro-zone and I was lucky enough to experience the joy and happiness caused by the reunification of the continent that had been divided because of communism. I am sitting among the prime ministers today as well, may I say again,  but can hardly recognize ourselves of ten years ago. The purpose of what I have to say is not to give a lecture here but to launch a debate. Accordingly, I will present, dear President, if you allow me, seven theses. Thesis number one:

The relative position of the major players in the world economy and in world politics is changing rapidly.  The weight of Europe has been declining in terms of production and trade.  It is a real danger that between the emerging East and the revitalizing United States, Europe ’will fetch up in a no man’s land’. Speaking in the uninspired voice of realists, we have to say that the realistic objective for us in the near future is not to reverse the trend but rather to stabilize the situation.

Thesis number two:

In order to have the chance to increase our share in the world economy and world politics, it is not enough to cure our internal problems or simply renew the continent – we need to implement a new geopolitical concept as well.  We have to find the way to unify Europe’s developed technology, infrastructure, innovative industry and sophisticated financial system with those practically unlimited natural resources which are to be found east of us, mainly in Russia.

Aligning this with Atlanticism is one of the most difficult intellectual and political challenges of the future. For Central Europe, this is going to be a serious point on the agenda, because we require security guarantees under these new circumstances not only regarding defense rather than energy, traffic routes and free trade as well.

This is dictated by historical experience and this is what provides the deep geopolitical and historical foundation of the V4 cooperation.

Thesis number three:

The crisis of the European Union and the crisis of the Euro-zone is basically crisis of competitiveness. It is often quoted that Europe’s share of the world’s population is 8%, while we account for 25% of the world’s production, but 50% of social expenditures.  This list of numbers raise a serious dilemma itself, but here comes the yet darker other side of the coin: the total state debt of the EU27 reaches 11 [thousand] billion Euros, the yearly payment of this sum with interests are 2 billion Euros, and the member states of the EU produce approximately 1.2 thousand million Euros of new debt every day.

Who is the crazy one to be ready to finance a system like this?

And above all, who is ready to do so from cheap sources, which are indispensable for competitiveness?

It seems to me that the European Union is in need of an economic system change. I am not in a position to speak on behalf of Europe, but I can definitely speak on behalf of Hungary.  Instead of chasing the illusions surrounding the welfare state, we have converted to a workfare state. It is true that in our ex-Communist countries, welfare states have never been built up, as opposed to Western Europe. Today this seems to be an advantage.  Hungary’s last two and a half years were about this.  We have understood that reforms, including structural reforms, are not enough.  We have understood that we need something what is deeper and something what is more general.

And we have identified this as a renewal and reorganization of our economy and society, concentrating and focusing on workfare society.  We have shifted the focus of budget income from taxes charging work to taxes charging consumption. We have introduced a flat tax on the income side and a high VAT on consumption. We have reduced the duration of unemployment aid from 9 months to 3 months, several hundreds of thousands of people who could not find a job have been involved in the public work programs, we have abolished the early retirement schemes and we have transformed the social benefit system.

The result is astonishing: we are among the five European Union member states who are able to decrease their state debts, our budget deficit has been under 3% for the third consecutive year, and now we are very close to being abrogated from the excessive deficit procedure we have been under since our accession in 2004.

Thesis number four:

Policies which could be solutions for the internal problems of the Euro-zone have not been completed yet.

What are these internal problems? For example the differences between the state bond interest rates within the Euro-zone are still significant. In the meantime it will soon become unavoidable to come to terms with the internal coded contradiction that surplus in the balance sheet of Germany necessarily appears as deficit for other Euro-zone member states. Meanwhile, nobody knows how the countries with a level of debt surpassing 90% of GDP could stop their growing indebtedness on their own. The question therefore must be asked: if they are not capable of this on their own, who can assist them in this effort and in what way?

A stronger economic-financial coordination could be useful for the future, but it is not an answer to the current problems.

Thesis number five:

Deepening the European Monetary Union must not result in less flexible economic policies and must not cause an ideological and doctrine-based way of thinking.  The economies of the Euro-zone countries are in strong interdependence with each other, therefore it is justified to conduct a deep and strict coordination of economic policies in the Euro-zone.

In the meantime it is of course unimaginable that for example Sweden, Hungary and Bulgaria would need the same type of economic policies. Thus parallel to the ever deepening economic and financial union of the countries belonging to the Euro-zone, those, whose economies are not so directly interlinked with each other, shall retain the high level of freedom in choosing their economic policy tools. At the same time, this deepening cooperation cannot bring about the closing of doors before those not yet members, and the flexibility of the latter group cannot lead to separation from those in a deeper integration. The common policies and the single market must constitute the navel cord between us.

Let’s put it this way: I agree with Chancellor Merkel who said that we all have to do our homework.  However, it is not so simple to say whether all students should do the same homework if we want all of them to pass the exam. Following this logic and standing on the ground of common sense, Hungary is a defender of the diversity of economic policies inside the European Union.

Thesis number six:

Those countries who are already able to reduce their state debts or at least have the chance to turn back before reaching the 90% of GDP, should not give up their solid and disciplined fiscal policies in order to find an easier way towards growth.

While appreciating the crisis management steps made by the ECB, we have to state as well that central banks can assist only those crisis management policies through which governments are totally committed, 200% committed, to keeping the budget deficit under 3% and continuously decreasing state debt.

Thesis number seven:

It is very simple: Hungary has become a European success story.  In case of fair treatment, after eight years, we should be abrogated from the excessive deficit procedure.  Economic growth will start in this year and will be accelerating continuously in 2014 and 2015. Our record high trade balance surplus will be sustained, employment will continue to rise, state debt will continuously be reduced and the budget deficit will continue to be kept under 3%.

We are getting out of the trap of energy dependency, we are decreasing our indebtedness denominated in foreign exchange to avoid being exposed.

Hungary is a country which has not set getting out of the crisis as a target. Instead we are preparing for the post-crisis world and its competition.

I invite you to wish the Hungarians success in this effort. Thank you.

za: http://czytelnia.salon24.pl/483027,viktor-orb-n-o-wegrzech-kryzysie-i-europie

Sty 24

Orbán w Warszawie

Premier Węgier Viktor Orbán przy okazji spotkania Grupy Wyszehradzkiej wygłosił na Uniwersytecie Warszawskim odczyt, którego główne punkty doskonale wpisują się w polską tradycję i stanowią egzemplifikację przysłowia „Polak, Węgier, dwa bratanki”. Słuchając i czytając wzniosłe tezy Orbána (jak sądzę, mogą niedługo zastąpić słynne „tezy o Feuerbachu” Marksa i stać się takim samym credo europejskiej prawicy jak niegdyś niemiecki filozof był dla wszechświatowego proletariatu) nie można nie odnieść wrażenia, że premier powiedział to, co chcieli usłyszeć Polacy. Prawdziwi Polacy.
Mówił Orbán o wielu rzeczach, pouczając polskich polityków, którym prawdziwie leży na sercu dobro Ojczyzny, że musimy tworzyć swoją własną politykę, niezależną od Brukseli, nie oglądając się na Unię Europejską, że w życiu należy kierować się wartościami chrześcijańskimi i odwoływać do Boga, bo oczywiście bez Boga nie można być uczciwym i dobrym człowiekiem, zaś reprezentującej Prawdziwych Polaków partii politycznej radził, by przede wszystkim tworzyć własne media, bo obecne są liberalne, a więc ex definitione złe, gdyż bez własnych mediów nie można wygrać żadnych wyborów. Podczas słuchania tego wystąpienia na twarzach części audytorium malował się zachwyt, na niektórych zaś nie do końca.

Nie jest nowością odwoływanie się do Orbána części środowisk politycznych w naszym kraju, które wskazują go jako niekwestionowany autorytet w dziedzinie polityki i moralności, co w pewien sposób kojarzy mi się z zachwytem nad towarzyszami radzieckimi wyrażanym w krajach zmierzających do socjalizmu. Ale powracając do tez Orbána (roboczo nazwałem je „tezą o religii”, „tezą o polityce” oraz „tezą o mediach”), to wszystkie one znajdują tak wielkie odbicie w polskiej tradycji, tak wspaniale padają na polski grunt, że trzeba się odnieść do każdej z nich z osobna.

Teza o religii

Dla racjonalisty na pierwszy plan wybija się oczywiście „teza o religii”, zgodnie z którą tylko chrześcijanin może być dobrym człowiekiem, wszyscy inni są źli i nieuczciwi (i to w sposóboczywisty), a ponadto nie istnieją żadne wartości uniwersalne niepochodzące od chrześcijańskiego Boga, co jasno wynika ze słów: Liberalne kraje Unii Europejskiej twierdzą, że istnieją bliżej nieokreślone wartości uniwersalne. Ale to droga donikąd. Życie musi opierać się na Bogu, narodzie i rodzinie. To się wydaje dla każdego chrześcijanina oczywiste, ale już dalszy wywód, łączący się z „tezą o polityce” oraz „tezą o mediach”, może być co najmniej dyskusyjny. Mówi bowiem Orbán w odpowiedzi na pytanie posła PiS Przemysława Wiplera „Co robić, by wygrać wybory?” [ 1 ], że w stworzonych na własny użytek mediach (rozwinę to w „tezie o mediach”) nie można epatować Bogiem, bo ciągłe odnoszenie się do chrześcijaństwa nie pozwoli na zdobycie większości wyborców. Dla chrześcijanina, polskiego katolika, takie postawienie sprawy winno być co najmniej szokujące — bo jak tu nie mówić o jedynej podstawie dobra i moralności oraz jedynym środku do zwalczenia toczącej kraj zgnilizny i relatywizmu, czyli o Bogu, Jezusie czy jak inaczej nazwać ów wszechogarniający Absolut? Zastanawia także, czemu ciągłe odnoszenie się do chrześcijaństwa nie pozwoli na zdobycie większości wyborców, skoro nasz Priwislinskij kraj w 90% zamieszkują katolicy (co bardzo często przywołuje się jako podstawę dla decyzji politycznych dla katolicyzmu korzystnych)? Przecież podstawowym nakazem chrześcijanina jest głoszenie Ewangelii, nic ponad religię w jego życiu nie ma i nie powinno być, więc czemu niby mówienie o tym, co dla Polaka-katolika jest najważniejsze, miałoby dawać efekt inny niż totalne zwycięstwo wyborcze w postaci właśnie 90% głosów (trudno sobie bowiem wyobrazić, by katolicy nie głosowali na partię, która rdzeniem swego programu i przekazu czyni katolicyzm)? Fakt bezgranicznej pogardy wobec innowierców oraz osób areligijnych wynikający z takiej postawy nie dziwi w kontekście uznania ich za bezwarunkowo złych i skorumpowanych, gdyż osobom takim nie należy się szacunek, nie mówiąc już nawet o tolerancji – zła nie powinno się tolerować. W Polsce takie postawy są nadal dominujące, więc premier Orbán doskonale trafia do serc i dusz (czy umysłów, to zdania pewnie będą podzielone) Polaków, zwłaszcza tych Prawdziwych Polaków-Katolików.

Teza o polityce

„Teza o polityce” jest wyrazem tego, co dla Polaków jest szczególnie cenne — głoszenia wszem i wobec, że „nie będzie Niemiec pluł nam w twarz”, że „nigdy z królami nie będziem w aliansach”, bośmy słudzy Maryi na Chrystusa ordynansach. [ 2 ] Masońsko-żydowska Bruksela jawi się Prawdziwym Polakom kolejnym mocarstwem zaborczym, które ośmiela się mówić nam, co mamy (czasem) robić. Słusznie mówi Orbán, wychodząc od klasyków myśli państwowej, że naczelną zasadą państwa narodowego jest suwerenność pojmowana w sposób absolutny — nie można mówić o państwie suwerennym, które musi czasem słuchać kogoś innego lub ma zobowiązania wobec kogokolwiek. Orbán wiele zrobił, by przywrócić Węgrom ich suwerenność, wychodząc z założenia, że dużo lepsza nędza własna niż chleb cudzy, nie oglądając się na zobowiązania międzynarodowe oraz wewnątrzunijne. Idea suwerenności jest bowiem nadrzędną i w drodze do niej nie liczą się żadne koszty, zaś cel uświęca środki. Co z tą suwerennością absolutną robić, to zastanowimy się, gdy już ją będziemy mieli. Polakom takie myślenie jest szczególnie bliskie — choćby piekło, byle polskie, byle nasze. O fakcie, że suwerenność absolutną da się osiągnąć jedynie na wyspie, gdzie jest jeden mieszkaniec i nie zachodzą żadne relacje z innymi podmiotami, jakoś się zapomina, ale to nieważne. Byle do tej suwerenności, potem zobaczymy. Precz więc z Niemcami, Rosjanami i eurourzędasami, my tu mamy swój kraj i sami się rządzimy. Że głupio, że straszno — nie wasza sprawa, ale nasza. My wiemy lepiej, czego chcemy. Sami zdecydujemy, co z naszą suwerennością, pełną niezależnością, wolnością od wszystkiego i od wszystkich zrobimy i nic wam do tego. Zwłaszcza jeżeli nasz katolicki kraj ma być podporządkowany lewacko-masońsko-żydowskim kołom eurokratów. Co to, to nie. Może i ta Unia daje nam miliardy euro na rozbudowę kraju, może doprowadziliśmy dzięki niej nasze prawo do jakiego takiego porządku, to dobrze, niech jeszcze więcej nam dadzą tych euro i bardziej nam we wszystkim pomagają, to się nam w końcu należy, ale nie będą nam mówić, co mamy robić ani obcych kulturowo wzorców narzucać. Nam tu jakieś tolerancje, otwartość, równość niepotrzebne. W zasadzie się w tej Brukseli powinni cieszyć, że ich jeszcze tolerujemy w zamian za te pieniądze, których oczywiście nie potrzebujemy. Jest więc „teza o polityce” wezwaniem do zrzucenia zwierzchności podłej, zdemoralizowanej i zgniłej Unii Europejskiej przy jednoczesnym, a w Polsce szczególnie silnym, wymuszaniu szantażem i groźbami kolejnych transz haraczu. Jednocześnie wyraża on przekonanie, że prawdziwą politykę robi się wyłącznie samodzielnie, gdyż każde wejście w sojusze i porozumienia suwerenność państwa ogranicza. Jest więc to powrotem do filozofii i tradycji polityki wieku XIX, gdzie dominował pozytywizm austinowski z jego teorią prawa jako rozkazu oraz wyłączenia władzy spod własnego prawa (gdyż suweren nie może być w żaden sposób ograniczony). Polska ma wieloletnie, również całkiem niedawne, tradycje takiego podejścia do prawa i władzy.

Teza o mediach

Smaczek w postaci „tezy o mediach” zostawiam na koniec, bo w doskonały sposób ukazuje cały sens polityki, jaką Orbán uważa za słuszną i konieczną. Otóż sensem polityki jest sprawowanie władzy i pozostawanie poza kontrolą innej władzy. Tylko taka polityka może spełniać wymóg suwerenności. Aby to osiągnąć, mówi premier Węgier, trzeba mieć własne media, gdyż istniejące są liberalne i wolne, a więc nie zawsze mówią to, co powinny, za to często mówią to, co chcą. Powinny zaś pełnić rolę transmisji partii do mas, jak to się drzewniej w Polsce mawiało. Oczywiście Orbán, będąc politykiem zręcznym wie, że w społeczeństwie informacyjnym media są newralgicznym punktem i że ich kontrola ułatwia kontrolę obywateli. Wie też, że on sam lepiej wie, co obywatele powinni oglądać w telewizji oraz czytać w prasie oraz że trzeba ich chronić przed wszelkimi szkodliwymi poglądami, które mogą negatywnie wpłynąć na podstawy życia, czyli Boga, naród i rodzinę. Zbierając to wszystko razem wskazał pewnej polskiej partii politycznej drogę, że kluczem do władzy są media. Oczywiście nie liberalne media [ 3 ], które mają niebezpieczne roszczenia, by być mediami wolnymi, lecz własne, które będą przekazywały właściwe oraz pożyteczne informacje i postawy. W tym kontekście, co już zauważyłem przy analizie „tezy o religii”, zaskakuje stwierdzenie, że nie należy mówić za dużo o chrześcijaństwie. Ja myślę, że należy, i to jak najwięcej. Jak inaczej bowiem dokonać rewolucji moralnej w społeczeństwie, by w końcu mogło ono dorównać swojej władzy, by było jej godne? Jak się wydaje, w Polsce powinniśmy dążyć do tego, by wszystkie media powinny być chrześcijańskie, w końcu i tak oglądają, słuchają i czytają je tylko katolicy, zaś ludzie źli i podli, którzy żyją bez Boga (naszego Boga), prędzej czy później będą musieli się nawrócić albo wyjechać. W ten sposób pozbędziemy się plugastwa z naszych granic i będziemy mieli w końcu szanse na zbudowanie dużo lepszej Polski, lepszej Ojczyzny, która zasłuży na miano IV Rzeczpospolitej.

Wydaje się, że Viktor Orbán w kompletny sposób wyłożył credo europejskiej prawicy chrześcijańskiej, do której stara się równać także jej polski odpowiednik. Tylko trzy tezy, a mają w sobie treść setek traktatów politycznych i filozoficznych. Apeluję zatem do środowisk Prawdziwych Polaków, by podjęły wszelki trud związany z wprowadzeniem ich w życie, by podjęły wielkie dzieło uzdrowienia (już po raz drugi w ostatniej dekadzie) Polski i by w tej walce nie przebierały w środkach, które uświęci chwalebny cel. Pamiętajmy również, że — parafrazując – walka o nową Polskę zaostrza się wraz ze zbliżeniem do jej realizacji, więc nie wolno patrzeć bezkrytycznie również na tych, którzy obecnie stoją w naszych szeregach. I niech nam wszystkim świeci przykładem Wódz rewolucji moralnej Przewodniczący Orbán, którego kraj kończy już długą, wyczerpującą drogę ku nowej Republice. Weźmy przykład z niego, gdy nie ugiął się przed krytyką i żądaniami całej Europy oraz bandyckimi instytucjami finansowymi, gdy pluł w twarz swoim wrogom i prześladowcom, którzy za wszelką cenę chcieli zatrzymać jego bohaterski marsz ku światłej przyszłości. Da Bóg, i Polska kiedyś rozpocznie ten forsowny marsz, a wtedy wreszcie zapanuje prawo i sprawiedliwość. Czego sobie, Państwu, oraz przede wszystkim Polsce życzę.

Autor tekstu: 

 Przypisy:
[ 1 ] Przypomina mi się w tym miejscu człowiek, który pyta Jezusa : „Nauczycielu, co mam robić, abym miał żywot wieczny?”
[ 2 ] Cały tekst Pieśni Konfederatów Barskich z Księdza Marka, a szczególnie zwrotka ostatnia, pasuje jak ulał na nowy hymn polskiej prawicy, której blisko jest do barskich konfederatów.
[ 3 ] Podejrzewam, że nazwą „liberalne” określa się wszystkie media, które nie popierają w całości wizji Orbána, choć mogę się mylić.
Gru 13

Jak Viktor Orbán został antykomunistą…

Mało kto wie, że to właśnie wprowadzenie stanu wojennego w Polsce było jednym z głównych powodów uformowania się antykomunizmu dzisiejszego przywódcy Węgier Viktora Orbána. Dzięki uprzejmości autora Igora Janke i wydawnictwa Demart zamieszczamy fragment książki „Napastnik. Opowieść o Viktorze Orbánie”. To rozdział 3, opowiadający m.in. o tym, gdzie był i co robił Orban 13 grudnia 1981.

Mar 26

Budapeszt-Warszawa – wspólna sprawa” – panel węgiersko-polski

"Bruksela może żyć z korupcją, ze służbami specjalnymi w gospodarce, z patologiami postkomunizmu, ale jak się okazuje, bardzo źle znosi sytuację, w której następuje konsolidacja władzy, uzdrowienie państwa" – powiedział europoseł Konrad Szymański w czasie panelu dyskusyjnego poświęconego sytuacji na Węgrzech.

W sobotę [26 marca 2012 roku] po raz siódmy odbył się panel dyskusyjny zorganizowany przez Stowarzyszenie Twórców dla Rzeczypospolitej. Tym razem był poświęcony sytuacji na Węgrzech.

Jego tytuł: "Węgry nadzieją Europy. Budapeszt-Warszawa – wspólna sprawa." Gośćmi panelu byli Laszlo Csizmadia, prezes Rady Porozumienia Społecznego (CET), węgierski politolog Zoltan Kiszelly, prof. Adrienne Körmendy z Wydziału Hungarystyki Uniwersytetu Warszawskiego i radca Ambasady Węgierskiej Imre Molnár. Panelistami polskimi byli: Piotr Semka, Krzysztof Szczerski, Konrad Szymański, Grzegorz Górny.

To spotkanie jest wynikiem zapotrzebowania, które zostało wyrażone na jednym z poprzednich paneli – podkreślił prowadzący Piotr Naimski, przewodniczący Polsko-Węgierskiej Grupy Parlamentarnej – kiedy okazało się, że chcemy dowiedzieć się maksymalnie dużo o tym, co się dzieje na Węgrzech, dlatego, że informacja z Budapesztu jest bardzo ułomna, a często jest to wszystko przekręcone. W dodatku istnieje przeszkoda językowa. Całość tutaj

Sty 20

List otwarty do premiera Węgier Viktora Orbána

Wielce Szanowny Panie Premierze,

W tak dramatycznym czasie dla Węgrów, w okresie tak haniebnej zagranicznej nagonki na Pana rządy i Pana kraj, chcemy wyrazić uczucie ogromnej solidarności z Pana reformami, solidarności, jaka przepełnia serca wszystkich patriotycznych Polaków. Podziwiamy odwagę, z jaką Pana rząd stara się zrzucić jarzmo uzależnień od zagranicznego kapitału i dominacji wielkich państw Unii Europejskiej, broniąc własnej rodzimej węgierskiej przedsiębiorczości i szerszych węgierskich interesów narodowych.

Zazdrościmy Węgrom nowej, wspaniałej konstytucji, przepojonej ogromnym patriotyzmem i uznaniem tak wielkiej roli religii. Podziwiamy rolę, jaką Pan Premier odegrał osobiście w odbudowie węgierskiego patriotyzmu i podniesieniu Węgrów z klęczek, stanowczość, z jaką Pan Premier broni praw Węgier na forum międzynarodowym. Po rozlicznych polskich zaniechaniach ostatnich dwu dziesięcioleci, tym bardziej podziwiamy impet, z jakim Pana rząd zabrał się za potępienie zbrodniczej roli komunistów i demaskowanie antynarodowej roli ich dzisiejszych popleczników. Wasz program i Wasze działania stanowią prawdziwie wzorcowy przykład drogi, jaka jest potrzebna w Polsce dla wydostania się z bagna , w które wtrąciły go różne rządy postkomunistycznej SLD, i liberalnych partii:UD, UW i PO.

Brak tu miejsca na wyliczenie wszystkich tak wielostronnych dokonań Pańskiego rządu w niszczeniu pozostałości postkomunizmu i lewicowego liberalizmu schlebiającego obcym interesom. Nasi najlepsi publicyści- obserwatorzy węgierskich przemian podziwiają Pana rząd za to, że w zaledwie półtora roku dokonał tak wiele, w tak wielu dziedzinach, od obrony narodowych interesów gospodarczych, umacniania Kościoła i patriotyzmu, pozycji rodziny po rozliczanie pozostałości komunizmu.

Stąd to niebywałe uznanie, z jakim polscy patrioci darzą działania Pańskiego rządu i Pana osobiście jako lidera przemian reformatorskich w całej Europie Środkowej i wielkiego męża stanu, który trafia się raz na wiele dziesięcioleci. W polskim hymnie narodowym, powstałym parę stuleci temu głosi się m. in. słowa: „Dał nam przykład Bonaparte jak zwyciężać mamy”. Dziś w Polsce daje się im nowe brzmienie: „Dał nam przykład Victor Orbán jak zwyciężać mamy”. Sukcesy węgierskich przemian są dla nas źródłem nadziei i wielką inspiracją.

Panie Premierze, widzimy w Panu osobę, która łączy w sobie najlepsze tradycje węgierskiej historii: ryzykancki heroizm powstańców Franciszka II Rakoczego i węgierskich żołnierzy doby Wiosny Ludów z realizmem i wielkim programem pracy pozytywnej „największego z Węgrów”- hr. Istvána Széchenyiego. Pamiętamy o Pana Premiera konsekwentnym, tak bliskim stosunku do Polski, począwszy od Pana młodzieńczych prac o polskiej „Solidarności”.

Dlatego tym chętniej odwołujemy się w naszym poparciu dla tak niezwykle odważnych i trudnych reform Pana rządu do tylu spraw ze wspólnej historii, łączących Polaków i Węgrów. Odwołujemy się do pamięci o wyjątkowo silnych tradycjach wolnościowego współdziałania obu naszych narodów przeciwko zagranicznym agresorom. Do pamięci o polskiej pomocy dla kuruców Ferenca II Rakoczego i tak licznym udziale polskich bojowników wolności w Waszej wielkiej wojnie niepodległościowej (szabadságharc) 1848-1849, roli gen. Józefa Bema i jego przyjaźni z waszym największym poetą Sándorem Petöfim.

Do pamięci o zablokowanej przez władze czeskie węgierskiej gotowości przysłania Polsce wojsk do obrony przed najazdem bolszewickim w 1920 r. i o znaczeniu wielkich transportów amunicji węgierskiej dla Polaków w bitwie pod Warszawą dla ostatecznego polskiego zwycięstwa. Pamiętamy o nieugiętym oporze premiera Pála Telekiego wobec nacisków nazistowskich na rzecz przepuszczenia wojsk niemieckich przez Węgry przeciw Polsce we wrześniu 1939 r. i niezwykle gościnne schronienie udzielone wówczas przez Węgry 140 tysiącom polskich uchodźców. W Polsce dobrze pamiętamy o roli, jaką odegrało poczucie solidarności z Polską w czasie manifestacji 23 października 1956 r., która rozpoczęła tak heroiczne węgierskie powstanie antysowieckie.

Pamiętamy o 300 tysiącach Węgrów skandujących wówczas w marszu pod budapeszteński pomnik polskiego generała Józefa Bema: „Lengyelország utat mutat, kövessünk a lengyel utat” („Polska pokazuje drogę, idźmy za Polakami”. Dziś w Polsce jakże wiele osób nadaje tamtemu słynnemu hasłu nowy kształt: „Węgry pokazują drogę, idźmy za Węgrami”. Dlatego tym mocniej pragniemy, by wśród głosów solidarności z wielkimi reformami Pana rządu szczególnie silnie zabrzmiał głos jak największej ilości patriotycznych środowisk z Polski.

Wielki węgierski przywódca niepodległościowy Lajos Kossuth stwierdził 23 czerwca 1831 r. w przemówieniu w komitacie Zemplén: „Sprawa Polski jest sprawą Europy”. Parafrazując te słowa słynnego Węgra, mówimy: „Dziś sprawa Węgier jest sprawą Europy”. Dzisiejsi Węgrzy występują najodważniej i najdonośniej w obronie suwerenności małych i średnich narodów Europy przeciw dyktatowi wielkich państw, ponadnarodowych koncernów i banków.

Tym mocniej zasługują na zrozumienie i solidarność wszystkich wolnościowych nonkonformistycznych środowisk Europy. Podziwiając ogromne zasługi Pana rządu dla wydźwignięcia swego kraju i wyrwania Węgier spod obcych zależności, z tym większym oburzeniem obserwujemy haniebną nagonkę na Węgry, lansowaną przez zagraniczną finansjerę, środowiska lewicowe i liberalne, w stylu kręgów D. Cohn-Bendita i A. Michnika. Wierzymy, że Pana rząd przetrwa wszystkie burze dzięki oddaniu i zaufaniu przeważającej części swego Narodu. Symbolicznym wręcz tego przejawem była ogromna, ponad półmilionowa manifestacja przed węgierskim parlamentem w dniu 21 stycznia 2012r. Solidaryzując się z wysiłkami Pana rządu i całego Pańskiego Narodu życzymy, aby Pan Premier wytrwał zwycięsko do końca w walce z tym, co podłe i gnuśne.

Warszawa 22 stycznia 2012 r.

Jerzy Robert Nowak, historyk,
dr hab.,Warszawa, prof. WSKiM,
prof dr hab. Andrzej Nowak, historyk, Kraków,
Alojzy Szablewski, przewodniczący „Solidarności” w Stoczni Gdańskiej w latach 1981-1991, Gdańsk,
Barbara Niemiec, b. wiceprzewodnicząca Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”, Kraków,
prof. dr hab. Bogusław Wolniewicz, filozof ,Warszawa,
prof. dr hab. Dominik Sankowski, informatyk, Łódź,
prof. dr hab. Tadeusz Marczak, historyk, Wrocław,
prof. dr hab. Janusz Rulka, historyk, Bydgoszcz,
Grzegorz Musiał, fizyk dr hab., Poznań, prof. WSKSiM,
Lech Stefan, matematyk, Wrocław, prezes klubu „Spotkanie i dialog”,
Adam Jóźwik, dr hab., informatyk, Warszawa,
ks. prałat Stanisław Pawlaczek, „prezes „Pro Cultura Catholica”, Wrocław,
prof. dr hab. Zbigniew Jacyna Onyszkiewicz, fizyk, Poznań,
ks. prałat Józef Roman Maj, Warszawa,
prof. dr hab. Stanisław Mikołajczak, polonista, Poznań,
prof. dr hab. Maria Lizis, polonistka, Kraków,
dr Bogdan Więckiewicz, socjolog, Sandomierz,
dr hab. Henryka Kramarz, emeryt. profesor Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie,
prof. dr hab. Zygmunt Zagórski, filologia polska, Poznań,
Bogusław Morka, Warszawa, śpiewak operowy, solista opery w Bilbao,
red. Marian Miszalski, publicysta, Łódź,
Marek Muszyński, fizyk, przewodniczący RKS (regionalnych podziemnych struktur „S” na Dolnym Śląsku, Wrocław,
prof. dr hab. Jerzy Marcinek, Uniwersytet Przyrodniczy, Poznań,
Jan Koziar, geolog, Wrocław,
doc. dr praw Olgierd Baehr, Poznań,
reżyser Krzysztof Wojciechowski, Warszawa,
prof. dr hab. Henryk Szydłowski, fizyk, Poznań,
prof. dr hab. Rafał Broda, fizyk jądrowy, Kraków,
red. Wojciech Reszczyński, publicysta, Warszawa,
prof. dr hab. Jan Szyszko, ekologia, Warszawa,
prof. dr hab. Jan Wawrzyńczyk, językoznastwo, Warszawa,
dr Dariusz Kucharski, historyk, Poznań,
red. Zbigniew Lipiński, publicysta, Warszawa,
dr Łucja Łukaszewicz, socjolog, Poznań,
Maria Nowak, wydawca, Warszawa,
dr n. med. Tadeusz Ładniak, Toruń,
prof. dr hab. Kazimierz Stępniak, biolog, Poznań,
dr Krzysztof Kawęcki, historyk, Warszawa,
prof. dr hab. Zdzisław Jan Ryn, prof. medycyny, Kraków,
płk. Stanisław Niewiński, prezes Patriotycznego Ruchu Kresowego, Warszawa,
Krystyna Wróblewska, nauczyciel historii, Rzeszów,
Andrzej Lgocki, wydawca, Warszawa, prezes Klubu „Gazety Polskiej”
Violetta Machniewska, Olsztyn,
Hanna Kucharska, muzykolog, Poznań,
dr n. med. Zenon Rudzki, Częstochowa,
Przemysław Przybylski, metodyk, Toruń,
prof. dr hab. Wojciech Rypniewski, chemik, PAN, Poznań,
dr Arkadiusz Bednarczuk, filozof, Poznań,
prof. dr hab. Kazimierz Tobolski, geograf, UAM, WSKSiM, Wągrowiec,
dr Mirosław Szulczyński, pracownik naukowy, Poznań,
Krzysztof Wyszkowski, dziennikarz, Sopot,
mgr Izabela Komar-Szulczyńska, wykładowca akademicki, Poznań,
mgr Adela Komar, historyk sztuki, Poznań,
prof. dr hab. inż. Krystyna Mędrzycka, chemik, Politechnika Gdańska,
dr Urszula Szybiak-Stróżycka, biolog, Poznań,
Stanisław Srokowski, pisarz, Wrocław,
Iwona Horodecka, członek AKO, starszy kustosz, Poznań,
Marek Majorkowski, starszy kustosz, Poznań,
Donata Majorkowska, ekonomista, Poznań,
dr Bronisława Zielonka, UG (na emeryturze), anglistka i skandynawistka, Sopot,
dr inż. Krzysztof Borowiak, AKO, Poznań,
prof. dr hab. Tadeusz Żuchowski, historyk, UAM, Poznań,
Bożena Cząstka-Szymon, językoznawca, więźniarka polityczna, Katowice,
ks. prof. dr hab. Paweł Bortkiewicz, teolog, UAM, Poznań,
Bernadeta Sturzbecher, filolog. UAM, Poznań,
prof. UAM dr hab. Dobrochna Jankowska, archeolog, UAM, Poznań,
Teresa Jasińska-Brodzka, dr filozofii, Katowice,
Robert Szymanowicz, Łódź,
Jan Dasiewicz, mgr historii, Poznań,
mgr Stanisław Grzesiek, plastyk, Poznań,
Maria Przybylska, biolog, Poznań,
Maria Habasińska, mgr etnografii, Poznań,
dr Zdzisław Habasiński, informatyk, Poznań,
Teresa Baranowska, teraz rolnik, Strzebowiska, Wetlina,
dr hab. Lucyna Rempulska, prof. nadzw. Politechniki Poznańskiej,
prof. dr hab. Leon Drobnik, Uniwersytet Medyczny, Poznań,
dr Józef Wieczorek, prezes Niezależnego Forum Akademickiego, Kraków,
Stanisław Markowski, art. fotografik, twórca muzyki do Hymnu Solidarności, Kraków,
dr hab. Stanisław Paszkowski; prof. nadzw., ekonomia, Uniw. Przyrodniczy, Poznań,
Piotr Cieszyński, informatyk, Poznań,
dr Henryk Krzyżanowski, anglista, Poznań,
Maria Dąbrowska-Bąk, dr socjologii, Poznań,
Krzysztof Bąk, mgr inż. budownictwa, Poznań,
Krzysztof Bzdyl – ekonomista, Kraków,
prof. dr hab. Marian Smoczkiewicz, Uniwersytet Medyczny, Poznań,
prof. dr hab. Anna Stankowska, chemik, UAM, Poznań,
prof. dr hab. Wojciech Stankowski, geolog, UAM, Poznań,
Ewa Ciosek, mgr ekonomii, Poznań,
Janina Cicha-Rożek, dr chemii, nauczyciel, Gierałtowice pow. Gliwice
Urszula Kaczmarczyk, mgr historii, nauczyciel, Gierałtowice, pow. Gliwice,
Kazimierz Kaczmarczyk, ekonomista, Gierałtowice, pow. Gliwice,
mgr Maria Zawadzka, nauczyciel, Poznań,
prof. dr hab. Stefan Zawadzki, historyk, UAM, Poznań,
mgr Danuta Moroz-Namyslowska, nauczyciel, Poznań,
prof. dr hab. dr h.c. Jacek Błażewicz, informatyk, Politechnika Poznańska,
Józef Rożek, Zabrze,
dr inż. Jolanta Cybulka, informatyk, Poznań,
dr hab. Bartłomiej Andrzejewski, fizyk, Inst. Fizyki Molek. PAN, Poznań,
Jan Martini, artysta muzyk, Poznań,
Celina Monikowska, artysta muzyk, Poznań,
dr hab. n. med. Mirosław Markiewicz, lekarz, Sosnowiec,
mgr Iwona Klimaszewska, fizyk, Poznań,
Bogusz Magiera, mgr inż. chemii, Poznań,
dr Andrzej J. Skrzypczak, Politechnika Poznańska,
dr Józef Kapusta, Instytut Biotechnologii i Antybiotyków, Warszawa,
dr Maria Wejchan-Judek, chemik, Poznań,
mgr inż. Andrzej Judek, były wiceprzew. ZR NSZZ „S”, Poznań,
dr inż. Beata Jankowska, informatyk, Politechnika Poznańska,
Jadwiga Becelewska-Solińska, mgr inż technologii drewna, Poznań,
dr Przemysław Lehmann, Poznań,
Attila Leszek Jamrozik, artysta plastyk Kraków,
Ewa Barańska-Jamrozik, artysta plastyk, Kraków,
prof. UAM dr hab. Jarosław Jarzewicz, historyk sztuki, Poznań,
Aleksander Szumański, Kraków,
Dariusz Butyrowski, Niemcy,
prof. dr hab. Jan Sadowski, Wydział Biologii UAM, Poznań
Grażyna Przybylska, bibliotekarz, Poznań,
Grzegorz Barciszewski, pisarz, Poznań,
dr Tadeusz Dziuba – poseł na Sejm RP,
Wojciech Kusy – Klub Gazety Polskiej, Essen, Niemcy,
Bozena Wislocka, Klub Gazety Polskiej w Essen, Essen, Niemcy, Zrzeszenie "Wolność i Niezawisłość" Obszar Południowy w Krakowie,
prof. dr hab. inż. Michał Szweycer – członek AKO Poznań,
dr Hanna Szweycer – członek AKO Poznań
Irena Witulska, technik budowlany. Bozenkowo,
Małgorzata Kulesza Kiczka, dr medycyny, Poznań,
Zbigniew Kopczyński, przedsiębiorca i publicysta, Chorzów, prezes Stowarzyszenia NZS 1980 w Katowicach,
Prof. dr hab Piotr Ostalczyk, automatyk, Łódź,
Prof.dr hab.Jan Węglarz, matematyk i informatyk, czł. rzeczywisty PAN, Poznań,
Mariusz Materyński, Sportlehrer, Warszawa,
Lidia Jantos, technik technolog, Radzionków,
Henryk Jantos, technik technolog, Radzionków,
Joachim Wodem, Franciszkański Zakon Świeckich, Radzionków,
Agnieszka Jany, ekonomistka,Radzionków.
Tadeusz Baczkowicz, technolog żywności, Radzionków.

za: http://www.prawica.net/