Portal prowadzony jest przez przyjaciół Węgier, którym bliskie są poglądy premiera Viktora Orbána i kierowanej przez Niego partii Fidesz – Węgierska Unia Obywatelska
Mar 30

Wyzwolenie Budapesztu – 13 lutego 1945 ?

Była to jedna z najkrwawszych bitew II wojny światowej, porównywalna w zaciekłości walk i liczbie ofiar ze Stalingradem. Obrona, a raczej zagłada Budapesztu w 1945 r. nie przyszła do historii jak budujący naszą tożsamość mit Powstania Warszawskiego. Pozostała jak skrywana trauma…Trudno nam dziś ogarnąć myślą skalę strat: blisko 200 tys. zabitych żołnierzy po obu stronach, ponad 300 tys. zabitych wśród ludności cywilnej, zniszczonych 80 proc. budynków Budapesztu.W połowie grudnia na Budapeszt spadł huragan ognia artyleryjskiego. Potem nastąpiły bombardowania lotnicze. W mieście było ponad 800 tys. ludności cywilnej; mieszkańców i uciekinierów przed zbliżającym się frontem. Większość ludzi nie wierzyło, że Budapeszt będzie się bronił. Nie zarządzono ewakuacji, nie zapewniono zapasów pożywienia i leków dla cywili. 22 grudnia 15 sowieckich dywizji dysponujących 3 tys. czołgów uderzyło na Budapeszt. 24 grudnia zamknięty został pierścień oblężenia. Gen. Wildenbruch ogłosił drakońskie prawa „wojenne”, grożąc rozstrzeliwaniem każdego, kto poddaje się panice lub w ten czy inny sposób pomaga wrogowi. 29 grudnia gen. Malinowski wysłał parlamentarzystów z propozycją kapitulacji. Oferta ta został odrzucona; osobiście Hitler żądał możliwie długiej obrony naddunajskiego miasta. Nieszczęsny traf albo świadoma prowokacja SS spowodowała zabicie parlamentarzystów, gdy wracali do swoich. Od tej chwili obrońcy Festung Budapeszt wiedzieli, że wróg nie będzie miał dla nich litości.Sześć tygodni trwały zacięte walki o każdy dom, każdą ulicę. Ostania próba przebicia się przez pierścień oblężenia przez odsiecz niemiecką nastąpiła 1 stycznia. Potem obrońcy liczyć mogli tylko na zrzuty powietrzne. Z wojskowego punktu widzenia ta rozpaczliwa walka nie miała sensu. Sowieci mogli zablokować garnizon budapesztański i kontynuować ofensywę na Wiedeń. Dla Niemców, po 12 stycznia, gdy ruszyła ofensywa sowiecka w Polsce, wiadomym było, że wojna jest już przegrana. Ich śmierć w Budapeszcie nikomu już nie była potrzebna. Mimo to walczono, nie licząc się z nikim i z niczym. 15 stycznia gen Wildenbruch informował sztab generalny: „… brakuje amunicji artyleryjskiej, paliwo jest na wyczerpaniu, sytuacja zaopatrzeniowa jest krytyczny, stan rannych katastrofalny…”. Mimo tego Hitler nakazał kontynuować obronę. 17 stycznia wojska niemieckie wycofały się z Pesztu do Budy. Mimo sprzeciwu Węgrów wsadzono zabytkowe mosty na Dunaju; zginęło przy tym ponad 300 cywili. 11 lutego resztki wojsk niemieckich broniły się już tylko na Górze Zamkowej. Obszar 1 km kw., zasiedlony przez 70 tys. mieszkańców, zasypywany był lawiną pocisków artyleryjskich i lotniczych. To już nie była walka, to była rzeźnia. 13 lutego Wildenbrucht zdecydował się wywiesić białe flagi. Zginęło w czasie tych walk blisko 100 tys. żołnierzy niemieckich i węgierskich. Straty po stronie sowieckiej szacowano na 80 tys. zabitych, 250 tys. rannych.Dla ludności cywilnej kapitulacja nie oznaczała końca piekła. Zwyczajem wzorowanym na Dżingis- Chanie, Rodion Malinowski pozwolił swoim żołnierzom przez dwa dni hulać po zdobytym mieście. W tym szale zamordowano blisko 40 tys. mieszkańców, zgwałcono ponad 50 tys. kobiet. Rabowano wszystko, co miało jakąś wartość.

O tym nie wolno było pamiętać. Stalinizm na Węgrzech był bez porównania bardziej okrutny niż w Polsce. Pierwszymi ofiarami „nowej władzy” byli oficerowie z armii gen. Horthego. Uwięziony przez Szalasiego szef sztabu węgierskiej armii Ferenc Szambathelyi, wydany został jugosłowiańskim komunistom; zginął męczeńską śmiercią na palu. Szeregowych żołnierzy wywożono na Sybir, do sowieckich łagrów. Do 1990 r. pamięć o ich losie, tak jak i pamięć o zagładzie Budapesztu, nie istniała w oficjalnym życiu publicznym.

Nie było sprawą przypadku, że w listopadzie 1956 r. do tłumienia węgierskiego powstania wysłano żołnierzy z Ukrainy. Łatwo ich było przekonać, że powtarza się rok 1945, że kontrrewolucja doprowadzi do walk równie krwawych jak 11 lat wcześniej. Stąd okrucieństwo sowieckich żołnierzy…

za: http://www.facebook.com 1 i 2

Mar 20

Viktor Orbán na UW – przemówienie i dyskusja – Warszawa, 6 marca 2013 r.

Kiedy mówimy o Węgrzech i ich przyszłości w Europie, pojawia się pytanie: czy nasz kraj to czarna owca czy historia sukcesu? Nasi przeciwnicy przedstawiają często Węgry jako czarną owcę Europy – kraj sprawiający tylko kłopoty, a nawet niebezpieczny. W ich opinii to taki regionalny zawadiaka, który nie chce pokoju i opowiada się przeciwko wszystkim ideom, które były sednem zjednoczenia Europy w ciągu ostatnich 
50 lat.

Ale może jednak mamy tu historię sukcesu? Spójrzmy w przeszłość, na to, jak wyglądał nasz kraj w 2010 roku, kiedy przeprowadzaliśmy ostatnie wybory. Węgry znajdowały się wówczas w dużo gorszym stanie niż Grecja. Nasza sytuacja była wręcz beznadziejna. Mieliśmy bardzo wysoki deficyt, zadłużenie, nasza konkurencyjność była bardzo niska, wskaźnik aktywności społeczeństwa był chyba najniższy w Europie, poniżej 57 procent. Ludzie mieli bardzo roszczeniowe podejście. Uważali, że państwo powinno zapewniać równe usługi dla wszystkich, niezależnie od tego, co kto robił. Tak było jeszcze trzy lata temu.

Wzmacniamy klasę średnią

W 2010 roku Fidesz zdobył większość dwóch trzecich w parlamencie. Mając taką siłę głosów, zdecydowaliśmy się na wprowadzenie poważnych zmian. Uznaliśmy, że musimy wyjść z kryzysu. To pierwszy cel. Chcieliśmy wyjść z kryzysu poprzez politykę opartą na równym dzieleniu odpowiedzialności. Dlatego opodatkowaliśmy firmy międzynarodowe i działalność banków. Doszliśmy do wniosku, że fundamentem sukcesu politycznego i gospodarczego jest uczciwy podział odpowiedzialności za życie publiczne.

Drugim naszym celem było delegowanie odpowiedzialności na obywateli i wzmocnienie klasy średniej. Oczywiście jesteśmy wiele winni osobom ubogim. Wielu Węgrów jest w trudnej sytuacji materialnej, ale jeżeli chcemy osiągnąć jakieś wyniki gospodarcze, musimy wspierać klasę średnią. Musimy wspierać tych ludzi, którzy chcą opierać swoje życie i życie swojej rodziny na pracy, na działalności gospodarczej. Stworzyliśmy więc system podatkowy ufundowany na rodzinie. Wprowadziliśmy podatek liniowy. Mamy bardzo niski poziom podatków, które płacą firmy.

Wielka odnowa

Trzecim elementem tej układanki jest odnowa społeczna. W ciągu ostatnich 20 lat w krajach postkomunistycznych mówiło się głównie o reformach strukturalnych. Okazało się jednak, że to za mało. Węgrom potrzebna była taka całkowita odnowa.

Współczesne społeczeństwo opiera się na czterech podstawowych filarach prawnych: prawo pracy, prawo karne, prawo cywilne i konstytucja. Zmieniliśmy je wszystkie. W ciągu trzech lat stworzyliśmy ponad 400 ustaw, które zostały zatwierdzone przez parlament. Około 70 z nich wymagało większości dwóch trzecich głosów w parlamencie. To był proces całkowitej odnowy. To nie były tylko reformy strukturalne, to nie była reorganizacja, to było przeorganizowanie społeczeństwa.

Nie jest to niestety zadanie łatwe. Podejmowaliśmy wiele niepopularnych decyzji. Ale okazało się, że obywatele mogą się przeorganizować. Mogą się na nowo zastanowić nad swoją strategią na życie rodzinne i zawodowe. W wyniku naszych działań jesteśmy wśród pięciu państw Unii Europejskiej, które obniżają zadłużenie państwa. Zaczęliśmy od poziomu 85 procent, teraz jesteśmy na poziomie 77 i dalej oddłużamy. Deficyt budżetowy w 2010 roku wyniósł ponad 7 procent, ale potem rokrocznie wynosił poniżej 3 procent. Mamy bardziej aktywne społeczeństwo i nowy system prac publicznych. Jeżeli rynek nie jest w stanie zapewnić miejsc pracy, państwo organizuje je dla tych osób, które będą dzięki nim w stanie się utrzymywać. Z jednej strony słyszymy więc krytyczne uwagi ze strony Unii Europejskiej, a z drugiej mamy jednak konkretne dane o poprawie sytuacji w naszym kraju.

Stan państwa w Unii Europejskiej określa sześć czynników. Oddłużenie postępuje coraz bardziej intensywnie, deficyt budżetowy mamy poniżej 3 procent. Bilans handlu zagranicznego jest bardzo dobry. Rośnie aktywność społeczeństwa. Maleje zadłużenie państwa. Nie mamy jednak wzrostu gospodarczego. W 2011 udało nam się pobudzić naszą gospodarkę, ale niestety w 2012 roku utraciliśmy ten jej pęd. Mieliśmy wzrost o 1,7 procent, rok później zanotowaliśmy spadek mniej więcej o tę samą wartość. Tak wygląda dziś sytuacja na Węgrzech.

Dzielenie odpowiedzialności

Dlaczego więc w Unii Europejskiej tak wiele osób chce postrzegać Węgry jako czarną owcę, a nie historię sukcesu? Odpowiedź na to pytanie może być również interesująca także dla Polaków.

Moim zdaniem są ku temu dwie przesłanki. Przede wszystkim doszło do konfliktu interesów. Kiedy mówię o podziale odpowiedzialności, to brzmi to całkiem dobrze i wszyscy się z tym zgodzą. Kiedy jednak okazuje się, że podział odpowiedzialności oznacza między innymi to, iż banki powinny być bardzo mocno opodatkowane, to przestaje się to podobać.

Zaangażowanie instytucji finansowych w dzielenie odpowiedzialności nie jest w interesie większości narodów zachodnioeuropejskich. Takie dzielenie odpowiedzialności jest bardzo dobre dla państwa, ale międzynarodowe instytucje finansowe nie są zadowolone z podnoszenia podatków dla nich.

To nie dotyczy tylko firm zagranicznych, zachodnioeuropejskich, bo także wiele firm węgierskich jest opodatkowanych na tej samej podstawie i ma dokładnie takie same pretensje. Podjęte przez nas decyzje oznaczają, że niektóre zachodnie firmy i banki będą zyskiwać mniej. Ich zyski są niższe niż w poprzednich latach, bo są wyższe podatki.
To jest jedna grupa przesłanek, dla których wiele firm i niektórych biurokratów z Unii Europejskiej jest przeciwko temu, co my robimy. W ich rozumieniu jest to strata dla gospodarki unijnej.

Inna wizja Europy

Druga grupa to powody ideologiczne – konflikt idei. W wielu instytucjach UE, w wielu unijnych krajach, nawet w mediach, rządach czy na poziomie debaty publicznej większość opowiada się za wartościami i ideami innymi niż te, które dominują u nas na Węgrzech.

Można to nazwać ideami liberalnymi, ale to bardziej skomplikowane. W Unii Europejskiej decyzje podejmują głównie ludzie, którzy w swojej wizji Europy zakładają, że jej przyszłość nie powinna opierać się na religii, że społeczeństwo powinno być bardziej świeckie, niż jest dziś. Zamiast silnego poczucia tożsamości narodowej przyszłość Europy powinna, ich zdaniem, skupiać się na takim „superponadnarodowym czymś”. Życie, tak jak my je rozumiemy, którego podstawą jest rodzina, w ich opinii powinno się opierać na różnych typach rodzin.

Tak naprawdę sprowadza się to do tego, że wiele osób w Europie uważa, że religia, Kościół, naród i rodzina to przeszłość kontynentu, a jego przyszłość jest zupełnie inna – dla nich to jest postęp. Ale są kraje takie jak Węgry, w których dwie trzecie mówi: nie, my mamy inną wizję. Dla nas religia, wartości, życie, kościoły, naród, rodzina nie należą tylko do przeszłości, ale należą do przyszłości tego kontynentu.

Możemy więc mówić o konflikcie nie tylko interesów gospodarczych, ale także na poziomie dyskusji o wartościach i wizji Europy.

Droga do zwycięstwa

Wierzymy, że w nadchodzących latach wszystkie państwa członkowskie będą spełniać trzy wymagania jednocześnie: obniżanie zadłużenia państwowego, poprawa konkurencyjności, a jednocześnie utrzymywanie wsparcia państwa i współpracy społecznej. Te kraje, którym to się uda, odniosą sukces. Te, którym nie, będą miały bardzo ograniczone szanse w przyszłości. Węgry mogą należeć do tej pierwszej grupy.

Nie twierdzę, że już odnieśliśmy zwycięstwo – to nieprawda. Mamy jednak duże szanse na odniesienie zwycięstwa, jesteśmy już o krok od tego momentu. Jeśli dane liczbowe dotyczące gospodarki w ciągu najbliższych kilku miesięcy pokażą to, o czym dzisiaj mówiłem, Węgry nie będą już postrzegane jako czarna owca, ale jako historia sukcesu.
Mamy na to szansę, choć nie będę ukrywał, że może być to trudne z powodu nacisku z centrów finansowych czy instytucji europejskich. Niełatwo jest działać pod taką presją.

Jestem bardzo wdzięczny Polakom, którzy wspierali nas w ramach solidarności środkowoeuropejskiej w trudnych momentach, kiedy Węgry były opuszczone. Takich państw było bardzo niewiele. Polska do nich należała, miała odwagę nas wspierać. Pomogliście Węgrom i naszej politycznej rodzinie przetrwać ten polityczny nacisk, pod którym się znaleźliśmy, zatem bardzo serdecznie za to dziękuję.

Dyskusja:

Igor Janke

Tytuł mojej książki o panu  brzmi „Napastnik – opowieść o Viktorze Orbánie”. Napastnik może odnosić się do pana miłości do piłki nożnej, ale także do pana aktywności w życiu politycznym. Czy jest pan takim „napastnikiem”? Czy to słowo dobrze oddaje pana naturę polityczną?

Viktor Orbán

Cóż, agresywność bywa postrzegana jako pozytywna cecha w Ameryce. Tam napastnicy zawsze są agresywni. W Europie jeżeli ktoś nazwie nas „agresywnymi”, to raczej jest obraźliwe. Muszę zatem bardzo ostrożnie przyjąć tytuł tej książki. Ale jeżeli się nad tym zastanowimy… Opowiem teraz o sobie trochę prywatnie, ale zaraz wrócę do polityki. To jak ja i moje pokolenie odnaleźliśmy drogę właśnie do polityki to kwestie bardzo ważne. Nas nigdy nie kształcono w tym kierunku, polityka nie była dla nas drogą do kariery. Teraz patrzę na nowe pokolenia, żyjące już w świecie wolności… Ludzie młodego pokolenia mogą powiedzieć: ja bym chciał być pracownikiem naukowym albo ekonomistą, chcę grać w lidze piłkarskiej, albo w polityce. W latach 80-tych tak nie było. Jeżeli jakiś kraje o tym dobrze wiedzą, to na pewno Polska do nich należy. My byliśmy zaangażowani w politykę z powodów moralnych, nie chodziło o karierę, a raczej o silne poczucie moralności, nadania sensu naszemu życiu osobistemu, ale także zrobienie czegoś dla społeczeństwa.

Pamiętam kiedy pierwszy raz pojechałem na zachód Europy z koleżanką, która potem została moją żoną. To był 1984r. Pojechaliśmy pociągiem, konserwy w plecaku, pieniądze w skarpetkach… Wróciliśmy po 30 dniach, naszym ostatnim przystankiem przed powrotem na Węgry był Wiedeń. Tam odbyliśmy bardzo poważną rozmowę, chyba najpoważniejszą w naszym wspólnym życiu: czy wsiąść do pociągu, który jedzie do Budapesztu czy zostać w Wiedniu? Dylemat sprowadzał się tak naprawdę do tego: czy wybrać wolność i zostać w Wiedniu, ale jednocześnie nie zobaczyć później nikogo, kto byłby ważny w naszym życiu osobistym – rodziców, braci, siostry, czy może wrócić na Węgry, do tego życia, które się tam prowadziło i zapomnieć o wolności? To był dylemat na początku lat 80-tych. Parę lat później zdaliśmy sobie sprawę z tego, że komunizm przechodzi kryzys. Wówczas takie poczucie przymusu moralnego sprawiło, że znowu poszliśmy w kierunku tej wolności i wiedzieliśmy, że musimy walczyć o tę wolność. Jeżeli chcemy, żeby nasze dzieci żyły w wolnym kraju, to teraz jest czas walki z ZSRR, z reżimem komunistycznym. To teraz jest czas na to, żeby poświęcić naszą energię, by wyzwolić nasz kraj. Dlatego weszliśmy do świata polityki. I zostaliśmy tam z kilku powodów, ale to właśnie ten rodzaj motywacji jest wciąż numerem jeden. Dlatego to nasze pokolenie polityków nie może być postrzegane tak samo jak politycy europejscy. Oni są innymi ludźmi niż my byliśmy. W tym sensie my, niezależnie od tego, że zmieniły się okoliczności, wciąż mamy silną motywację do tego, aby walczyć. Dlaczego ja się znalazłem w polityce? Jeżeli nie miałbym motywacji moralnej, to powinienem tej działalności zaprzestać. Dlatego też słowo „napastnik” to jest dobre słowo, to jest kwintesencja tego, o co chodzi w grze, czyli o strzelenie gola. Jeżeli nazywacie mnie „napastnikiem” w tym sensie, to jestem z tego zadowolony, bo nadal jestem człowiekiem, który szuka głębszego sensu, głębszej motywacji życia politycznego, a nie tylko kariera, sukces, aplauz, wyróżnienia, zwycięstwa. Oczywiście to jest dobre, nie będę hipokrytą – zwycięstwa są super, ludzie cię uwielbiają… Ale to nie jest sedno pracy; sedno pracy, jej serce jest zupełnie gdzie indziej. W Polsce na pewno mnie zrozumiecie, że jest nim życie polityczne oparte na wartościach chrześcijańskich.

W języku węgierskim słowo „kraj” ma podwójne znaczenie. Jeżeli mówimy „budujemy nasz kraj”, to budujemy naród, ale to jednocześnie możemy przetłumaczyć jako budowanie kraju Boga. Dla nas kraj narodu i kraj Boga to jest to samo.

Igor Janke:

Kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy 24 lata temu w Budapeszcie, miał pan wówczas bardzo wiekopomne wystąpienie, wzywał pan Związek Radziecki, aby ich wojska opuściły Budapeszt. To było bardzo radykalne przemówienie. Ale gdy patrzę teraz na to, co pan robi w polityce węgierskiej, widzę dokładnie tego samego człowieka, bardzo radykalnego.

Viktor Orbán:

Cóż, moja żona ma inne zdanie. Mówi, że poślubiła mężczyznę, który był muskularnym, młodym studentem z uniwersytetu, a dzisiaj jestem takim wyczerpanym, grubym politykiem. Różnica jest niestety oczywista.

Ale wciąż gra pan w piłkę…

Tak!

Wracając do tego wystąpienia – ono było ważniejsze niż może się wydawać. Polska historia jest inna, nawet jeżeli chodzi o opór antykomunistyczny. Ja byłem częścią tzw. ruchu antykomunistycznego oporu na Węgrzech, ale to jest nieporównywalne do tego, co się działo tutaj w Polsce. My Węgrzy byliśmy tacy subtelni. Wy byliście radykalni, radykalnie opowiadaliście się przeciwko komunizmowi. W latach 80-tych patrzyliśmy na to, co dzieje się w Solidarności, na stan wojenny, trudności aktywistów, których bardzo szanowaliśmy, a którzy 6-7 lat spędzali w więzieniach. My na Węgrzech nigdy nie mieliśmy nic podobnego. W ’56 mieliśmy rewolucję, taką prawdziwą rewolucję – to był ten duch węgierski, ale potem? Potem nie byliśmy w stanie ewoluować, rozwijać tej myśli. Nie byliśmy w stanie stworzyć silnej, systematycznej siły oporu, która przekraczałaby wszystkie granice społeczne i obejmowała całe społeczeństwo, tak jak stało się to tu, w Polsce. Dlatego też cały charakter tego przejścia z reżimu komunistycznego do demokracji na Węgrzech wyglądał inaczej niż w Polsce. Tutaj mieliście bardzo jasną, spersonalizowaną wizję. Na Węgrzech można by ją określić hasłem: czas na wolność. Nie mieliśmy więźniów politycznych, więc nie mogliśmy wzywać do uwolnienia więźniów politycznych. Nie mieliśmy żadnych nielegalnych działalności intelektualistów, nie mieliśmy niczego na kształt Solidarności. Nie będę wymieniał nazwisk, to skomplikowana sprawa politycznie, ale mieliście tutaj wielu herosów w Polsce, zwłaszcza w drugiej połowie lat 80-tych. Nawet ktoś, kto mnie dziś bardzo krytykuje – Adam Michnik, był wtedy moim przyjacielem. Walczyliśmy razem o wolność. Teraz widzimy, że mieliśmy wówczas różne wyobrażenia jeśli chodzi o to, co to jest wolność. Ale tak naprawdę takie charaktery są bardzo ważne. Listy z więzień pisane przez Michnika to była ważna książka. Czy postać papieża Polaka – „nie bójcie się!”, to co on do was mówił… My na Węgrzech nie mieliśmy niczego porównywalnego, dlatego też proces transformacji był skutecznie zarządzany przez socjalistów. Oni wyjaśnili to wszystko, co się działo, nie jako wynik oporu społeczeństwa, demokratycznego społeczeństwa, które żąda wolności, ale jako taki miły gest od liderów, którzy zdecydowali się, że przejdą od dyktatury do demokracji. To naprawdę był problem węgierskiej transformacji, to jak wytłumaczyć ludziom, że to co się dzieje, nie dzieje się tylko dlatego, że nasi liderzy polityczni są tacy mili, tacy hojni, że po prostu zgadzają się na to, że nikt nas nie zastrzeli jeśli będziemy chcieli walczyć o wolność i suwerenność narodową. To była tak naprawdę jedyna sytuacja w naszej transformacji, odrodzenie rewolucji z ’56 roku, kiedy ta transformacja naprawdę była widoczna – to było świadectwo tego, że to co się dzieje, taka zmiana, to nie jest jakiś gładki proces, to jest walka o demokrację. I niezależnie od tego, czy należy się do Węgier w tradycji 1956 roku czy do tego gulaszu komunizmu – takiego relatywnie łatwego życia, które łączyło w sobie troszeczkę obozu pracy, związków zawodowych i wczasów pod gruszą – tak nam chciał się przedstawiać komunizm, było jasne, że nie ma żadnej innej alternatywy, trzeba było być radykalnym. Sedno transformacji polegało na tym, żeby wyjaśnić ludziom, że chodzi o nasze życie, o Węgry, historię, misję, wolność, dlatego też to moje przemówienie było radykalne. Teraz mógłbym z perspektywy czasu powiedzieć, że nie było wystarczająco radykalne. Ale wówczas było ono OK.

Igor Janke:

Mamy 2013 rok, czy nadal trzeba być tak radykalnym? Czy liderzy muszą stawiać sobie takie ogromne cele, trudne zadania? W Polsce dyskutuje się o tym czy powinniśmy mieć podejście małych, ostrożnych, przemyślanych kroków, czy podejmować trudne, wielkie reformy?

Viktor Orbán

Cóż, mamy tutaj jedną kwestię, która odnosi się do przeszłości i wiele, które odnoszą się do przyszłości. Przeszłość – młodzi ludzie, którzy tutaj są, pewnie nie pamiętają tego, niemniej jednak moje pokolenie i osoby starsze wciąż pamiętają, wciąż tkwią przy tej trudności. Bardzo trudno jest dziś powiedzieć, że w wyniku transformacji z dyktatury politycznej do demokracji politycznej, z kraju który był zajęty przez ZSRR do kraju suwerennego, osoby, które zajmują najważniejsze stanowiska w państwie, pozostają bez zmian.

Prywatyzacja stworzyła podstawy konkurencyjności gospodarczej w latach 90-tych i na początku lat dwutysięcznych. Prywatyzacja na Węgrzech nie opierała się na zapewnieniu szans dla małych przedsiębiorców, przede wszystkim chodziło tutaj o zapewnienie szans rozwoju dla byłych komunistycznych szefów firm państwowych. Węgierskie społeczeństwo wierzy, że w wielu strefach naszego życia społecznego ci, którzy byli na górze, nadal tam są. Nie byliśmy w stanie sobie z tym poradzić w latach 90-tych i latach dwutysięcznych. Nie byliśmy w stanie zapewnić bardziej sprawiedliwej dystrybucji możliwości dla naszego społeczeństwa w latach 90-tych. Jest to bardzo emocjonalne podejście, przemawia do serca bardziej niż rozumu, ale wciąż jest to bardzo duży problem. To, co należy do przeszłości, jest jednak zamknięte. To nawet dla mnie ogromne wyzwanie moralne. Nie mogę cofnąć się o 20 lat i zmienić historii. Teraz mogę jednak tworzyć nowe szanse dla wszystkich utalentowanych, młodych ludzi, którzy chcą odnieść sukces w przyszłości, którzy chcą należeć do dominującej warstwy społecznej, którzy mają taką motywację.

To jest pierwsze ważne wyzwanie. Drugie polega na tym, że nie wiemy w jakim kierunku pójdzie Europa. Próba stworzenia wspólnoty opartej o tę samą walutę, ale nie o jedną politykę gospodarczą i jeden system polityczny, okazała się nieudana. Trudno jest przypuszczać czy strefa euro przetrwa w takim kształcie jak jest obecnie, czy stanie się silniejsza? A może słabsza? Czy powinniśmy do niej dołączyć czy ostrożnie czekać? Zobaczyć jak stawić czoła głównym wyzwaniom węgierskiej gospodarki w świetle UE? To bardzo trudne.

20 lat temu wyzwania były proste. Jeżeli dostrzegliśmy jakiś problem gospodarczy czy społeczny w naszym społeczeństwie, szukając na niego odpowiedzi można było powiedzieć – cóż, jest taki udany model, który zafunkcjonował 200 kilometrów na zachód od Budapesztu. Tam znajdziecie rozwiązanie, skopiujcie je. Skopiujcie to, co zrobili ludzie na Zachodzie i odniesiecie sukces.

Wydawało się to łatwe, ale tak już nie jest. Strefa euro ma kłopoty, trzeba powiedzieć – nawet poważniejsze niż nasza gospodarka. Zatem powiedzenie, że powinniśmy naśladować ludzi z Zachodu, nie jest dobrą odpowiedzią. Prawdopodobnie musimy czerpać z ich doświadczenia, ale nie możemy ich już kopiować. Dlatego też prawdziwe wyzwanie dla Europy Środkowej polega na tym, by stworzyć własną odpowiedź na własne wyzwania. Nie wiem jaka jest odpowiedź Polaków na główne, strategiczne kwestie ekonomiczne i społeczne, ale znam odpowiedzi Węgrów. Niełatwo było ukuć te odpowiedzi i rozwiązania, ale znaleźliśmy je, tyle że w biurokratycznych instytucjach w Brukseli to, co my robimy, postrzegane jest jako ruch antyeuropejski. Zamiast podążania za wskazówkami z Brukseli, my tworzymy takie specjalne, własne rozwiązania, ale my ich potrzebujemy. Kraje strefy euro wpływają na nas, to co się u nich dzieje, rozlewa się na pozostałą część Europy i na pozostałe kraje strefy euro. My nie należymy do strefy euro, dlatego potrzebujemy większej elastyczności i większego pola manewru. To, co my robimy, nawet jeśli to jest niewłaściwe, nie będzie miało takich bezpośrednich, natychmiastowych strasznych konsekwencji dla innych krajów jak niewłaściwe decyzje podejmowane w strefie euro. Dlatego też kraje, które nie przystąpiły do strefy euro, powinny móc otwarcie tworzyć nowe instrumenty ekonomiczne, podejmować nowe decyzje, stworzyć taki węgierski, polski, czeski czy litewski sposób, aby po prostu poprawić sytuację w swoim kraju. Dlatego też konflikty czy dysputy między Brukselą a bardziej elastycznymi krajami, które wymagają elastycznej polityki, takimi jak Węgry, będą częścią życia politycznego w przyszłości.

pytanie z sali: Bartosz Kostrzewski, SGH

Szanowny Panie Premierzy, to dla mnie ogromny zaszczyt, że mogę zadać pytanie. Dotyczy ono niedawnej zmiany u steru Narodowego Banku Węgier. Mówi się, że bank utracił trochę suwerenności. Prosiłbym o wymienienie działań, które rząd podejmie w momencie, kiedy rezerwy walut zagranicznych zostaną zużyte, a które będą wspierać wzrost gospodarczy, który w ostatnim czasie bardzo osłabł. W szczególności chciałbym odnieść się do procedur, które zapewnią dobrobyt gospodarczy Węgrów w przypadku ataku spekulacyjnego na forinta.

Viktor Orbán

To trudniejsze pytanie niż na egzaminie na uniwersytecie ekonomicznym, ale postaram się odpowiedzieć najlepiej jak potrafię.

Suwerenność i niezależność banku narodowego gwarantowana jest prawem. I odpowiednimi procedurami. Jest to zapisane w konstytucji węgierskiej. Dyskutowaliśmy na ten temat z UE, ale komisarz w końcu powiedział, że jest OK.

Nie po raz pierwszy nominowałem szefa banku centralnego. Kiedy byłem premierem w latach 1998 – 2002r. stało przede mną dokładnie to samo zadanie. I dziś zrobiłem to samo, co zrobiłem wtedy. Wówczas zwróciłem się do Ministra Finansów, żeby stanął u sterów banku narodowego. To było w 2001 r. Teraz zrobiłem to samo. Bardzo ufam osobie, która stoi u steru banku, to osoba, która bardzo wiele wie o gospodarce i finansach Węgier. To jedyny minister finansów Węgier, któremu udało się obniżyć zadłużenie państwowe. To jedyny człowiek, który był w stanie utrzymać budżet na poziomie poniżej 3%, był zatem najlepszym kandydatem. To strata dla naszego rządu, że nie jest już ministrem finansów, ale jest to dobre dla gospodarki węgierskiej i banku narodowego.

Pytał pan także o rezerwy. Byłbym tutaj ostrożny, przede wszystkim to nie leży w gestii premiera, narodowe rezerwy walut zagranicznych należą do banku narodowego. Premier nie powinien nieostrożnie się na ten temat wypowiadać. To bardzo złożona kwestia, prawdopodobnie dla Polaków nie jest to nawet oczywiste dlaczego to skomplikowane.

Polska to bardzo duży kraj, Węgry nie. Jest was przynajmniej 4 razy więcej niż nas Węgrów. Rozmiar waszej gospodarki także jest dużo większy niż rozmiar gospodarki węgierskiej, dlatego też jeśli pomyślimy o polityce gospodarczej Polski, możecie oprzeć ją także o rynek wewnętrzny. A nas, Węgrów, jest dziesięć milionów. Nasze PKB opiera się na eksporcie. Przy tym rozmiarze kraju, trudno byłoby nam polegać mocno na rynku wewnętrznym. Zatem mamy zupełnie inne podejście do życia. Jeżeli wasza gospodarka byłaby tak otwarta jak nasza, wówczas zobaczylibyście, że to jest także większe narażenie na wpływy zagraniczne. Nasza gospodarka jest bardzo otwarta, dlatego też musimy bardzo ostrożnie obchodzić się z rezerwami walutowymi. Stąd zawsze zalecam tutaj ostrożność i wyłączną władzę przewodniczącego Narodowego Banku Węgier.

A jeśli chodzi o forinta…?

Mamy naszą własną walutę i ona sobie jakoś radzi.

pytanie z sali: Przemysław Wipler, PiS

Panie Premierze, książka pana Igora Janke nie powinna mieć tytułu „Napastnik”, może powinna mieć tytuł „Wybawca”? Do takiego wniosku doszedłem czytając ją. Ma pan w Polsce wielu przyjaciół, wielu zwolenników, wielu ludzi w polskim życiu politycznym i społecznym podziela pana poglądy, jeżeli chodzi o rolę historii, tradycji, tożsamości narodowej. Jesteśmy wdzięczni za to, co robi pan w swoim kraju, w polityce węgierskiej. Takiej polityki potrzebujemy w Europie.

Mam dwa pytania. Po pierwsze, chciałbym zapytać o rolę państwa jeżeli chodzi o wspieranie rodzin. Węgry mają dokładnie takie same duże problemy demograficzne jak Polska. Wprowadziliście zmiany, jeżeli chodzi o kwestie fiskalne oraz inne obszary życia gospodarczego, które wpływają na pozycję rodziny. Czy zatem pan premier mógłby opisać dlaczego jest to tak ważne i może jaka była najważniejsza decyzja w tym obszarze.

Drugie pytanie odnosi się do tego jakie są najważniejsze wspólne obszary zainteresowania, które łączą Polskę i Węgry obecnie.

Viktor Orbán

Odpowiadając najpierw na drugie pytanie: mamy bardzo podobne położenie geograficzne – między Rosjanami a Niemcami, to proste. Staramy się prowadzić dobrą, rozsądną politykę w obydwu kierunkach, ale tak naprawdę trzeba spojrzeć prawdzie w oczy. Gdyby ktoś powiedział, że to jest nieważne, niech spojrzy w historię: my jesteśmy Europą Środkową.

Spójrzmy w przeszłość: bardzo cierpieliśmy, ponieważ nie byliśmy w stanie się dobrze obronić, stworzyć odpowiednich sojuszy, zatem niezależnie od tego, że należymy do UE, mamy wspólne relacje z Rosją, ponieważ jesteśmy w takim, a nie innym położeniu geograficznym. Moim zdaniem trzeba wspierać możliwie najgłębszą współpracę w regionie, jeśli chodzi o bezpieczeństwo, logistykę, handel.. Musimy tworzyć żywą, silną gospodarczo Europę Środkową. Musimy także prowadzić politykę zrównoważoną w ramach UE wobec Niemców i drugą politykę – rozsądną politykę wobec Rosjan. Ale sednem tej polityki jest silna Europa Środkowa.

Węgry to 10 milionów obywateli, Polska jest większa, ale porównajcie się z innymi – też macie jakieś problemy. Trzeba temu stawić czoła. Jeżeli jest się słabym, nie można się bronić. Słabość nie jest odpowiedzią, słabość jest problemem. Dlatego musimy wspierać współpracę w rejonie Europy Środkowej. Baza ku temu jest dobra. Emocjonalnie wszystko tutaj gra – jesteśmy tutaj, rozmawiamy o tym, wyjaśniamy, rozumiemy dlaczego jesteśmy tutaj. Historycznie też wszystko grało, mamy wspólnych bohaterów, którzy nas łączą. Wydaje mi się, że mamy tu bardzo duży potencjał na rozwijanie współpracy.

Kwestia rodziny. Węgry mają tutaj pewne problemy. 42% noworodków to noworodki, które rodzą się poza małżeństwem. Mamy niż demograficzny, musimy zatem podjąć działania, to jest oczywiste. Ale musimy także działać ostrożnie. Węgrzy to bardzo skomplikowany naród, nawet sobie państwo nie wyobrażacie, jak trudno nimi rządzić. 10 milionów wojowników o wolność. W umyśle Węgra mamy taki specjalny czujnik, czujnik który nie odnosi się do życia politycznego. Wynika z niego, że po prostu jest się Węgrem. Niezależnie od tego kto – czy rząd, czy Rosja, chce interferować w moje życie prywatne, ja działam. W tym kontekście jesteśmy piątym, najbardziej indywidualistycznym narodem świata, po Anglosasach jesteśmy numerem jeden w Europie. To jest ten czujnik, czujnik, który broni wolności. Mój dom to moja twierdza, moje życie to moje życie, moja decyzja to moja decyzja. To jest czujnik indywidualności. Jest to trudne, ale jednocześnie mamy bardzo silne poczucie tożsamości narodowej. Dla mnie to jest super połączenie. Trudne, ale je lubię. Wolność i naród.

Jednak problem sprowadza się do tego, że jeśli chcielibyśmy stworzyć politykę opartą na rodzinie, ludzie mogą zareagować na dwa sposoby. Widzą, że jest to dobre, bo wspieramy rodzinę, ale jednocześnie mogą postrzegać to jako wtrącanie się, to że rząd chce nakierować ich działania w konkretnym kierunku, prorodzinnym. Jeżeli będą czuli, że rząd na nich naciska, wówczas odrzucą taką politykę. My musimy to przedstawić jako możliwość, rozważcie ją – wówczas Węgrzy będą w stanie taką możliwość zaakceptować. Musimy działać bardzo ostrożnie, z racji wartości, jakie tkwią w sercach Węgrów.

Ja prowadzę politykę prorodzinną. Nawet w konstytucji jest wyraźny zapis o tym, że życie rodzinne powinno być chronione od pierwszego momentu egzystencji. Ponadto rząd węgierski musi chronić życie, po trzecie – rodzina jest czymś bardzo pozytywnym. Rodzina to może być tylko jedna kobieta i jeden mężczyzna, jedno małżeństwo. Mógłbym być z tego dumny, ale to było wpisane do prawa już przede mną. W połowie lat 90-tych ubiegłego stulecia węgierski Trybunał Konstytucyjny podjął decyzję, mówiącą o tym, że rodzina to jest jeden mężczyzna i jedna kobieta. To nie jest innowacja mojego rządu, to jest innowacja Boga i Trybunału z lat 90-tych. My tak naprawdę nic nowego nie stworzyliśmy. Po prostu tę decyzję Trybunału Konstytucyjnego zapisaliśmy w konstytucji. To ważne.

Polityka jest skomplikowana, nie chciałbym nikogo krytykować, ale jeżeli żyjemy w konkretny sposób, to czujemy jakąś wewnętrzną motywację do tego, aby organizować świat wokół siebie w taki sposób, w jaki żyjemy. To jest problem. Dlatego też musimy być prorodzinni, w przeciwnym razie ludzie, którzy chcą kształtować życie osobiste inaczej niż my, będą chcieli kształtować nasze życie na swój sposób. To zagrożenie, na które trzeba uważać.

pytanie z sali: Michał Orzechowski, dziennikarz

Czy może pan przyznać, że w swoich działaniach wobec Rosji czy Europy inspiruje się jakimiś konkretnymi elementami? Czy np. pana inspiracją była Polska i Gruzja i to co robił premier Saakaszwili?

Drugie pytanie: wiem, że nie może pan komentować życia publicznego Polski, ale jak polska opozycja mogłaby przejść przez blokadę mediów przez siły polityczne i fundamentalistów z UE? Jaka była recepta waszego sukcesu? Przeszliście przez tę blokadę czy obeszliście ją?

Viktor Orbán

Pierwsze pytanie jest bardzo proste. Rok 1956 – to była motywacja dla całej Europy, która narodziła się na Węgrzech. Jesteśmy z tego dumni, ale jednocześnie musimy być świadomi tego, że mniej więcej od lat 70-tych motywacja pochodziła z Polski, to Polska była tą lokomotywą walki o wolność i suwerenność. Można powiedzieć, że to trwało od 1968 r. i tego, co się działo na uniwersytetach. Potem lata 70-te, robotnicy, KOR, a następnie Solidarność. Dlatego też podejście antykomunistyczne, ten ruch antykomunistyczny stawiał sobie Polskę jako wzór, to nie pozostawia żadnych wątpliwości. Dziś sytuacja jest bardziej złożona. Przede wszystkim, cóż, szanujemy to co pokazują dane liczbowe, to co udało wam się osiągnąć w Polsce. To naprawdę robi wrażenie. Państwo to krytykujecie, ale spójrzcie na dane liczbowe, macie wzrost gospodarczy – Węgry bardzo się z tym borykają.

Jednak w ujęciu politycznym prawica i centroprawica wygląda u was inaczej niż na Węgrzech. Jeśli mogę to podać na przykładzie mapy. Macie PiS i PO, partię premiera. Ludzie PiSu mogą być gotowi na współpracę. Są radykalni, ale ważny jest dla nich zdrowy rozsądek. Nie mówię tutaj o radykałach, którzy przekraczają racjonalność. Tacy ludzie są wszędzie. Mam tu na myśli radykałów, którzy jednak akceptują zdrowy rozsądek. Na Węgrzech, odpowiednik takich osób z PiSu, to część naszej rodziny politycznej. Dlatego też wydaje mi się, że my jesteśmy bardziej prawicowi niż partia rządząca w Polsce. Semi-socjaliści, liberałowie skoncentrowani na biznesie, którzy należą do PO, nie są częścią naszego środowiska politycznego na Węgrzech. Kiedy mówimy prawica, nie mówimy dokładnie o tym samym obszarze politycznym na Węgrzech i w Polsce. Ci, którzy są bardziej liberalni, semis-ocjaliści, tacy lewicowi liberałowie stworzyli na Węgrzech swoją partię, oni nigdy nie byli częścią centroprawicy. Mają swoją tzw. partię liberalną. W ciągu ostatnich 20 lat zdobywali bardzo dużo głosów, no może z wyjątkiem ostatnich wyborów, kiedy nie przekroczyli progu 5% i, na szczęście, jak to mówimy, nie ma ich w parlamencie węgierskim, zniknęli, ale oni nigdy nie dołączyli do naszej społeczności politycznej.

Zatem ta zjednoczona prawica na Węgrzech, która opiera się na takich wartościach jak ludzka godność, chrześcijaństwo, wolność, rodzina, jest troszeczkę bardziej po prawej na mapie politycznej na Węgrzech niż w Polsce. Na Węgrzech ta partia ma bardzo szerokie spektrum, dlatego też była w stanie obsadzić 2/3 miejsc w parlamencie. To mój sukces.

W 1994r. Fidesz, nasza społeczność polityczna, uzyskała 7% głosów w wyborach. Jeżeli kampania trwałaby 2 tygodnie dłużej, prawdopodobnie nie dostalibyśmy się nawet do parlamentu. To była bardzo trudna kampania dla nas. Ale pozostaliśmy; rząd konserwatywny przegrał wybory i zaczęliśmy odbudowywać prawicę. W ‘98r., cztery lata później, wygraliśmy wybory. 4 lata odbudowywania prawicy. To było pierwsze podjęcie próby stworzenia takiej rodziny centroprawicowej na Węgrzech.

W 2002 r. przegraliśmy wybory. Było ku temu kilka powodów. Jeden z nich polegał na tym, że nie odpowiedzieliśmy sobie na pytanie o to, jakie partie mogą być konkurencyjne w przyszłości w polityce europejskiej. To było 10 lat temu, nie wiem czy państwo to pamiętają, ale wówczas w polityce europejskiej zadawaliśmy sobie pytanie jakie będą partie przyszłości – partie sieci, partie internetowe? Partie oparte na członkostwie czy może takie amerykańskie partie, które się jednoczą przed wyborami? Nasza partia nie podjęła właściwej decyzji, tak naprawdę nie podjęliśmy żadnej decyzji. I przegraliśmy, dla mnie to była ogromna lekcja. Zatem następne osiem lat to dla nas były lata mobilizacji, tworzenia partii opartej na konkretnej sieci relacji, na konkretnych wartościach; dziś mamy mnóstwo członków, ogromne wsparcie. Wysłałem list do 8 milionów Węgrów uprawnionych do głosowania, z 14 pytaniami dotyczącymi konstytucji i proszę mi wierzyć, otrzymałem ponad milion odpowiedzi. Taka jest ta sieć relacji naszej rodziny politycznej, sieci mocnej. Nie mamy innej możliwości niż zdać sobie sprawę, że ludzie są ważni, musimy zakorzenić się w tej społeczności, ludzie to nie tylko ci, którzy na nas głosują. Oni muszą stać się częścią naszego ruchu, bez tego nasz ruch nie odniesie sukcesu. A to sprowadza mnie do pana drugiego pytania.

Jeżeli wasza aktywność nie będzie dla wyborców inspiracją, zainspirują ich media. Media to media, zawsze są liberalne, zawsze są otwarte na innowacje, tak to nazywają. My jesteśmy partią bardziej tradycyjną, media nigdy nie były dla nas – tak się mówiło. Zatem jeżeli nie chce się polegać na opinii mediów o nas samych, trzeba stworzyć swoje struktury. Proszę zobaczyć co się dzieje w krajach zachodnioeuropejskich. Wiele partii konserwatywnych w Europie musi zmieniać, liberalizować swoje opinie, ponieważ media są jedynym instrumentem, za pomocą którego są oni w stanie komunikować to swoje przesłanie. Innymi słowy, partie te dostosowały się do mediów, a to nie jest demokratyczne, dlatego też musicie mieć silną sieć – sieć informacyjną, osobową, która będzie przeciwwagą dla tego, co się dzieje w świecie mediów. Jeżeli będziecie wystarczająco silni, nie powinniście być nieśmiali. Trzeba wyraźnie o tym mówić; mówić, że niezdrowe jest dla społeczeństwa, jeśli mamy tylko jedno podejście do życia, które prezentowane jest w mediach. Musicie znaleźć jakichś biznesmenów, dla których ważna jest tradycja, którzy pomogą wam stworzyć media. Bez tego jak chcecie być konkurencyjni? Państwo nigdy nie będzie tworzyć takich mediów, które wspierałyby opozycję. Jeżeli zatem chcecie stworzyć jakąś przeciwwagę dla lewicowych mediów liberalnych, poprzez kanały państwowe – nigdzie nie dojdziecie, ludzie tego nie kupią. Bardzo bliskie temu jest łapówkarstwo. Zamiast tego musicie tworzyć media oparte o własność prywatną – radio, gazety, telewizję. Musicie być konkurencyjni także w świecie mediów. Bez tego wasze szanse są bardzo ograniczone. Nie bądźcie nieśmiali, jeżeli macie odpowiednie instrumenty, biznesmenów, jeżeli jesteście w stanie stworzyć dobre środowisko legislacyjne, idźcie tą drogą. W przeciwnym razie liberalne media będą dyktować co jest dobre, a co złe, a to nie jest dla dobre. Najlepszy sposób, aby osiągnąć konkurencyjność na tym polu to właśnie to, o czym mówiłem, tego się nauczyliśmy z historii Węgier, wydaje mi się że w Polsce może to wyglądać podobnie.

pytanie z sali: Grzegorz Senatorski, WUM

Jest taka popularnie rozpowszechniona opinia w Polsce, że transformacja na Węgrzech była możliwa dzięki ogromnym rzeszom, które modliły się za ojczyznę. Kardynał Peter Erdö wzywał Węgrów do modlitwy za ojczyznę.

My teraz jesteśmy w takim stadium rozwoju, że musimy czynić egzorcyzmy w naszym parlamencie, odprawiać egzorcyzmy. 11 listopada, w Dzień Niepodległości odczynialiśmy takie egzorcyzmy. Zatem zapraszam pana premiera na mszę 16 marca o 10.00 w Budapeszcie, w kościele św. Stefana. Tam będziemy modlić się i dziękować za naszych świętych, z historii polskiej i węgierskiej. Chciałbym przekazać panu premierowi to zaproszenie.

Viktor Orbán

Bardzo dziękuję.

Bardzo często jesteśmy w stanie krytykować Amerykanów, jeżeli chodzi o życie polityczne – może nie publicznie, ale tak między sobą, w rozmowach. Odnosząc się do tego, co pan powiedział, to chciałbym powiedzieć, że w Europie jeśli ktoś powie, że nie da rady odnieść sukcesu w polityce bez modlitwy, wówczas w Brukseli i wielu innych stolicach, jesteśmy postrzegani jako ktoś głupi, ktoś kto należy do przeszłości. Jeżeli w Ameryce ktoś powiedziałby, że bez modlitwy można odnieść sukces w polityce, wówczas prawdopodobnie postrzegano by go jako dziwaka. Ta sieć zależności duchowych, korzenie duchowe są obecne w Ameryce. W Europie jakoś je straciliśmy. Jest to proces głęboko zakorzeniony w historii, należy go zanalizować.

Na Węgrzech musimy być bardzo ostrożni jeśli chodzi o właściwe rozumienie chrześcijaństwa i właściwe rozumienie relacji pomiędzy chrześcijaństwem a polityką. Tylko 14% Węgrów co tydzień chodzi do kościoła. 14, nie 40. Raz na rok – 40% Węgrów. Tak wygląda sytuacja na Węgrzech jeśli chodzi o kościół i praktykowanie religii. Ponadto należy pamiętać, że jeżeli zapytalibyśmy Węgrów czy wierzą – niedawno mieliśmy spis powszechny, bardzo interesujący – pewnie wielu powiedziałoby wtedy „tak”. Ale jeśli zadać pytanie – czy wierzysz bo tak myślisz, czy wierzysz, bo zostałeś wychowany w wierze, bo kościół ci tak mówi, wówczas zobaczymy, że niewielu jest takich, którzy wierzą i żyją według zasad kościoła. Większość społeczeństwa węgierskiego rozumie tę duchową otoczkę życia, ale nie uczęszczają oni do żadnych kościołów. To bardzo interesujące zjawisko. Jeżeli ktoś chciałby na Węgrzech prowadzić politykę opartą wyłącznie na wartościach chrześcijańskich, wówczas nie odniesie się sukcesu. To jest ogromne wyzwanie dla polityki chrześcijańsko-demokratycznej, ponieważ jeśli nie jesteśmy w stanie zdobyć zaufania, to po co nam większość? Ale jeżeli mówimy tylko o prawdzie, a to nie wystarcza, aby uzyskać większość, jak zrealizujemy nasz program? Większość i zaufanie. Prawda i większość. To jest najbardziej interesujący dylemat polityki chrześcijańsko-demokratycznej w Europie. Trzeba znaleźć na to odpowiedź. Partia powinna znaleźć na to odpowiedź. W przeciwnym razie możecie być dobrymi ludźmi, ale nigdy nie zyskacie większości. Będziecie mieli większość, ale nigdy nie będziecie dobrymi ludźmi. Więc trzeba tutaj znaleźć równowagę. To jest bardzo trudne, zwłaszcza jeżeli wokół nas mamy ludzi wrogich naszemu podejściu. Pytanie to jest bardzo trudne. Nie odnosimy jeszcze sukcesu w polityce europejskiej, my, chrześcijańska demokracja, bo nadal nie mamy jasnej odpowiedzi na to pytanie.

Igor Janke:

Niestety widzę, że Donald Tusk, Angela Merkel i Francois Hollande czekają na pana premiera, musimy więc kończyć. Bardzo dziękuję za spotkanie.

Mar 14

Co Viktor Orbán mógłby powiedzieć Jarosławowi Kaczyńskiemu

Chciałbym aby zbliżającą się wizytę premiera Węgier Victora Orbána wykorzystać pro domo sua, przynajmniej w jednym aspekcie – stosunków z Rosją.

W wykładzie jaki Orbán wygłosił w Breugel Economic Research Institute w styczniu powiedział m.in.:  

W celu zwiększenia znaczenia Unii Europejskiej w światowej gospodarce i polityce nie wystarczą proste rozwiązania naszych wewnętrznych problemów – potrzebna jest nam nowa koncepcja. Musimy znaleźć sposób na połączenie rozwiniętej technologii i infrastruktury, innowacyjnego przemysłu i nowoczesnego systemu finansowego Europy z, praktycznie nieograniczonymi, naturalnymi zasobami znajdującymi się na Wschodzie – głównie w Rosji.

A w innym punkcie wykładu mówiąc o kryzysie w Unii stwierdził:

            Zgadzam się z kanclerz Merkel, że każde państwo musi odrobić swoją pracę domową.

Zwracam uwagę, że Orbán nie ograniczył się do podkreślenia wagi stosunków Węgier z Rosją. Umieścił Rosję w punkcie centralnym nowej strategii całej Unii Europejskiej, warunkując od pozytywnego rozstrzygnięcia tej kwestii powodzenie i rozwój projektu unijnego.

W Polsce szczególny sentyment do partii Viktora Orbána wyraża Prawo i Sprawiedliwość. Byłoby więc, jak sadzę, bardzo interesujące aby na temat wypowiedzi Orbána zabrał głos Jarosław Kaczyński. Jego pogląd na temat relacji Polski z Rosją, jak też i Niemcami jest powszechnie znany, więc nie muszę go przytaczać. Zakładam, że po ewentualnym ponownym przejęciu rządów w tym duchu będzie uprawiał polską politykę zagraniczną. Musi więc dla niej szukać w Europie sojuszników, bo przecież jako inteligentny polityk jest świadomy, że w izolacji nic nie osiągnie. Na kogo może liczyć? Vaclav Klaus nie jest już prezydentem, nawiasem mówiąc, miał on zawsze dobre stosunki z Moskwą. Nie ma już Juszczenki i Saakaszwilego. Ich następcy nie należą do grona przyjaciół Prezesa PiS-u. Wśród przywódców starej Unii bracia Kaczyńscy nigdy symatyków nie mieli – z wyjątkiem Camerona. Ale, propagujący małżeństwa homoseksualne, angielscy konserwatyści są dziwnym dla PiS-u aliantem. Jeśli w dodatku przestaną się dokładać do unijnej składki, której głównym beneficjentem jest Polska…

Byłoby, jak sądzę, wielce wkazane, gdyby swoją wizję polityki zagranicznej Polski przedstawił również desygnowany na premiera technicznego profesor Gliński. Przecież nawet rząd techniczny jakąś politykę zagraniczną prowadzić by musiał.

Najcieplej serca w PiS-ie biją dla Viktora Orbána. Chyba nikt w tej partiii nie zaliczał go dotąd do orientacji promoskiewskiej, do której beż wątpienia należeli tacy politycy jak Schoeder czy Berlusconi. Czyżby przyszły premier Jarosław Kaczyński nie mógł liczyć nawet na niego?

Rzecz w tym, iż Orbán wyraża pogląd, który w europejskich gremiach decyzyjnych, zarówno polityki jak i biznesu, jest regułą. Rosja, lubiana czy nie, jest partnerem, o którego się zabiega, zamykając oczy na rozliczne demokratyczne deficyty tego euroazjatyckiego mocarstwa. Od dawna żaden rząd unijny nie naraził się na krytykę ze względu na utrzymywanie zbyt dobrych stosunków z Moskwą. Przeciwnie, to raczej rządy mające z Rosją na pieńku były w Unii mitygowane. Obrywało się zwłaszcza Polsce. Możemy uważać to za dowód oportunizmu Zachodu. Usłyszymy w odpowiedzi zarzut o naszej nieuleczalnej antyrosyjskości. Orbán nam pewnie tego nie zarzuci, ale gdyby stanął przed wyborem czy robić interes z Rosją, czy wikłać się z nią w konflikt na przykład w sprawie smoleńskiej, nie zawaha się ani minuty. Dobrze by było, gdyby to właśnie usłyszał od niego Jarosław Kaczyński.

Andrzej Kostarczyk

wiceminister spraw zagranicznych w rządach Bieleckiego, Olszewskiego. Poseł Porozumienia Centrum i Ruchu dla Rzeczpospolitej w latach 1991-1993. Potem bezpartyjny. Wydawca książek z dziedziny politologii.

Tekst Andrzeja Kostarczyka napisany dla Salon24.pl

Mar 14

wPolityce.pl: Igor Janke: „Od kiedy Orbán wygrał wybory, lewicowe elity Unii Europejskiej są w nieustannym dygocie”

Viktor Orbán, a wraz z nim całe Węgry są na celowniku europejskich elit. Połajankom, a także otwartym groźbom wobec naszych bratanków nie ma końca. Nieustannie zarzuca się Orbánowi chęć wprowadzenia jakiegoś totalitarnego ustroju.

O tym jak jest w rzeczywistości i o przyczynach nagonki na Orbána rozmawiamy z publicystą Igorem Janke, twórcą platformy blogowej salon24.pl, autorem książki „Napastnik. Opowieść o Viktorze Orbánie” oraz szefem niezależnego think tanku Instytut Wolności, który zorganizował spotkanie z premierem Węgier na Uniwersytecie Warszawskim.

wPolityce.pl: W kontekście sformułowania – które na stałe weszło już do polskiej polityki – o „Budapeszcie w Warszawie”, czy z perspektywy ludzi mediów niezależnych ważny jest ten kierunek wskazany przez Orbána, czyli budowa mediów omijających mainstream?

Igor Janke: W Polsce przechył mediów w jedną stronę jest silny. Ale warto uświadomić sobie, że na całym świecie znacznie więcej jest dziennikarzy o poglądach liberalnych niż konserwatywnych. Jednak w państwach o dojrzałej demokracji dziennikarze nie afiszują się z reguły ze swoimi poglądami tak jak u nas. Żeby było jasne: teraz robią tak dziennikarze jednej, jak i drugiej strony.

Faktycznie jest tak jak mówił Orbán, że ugrupowaniu konserwatywnemu, po to, aby mogło wygrać wybory, trudno jest sobie poradzić, gdy istnieje tak silny przechył w jedną stronę mediów mainstreamowych.

CZYTAJ WIĘCEJ: Viktor Orbán na UW: Media nigdy nie były dla nas. Musicie więc stworzyć swoje struktury, być przeciwwagą dla tego, co dzieje się w głównych mediach

Na szczęście media społecznościowe rozwijają się bardzo prężnie, co powoduje, że sytuacja w Polsce trochę się balansuje. A jeśli spojrzymy np. na rynek tygodników, to w zasadzie jest równowaga, albo nawet przewaga prawej strony. Mamy bardzo silne „W sieci”, „Do rzeczy”, „Gościa Niedzielnego”, jest „Gazeta Polska” i mniejsze pisma katolickie, a po drugiej stronie „Newsweek”, „Polityka”, słabszy „Przegląd”. Nie wiem, w jakim kierunku podąży „Wprost”. Nie zgadzam się z tymi kolegami, którzy narzekają, że nie mają dostępu do szerokiej publiczności. Jeżeli nie da się puścić filmu, np. „Mgła” w telewizji publicznej, to tyle samo ludzi obejrzy go w kanale niezależnym, w internecie. A więc „siła rażenia” obrazu też będzie duża.

Oczywiście warto budować pluralizm, to bez dwóch zdań, warto budować własne media, warto walczyć o telewizje publiczną.

Natomiast nie jestem wielkim entuzjastą tego, co w tej sprawie dzieje się na Węgrzech. Bo owszem, Orbánowi udało się zbudować swoje media, które jemu – jako politykowi – pomogły. Natomiast te media zbudowane przez Fidesz czy ludzi związanych z Fideszem (macierzysta partia Viktora Orbána – przyp. red.), są mediami Fideszu. Są mocno związane z tą partią i nie ukrywają tego. Na Węgrzech Fidesz przejął też w pełni media publiczne, które kontroluje. To nie jest sytuacja idealna.

Oczywiście z punktu widzenia polityków to jest bardzo dobrze, jednak ja bym wolał, aby istniały niezależne media konserwatywne, liberalne, lewicowe itd. Na Węgrzech tak nie jest i z tego trzeba zdać sobie sprawę. Tam jest pluralizm, ale media są tam silnie związane z politycznymi patronami.

A jak ocenić inną rzecz, która dla zwolenników Orbána w Polsce jest nie do powtórzenia? Chodzi o zbliżenie Węgier do Rosji, obecnie na polu gospodarczym. O co chodzi premierowi Węgier? Czy chce pokazać Unii Europejskiej, że ma polityczne pole manewru, czy rzeczywiście chodzi o ważne interesy ekonomiczne naszych bratanków?

Orbán jest bardzo pragmatyczny. Jeśli uważa, że w pewnych sprawach opłaca mu się z kimś współpracować, to robi to. I tak na przykład mówi o potrzebie silnych dwustronnych kontaktów z Niemcami. Jeśli Jarosław Kaczyński przeczytałby to, co na temat współpracy z Niemcami mówi Viktor Orbán, to chyba nie byłby zachwycony.

Orbán jest w bardzo specyficznej sytuacji. Jest ostro krytykowany przez Unię Europejską, niemal w każdej sprawie, i nieustanne atakowany. W takiej rzeczywistości szuka pola manewru gdzie indziej. Gra na różnych frontach. Nie wierzy w Nabucco, z ich punktu widzenia uznał ten projekt za nieopłacalny, więc zrezygnował z niego. Uznał, że lepiej, by South Stream, gazociąg Gazpromu, jeśli już ma powstać, by szedł przez terytorium Węgier. Ja z polskiego punktu widzenia nie jestem tym zachwycony, ale on uznał, że z punktu widzenia interesu Węgier tak jest lepiej.

Mówi Pan o krytyce Węgier przez UE. Czy te zmiany w prawie węgierskim są faktycznie tak radykalne i groźne, czy reakcja UE jest przesadna, nadwrażliwa?

CZYTAJ WIĘCEJ: Komisja Europejska zaniepokojona zmianami w węgierskiej konstytucji. Planowane są też demonstracje przeciw pomysłom Orbána

Bzdura. Od kiedy Orbán, konserwatywny polityk wygrał tak znacząco wybory, lewicowe elity unijne są w nieustannym dygocie. W konstytucji węgierskiej nie ma nic niebezpiecznego.

Zmiany, które przeprowadza Orbán są radykalne w tym sensie, że np. konstytucja została całkowicie przebudowana. Ale co w tym groźnego? Fidesz ma pełną legitymację do wprowadzania tych zmian, do tego upoważnili ich obywatele w wyborach. W sprawie konstytucji przeprowadzono bardzo szerokie konsultacje. Była wielka akcja wysyłania listów do obywateli z pytaniami o to, co powinno znaleźć się w konstytucji. Odzew był masowy.

Główny problem polega na tym, że polityka we współczesnym świecie traci swoją moc sprawczą, traci narzędzia do wprowadzania zmian, współczesne państwo jest nieskonsolidowane. Państwami coraz częściej rządzą nie demokratycznie wybrani politycy, ale rozmaite pozapolityczne, trudne do kontroli mechanizmy. To jest niebezpieczne. Orbán próbuje przywrócić politykom możliwość realnego pełnienia swojej funkcji. Politycy muszą mieć narzędzia do zmieniania rzeczywistości. Obudowaliśmy się tyloma zabezpieczeniami, że straciliśmy możliwość wprowadzania realnych zmian, zarządzania sytuacją w naszych państwach.

A Orbán wprowadza realne zmiany! Chce odbudować gospodarkę swojego kraju. Sprawić, by była konkurencyjna. Wyjść z gigantycznego zadłużenia. Wzmocnić klasę średnią. Odbudować węgierską przedsiębiorczość. Odwrócić złe trendy demograficzne. Nie robi niczego, co wprowadzałoby jakiekolwiek zagrożenia. Nie ze wszystkim się zgadzam, uważam że popełnił parę poważnych błędów i głupot, jak np. w sprawie ustawy medialnej, która zawiera bardzo niemądre zapisy. Ale czy jest to jakiś gigantyczny problem dla Europy? Bez przesady.

To skąd taka alergiczna reakcja elit europejskich?

Takie reakcje wzięły się kilku powodów. Po pierwsze dlatego, że Orbán jest politykiem konserwatywnym i to w tej odmianie konserwatyzmu, który w Europie już prawie nie istnieje. To wywołuje przerażenie, że polityk tak integralnie konserwatywny zdobywa tak dużą władzę.

Ale zdobył ją przecież w demokratycznych wyborach, więc…

Ale to ich tak przeraziło. Moim zdaniem Orbán jest politykiem umiarkowanym. Fidesz nie jest partią skrajną, to umiarkowana prawica. On po prostu idzie wbrew temu, co dziś dominuje wśród europejskich elit.

Po drugie, on naruszył interesy zachodnich koncernów i tu alergiczna reakcja jest w pełni zrozumiała z punktu widzenia tych koncernów.

Plus trzecia rzecz, bardzo ważna: Orbán popełnił bardzo wiele błędów w komunikacji ze światem zachodnim. Przez długi czas prowadził bardzo złą politykę medialną i nadal ją zresztą prowadzi. Otacza się ludźmi, którzy w dużej mierze nie radzą sobie z tym. Jeśli słyszę, że Edward Lucas – korespondent najpoważniejszego tygodnika w świecie The Economist – przez rok nie może się spotkać z Orbánem, żeby zrobić z nim wywiad, to taka sytuacja jest kuriozalna i w ten sposób Orbán i jego ludzie sami sobie szkodzą. Robią sobie tym wrogów zupełnie niepotrzebnie. Sam pamiętam jakie miałem trudności, aby spotkać się z Viktorem Orbánem, gdy pisałem o nim książkę.

Za takie błędy Orbán i jego rząd, i całe Węgry płacą wysoką cenę – wyliczalną w realnych pieniądzach. Trzeba umieć rozmawiać także z krytykami. Zła opinia utrudnia negocjacje, budzi nieufność rynków i przynosi realne straty.

Rozmawiał Sławomir Sieradzki

Mar 13

Kontrowersje wokół zmian konstytucyjnych

11 marca węgierskie Zgromadzenie Krajowe po raz czwarty znowelizowało obowiązującą od 1 stycznia 2012 roku konstytucję. Pakiet zmian wywołał kolejną falę protestów wobec rządów Viktora Orbána, szczególnie mocno artykułowanych za granicą.Krytyka dotyczy treści poszczególnych poprawek, ale przede wszystkim sposobu ich wprowadzenia, ponieważ wprowadzają one przepisy, które zostały wcześniej zakwestionowane przez Sąd Konstytucyjny. Oznacza to faktyczne podważenie ostatecznego charakteru jego orzecznictwa. Kolejny spór z Komisją Europejską i Radą Europy przyczyni się do osłabienia międzynarodowej pozycji politycznej Węgier. W kraju spór ten nie osłabi jednak obozu rządzącego, a wręcz może się przyczynić do konsolidacji jego elektoratu i utrwalenia dominującej pozycji Fideszu.

Zmiany w konstytucji

Przyjęta głosami obozu rządzącego nowelizacja ustawy zasadniczej ogranicza uprawnienia Sądu Konstytucyjnego. Ma on orzekać jedynie w sprawie zaskarżonych, konkretnych przepisów ustawowych, a nie całych aktów prawnych i nie będzie mógł się już powoływać na orzecznictwo sprzed wejścia w życie obecnej ustawy zasadniczej. W przypadku ustaw konstytucyjnych (przyjmowanych większością dwóch trzecich głosów) lub poprawek do konstytucji Sąd będzie mógł się wypowiadać jedynie w kwestiach proceduralnych. W pakiecie 23 poprawek znalazły się też m.in.: ograniczenie kampanii wyborczej w radiu i telewizji do mediów publicznych (wszystkie partie mają mieć do nich równy i bezpłatny dostęp); możliwość ustanowienia obowiązku pracy w kraju dla absolwentów, którzy studiowali bezpłatnie na uczelniach publicznych; uprawnienie parlamentu do decydowania, która wspólnota religijna jest kościołem (i może korzystać ze wsparcia państwa); możliwość karania bezdomnych za koczowanie w miejscu publicznym; zdefiniowanie małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny i stwierdzenie, że jest ono wraz z „relacją rodzice–dzieci” fundamentem rodziny.
Osłabienie Sądu Konstytucyjnego zaburza mechanizmy kontroli i równowagi władz. Choć nowelizacja nieznacznie tylko ogranicza jego uprawnienia, przeforsowanie przez większość konstytucyjną kwestii wcześniej uznanych przez Sąd za niezgodne z ustawą zasadniczą oznacza, że obóz rządzący może obchodzić jego orzeczenia. Różnorodność przyjętych poprawek dowodzi, że wszelkim przepisom ustawowym, zakwestionowanym przez Sąd Konstytucyjny Fidesz jest gotów nadać rangę konstytucyjną. Wykorzystywanie zasady nadrzędności ustawy zasadniczej i regulowanie przepisami konstytucyjnymi szerokich obszarów typowych dla regulacji ustawowych godzi jednak w powagę konstytucji i budzi szereg obaw dotyczących erozji prestiżu węgierskiego prawa.

Reakcje zagraniczne i wewnętrzne

Jeszcze przed głosowaniem nad nowelizacją, poprawki do konstytucji zostały ostro skrytykowane za granicą. Rządowi Orbána zarzucono ograniczanie roli niezależnej instytucji i naruszanie zasad państwa prawa. 8 marca przewodniczący Komisji Europejskiej Jose Manuel Barroso wystosował list i odbył rozmowę telefoniczną z Orbánem, natomiast przewodniczący Rady Europy Thorbjorn Jagland wezwał do odłożenia zmian, aby mogły one zostać zbadane przez Komisję Wenecką (ciało doradcze RE w sprawach konstytucyjnych). Zastrzeżenia zgłosił też amerykański Departament Stanu. Jest to już trzecia fala ostrej zagranicznej krytyki pod adresem Viktora Orbána po przejęciu przez niego władzy wiosną 2010 roku. Na początku 2011 roku protesty wzbudziła restrykcyjna ustawa medialna, a rok później zmiany konstytucyjne, m.in. ograniczające niezależność banku centralnego. Choć premier Orbán na użytek wewnętrzny sięgał po retorykę konfrontacyjną, ostatecznie wycofał się w obu przypadkach z najbardziej kontrowersyjnych przepisów, wprowadzając zmiany zgodne z zaleceniami Rady Europy i Komisji Europejskiej. Także tym razem minister spraw zagranicznych János Martonyi wyraził gotowość do dyskusji na temat wprowadzonych zmian. Rząd zapewne będzie starał się uspokoić obawy, konsultując poszczególne ustawy precyzujące przepisy konstytucji.
W kraju kolejne zmiany konstytucji spotkały się ze sprzeciwem opozycji, ale jak na warunki węgierskie nie wywołały masowych protestów. W Budapeszcie przez kilka dni odbywały się wiece i demonstracje, gromadzące do kilku tysięcy osób. Obozowi władzy do pewnego stopnia udaje się neutralizować krytykę, sprowadzając ją do ataku na konserwatywne wartości i osadzając w kontekście obrony węgierskich interesów. Nieprzypadkowo Orbán podczas debaty konstytucyjnej skupił się na krytyce sądu, który zakwestionował rządowe zabiegi o zmuszenie zagranicznych koncernów do obniżenia cen nośników energii dla węgierskich konsumentów. Zmiany konstytucyjne wpisał w ten sposób w kontekst walki o dobro węgierskich rodzin, a krytykę zagranicy i opozycji powiązał z interesami obcego kapitału. Tego typu strategia ideowego zwarcia pomaga Orbánowi konsolidować elektorat. Dzięki temu, w obliczu słabości opozycji i generalnego zniechęcenia Węgrów do klasy politycznej Fidesz wciąż prowadzi w sondażach i ma szansę wygrać wybory, których konstytucyjny termin przypada na wiosnę 2014 roku.

Perspektywy

Wybrany z ramienia Fideszu prezydent Węgier János Áder najprawdopodobniej podpisze nowelizację. Zgodnie z konstytucją ma na to pięć dni. Przedmiotem sporu prawnego jest kwestia, czy prezydent może poprawki do konstytucji odesłać z powrotem do parlamentu bądź skierować je do Sądu Konstytucyjnego. Opozycja, a także były przewodniczący Sądu Konstytucyjnego i prezydent Węgier w latach 2005–2010 László Sólyom apelują do prezydenta o niepodpisanie pakietu poprawek, odwołując się do przepisu, zgodnie z którym prezydent stoi na straży porządku demokratycznego. Áder wykazał już wprawdzie pewną niezależność wobec obozu rządzącego i kilkukrotnie odsyłał ustawy przegłosowane przez Fidesz, nie należy się jednak spodziewać, aby postąpił podobnie w tak ważnej sprawie dla jego partii. Presję na prezydenta będą wywierać opozycja i organizacje społeczne, które przygotowują demonstracje na węgierskie święto narodowe 15 marca. Zapewne jednak również Fideszowi uda się zgromadzić liczne zastępy zwolenników, którzy na ulicach stolicy będą wspierać Orbána uczestniczącego w tym czasie w posiedzeniu Rady Europejskiej w Brukseli, a święto nie nabierze charakteru antyrządowego protestu. 

za: http://osw.salon24.pl/493358,wegry-kontrowersje-wokol-zmian-konstytucyjnych

Mar 13

Orbán a recepta na Trybunał Konstytucyjny

Jak pewnie słyszeliście Orbán wczoraj znowelizował konstytucję Węgier. Wszyscy skupili się na tym, że wpisali tam, że małżeństwo to mężczyzna i kobieta, a UE i USA robią histerię. Moim zdaniem najważniejsze jest zupełnie co innego. Przeczytajcie ten fragment depeszy PAP:

Niemal wszystkie wspomniane zmiany zakwestionował już węgierski Trybunał Konstytucyjny. Deputowani rządzącego Fideszu anulowali jednak jego orzeczenia wydane przed 1 stycznia 2012 roku, wprowadzając do konstytucji zapis, że trybunał nie może powoływać się na precedensy z ostatnich 22 lat i może podejmować decyzje jedynie w sprawach proceduralnych. Zdaniem opozycji oznacza to poważne osłabienie kontrolnych funkcji Trybunału Konstytucyjnego. Ponadto sprawy sądowe mają podlegać powstałemu niedawno Narodowemu Urzędowi Sądownictwa.”Ciekawe, prawda? U nas też jest ten problem, masa ważnych ustaw rozbiła się o TK, który z naszej nazbyt rozwlekłej Konstytucji potrafi „wyinterpretować” bardzo wiele. Jeśli kiedyś powstanie „rząd narodowy” to trafi na ten sam problem, z którym zmierzył się Orbán.
Oczywiście wszyscy lewicowi ignoranci komentujący ten problem nazywają to co zrobił Orbán „miękkim autorytaryzmem”, „ograniczeniem demokracji”, etc. Tymczasem to jest naprawdę ciekawy problem ustrojowy i prawny, o którym na moją prośbę mówił 10 listopada Tymoteusz Zych, doktorant z wydziału prawa UW. Tak się dobrze składa, że wystąpienie jest zarejestrowane – daję poniżej link prowadzący do najciekawszej części. Warto posłuchać kilka minut i zastanowić się od której strony się za to zabrać i czy akurat tak jak Orbán!

http://youtu.be/tTfQcYrYvKA?t=9m46s

Sty 30

Viktor Orbán o Węgrzech, kryzysie i Europie

Przemówienie premiera Węgier wygłoszone 30 stycznia 2013 r. w brukselskim think tanku The Bruegel Economic Research Institute.


Ekscelencje

Panie i Panowie,

Przede wszystkim, proszę pozwolić że podziękuję za dzisiejsze tutaj zaproszenie. Cóż, nie jest łatwo znaleźć odpowiedź, dlaczego mnie Państwo tutaj zaprosiliście. Jest oczywistym, że są silniejsze i bardziej ludne kraje w Unii Europejskiej, których wpływ na naszą wspólnotę jest znacznie większy niż wpływ Węgier. Jestem świadomy, że kraj wielkości Węgier nie może mieć głosu decydującego, ale może mieć głos interesujący. Tej mądrości będę starał się nie zapominać podczas całej mojej wypowiedzi. Węgry to kraj ludzi walczących o wolność, dlatego fakt, że dzisiejsze zaproszenie jest być może nieco prowokacyjne, sprawia mi przyjemność.

Być może jedną z przyczyn zaproszenie mnie jest trudność sformułowania poglądu o Węgrzech przez bezstronnego obserwatora, co dla stronniczych nie stanowi wszak żadnej trudności. Czy Węgry to czarna owca, czy kraj sukcesu na skalę europejską?

Prawdą jest, że w ciągu ostatniego dwu i półrocza robiliśmy wszystko inaczej niż inni. Wybraliśmy inną drogę, aby osiągnąć wspólne cele, takie jak: deficyt budżetowy poniżej 3%, zmniejszenie zadłużenia państwa, zwiększenie zatrudnienia i rozpoczęcie wzrostu. Może to jest powód, dla którego zostałem zaproszony, by dziś przemawiać tu do Was.

Wszystko co powiem teraz jest oparte na doświadczeniu. Nie odrzucam ani teoretycznego podejścia, ani argumentacji opartej na logice, ale będę mówić na podstawie praktyki i doświadczenia.

Widziałem Unię Europejską jako premier kraju kandydującego. Dawno temu. W tym czasie Unia wydawała się być zwycięska, optymistyczna i ambitna. Jako premier kraju kandydującego, miałem okazję zobaczyć fundamenty strefy euro i miałem szczęście doświadczyć radości i szczęścia spowodowanego zjednoczeniem kontynentu, który został podzielony z powodu komunizmu.

Dziś również zasiadam wśród premierów, ale jeszcze raz powtórzę, że trudno mi w tym gronie rozpoznać nas samych sprzed dziesięciu lat. To co mam do powiedzenia, nie jest wykładem, ale wstępem do debaty. Zatem – jeśli Pan Przewodniczący pozwoli – przedstawię siedem tez.

Teza pierwsza:

Względna pozycja głównych graczy w światowej gospodarce i polityce światowej szybko się zmienia. W dziedzinie produkcji i handlu waga Europy maleje. Realne jest zagrożenie, że między wschodzących Wschodem oraz rewitalizacją Stanów Zjednoczonych Europa stanie się „ziemią niczyją”. Musimy powiedzieć, przemawiając banalnym głosem realistów, że realistycznym celem dla nas w najbliższej przyszłości, nie jest odwrócenie trendu, ale raczej ustabilizowanie sytuacji.

Teza druga:

Aby mieć szanse na zwiększenie naszego udziału w światowej gospodarce i polityce światowej, nie wystarczy uleczenie naszych wewnętrznych problemów czy po prostu odnowienie kontynentu – musimy wdrożyć również nową geopolityczną koncepcję. Musimy znaleźć sposób na połączenie europejskich sił rozwiniętej technologii, infrastruktury, innowacyjnego przemysłu i wyrafinowanego systemu finansowego z tymi praktycznie nieograniczonymi zasobami naturalnymi, które znajdują się na wschód od nas, głównie w Rosji.

Uczynić to zachowując jednocześnie trwałość relacji atlantyckich – to jedno z najtrudniejszych wyzwań intelektualnych i politycznych przyszłości. Dla Europy Środkowej będzie to jednym z ważnych punktów w agendzie politycznej, ponieważ potrzebujemy gwarancji bezpieczeństwa w ramach tych nowych okoliczności – mając na uwadze przede wszystkim kwestie obronności, a dopiero potem energii, dróg i wolnego handlu. Jest to podyktowane historycznym doświadczeniem i tym, co zapewnia głęboko osadzone geopolityczne i historyczne podwaliny współpracy w ramach V4 [Grupy Wyszehradzkiej].

Teza trzecia:

Kryzys w Unii Europejskiej i kryzys w strefie euro jest zasadniczo kryzysem konkurencyjności. Często przytacza się dane, że udział Europy w ludności świata wynosi 8%, podczas gdy dostarczamy 25% światowej produkcji, a także 50% wydatków socjalnych. To wyliczenie wskazuje na poważniejszy problem stanowiący ciemniejszą drugą stronę medalu: całkowite zadłużenie UE27 sięga 11 [tys.] mld EUR, roczna spłata tej kwoty wraz z odsetkami to 2 mld euro, a dodatkowo państwa członkowskie UE wytwarzają codziennie około 1,2 miliardów euro nowego zadłużenia.

Kto byłby na tyle szalony, by zgłosić gotowość finansowania takiego systemu?

A przede wszystkim, kto podejmie się zrobić to korzystając z tanich źródeł, które są niezbędne dla zachowania konkurencyjności?

Wydaje mi się, że Unii Europejskiej potrzeba ekonomicznych zmian systemowych. Nie mogę przemawiać w imieniu Europy, ale z całą pewnością mogę mówić w imieniu Węgier. Zamiast podążać za złudzeniami państwa opiekuńczego, zdecydowaliśmy postawić na państwo pracowite. Prawdą jest, że w naszych krajach post-komunistycznych, państwo opiekuńcze nigdy nie zostało rozbudowane w stopniu dorównującym Europie Zachodniej. Dziś wydaje się to być zaletą. Ostatnie dwa i pół roku na Węgrzech to potwierdzają. Zrozumieliśmy, że reformy, w tym reformy strukturalne, nie są wystarczające. Zrozumieliśmy, że potrzebujemy czegoś, co jest głębsze i szersze zarazem.

I uznaliśmy, że chodzi o odnowę i reorganizację naszej gospodarki i społeczeństwa, koncentrację i skupienie się na społeczeństwie ludzi pracowitych. Przesunęliśmy punkt oparcia budżetu z opodatkowania pracy na opodatkowanie konsumpcji. Wprowadziliśmy liniowy podatek dochodowy i wysoki VAT na konsumpcję. Skróciliśmy czas korzystania z zasiłków dla bezrobotnych z 9 miesięcy do 3 miesięcy; kilkaset tysięcy ludzi, którzy nie mogli znaleźć pracy zostało zaangażowanych do programów robót publicznych; znieśliśmy system wcześniejszych emerytur i przekształciliśmy system ubezpieczeń społecznych.

Rezultat jest zdumiewający: jesteśmy jednym z pięciu państw Unii Europejskiej, które są w stanie zmniejszyć swoje zadłużenie państwowe, trzeci rok z rzędu nasz deficyt budżetowy jest poniżej 3% i jesteśmy już blisko uchylenia procedury nadmiernego deficytu, której podlegaliśmy od naszej akcesji w 2004 roku.

Teza czwarta:

Zasady, które mogą być rozwiązaniem wewnętrznych problemów strefy euro nie zostały jeszcze sprecyzowane.

O jakie wewnętrzne problemy chodzi? Na przykład różnice między stopami oprocentowania obligacji państwowych w strefie euro są nadal znaczące. A już wkrótce nieunikniona stanie się konieczność uporania się z tą wewnętrzną sprzecznością, z której wynika, że nadwyżka w bilansie Niemiec niekoniecznie musi pojawiać się jako deficyt w innych krajach członkowskich strefy Euro. Tymczasem nikt nie wie, w jaki sposób kraje o poziomie zadłużenia przewyższającym 90% PKB mogą samemu powstrzymać wzrost swojego zadłużenia. Zatem pytanie, które należy zadać, brzmi: jeśli nie są w stanie dokonać tego samemu, to kto może wspomóc ich wysiłki i w jaki sposób?

Silniejsza gospodarczo-finansowym koordynacja może być przydatna w przyszłości, ale nie jest to odpowiedź na aktualne problemy.

Teza piąta:

Pogłębienie Europejskiej Unii Monetarnej nie może prowadzić do mniej elastycznych polityk gospodarczych i nie może być oparte na zideologizowanych i doktrynerskich metodach. Gospodarki krajów strefy euro są w silnej współzależności między sobą, dlatego uzasadnione jest przeprowadzenie głębokiej i ścisłej koordynacji polityki gospodarczej w strefie euro.

Tymczasem przecież trudno sobie wyobrazić, by na przykład Szwecja, Węgry czy Bułgaria miały potrzebować tego samego typu rozwiązań gospodarczych. Dlatego równolegle do stale pogłębianej unii gospodarczej i finansowej w krajach należących do strefy euro, te, których gospodarki nie są tak bezpośrednio powiązane ze sobą, powinny zachować wysoki poziom swobody w wyborze narzędzi polityki ekonomicznej. Ta pogłębiająca się współpraca nie może doprowadzić do zamknięcia drzwi przed tymi, którzy nie są jeszcze członkami, a jednocześnie elastyczność tej ostatniej grupy nie może doprowadzić do separacji od tych głębiej zintegrowanych. Wspólne zasady polityki i wspólny rynek muszą tworzyć łączącą nas pępowinę.

Ujmę to w ten sposób: zgadzam się z kanclerz Merkel, która powiedziała, że wszyscy musimy odrobić nasze prace domowe. Jednak trudno przesądzać, czy wszyscy uczniowie powinni odrabiać te same lekcje, jeśli chcemy, by wszyscy zdali egzamin. Według tej logiki i stojąc na gruncie zdrowego rozsądku, Węgry są obrońcą różnorodności polityk gospodarczych wewnątrz Unii Europejskiej.

Teza szósta:

Kraje, które już są w stanie zmniejszyć swoje długi państwowe lub przynajmniej mają szansę odwrócić trend przed osiągnięciem poziomu 90% PKB, nie powinny rezygnować ze swojej solidnej i zdyscyplinowanej polityki fiskalnej aby znaleźć łatwiejszą drogę do wzrostu gospodarczego.

Doceniając kroki w zarządzaniu kryzysowym podjęte przez EBC, musimy jednocześnie stwierdzić, że banki centralne mogą wspomóc politykę zarządzania kryzysowego tylko tych rządów, które są całkowicie zdeterminowane, w 200% zdeterminowane, by utrzymać deficyt budżetowy poniżej 3% i by stale zmniejszać dług państwowy.

Teza siódma:

To bardzo proste: Węgry stały się przykładem sukcesu w Europie. Jeśli będzie się nas traktować fair, po ośmiu latach powinniśmy się doczekać uchylenia procedury nadmiernego deficytu. Wzrost gospodarczy rozpocznie się w tym roku i będzie przyspieszał stale w 2014 i 2015. Nasza rekordowa nadwyżka bilansu handlowego będzie się utrzymywać, zatrudnienie będzie nadal rosło, zadłużenie państwa będzie się stale zmniejszać, a deficyt budżetowy nadal będzie utrzymywany poniżej 3%.

Jesteśmy w stanie wyjść z pułapki uzależnienia energetycznego, stale maleje nasze zadłużenie denominowane w walutach obcych dla uniknięcia ryzyka.

Węgry to kraj, dla którego wyjście z kryzysu nie jest celem samym w sobie. Zamiast tego szykujemy się do sprostania konkurencji w świecie post-kryzysowym.

Proszę życzyć sukcesów Węgrów w tym wysiłku. Dziękuję.

 


 

Excellencies,

Ladies and Gentlemen,

First of all, let me please thank you for having me here today.  Well, it is not easy to find an answer, why you have invited me.  It is obvious that there are stronger and more populated countries in the European Union whose impact on our community is much bigger than Hungary’s. I am aware that a country of Hungary’s size cannot say grave things but can say interesting things.  I will keep this wisdom in mind throughout my remarks.  Hungary is the land of freedom-fighters, therefore this invitation to be provocative is something that gives me pleasure. One reason for inviting me could be: it is difficult to decide for the unbiased observer, while easy for the biased ones, what to think about Hungary.  Is it a black sheep or is it a European success story? It is true that in the last two and a half years we have done everything in a different way than all the others.  We have taken a different road to reach the common targets, such as budget deficit under 3 %, decreasing state debt, increasing employment and starting growth.  Maybe this is a reason why I was asked to address you here today. Everything I will say just now is based on experience.  I do not reject neither the theoretical approach, nor the argumentation based on logic, but I will speak now based on practice and experience. I have seen the European Union as prime minister of a candidate country. Long time ago.  At that time the Union seemed to be victorious, optimistic and ambitious.  As prime minister of a candidate country, I had the chance to see the foundation of the Euro-zone and I was lucky enough to experience the joy and happiness caused by the reunification of the continent that had been divided because of communism. I am sitting among the prime ministers today as well, may I say again,  but can hardly recognize ourselves of ten years ago. The purpose of what I have to say is not to give a lecture here but to launch a debate. Accordingly, I will present, dear President, if you allow me, seven theses. Thesis number one:

The relative position of the major players in the world economy and in world politics is changing rapidly.  The weight of Europe has been declining in terms of production and trade.  It is a real danger that between the emerging East and the revitalizing United States, Europe ’will fetch up in a no man’s land’. Speaking in the uninspired voice of realists, we have to say that the realistic objective for us in the near future is not to reverse the trend but rather to stabilize the situation.

Thesis number two:

In order to have the chance to increase our share in the world economy and world politics, it is not enough to cure our internal problems or simply renew the continent – we need to implement a new geopolitical concept as well.  We have to find the way to unify Europe’s developed technology, infrastructure, innovative industry and sophisticated financial system with those practically unlimited natural resources which are to be found east of us, mainly in Russia.

Aligning this with Atlanticism is one of the most difficult intellectual and political challenges of the future. For Central Europe, this is going to be a serious point on the agenda, because we require security guarantees under these new circumstances not only regarding defense rather than energy, traffic routes and free trade as well.

This is dictated by historical experience and this is what provides the deep geopolitical and historical foundation of the V4 cooperation.

Thesis number three:

The crisis of the European Union and the crisis of the Euro-zone is basically crisis of competitiveness. It is often quoted that Europe’s share of the world’s population is 8%, while we account for 25% of the world’s production, but 50% of social expenditures.  This list of numbers raise a serious dilemma itself, but here comes the yet darker other side of the coin: the total state debt of the EU27 reaches 11 [thousand] billion Euros, the yearly payment of this sum with interests are 2 billion Euros, and the member states of the EU produce approximately 1.2 thousand million Euros of new debt every day.

Who is the crazy one to be ready to finance a system like this?

And above all, who is ready to do so from cheap sources, which are indispensable for competitiveness?

It seems to me that the European Union is in need of an economic system change. I am not in a position to speak on behalf of Europe, but I can definitely speak on behalf of Hungary.  Instead of chasing the illusions surrounding the welfare state, we have converted to a workfare state. It is true that in our ex-Communist countries, welfare states have never been built up, as opposed to Western Europe. Today this seems to be an advantage.  Hungary’s last two and a half years were about this.  We have understood that reforms, including structural reforms, are not enough.  We have understood that we need something what is deeper and something what is more general.

And we have identified this as a renewal and reorganization of our economy and society, concentrating and focusing on workfare society.  We have shifted the focus of budget income from taxes charging work to taxes charging consumption. We have introduced a flat tax on the income side and a high VAT on consumption. We have reduced the duration of unemployment aid from 9 months to 3 months, several hundreds of thousands of people who could not find a job have been involved in the public work programs, we have abolished the early retirement schemes and we have transformed the social benefit system.

The result is astonishing: we are among the five European Union member states who are able to decrease their state debts, our budget deficit has been under 3% for the third consecutive year, and now we are very close to being abrogated from the excessive deficit procedure we have been under since our accession in 2004.

Thesis number four:

Policies which could be solutions for the internal problems of the Euro-zone have not been completed yet.

What are these internal problems? For example the differences between the state bond interest rates within the Euro-zone are still significant. In the meantime it will soon become unavoidable to come to terms with the internal coded contradiction that surplus in the balance sheet of Germany necessarily appears as deficit for other Euro-zone member states. Meanwhile, nobody knows how the countries with a level of debt surpassing 90% of GDP could stop their growing indebtedness on their own. The question therefore must be asked: if they are not capable of this on their own, who can assist them in this effort and in what way?

A stronger economic-financial coordination could be useful for the future, but it is not an answer to the current problems.

Thesis number five:

Deepening the European Monetary Union must not result in less flexible economic policies and must not cause an ideological and doctrine-based way of thinking.  The economies of the Euro-zone countries are in strong interdependence with each other, therefore it is justified to conduct a deep and strict coordination of economic policies in the Euro-zone.

In the meantime it is of course unimaginable that for example Sweden, Hungary and Bulgaria would need the same type of economic policies. Thus parallel to the ever deepening economic and financial union of the countries belonging to the Euro-zone, those, whose economies are not so directly interlinked with each other, shall retain the high level of freedom in choosing their economic policy tools. At the same time, this deepening cooperation cannot bring about the closing of doors before those not yet members, and the flexibility of the latter group cannot lead to separation from those in a deeper integration. The common policies and the single market must constitute the navel cord between us.

Let’s put it this way: I agree with Chancellor Merkel who said that we all have to do our homework.  However, it is not so simple to say whether all students should do the same homework if we want all of them to pass the exam. Following this logic and standing on the ground of common sense, Hungary is a defender of the diversity of economic policies inside the European Union.

Thesis number six:

Those countries who are already able to reduce their state debts or at least have the chance to turn back before reaching the 90% of GDP, should not give up their solid and disciplined fiscal policies in order to find an easier way towards growth.

While appreciating the crisis management steps made by the ECB, we have to state as well that central banks can assist only those crisis management policies through which governments are totally committed, 200% committed, to keeping the budget deficit under 3% and continuously decreasing state debt.

Thesis number seven:

It is very simple: Hungary has become a European success story.  In case of fair treatment, after eight years, we should be abrogated from the excessive deficit procedure.  Economic growth will start in this year and will be accelerating continuously in 2014 and 2015. Our record high trade balance surplus will be sustained, employment will continue to rise, state debt will continuously be reduced and the budget deficit will continue to be kept under 3%.

We are getting out of the trap of energy dependency, we are decreasing our indebtedness denominated in foreign exchange to avoid being exposed.

Hungary is a country which has not set getting out of the crisis as a target. Instead we are preparing for the post-crisis world and its competition.

I invite you to wish the Hungarians success in this effort. Thank you.

za: http://czytelnia.salon24.pl/483027,viktor-orb-n-o-wegrzech-kryzysie-i-europie

Sty 24

Orbán w Warszawie

Premier Węgier Viktor Orbán przy okazji spotkania Grupy Wyszehradzkiej wygłosił na Uniwersytecie Warszawskim odczyt, którego główne punkty doskonale wpisują się w polską tradycję i stanowią egzemplifikację przysłowia „Polak, Węgier, dwa bratanki”. Słuchając i czytając wzniosłe tezy Orbána (jak sądzę, mogą niedługo zastąpić słynne „tezy o Feuerbachu” Marksa i stać się takim samym credo europejskiej prawicy jak niegdyś niemiecki filozof był dla wszechświatowego proletariatu) nie można nie odnieść wrażenia, że premier powiedział to, co chcieli usłyszeć Polacy. Prawdziwi Polacy.
Mówił Orbán o wielu rzeczach, pouczając polskich polityków, którym prawdziwie leży na sercu dobro Ojczyzny, że musimy tworzyć swoją własną politykę, niezależną od Brukseli, nie oglądając się na Unię Europejską, że w życiu należy kierować się wartościami chrześcijańskimi i odwoływać do Boga, bo oczywiście bez Boga nie można być uczciwym i dobrym człowiekiem, zaś reprezentującej Prawdziwych Polaków partii politycznej radził, by przede wszystkim tworzyć własne media, bo obecne są liberalne, a więc ex definitione złe, gdyż bez własnych mediów nie można wygrać żadnych wyborów. Podczas słuchania tego wystąpienia na twarzach części audytorium malował się zachwyt, na niektórych zaś nie do końca.

Nie jest nowością odwoływanie się do Orbána części środowisk politycznych w naszym kraju, które wskazują go jako niekwestionowany autorytet w dziedzinie polityki i moralności, co w pewien sposób kojarzy mi się z zachwytem nad towarzyszami radzieckimi wyrażanym w krajach zmierzających do socjalizmu. Ale powracając do tez Orbána (roboczo nazwałem je „tezą o religii”, „tezą o polityce” oraz „tezą o mediach”), to wszystkie one znajdują tak wielkie odbicie w polskiej tradycji, tak wspaniale padają na polski grunt, że trzeba się odnieść do każdej z nich z osobna.

Teza o religii

Dla racjonalisty na pierwszy plan wybija się oczywiście „teza o religii”, zgodnie z którą tylko chrześcijanin może być dobrym człowiekiem, wszyscy inni są źli i nieuczciwi (i to w sposóboczywisty), a ponadto nie istnieją żadne wartości uniwersalne niepochodzące od chrześcijańskiego Boga, co jasno wynika ze słów: Liberalne kraje Unii Europejskiej twierdzą, że istnieją bliżej nieokreślone wartości uniwersalne. Ale to droga donikąd. Życie musi opierać się na Bogu, narodzie i rodzinie. To się wydaje dla każdego chrześcijanina oczywiste, ale już dalszy wywód, łączący się z „tezą o polityce” oraz „tezą o mediach”, może być co najmniej dyskusyjny. Mówi bowiem Orbán w odpowiedzi na pytanie posła PiS Przemysława Wiplera „Co robić, by wygrać wybory?” [ 1 ], że w stworzonych na własny użytek mediach (rozwinę to w „tezie o mediach”) nie można epatować Bogiem, bo ciągłe odnoszenie się do chrześcijaństwa nie pozwoli na zdobycie większości wyborców. Dla chrześcijanina, polskiego katolika, takie postawienie sprawy winno być co najmniej szokujące — bo jak tu nie mówić o jedynej podstawie dobra i moralności oraz jedynym środku do zwalczenia toczącej kraj zgnilizny i relatywizmu, czyli o Bogu, Jezusie czy jak inaczej nazwać ów wszechogarniający Absolut? Zastanawia także, czemu ciągłe odnoszenie się do chrześcijaństwa nie pozwoli na zdobycie większości wyborców, skoro nasz Priwislinskij kraj w 90% zamieszkują katolicy (co bardzo często przywołuje się jako podstawę dla decyzji politycznych dla katolicyzmu korzystnych)? Przecież podstawowym nakazem chrześcijanina jest głoszenie Ewangelii, nic ponad religię w jego życiu nie ma i nie powinno być, więc czemu niby mówienie o tym, co dla Polaka-katolika jest najważniejsze, miałoby dawać efekt inny niż totalne zwycięstwo wyborcze w postaci właśnie 90% głosów (trudno sobie bowiem wyobrazić, by katolicy nie głosowali na partię, która rdzeniem swego programu i przekazu czyni katolicyzm)? Fakt bezgranicznej pogardy wobec innowierców oraz osób areligijnych wynikający z takiej postawy nie dziwi w kontekście uznania ich za bezwarunkowo złych i skorumpowanych, gdyż osobom takim nie należy się szacunek, nie mówiąc już nawet o tolerancji – zła nie powinno się tolerować. W Polsce takie postawy są nadal dominujące, więc premier Orbán doskonale trafia do serc i dusz (czy umysłów, to zdania pewnie będą podzielone) Polaków, zwłaszcza tych Prawdziwych Polaków-Katolików.

Teza o polityce

„Teza o polityce” jest wyrazem tego, co dla Polaków jest szczególnie cenne — głoszenia wszem i wobec, że „nie będzie Niemiec pluł nam w twarz”, że „nigdy z królami nie będziem w aliansach”, bośmy słudzy Maryi na Chrystusa ordynansach. [ 2 ] Masońsko-żydowska Bruksela jawi się Prawdziwym Polakom kolejnym mocarstwem zaborczym, które ośmiela się mówić nam, co mamy (czasem) robić. Słusznie mówi Orbán, wychodząc od klasyków myśli państwowej, że naczelną zasadą państwa narodowego jest suwerenność pojmowana w sposób absolutny — nie można mówić o państwie suwerennym, które musi czasem słuchać kogoś innego lub ma zobowiązania wobec kogokolwiek. Orbán wiele zrobił, by przywrócić Węgrom ich suwerenność, wychodząc z założenia, że dużo lepsza nędza własna niż chleb cudzy, nie oglądając się na zobowiązania międzynarodowe oraz wewnątrzunijne. Idea suwerenności jest bowiem nadrzędną i w drodze do niej nie liczą się żadne koszty, zaś cel uświęca środki. Co z tą suwerennością absolutną robić, to zastanowimy się, gdy już ją będziemy mieli. Polakom takie myślenie jest szczególnie bliskie — choćby piekło, byle polskie, byle nasze. O fakcie, że suwerenność absolutną da się osiągnąć jedynie na wyspie, gdzie jest jeden mieszkaniec i nie zachodzą żadne relacje z innymi podmiotami, jakoś się zapomina, ale to nieważne. Byle do tej suwerenności, potem zobaczymy. Precz więc z Niemcami, Rosjanami i eurourzędasami, my tu mamy swój kraj i sami się rządzimy. Że głupio, że straszno — nie wasza sprawa, ale nasza. My wiemy lepiej, czego chcemy. Sami zdecydujemy, co z naszą suwerennością, pełną niezależnością, wolnością od wszystkiego i od wszystkich zrobimy i nic wam do tego. Zwłaszcza jeżeli nasz katolicki kraj ma być podporządkowany lewacko-masońsko-żydowskim kołom eurokratów. Co to, to nie. Może i ta Unia daje nam miliardy euro na rozbudowę kraju, może doprowadziliśmy dzięki niej nasze prawo do jakiego takiego porządku, to dobrze, niech jeszcze więcej nam dadzą tych euro i bardziej nam we wszystkim pomagają, to się nam w końcu należy, ale nie będą nam mówić, co mamy robić ani obcych kulturowo wzorców narzucać. Nam tu jakieś tolerancje, otwartość, równość niepotrzebne. W zasadzie się w tej Brukseli powinni cieszyć, że ich jeszcze tolerujemy w zamian za te pieniądze, których oczywiście nie potrzebujemy. Jest więc „teza o polityce” wezwaniem do zrzucenia zwierzchności podłej, zdemoralizowanej i zgniłej Unii Europejskiej przy jednoczesnym, a w Polsce szczególnie silnym, wymuszaniu szantażem i groźbami kolejnych transz haraczu. Jednocześnie wyraża on przekonanie, że prawdziwą politykę robi się wyłącznie samodzielnie, gdyż każde wejście w sojusze i porozumienia suwerenność państwa ogranicza. Jest więc to powrotem do filozofii i tradycji polityki wieku XIX, gdzie dominował pozytywizm austinowski z jego teorią prawa jako rozkazu oraz wyłączenia władzy spod własnego prawa (gdyż suweren nie może być w żaden sposób ograniczony). Polska ma wieloletnie, również całkiem niedawne, tradycje takiego podejścia do prawa i władzy.

Teza o mediach

Smaczek w postaci „tezy o mediach” zostawiam na koniec, bo w doskonały sposób ukazuje cały sens polityki, jaką Orbán uważa za słuszną i konieczną. Otóż sensem polityki jest sprawowanie władzy i pozostawanie poza kontrolą innej władzy. Tylko taka polityka może spełniać wymóg suwerenności. Aby to osiągnąć, mówi premier Węgier, trzeba mieć własne media, gdyż istniejące są liberalne i wolne, a więc nie zawsze mówią to, co powinny, za to często mówią to, co chcą. Powinny zaś pełnić rolę transmisji partii do mas, jak to się drzewniej w Polsce mawiało. Oczywiście Orbán, będąc politykiem zręcznym wie, że w społeczeństwie informacyjnym media są newralgicznym punktem i że ich kontrola ułatwia kontrolę obywateli. Wie też, że on sam lepiej wie, co obywatele powinni oglądać w telewizji oraz czytać w prasie oraz że trzeba ich chronić przed wszelkimi szkodliwymi poglądami, które mogą negatywnie wpłynąć na podstawy życia, czyli Boga, naród i rodzinę. Zbierając to wszystko razem wskazał pewnej polskiej partii politycznej drogę, że kluczem do władzy są media. Oczywiście nie liberalne media [ 3 ], które mają niebezpieczne roszczenia, by być mediami wolnymi, lecz własne, które będą przekazywały właściwe oraz pożyteczne informacje i postawy. W tym kontekście, co już zauważyłem przy analizie „tezy o religii”, zaskakuje stwierdzenie, że nie należy mówić za dużo o chrześcijaństwie. Ja myślę, że należy, i to jak najwięcej. Jak inaczej bowiem dokonać rewolucji moralnej w społeczeństwie, by w końcu mogło ono dorównać swojej władzy, by było jej godne? Jak się wydaje, w Polsce powinniśmy dążyć do tego, by wszystkie media powinny być chrześcijańskie, w końcu i tak oglądają, słuchają i czytają je tylko katolicy, zaś ludzie źli i podli, którzy żyją bez Boga (naszego Boga), prędzej czy później będą musieli się nawrócić albo wyjechać. W ten sposób pozbędziemy się plugastwa z naszych granic i będziemy mieli w końcu szanse na zbudowanie dużo lepszej Polski, lepszej Ojczyzny, która zasłuży na miano IV Rzeczpospolitej.

Wydaje się, że Viktor Orbán w kompletny sposób wyłożył credo europejskiej prawicy chrześcijańskiej, do której stara się równać także jej polski odpowiednik. Tylko trzy tezy, a mają w sobie treść setek traktatów politycznych i filozoficznych. Apeluję zatem do środowisk Prawdziwych Polaków, by podjęły wszelki trud związany z wprowadzeniem ich w życie, by podjęły wielkie dzieło uzdrowienia (już po raz drugi w ostatniej dekadzie) Polski i by w tej walce nie przebierały w środkach, które uświęci chwalebny cel. Pamiętajmy również, że — parafrazując – walka o nową Polskę zaostrza się wraz ze zbliżeniem do jej realizacji, więc nie wolno patrzeć bezkrytycznie również na tych, którzy obecnie stoją w naszych szeregach. I niech nam wszystkim świeci przykładem Wódz rewolucji moralnej Przewodniczący Orbán, którego kraj kończy już długą, wyczerpującą drogę ku nowej Republice. Weźmy przykład z niego, gdy nie ugiął się przed krytyką i żądaniami całej Europy oraz bandyckimi instytucjami finansowymi, gdy pluł w twarz swoim wrogom i prześladowcom, którzy za wszelką cenę chcieli zatrzymać jego bohaterski marsz ku światłej przyszłości. Da Bóg, i Polska kiedyś rozpocznie ten forsowny marsz, a wtedy wreszcie zapanuje prawo i sprawiedliwość. Czego sobie, Państwu, oraz przede wszystkim Polsce życzę.

Autor tekstu: 

 Przypisy:
[ 1 ] Przypomina mi się w tym miejscu człowiek, który pyta Jezusa : „Nauczycielu, co mam robić, abym miał żywot wieczny?”
[ 2 ] Cały tekst Pieśni Konfederatów Barskich z Księdza Marka, a szczególnie zwrotka ostatnia, pasuje jak ulał na nowy hymn polskiej prawicy, której blisko jest do barskich konfederatów.
[ 3 ] Podejrzewam, że nazwą „liberalne” określa się wszystkie media, które nie popierają w całości wizji Orbána, choć mogę się mylić.
Gru 13

Jak Viktor Orbán został antykomunistą…

Mało kto wie, że to właśnie wprowadzenie stanu wojennego w Polsce było jednym z głównych powodów uformowania się antykomunizmu dzisiejszego przywódcy Węgier Viktora Orbána. Dzięki uprzejmości autora Igora Janke i wydawnictwa Demart zamieszczamy fragment książki „Napastnik. Opowieść o Viktorze Orbánie”. To rozdział 3, opowiadający m.in. o tym, gdzie był i co robił Orban 13 grudnia 1981.