Portal prowadzony jest przez przyjaciół Węgier, którym bliskie są poglądy premiera Viktora Orbána i kierowanej przez Niego partii Fidesz – Węgierska Unia Obywatelska
Cze 07

GAZETA POLSKA, która w styczniu ogłosiła Orbána Człowiekiem Roku, dziś go OBRAŻA

Oto tytuł tekstu Ryszarda Czarneckiego: „On uwiarygodnia Rosję. Robi poważny błąd” lansowany na głównej stronie portalu niezalezna.pl.

W środku jest tylko gorzej:

Viktor Orbán już wcześniej wyraźniej robił ementem uwiarygodniania Rosji. (…) Rosja znalazła czy kupiła adwokata. Jest to rzecz niesympatyczna.

Najpierw warto zwrócić uwagę na to, kto stawia zarzut wysługiwania się Moskwie węgierskiemu premierowi. Ryszard Czarnecki sam spełnia kryteria „resortowego dziecka" – jest synem Henryka Czarneckiego, PRL-owskiego reżysera, członka PZPR i potem SLD. To, że europoseł PiS nadal dobrze czuje się w tym środowisku, potwierdza jego ślub w 2010 roku z córką gen, Hermaszewskiego, działacza PZPR, Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej i SLD. Biografia polityczna Ryszarda Czarneckie­go sprawia, że zarzut sprzedajności wobec węgierskiego przywódcy jest więcej niż „niesympatyczny”. Obecny polityk PiS sam „kręcił się” w bardzo usłużnym wobec Moskwy środowisku. W 1987 r. wraz z Korwin-Mikkem zakładał UPR, co jak się później okazało, było projektem rozbijackim wobec polskiej prawicy, miało kanalizować entuzjazm młodych ludzi i sprowadzać ich na manowce polityki. Sam JKM nigdy nie wypowiedział się w waż­nych dla Moskwy sprawach wbrew jej linii. Kolejny przystanek Czarneckiego – ZChN – wsławił się agenturalną przeszłością swego lidera oraz umową gazową ministra Goryszewskiego z roku 1993, niezwykle korzystną dla Gazpromu. O moskiewskich powiązaniach jednego z następnych przytulisk R.Cz., Samoobrony, nie ma potrzeby tu pisać. Czy jednak krytyka Viktora Orbána nie jest pozbawiona merytorycznej słuszności? By odpowiedzieć na to pytanie, musimy zmienić kryteria, do których przyzwyczaili nas nasi politycy. Wszyscy nasi „mężowie stanu" uprawiają „politykę bluszczową”, jak to ujął Marszałek Piłsudski. Znajdują sobie zagraniczną „tyczkę" wokół której się owijają i to nazywają polską racją stanu. W zależności od opcji Polska prowadzi politykę proniemiecką, prorosyjską, proamerykańską, probrytyjską, profrancuską czy proizraelską. Jeśli więc przyjmiemy, że teraz Polska powinna prowadzić politykę proamerykańską, bo tylko USA mogą nas obronić przed Rosją, to zarzut przeciw Orbánowi ma rację bytu. Warto jednak podkreślić, że to interesy USA są w tej optyce kluczowe, a nie sprawa polska. Może się okazać, że USA stracą nagle zainteresowanie konfliktem z Rosją i wtedy nasza polityka wyląduje dokładnie tam, gdzie 10.04.2010...

Obserwując długoletnie działania premiera Orbána, nie można nie zauważyć, że odrzuca on dogmaty polityki bluszczowej i konsekwentnie realizuje interesy Węgier, wchodząc w konflikt czy sprzymierzając się taktycznie z dowolnymi siłami. Nie straszne mu są ani Niemcy, ani USA czy Rosja. Warto dodać, że ma on za sobą silne poparcie swego narodu, który wydaje się mieć obecnie więcej godności od niewolniczo nastawionych Pola­ków.

Nie zamierzam twierdzić, że Orbán ma rację, ostro grając z UE, USA, Chinami i Rosją. Być może zostanie ograny i Węgry znowu stracą, jak w wyniku traktatu z Trianon po zakończeniu I wojny światowej. Nie mam jednak wątpliwości, że na czele tego państwa stoi mąż stanu, polityk niezależny, dalekowzroczny i dumny.

Obsikiwanie mu nogawek przez człowieka pokroju Czarneckiego uważam za hańbę dla gazety, która jeszcze kilka miesięcy temu aobwołała Orbána swoim bohaterem.

Paweł Chojecki

Idź Pod Prąd nr 4-5/117-118/2014

Cze 06

III rząd…

 

Post użytkownika Orbán Viktor.
Maj 21

Exposé Viktora Orbána wygłoszone po złożeniu przysięgi premiera w parlamencie

Budapeszt, 10 maja 2014 r.

Panowie Prezydenci Państwa! Szanowni Panowie Premierzy! Szanowna Wysoka Izbo!

Panie i Panowie!

Na pytanie o to, co winno być pierwszym zadaniem tego, kto rozpoczyna rządy, stara mądrość odpowiada, że przywrócenie słowom ich właściwego znaczenia. Jeśli słowa nie są właściwie używane, zatraca się sens myśli. Jeśli sens myśli nie jest jasny, nie można skutecznie działać. Dlatego pierwszą rzeczą, którą powinien uczynić ten, kto podejmuje się rządzenia, jest to, by przekuwał swe myśli w słowa, a swoje słowa w czyny. Nie wolno mu tolerować chaosu w swoich słowach. Od tej zasady zależy wszystko.

Szanowna Wysoka Izbo!


Tej prastarej mądrości będę się starał trzymać, wygłaszając pierwsze przemówienie jako premier w nowej kadencji. Dnia 6 kwietnia węgierski naród podjął decyzję. W sposób godny swego tysiącletniego europejskiego państwa, według zasad przyjętych w dzisiejszym świecie, czyli na drodze demokracji, naród zadecydował o swojej przyszłości. Pierwszą moją myślą jest wdzięczność. Dziękuję każdemu, kto wziął udział w wyborach, niezależnie od tego, na jaką polityczną formację czy kandydata głosował. Dziękuję za to, że swym udziałem wzmocnił narodową suwerenność i ideę wolności, o które tak wielu z nas poprzez wieki musiało się zmagać. Ci, którzy biorą udział w wyborach, a szczególnie ci, którzy biorą udział w walce wyborczej, w istocie kontynuują tradycje walki o niepodległość i wolność naszej ojczyzny, gdyż w czasie pokoju sensem wyborów nie jest nic innego jak to, by znaleźć odpowiedź na pytanie o sposób jak najlepszego ustrzeżenia naszej suwerenności i zagospodarowania życia naszej ojczyzny, zgodnie z porządkiem wolności.

Naturalnie osobno też dziękuję za udział tym obywatelom, którzy poparli nas, czyli formacje obywatelskie, chrześcijańskie, narodowe, i osobiście mnie. Wiem, że wobec nich ponoszę szczególną odpowiedzialność, ponieważ zaufali nam; naszym obowiązkiem jest nie zawieść tego zaufania. O moich obowiązkach wobec nich nie zapomnę, choć jestem świadom, że rząd i premier mają służyć całemu krajowi, całej ojczyźnie, każdemu obywatelowi, członkowi narodu, niezależnie od tego, na kogo 6 kwietnia głosował. Tego mojego przekonania nie zmienią nawet prowokacje.

Dlatego też mój rząd, który wkrótce powstanie, chociaż opiera się na parlamentarnej większości konstytucyjnej, czyli dwóch trzecich, zawsze będzie reprezentował trzy trzecie, czyli każdego Węgra, zawsze będzie się starał służyć każdemu Węgrowi. Dziś te słowa nabierają większego niż zazwyczaj znaczenia. Teraz, pierwszy raz od dziesięcioleci, w podejmowaniu przez naród wspólnej decyzji mógł wziąć udział cały węgierski naród, a więc nie tylko Węgrzy żyjący w ojczyźnie–matce, ale w całym BasenieKarpackim oraz ci, którzy żyją gdziekolwiek na świecie. Dlatego obecny Parlament w sposób uprawniony może się czuć węgierskim Zgromadzeniem Narodowym, zaś rząd w sposób uprawniony będzie się uważał za rząd całego narodu. W moim przekonaniu nie ma w tym przesady ani nadużycia. To raczej zobowiązanie, trud, który bierzemy na barki, a przede wszystkim odpowiedzialność. Dziękuję Węgrom żyjącym poza ojczyzną-matką, że w zdecydowanej większości poparli naszą politykę dążeń o zjednoczenie węgierskiego narodu ponad granicami.

Szanowni Współdeputowani!

Przyjąłem prośbę Pana Prezydenta o stworzenie rządu. Złożyłem przysięgę. Jako poseł rozpoczynam siódmą kadencję. Mam za sobą 24 lata pracy parlamentarnej. Szesnaście lat pracowałem w opozycji, a osiem jako poseł partii rządzącej, pełniąc obowiązek premiera. Rozumiem, co miał na myśli Churchill, gdy mówił, że polityka jest bardziej niebezpieczna niż wojna, gdyż na wojnie człowieka można zabić tylko raz. Gdyby wliczyć lata, które spędziłem w ruchach antykomunistycznego oporu, to już blisko 30 lat poruszam się po drogach węgierskiej polityki, których w żadnym wypadku nie można nazwać wygodnymi czy gładkimi. Doświadczenie tych 30 lat dało mi odwagę do powiedzenia Prezydentowi „tak“ bez wahania i do złożenia przysięgi.

Szanowne Panie, Szanowni Panowie!

Nauczyłem się, że dobrą rzeczą jest zwyciężać, ale i tego się nauczyłem, że przegrana nie jest na darmo. Powiem więcej: ten, kto jest zdecydowany, kto nie boi się ciężkiej pracy, kto się nie poddaje, tego nawet wrogowie i przegrane wspierają na obranej przez niego drodze. Ważne jest tylko to, byśmy właściwie odczytali, zrozumieli głębszy sens naszych porażek, niepowodzeń i przegranych. Pewien naukowiec na zgliszczach swego laboratorium powiedział, że pożar na pewno miał jedną pożyteczną stronę: razem z jego domem strawił też wszystkie jego błędy. Tym razem jednak po raz drugi z rzędu muszę się zmierzyć nie z przegraną czy porażką, ale z konsekwencjami zwycięstwa i sukcesu.

Punkt wyjścia czekającego nas czterolecia oraz linię startową mojej pracy jako premiera wyznacza dogłębne i dokładne zrozumienie faktu, że po bardzo trudnych latach kompleksowej odnowy i przebudowy Węgier wyborcy, mimo wszystko, powierzyli nam zadanie kontynuowania naszej pracy. Droga, którą przebyliśmy, nie była ani łatwa, ani przyjemna. Przeciwnie, musieliśmy się przedzierać, musieliśmy walczyć z uciążliwymi trudnościami, z przeważającymi siłami nieprzyjaciół, z zadłużeniem państwa, z dziurawym jak sito budżetem, z finansowymi dyktatami. Przebrnęliśmy przez tor przeszkód ustawiany przez banki, firmy monopolistyczne, kartele i międzynarodowych biurokratów. Dokonał tego nie sam rząd, ale cały kraj. I pomimo wszystko wyborcy opowiedzieli się za kontynuowaniem tej drogi. Z takiej ich decyzji po pierwsze odczytuję pragnienie zamknięcia bezpłodnych sporów.

Szanowna Wysoka Izbo!

Jest w naturze człowieka taka skłonność, że gdy przez długi czas czegoś mu się zakazuje, to z chwilą ustąpienia zakazu skłonny jest do przesady, do popadania w drugą skrajność. Przez 40 lat obowiązywał zakaz dyskutowania. Od 25 lat, gdy już wolno się spierać, węgierskie życie publiczne ugrzęzło w dyskusjach: stawiamy kroki to w jedną, to w drugą stronę, każdy przekonuje do swojego, a w efekcie nie posuwamy się do przodu, drepczemy w miejscu. Węgierska polityka nie odnajduje właściwych proporcji pomiędzy debatowaniem, porozumieniem, uzgadnianiem stanowisk a działaniem. Stąd wynika odczucie, że na darmo wolność, demokracja, gospodarka rynkowa, na darmo bezsprzeczne oznaki rozwoju – a my i tak raczej drepczemy w miejscu, nie posuwamy się do przodu. Wyrażona przez wynik wyborów wola narodu wskazuje, że lepiej wytrwać na obranej, ściśle określonej i zdecydowanej drodze, niż ponownie otwierać okres bezowocnych debat. Wystarczająco długo dyskutowaliśmy nad głównym kierunkiem, spieraliśmy się na fundamentalne tematy; teraz niech mi wolno będzie przytoczyć powszechnie popularne wśród wyborców powiedzenie, które oddaje istotę, choć jest trochę nieprecyzyjne: czas brać się do roboty, niech dalej trwa okres czynów i działania.

Po otrzymaniu od wyborców ponownego mandatu takie tematy, jak Konstytucja, organizowanie życia społecznego w oparciu o poszanowanie godności człowieka, polityka łącząca wolność z odpowiedzialnością, gospodarka opierająca się na pracy czy polityka jedności narodowej, nie są już dla mnie przedmiotem dyskusji. Będą ­– i trzeba, by były – dyskusje o tym, jak je realizować, dyskusje o szczegółach, ale decyzje w kwestiach podstawowych już zapadły i wyborcy zamknęli ten spór. W moim przekonaniu ostatnie wybory potwierdziły dokonaną w roku 2010 drugą zmianę ustrojową. Potwierdziły to, że węgierska gospodarka ma być budowana nie na działaniach spekulacyjnych, lecz na pracy, że zamiast doktryn liberalizmu mamy się kierować ideą wzajemnej odpowiedzialności. Zamiast uległości wobec globalnych sił mamy walczyć o zachowanie narodowej suwerenności. Zamiast do internacjonalizmu, mamy nasze dzieci wychowywać do miłości ojczyzny, a zamiast chaosu, który na wszystko pozwala i wszystko toleruje, ma być ład, który jednocześnie jest sprawiedliwy i spójny.

Szanowne Panie, Szanowni Panowie!

Wynik kwietniowych wyborów oznacza również zobowiązanie do jedności. Nie ma sensu wdawać się w wojny na liczby, jak ma się poparcie udzielone partiom rządzącym do całkowitej liczby wyborców. Stosunek wygranej wyborczej jest przekonujący. Może dodalibyśmy tylko tyle, że przeanalizujemy stanowisko przywódców opozycji, którzy w czasie kampanii mówili dosłownie tak: kto zostaje w domu, ten głosuje na rząd. Milczenie jest zgodą – mawiają Węgrzy. Choć w tym przypadku mam pewną wątpliwość co do aktualności tego powiedzenia, faktem jest, że rozpoczynamy nową kadencję, uczyńmy więc gest w stronę opozycji i zaakceptujmy jej rozumowanie.

Szanowni Państwo!

W czasach nowożytnych, które opierają się na argumentowaniu, na uzgadnianiu poglądów i propozycji oraz na reprezentowaniu swoich interesów, jakkolwiek byśmy tego pragnęli, nie da się uzyskać doskonałej współpracy i pełnej jedności. My, zwolennicy współpracy i jedności, mamy świadomość tego prawa, które wypływa z najgłębszych pokładów ludzkiego ducha. Uznanie tego faktu umożliwia nam zharmonizowanie narodowej jedności i demokracji. Istotne zaś pozostaje to, że w wyborach siły starające się o jedność uzyskały znakomitą większość, czyli że zwyciężyły formacje centrowe. Tę ogromną liczbę ludzi uważam za europejskie centrum. Europejskie centrum, które stanowczo odrzuca politykę skrajności. Przymiotnik „skrajny” jako polityczne piętno jest tanią polityczną maczugą, i jako taka jest w węgierskim życiu publicznym nadużywana. Dlatego uważam za ważne wyjaśnić u progu nowej kadencji, co stanowi w naszym przekonaniu skrajność i czemu – zapowiadam to bez ogródek – będę się stanowczo, konsekwentnie i wytrwale sprzeciwiał.

Za skrajność uważam każdą taką politykę, która jest niebezpieczna dla Węgrów. Niebezpieczne i skrajne jest, według mnie, stawianie praw przestępców ponad prawami ich ofiar. Niebezpieczeństwem i skrajnością są, w moim pojęciu, takie gospodarcze pomysły, które pomijają podstawowe zasady rozumu i zdrowego rozsądku.

Za niebezpieczną i skrajną uważam również taką politykę – niezależnie czy zwie się ona prawicową, czy lewicową – która zmierza do odbierania pieniędzy pracownikom, by dawać je tym, którzy nie chcą pracować, choć są do pracy zdolni; inaczej mówiąc, za skrajność uważam to, gdy ktoś chce wspierać nie pracę, lecz bezrobocie. Wreszcie niebezpiecznym i czymś skrajnym dla narodu węgierskiego jest według mnie taka polityka, która chce złożyć tysiącletnie Węgry na ołtarzu jakichś Stanów Zjednoczonych Europy. Temu się sprzeciwiam i uważam, że taki pogląd wraz z wynikającymi z niego w zagranicznej polityce postawami służalczości należy zwalczać. Podobnie jednak za niebezpieczną i skrajną politykę będę uznawał tę, która w swoim programie ma wyjście z Unii Europejskiej. My, Węgrzy, mamy za sobą burzliwą historię, musimy więc zrozumieć, że kto nie zasiada przy stole wśród stołowników, nie powinien się dziwić, gdy znajdzie się w karcie dań. Dlatego polityka rządu będzie miała na celu wzmacnianie narodowego współdziałania, jedności i europejskiego centrum.

Spoglądając na nadchodzące cztery lata, nie mam obaw związanych z prawicowymi lub lewicowymi skrajnościami. Poziom wody ma to do siebie, że często się zmienia. Stąd więc problemem jest nie to, jak wysoki jest poziom wody, lecz to, jak wysokie są wały. Węgrzy zaś w ostatnich wyborach wały te podnieśli wysoko i to gwarantuje w nadchodzących latach stabilność rządu, a przez niego całym Węgrom.

Moje Szanowne Panie, moi Szanowni Panowie!

W trakcie kampanii ani przez moment nie pozostawialiśmy wątpliwości co do naszych planów czy intencji – pragniemy je kontynuować, udzielcie nam swego poparcia, byśmy mogli kontynuować rozpoczętą pracę. O to prosiliśmy. W rzeczywistości jednak prosiliśmy o znacznie więcej. Prosiliśmy o to, byśmy mogli ją kontynuować razem. Pragnę, byśmy kontynuowali politykę narodowych konsultacji, tak jak czyniliśmy to w minionych czterech latach. Będę starał się, by przed Węgrami były otwarte najróżniejsze formy udziału w życiu publicznym. Nigdy nie uchylałem się od odpowiedzialności. Odpowiedzialności za ostatecznie podjęte przez rząd decyzje nigdy nie zrzucałem na braki innych, i dalej też tak będzie. Ludzie złożyli ją na nasze barki, abyśmy my ją ponosili, nie wyklucza to jednak, wręcz przeciwnie, potwierdza potrzebę wsłuchiwania się w ich opinie. Potrzebujemy ich zdania i poglądów. Piętnaście lat temu miałem możność zostania najmłodszym wybranym premierem Węgier. Możecie mi więc Państwo wierzyć, iż nie jestem już na tyle młody, bym na wszystko znał odpowiedź.

Szanowna Wysoka Izbo!


W roku 2010 podjęliśmy decyzję o zerwaniu z koncepcją społeczeństwa liberalnego i z wynikającymi z niej zasadami oraz metodami. Zamiast tego wybraliśmy połączenie wolności z odpowiedzialnością, prowadzimy więc politykę zgodną z ideą wzajemnej odpowiedzialności, co jasno przypomina nam Konstytucja, na którą wszyscy złożyliśmy przysięgę. Przez 20 lat panował pogląd, że wolno wszystko to, co nie narusza wolności drugiego. Wynikająca z tego filozofia życia cieszyła się politycznym uznaniem i wsparciem. Ponieważ jednak nie ma odpowiedzi na pytanie, kto decyduje o tym, co zaczyna być naruszeniem wolności drugiego człowieka, w praktyce życia kwestię tę rozstrzygała siła, czyli ten, kto dysponował jej przewagą. Dlatego w rzeczywistości pogląd ten – przy całej jego umysłowej elegancji i atrakcyjności – okazał się fałszywy i obłudny. Dlatego właśnie musieliśmy go odrzucić i w jego miejsce przyjąć nową koncepcję. A dokładniej, musieliśmy przywrócić do praw prastare moralne prawo, które brzmi tak: czego nie chcesz, by tobie uczyniono, tego i ty nie czyń drugiemu. Więcej: w duchu polityki inspirowanej chrześcijaństwem chcemy dołączyć i to prawo, które mówi: co chcesz, by tobie czyniono, czyń i ty swoim bliźnim.

Szanowna Wysoka Izbo!


Mam świadomość, że ludzkie postawy mają być, powinny być regulowane przekonaniami wypływającymi z wnętrza człowieka, z głębokich pokładów jego ducha, nie zaś drogą zewnętrznych, szczególnie nie rządowych instrukcji czy decyzji, a już w najmniejszym stopniu wezwaniami premiera. Wewnętrzne przekonania powinny określać nasz stosunek do życia, do starszych, do dzieci, do bliźnich, do drugiej płci, do prawdy i do samej wspólnoty. Prosto możemy to określić mianem sumienia. Dlatego też w tej kwestii polityka, rząd i premier powinni postępować ze szczególną ostrożnością, ze świadomością, że stąpają po kruchym lodzie, a dobra intencja i dobra wola, a dokładniej dobra intencja i dobra wola premiera łatwo może stać się przeciwskuteczna i zostać uznana za nieuprawnioną ingerencję czy ofensywę.

Jednocześnie, Wysoka Izbo, nie możemy zaakceptować w życiu społecznym takich sytuacji, gdy osoby postępujące sumiennie i zachowujące prawa, stale źle na tym wychodzą, a tymczasem faryzeuszom, ludziom bez sumienia, obchodzących prawo, zawsze dobrze się wiedzie i to oni gromadzą profity. Jeśli państwo dochodzi do takiego stanu, uczestnicy życia publicznego nie mogą milczeć i pozostawać biernymi. Muszą brać udział w przywracaniu właściwego porządku w kraju, muszą to czynić z całą roztropnością, powściągliwością, z poszanowaniem nienaruszalności godności osoby ludzkiej. Tego wymagam od siebie samego i od pracowników rządu, i o to proszę Państwa, jako parlamentarnych reprezentantów narodu.

Szanowna Wysoka Izbo!


Począwszy od roku 2010 tworzymy nowy okres, w którym relacje jednostka – wspólnota budujemy na nowych zasadach. Liberalna konstytucja nie zobowiązywała rządów do służby wobec narodowych interesów, nie nakazywała uznania i wzmacniania więzi łączących Węgrów rozproszonych po świecie z narodem. Tamta konstytucja nie broniławspólnotowej własności, nie broniła ludzi przed zadłużaniem się kraju, ani przed jego ograbianiem. W efekcie, w imię wolności, setki tysięcy rodzin popadły w kredytowąniewolę. Zobowiązuję się w przyszłości dalej działać na rzecz zachowania, więcej, wzmacniania związku pomiędzy pracą człowieka, jego osiągnięciami i interesami, a życiem wspólnoty narodu. W moim pojęciu społeczeństwo nie jest tylko prostym zbiorem jednostek, ale wspólnotą, naturalnym organizmem. Takie rozumienie społeczeństwa, inspirowane ideą narodową i chrześcijaństwem, będzie stanowiło o fundamencie koncepcji mojej pracy, a jednocześnie o jej celu.

Szanowni Państwo!

Z mojego doświadczenia wynika, że dobrobyt i duchowa kondycja danego kraju wzajemnie od siebie zależą. Dobrobyt może rozkwitać tylko w takim kraju, który dysponuje adekwatną samoświadomością, odpowiednim szacunkiem dla siebie i płonie w nim poczucie dumy, inaczej mówiąc w kraju, który świadomy jest swoich możliwości, nie czuje się podrzędnym wobec nikogo, a świadomość swej wielkości opiera na poważnych dokonaniach. Takie kraje są zdolne do godnych szacunku osiągnięć gospodarczych, do stałego rozwijania się i do dawania możliwości takiego rozwoju swoim obywatelom. Innymi słowy, takie kraje posiadają zdolność spokojnego wzrostu.

Do tego, Wysoka Izbo, potrzeba siły, gdyż tylko silny może dać pokój, tylko silny może go stwarzać. Pamiętać należy przy tym, Szanowni Państwo, że pokój nie jest tożsamy z brakiem wojny. Pokój o wiele bardziej jest owocem sprawiedliwości. Sprawiedliwość zaś polega na tym, że każdy powinien otrzymać to, co mu przynależne i czynić to, czego od niego można oczekiwać. Otrzymać, co mu się należy i uczynić, czego od niego można wymagać, stosownie do jego kondycji życiowej. W tym wszystkim sprawiedliwość lub jej brak nie może być pretekstem do uchylania się od obowiązków, które z tego stanu wynikają. Na podstawie trzydziestoletniego doświadczenia politycznego nabrałem przekonania, że takie zrównoważone i zróżnicowane pojęcie sprawiedliwości stwarza kraj, w którym panuje pokój, którego podstawowym nastrojem jest pogoda ducha, i który zdolny jest do wypracowania osiągnięć gospodarczych, konkurencyjnych wobec innych krajów.

Szanowni Współdeputowani!

Żyjemy w otwartej przestrzeni światowej gospodarki. Stąd kraje, które są wprawdzie sprawiedliwe, ale nie są konkurencyjne, prędzej czy później popadają w recesję i ubóstwo. Bieda zaś rodzi zazdrość, która niszczy pokój i jednocześnie otwiera pole najbardziej małostkowym i najcięższym wojnom. Podobnie dzieje się z krajami, które posiadają zdolność konkurencyjności, ale rządzą się niesprawiedliwym systemem. Tam silny zgniata słabszego, nie szanuje jego ludzkiej godności, co powoduje nieuniknione narastanie ognisk zapalnych niezadowolenia, krzywd, złości i nienawiści, które w końcu strawią pokój. Pragnę więc dążyć do stworzenia takiego rządu, który będzie zdolny sprawić, by Węgry były jednocześnie i sprawiedliwe, i konkurencyjne.

Szanowni Państwo!

Muszę teraz powiedzieć kilka słów o europejskiej polityce przyszłego rządu. Węgry są częścią zachodniego systemu sojuszniczego, należą do NATO i Unii Europejskiej. Nie ma i w czasie naszych rządów nie będzie co do tego żadnej wątpliwości. Trzeba jednak pamiętać, że w tych sojuszniczych organizacjach jesteśmy członkami, a nie zakładnikami. Sojusznicze obowiązki nie odnoszą się do patrzenia. Nikt nie może od nas oczekiwać tego, byśmy czynili siebie ślepymi, aby nie dostrzegać, co dzieje się w świecie wokół nas i z nami.

Nasze sojusznicze obowiązki nie oznaczają też ograniczania mówienia. Nikt nie może od nas oczekiwać tego, że będziemy udawać niemowę i nie będziemy się wypowiadać na temat tego, co widzimy wokół siebie. Sojusznicze obowiązki nie odnoszą się również do ograniczeń w myśleniu. Nikt nie może oczekiwać od nas tego, że będziemy udawać głupców, którzy nie są w stanie sformułować żadnej sensownej myśli o tym, co trzeba, co powinniśmy zrobić.

Naszą europejską politykę będą charakteryzować przenikliwe spojrzenie, otwarty dialog i odważne myślenie. Od wybuchu kryzysu finansowego w roku 2008 Europa Środkowa nie może zadowalać się kopiowaniem zachodniej polityki. Europa z dnia na dzień traci na znaczeniu w globalnej gospodarce, w świecie finansów i polityki. Europa jest też naszą ojczyzną, ojczyzną narodów środkowoeuropejskich, dlatego naprawa tego stanu rzeczy leży w naszym własnym interesie, jest również naszym własnym zadaniem i – jak przystoi na dobrego sojusznika – uważamy ją za nasz osobisty obowiązek.

Europa Środkowa i Węgry mają własne, wypracowane w ciężkim trudzie propozycje, a ich pokryciem są nasze osiągnięcia gospodarcze i polityczne. Pragniemy takiej Europy, która szanuje swoje własne korzenie, szanuje chrześcijaństwo i okazuje przynależny narodom szacunek. Chcemy takiej Europy, która uświadomi sobie, że jeśli wspólnota nie będzie w stanie zapewnić swego bytu biologicznego, skazana jest na zginięcie. Nie chcemy polityki wspierającej imigrację i nie pragniemy napływowych mas, powodujących napięcia nie do opanowania. Pragniemy zaś wspierania akceptacji dla dzieci i dzietności oraz chcemy odwrócenia spadku liczby ludności na drodze naturalnej.

Pragniemy uznania i szacunku dla rodzin. Odrzucamy relatywizowanie definicji małżeństwa i rodziny, ich poszerzania i odbierania im ich właściwego znaczenia. Dla dzieci domagamy się opieki, ochrony oraz fizycznego i duchowego bezpieczeństwa. Chcemy Europy, która wspiera ducha inicjatywy, która zdolna jest stworzyć pełne zatrudnienie i która skończy z europejskim osłabianiem konkurencyjności, wynikającym z wysokich cen energii. Pragniemy radykalnego i szybkiego obniżenia cen energii w całej Europie, spójnego europejskiego systemu energetycznego i bezpiecznego zaopatrzenia w energię na całym kontynencie.

Szanowni Panowie Prezydenci! Szanowni Koleżanki i Koledzy Posłowie! Szanowna Wysoka Izbo!


Stosunki gospodarcze umieszczamy w centrum naszej polityki zagranicznej, kontynuujemy otwarcie na Wschód, wzmacniamy gospodarczą obecność i rozwijamy gospodarczą siłę w Basenie Karpackim. To leży w interesie Węgier, w interesie naszych sąsiadów, a także w interesie Unii Europejskiej. Zdecydowane umacnianie regionalnych stosunków gospodarczych nie pozostaje w sprzeczności z kierunkiem wyraźnej polityki troski o naród.

Sprawa węgierska od II wojny światowej pozostaje nierozwiązana. Kwestię węgierską rozpatrujemy jako problem europejski. Węgrzy w Basenie Karpackim mają prawo do podwójnego obywatelstwa, mają prawo do korzystania z praw wspólnotowych i mają prawo do autonomii. To jest nasze stanowisko, które reprezentować będziemy w polityce międzynarodowej. Szczególnej aktualności temu problemowi nadaje sytuacja żyjącej na Ukrainie 200-tysięcznej społeczności węgierskiej, która powinna otrzymać podwójne obywatelstwo, wszelkie prawa narodowej społeczności oraz możliwość samorządu. To jest nasze jasno sformułowane oczekiwanie wobec tworzącej się właśnie nowej Ukrainy, która cieszy się naszą sympatią oraz poparciem w swym dążeniu do zbudowania demokratycznego państwa ukraińskiego.

Wysoka Izbo! Szanowni Państwo!

Wszyscy wiemy, że wielu Węgrom udało się wspiąć na światowe szczyty najlepszych. Laureatom Nagrody Nobla, artystom, olimpijczykom. Mimo to jest w nas jakieś uczucie niedosytu. Bo skoro tak wielu osobom powiodło się indywidualnie, to dlaczego nie udało się to samo grupowo, wspólnie, jako narodowi? Wszak właśnie tego pragniemy: zbudować żyjącą w dobrobycie i bezpieczeństwie wspólnotę narodu, w której sukces nie będzie czymś wyjątkowym, lecz stanie się udziałem większości, w której wspólny sukces uskrzydla każdego, bo każdy pomnaża go o swój wkład osiągnięć.

Choć wiele już uczyniliśmy, to jeszcze wiele musimy zrobić, by żyć w takich Węgrzech. W tym celu jednak najpierw musimy zapobiec temu, by można było się bogacić kosztem narodu. Musimy szukać – i będę to czynił – dróg i sposobów na to, by Węgrzy mogli tak załatwiać swoje interesy, tak się bogacić, by to służyło całej wspólnocie. Pierwszy raz od wielu lat osiągnęliśmy stan, w którym gospodarka rozwija się nie dzięki kredytom, budżet jest w równowadze, a jednocześnie rośnie liczba przedsiębiorstw, rośnie produkcja i zatrudnienie. To napawa nas nadzieją.

Szanowna Wysoka Izbo! 


Od premiera oczekuje się tego, by powiedział, w jakim kierunku zmierzają Węgry. I choć szef rządu nie jest bynajmniej wszechmogący, i nie jest nawet prorokiem, wypada, by na pytanie odpowiedział. Zmierzamy w stronę centrum. Tworzymy nową Europę Środkową, która zdoła dorównać Zachodniej. W najbliższym czteroleciu będziemy zmierzać w stronę europejskiej średniej dobrobytu, średniej poziomu życia i jego jakości. Jeszcze nie osiągniemy najwyższego poziomu pierwszych, ale będziemy podnosić się w górę. Dążymy ku umacnianiu klasy średniej, czyli znacznej większości Węgrów.

Zmierzamy ku gospodarce o zdrowej strukturze, opierającej się na pracy, wiedzy, własności i wolnej przedsiębiorczości. Ku równowadze zmierzają nasze wspólne finanse i finanse rodzin. Codzienna kwestia przeżycia będzie stwarzać coraz mniej finansowych zależności i zadłużeń, coraz mniej opierać się będzie na bezczynności i zapomogach. Miejsca pracy, wiedza, własność, przedsiębiorczość – wszystko to przynosi dochody i pieniądze. Daje to też jednak coś więcej, coś ważniejszego od pieniędzy. Tym czymś jest bezpieczeństwo. Jeśli istnieje zapotrzebowanie na moją głowę, na mój umysł, moje ręce i mięśnie, jeśli spłaciłem długi i mam oszczędności, jeśli mieszkam we własnym domu, i na dodatek kraj prowadzony jest przez stabilny rząd, wtedy czuję się bezpiecznie. Ku temu w najbliższych czterech latach Węgry będą szły, w tym właśnie kierunku.

Szanowna Wysoka Izbo!


Rodzi się pytanie. Dokąd Węgry mogą zajść w ciągu czterech lat? Możemy zajść daleko w rozwoju. Teraz mamy szansę, by odrzucić wszystko to, co nas obciążało. Wielkie wspólne i indywidualne zadłużenie. Bezużyteczną lub tylko w połowie użyteczną wiedzę, zdobyte tylko na papierze wykształcenie zawodowe, nieznośnie wysokie koszty utrzymania, sytuacje codziennego życia, w których to nie my decydujemy o własnym losie. Osiągalne będzie bezpieczeństwo, zatrudnienie, dom, dostępne będzie dobre wykształcenie oraz wiedza wysokiej jakości.

Szanowni Współdeputowani!

Na koniec winienem odpowiedzieć już tylko na jedno pytanie: jaki jest dobry premier? Jest taka powiastka Józsefa Eötvösa [pisarz i polityk węgierski] o parowozie, a dokładniej o fachowcu, który doskonale zna mechanizm lokomotywy z jego wszystkimi kołami, śrubami i osiami. Nie wie on tylko jednego: dlaczego to wszystko działa? Nie wie, gdyż nie ma pojęcia o właściwościach pary, czyli o tej sile, która wszystko wprawia w ruch i w ruchu utrzymuje. Wie dokładnie, jak coś działa, ale nie wie, dlaczego.

Szanowna Wysoka Izbo!


Podobnie jest z mechanizmem państwa. Na nic się zda znajomość struktury, jeśli nie rozumiemy przenikającego całe państwo ducha narodu, jego charakteru, duchowości narodu i jego woli. Jeśli tych rzeczy nie rozumiemy, konstytucja zardzewieje, kodeksy praw będą skrzypiały, instytucje będą trzaskać i pękać. Mechanizm stanie się niezdolny do działania. Jeśli rząd na czele z pierwszym ministrem, jeśli posłowie, jeśli ludzie działający w świecie polityki rozumieją duchowość narodu, jego ducha i wolę, wtedy będą zdolni dobrze służyć tym, którzy ich wybrali.

Ja chciałbym dobrze służyć, chciałbym być dobrym pierwszym ministrem tego szczególnego, jedynego w swoim rodzaju, zdolnego ludu, który wiele wycierpiał, tego odważnego, pomysłowego, rycerskiego i pracowitego narodu. Chciałbym, by nie musiał on ponosić więcej ofiar, gdyż przez tyle wieków złożył ich ponad miarę. Wiem jednak, że przyszłość taką już ma naturę – a na jej europejskim horyzoncie więcej jest chmur niż potrzeba – iż postawi przed nami nowe wyzwania i próby. Jakkolwiek będzie, możecie być Państwo pewni, że ofiary, nawet te składane z konieczności, w końcowym efekcie posłużą dobru tej wielkiej wspólnoty, do której przynależy każdy Węgier.

Szanowna Wysoka Izbo!


Mamy służyć tak, by strukturę państwa, która stanowi ramy wspólnotowego życia narodu, oraz jego rząd zawsze przenikały duch, świadomość celu i rozumność. Mamy służyć tak, by te instytucje regulowane były świadomością wspólnoty losu i odpowiedzialnością za niego. Temu przykazaniu pragnę służyć zgodnie z moją najlepszą wiedzą, ze wszystkich moich sił. Proszę dobrego Boga, by, skoro dotąd mnie prowadził, niosąc jak na skrzydłach orła, umacniał mnie dalej, bym mógł sprostać ciążącej na mnie i czekającej mnie odpowiedzialności. Proszę o to, by moje czyny kierowały się wiernością i zrozumieniem.

Soli Deo gloria! Egyedül Istené a dicsőség!
 Tylko Bogu chwała!

Tłum: HP za: http://wpolityce.pl

Maj 16

Dla Orbána priorytetem są Węgry i węgierskie interesy i za to również należy go cenić

. Po niedawnym programowym wystąpieniu Viktora Orbána w węgierskim
parlamencie, na głowę węgierskiego premiera posypały się gromy
. Orbán miał powiedzieć, że Węgry są zainteresowane domaganiem się od Ukrainy „autonomii terytorialnej” dla mniejszości węgierskiej w tym kraju. Miał powiedzieć, ale czy powiedział naprawdę czy też jest to tylko przypadkowe lub celowe przekłamanie –- nie wiadomo, bowiem János Martonyi, węgierski minister spraw zagranicznych, zdecydowanie dementuje te informacje i twierdzi, że Orbán w ogóle nie użył słowa „terytorialna”, a miał jedynie na myśli normalne prawa, dotyczące mniejszości.

Przekaz poszedł już jednak w świat, a w Polsce został oczywiście skwapliwie wykorzystany do wewnętrznej walki politycznej. Donald Tusk skwapliwie Orbána skrytykował, swoim medialnym sojusznikom pozostawiając wytykanie PiS, że węgierskiego premiera promuje, lansuje i podziwia, a tu proszę –- to zwykły sojusznik Putina w nastawaniu na integralność terytorialną Ukrainy. Nawet Igor Janke, autor znakomitego „Napastnika”, biografii Orbána, stwierdził, że będzie chyba musiał do swojej książki dopisać kolejne rozdziały. W domyśle -– krytyczne.

Wiele jednak wskazuje na to, że mamy do czynienia z klasycznym przykładem medialnej histerii, opartej na manipulacji i nieznajomości kontekstu, przede wszystkim historycznego.

Po pierwsze -– wobec przekazów medialnych, zwłaszcza pośrednich, obowiązuje zasada ograniczonego zaufania. Nie spotkałem jeszcze bezpośredniego przekładu wystąpienia węgierskiego premiera na polski. Nie wiemy, czy passus, poświęcony mniejszości na Ukrainie, został szczególnie wybity przez Orbána czy też przez media mu nieprzychylne, podczas gdy faktycznie był tylko jednym z wielu pobocznych wątków przemówienia. Jednym z tych, które liderzy polityczni standardowo wstawiają do swoich wystąpień, ponieważ dany problem stanowi stały składnik polityki danego kraju. Dopóki takiej rzetelnej relacji nie zobaczę, nie jestem przekonany o prawdziwości informacji, które dotarły do nas przez pośredników. Zbyt dobrze znam mechanizm powielania bzdur przez media.

Po drugie -– można oczywiście założyć, że Orbán postanowił stanąć jednoznacznie po stronie Moskwy w konflikcie Ukraińskim i wybrał z tego punktu widzenia najbardziej odpowiedni moment, aby uderzyć w Kijów sprawą ponad stutysięcznej węgierskiej mniejszości. Tak toporne działanie byłoby jednak skrajnie dziwne w przypadku polityka tak wytrawnego jak Orbán. Gospodarcze i energetyczne interesy węgiersko-rosyjskie i tak rozwijają się pomyślnie. Występowanie w węgierskim parlamencie w tej akurat chwili w sposób tak mało subtelny to metoda pasująca bardziej do populistycznych radykałów, nie do politycznej ekstraklasy, do której Orbán należy. Nie trzyma się także kupy teoria, że Orbán próbuje w ten sposób odbierać pole radykalnemu Jobbikowi. Po cóż miałby to robić akurat teraz, gdy dopiero co wygrał wybory parlamentarne z większością, pozwalającą mu na samodzielne rządzenie? Jednym słowem –- logiczna analiza okoliczności wskazuje raczej, że mamy do czynienia z rutynowym wątkiem, sformułowanym w rutynowy sposób, ale być może celowo w relacjach rozdętym do absurdalnych rozmiarów.

Po trzecie -– kontekst historyczny, wyjaśniający, skąd ów rutynowy wątek się zapewne wziął. Pamiętam, jak trafiłem do niewielkiego węgierskiego miasteczka Tapolca, znanego głównie z bardzo widowiskowego podziemnego jeziora. Niedaleko okupowanego przez turystów wejścia do jaskini był świeżo odremontowany miejski plac i skwer. Na tym skwerze centralne miejsce zajmował monument poświęcony „rozbiorowi” Węgier dokonanemu przez zwycięzców I wojny światowej w 1920 r. w traktacie z Trianon. Nieopodal w gablotach można było (także po angielsku) przeczytać, jak wielkim dla Węgier nieszczęściem był traktat, zabierający im dwie trzecie terytorium wraz z ponad 40 procentami ludności. Były mapki, opisy ludzkich dramatów.

Trzeba zrozumieć, że dla Węgrów traktat z Trianon jest bardziej bolesny niż dla Polaków utrata Kresów. Jest to dla nich wydarzenie porównywalne chyba tylko z tragiczną w skutkach bitwą pod Mohaczem z 1526 r. , która doprowadziła do rozpadu Królestwa Węgier. Z jego powodu na Węgrzech od 1920 do 1938 r. flagi powiewały w połowie masztu. Traktat z Trianon jest traumą, tkwiącą głęboko w umyśle każdego węgierskiego patrioty (choć oczywiście i wokół podejścia do tego elementu historii toczą się polityczne spory), a zarazem źródłem wyjątkowo intensywnej troski polityków o Węgrów żyjących poza granicami kraju, przede wszystkim w Słowacji, Rumunii i właśnie na ukraińskim Zakarpaciu, czyli na terenach, będących historycznie częścią Węgier.

W tym kontekście staje się całkowicie zrozumiałe, że Viktor Orbán wspomniał o węgierskiej mniejszości na Ukrainie i o tym, że w ramach istniejących umów i traktatów Budapeszt będzie się domagał respektowania ich praw. Lider Fideszu po prostu nie mógł w swoim wystąpieniu pominąć tego wątku.

Po czwarte -– rozczulające są lamenty, podnoszone zwłaszcza w prawnej stronie, że węgierski premier realizuje politykę niezgodną z polskim interesem. Nie mam tu na myśli kwestii mniejszości, ale jego bardzo wstrzemięźliwe stanowisko w sprawie ukraińskiego konfliktu oraz energetyczne interesy z Rosją. O ile wiem, Viktor Orbán przysięgał działać w interesie Węgier, a nie Polski. Jeśli w jego ocenie te interesy w tej akurat dziedzinie nie są zbieżne z naszymi – trudno. Oczywiście całkowicie odrębną kwestią jest, czy wiążąc Węgry energetycznie z Rosją Orbán dobrze realizuje strategiczny interes swojego kraju.

Po piąte -– nieporozumieniem jest założenie, że wszystko wspomniane powyżej powinno zmienić pozytywną ocenę Orbána jako polityka u tych, którzy go cenią (zaliczam się do tych osób). Można dobrze oceniać polityka, który odegrał w historii Polski rolę dwuznaczną albo wręcz negatywną. Podziwiam na przykład Churchilla albo Bismarcka. Podziwiam ich za determinację, skuteczność, osiąganie celów wewnętrznych i zewnętrznych, lecz przecież nie za to, że się szczególnie przysłużyli mojemu krajowi.

To samo dotyczy Orbána. Imponuje mi jako polityk niezwykle wytrwały, skuteczny w osiąganiu celów, zdeterminowany. Podziwiam go za umiejętność łączenia stanowczości w obronie węgierskiego interesu ze zdolnością negocjowania oraz za zbudowanie trwałej, sprawnej maszyny partyjnej. W tym sensie jestem jego fanem, ale nie znaczy to, że zgadzam się z każdym jego posunięciem (moje zastrzeżenia budzą np. niektóre elementy realizowanej przez Orbána polityki gospodarczej czy jego stosunek do publicznych mediów), a tym bardziej, że uważam go za polityka szczególnie sprzyjającego Polsce. Dla Orbána priorytetem są Węgry i węgierskie interesy i za to również należy go cenić.

Łukasz Warzecha za: http://wpolityce.pl/polityka/195708-warzecha-dla-wpolitycepl-dla-orbana-priorytetem-sa-wegry-i-wegierskie-interesy-i-za-to-rowniez-nalezy-go-cenic

Maj 14

Czy Viktor Orbán popiera rozpad Ukrainy? Oddzielmy fakty od manipulacji

W Polsce trwa medialna dyskusja po wypowiedzi Viktora Orbána, który miał się niedawno odnieść do kwestii mniejszości węgierskiej na Ukrainie.

Tak jego stanowisko zaprezentowane zostało m.in. przez portal tvn24:

Węgrzy, którzy mieszkają na terytorium Ukrainy, powinni otrzymać autonomię i podwójne obywatelstwo. Takie oczekiwania pod adresem Kijowa przedstawił w parlamencie węgierskim premier Viktor Orbán.

Wypowiedź ta spotkała się z krytyczną reakcją premiera Donalda Tuska, który oświadczył:

Dzisiaj, kiedy jesteśmy świadkami rozbierania Ukrainy i próby demontażu państwa ukraińskiego, taka wypowiedź musi budzić niepokój. (…) Jeśli ktokolwiek w Europie myśli, że rozpad państwa ukraińskiego może przynieść jakieś doraźne korzyści zachodnim sąsiadom Ukrainy, ten popełnia dramatyczny błąd i kompletną nieznajomość historii.

Swoje doniesienia na temat Viktora Orbán portal tvn.24 uzupełnił jeszcze dodatkową informacją:

Wcześniej MSZ Węgier zapewniało, że Budapeszt nie będzie naruszał terytorialnej integralności Ukrainy i nie będzie próbował przyłączyć Zakarpacia. Jednak 9 kwietnia, na sesji Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy, węgierski delegat wystąpił w jednym froncie z przedstawicielami rosyjskiej delegacji. Węgier powiedział wtedy, że na Ukrainie działają „skryte siły”, które próbują przejąć władzę. Dodał też, że Ukraina to „sztuczne państwo”, w skład którego, w szczególności, wchodzi Zakarpacie, które przez wiele lat należało do Węgier.

Z powyższej wzmianki można wnioskować, że ów węgierski delegat, który wystąpił na sesji Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy, to przedstawiciel rządu w Budapeszcie. Tymczasem w rzeczywistości owym politykiem był Tamas Gaudi-Nagy z opozycyjnego Jobbiku, który zasłynął z tego, iż kończąc swą sejmową kadencję wyrzucił z okna parlamentu węgierskiego flagę Unii Europejskiej. Nacjonalistyczny Jobbik od początku wydarzeń na Ukrainie prezentuje zdecydowanie prorosyjskie stanowisko i krytykuje rząd Viktora Orbána za jego proukraińskość. Minister spraw zagranicznych Janos Martonyi został okrzyknięty nawet przez Jobbik zdrajcą narodu, gdyż zbytnio sprzyja władzom w Kijowie.

Wspomniany już Tamas Gaudi-Nagy powiedział także, że Moskwa daje na wschodniej Ukrainie przykład, jak należy postępować i że Węgry również powinny wkroczyć na drogę rewizjonizmu granic. Nazwał przy tym Rosję “jedynym gwarantem ochrony praw człowieka”.

Jobbik zresztą wysłał swoich obserwatorów na referendum przeprowadzone na Krymie przez prorosyjskich separatystów. Wydali oni oświadczenie, że oderwanie półwyspu od Ukrainy odbyło się w zgodzie z normami prawa międzynarodowego. Obecnie władze Jobbiku domagają się zorganizowania podobnego referendum na Zakarpaciu w celu przyłączenia tego regionu do Węgier. Otwarcie wspierają politykę Putina i opowiadają się za dokonaniem rozbioru Ukrainy.

Z notatki zamieszczonej na portalu tvn24 nie dowiemy się jednak, że wystąpienie na sesji Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy delegata Węgier reprezentowało nie stanowisko rządu, lecz opozycyjnego Jobbiku, które jest w tej sprawie odmienne od władz w Budapeszcie.

Wróćmy jednak do wypowiedzi Viktora Orbána, która wywołała tyle zamieszania i komentarzy w Polsce. Została ona wyrwana z jego exposé, które wygłosił 10 maja w parlamencie w Budapeszcie. Część wystąpienia poświęcił wówczas mniejszości węgierskiej, która zamieszkuje kraje ościenne (głównie Rumunię, Słowację, Serbię i Ukrainę). Szacuje się, że w państwach sąsiadujących z 10-milionowymi Węgrami może mieszkać ok. 4 milionów Węgrów. Wielu z nich zostało pozbawionych węgierskiego obywatelstwa wbrew własnej woli, na skutek przesunięć granic, jakie nastąpiły wXX wieku.

W 2010 roku rząd Viktora Orbána  podjął decyzję o nadawaniu obywatelstwa Węgrom mieszkającym za granicą. W ciągu niecałych czterech lat z prawa tego skorzystało około pół miliona osób. 6 kwietnia 2014 roku po raz pierwszy mogli oni wziąć udział w wyborach parlamentarnych. I to właśnie o nich mówił w swym exposé Viktor Orbán.

W tym kontekście premier odniósł się także do Ukrainy. Oto cały pasus poświęcony tej sprawie:

Kwestię węgierską rozpatrujemy jako problem europejski. Węgrzy w Basenie Karpackim mają prawo do podwójnego obywatelstwa, korzystania z praw wspólnotowych oraz autonomii. To jest nasze stanowisko, które prezentujemy w polityce międzynarodowej. Szczególnej aktualności temu problemowi nadaje sytuacja żyjącej na Ukrainie 200-tysięcznej społeczności węgierskiej, która powinna otrzymać podwójne obywatelstwo, wszelkie prawa narodowej społeczności oraz możliwość samorządu. To jest nasze jasne oczekiwanie wobec nowej Ukrainy, która właśnie powstaje i która cieszy się naszą sympatią oraz poparciem w swym dążeniu do zbudowania demokratycznego państwa.

Zauważmy, że mówiąc o mniejszości węgierskiej na Ukrainie Orbán nie użył słowa “autonomia”, lecz “samorząd. O ile władze w Budapeszcie od dawna występują z postulatami autonomii kulturalnej dla 2-milionowej mniejszości węgierskiej w Rumunii oraz 600-tysięcznej na Słowacji, o tyle w przypadku 200-tysięcznej społeczności na Ukrainie domagają się innych rozwiązań, podobnych do tych, jakie sami Węgrzy stosują wobec mniejszości narodowych na swoim terytorium. Chodzi o samorządowe struktury, które mają zagwarantowane państwowe dotacje na rozwój szkolnictwa, działalność kulturalną czy wydawniczą.

Orbán wspomniał o Ukrainie, ponieważ tworzy ona teraz w dramatycznych okolicznościach nowy ład ustrojowy, dlatego chciałby, aby w swym nowym projekcie Kijów uwzględnił także interesy węgierskiej mniejszości. Premier Węgier upomniał się więc o swych rodaków za granicami, natomiast ani słowem nie wspomniał o konieczności federalizacji Ukrainy czy zmianie jej granic. Mało tego: podkreślił swe poparcie dla władz w Kijowie.

12 maja, a więc dokładnie dwa dni po exposé Orbána, władze w Moskwie wprowadziły embargo na dostawy węgierskiego mięsa i wędlin. Była to reakcja na stanowisko Budapesztu w sprawie Ukrainy. Czy Rosjanie zareagowaliby w ten sposób, gdyby rzeczywiście spotkali się z poparciem władz węgierskich?

Grzegorz Górny

za: http://wpolityce.pl/swiat/195498-grzegorz-gorny-dla-wpolitycepl-czy-viktor-orban-popiera-rozpad-ukrainy-oddzielmy-fakty-od-manipulacji

Maj 10

W Berlinie broni tradycyjnych wartości…

(…) W swoim przemówieniu wygłoszonym podczas konferencji Orbán skupił się na problemach politycznych i społecznych Europy, mówił też obszernie na temat sytuacji Europy Środkowej i Wschodniej uznając, że nieaktualny jest już dominujący w początkowej fazie transformacji ustrojowej pogląd, że należy kopiować wszelkie rozwiązania wyżej rozwiniętych i bogatszych państw Zachodu. Stwierdził, że właśnie próby takiego kopiowania doprowadziły w niektórych przypadkach do kłopotów nowych członków UE. "Wcześniej oczekiwaliśmy od Europy Zachodniej poparcia w zabiegach o wejście do UE. Dziś oczekujemy od Zachodu uznania faktu, iż nie jesteśmy jedynie konsultantami w poszukiwaniu nowych rozwiązań, lecz że Europa Środkowa i Węgry mają własne rozwiązania i oferty dla całej Europy" – powiedział Orbán. "Oczekujemy, że Zachód zaakceptuje, że to, co reprezentujemy, nie jest głupotą, odstępstwem od ortodoksji, lecz jest wkładem Europy Środkowej, który powinien być oceniany na podstawie skuteczności i rezultatów".

Orbán sporo uwagi poświęcił prezentacji osiągnięć Węgier – czyli własnego rządu w poprzedniej kadencji. Przypomniał, że jego kraj przedterminowo spłacił pożyczkę zaciągniętą w MFW, a warunki dyktowane przez międzynarodowe instytucje finansowe nie muszą odpowiadać wszystkim państwom. Orbán nie zasugerował otwarcie, że Europa powinna skorzystać z węgierskich doświadczeń, ale uznał, że „są warte przestudiowania".

Węgierski premier poruszył tez problemy cywilizacyjne. Ostrzegł przed masową imigracją, która może stanowić zagrożenie dla tożsamości Europy. Skrytykował niedostateczne jego zdaniem uwzględnienie chrześcijańskiej tradycji w działalności instytucji unijnych. "Chrześcijaństwo nie jest jedynie religią, jest kulturą, na której zbudowaliśmy cywilizację" – powiedział i sprzeciwił się próbom relatywizowania chrześcijańskiego pojęcia rodziny. Podkreślił, że jego zdaniem małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny, co definiuje też nowa węgierska konstytucja. (…) Całość tutaj

Maj 04

List Pawła Kowala do premiera

Szanowny Panie Premierze,

Po pierwsze gratuluję z okazji wyborczego zwycięstwa Fideszu. Nie ukrywam, że Pańskie działania imponują wielu politykom w Europie a i sam od lat przyglądam się wielu aspektom Pańskiej aktywności z uznaniem. Polityka prorodzinna, wspieranie rodzimej klasy średniej i małych przedsiębiorstw – przyglądam się Pańskim działaniom na tych polach z dużym zainteresowaniem.

Podobnie jak Pan, uważam, że nasze państwa i szerzej – Europa Środkowa – powinny ze sobą bliżej współpracować. Pamiętam rozmowę na ten temat kiedy przyjechał Pan po zwycięskich wyborach do Polski w 2010 roku. Cieszę się, że znów wybrał Pan Warszawę, jako cel swojej pierwszej wizyty zagranicznej. Tym bardziej, przed przyjazdem do naszego kraju, chciałbym zwrócić Pańską uwagę na kwestię, która może utrudnić nam budowanie silnego, środkowoeuropejskiego bloku.

Jednym z problemów, które dzielą wszystkie nasze kraje jest kwestia bezpieczeństwa i niezależności energetycznej. Podpisana przez Węgry umowa z Rosatomem na budowę drugiej część elektrowni atomowej Pacs, a także współpraca z Rosją przy budowie gazociągu South Stream idzie w poprzek interesów Polski.

Z punktu widzenia Polski i, jak jestem przekonany – Europy Środkowej – ważne jest, by wobec dominującej pozycji Rosji prowadzić wspólną politykę, zwłaszcza w tak wrażliwych dziedzinach jak energetyka. Rosja próbuje rozbić solidarność europejską i niestety ostatnie decyzje rządu Węgier w tym przypadku jej to ułatwiają. Prowadzi to do sytuacji, w której Pański rząd nie może wprost opowiedzieć się za wprowadzeniem np. sankcji gospodarczych wobec Rosji i innych działań, które mogłyby powstrzymać jej imperialne działania Kremla. Obecna polityka Władimira Putina zagraża bezpieczeństwu Polski. My Polacy i Węgrzy wiemy dobrze, co znaczy bezpieczeństwo, co znaczy wolność, co znaczy destabilizacja i zmiana granic. Taką eskalację trudno przerwać. Dziś zmiana granic zagraża Ukrainie a w przyszłości być może i innym państwom regionu w tym Polsce.

Dlatego apeluję do Pana o zmianę polityki Węgier wobec Rosji. Przyjeżdża Pan do Polski jako polityk, który rzeczywiście może zaproponować nowe partnerstwo w Europie Środkowej. Pana pozycja w polityce wewnętrznej na Węgrzech daje Panu szczególne możliwości. Przeszkodą jednak w realizacji takiego planu może być właśnie polityka wschodnia Węgier. Trzeba dokonać wyboru – albo partnerstwo z Władimirem Putinem, albo budowa silnego bloku w Europie Środkowej i prowadzenie wspólnej polityki wschodniej.

W 2010 roku pomimo Pana gestów, nie udało się namówić rządu Polski do zacieśnienia relacji z Węgrami. Może uda się tym razem? Polska i Węgry powinny być motorem współpracy środkowoeuropejskiej. Konserwatyści z obu krajów powinni się wspierać w działaniach w europejskich instytucjach, zwłaszcza w Parlamencie Europejskim. Wspólnie możemy domagać się ograniczenia omnipotencji brukselskiej biurokracji oraz zwiększenia zaufania do państw członkowskich, bez czego trudno mówić o prawdziwym partnerstwie w Europie. Mamy dobre podstawy do współpracy, dlatego proszę o rozważenie mojego apelu.

Łączy nas bardzo dużo. Niech stare, proste hasło „Lengyel – Magyar Solidaritas!” nadal będzie dla nas wyzwaniem i natchnieniem do nowych wzmacniania relacji polsko-węgierskich.

Z wyrazami szacunku

Paweł Kowal

Kwi 30

Nominacja… i do roboty !

 

Post użytkownika Orbán Viktor.